niedziela, 5 października 2014

Chapter 9

Witajcie!
Tak jak obiecałam, dodaje kolejną ;) Zapraszam do czytania.

                                                                ~~~~~~~~~~~~~~


Następnego dnia, Mike chciał mnie zabrać po zajęciach do siebie. Niestety jego plan nie wypalił. Okazało się, że ojciec będzie cały dzień w domu i musiałam wrócić. Mike był z tego powodu smutny, ale obiecałam mu, że jeszcze będziemy mieli okazje. Mama chyba widziała, że moje zachowanie się zmieniło i patrzyła się na mnie podejrzliwie.
W piątek rano zeszłam do kuchni. Dowiedziałam się, że ojca ma nie być do rana, więc umówiłam się z Michaelem na dzisiaj. Mamie zamierzałam powiedzieć o tym dopiero teraz. Wolałam mieć przez te kilka dni spokoju, a wiem, że suszyła by mi głowę. Usiadłam przy stole, czekając na śniadanie.
- Mamo? Muszę Ci o czymś powiedzieć.
- Co takiego?
- Dzisiaj wrócę później do domu – postawiła kanapki na stole i usiadła naprzeciwko.
- Dlaczego? Masz dłużej zajęcie?
- Nie … jadę do Michaela. Zaprosił mnie do siebie.
- Słucham?? Nie zgadzam się. Masz wrócić prosto do domu.
- Nie mamo. O co Ci tym razem chodzi?
- Ja wiem w jakim celu On Cie zaprosił.
- A no oczywiście. Wykorzysta mnie i wyrzuci z domu.
- Zobaczysz, że tak będzie. Jak nie dzisiaj, to w najbliższym czasie.
- Wiesz co mamo? Zaryzykuje, a za śniadanie bardzo dziękuje. Odechciało mi się – wzięłam swoją torbę i wyszłam z domu. Czekałam na przystanku na Michaela, ale spóźniał się. Postanowiłam do niego zadzwonić. Nie odebrał, ale od razu oddzwonił.
- Betty .. przepraszam, ale nie dam rady przyjechać. Zaraz wyślę po Ciebie kierowcę.
- Nie musisz. Właśnie mam autobus.
- Na pewno? Coś ważnego mi wypadło i nie mogłem się wyrwać.
- Nic się nie stało.
- Jeszcze raz Cie przepraszam, że nie powiedziałem Ci wcześniej, ale nie miałem pojęcia. Przyjadę po Ciebie po zajęciach tak jak mówiłem.
- W porządku. Będę czekała. Do zobaczenia – rozłączyłam się. Heh .. nie musiał mi się tłumaczyć, a i tak to robił. Był słodki. Wsiadłam do autobusu i po 15 minutach byłam na miejscu. Steffi nie było przy wejściu. Przypomniało mi się, że zaczynała zajęcia godzinę później. Ku mojemu zaskoczeniu przez cały dzień nie widziałam Victorii. Cieszyłam się z tego. To sprawiło, że miałam jeszcze lepszy humor. Czekałam razem ze Steffi jak i innymi na zajęcia z języka Angielskiego. Od jakiegoś czasu siedziałyśmy koło siebie. Nauczycielka kazała, żebyśmy połączyli się w pary. Ja oczywiście byłam ze Steffi. Mieliśmy napisać referat na 10 stron o jakieś sławnej osobie. Każda para miała zgłosić nauczycielce o kim będzie pisać, żeby nie zdarzyło się tak, że kilka osób napisze o tym samym. Razem z moją nową koleżanką, musiałyśmy się dobrze zastanowić o kim będziemy. Siedziałyśmy właśnie na długiej przerwie poza budynkiem uczelni na trawie.
- Hmm … a co powiesz na Elvisa? - zaproponowała.
- Czy ja wiem. Pewnie już ktoś o nim pomyślał. Musimy się spieszyć, bo okaże się, że nikt nam nie zostanie.
- Może ktoś z żyjących – myślała przez jakiś czas – Mam! Może .. Michael Jackson?
- Jackson? Myślisz, że to dobry pomysł? - musiałam nieźle udawać, żeby się nie zorientowała, że Go znam.
- Jest młody, świetny z niego piosenkarz .. no i … zabójczo przystojny – zaczepiła mnie łokciem w ramię – Nie mów, że Ci się nie podoba – starałam się nie zarumienić, ale i tak czułam, że robię się czerwona. Steffi się zaśmiała – Oj nie musisz odpowiadać i tak wiem – puściła mi oczko.
- Ok .. niech będzie On. Przynajmniej będzie dużo do opisania.
- To chodź szybko do nauczycielki – pociągnęła mnie za rękę w stronę budynku. Znaleźliśmy ją na korytarzu.
- O co chodzi dziewczyny?
- Wiemy o kim będziemy pisały.
- O szybko. Więc słucham.
- Michael Jackson.
- Ciekawa postać. Zapiszę sobie. Macie na to dwa tygodnie.
- A ile minimum stron?
- Tak jak zawsze. Od 10 stron, a nawet więcej jeżeli dacie radę.
- Dobrze. Dziękujemy – Steffi miała mieć jeszcze jakieś dodatkowe zajęcia i została dłużej. Dała mi swój numer telefonu. Miałam do niej zadzwonić, żebyśmy się umówiły i zaczęły pisać ten referat. Chciałam aby ojca znowu nie było w domu i chciałam ją zaprosić do mnie. Czekałam już na parkingu na Michaela, ale jego nadal nie było. Miałam już do niego dzwonić, ale zobaczyłam z daleka jego auto. Zatrzymał się przy mnie. Wsiadłam.
- Cześć – przywitałam się.
- Cześć Betty. Wybaczysz mi to spóźnienie?
- Hehe tak. Może nie masz dzisiaj czasu i to przełożymy?
- Nie .. no co Ty. Już wszystkie sprawy mam załatwione i mam spokój. A powiedziałaś mamie, że wrócisz dzisiaj późno?
- Tak powiedziałam, a jak późno?
- Hmm … zobaczymy – uśmiechnął się – Zależy jak będziesz się bawiła – dojechaliśmy do domu Michaela. Otworzył mi drzwi po mojej stronie. Od kluczył drzwi od domu i je otworzył – Zapraszam – przepuścił mnie pierwszą – Siadaj – poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Usiadł obok mnie – Ostatnie spotkanie się nie udało, ale dzisiaj to nadrobimy.
- Jak to?
- Czekamy na moją siostrę.
- Ale … jest mi teraz głupio. Co Ona sobie o mnie pomyślała, gdy tak uciekłam.
- Dlatego dzisiaj jest okazja, żebyś się wytłumaczyła – przeraziłam się tym. A co ja mogłam powiedzieć? ''Wybacz, że tak uciekłam, ale myślałam, że jesteś jego dziewczyną, a ja się w nim zakochałam''. Nie wyobrażałam sobie tej rozmowy. Zauważył moje zakłopotanie – Coś nie tak?
- Nie …. tylko .. co ja mam jej powiedzieć? Zachowałam się głupio.
- Martwisz się tym? Nie będzie tak źle. Będę przy Tobie – przytulił mnie.
- Dzięki.
- Idę zrobić kakao. Idziesz ze mną?
- Ok – poszłam za nim do kuchni – Pomóc Ci?
- Możesz wyciągnąć mleko z lodówki – wyciągnęłam i mu podałam – Dzięki – patrzyłam jak sobie radził – Co tam na zajęciach?
- Dobrze. Dostaliśmy zadanie z Angielskiego.
- A jakie?
- Mamy napisać referat o kimś sławnym. Ja jestem w parze ze Steffi.
- O, a wybrałyście już o kim?
- Tak – zaczęłam bawić się swoimi dłońmi z zakłopotania.
- Powiesz, czy mam wyciągać od Ciebie po jednym słowie hehe.
- O …. Tobie – odwrócił się na chwilę w moją stronę.
- Naprawdę? - pokiwałam głową – Ale to się nawet dobrze składa. Będziesz miała informacje od samego źródła – puścił mi oko.
- Tylko .. ja tak nie chce. To będzie nieuczciwe wobec innych.
- No trochę tak, ale .. ja Ci powiem o sobie, a Ty już ułożysz to po swojemu. Ty to będziesz pisała, a nie ja, więc wyjdzie tak jak byś o mnie przeczytała.
- Sama nie wiem.
- Zastanowisz się i dasz mi znać – skończył robić kakao i postawił przede mną – Proszę.
- Dziękuje – wzięłam łyk – Nie wiedziałam, że robisz tak dobre kakao.
- Hehe ciesze się, że Ci smakuje. Tylko się nie oparz – nagle usłyszeliśmy dzwonek drzwi – Pójdę otworzyć. To pewnie Toya – wyszedł z kuchni. Nie wiedziałam, czy wyjść, czy czekać. Postanowiłam zaczekać aż Mike po mnie przyjdzie. Drzwi się otworzyły – Chodź – wyciągnął w moją stronę dłoń. Wzięłam Go za rękę i wyszłam z nim z kuchni – Toya poznaj Betty, Betty to jest moja siostra Toya.
- Miło Cie poznać – uścisnęliśmy sobie dłonie – Mam nadzieje, że tym razem nie uciekniesz przede mną – uśmiechnęła się.
- Przepraszam Panią ..
- Jaką Panią? Mów mi po imieniu. Wiem, że w odróżnieniu od Ciebie jestem stara, ale bez przesady.
- Yy .. no dobrze, więc … przepraszam Cie, że tak ostatnio uciekłam, ale musiałam. Przypomniało mi się, że mama na mnie czekała.
- W porządku. Rozumiem.
- Chodźmy do salonu – zaproponował Mike. Wszyscy usiedliśmy w salonie.
- Ile masz lat? - zapytała.
- Mam 20 lat – spojrzała się na Michaela i zawiesiła na nim wzrok.
- Młodziutka jesteś – porozmawialiśmy jeszcze jakąś godzinkę – A może wyjdziemy do ogrodu, co?
- Dobry pomysł.
- Ok to ja pójdę się przebrać. Idźcie już do ogrodu – ja i Mike wyszliśmy do ogrodu. Moim oczom ukazał się wielki basen. Toya wróciła w bikini – Betty, a Ty jeszcze nie przebrana?
- Yyy … ja .. ja nie będę wchodziła do basenu.
- Dlaczego? Woda jest podgrzewana.
- Nie o to chodzi. Po prostu nie mam ochoty – nie mogłam przecież się rozebrać. Od razu by zobaczyli moje siniaki.
- No dobrze. Nie zmuszam Cie. A Ty Mike?
- Też nie mam jakoś ochoty. Kiedy indziej.
- Ok – wskoczyła do wody, a my usiedliśmy na leżakach.
- Na pewno nie chcesz?
- Tak .. na pewno. Mike .. muszę z Tobą o czymś ważnym porozmawiać, ale to jak będziemy sami, bo to poważna sprawa.
- Dobrze – Toya posiedziała jeszcze z nami pół godziny i postanowiła pojechać. Zostaliśmy sami – To teraz możemy już porozmawiać o czym chciałaś?
- Tak, ale chodź – poszłam na górę do jego sypialni. Poszedł za mną.
- Co tutaj robimy?
- Poczekaj – poszłam do łazienki i zabrałam jego leki, które przyjmował. Wróciłam do pokoju i położyłam wszystkie tabletki na łóżku. Zasłonił twarz dłońmi, bo już wiedział o czym będzie rozmowa. Usiadł na łóżku, a ja koło niego – Mike .. - położyłam dłoń na jego ramieniu – Martwię się o Ciebie .. dlatego muszę poruszyć ten temat.
- Wiem .. Betty …. naprawdę tego nie chce … nie chce ich brać .. ale muszę.
- A próbowałeś przestać?
- Próbowałem … nie udało mi się.
- Spróbuj jeszcze raz .. dla mnie – odsłonił twarz i spojrzał na mnie – Proszę Cie. Wiem co leki potrafią zrobić z człowiekiem. Nie chce stracić przyjaciela.
- Nie stracisz. Panuje nad tym.
- Tak Ci się tylko wydaje. Obiecasz mi, że przestaniesz je zażywać?
- Nie mogę – wstał i podszedł do okna.
- Dlaczego? Nawet dla mnie?
- Gdyby to było takie proste – podeszłam do niego.
- A dlaczego nie jest? Mike? Przyznaj mi się ..
- Do czego?
- Jesteś … uzależniony?
- Nie .. nie jestem.
- Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim.
- Nie osądzaj mnie – miał łzy w oczach, gdy to powiedział.
- Nie osądzam. Nigdy tego nie robiłam. Chce Ci tylko pomóc – niespodziewanie przytulił się do mnie – Zrobimy tak .. posłuchaj mnie i spójrz na mnie – wykonał prośbę – Widzisz je? - wskazałam na leki – Pozbędziemy się ich raz na zawsze.
- Proszę nie .. nie dam rady.
- Wierze, że dasz. Pomogę Ci z tym. Nie zostaniesz sam.
- Nie każ mi teraz podejmować decyzji. Nie umiem tak od razu. Betty? Możemy się na chwilkę położyć?
- Ja .. ja też mam się położyć?
- Jeżeli nie masz nic przeciwko. Chciałbym chwilę poleżeć.
- D-dobrze – położyliśmy się. Po chwili Mike wtulił się we mnie, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Pewnie pomyślał, że jako przyjaciel może i tak naprawdę nie miałam nic przeciwko – Chcesz spać?
- Nie .. tylko sobie poleżymy – zamknął oczy. Nie wiem ile minęło, ale zorientowałam się, że zasnął. Byłam zdziwiona, że zasnął bez żadnych wspomagaczy i nie miałam zamiaru Go budzić. Chciałam, żeby sobie trochę pospał. Tak naturalnie. Jak kiedyś. Wyglądał tak słodko, gdy spał. Aż chciałam Go .. pocałować. Musiałam wyrzucić te myśli. Nie wiedziałam jak mam mu pomóc, a nie mógł przecież przez cały czas zażywać te leki. Po chwili sama zasnęłam.
Obudziłam się. Mike jeszcze sobie spał. To było bardzo przyjemnie ciepło od drugiej osoby. Zwłaszcza jeżeli się kochało tą osobę. Spojrzałam na zegarek. Spałam aż cztery godziny. Ciekawa co mama na to, że jeszcze nie wróciłam. Mike zaczął się leciutko wiercić i otworzył oczy.
- Dobry wieczór śpiochu.
- Jak to .. wieczór? To ile ja spałem?
- Tylko cztery godzinki.
- Aż tyle? Przepraszam. Pewnie było Ci nie wygodnie.
- A nawet nie wiem, bo też mi się przysnęło, heh. Wyspałeś się?
- Tak ..
- A wiesz co jest najlepsze? Że zasnąłeś bez zażycia leków. Tak po prostu.
- Faktycznie. Nie wiedziałem, że to jest w ogóle możliwe. Dziękuje. To Twoja zasługa.
- Heh … możemy już wstać?
- A tak .. jasne – wstałam pierwsza, a za mną Mike – Zjesz ze mną kolację?
- Z przyjemnością. Poczekam na Ciebie w kuchni, dobrze?
- Ok, a ja się trochę ogarnę – zeszłam do kuchni. Postanowiłam nie czekać na Michaela i sama zaczęłam przygotowywać tosty z serem. Ułożyłam chleb tostowy na talerzu i smarowałam każdą kromkę masłem – A co Ty tu robisz? - przestraszyłam się.
- Mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko, ale chciałam już zacząć robić tosty.
- Pewnie, że nie mam. Pomogę Ci – układał ser na posmarowanym chlebie – Szybko nam to nawet idzie.
- Hehe nom. A masz ketchup?
- Powinien być – otworzył lodówkę i wyciągnął – Mam. Też lubisz tosty z ketchupem?
- No, a jak myślałeś. Takie są najlepsze – zaśmiał się – Co Cie tak śmieszy?
- Bo ja też takie lubię – z gotowymi tostami poszliśmy do salonu je zjeść. Smakowały mi jak nigdy wcześniej.
- Czy Twoja propozycja jest aktualna? No wiesz … z tym referatem na Twój temat?
- Przecież wiesz, że tak. Zdecydowałaś się?
- Tak … jeżeli masz jutro czas, to moglibyśmy się spotkać.
- Nie ma sprawy. Zacząłem od pewnego czasu mieć wolne weekendy – uśmiechnął się. Gdy już skończyliśmy jeść, Mike zaproponował, że mnie odwiezie. Pod moim domem nie wysiadł z auta. Pożegnaliśmy się i umówiliśmy się na jutro. Sama chciałam do niego przyjechać, chociaż upierał się, że po mnie przyjedzie. Zdziwiło mnie, że mama nie czekała na mnie od progu. Poszłam do swojego pokoju, a po chwili weszła mama.
- O której to się wraca?
- Nie jest jeszcze tak późno. Przedłużyła nam się rozmowa.
- Rozmowa? Jeszcze nie słyszałam, żeby rozmowy trwały tyle godzin.
- Wszystko zależy od tego, kto ma jaki zasób słów. Ja z Michaelem mamy bardzo duży.
- Nie bądź pyskata. Źle na Ciebie wpływa. Widzę to.
- Mogę się już położyć? Jestem zmęczona.
- Pewnie rozmowa Cie tak wykończyła – wyszła z pokoju. Wzięłam prysznic i się położyłam do łóżka. Tym razem to ja pierwsza napisałam do Michaela sms-a, że już idę spać i życzę mu miłych snów. Odpisał od razu. Poszłam spać z dobrym humorem, że Go jutro znowu zobaczę.

                                                                     ~~~~~~~~~~

Obudziłam się około 10. Tak dobrze mi się spało, że nie chciało mi się wstać, ale nie miałam wyjścia. Musiałam jeszcze przygotować wszystko co będzie mi potrzebne na rozmowę z Michaelem. Mama miała dzisiaj zmianę od 12 do późnego wieczora. Chociaż nie musiałam jej się tłumaczyć. Równie dobrze Mike by mógł przyjść do mnie, ale skoro byłam już z nim umówiona, to nie miałam zamiaru zmieniać planów. Na spotkanie z Michaelem nie musiałam się spieszyć. Miałam u niego być dopiero o 15. Ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni.
- Nareszcie wstałaś. Obiad Ci zrobiłam.
- Nie musiałaś. Umiem sama.
- Też Ci nie pasuje? Proszę bardzo. Od dzisiaj możesz robić sobie sama – wyszła z kuchni. Pięknie. I się obraziła. To nie była moja wina. Chciałam przez to powiedzieć, że nie musi przed pracą robić jeszcze obiadu. Najwidoczniej Ona zrozumiała to inaczej. Godzinę później wyszła już do pracy. Zostałam sama w domu. Usiadłam sobie w salonie. O godzinie 13 usłyszałam, że zamek od drzwi się otwiera. Spojrzałam w ich stronę. Do domu wszedł .. ojciec. Otworzyłam szerzej oczy.
- Nie przywitasz się z ojcem? - wszedł do salonu.
- Miało Cie nie być.
- Chciałabyś, co? Idź mi zrobić coś do jedzenia, bo jestem głodny – rozwalił się na kanapie. Poszłam do kuchni. Już wiedziałam, że z mojego spotkania z Michaelem nici. Dobrze, że został obiad, który mama zrobiła. Odgrzałam Go i zaniosłam mu do salonu.
- Proszę – chciałam iść do siebie.
- Za godzinę przyjdą do mnie znajomi. Przygotuj coś dla moich gości.
- Mam dużo zadane – spojrzał się na mnie takim wzrokiem aż ciarki przeszły mi po plechach.
- To nie było pytanie. Wynocha do kuchni! - krzyknął. Wolałam nie ryzykować i poszłam do kuchni coś przygotować. Zrobiłam jakieś kanapki i przekąski. Zostawiłam wszystko w kuchni. Gdy wychodziłam z kuchni natrafiłam na kilku kumpli ojca, którzy właśnie wchodzili.
- To Twoja córka? - zapytał jeden.
- Niestety.
- Co Ty mówisz. Niezła dupa – klepnął mnie w pośladek. To nie było miłe.
- Podoba Ci się? - nie chcieli mnie przepuścić.
- Pewnie.
- Proszę mnie puścić.
- Jak dobrze wychowana. Nie chcesz pójść ze mną?
- Stary .. później o tym pogadamy. Teraz zapraszam Was do salonu – w końcu mnie przepuścili. Czułam wzrok tego typka na sobie, jak szłam po schodach do siebie. Będąc już w pokoju, zastanawiałam się co miały znaczyć słowa ojca ''Później o tym pogadamy''. Chyba On nie chciał mnie … nie .. to niemożliwe. Położyłam się do łóżka i przytuliłam się do poduszki. Spojrzałam na zegarek. Byłam już godzinę spóźniona na spotkanie z Michaelem. Musiałam do niego zadzwonić. Po dwóch sygnałach odebrał.
- Betty? Coś się stało? Miałaś być godzinę temu.
- Przepraszam Cie Mike, ale nie mogę dzisiaj.
- Dlaczego? Przecież ..
- Naprawdę nie mogę .. - usłyszałam, że ojciec się zbliża. Szybko się rozłączyłam. Nawet nie zdążyłam pożegnać się z Michaelem. Schowałam telefon pod poduszkę.
- Zejdź do Nas – przyszedł do mojego pokoju.
- Mam naprawdę dużo zadane.
- Jak skończysz to zejdź. Mój kumpel chce Cie poznać – wyszedł, a ja zostałam z przerażoną miną na twarzy. Co On chciał zrobić? Coraz bardziej się bałam. Żałowałam, że nie było mamy. Mimo wszystko, Ona by nie dopuściła aby mi coś zrobił. Musiałam udawać, że odrabiam zadania i usiadłam przy biurku. I tak nie mogłam się skupić. Usłyszałam pukanie w szybę. Odsłoniłam firankę.
- Mike? - znowu siedział na tym drzewie – Co Ty tam robisz? - wpuściłam Go do pokoju.
- Cześć – przywitał się – Przyjechałem, bo tak nagle się rozłączyłaś i trochę się przestraszyłem.
- Mike .. mój ojciec wrócił – przytuliłam się do niego. Objął mnie – Zrobił imprezę, a mama jest w pracy. Nie mogłam przyjechać. Przepraszam.
- Nic się nie stało. Właśnie słyszę jak dobrze się bawi – w całym domu, było słychać głośno muzykę.
- Nie powinieneś tutaj przyjeżdżać. Ojciec może w każdej chwili wejść.
- A niech wejdzie. Chętnie z nim sobie pogadam.
- Nie! Nie wiesz co mówisz. On nie może Cie zobaczyć.
- Dobrze. Nie denerwuj się. Usiądziemy? - spojrzałam w stronę drzwi ze strachem – Spokojnie. Zaraz sobie pójdę.
- Dobrze – usiedliśmy na łóżku.
- Na pewno wszystko ok?
- Było by lepiej, gdyby jego nie było, ale da się przeżyć – wymusiłam się na uśmiech. Chciałam, żeby ze mną został. Czułam się przy nim bezpieczniej. Ale nie mógł.
- Jutro się spotkamy?
- Chyba nie. Dzisiaj wrócił i raczej jutro też będzie.
- Szkoda – znowu usłyszałam, że idzie po schodach.
- O nie! Idź do łazienki! - był trochę zdziwiony, ale po chwili zrozumiał i poszedł do łazienki, a ja usiadłam przy biurku.
- Miałaś do nas przyjść. Mój kumpel jest strasznie niecierpliwy – ojciec już był podpity. Modliłam się aby Mike nie wyszedł z łazienki, gdy to usłyszał.
- Ale ja nie mogę. Naprawdę.
- No dobra .. to On przyjdzie do Ciebie pod koniec imprezy – zamknął za sobą drzwi. Mike wszedł chwilę później i patrzył się na mnie.
- Co to miało znaczyć? - zapytał i dalej patrzył się na mnie.
- Nic Mike. On jest pijany i nie wie co mówi.
- Przecież słyszałem. O jakim On kumplu mówił i co miał na myśli? - nie wiedziałam już co mówić.
- Bo .. jeden z nich … no podrywał mnie – nie mogłam powiedzieć, że chamsko zaczepiał, bo by się wkurzył – Koniecznie chce, żebym do nich zeszła, ale ja nie chce – opuściłam głowę.
- Wiesz, że Cie w takim razie samą nie zostawię.
- Ale .. On może tutaj wejść.
- Nie zostawię Cie z nimi samą. Nawet nie ma mowy. Nie darował bym sobie, gdyby coś Ci zrobili.
- To co mam zrobić? Wiesz, że nie mogę z domu wyjść.
- Drzwiami nie możesz …
- Coś sugerujesz?
- Zabiorę Cie stąd. Wyjdziemy oknem.
- Nie mogę. Jeżeli zobaczy, że mnie nie ma ..
- To co zrobi?
- Będzie zły … muszę zostać.
- Nic z tego. Jeżeli się obawiasz .. zawiozę Cie do pracy Twojej mamy. Nie chce słyszeć odmowy.
- Ale ja nie zejdę po drzewie. Nigdy tego nie robiłam.
- Będę Cie trzymał. Weź potrzebne rzeczy i idziemy – stanął przy oknie. Nie miałam wyjścia i musiałam się na to zgodzić – Gotowa?
- Nie bardzo, ale nie mam wyjścia – wyszedł pierwszy na drzewo. Wychyliłam się i spojrzałam w dół – Boję się.
- Obiecałem, że będę Cie trzymał – wyciągnął w moją stronę dłoń. Złapałam się jego dłoni i jakoś wyszłam – To nie jest takie trudne.
- Dla Ciebie – próbowałam złapać równowagę – Jak spadnę, to będzie Twoja wina.
- Poczekaj tutaj. Zejdę pierwszy – powoli schodził.
- Nie! Mike? Słyszysz? Nie zostawiaj mnie – nie posłuchał i zszedł. Sprawdził, czy nikt nie wychodzi z domu i spojrzał w górę.
- Skacz.
- Zwariowałeś?
- Złapię Cie – zamknęłam oczy, wypuściłam powietrze i skoczyłam. Znalazłam się w jego ramionach i otworzyłam oczy – Mówiłem, że Cie złapie – patrzył mi w oczy.
- Yyy … puścisz już mnie? - ocknął się i mnie puścił. Szybko wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Mike postanowił wejść ze mną do szpitala i pogadać z moją mamą. To nie był dobry pomysł, ale nie chciał słyszeć odmowy. Poszliśmy na odział, na którym mama miała dyżur. Akurat szła korytarzem.
- Betty? - zdziwiła się. Po chwili spojrzała na Michaela. Mike nie dał mi dojść do słowa, tylko od razu zaczął.
- Dzień dobry Pani. Wiem, że nie cieszy się Pani na mój widok, ale to nic. Przywiozłem tutaj Betty ponieważ Pani mężulek urządził w domu imprezę i się upił ze swoim towarzystwem.
- To nie Pana sprawa.
- Owszem moja, bo nie będę narażał bezpieczeństwa Betty. Jakiś kumpel ojca Betty .. chciał ją bliżej poznać, rozumie Pani?
- Betty, to prawda?
- Tak mamo.
- Więc Betty zostanie tutaj z Panią albo ją zabieram do siebie na czas Pani pracy. Ona tam sama nie będzie przebywała – Mike był stanowczy.
- Możesz zostać tutaj. Może Pan już jechać.
- Dziękuje Mike – przytuliłam się do niego.
- Nie ma sprawy, mała. Pojadę już. Dzwoń w razie czego – odszedł długim korytarzem.
- Był u nas?
- Tak. Ojciec Go nie widział i jak wychodziliśmy też nie widział. On zaprosił jakiś swoich kumpli. Zaczęli pić .. jeden z nich … klepnął mnie w pośladek. Potem przyszedł do mnie ojciec i powiedział, że tamten niedługo do mnie przyjdzie, bo chce mnie poznać. Mike był w tym czasie w łazience i wszystko słyszał. Dlatego mnie zabrał i przywiózł do Ciebie. On naprawdę jest inny niż pozostali faceci. Dlaczego tego nie widzisz?

- Chodź. Poczekasz na mnie w pokoju pielęgniarek – zaprowadziła mnie tam i wróciła do swoich obowiązków. Nie rozumiałam jej. Czy Ona nie widziała, że Mike jest w porządku? Że nigdy by mnie nie skrzywdził? Martwił się o mnie, ale dla niej to nie miało znaczenia. Wiedziała swoje i nie umiałam jej przemówić do rozsądku.

sobota, 13 września 2014

Chapter 8

Nie miałam ochoty iść na zajęcia, ale przecież musiałam. Zjadłam tylko trochę śniadania. Na nic nie miałam ochoty i nie miałam humoru. Mama usiadła naprzeciwko mnie.
- Betty? Coś się stało?
- Nie … muszę już iść – chciałam wstać, ale położyła swoją dłoń na mojej.
- Przecież widzę … wiem, że jesteś nadal na mnie zła, ale możesz mi powiedzieć o wszystkim. Jestem Twoją matką.
- Daj mi spokój .. proszę Cie – wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z domu. Była ostatnią osobą, której bym o wszystkim powiedziała. Poszłam na ten przystanek autobusowy co zwykle. Mike nie przyjechał. Wiedziałam. Nawet się z tego cieszyłam. Nie musiałam przynajmniej udawać i wyjaśniać mojego dziwnego zachowania. Nie umawiałam się ze Steffi, a i tak na mnie czekała przed wejściem.
- Cześć – przywitała się z uśmiechem.
- Cześć – wymusiłam się na uśmiech.
- Dlaczego jesteś smutna? - weszliśmy do środka.
- A .. takie tam … pewne sprawy, o których nie mam ochoty mówić.
- W porządku. Nie wypytuje. Muszę Ci o czymś powiedzieć.
- To coś poważnego?
- Niby nie … porozmawiamy na długiej przerwie.
- Ok – rozeszłyśmy się. Michael zajmował moje całe myśli i nie mogłam się skupić na zajęciach. Jeżeli tak wygląda miłość, to ja się chce jak najszybciej odkochać. Łudziłam się, że jest na to jakiś sposób.
- Panno Henderson. Proszę zejść na ziemie. Wiem, że są rzeczy bardziej ciekawsze od zajęć, ale po to tutaj Pani jest – wszyscy się zaśmiali.
- Przepraszam – opuściłam głowę i się zawstydziłam. Co On ze mną zrobił? Nie mogłam sobie pozwolić na takie zachowanie. Nauka była najważniejsza. Na długiej przerwie spotkałam się ze Steffi. Tak jak ostatnio poszłyśmy na zewnątrz – No to teraz mów o co chodzi.
- Nie wiem jak zacząć. Mam nadzieje, że to nie zmieni naszych relacji. Nie mówiłam Ci, ale ja tutaj chodzę od niedawna. Nie znam nikogo. Wcześniej z rodzicami i moim starszym bratem mieszkaliśmy w innej dzielnicy. Przeprowadzka oznaczało zmianę uczelni.
- Jak na razie wszystko rozumiem.
- Ale to nie wszystko. Teraz najważniejsze. Evan Baxter jest Twoim nauczycielem, prawda?
- Tak – nie rozumiałam.
- Ja .. ja nazywam się … Steffi .. Baxter … jestem jego siostrą.
- Co? - wybałuszyłam oczy – Żartujesz?
- Chciałabym – posmutniała – Dlatego nie studiuje tego co Ty. Ze względu na mojego brata. Nie chcę, żeby ktokolwiek myślał sobie, że mam u niego fory, czy coś. Jest dobrym nauczycielem. A Ty co sądzisz o nim?
- Wydaje się miły – powiedziałam co chciała usłyszeć. Nie chciałam jej robić przykrości i nie powiedziałam jej co chciał ode mnie. Pewnie i tak by nie uwierzyła.
- Jak byś miała z nim problemy, to mi powiedź – pokiwałam tylko głową – Kończysz dzisiaj o 14?
- Tak.
- Ja też. Może wróciłybyśmy razem, co? Chyba, że Twój przyjaciel po Ciebie przyjedzie.
- Pewnie. Nie dzisiaj po mnie nie przyjedzie. Ma dużo pracy – tak naprawdę tego nie wiedziałam, czy ma pracę, ale wiedziałam jedno … że nie przyjedzie. Miał już kim się zajmować. Oby był z nią szczęśliwy.
- Betty? Zamyśliłaś się na chwilkę.
- Yy .. a tak. Wybacz. Chodź wracamy już – po zajęciach wracałyśmy razem tak jak mówiłyśmy. Okazało się, że Steffi też idzie na autobus. Wysiadała o przystanek wcześniej.
- To widzimy się jutro, tak?
- Tak.
- Ciesze się, że to co Ci powiedziałam, nie zmieniło Twojego zdania o mnie.
- To, że jesteś jego siostrą nie oznacza, że jesteś taka sama. Każdy człowiek jest inny.
- To prawda, ale Evan nie jest taki zły.
- Pewnie tak.
- O ja już muszę wysiadać. Trzymaj się – wysiadła. Gdy ja wysiadłam na swoim przystanku, szłam do domu bardzo wolno. Ojca nie było, a nawet jak by był .. co z tego? Pewnie by się mi dostało. Jakoś się już tego nie bałam. Weszłam do domu.
- Co tak szybko? - mama się zdziwiła – Myślałam, że ten Jackson znowu Cie gdzieś wyciągnie – tak mamo, dobijaj mnie jeszcze bardziej.
- Dzisiaj się z nim nie umawiałam. On ma też swoje obowiązki.
- Coś takiego. Myślałam, że jego głównym obowiązkiem jest zdobycie Ciebie.
- Czego Ty ode mnie chcesz, co?! - wydarłam się. Kompletnie wyprowadziła mnie z równowagi.
- Nie tym tonem moja droga! Nie zapominaj, że rozmawiasz ze swoją matką!
- Tak! Z matką, która ma gdzieś moje uczucia! - pobiegłam do siebie. Dlaczego to jest takie trudne? Dlaczego musiałam Go spotkać na swojej drodze? Nienawidzę siebie. Może uda mi się o nim zapomnieć … o jego uśmiechu. Co ja gadam. Prawie cały dzień przeleżałam w łóżku. Dopiero o 18 zeszłam na dół.
- Betty .. - podeszła do mnie – Przepraszam .. nie chciałam na Ciebie krzyczeć. Chce Cie tylko uchronić przed największym błędem w Twoim życiu.
- Tym błędem jest Michaela?
- Tak .. to przez niego się kłócimy. Wcześniej nie dochodziło między nami do sprzeczek.
- Mamo … ale ja … - już chciałam wyznać jej moje uczucia do niego. Spojrzałam w jej oczy i zdałam sobie sprawę, że nie mogę jej powiedzieć.
- O co chodzi? - opuściłam głowę.
- Już nic.
- Na pewno? - pokiwałam głową – No dobrze. Mam prośbę. Mogłabyś iść do marketu? Zabrakło mi parę rzeczy na kolacje.
- Dobrze – dała mi listę zakupów i pieniądze. Sklep był nie daleko. Zrobiłam potrzebne zakupy i ruszyłam w drogę powrotną. Gdy byłam już blisko domu i przechodziłam obok krzaków, coś złapało mnie w pasie, zasłonił ręką usta i zaciągnęło do tych krzaków. Chciałam krzyczeć, ale nie dałam rady.
- Betty, Betty … spokojnie .. to ja – poznałam ten głos i przestałam się wyrywać. Odwrócił mnie w swoją stronę – Nie chciałem Cie wystraszyć.
- Ale udało Ci się.
- Przepraszam. Nie wiedziałam jak się z Tobą skontaktować.
- Po co?
- Słucham? Co Ty mówisz? Posłuchaj … - złapał mnie delikatnie za ramiona – Dlaczego wczoraj uciekłaś? Chciałem Cie przedstawić .. - nie dałam mu dokończyć.
- Mama czeka na zakupy. Muszę iść – wyminęłam Go i wyszłam z tych krzaków. Czułam się źle z tym jak Go traktuje. Nie zasługiwał na to.
- Stój! - pobiegł za mną i mnie zatrzymał – Co się dzieje? Dlaczego tak się zachowujesz? Wczoraj od razu chciałem do Ciebie jechać, ale postanowiłem dać Ci trochę czasu. Chociaż nie mam pojęcia co zrobiłem nie tak.
- Nic nie zrobiłeś.
- Więc o co chodzi? - zobaczyłam, że przechodnie się na nas gapią.
- Chodź – pociągnęłam Go za rękę bardziej w pobliże mojego domu. Widać było okna kuchni – Mike .. masz swoje życie .. - nie wiedziałam jak mu powiedzieć, żeby zajął się swoją dziewczyną.
- Nie rozumiem … nie chcesz się ze mną już przyjaźnić? O to chodzi?
- Oczywiście, że chce.
- To mi to wyjaśnij, bo nie rozumiem.
- Nie mam czego wyjaśniać. Nie znałeś mnie i też było dobrze. Nic nie wniosłam do Twojego życia.
- Mylisz się. Wniosłaś bardzo dużo – dotknął mojego policzka. Walczyłam, żeby mu nie wyjawić co do niego czuje.
- Ty w moje też – przyznałam.
- Więc dlaczego uciekłaś? Chciałem, żebyś poznała moją siostrę, Ona Ciebie też chciała, a Ty po prostu wyszłaś.
- Ale … siostrę? - myślałam, że się przesłyszałam.
- Tak .. - uśmiechnął się – LaToya jest moją starszą siostrą. Ostatnio nasze relacje się poprawiły i opowiadałem jej o Tobie. Bardzo chciała Cie poznać i myślałem, że to dobry pomysł .. jednak .. myliłem się – posmutniał.
- Mike .. nie wiedziałam, że Ona .. jest Twoją siostrą.
- A kim? Dziewczyną? - zaśmiał się. Nie odpowiedziałam – Naprawdę tak pomyślałaś?
- Wiem .. to głupie.
- Bym Ci od razu powiedział, gdybym kogoś miał. Nie oszukał bym Cię.
- Przepraszam .. nie wiem dlaczego tak pomyślałam.
- To co teraz? Przytulas na zgodę? - zrobił niewinną minkę i wyciągnął ręce w moją stronę. Uśmiechnęłam się i przylgnęłam do niego. Przerażało mnie to, że nie chciałam się od niego oderwać. Na szczęście On też nie miał zamiaru mnie puszczać i nie wyszłam dzięki temu na jakąś nienormalną – Hehe ja też tęskniłem – odsunęłam się od niego i spojrzałam poważnie.
- Jak mogłeś mnie tak przestraszyć? - walnęłam go w ramię – Myślałam, że to jakiś psychol albo gwałciciel.
- Ałł hehe .. - śmiał się.
- Ja Ci się zaraz pośmieje – dostał torbą z zakupami.
- Ałć - zasłaniał się.
- Zaraz Cie bardziej zaboli – zaczął mi uciekać – Wracaj tutaj! - pobiegłam za nim – Już Cie nie uderzę. Zatrzymaj się – niepewnie się zatrzymał.
- Na pewno?
- Tak – podeszłam do niego – A masz! - dostał jeszcze z dwa razy i na więcej mi nie pozwolił, bo złapał mnie od tyłu w pasie.
- I co teraz? - poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi – Myślisz, że możesz tak mnie bezkarnie bić?
- A możesz już mnie puścić? - nie czułam się komfortowo w takiej sytuacji.
- A jak nie chce, to co?
- To jeszcze raz dostaniesz i to w takie miejsce, że na pewno poczujesz.
- Oj .. poważna groźba. Wole nie ryzykować – puścił mnie – Ale musiałaś aż tak mocno mnie bić? - masował bolącą głowę.
- Należało Ci się i już mnie tak nie strasz.
- Nie będę. Chodź na chwilkę do auta – wziął mnie pod rękę i szliśmy do samochodu. Otworzył drzwi – Tak szybko uciekłaś, że zapomniałaś o swoim prezencie – wystawił dłoń w moim kierunku, w której trzymał telefon.
- Jesteś tego pewien?
- Oczywiście .. inaczej bym Ci Go nie kupił – nadal miałam wątpliwości, ale przyjęłam prezent.
- Dziękuje – schylił się niżej i wskazał palcem swój policzek – Hehe – pocałowałam Go w ten policzek.
- I teraz jesteśmy kwita. Słuchaj .. masz dzisiaj jakieś plany?
- Nie mam, ale robi się już późno. Powinnam wracać do domu.
- To Cie chociaż odprowadzę.
- Dobrze.
- I daj mi tą reklamówkę z zakupami.
- Nie jest ciężka – spojrzał na mnie wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu – No dobra. Trzymaj.
- Jeszcze bym Ciebie uradził na drugiej ręce.
- Jasne – zapomniałam, że z nim się nie zaczyna. Po chwili unosiłam się nad ziemią – Puść mnie, wariacie – trzymał mnie tylko jedną rękę, a w drugiej miał zakupy.
- Sama mnie sprowokowałaś, to teraz nie narzekaj. Będziesz miała transport pod same drzwi. Mam nadzieje, że Twoja mama nie wyskoczy na mnie z patelnią – zaśmiałam się.
- Miejmy nadzieje, że nie.
- Proszę bardzo – puścił mnie na nogi – Została Pani bezpiecznie przetransportowana.
- Bardzo dziękuje, ale nie było to konieczne – staliśmy przed drzwiami wejściowymi. Oddał mi zakupy.
- Moja mama i siostry chcą Cie poznać. Kiedy dasz się zaprosić na obiad do domu mojej mamy?
- Mike … mam teraz dużo nauki. Chciałabym, ale na chwilę obecną jest to niemożliwe. Na pewno jeszcze je poznam.
- Ehh … nie będę Cie namawiał, ale pamiętaj o tym. Zresztą i tak co jakiś czas będę Ci przypominał – wyszczerzył się.
- Domyślam się – po chwili zrobiła się niezręczna cisza – Yy … to ja już wejdę do środka.
- Ok … Betty?
- Tak? - zatrzymałam się jeszcze. Podszedł do mnie.
- Chciałem Ci życzyć kolorowych snów – pocałował mnie w policzek bardzo blisko ust – Dobranoc – wsiadł do auta i odjechał. Nie mogłam dojść do siebie i zostałam jeszcze chwile na zewnątrz. Nie wiem, czy zrobił to specjalnie, czy nieumyślnie, ale to było dla mnie coś zupełnie nowego. Nawet jeżeli nie pocałował mnie prosto w usta, to i tak było to dla mnie nowe doświadczenie. Musiałam wrócić do domu. Nie chciałam tłumaczyć się mamie, gdzie byłam.
- Co tak długo? Zanieść zakupy do kuchni – zrobiłam co mi kazała. Miałam nadzieje, że nie zauważy mojego innego zachowania. Weszła za mną – Kupiłaś wszystko?
- Tak – wypakowałam zakupy. Dziwnie się na mnie patrzyła aż w końcu się odezwała.
- Mówiłaś, że dzisiaj nie masz się z nim spotkać – spojrzałam się na nią zaskoczona – Widziałam Was. Zapytam wprost. Co Was łączy?
- Nic … przyjaźń. Już mówiłam.
- To mi wyglądało na coś innego. Przyjaciele nie przytulają się aż tak do siebie. Poza tym widziałam jak na Ciebie patrzył.
- Wydaje Ci się. To był normalny przyjacielski uścisk.
- Nie oszukuj mnie. A co robiliście pod drzwiami?
- Tego już nie widziałaś, co? W ogóle to jakim prawem nas podglądasz?
- Bo się o Ciebie martwię i odpowiedź na moje pytanie. Co robiliście?
- Nic! Pocałował mnie w policzek na pożegnanie! A nawet jeżeli by zrobił coś więcej … nic Ci do tego!
- Od kiedy mówisz do mnie takim tonem? On Cie buntuje przeciwko mnie?
- Jesteś nienormalna! - poszłam do siebie. Zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i zsunęłam się na podłogę. Faktycznie ostatnio zrobiłam się jakaś nerwowa. Nie panowałam nad tym. Około godziny 23 leżałam już w łóżku i nagle zadzwonił mój telefon, który dostałam od Michaela. Zdziwiłam się, bo numer nie znał nikt prócz Michaela – Słucham? - odebrałam niepewnie.
- To ja. Poznajesz? - zawsze poznam ten głos.
- Tak .. nie spodziewałam się, że zadzwonisz o tej godzinie.
- Mam nadzieje, że Cie nie obudziłem.
- Nie. Dopiero się położyłam.
- To dobrze – chwila ciszy – Będę jutro na Ciebie czekał jak zawsze.
- A nie masz ciekawszych zajęć?
- Hmm – udał, że myśli – Nawet, gdybym miał, to i tak bym przyjechał, bo widziałem Cie parę godzin temu, a już tęsknie.
- Dlaczego? - nie odpowiedział od razu.
- Po prostu … tęsknie i już. Nie można? - zaśmiał się nerwowo. Wyczułam to. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- M-można.
- Miałaś jakieś problemy z mamą? - zmienił temat.
- Trochę była zła, że długo mnie nie było, ale poza tym to nic nie mówiła – nie chciałam mu mówić prawdy.
- A już się bałem, że mi się oberwie hehe.
- A kto mi przypomina, że jestem już dorosła i nie muszę wracać o 22?
- Hehe no ja, ale wiesz … nie chce jeszcze bardziej narażać się Twojej mamie. Chociaż i tak wiem, że mnie nienawidzi.
- Nie mów tak. Gdy Cie lepiej pozna, zmieni zdanie. Jestem pewna.
- Chciałbym abyś miała racje. Tylko ciężko w to uwierzyć – westchnął.
- Wiesz, że jej zdanie nie jest ważne.
- Bardzo mnie cieszą Twoje słowa. Teraz jestem pewny, że nie dopuścisz aby Twoja matka zniszczyła naszą .. przyjaźń.
- To jest trudne. Nie chce z nią się kłócić, ale chce, żeby coś zrozumiała.
- Nie martw się na zapas. Jutro się spotkamy i humor Ci się poprawi.
- Coś planujesz?
- Hmm … może – byłam pewna, że w tym momencie się uśmiechał.
- Powinnam się bać?
- Znasz mnie i wiesz, że nie masz czego.
- Mam .. Twoich pomysłów hehe.
- Nom to prawda. To nic takiego. Twojego ojca nie ma?
- Na razie Go nie ma i wiem, że jest Ci to na rękę.
- Oj tam … no dobra .. przyznaje się hehehe – też się zaśmiałam i niechcący ziewnęłam – Widzę, że ktoś tu jest śpiący.
- Trochę.
- Nie będę Cie już męczył. Musisz się wyspać, bo oczki będziesz miała podkrążone.
- Hehe .. nie będzie tak źle. Ale może pójdziemy już naprawdę spać, bo Ty też musisz się wyspać.
- Ja to tam ja. Dam sobie radę.
- Weź tak nie mów, bo jest mi przykro.
- Przepraszam.
- Mike? Mam pytanie …. normalnie pójdziesz spać, czy … weźmiesz .. tabletkę?
- Betty … wiesz, że muszę.
- Nie chce, żebyś je brał. Zrób to dla mnie i dzisiaj nie bierz. Wieże, że uda Ci się zasnąć.
- To nie jest takie proste. Chciałbym zasypiać tak jak kiedyś, ale nie mogę. Nic na to nie poradzę. Proszę .. nie bądź na mnie za to zła.
- Nie jestem .. to nie Twoja wina, ale się o Ciebie martwię.
- Naprawdę nie musisz. Nie mówmy już o tym.
- I tak wrócimy do tej rozmowy.
- Już się boję hehe. Kurcze .. kończymy, bo naprawdę nie wstaniesz.
- Ok.
- Do zobaczenia za niedługo i dobranoc.
- Dobranoc, Mike – rozłączył się. Chyba coraz bardziej mi odbija. Coraz głębiej popadałam w to uczucie i już nie mogłam z tego wybrnąć. Wiedziałam, że z dnia na dzień będę kochała Go coraz bardziej i bałam się tego. Nie chciałam aby kiedykolwiek się o tym dowiedział. Nawet zaczęłam o nim śnić. To nie było nic nie przyzwoitego. Po prostu śniły mi się nasze spędzone chwile. Od teraz stresowałam się za każdym razem, gdy mieliśmy się spotkać.

sobota, 6 września 2014

Chapter 7

Było sobotnie popołudnie. Prawie nie wychodziłam z pokoju. Czegoś mi bardzo brakowało, a właściwie kogoś. Nie oszukujmy się. Tą osobą był Mike. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo się do niego przywiązałam. Wcześniej nie wiedziałam co to znaczy za kimś tęsknic do tego stopnia, że się cały czas myśli o tej osobie. Z mamą nie mogłam o tym porozmawiać. Ciągle powtarzała, że mi to przejdzie, ale ja wiedziałam, że to nie prawda. Dłubałam widelcem w obiedzie. Nie miałam coś ochoty na jedzenie. Razem z mamą usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Powiedziała, że pójdzie otworzyć. Po chwili wróciła.
- Betty .. ktoś do Ciebie – zdziwiłam się i z ciekawości poszłam zobaczyć kto to.
- Cześć – przywitała się młoda dziewczyna. Była w moim wieku – Jetem Stephanie, ale wszyscy mówią mi Steffi – uśmiechnęła się.
- Yyy .. cześć .. ja ..
- Wiem .. Betty .. - a ja nadal nic nie rozumiałam. Skąd Ona znała moje imię i wiedziała gdzie mieszkam – Pewnie się zastanawiasz co tutaj robię.
- No .. tak. Znamy się?
- Nie kojarzysz mnie, ale chodzimy razem na wykłady z języka Angielskiego. Siedzę na końcu sali.
- Aha … więc .. po co przyszłaś?
- Nauczycielka mnie poprosiła abym przyniosła Ci zaległy materiał. Nie chce, żebyś znowu miała takie zaległości jak ostatnio – dopiero się spostrzegłam, że stoimy w drzwiach.
- Oh wybacz … chodź do środka – przepuściłam ją i zamknęłam drzwi. Ojca dzisiaj nie było, więc nie musiałam się obawiać – Mamo .. pójdziemy do mnie, dobrze? - wyszła z kuchni.
- Dobrze – uśmiechnęła się – Przynieść Wam coś do picia?
- Ja dziękuje. Przyszłam tylko na chwilę – poszłyśmy do mojego pokoju – Ładnie tutaj masz.
- Dziękuje .. siadaj – wskazałam na fotel. Usiadła i wyciągnęła z torby szkolnej zeszyty.
- Będziesz w poniedziałek na zajęciach?
- Tak.
- To jeżeli chcesz, to możesz mi oddać zeszyty w poniedziałek. Nie ma problemu.
- Naprawdę? Ale nie będziesz miała z czego się uczyć.
- Mam jeszcze książki. Nie ma sensu, żebyś teraz na szybko przepisywała, a trochę tego jest – posiedziała jeszcze trochę i wytłumaczyła mi nowy materiał. Widziałam jak na mnie patrzyła, gdy czytałam – Przepraszam … to nie moja sprawa, ale .. co Ci się stało?
- Yyy … spadłam ze schodów.
- Wybacz .. nie powinnam pytać.
- W porządku – do pokoju weszła mama. Oczywiście bez pukania no bo i po co.
- Betty .. telefon do Ciebie – podała mi. Przyłożyłam do ucha.
- Tak?
- Cześć księżniczko – to był Mike.
- Cześć Mike.
- Jak się czujesz?
- Już lepiej … nie martw się.
- Wiesz, że i tak będę. Ale powiem Ci, że jestem pozytywnie zaskoczony, że Twoja mama przekazała Ci słuchawkę.
- Hehe ja też – Steffi udawała, że nie słyszy i coś tam czytała.
- A co teraz porabiasz? Bo ja się nudzę bez Ciebie.
- Ja? Yy .. u mnie jest koleżanka.
- Koleżanka? - był zdziwiony, bo wcześniej mu mówiłam, że nie mogę nikogo przyprowadzać ani, że nie mam żadnej.
- W poniedziałek Ci wytłumaczę.
- No dobrze, ale na pewno to nie kolega?
- Mike .. przecież wiesz.
- Wiem wiem .. żartowałem – lekko się zaśmiał – Nie będę Ci już przeszkadzał. Mam nadzieje, że Twoja matka następnym razem też powie Ci, że dzwonię.
- Trzeba mieć nadzieje – uśmiechnęłam się.
- To prawda … no dobrze. Do zobaczenia .. już się nie mogę doczekać – nie wiedziałam co odpowiedzieć – Zawstydziłem Cie? - w tej właśnie chwili poczułam, że się rumienie.
- N – nie …
- Wybacz .. nie chciałem … do poniedziałku. Paa.
- Pa – rozłączyłam się. Steffi patrzyła się na mnie i się odezwała.
- To Twój chłopak?
- Co? Nie .. to tylko przyjaciel.
- Naprawdę? A zarumieniłaś się jak by był kimś więcej.
- Po prostu .. jestem wstydliwa.
- Wybacz, że tak ciągle wypytuje.
- W porządku – uśmiechnęłam się z przymusu, bo tak naprawdę nie odpowiadało mi to, że tak się wypytuje. Nie znałam jej i nie chciałam jej za dużo mówić.
- Nie będę już Ci zabierała czasu. Będziesz na pewno w poniedziałek na zajęciach?
- Tak, tak …
- W takim razie będę na Ciebie czekała przed wejściem, ok?
- Dobrze .. i dziękuje – odprowadziłam ją do drzwi.
- Nie ma problemu. Cześć – wyszła.
- Co chciała? - mama wyszła z kuchni – To Twoja koleżanka?
- Przyniosła mi zeszyty do przepisania. Z nią też nie mogę się zadawać?
- Nie zaczynaj – wróciła do kuchni.
- To ja zaczynam? To Ty mi wszystkiego zabraniasz – poszłam za nią – Jej też nie znasz.
- Ale Ona to co innego. Jest dziewczyną i nie mam nic przeciwko. Ale wiesz, że jak ojciec jest w domu, to nie może przychodzić.
- Mike też może przychodzić – spojrzała się na mnie – Dobrze słyszałaś … Mike będzie do mnie przychodził, gdy ojca nie będzie – postawiłam jej się.
- Jeszcze ja mam coś tutaj do powiedzenia.
- Ty już powiedziałaś swoje – trzasnęłam drzwiami i poszłam do siebie. Było mi przykro. Moja własna matka mnie nie rozumie, a ja chciałam ją prosić o radę. Dobrze, że tego nie zrobiłam. Musiałam się przejść. Zarzuciłam na siebie bluzę i wyszłam z domu. Poszłam do parku i usiadłam na ławce. Spojrzałam na zegarek. Było po 17, a mi się nadal nie chciało wracać do domu. W oddali zobaczyłam znajomą postać. Był przebrany, żeby nikt Go nie rozpoznał, ale ja poznałam. Ale chwila … czy On idzie z kobietą? Tak … wzięła Go pod ramię i szli sobie parkiem. Uśmiechnięci i zadowoleni. Dlaczego poczułam się dziwnie widząc tą scenę? Przecież byliśmy jedynie przyjaciółmi. Jednak i tak zrobiło mi się przykro. Nie chciałam, żeby mnie zauważył, dlatego wyszłam z parku. Byłam ciekawa, czy powie mi o swojej dziewczynie. W końcu przyjaciele zwierzają się sobie.

                                                                    ~~~~~~~~~~~~~~

Nadszedł dzień powrotu na zajęcia. Podeszłam do lustra. Siniaków nie było już widać. Mama miała specjalną maść, która likwidowała siniaki w parę dni. Niestety na plecy ani na inne części ciała Ona nie działała. Zjadłam śniadanie i poszłam na autobus. Myślałam, że Mike nie przyjedzie, ale myliłam się. Już na mnie czekał. Przywitaliśmy się i otworzył mi drzwi. Na początku jechaliśmy w ciszy.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Już dobrze – nie patrzyłam na niego, tylko przez szybę.
- Coś się stało? Jesteś na mnie zła?
- Nie .. no co Ty.
- To o co chodzi? - czułam jego wzrok na sobie.
- Jest coś o czym chciałbyś mi powiedzieć, ale nie wiesz jak albo boisz się mojej reakcji? - spojrzałam się na niego.
- Ja? Nie .. wiesz o mnie wszystko. Nie mam żadnych tajemnic – spodziewałam się takiej odpowiedzi. Nie wiedziałam dlaczego nie chce mi powiedzieć prawdy.
- Yhym .. - odwróciłam głowę. Nie potrafiłam z nim normalnie rozmawiać, wiedząc, że ukrywa przede mną swoją dziewczynę. Zatrzymał się na parkingu jak zawsze. Chciałam wysiąść.
- Betty .. - zatrzymał mnie – Co się dzieje?
- Nic .. naprawdę.
- Wiem, że nie mówisz mi prawdy – i kto to mówi – No dobrze … nie zatrzymuje Cie już. Przyjadę jak zawsze i mam dla Ciebie niespodziankę – uśmiechnął się.
- Dla mnie? Jaką?
- Jak powiem, to nie będzie niespodzianki. Jest Twój ojciec?
- Jest, ale po południu wychodzi.
- Bardzo dobrze. Bo ta niespodzianka jest u mnie w domu. Chyba nie masz nic przeciwko?
- Nie .. nie mam. Pójdę już, dobrze?
- Tak .. leć, bo się spóźnisz .. aha i jeszcze coś – niespodziewanie pocałował mnie w policzek. Jak zwykle się zarumieniłam i wysiadłam. Steffi czekała już na mnie przy wejściu. Oddałam jej zeszyty.
- Dziękuje.
- Jak byś jeszcze czegoś potrzebowała, to mów.
- Dobrze.
- To był On? - chodziło jej o to, że mnie odwiózł.
- Tak .. przywozi mnie i odwozi.
- To rzadkie zjawisko, że przyjaciel ma czas, żeby codziennie odwozić przyjaciółkę – czy Ona coś sugerowała?
- Po prostu potem jedzie do pracy – weszliśmy do szkoły.
- Aha .. czyli jest starszy od Ciebie, tak?
- No tak .. ale nie tak dużo .. - wiedziałam, że Steffi czekała na ciąg dalszy – Ehh … ma 28 lat. Moja matka nie jest z tego powodu zadowolona. Powiedź mi .. czy to jest coś złego jeżeli przyjaciel jest starszy?
- Jasne, że nie. Twoja mama jest najwidoczniej przewrażliwiona. Najważniejsze, że miło spędzacie czas i się dogadujecie. Poza tym jesteś dorosła.
- Wiem … - szłyśmy wzdłuż korytarza i kątem oka widziałam jak Victoria i jej koleżaneczki się na mnie patrzyły. Gdybym była sama pewnie by podeszły.
- Masz z nimi na pieńku?
- Powiedźmy … po prostu .. znaleźli sobie kozła ofiarnego.
- Nie możesz im na to pozwolić. Muszą zobaczyć, że nie są bezkarne. Wiesz, że One są zdolne zrobić wszystko aby tylko dostać to czego chcą.
- Już się o tym przekonałam.
- Co masz na myśli? - zadzwonił dzwonek na lekcje i każda poszła w swoją stronę. Siedząc w ławce zastanawiałam się czy mogę jej zaufać. Wydawała się sympatyczną dziewczyną, ale od tak dawna nie rozmawiałam z innymi, że teraz miałam opory. Musiałam się przełamać. Czekałam na koniec zajęć, bo nie mogłam się doczekać aż znowu porozmawiam ze Steffi. Upragniony dzwonek. Wszyscy wyszli z klasy. Miałam czekać na Steffi. Tak się umówiłyśmy. Z daleka zobaczyłam idąca Victorie. Udałam, że jej nie widzę. Jednak podeszła do mnie i złapała za ramię.
- Co Ty sobie wyobrażasz?
- Słucham?
- Napuściłaś na nas tego kolesia. Gdyby nie Ty miała bym Go już w garści. Widać, że jest nadziany. Jeszcze raz mi przeszkodzisz, a mnie popamiętasz – powiedziała ciszej i odeszła. Akurat przyszła Steffi.
- Znowu Ci dokuczała?
- Nie .. tym razem ostrzegała – chciałam zmienić temat – To co? Idziemy na lunch?
- Tak, ale i tak wszystko mi opowiesz – poszłyśmy na stołówkę i kupiłyśmy jedzenie – A może zjemy na dworze? Co Ty na to?
- Dobry pomysł – wyszłyśmy na zewnątrz. Sama jakoś nigdy się nie odważyłam. Nie uśmiechało mi się stać tak samej jak kołek, a teraz było inaczej. Usiedliśmy na równo ściętym trawniku przy dębie – Miło tak na świeżym powietrzu.
- Tak …. no to opowiadaj. Mamy długą przerwę - może i faktycznie zwierze jej się z pomysłów Victorii. Zaczęłyśmy jeść i w tym czasie rozmawiałyśmy, a właściwie to ja mówiłam.
- Ehh … Victoria widziała jak ten mój przyjaciel ciągle mnie przywozi i w ogóle, więc wymyśliła, żebym ich poznała. Masz pojęcie? Powiedziała, że ma niezłą furę i jeżeli ja Go nie chcę to, żebym taka nie była i ją z nim poznała. Oczywiście odmówiłam.
- I co zrobiła?
- Jak wychodziłam … zaciągnęły mnie za krzaki i kazała, żeby mnie pilnowała, a sama poszła do niego. Już na mnie czekał na parkingu. Spławił ją i ''uwolnił'' mnie od nich.
- Nie mogę w to uwierzyć. Ona jest nienormalna. A teraz co od Ciebie chciała?
- Że ją popamiętam, ale się nią nie przejmuje. Jest mocna tylko w buzi – to nie była do końca prawda, ale nie chciałam jej tego mówić. Znowu przerwał nam dzwonek.
- To już moja ostatnia lekcja, a Twoja? - szliśmy w stronę uczelni.
- Ja mam jeszcze dwie. No to do jutra – pożegnaliśmy się i weszliśmy do swoich klas. Ten dzień był inny niż wszystkie wcześniejsze. Czas leciał bardzo szybko i pierwszy raz odkąd znam Michaela nie cieszyłam się, że niedługo Go zobaczę. Dlaczego nie mówi mi prawdy? O co tutaj chodzi? W końcu mogłam iść do domu. Podeszłam jeszcze do swojej szafki, zabrać potrzebne książki. Na szafce była kartka od dyrektorki, że mam przyjść pod wskazany gabinet. Nie zdziwiło mnie to, bo nauczyciele, czy też właśnie dyrektorka zostawiali uczniom takie wiadomości na szafkach, gdy nie mogli iść znaleźć. Bez żadnych obaw udałam się tam. Sala byłą pusta. Postanowiłam zaczekać. Ale zamiast dyrektorki wszedł jakiś koleś.
- Betty? - zapytał.
- Tak .. kim jesteś? Czekam na dyrektorkę – zamknął za sobą drzwi na klucz.
- Dzisiaj to ja jestem dyrektorką – podszedł do mnie – Posłuchaj mała. Jeszcze raz przeszkodzisz mojej siostrze, a mnie popamiętasz!
- Co? Ja nic nie zrobiłam – byłam przerażona.
- Zamknij się! O wszystkim wiem! Victoria zdobędzie Twojego ''kolegę'' czy Ci się to podoba, czy nie! Jasne?! Chyba nie chcesz do końca życia jeść przez słomkę, co?! - nie odpowiedziałam – Tak myślałem. Mądra decyzja – miał już odejść – I jeszcze coś. Jeżeli komuś powiesz o tej rozmowie .. już po Tobie – od kluczył drzwi. Rozejrzał się, czy nikt nie idzie i wyszedł. Strach mnie sparaliżował i nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Co Oni ode mnie chcą? Napuściła na mnie swojego brata. Do czego Ona jeszcze się posunie. Bałam się, ale musiałam wyjść. Mike pewnie już na mnie czekał. Na korytarzu nikogo już nie było, więc wyszłam z budynku. Zobaczyłam auto Michaela i podeszłam do niego. Nie wsiadłam.
- Betty? Co się dzieje? Dlaczego nie wsiadasz? - opuścił szybę.
- Na pewno nie masz innych planów?
- Co do Ciebie? Oczywiście, że mam – uśmiechnął się.
- Nie o to mi chodziło.
- Wsiadaj już – nie chciał słyszeć sprzeciwu. W końcu wsiadłam – Jak tam zajęcia? - odpalił auto i ruszyliśmy.
- Normalnie … nic ciekawego się nie wydarzyło.
- Nie miałaś żadnych kłopotów? - oczywiście, że miałam, ale przecież Ci nie powiem.
- Nie … zabierasz mnie do siebie? - zmieniłam temat.
- Nom .. tam mam dla Ciebie niespodziankę – uśmiechnął się od ucha do ucha. Uśmiechnęłam się słabo. Też spoważniał – Na pewno wszystko ok?
- Na pewno – już nie poruszał tego tematu. Zajechaliśmy pod jego dom. Tak naprawdę dopiero teraz mogłam się przyjrzeć wnętrzu. Za pierwszym razem, gdy tutaj byłam była noc.
- Rozgość się. Chcesz coś do picia?
- Zdaje się na Ciebie – usiadłam na kanapie.
- O jaka odważna – uśmiechnął się łobuzersko – Żartowałem. Zrobię dla nas coś dobrego. Zaraz wracam – zniknął chyba w kuchni. Jak na faceta, to miał bardzo przytulnie urządzony dom. Rozglądałam się dookoła. Nagle za sobą i tuż przy uchu usłyszałam – Podoba Ci się? - odwróciłam się. Przez chwile patrzeliśmy sobie w oczy i nasze nosy prawie się stykały.
- T-tak – za jąkałam się – Masz tutaj bardzo ładnie.
- Dziękuje .. mnie też się podoba – usiadł przy mnie – Robię gorąco czekoladę. Lubisz?
- Jasne – jakoś ciężko mi się rozmawiało, a przecież wcześniej tak nie było. Zaczęło mnie krępować to, że patrzył się na mnie bez przerwy.
- Idę po Twój prezent. Nie ruszaj się stąd – pogroził w żartach palcem.
- Hehe dobrze.
- Grzeczna dziewczynka – poszedł schodami na górę. Parę minut później wrócił i kazał mi zamknąć oczy. Poczułam, że usiadł na swoje poprzednie miejscu – Już możesz otworzyć – otworzyłam. Trzymał w ręku telefon komórkowy. Nie wiedziałem co powiedzieć – Dla Ciebie – wręczył mi.
- Ale .. Mike … nie mogę tego przyjąć.
- Dlaczego nie? Dzięki temu będziemy mieli ze sobą kontakt i Twoja matka już nie będzie mówiła, że nie dzwoniłem i że mam Cie gdzieś.
- No .. to prawda.
- Więc .. przyjmujesz prezent? Proszę – zrobił słodkie oczka.
- Tak … robię to dla Ciebie.
- I dla siebie – przytulił mnie – Aha i jeszcze coś … wystarczy, że wciśniesz jedynkę i słuchawkę, a połączysz się z najważniejszym numerem.
- Czyli ..?
- Moim oczywiście – wyszczerzył się. Walnęłam Go poduszką – Ej … oj zapomniałem o czekoladzie. Zaraz wracam – pobiegł do kuchni. Był niemożliwy. Piętnaście minut później siedzieliśmy sobie i rozmawialiśmy. Mike potrafił mnie rozbawić. Zastanawiało mnie jedno … dlaczego co chwilę spoglądał na zegarek.
- Czekasz na kogoś? - w końcu zapytałam.
- Tak .. chce Ci kogoś przedstawić. Mam nadzieje, że się polubicie. Bardzo mi na tym zależy.
- Ale o kim mówisz?
- Niedługo ją poznasz – ją? Chyba nie chciał mi przedstawiać swojej dziewczyny. Nie byłam na to gotowa.
- Yhym … - prawie dopiłam swoją czekoladę i usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć – poleciał do drzwi. Usłyszałam, że mnie woła, więc poszłam w tamtą stronę. Miałam racje. To była Ona.
- Miło mi Cie poznać – wyciągnęła dłoń w moją stronę. Uścisnęłam ją – Michael dużo mi o Tobie opowiadał i ciesze się, że mogę Cie w końcu poznać.
- Betty to jest …
- Przepraszam ja muszę już iść – zabrałam szybko swoje rzeczy.
- Ale .. poczekaj – chciał mnie zatrzymać.
- Mama nie wie gdzie jestem – wyszłam z domu i szybkim krokiem szłam chodnikiem. Na całe szczęście nie poszedł za mną. Nawet nie wzięłam swojego prezentu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu .. w swoim pokoju. Weszłam do domu z prędkością światła i jeszcze szybciej w swoim pokoju. Położyłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Co się ze mną dzieje. Powinnam się cieszyć, że ma dziewczynę i jest szczęśliwy, ale nie mogłam. Odpowiedź była tylko jedna …. zakochałam się.

sobota, 23 sierpnia 2014

Chapter 6

Witajcie!
W tą sobotę dodaje nową notkę właśnie tutaj. Nie wiem, czy uda mi się to, ale chcę dodawać notki raz tutaj i raz na Bad Girl, czyli za tydzień była by na Bad Girl itd. Zobaczymy.
Z góry przepraszam za słownictwo ojca Betty, ale ... no On taki jest i już. Mam nadziej, że nikogo tym nie uraziłam.
Zapraszam na kolejną ;)

                                                                      ~~~~~~~~~~~~


Ojciec wrócił nad ranem. Wiedziałam, że będzie spał do południa i przed szkołą nie będę się z nim widziała. Na szczęście. Mama zaczynała niedługo dyżur w szpitalu i miała skończyć późnym wieczorem. Oznaczało to, że miałam z nim zostać sam na sam. To było najgorsze. Zjadłam śniadanie, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z domu. Z mamą nie zamieniłam ani jednego słowa. Miałam nadzieje, że niedługo zmieni o Michaelu zdanie, bo to było nie do wytrzymania. Byłam ciekawa, czy mama Mike'a będzie mnie podobnie traktowała jak moja jego. Gdy doszłam na przystanek, Mike już na mnie czekał. Wsiadłam.
- Cześć - przywitałam się.
- Witaj.
- Długo czekasz?
- Nie. Jedziemy?
- Tak - ruszyliśmy.
- Coś się stało? - jak On to robił, że zawsze zauważył, że coś jest nie tak.
- Jeżeli powiem słowo ''mama'' to wszystko wyjaśni? - zaśmiał się.
- Tak .... znowu się z nią pokłóciłaś?
- Zgadłeś ... mam dosyć jej zachowania. W ogóle Cie nie zna.
- Ludzie zawsze mnie oceniali, nic o mnie nie wiedząc. Przywykłem do tego.
- No tak, ale to nie jest w porządku. Poza tym to jest moja matka, a nie ktoś całkiem Ci obcy.
- Nie przejmuj się tym. Nie warto. Ludzie mają wyrobione o mnie zdanie i sami muszą przejżeć na oczy. A jak nie chcą, to trudno .. nic nie poradzę - wydawał się spokojny, gdy to mówił.
- Może masz rację.
- Mam - uśmiechnął się - Jesteśmy na miejscu - zatrzymał samochód na parkingu.
- Tak szybko? - zdziwiłam się.
- Nom. Nie musisz od razu iść, jeżeli nie chcesz - spojrzałam na zegarek.
- Mam jeszcze 20 minut.
- Bardzo mnie to cieszy.
- A Ty się nie spieszysz?
- Dla Ciebie zawsze mam czas - uśmiechnął się.
- I właśnie o tym chciałam z Tobą porozmawiać.
- Słucham Cie - odwrócił się w moją stronę.
- Ja wiem jaki jesteś zajęty i ile masz pracy, dlatego nie mogę pozwolić abyś miał mnie jeszcze na głowie. Do tej pory dawałam sobie radę i jeździłam autobusem - chciał mi przerwać - Daj mi skończyć. Wiem, że powiesz, że to nie jest dla Ciebie kłopot, ale ja tak nie mogę. Zamiast jechać do studia albo na plan, to odwozisz mnie.
- Już mogę coś powiedzieć? - podniósł dwa palce jak w szkole.
- Tak.
- Wiec tak ... po pierwsze ... odwożenie Ciebie wcale nie zakłóca mojej pracy, a po drugie .. - zawahał się - To jest czas kiedy mogę Cie zobaczyć i spędzić z Tobą trochę czasu, bo wiem, że normalnie nie możemy się spotkać. Dlatego .. proszę Cie - wziął moje dłonie w swoje - Nie odbieraj mi tego - był poważny. Patrzyłam w te jego piękne oczy i nie miałam serca mu zabronić.
- No dobrze. Myślałam, że to jakoś Ci przeszkadza w obowiązkach.
- Absolutnie nie. To mi sprawia wiele radości.
- Ale pamiętaj, że gdybyś kiedyś nie mógł przyjechać, to ja to zrozumiem i nie będę zła, ok?
- Ok, ale jeżeli nie ja, to mój kierowca - zrobił niewinną minkę.
- Jesteś niemożliwy - zaśmiałam się - Muszę już iść.
- Będę czekał na Ciebie.
- Domyśliłam się - pocałowałam Go w policzek - Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - wysiadłam. W szkole miałam bardzo dobry humor i nic mi Go nie mogło zepsuć, a jednak. Na drodze stanęła mi Victoria.
- Co tam słychać? - zapytała.
- Zatrułaś się czymś, czy co?
- Nie ... dlaczego tak mówisz?
- Bo nie zachowujesz się normalnie - wyminęłam ją i podeszłam do szafki.
- Jestem miła, to źle?
- I to jest właśnie dziwne - nagle mnie oświeciło - Czego chcesz?
- Ja? - jednak jest tępa.
- No a kto? Z Tobą rozmawiam, tak?
- Faktycznie.
- A gdzie zgubiłaś koleżaneczki?
- Gdzieś się kręcą.
- Mam dosyć tych gierek. Gadaj czego chcesz.
- Bo widzisz ... zauważyłam, że przywozi Cie i odwozi jakiś koleś.
- Co? - przestraszyłam się, że zobaczyła Michaela.
- Nie widziałam Go dokładnie, ale tyłek ma niezły - rozmarzyła się.
- I co w związku z tym? Tylko to mi chciałaś powiedzieć?
- Nie .... On jest Twoim chłopakiem?
- Nie. Co Cie to obchodzi?
- W takim razie umów mnie z nim - myślałam, że się przesłyszałam.
- Chyba Ci odbiło.
- No co?
- Weź zejdź mi z drogi. Wiedziałam, że coś kombinujesz.
- Co Ci zależy? Nie możesz być samolubna skoro Ty Go nie masz.
- Słucham? Ty jesteś nienormalna.
- Jeszcze zobaczymy - obraziła się i odeszła. Też mi coś. Lakier do włosów całkiem jej wypalił mózg. Miałam nadzieje, że nie wymyśli czegoś głupiego, ale po niej można się spodziewać wszystkiego. Chyba powinnam ostrzec Michaela. Gdyby wiedziała kim On jest, to by mi nie uwierzyła. Ja sama czasami nie mogę w to uwierzyć. Chwila ... o czym ja mówię? Przecież Mike jest normalnym człowiekiem. Co z tego, że jest popularny i zna Go cały świat. Wcale się tak nie zachowuje. Ostatnio za dużo o nim myślę, a powinnam się skupić na nauce. To jest nienormalne, żeby cały czas myśleć o przyjacielu. A może dlatego, że spędzam z nim tak dużo czasu? Sama już nie wiem. Każde inne wytłumaczenie było lepsze niż ... Nie. Dosyć tego myślenia. Muszę iść na lekcje. Tym razem informatykę mieliśmy po środku, więc Evan nie mógł mnie zatrzymać po lekcjach ani za mną pójść. Naprawdę było coś z nim nie tak. Bałam się, że pewnego dnia posunie się dalej. Widziałam jak na mnie patrzył na każdych zajęciach. Nie mogłam tego nikomu powiedzieć. Mike też odpadał. Bałam się, że zrobi coś głupiego. Trudno. Będzie co ma być i tak nie mam wyboru. Była właśnie długa przerwa na lunch. Poszłam na stołówkę. Wzięłam obiad i usiadłam przy pustym stoliku. Plastiki się na mnie patrzyły i coś do siebie mówiły. Victoria patrzyła na mnie z wściekłością. Wiedziałam, że kombinują jak mnie ''ukarać'', bo byłam nieposłuszna ich ''królowej''. Miałam to gdzieś. Skończyłam jeść i poszłam do łazienki. Drzwi się za mną zatrzasnęły. Odwróciłam się.
- Przygotuj się suko - to była jedna z nich.
- A co mi możecie niby zrobić?
- Zdziwisz się. Z nami się nie zaczyna - zbliżyła się do mnie - Każdy to wie, ale Ty chyba zapomniałaś. Małe przypomnienie Ci się przyda. Do zobaczenia - zaśmiała się i wyszła. Domyślałam się, że planują coś po szkole. Zaczęłam myśleć jak wyjść przed nimi i tego uniknąć. Zawsze dostawały to czego chciały. Siedziałam na ostatniej lekcji. Już za chwilę miał zadzwonić dzwonek. Byłam przygotowana na szybkie opuszczenie klasy. Niestety nie było mi to dane. Gdy miałam już wychodzić, zatrzymała mnie nauczycielka. Wszyscy opuścili już klasę i już wiedziałam, że nie uda mi się wyjść przed plastikami. Nauczycielka kazała mi napisać dwa referaty i miałam na to tydzień. Powiedziała, że to dlatego, bo byłam ostatnio na zwolnieniu. To nie było najgorsze. Najgorsze miało dopiero nadejść. Wychodząc ze szkoły rozglądałam się na wszystkie strony. Nigdzie ich nie widziałam. Nagle wyrosły jak by spod ziemi przede mną.
- Myślałaś, że Ci się upiecze? - dwie z nich trzymały mnie za ramiona - Teraz poczekamy sobie na Twojego znajomego. Zabierzcie ją za krzaki - Ona została przed budynkiem, a mnie zaciągnęły za jakieś krzaki, żeby Mike mnie nie widział. Nie wiedziałam co im może odbić. Za krzakami było dobrze widać. Mike zatrzymał się na parkingu. Miałam nadzieje, że nie wysiądzie. Victoria podeszła do samochodu. Mocno mnie ściskały i próbowałam im się wyrwać, ale jeszcze mocniej ścisnęły. Oglądałam tą scenę z przerażeniem. W tym momencie bałam się bardziej o Michaela niż o siebie. Drzwi od strony kierowcy się otworzyły i ... wysiadł. Coś do niej mówił. Rozglądał się. Chyba mnie szukał. Nagle złapał ją za ramie i zaczął prowadzić w moim kierunku. Gdy był już bliżej, zobaczyłam, że ma sztuczne wąsy i okulary. Stanął z Victorią przed nami.
- Co tutaj się dzieje? - zapytał zmienionym głosem. Aż przez chwilę zastanowiłam, czy to aby na pewno On.
- Rozmawiamy z koleżanką. Nie można?
- Za krzakami? Dziwne.
- To co? Umówisz się ze mną? - dopytywała.
- Nie jesteś w moim typie - powiedział spokojnie.
- Co takiego?
- Puśćcie ją - powiedział zdecydowanie.
- Nie możesz nam kazać.
- Racja ... nie mogę. Dlatego na razie grzecznie proszę - widział, że się bałam. Chyba nie miały takiego zamiaru - Słyszałyście co powiedziałem? - zbliżył się.
- Musimy jeszcze porozmawiać z koleżanką.
- Betty? Chcesz zostać z koleżankami? -zapytał.
- Nie - odpowiedziałam cicho.
- No to idziemy - uwolnił mnie z ich uścisku. Objął mnie ramieniem.
- Dlaczego nie chcesz się ze mną spotkać? - a ta dalej swoje.
- Już powiedziałem. Nie jesteś w moim typie.
- A kto? Może Ona? - prychnęła w moim kierunku. Spojrzał się na mnie.
- Jak najbardziej - odpowiedział z uśmiechem.
- I tak w to nie uwierzę - śmiała się.
- Betty nie ma pusto w głowie .. w odróżnieniu od innych - przyciął jej. Zaprowadził mnie do samochodu i zamknął za mną drzwi. Czekałam aż wsiądzie.
- Masz pojęcie jak się bałam, że Cie rozpozna?
- Zawsze mam przy sobie zestaw awaryjny - ściągnął wąsy i okulary.
- A głos? Jak to zrobiłeś?
- Yyyy ... to jest moja naturalna barwa głosu.
- Co?
- Naprawdę. Nie używam jej.
- Dlaczego? Jest bardzo ... ładna.
- Dziękuje, ale po prostu nikt jej nigdy nie słyszał i boje się reakcji publiki. Każdy się przyzwyczaił do tego głosu. Tak już musi zostać.
- A dla mnie?
- Mogę zrobić wyjątek - uśmiechnął się - Rozumiem, że dzisiaj prosto do domu?
- Tak .. ojciec na razie nie pracuje.
- A czego One od Ciebie chciały?
- Victoria ta, która chciała się z Tobą umówić, próbowała ode mnie wyciągnąć coś na Twój temat i się wściekła, gdy jej odmówiłam. Chciała się zemścić.
- Masz z nią kłopoty?
- Nie.
- Mi możesz powiedzieć.
- To są głupstwa. Nie warto się tym przejmować - zatrzymał się jak zawsze dalej od mojego domu. Nie wysiadłam. Po chwili poczułam jak łzy wydostają się z oczu. Było mi z tym źle, że tak mnie traktowały.
- Hej, hej .. nie płacz .... chodź tu do mnie - przytulił mnie. Potrzebowałam tego. Nie wiem ile tak trwaliśmy, ale mogłabym przez cały czas - Lepiej? - spojrzał na mnie i pogłaskał po włosach.
- Tak .. dziękuje.
- Nie masz za co. Jeżeli chcesz to z nimi pogadam, żeby dały Ci spokój.
- Nie rób tego. To tylko pogorszy sprawę.
- Jak uważasz, ale mów mi jeżeli coś zrobią. Nie pozwolę Cie krzywdzić - patrzyłam się na niego.
- Jesteś wspaniały - nawet nie wiem kiedy to powiedziałam.
- Nie przesadzaj - uśmiechnął się i zarumienił.
- Ciesze się, że Cie spotkałam .. naprawdę - tym razem to ja się do niego przytuliłam.
- Ja też się ciesze ... tylko najbardziej żałuje, że nie możemy normalnie się spotykać i to tak rzadko.
- Wiem.
- Naprawdę nie możesz powiedzieć ojcu wprost, że chcesz od czasu do czasu gdzieś wyjść?
- Gdyby to było takie proste, ale nie mogę.
- Nawet nie masz pojęcia ... - zamilkł na chwile - Jak ja za Tobą codziennie tęsknie i czekam w niecierpliwością na nasze spotkanie. Bardzo Cie polubiłem.
- Ja Ciebie też lubię - zawstydziłam się - Muszę już iść.
- Do jutra - uśmiechnął się.
- Ale teraz jedziesz do pracy, tak?
- Tak .. na plan, a co?
- Pytam, bo nie chce, żebyś zawalił prace.
- Wszystko mam pod kontrolą. Nie musisz się martwić.
- Mam nadzieje. Ok .. idę już. Do zobaczenia.
- Pa - pocałowałam Go w policzek i wysiadłam. Szłam spięta w stronę domu. Nie zdążyłam dobrze przekroczyć próg domu, a złapał mnie za włosy i pociągnął do kuchni.
- Widzisz to?! - wskazał na garnki - Gdzie jest obiad?!
- Zaraz zrobię. Byłam w szkole.
- Ma być natychmiast!
- Dobrze - puścił mnie i wyszedł. Przynajmniej mnie nie uderzył. Ale i tak zrobiło mi się przykro i się popłakałam. Ogarnęłam się. Musiałam przygotować coś na szybko, wiec wybrałam spaghetti. Dwadzieścia minut później obiad był gotowy. Nałożyłam do talerza i zostawiłam na blacie. Swoją porcję wzięłam do siebie i zaczęłam jeść. Wieczorem, gdy lekcje już dawno odrobiłam i przygotowałam kolacje, przesiedziałam w pokoju, zresztą nie miałam innego wyjścia. Ojciec krzątał się po domu. Co chwile patrzałam w stronę drzwi, czy nie wchodzi. Jedyne co mi pozostało i czego ojciec nie mógł mi zabronić były moje myśli, w które coraz chętniej popadałam. Położyłam się na łóżku i rozmyślam. Nad słowami oraz czynami Michaela. Powiedział wprost do Victorii, że to ja jestem w jego typie, potem ta rozmowa w samochodzie, że tęskni. Nie wiedziałam za bardzo jak się zachować. No i ten obiad w restauracji, gdy próbował mnie pocałować. Wszystko było jasne ... zależało mu na mnie. Nie jak na przyjaciółce, to było coś więcej i ja też zaczynałam to czuć, mimo, że próbowałam nie dopuszczać do siebie tej myśli. Moje rozmyślania przerwał jakiś dźwięk. Rozglądałam się skąd On pochodzi. Spojrzałam na okno. Pewnie jakaś gałąź drzewa uderza o szybę. Jednak ten dźwięk się nasilił. Podeszłam do okna i nie mogłam uwierzyć własnym oczom - Zwariowałeś? - Mike siedział na grubej gałęzi drzewa tuż przy moim oknie.
- Czy już wspomniałem, że uwielbiam chodzić po drzewach? - uśmiechał się.
- Nie, ale właśnie widzę. Odpowiesz na moje pytanie? Co tutaj robisz?
- Chciałem Cie zobaczyć i wpadłem na pomysł ...
- ... że wejdę do Ciebie przez okno, co? - dokończyłam.
- Skąd wiesz? - wyszczerzył się. Wywróciłam oczami - To pozwolisz mi wejść, czy mam tutaj tak dyndać jak bombka w Boże Narodzenie? - rozśmieszył mnie.
- No dobrze, ale po cichu - wszedł przez okno - Ojciec się kręci po domu - usiedliśmy na łóżku. Patrzył się na mnie przez chwile i chyba nad czymś myślał.
- Boisz się Go?
- Kogo?
- Ojca.
- Skąd Ci to przyszło do głowy?
- Widzę jak reagujesz, gdy o nim mówisz i jak widzisz jego samochód.
- Już Ci mówiłam dlaczego tak się zachowuje.
- Mam wrażenie, że to jest nie prawdą.
- Sugerujesz, że kłamie?
- Nie! Nie miałem tego na myśli .... tylko myślę, że nie powiedziałaś mi wszystkiego. Nie złość się na mnie. Naprawdę nie chciałem Cie urazić.
- Są rzeczy, o których nie mogę nikomu powiedzieć. To są rodzinne sprawy.
- Rozumiem, ale pamiętaj, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć.
- Wiem i dziękuje.
- Nie gniewasz się na mnie?
- No co Ty.
- Kamień z serca - uśmiechnął się i mnie przytulił - Co to było? - oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałam w stronę drzwi.
- Pod łóżko!
- Co?
- Schowaj się pod łóżko! Szybko! - był zdziwiony, ale wykonał moją prośbę. Chwile później do pokoju wszedł ojciec. Modliłam się aby nic mu nie odbiło w obecności Michaela.
- Z kim rozmawiałaś?
- Yyy .. ja .. dostaliśmy zadanie domowe, a właściwie eksperyment. Polega On na odnalezieniu w sobie drugiego ''ja'' - miałam nadzieje, że uwierzy.
- Ah tak? - pokiwałam głową - Mam nadzieje, że mówisz prawdę. Znasz zasady tego domu. Masz nikogo tutaj nie sprowadzać.
- Pamiętam - zajrzał jeszcze do łazienki i wyszedł z pokoju. Upewniłam się, że nie ma Go już w pobliżu i powiedziałam do Michaela, że może już wyjść - Musimy być cicho.
- Jednak miałem racje ... boisz się Go i nie zaprzeczaj. Co by zrobił, gdyby mnie zobaczył?
- Nic by nie zrobił, ale słyszałeś co powiedział ... nie mogę nikogo przyprowadzać.
- To jest nienormalne ... powiedz mi ... czy On Cie krzywdzi?
- O czym Ty znowu mówisz?
- Nie denerwuj się .. proszę. Słyszę złość w jego głosie ... tak nie zachowuje się ojciec w stosunku do córki.
- On już taki jest. Wydawać się może, że krzyczy, ale tak nie jest.
- Wiem, że mówisz tak specjalnie.
- Mike .. dajmy już z tym spokój.
- Martwię się o Ciebie - pogłaskał mnie po policzku. Mimowolnie przymknęłam oczy, ale po chwili się ocknęłam. Nie chciałam, żeby zauważył, że lubię, gdy tak robi. I tak się uśmiechał.
- Już późno ... powinieneś jechać do domu.
- Wyganiasz mnie?
- Nie, ale ... sam wiesz ..
- Nie, nie wiem ... to właśnie przy Tobie spędzam miło czas .. jak nigdy wcześniej.
- Przestań - czułam, że się rumienie.
- Słodko wyglądasz.
- Mike .. proszę Cie ... jest już naprawdę późno.
- No dobrze, ale robię to tylko dlatego, że mnie prosisz, a nie, że chce.
- Hehe ... głuptas.
- Ja nim jestem? - pokiwałam głową - O nie .. muszę Cie ukarać, ale masz szczęście, że nie mogę ze względu na Twojego ojca.
- Chyba pierwszy raz będę mu wdzięczna, że jest w domu. Dobra .. teraz mówię poważnie .. jedź już.
- Ehh ... ale ja będę smutny - zrobił smutną minkę.
- Nie będziesz.
- Będę.
- Nie i przestań się ze mną sprzeczać, dobrze?
- Jeżeli tak ładnie prosisz - uśmiechnął się - Odpoczywaj. Do zobaczenia - pocałował mnie w policzek i ''wyszedł'' oknem. Rozwaliłam się na łóżku i się uśmiechnęłam. Ehh ... co się ze mną dzieje? A raczej co On ze mną robi? Otuliłam się kołdrą i próbowałam zasnąć. Nie zamknęłam okna. Lubię świeże powietrze, a o tej godzinie jest najlepsze. Przekręcałam się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Może to głupie, ale ... chciałam, żeby był teraz Mike. Przy nim czułam się inaczej ... nie potrafię tego określić. Gdybym miała normalną mamę, mogłabym się jej doradzić i dopytać co to oznacza. Nawet nie mogłam zapytać się o to koleżanki, bo takiej nie miałam. Byłam bliska snu, gdy nagle poczułam szarpnięcie. Otworzyłam oczy. Ojciec wyciągnął mnie z łóżka za włosy.
- Myślisz, że możesz mnie okłamywać?! - krzyczał.
- Puść mnie! To boli!
- I ma boleć! Muszę Cie ukarać!
- Za co? - rzucił mnie na środek pokoju.
- Nie jestem głupi! Myślisz, że nie wyczułem męskie perfumy?!
- Co? Nie wiem o czym mówisz.
- Naprawdę?! W takim razie zaczęłaś używać męskich zapachów! - uderzył mnie w twarz - Nie wiem jak Go tutaj sprowadziłaś, ale to był pierwszy i ostatni raz!
- Ale ja ...
- Zamknij się suko! Jesteś taką samą dziwką jak Twoja matka! Ostrzegałem Cie co się stanie jeżeli będziesz nieposłuszna! - nigdy nie bił mnie po twarzy ani głowie. Od dzisiaj miało to się zmienić. Bił gdzie popadnie. Wpadł w szał i chyba nie miał zamiaru przestać.
- Proszę Cie ... ja nic nie zrobiłam.
- Już nigdy więcej się z nim nie spotkasz!
- Z nikim się nie spotykam - uderzył mnie ostatni raz. Walczyłam, żeby nie zamknąć oczu. Nachylił się nade mną.
- Jeżeli tak bardzo chcesz się pieprzyć, mogę Ci załatwić facetów. Ja też będę miał z tego korzyść, bo mi za Ciebie zapłacą. Dobry pomysł? - zaśmiał się obleśnie - Zapamiętaj to sobie. Jeszcze raz Go tutaj przyprowadzisz, a załatwię mu miejsce na cmentarzu. Chcesz tego? Nie wydaje mi się - wyszedł z pokoju. Nie miałam siły płakać. Może i nawet już nie miałam łez. Wypłakałam je wszystkie. Nie dałam radę doczołgać się do łóżka. Bałam się jak ja to wytłumaczę Michaelowi. Leżałam już kilka godzin. Mama miała wrócić dopiero rano. Musiałam zamknąć oczy i zasnąć, bo obudziła mnie przerażona mama.
- Boże .. co się stało? - spojrzałam się na nią z rezygnacją - No tak .. po co w ogóle pytam. Chodź do łóżka.
- Nie dam rady.
- Pomogę Ci - oparłam się na niej i doszłyśmy do łóżka, na którym się położyłam - Powiedź co się dokładnie stało? Za co Ci pobił?
- A czy On potrzebuje powodu, żeby mnie zlać? - czekała na wyjaśnienia - Mike był u mnie ..
- Słucham?
- Ojciec nie widział Go, ale potem jak Mike poszedł, to On powiedział, że czuje męskie perfumy ... już wszystko wiesz.
- Po co Go tutaj sprowadziłaś? Znasz zasady.
- Mówisz zupełnie jak On. Przynajmniej mam z kim porozmawiać ... Mike mnie rozumie.
- Rozumie? Nie bądź śmieszna. A co On może wiedzieć o życiu?
- Przestań .. zadzwonisz na uczelnie, że nie przyjdę?
- Dobrze ... zaraz Cie opatrzę - miała już wychodzić.
- Mamo? - zatrzymała się - Dasz mi telefon? Muszę zadzwonić do Michaela - widziałam, że nie była z tego powodu zadowolona. Po krótkim czasie przyniosła mi telefon - Dziękuje - wykręciłam do niego numer.
- Słucham?
- Cześć Mike.
- Betty? Ale niespodzianka - byłam pewna, że w tym momencie się uśmiechał - Właśnie miałem wychodzić z domu i jechać po Ciebie.
- Już nie musisz.
- Dlaczego? Coś się stało?
- Nie .. nic takiego. Chyba bierze mnie grypa, wiesz? Zostanę w domu do niedzieli.
- W takim razie przyjadę do Ciebie. Albo wejdę swoim sposobem - zaśmiał się.
- Nie! Nie chce, żebyś się zaraził. Spotkamy się w poniedziałek, dobrze?
- No .. ok, ale ... będę tęsknił. Chcesz, żebym cierpiał? - zaśmiałam się słabo - Bawi Cie to? Ja mówię serio.
- Wybacz .... jakoś wytrzymasz te kilka dni.
- Oj będzie ciężko. Nie będę Cie już męczył. Odpoczywaj księżniczko.
- Dziękuje, że rozumiesz. Do zobaczenia - rozłączyłam się. Potem mama zadzwoniła na uczelnie, że przyjdę na zajęcia w poniedziałek. Pięknie. Kolejne zaległości będę miała. Oby siniaki znikły do tego czasu. Wielkie dzięki tatusiu.