Kochani dziś z innej beczki. Jak za pewne wiecie Unia chce ocenzurować całkowicie internet. Co to znaczy? Że wszystkie treści zamieszczanie w internecie będą sprawdzane mówiąc w skrócie. Również to się tyczy praw autorskich i blogów. Możecie o tym poczytać dokładnie. Musimy zawalczyć o to aby do tego nie dopuścić. Chce dla Was nadal pisać opowiadania jak obiecałam, ale obawiam się, że nie będzie to możliwe, gdy Unii się uda ocenzurować internet ponieważ wykorzystuje nazwisko Michaela oraz zdjęcia na blogu. Tak to jest chore, ale musimy coś z tym zrobić. Może się uda. Niżej zostawiam Wam adres do strony, gdzie można podpisać petycje oraz poczytać o tym dokładniej. Ja napisałam o tym dość chaotycznie za co przepraszam, ale zależy mi aby jak najwięcej osób się dowiedziało i też idę spać, bo rano trzeba wstać do pracy. Trzymajcie kciuki aby pewnego dnia, gdy będziecie chcieli wejść na bloga nie okazało się, że strona nie istnieje. Nie wyobrażam sobie tego.
Wchodźcie na stronę:
antyart13.pl
(wolę nie zostawiać linka z wiadomych przyczyn)
P.S. Jak coś to zapiszcie sobie mój adres maila i nr GG ponieważ obie formy kontaktu są aktualne. To tak na wszelki, gdyby serio usunęli i byście nie wiedzieli co dalej. Dane są po prawej stronie w opisie O MNIE.
Miło mi powitać czytelników Bad Girl jak i nowych. Będę tutaj publikowała moje kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu tak samo jak Bad Girl.
piątek, 29 czerwca 2018
sobota, 7 października 2017
Wyjaśnienie nieobecności
Chyba należą Wam się pewne wyjaśnienia, prawda? Minęło już sporo czasu od ostatniej notki, zdaje sobie z tego sprawę. Za co przepraszam. Naprawdę. Otóż ... pewne Was to nawet nie obchodzi, ale chce być szczera z Wami mimo wszystko. Dwa miesiące temu miałam kolejny pogrzeb w rodzinie. Dokładnie mój dziadek odszedł do mojej babci, która również odeszła w tym roku w styczniu. Byłam z nimi bardzo zżyta ponieważ z nimi razem mieszkałam od urodzenia. Także przeżyłam dwie tragedie w krótkim odstępie czasu tak naprawdę. To na mnie bardzo wpłynęło, na moje zachowanie, życie ... na wszystko. Nie mogłam się po tym pozbierać i nadal nie mogą. Nie dociera to do mnie. I nie pisze tego aby wzbudzić w kimś litość, bo to nie jest mój cel. Pisze abyście wiedzieli, że nie przestałam pisać i dlaczego była mi ta przerwa potrzebna. Nie obiecuje kiedy pojawi się nowa notka, ale na pewno w tym roku heh. Nie powiem czy za tydzień, miesiąc, a może szybciej. Zaglądajcie, a pewnego dnia przywita Was kolejna notka pełna niespodzianek. W opowiadaniu jeszcze wiele się wydarzy. Czy dobrze? A może niekoniecznie? Sami się przekonacie. Do zobaczenia wkrótce. Pozdrawiam.
P.S. Informacja pojawiła się na moim pierwszy blogu również, ale nie wszyscy muszą czytać oba blogi, wiec tutaj też dodałam.
sobota, 30 kwietnia 2016
Chapter 38
Przepraszam za taką przerwę, ale naprawdę nie dałam rady wcześniej napisać. Nie dość, że najpierw dopadło mnie złe samopoczucie, to potem złapał mnie wirus i sami rozumiecie. Ale co ja tutaj będę gadała o chorobach. W końcu to nie blog medyczny hehe No wiec postaram się teraz wrzucać jak wcześniej regularnie. Od razu mówię, że ta notka mi nie wyszła i nie jestem z niej zadowolona. Wiec zapraszam do czytania oraz komentowania :) To motywuje ;)
~~~~~~
Nie widziałam Victorii w szkole odkąd
Nina do niej poszła. Nie wiem też co jej zrobiła, bo za każdym
razem odpowiadała, że nic takiego i przestanie mnie dręczyć.
Miała rację. Nawet jej koleżaneczki się do mnie nie zbliżały co
mnie ogromnie cieszyło. Nareszcie odżyłam i tak jak dawniej z
chęcią chodziłam na zajęcia. Pogodziłam się też ze Steffi.
Wytłumaczyłyśmy sobie wszystko i podziękowałam jej, że stanęła
w mojej obronie przed tymi pustakiem. Poza tym jej brat dał mi
spokój. W końcu zachowywał się jak na nauczyciela przystało.
- Wiesz może dlaczego tapeciara nie
przychodzi? - spojrzałam na nią.
- Hm .. ostatnio moja siostra u niej
była jak się dowiedziała co zrobiła.
- Serio? No to już wiadomo, dlaczego
jej nie ma. Ale dobrze. Należało się suce.
- No coś Ty. Nina taka nie jest.
- Więc zobaczymy, czy będzie miała
jakieś limo pod okiem.
Szczerze mówiąc to przez chwilę
przemknęło mi przez myśl, że Nina mogła ją pobić, ale z
drugiej strony nigdy nie załatwiała spraw siłowo. Może zrobiła
wyjątek? Całkiem możliwe. Była wściekła.
Po zajęciach miałam iść ze Steffi
do centrum handlowego. Dawno nigdzie razem nie byłyśmy. Akurat, gdy
wychodziłyśmy podjechał Mike. Podeszłam i otworzyłam drzwi.
- A co Ty tutaj robisz?
- Mnie też jest miło Cie widzieć
kochanie.
- Oj no wiesz co miałam na myśli.
Więc?
- Więc przyjechałem po Ciebie
ponieważ dzisiaj wieczorem idziemy na przyjęcie – na moment mnie
zatkało, bo nie przepadałam za tego typu przyjęciami. Wiedziałam,
że będą tam same gwiazdy.
- Mike .. ja tam nie pasuje .. idź
sam.
- Nie ma mowy nawet. Wystarczy, że
pasujesz do mnie, tak? - uśmiechnął się – Wskakuj i jedziemy
kupić Ci suknie.
- Ale miałam właśnie iść ze Steffi
do centrum.
- To świetnie. Może jechać z nami.
- Ok – zawołałam ją i po chwili
obie siedziałyśmy w aucie. Pocałowałam Michaela w policzek na
przywitanie. Widziałam, że się uśmiechnął. Po dziesięciu
minutach byliśmy na miejscu. Mike zaparkował w podziemnym parkingu.
- To idźcie same, a ja na was
zaczekam. Nie chce robić zamieszania jak mnie zobaczą.
- Czyli jednak się mnie wstydzisz –
udałam oburzenie.
- Oczywiście, że nie. Nie chce po
prostu by mnie rozpoznali. Poza tym jestem trochę zmęczony po
pracy. No kotek – spojrzałam na niego, a po chwili się
uśmiechnęłam.
- Droczyłam się – dałam mu buziaka
w usta.
- Osz Ty niedobra. Za karę masz kupić
jakąś seksowną kieckę – wyszczerzył się.
- No wiesz co? Jeszcze czego.
- I do tego jakąś zabójczą bieliznę
.. – przybliżył się i powiedział na ucho – bo po powrocie mam
co do Pani pewne plany – spojrzałam na niego.
- Niech Pan lepiej uczesze te swoje
loczki, bo są nieposkromione jak Pana myśli.
- Nic na to nie poradzę – pocałował
mnie czule. Odwzajemniałam, ale przypomniałam sobie o obecności
Steffi i przerwałam.
- Musimy już iść – chciałam już
wysiadać.
- Poczekaj – wyciągnął swoją
kartę i mi podał – Kup sobie co tylko chcesz.
- Ale .. Mike ..
- Nie przyjmuje odmowy – nie miałam
wyboru i wzięłam od niego tą kartę.
- No dobrze. Postaramy się szybko
wrócić.
Łaziłyśmy po tym centrum jakieś
dwadzieścia minut, a ja nadal nie wiedziałam co kupić. W jednych
wyglądałam za bardzo wyzywającą, co spodobało by się
Michaelowi, a w innych jak moja własna babcia. Dlaczego niektóre są
tak bardzo niewymiarowe? Zrobiłyśmy sobie przerwę i poszłyśmy na
koktajl.
- Mogę Cie o coś zapytać? - zaczęła
niepewnie Steffi.
- Pewnie.
- Czy … czy wy .. macie już za sobą
ten etap? No wiesz .. - poczułam jak się rumienię.
- Tak heh ale błagam nie pytaj mnie o
szczegóły jak Nina.
- Hehe spokojnie. Nie miałam zamiaru.
Zapytałam, bo słyszałam co powiedział Mike – spłonęłam
jeszcze większym rumieńcem.
- Nie słuchaj Go .. typowy samiec heh
– nerwowo bawiłam się rurką w koktajlu.
- Jak każdy. Idziemy dalej? -
dokończyłyśmy i ruszyłyśmy dalej. W końcu udało mi się
wybrać. Do tego dodatki i byłam gotowa na wieczór – Michaelowi
na pewno się spodoba.
- Mam nadzieje, bo wybrałam ją ze
względu na niego.
- Hmm a bielizna? - spojrzałam na nią
– No co? - wyszczerzyła się – Tylko przypominam.
- Zabiję Cie – złapałam ją za
szyję ramieniem.
- Haha! No dobra puść!
- Zastanowię się – szłam tak dalej
ciągnąć ją za sobą
- No ej! Wystarczy! - obie się z tego
śmiałyśmy. W końcu ją puściłam. Poszłyśmy jeszcze do KFC.
Czekaliśmy na nasze zamówienie.
- Mike uwielbia kurczaki z KFC.
- Aaa już rozumiem. Tak chcesz Go
przekupić.
- Uważaj, bo znowu Cie ukarzę –
szturchnęłam ją łokciem. Szłyśmy już w drogę powrotną
rozmawiając. Nagle z kimś się zderzyłam. Spojrzałam w górę i
przez moje ciało przeszedł lodowaty dreszcz.
- Witaj córeczko. Nawet nie przywitasz
się z ojcem? - chciałam Go wyminąć, ale mi nie pozwolił.
- Już nie jesteś moim ojcem .. nie po
tym wszystkim – Steffi stała z boku i przyglądała się temu.
- Przeproś koleżankę – złapał
mnie za ramię, ale się wyrwałam.
- Nigdzie z Tobą nie pójdę!
- Owszem pójdziesz. Wracasz ze mną do
domu – tym razem złapał mnie obiema rękami za ramiona i mocno
ścisnął.
- Niech Pan ją puści.
- Nie wtrącaj się mała. Chyba, że
chcesz iść z nami.
- Nie mieszaj jej do tego! - spojrzałam
na nią – Uciekaj stąd.
- Nie ..
- Słyszałaś co powiedziała. Idziemy
córeczko – odwrócił mnie i skierował w przeciwną stronę. Nie
chciałam robić zamieszania i poszłam z nim. Odwróciłam się i
spojrzałam na Steffi. Nie wiedziała co się dzieje.
~~~~~~
Od prawie godziny czekałam w aucie na
dziewczyny. Włączyłem radio i oparłem się o zagłówek.
Przymknąłem oczy, bo czułe, że te zakupy jeszcze trochę
potrwają. No tak. Kobiety. Ale na szczęście mamy sporo czasu. Już
sobie wyobrażałem jak cudnie będzie wyglądała Betty w suknie i
uśmiechnąłem się sam do siebie, gdy nagle usłyszałem, że drzwi
pasażera się otworzyły. Spojrzałem od razu i zobaczyłem zdyszaną
Steffi.
- A gdzie Betty?
- Mike .. - próbowała złapać
oddech.
- Spokojnie. Co się stało?
- Musisz się pospieszyć! Jej ojciec
.. spotkaliśmy Go i ją zabrał!
- O nie! - natychmiast wysiadłem i
zaczął biec ile sił w nogach. Zabije Go! Co za drań! Zatrzymałem
się i rozglądałem, ale nigdzie ich nie było.
- Szedł w stronę tylnego wyjścia –
powiedziała Steffi. Znowu zacząłem biec zostawiając Steffi w
tyle. Musiałem ich dogonić. Wybiegłem ze sklepu na parking. Z
daleka zobaczyłem jak siłą wpycha ją do auta. Próbowała się
bronić. Byłem tak wściekły, że nawet nie wiem jakim cudem już
po chwili znalazłem się przy nim i odepchnąłem. Betty wysiadła i
się we mnie wtuliła. Rozpłakała się. Mocno ją do siebie
przytuliłem.
- Ćśśś .. już nic Ci nie zrobi.
- Jak śmiesz Ty gnoju! To moja córka!
- Kochanie idź do Steffi – podeszła
do niej i ją przytuliła – Już nigdy więcej jej nie skrzywdzisz,
słyszysz?! Ona teraz mieszka u mnie i nie masz prawa ją tknąć!
- A chcesz się przekonać?! - zbliżał
się do mnie.
- Nie! Mike! - zamachnął się,
zrobiłem unik unikając ciosu.
- Za wolny jesteś! - uderzyłem Go z
całej siły pięścią w twarz. Upadł jak długi – Radzę Ci nie
wstawać! - podszedłem do dziewczyn. Objąłem mojego kotka
ramieniem – Chodźmy – wtuliła się we mnie – Nic Ci nie
zrobił?
- Nie .. na szczęście … bardzo się
bałam – rozpłakała się.
- Już dobrze kochanie .. nie pozwolę
mu Cie skrzywdzić.
Pojechaliśmy prosto do domu. Betty
była w kiepskim stanie, dlatego Steffi przyjechała z nami.
Zaprowadziłem ją na górę. Położył się i skuliła. Nie
sądziłem, że aż tak to przeżyje. Widocznie wszystkie wspomnienia
wróciły. Czułem się bezradny. Przykryłem ją, pocałowałem w
czoło i zostawiłem ze Steffi. Zszedłem do gabinetu i usiadłem na
fotelu przy oknie. Musiałem zadzwonić i powiadomić, że nie
przyjdziemy na przyjęcie. Sam nie miałem zamiaru iść. Na dodatek
ze świadomością, że moja najdroższa jest w złym stanie.
Wykręciłem numer i wyjaśniłem, ale bez szczegółów. Wstałem i
podszedłem do okna. Chciałbym mieć taką moc abym mógł wymazać
z jej pamięci okrutną przeszłość. Dlaczego to ciągle do niej
musi wracać?
- Mike? - obejrzałem się. To była
mama Betty.
- Tak?
- Wszystko w porządku?
- Ehh … Betty spotkała w centrum
handlowym Pani męża.
- O Boże .. - zakryła dłonią usta –
Nic jej nie zrobił?
- Chciał ją zabrać do siebie … nie
pozwoliłem mu, ale … Ona to przeżyła .. bardziej niż myślałem.
Koleżanka jest teraz u niej – usiadła na kanapie i schowała
twarz w dłoniach.
- Co ja mam robić? To moja wina, że
zgotowałam jej takie piekło. Nie chce, żeby do końca życia przez
to cierpiała – usiadłem obok niej.
- Może być Pani pewna, że przy mnie
Betty jest bezpieczna. Nie pozwolę jej skrzywdzić i zrobię
wszystko aby zapomniała o przeszłości. Jeszcze nie wiem w jaki
sposób, ale się nie poddam – spojrzała na mnie.
- Jesteś dobrym człowiekiem .. i
niech nikt nigdy nie powie inaczej – pogłaskała mnie po policzku
jak moja mama. Uśmiechnąłem się.
- Dziękuje za te słowa. Pójdę do
niej.
- Idź .. potrzebuje Cie – wstałem i
poszedłem na górę do sypialni. Steffi spojrzała jak wszedłem i
położyła sobie palec na ustach.
- Zasnęła – pokiwałem głową i po
cichu podszedłem.
- Możesz iść jeżeli chcesz.
- Powinnam, bo już dawno miała być w
domu. Dasz mi znać, jeżeli coś by się działo?
- Pewnie, że tak.
Zostaliśmy sami. Odgarnąłem jej
kosmyk włosów i chwilę popatrzyłem. Moja najdroższa. Taka
delikatna. Zabije każdego kto będzie chciał ją skrzywdzić.
Przysięgam. Delikatnie, żeby jej nie obudzić położyłem się za
nią i objąłem. Wtuliłem twarz w jej włosy i zamknąłem oczy.
Nie spałem. Delektowałem się jej bliskością. Po paru godzinach
obudziła się i odwróciła się w moją stronę.
- Która godzina?
- Po 20:00.
- Co?? Przecież powinieneś być na
tym przyjęciu.
- Nie kochanie. Powinienem być, ale
przy swojej dziewczynie i właśnie to robię. Jak się czujesz?
- Lepiej. Ale nie powinieneś na mnie
patrzeć, tylko pojechać.
- Bez Ciebie? Nic z tego. Jesteś
ważniejsza od jakiegoś tam przyjęcia, na które i tak nie miałem
ochoty jechać.
- Skoro tak mówisz .. dziękuje Misiu
… kocham Cie.
- Ja Ciebie jeszcze bardziej –
pocałowałem ją czule. Poczułem jak zarzuciła mi ręce na szyję
wziąć odwzajemniając pocałunki. Przyciągnąłem ją bardziej do
siebie. Już wiedziałem jak sprawić aby zapomniała.
sobota, 2 kwietnia 2016
Chapter 37
Witajcie kochani.
No i w końcu dodałam nową notkę. Trochę nadrobiłam na Bad Girl, ale nie mogę teraz zaniedbać TLISU, wiec postaram się dodawać na przemian tak jak miałam to w planach od początku. No to chyba tyle. Zapraszam do czytania ;)
No i w końcu dodałam nową notkę. Trochę nadrobiłam na Bad Girl, ale nie mogę teraz zaniedbać TLISU, wiec postaram się dodawać na przemian tak jak miałam to w planach od początku. No to chyba tyle. Zapraszam do czytania ;)
~~~~~~
Rozpoczął się nowy tydzień. Miałam
nadzieje, że po weekendzie wszyscy już zapomnieli co zrobiła
Victoria i znaleźli sobie inny temat. Nawet nie wiedziałam jak
bardzo się myliłam. Owszem znaleźli inny, ale też dotyczący
mnie. Weszłam do budynku pięć minut przed pierwszą lekcją.
Zabrałam potrzebne podręczniki z szafki. Gdy ją zamykałam
zauważyłam coś pod nogami. Sięgnęłam po kartkę. Znowu to
zrobiła. Tylko tym razem na zdjęciu byłam sama w skąpej
bieliźnie. Podany był mój numer, żeby chętnie na szybki i tani
numerek dzwonili. Rozejrzałam się po korytarzu. Prawie wszyscy się
na mnie gapili. Zgniotłam kartkę i wyrzuciłam do śmieci. Ale co z
tego, jeżeli każdy ją dostał. Było mi przykro, ale nie dałam po
sobie poznać. Poszłam na dzwonku do sali, zajęłam swoje miejsce i
udałam jak by ta sytuacja nie miała miejsca. Najchętniej to bym
nie wychodziła na przerwę, ale nie wolno nam przebywać w klasach.
Wiedziałam, że się na mnie gapią. Nie miałam w nikim oparcia i
nie miałam się komu wygadać. Było mi strasznie źle i nie
wiedziałam co już robić. Podeszła do mnie Victoria ze swoją
bandą.
- I co? - głupio się uśmiechała.
- Daj mi spokój.
- Nie podoba Ci się? Zrobiłam Ci
reklamę i liczę na połowę zysków jakie zarobisz.
- Sobie powinnaś zrobić takie ulotki.
- Viki nie sądzę, żeby dużo
zarobiła.
- Bez obaw. Będzie miała tylu
klientów, że będzie brała dwóch naraz – wszystkie zaczęły
się śmiać, a ja miałam łzy w oczach.
- Ojej zaraz się rozpłaczę.
- Nie wiedziałam, że tanie dziwki też
płaczą – chciałam je wyminąć, ale mi nie pozwoliły – Dokąd
to? - jedna z nich przybliżyła się i powąchała.
- Ona cuchnie. Pewnie już miała kilku
i teraz chce się umyć, żeby nie było reklamacji.
- Tylko, żeby nie zarazili się jakimś
syfem – One się śmiały, a ja płakałam. Już nie mogłam dłużej
powstrzymać łez.
- Dajcie jej spokój! - nagle u mego
boku zjawiła się Steffi – Słyszałyście?!
- O następna przyszła – Victoria
nie miała zamiaru przestać.
- Jesteście chore! Nie macie prawa tak
ją traktować! Pieprzone plastiki!
- Ej! Uważaj co mówisz! Chyba nie
chcesz mieć też z nami na pieńku.
- I tak się was nie boję, a Betty
macie zostawić w spokoju! - wykorzystałam to i po prostu uciekłam
z płaczem. Wybiegłam na dwór i biegłam przed siebie prosto do
domu. Jakimś cudem udało mi się otworzyć drzwi. Cieszyłam się,
że nikogo nie było o tej godzinie w domu. Pobiegłam na górę do
sypialni, walnęłam się na łóżko i płakałam w poduszkę. Nie
mogłam się uspokoić. Dlaczego One tak mnie nienawidzą. Nic im
nigdy nie zrobiłam. Zaskoczyła mnie Steffi. Tylko Ona jako jedyna
stanęła w mojej obronie. Inni tylko się gapili jak zwykle. Nie
chciałam już tam nigdy wracać. Usłyszałam dzwoniący telefon.
Wyciągnęłam z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Nie znałam
tego numeru, ale odebrałam.
- Halo?
- Witaj piękna. Widziałem Twoją
ofertę. Gdzie się spotkamy? - nie wierzyłam własnym uszom. Od
razu się rozłączyłam i bardziej rozpłakałam. Po chwili kolejny
telefon z innego numeru. Nie wiem dlaczego, ale odebrałam.
- Ile bierzesz za godzinę i jakie
usługi oferujesz? - też się rozłączyłam. Co parę minut ktoś
dzwonił, ale nie odbierałam. Po dwudziestym telefonie wyłączyłam
telefon. Od tego wszystkiego i płaczu, zasnęłam.
Usłyszałam coś. Otworzyłam oczy. To
Michael rozmawiał z mamą. Nie słyszałam o czym. Leżałam plecami
do drzwi. Zamknęłam oczy udając, że śpię, bo ktoś wszedł do
pokoju.
- Kochanie? - usiadł na łóżku za
mną – Śpisz? - nie odpowiedziałam. Westchnął i wyszedł.
Chciałam się do niego przytulić. Potrzebowałam tego, ale nie
chciałam aby zobaczył, że płakałam. Usiadłam i spojrzałam na
zegarek. No tak już wieczór. Przespałam cały dzień. W głowie mi
trochę szumiało. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz. I tak
było widać, że płakałam. Zrobiłam delikatny makijaż, żeby
zakryć czerwone oczy. Zeszłam na dół – O wstałaś – podszedł
do mnie – Byłem u Ciebie przed chwilą.
- Głowa mnie bolała i musiałam się
położyć.
- Lepiej już? - dotknął mojego
policzka. Po chwili wtuliłam się w niego – Wszystko w porządku?
- Tak. Jeszcze trochę boli, ale
przejdzie.
- A powiesz prawdę? - odkleiłam się
od niego i spojrzałam.
- O czym mówisz? - wyminęłam Go i
poszłam do kuchni napić się soku. Poszedł za mną.
- Byłem po Ciebie, ale Steffi
powiedziała ..
- Co Ci powiedziała? - spojrzałam na
niego.
- Że wyszłaś po pierwszej lekcji –
ale się wystraszyłam, że mu wygadała.
- Już mówiłam. Głowa mnie okropnie
bolała i wróciłam do domu
- No dobrze, a czemu nie odbierałaś?
Dzwoniłem od południa.
- To jakieś przesłuchanie? -
odstawiłam szklankę i chciałam już wyjść z kuchni, ale
zatrzymał mnie.
- Po prostu się martwiłem. Co się
dzieje? - patrzył mi w oczy, a ja miałam straszne wyrzuty sumienia,
że tak Go okłamuje. Znowu.
- Ehh .. rozładował mi się telefon,
a potem zasnęłam i nie zdążyłam Go podłączyć.
- Rozumiem. Nie chciałem tak na Ciebie
naskoczyć – dał mi buziaka – A tak w ogóle to strasznie się
stęskniłem – przytulił mnie.
- Ja tak samo. Wiesz .. pójdę się
przebrać w piżamę i się już położę.
- A kolacja? - w kuchni zjawiła się
mama.
- Nie jestem głodna – poszłam na
górę, przebrałam się i położyłam. Chciałam jak najszybciej
zasnąć, ale nie mogłam. Po około pół godzinie przyszedł Mike.
Wziął prysznic i położył się. Po chwili jednak wstał. Okrążył
łóżko. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na niego. Jak zwykle
mogłam podziwiać jego gołą klatę, bo na moje szczęście nie
ubierał góry piżamy. Sięgnął po mój telefon. Nagle się
zerwałam – Co robisz?
- Nic. Chcę Go naładować – jednak
zanim włączył Go do ładowarki spróbował włączyć. Wiedziałam,
że się włączy. W końcu to ja Go wyłączyłam celowo. Gdy
telefon się włączył, spojrzał na mnie – Przecież jest
naładowany.
- Tak? - udawałam chyba głupszą niż
jestem.
- Tak – patrzył na mnie poważnym
wzrokiem – Powiem Ci więcej. Jest sześćdziesiąt nieodebranych
połączeń .. w tym dwanaście moich. Możesz mi to wyjaśnić?
- Myślałam, że rozładował, bo ..
- Przestań! - wydarł się – Chce
usłyszeć prawdę! Co to są za numery?! Każdy jest inny!
- Nie krzycz …
- A dziwisz mi się?! Myślisz, że
jestem głupi?! Udajesz, że śpisz, tylko dlatego, żeby ze mną nie
rozmawiać!
- To nie tak …
- Powiesz mi o co tutaj chodzi, czy
dalej będziesz kręciła?! - jeszcze nigdy nie widziałam Go tak
wściekłego. Ale nie dziwiłam mu się. Nagle mój telefon zaczął
dzwonić. Serce podskoczyło mi do gardła.
- Odbiorę ..
- Na pewno – odebrał – Słucham? -
wiedziałam co usłyszy i bałam się tego. Jego reakcji tak samo –
Coś Ty powiedział?! Zadzwoń jeszcze raz, a przysięgam, że Cie
znajdę i urwę Ci łeb! - zakończył połączenie i patrzył na
mnie wściekłym wzrokiem.
- Mike …
- Wiesz kto dzwonił?! Twój klient!
Pytaj się kiedy masz wolny termin, bo podobno jesteś rozrywana na
wszystkie strony!
- Proszę nie krzycz – chciało mi
się płakać, gdy widziałam Go tak złego.
- To dlatego zerwałaś się z zajęć
pod pretekstem bólu głowy, żeby się z nimi spotkać?! - myślałam,
że się przesłyszałam.
- Jak śmiesz .. - wstałam i stanęłam
naprzeciw niego – Nigdy Cie nie zdradziłam. Dobrze o tym wiesz.
- A jaką mam pewność! Ciągle mnie
okłamujesz! Chociaż obiecałaś być szczera! Spotkałaś się z
nimi?!
- Jeżeli uważasz mnie za dziwkę, to
nie mamy o czym gadać! Zresztą jak wszyscy! - rozpłakałam się i
wybiegłam z sypialni.
- Masz tutaj wracać! - wybiegł za
mną. Po raz pierwszy się Go bałam. Przypomniał mi się obraz
ojca. Też się tak wściekał, gdy mnie gonił. Wparowałam do
pokoju mamy.
- Boże .. co się stało? -
przytuliłam się do niej – Co się tam dzieje? Słychać Was w
całym domu.
- Wracaj do sypialni! Jeszcze nie
skończyłem!
- Chwileczkę – puściła mnie i
podeszła do niego – Co to za ton? Nie masz prawa tak się odzywać
do mojej córki, zrozumiano? Nie widzisz, że się Ciebie boi?
- Nic jej nie zrobię.
- Będzie spała dzisiaj ze mną i jak
ochłoniesz, to na spokojnie porozmawiacie. A teraz idź spać. A i
Michael … chyba nie chcesz, żebym zmieniła o Tobie zdanie? -
zamknęła drzwi. Położyła się i mnie przytuliła – Ćśśś …
nie bój się. Nic Ci nie zrobi … po prostu się zdenerwował, ale
nie powinien wyładowywać się na Tobie.
- Miał prawo … bo to moja wina –
powiedziałam przez płacz.
- Aż tak gwałtownie nie musiał
reagować – gdyby tylko wiedziała o co poszło. Po chwili
zasnęłam.
~~~~~~
- Betty .. wstawaj … jest po 7:00.
Nie zdążysz na zajęcia.
- Nie idę dzisiaj.
- Jak to? - usiadła obok mnie na łóżku
– Źle się czujesz? - dotknęła mojego czoła – Gorączki nie
masz.
- Nie dam rady dzisiaj. Jak raz nie
pójdę nic się nie stanie.
- Skoro tak .. ja idę zaraz do pracy.
- Ok – zamknęłam oczy i dalej
spałam. Usłyszałam, tylko jak wyszła z pokoju. Po paru minutach
wróciła.
- Betty? Michael na Ciebie czeka.
- Powiedź mu, że zostaje w domu –
znowu zostałam sama w pokoju, ale nie na długo. Drzwi znowu się
otworzyły – Mamo mówiłam Ci, że …
- To ja – usłyszałam jego głos i
odwróciłam się – Dlaczego nie jedziesz dzisiaj na uczelnię?
- Bo nie mam ochoty. Chce zostać sama.
- Chce porozmawiać ..
- Z dziwką?
- Nigdy tak nie powiedziałem –
chciał podejść.
- Wyjdź! - chwilę na mnie patrzył i
wyszedł. Zawiódł mnie. Jak mógł tak o mnie pomyśleć. Gdybym
powiedziała mu prawdę pewnie tak by się nie zachował, ale to Go
nie usprawiedliwia. Wiedział co przechodziłam w domu. Jaki horror
każdego dnia. Wiedział, że się przestraszę. Przez chwilę
wszystko przestało mieć dla mnie sens. Nie dość, że byłam
gnębiona, to Michael miał o mnie najgorsze zdanie. Nie chciało mi
się w ogóle wstawać. Poza tym po co.
~~~~~~
Minął tydzień, a ja wciąż
nie wyszłam z pokoju. Mama i Michael martwili się o mnie i pytali
co się stało. Ale nie chciałam im mówić. Nie miałam siły.
Zresztą co by to zmieniło. Ktoś wszedł.
- Betty … - poznałam głos
Niny.
- Co tutaj robisz? - usiała
przy mnie.
- Mike do mnie zadzwonił i
powiedział, że nie jest z Tobą najlepiej.
- Jak zwykle przesadza.
- Raczej miał rację.
Mówił, że nie chodzisz na zajęcia i tylko leżysz w łóżku.
Masz mi powiedzieć co się dzieje – znowu mi się przypomniało co
zrobiły te plastiki.
- Nie mogę ..
- Nawet nie chce tego
słyszeć. Nigdy tak się nie zachowujesz.
- Mam zadzwonić po lekarza?
- Co? Nie!
- Więc gadaj –
wiedziałam, że nie mam wyjścia. Nina nigdy nie odpuszczała.
- Ehh ….. bo chodzi o
Victorię i jej koleżanki ..
- Masz na myśli te
plastiki? - pokiwałam twierdząco głową – Co zrobiły? -
opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami co zrobiła tym razem
Victoria. Było w szoku – A to szmata! - wstała i zaczęła
chodzić nerwowo po pokoju.
- Tylko nie mów mamie i
Michaelowi.
- Masz rację. Nie powiem,
bo to Ty masz im powiedzieć całą prawdę.
- Ale nie chcę.
- A mnie to obchodzi! I
dlaczego do cholery nie wyjaśniłaś tego Michaelowi? Nie dziw się,
że był taki wściekły.
- Bałam się, że zrobi coś
głupiego.
- On nie zrobi, bo to ja się
do niej przejdę.
- Nie! Nie możesz tego
zrobić.
- Mogę i zaraz to zrobię.
Ta suka zapłaci mi za to – wyszła wściekła z pokoju.
Wiedziałam, że tak będzie dlatego nie chciałam jej powiedzieć.
Opadłam na poduszki i złapałam się za głowę. No to teraz się
zacznie. Miałam nadzieje, że Nina nie zrobi czegoś głupiego, ale
była tak wściekła, że wszystkiego można się było po niej
spodziewać. Zamyśliłam się i nawet nie wiedziałam kiedy wszedł
Mike.
- Mogę? Chcę pogadać –
spojrzałam tylko na niego – A tak w ogóle, to dlaczego Nina
wyszła taka wściekła?
- Powiedziałam jej prawdę.
Usiądź – usiadł – Nie wiem, czy mi uwierzysz, ale żałuje, że
od razu nie powiedziałam Ci o co chodzi.
- Poczekaj … chciałem Cie
przeprosić za moje zachowanie. Nigdy bym Cie nie skrzywdził, wiesz
o tym przecież. Zdenerwowałem się – opuścił głowę.
- Wiem … ehh … przyszedł
czas na powiedzenie prawdy .. chociaż nie jest łatwa – złapał
mnie za łapkę, żeby dodać mi otuchy. Było mi strasznie ciężko,
ale powiedziałam mu całą prawdę co zrobiła Victoria. Widziałam,
że się zdenerwował.
- Dlaczego od razu mi nie
powiedziałaś? Coś bym poradził i dała by Ci spokój. Gdyby nie
była kobietą … - nie dokończył, ale się domyślałam.
- Nie znasz jej … nie
wiesz jaka jest.
- To do niej poszła Nina.
- Tak i mam nadzieje, że
jej nie zabije.
- Jak by co wynajmę jej
najlepszego adwokata. Obiecaj mi, ale teraz tak na poważnie, że
powiesz mi jeżeli znowu coś zrobi, dobrze?
- Eh .. dobrze .. postaram
się – przytulił mnie. Brakowało mi tego jak nie wiem.
- Zmieniłem Ci numer
telefonu, żeby te palanty już nie dzwoniły.
- Dziękuje i nie znam ich.
- Wiem kochanie. Zazdrość
mną kierowała, bo wiem, że nic Cie z nimi nie łączy – ulżyło
mi i się ucieszyłam, że powiedziałam mu o wszystkim. Następnym
razem od razu mu powiem. Chociaż mam nadzieje, że nie będzie
takiej potrzeby.
sobota, 6 lutego 2016
Chapter 36
Przepraszam, ale nie dałam rady rano wstawić i od razu przepraszam, ale dzisiaj wyjątkowo krótka wyszła, ale nie miałam czasu za bardzo. Wiem, że ostatnio są krótkie. Postaram się to zmienić. Jak coś to będę dodawała na przemian. W tą sobotę przyszła kolej na TLISU.
No to zapraszam do czytania i komentowania ;)
~~~~~~
No to zapraszam do czytania i komentowania ;)
~~~~~~
Jak nigdy nie miałam ochoty ani chęci
iść na zajęcia, ale musiałam. Mike widział, że nie jestem a
najlepszym humorze. Ale nic nie mówił. Na korytarzu rozglądałam
się, czy nie ma tych zdzir, które czekały na swoją ofiarę, czyli
na mnie. Tym razem zrezygnowałam z lunchu i zostałam na długiej
przerwie na korytarzu. Było mi z tym źle, ale to było najlepsze
rozwiązanie. Poszłam do łazienki za potrzebą. Po chwili
usłyszałam, że weszły do łazienki. Nie miałam zamiaru wyjść z
kabiny dopóki są. Obserwowałam je przez niewielką szparę. Jak
zwykle poprawiały makijaż.
- Widziałyście dzisiaj Tą wywłokę?
- Jeszcze nie. Ciekawe czy przyjdzie.
- Mam nadzieje. Ja nie wiem, czy bym
przyszła na jej miejscu – wiedziałam, że mówiły o mnie, ale
nie miałam pojęcia co mają na myśli.
- Przecież to tępa suka i na pewno
jeszcze o niczym nie wie.
- Chce już widzieć jej żałosną
minę – roześmiane wyszły, a mi zrobiło się strasznie przykro.
Jednak nie płakałam. Nie tym razem. Wyszłam z kabiny i spojrzałam
w swoje odbicie. Czy naprawdę jestem żałosna i do niczego?
Zaczekałam do dzwonka i dopiero wyszłam z łazienki. Najchętniej
to bym się zerwała z reszty zajęć i poszła do domu.
Ostatnią lekcje miałam z Evanem.
Miałam nadzieje, że już o mnie zapomniał i da mi święty spokój.
Oznaczało, to również spotkanie z plastikami. Zajęłam swoje
miejsce i czekałam na zadanie jakie nam przydzieli.
- No dobrze. Na dzisiaj mieliście
przygotować dowolne przerobione zdjęcie. Mam nadzieje, że sobie
poradziliście. Kto chętny? Może Betty? - spojrzał w moją stronę
z uśmiechem.
- Ja … nie zdążyłam .. przepraszam
– zrobiło mi się głupio. Prawda była taka, że zapomniałam.
Ale nie mogłam się przyznać. Victoria zaśmiała się.
- Może powinnaś zmienić kierunek –
spojrzałam na nią ze złością.
- Victoria .. - upomniał ją.
Przestała się śmiać – Nic się nie stało. Dokończ na jutro,
dobrze? - pokiwałam twierdząco głową. Był aż za miły.
- To może ja? - zapytała – Ja
jestem przygotowana.
- Proszę bardzo – każdy z
komputerów był podłączony do projektora. Victoria włączyła
swoje zdjęcie, a Baxter projektor. Nagle wszyscy zaczęli się
głośno śmiać. Odwróciłam się w stronę tablicy ciekawa z czego
się tak śmieją. Zbladłam, gdy to zobaczyłam. Na zdjęciu byłam
ja w samej bieliźnie siedząca okrakiem na jakimś kolesiu. Dokleiła
moją twarz do jakiegoś obcego ciała w takiej pozie. Jak Ona mogła.
Chwilę siedziałam nieruchomo wpatrzona w to zdjęcie. Śmiechy
słyszałam jak by pochodziły z oddali. Po chwili zdjęcie znikło z
białej tablicy – Koniec tego! - dopiero oprzytomniałam, ale Oni
nadal się śmiali i patrzyli się na mnie. Nie wytrzymałam.
Zabrałam swoje rzeczy i szybko wybiegłam z sali. Chciałam stąd
uciec i już byłam przed budynkiem. Dopiero teraz się rozpłakałam.
Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Co za suka! Byłam jednocześnie
wściekła i załamana. Miałam już pobiec do domu, ale nic z tego.
Nie dam jej tej satysfakcji. Nie poddam się. Trochę spokojniejsza
wróciłam i poszłam do łazienki przemyć twarz. Po chwili byłam
już z powrotem w sali. Usiadłam na swoim miejscu. W ogóle nie
zwracałam na nie uwagę. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich, ale
byłam skupiona na zadaniu jakie Baxter napisał na tablicy. Miałam
ich wszystkich gdzieś. Skończyłam przed czasem. Baxter do mnie
podszedł – Jak zwykle pierwsza – uśmiechał się. Posłałam mu
uśmiech z grzeczności – Co my tu mamy – oglądał moją pracę
– Świetnie. Jestem pod wrażeniem – nachylił się bardziej nad
moim uchem i mówił ciszej – A Victorią się nie przejmuj. To był
tylko głupi żart na jej poziomie – spojrzałam na niego. Miał
racje, ale miałam nieodparte wrażenie, że ma jakieś ukryte
zamiary – I chciałbym Cie przeprosić za tamto. Nie wiem co we
mnie wstąpiło.
- No .. dobrze .. - nie bardzo
wiedziałam jak się mam zachować.
- Możesz już iść – odszedł.
Zapisałam pracę, wyłączyłam komputer i kierowałam się do
wyjścia.
- Tępaku – odezwał się mój wróg.
Spojrzałam na nią – Wejdź sobie na portal – miałam ochotę
zedrzeć jej ten głupi uśmieszek z gęby. Wyszłam i podeszłam do
swojej szafki. Zabrałam potrzebne książki. Ubrałam bluzę, bo
zrobiło się chłodniej. Wyszłam i musiałam dać znać Michaelowi,
że wyszłam szybciej. Wykręciłam do niego numer i czekałam aż
odbierze.
- Ściągnąłem Cie myślami –
uśmiechnęłam się.
- Tak? Ale chyba nie przeszkadzam?
- Oczywiście, że nie. Właśnie się
wybieram po Ciebie.
- Ja właśnie w tej sprawie. Wyszłam
wcześniej i idę już do domu. Nie musisz przyjeżdżać.
- Na pewno?
- Tak kochanie. Jestem już dużą
dziewczynką i sobie poradzę.
- Hehe no dobrze. To ja wrócę
wieczorem, dobrze?
- Od kiedy się mnie pytasz, do której
możesz pracować?
- Oj to tak z grzeczności. No dobrze.
Uważaj na siebie. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też – rozłączyłam
się. Nie spieszyło mi się. Powietrze było chłodne, ale takie
świeże jak nigdy. Zamknęłam na chwilę oczy i zrobiłam głęboki
wdech. Aż się uśmiechnęłam.
Byłam sama w domu. Mama była też
jeszcze w pracy. Zrobiłam sobie kanapki i nalałam soku do szklanki.
Poszłam do Michaela gabinetu. Pozwalał mi korzystać ze swojego
komputera. Siedziałam przed monitorem na chwilę się zamyśliłam.
Victoria jeszcze nie wiedziała na co mnie stać. Miałam wielką
ochotę się zemścić i zrobić taki fotomontaż, że jej przeróbka
by mogła się schować. Jednak się powstrzymałam. Nie chciałam
wywoływać wojny. Zaczęłam robić jakąś inną przeróbkę
zdjęcia, którą dzisiaj powinnam mieć skończoną. Po niecałej
godzinie miałam już skończone. Poszłam do kuchni i nalałam sobie
znowu soku. Wzięłam łyka i na chwilę się zamyśliłam, bo coś
mi się przypomniało. Poszłam z powrotem do gabinetu. Wzięłam
wdech i weszłam na portal, o którym mówiła ta zdzira. Okazało
się, że zdjęcie krąży w sieci już od wczoraj. To o tym mówiły
w łazience. Jak ta suka mogła mi to zrobić! Co ja jej do cholery
zrobiłam?! Byłam wściekła. Wstałam, złapałam się za głowę i
chodziłam nerwowo po gabinecie. Wróciłam przed ekran i zaczęłam
wszystko sprawdzać. Innym to zdjęcie się spodobało. Dobijały
mnie ich komentarze. ''Mogę być następny?'', ''Wiedziałam, że
jest z tych'', ''Ciekawe ile bierze za godzinę'' itd. Wyłączyłam
komputer, bo już nie mogłam tego czytać. Postanowiłam to
zignorować. Może zapomną i dadzą mi spokój. Już raz dzisiaj
przez nią płakałam. Nie miałam zamiaru znowu. Poszłam do salonu
i położyłam się na kanapie. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem.
Po chwili zasnęłam.
Obudziły mnie jakieś hałasy.
Przetarłam oczy i wstałam. Wyszłam z salonu i zobaczyłam, że
mama wchodzi razem z Michaelem. O czymś rozmawiali i się śmiali.
Niecodzienny widok.
- Cześć kochanie – pocałował mnie
– Zgarnąłem Twoją mamę po drodze.
- I widzę, że macie dobry humor.
- Nie da się ukryć. Co robiłaś?
- Spałam heh – mama poszła do
kuchni, a za nią unosił się cudny zapach – A co tak pachnie?
- Mówiłem, że wyczuje – zaśmiał
się.
- Miałeś rację. Kupiliśmy pizze po
drodze – wyciągnęła dwa średnie kartony z pizzami.
- Super. Umieram z głodu. O kanapkach
już zapomniałam.
Mike wziął pizze i wszyscy poszliśmy
zjeść do salonu. Patrzyłam się na nich jak normalnie ze sobą
rozmawiali i byłam szczęśliwa, że w końcu się dogadują.
Gdy Mike poszedł wziąć prysznic, ja
poszłam umyć naczynia w tym czasie. Zastanawiałam się czy mu
powiedzieć. Ale jednak zostawię, to dla siebie. Wiem, że by się
zdenerwował. Wytarłam dłonie i poszłam na górę. Michael już
leżał.
- No nareszcie przyszłaś –
uśmiechał się.
- Idę się przebrać – poszłam do
łazienki i przebrałam się w łazienkę – Co się tak uśmiecham
hm? - też się położyłam.
- A tak po prostu. Nie wolno? - musnął
ustami moją szyję.
- To już wiem skąd ten dobry humor
masz. Bo masz jakieś plany co do mojej osoby.
- Hehe .. powiedźmy .. chce Tobie
poprawić humor, bo rano nie miałaś coś humoru.
- Ale już mam. Mike możemy iść po
prostu spać? Nie jestem w nastroju dzisiaj – popatrzył na mnie
uważnie.
- No dobrze.
- Nie jesteś zły?
- Oczywiście, że nie, kotku – dał
mi buziaka. Objął mnie ramieniem – Dobranoc kochanie.
- Dobranoc – zamknął oczy. Zrobiłam
to samo. Tej nocy nie mogłam zasnąć.
sobota, 16 stycznia 2016
Przepraszam :(
Wybaczcie, ale w tą sobotę nie udało mi się wstawić notki. Nie miałam kiedy napisać nowej notki, ale za tydzień już będzie i możliwe, że w końcu wstawię na Bad Girl ;) Trzymajcie kciuki.
Do zobaczenia za tydzień :)
Do zobaczenia za tydzień :)
sobota, 9 stycznia 2016
Chapter 35
Pani Henderson wróciła około drugiej
w nocy do domu. Widziała, że wszędzie jest ciemno i zachowywała
się cicho, żeby nikogo nie obudzić. Gdy szła już do swojego
pokoju zauważyła, że drzwi od sypialni Michaela i Betty są trochę
uchylone. Podeszła, żeby je zamknąć, ale coś ją skusiło aby
zajrzeć do środka. Tego się jednak nie spodziewała. Ciuchy walały
się po całej sypialni, a jej córka spała w objęciach Michaela.
Na początku była trochę w szoku, ale po chwili zagościł uśmiech
na jej twarzy i wyszła zamykając drzwi.
~~~~~~
Otworzyłem oczy i przypomniała mi się
noc. Nawet przez chwilę pomyślałem, że to był sen, ale
rozejrzałem się po pokoju i widok porozrzucanych ubrań rozwiał
moje wątpliwości. Uśmiechnąłem się do siebie i spojrzałem na
wciąż śpiącą Betty. Nie spodziewałem się tego ani trochę. I
było mi trochę głupio z tego powodu. W końcu to ja byłem facetem
i to ja powinienem zorganizować taki wieczór. Chciałem wiele razy,
ale nie chciałem jej popędzać. Miałem nadzieje, że nie
skrzywdziłem jej w żaden sposób. Zobaczyłem, że się budzi.
Spojrzała na mnie zaspanymi oczami.
- Nie śpisz już?
- Przed chwilą się obudziłem. Dzień
dobry – pocałowałem ją.
- Bardzo dobry – uśmiechała się i
przeciągnęła.
- Jak się czujesz? Nie byłem za
bardzo … no wiesz ..
- Hehe nie misiu. Byłeś wspaniały –
tym razem Ona dała mi buziaka – Aha i nie żałuje jeżeli miałeś
zamiar pytać.
- Już nie muszę. Chodź do mnie –
przyciągnąłem ją do siebie.
- Mmm .. nie jesteś zmęczony po
wczorajszym?
- Ja? Nigdy w życiu. Jestem naładowany
pozytywną energią. Wiesz co? Dobrze, że nie było Twojej mamy.
- A to czemu?
- Bo by ogłuchła – spojrzała na
mnie z przymrużonymi oczami.
- No wiesz co. Wcale nie byłam głośno,
wariacie – zaśmiała się i walnęła mnie w ramię. Też zacząłem
się śmiać.
- Oj byłaś. Uwierz mi.
- Hmm .. a jeżeli nawet to powinieneś
się cieszyć.
- Tak? A to czemu? Że omal nie
ogłuchłem?
- Taki jesteś? To nic Ci nie powiem –
wytknęła mi język i chciała wstać, ale jej nie pozwoliłem –
Puszczaj draniu!
- Draniu? Ja Ci zaraz dam drania –
przekręciłem ją na plecy i zacząłem robić ''pierdzioszki'' na
szyi.
- Haha! Nie! Hahaha przestań! Proszę!
- próbowała jakoś odsunąć moją głowę.
- Prosisz? - w końcu przestałem i
spojrzałem na nią.
- Tak – ciężko oddychała –
Wariat z Ciebie i tyle – patrzyła mi w oczy.
- Możliwe – przygryzłem wargę i ją
czule pocałowałem. Zarzuciła ręce na moją szyję – Ale ja Cie
kocham. Nie wychodźmy dzisiaj z łóżka.
- Haha. Ty nie niewyżyty samcu. A co
powiemy mojej mamie, hm?
- Hmm … coś się wymyśli. Oj nie
daj się prosić. No i dokończ to co chciałaś powiedzieć –
patrzyła mi w oczy.
- Powinieneś się cieszyć, bo to
znaczyło, że było mi dobrze – musnęła moje usta swoimi.
- Jeszcze nie raz Ci będzie.
- Trzymam za słowo, a teraz idę pod
prysznic.
- Pod prysznic? Brzmi kusząco.
- Prawda? - kusiła mnie. Widziałem to
po niej.
- Więc na co czekamy?
- Ale pamiętaj, że chce się w
spokoju umyć.
- Wiem wiem – wstaliśmy opatuleni
kołdrą i poszliśmy do łazienki. Tak jak obiecałem jedynie się
wzajemnie wymyliśmy. Chociaż nie ukrywam, że miałem ochotę na
coś więcej. Zwłaszcza, że stała przede mną tak bez niczego.
Dodatkowo woda tak zmysłowo spływała po jej ciele. Szybko musiałem
pozbyć się tych nieczystych myśli.
~~~~~~
Nadal nie mogłam uwierzyć, że to się
stało. Nigdy sobie tego nie wyobrażałam, bo nie wierzyłam, że
spotkam tego jedynego, a jednak. To jak na mnie patrzył, dotykał,
czy całował, byłam pewna, że mnie nie skrzywdzi i się nie
pomyliłam. Nasz związek przeszedł na kolejny wyższy etap. W końcu
poznaliśmy swoje ciała, ale i tak wiedziałam, że tych nocy będzie
więcej. Zeszłam jako pierwsza na dół wabiona zapachem świeżej
kawy. Weszłam do kuchni i zastałam tam mamę. Od czasu zamieszkania
z nami codziennie, gdy tylko może robi śniadania i czasami także
obiady. Mike mówił, że nie musi tego robić, ale powiedziała, że
chociaż w taki sposób chce się odwdzięczyć.
- Nareszcie wstałaś. A Mike?
- Ubiera się – podeszłam do expresu
i nalałam sobie kawy do kubka.
- Wyspana? Chcesz śniadanie?
- Powiedźmy, że wyspana. Sama sobie
zrobię.
- Ale już zrobiłam – postawiła na
blacie górę naleśników, kanapki i jajecznice na patelni.
- Yyy .. mamo? I my mamy to wszystko
zjeść?
- A czemu nie? Przecież potrzebujecie
energii – uśmiechnęła się od uch do ucha, a ja spaliłam cegłę.
Czyli wiedziała co się stało w nocy, tylko skąd.
- Ale …. to znaczy …
- Skąd wiem? Chciałam zamknąć Wasze
drzwi, gdy wróciłam. Reszty nie muszę mówić – opuściłam
głowę – Wiem, że to był Twój pierwszy raz, ale nie masz czego
się wstydzić. Skoro tego chciałaś ..
- Tak. To był mój pomysł – od razu
włączyła mi się lampka, żeby bronić Michaela.
- Hehe spokojnie. Przecież nic o nim
nie mówię.
- To jest dla mnie nowość, więc wolę
być ostrożna.
- Tak .. wiem .. ja … wtedy martwiłam
się o Ciebie. Wiem, że popełniłam sporo błędów, ale teraz ich
żałuje.
- Nie wątpię. Musisz dać mi czas,
ok?
- Masz Go ile tylko zechcesz. Nie jesz
śniadania?
- Poczekam na Michaela – nagle
poczułam, że objął mnie od tyłu.
- Nie musiałaś czekać – pocałował
mnie w policzek – Dzień dobry – przywitał się.
- Widzę, że masz dobry humor –
puściła oczko. Usiadł obok mnie i spojrzał.
- Już wie – powiedziałam.
- Yyy … tak … mam dobry .. heh –
zarumienił się. Zauważyła to i już więcej nic nie mówiła.
Zanim skończyliśmy jeść mama wyszła. Znowu ją wezwali do
szpitala.
- Pozmywam – wstałam i zebrałam
brudne naczynia – Co dzisiaj porobimy?
- Hmm .. a na co masz ochotę? W sumie
to możemy tak jak planowaliśmy zostać w łóżku – znowu
podszedł od tyłu i mnie objął, gdy zmywałam naczynia.
- Hehe .. ale już nie leżymy.
- Zawsze możemy tam wrócić –
musnął mnie w szyję.
- Mike .. ja zmywam ..
- A czy ja Ci przeszkadzam? - czułam
jego oddech na szyi i nie mogłam się skupić na tym co robię.
- Owszem .. kotek .. idź do salonu ..
- Oj no dobrze, ale przyjdź zaraz do
mnie – pocałował mnie w policzek i wyszedł z kuchni. Nareszcie.
Oj co ten facet ze mną robił. Akurat skończyłam zmywać, gdy
rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę! - pobiegłam do drzwi – A
Ty tutaj czego?
- Ładnie witasz się ze swoją siostrą
– weszła.
- Witaj wariatko – powiedziałam z
uśmiechem.
- Od razu lepiej. Nie przeszkadzam?
- Kto to? - Mike wyszedł z salonu –
O Nina – podszedł i ją przytulił na powitanie. Spojrzałam na to
poważnie, ale szybko skarciłam się w myślach. Przecież to moja
siostra – Co Cie sprowadza?
- No chociaż Twój facet umie powitać
gościa. A tak chciałam do was zajrzeć.
- Hmm tylko, że ja nie widzę żadnego
gościa – wytknęłam jej język.
- Osz Ty babo!
Wszyscy poszliśmy do salonu.
Ucieszyłam się, że przyszła. Dawno jej nie widziałam. Nina
dopiero się dowiedziała, że mama z nami mieszka. Zdziwiła się,
ale wszystko jej wyjaśniliśmy.
- A co Ty nie w pracy? - zapytała
Michaela. Spojrzał na mnie.
- No wiesz … dzisiaj zrobiłem sobie
wolne.
- Ciekawe dlaczego – patrzyła się
na nas podejrzliwie z uśmiechem.
- Bo Twoja siostra mnie w nocy
wykończyła. A teraz przepraszam, ale muszę wykonać pewien telefon
– wstał i wyszedł. Patrzyłam za nim i myślałam, że Go zabije.
I po co On jej to powiedział. Teraz będę się musiała tłumaczyć.
- Betty .. chcesz mi o czym powiedzieć?
- gapiła się na mnie i się szczerzyła.
- Yyy .. nie .. nie bardzo – na moje
nieszczęście spaliłam cegłę.
- Zrobiliście to! Nie wierzę. Moja
mała siostrzyczka. I jak było? - ciągle się szczerzyła.
- Przestań! Wariatko. Nic Ci nie
powiem.
- Oj nie masz czego się wstydzić.
- Heh … no było … dobrze … nawet
bardzo, ale proszę nie pytaj mnie o szczegóły.
- No dobrze. Tym razem Ci odpuszczę –
puściła mi oczko – To dlatego Mike jest taki zadowolony.
- Możesz przestać? Dziękuje.
- Gotowa jesteś na powrót na
uczelnie? - zmieniła na szczęście temat.
- Powiedźmy. Jak sobie przypomnę
Victorie to aż mi niedobrze się robi. Pewnie znowu będzie coś
odwalała, żeby sprawić mi przykrość.
- Jeżeli chcesz to ustawię ją do
pionu.
- Hehe dzięki, ale myślę, że jakoś
sobie z nią poradzę.
~~~~~~
Początek października i pierwszy
dzień na uczelni. Dzień mijał nawet spokojnie. Większość
uczniów wciąż była myślami na wakacjach i trudno było im się
skupić na zajęciach. Na długiej przerwie wszyscy poszli na lunch.
Ja tak samo. Przy jednym ze stolików siedziała Victoria ze swoimi
kopiami. Gapiły się w moją stronę i się śmiały. Postanowiłam
nie zwracać na nie uwagi, tylko zająć się jedzeniem. Zauważyłam
Steffi. Spojrzała się w moją stronę smutno, ale nie podeszła.
Nadal nie wyjaśniłyśmy sobie tamtej sprawy. Długo już to trwało.
Za długo. Skończyłam jeść i zaniosłam tacę. Wracając
potknęłam się i wywróciłam. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Jak chodzisz łamago – spojrzałam
na Victorie. No tak. To była jej sprawka. Wstałam i pobiegłam do
łazienki. Dopiero tam się rozpłakałam. Znowu ten koszmar się
zaczął. Jak ja nienawidziłam tej uczelni właśnie przez takie
osoby. Przemyłam twarz, żeby nie było widać, że płakałam.
Musiałam poprawić makijaż i wyszłam akurat w momencie dzwonka na
lekcje. Chciałam już być w domu. Nie mogłam w ogóle się skupić.
Humor też straciłam. Jak na nieszczęście zajęcia dłużyły się
niemiłosiernie. Po zajęciach wzięłam potrzebne książki z szafki
i czekałam przed wejściem na Michaela. Przyjechał po paru
minutach.
- Witaj kochanie – uśmiechnął się,
gdy wsiadłam.
- Cześć – wymusiłam się na
uśmiech.
- Coś się stało?
- Wiesz jak to jest w szkole. Nie
zawsze jest różowo.
- Ale mam nadzieje, że nikt Ci nic nie
zrobił.
- Nie. Wszystko w porządku – nie
chciałam Go tym martwić. Zresztą to było nic takiego. Victoria
uczepiła się mnie jak rzep psiego ogona, więc to nie była dla
mnie nowość.
- Hmm … chyba jednak nie.
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo nawet się nie przywitałaś –
no tak wiedziałam co temu łobuzowi chodziło po głowie.
- Oj Jacksonku – dałam mu buziaka,
gdy zatrzymał się na światłach – Teraz mi wierzysz?
- Teraz tak. Jesteś zmęczona?
- Nie, a czemu pytasz?
- Może byśmy gdzieś pojechali. Co Ty
na to? Np. w miejsce naszej pierwszej randki?
- Ten fajny labirynt? Aha i to nie była
randka.
- Nie? A mi się wydawało, że właśnie
była. Tylko nie chciałaś mi przyznać racji.
- Oj tam. To co? Jedziemy? - zmieniłam
temat. Pokiwał na tak. Na miejscu byliśmy po jakiś piętnastu
minutach. Ubrał przebranie i wysiedliśmy. Szliśmy przez ten
labirynt za ręce.
- Wiesz .. tego dnia, gdy chciałem
polecieć do Nowego Jorku to przyjechałem tutaj, żeby powspominać
nasze spotkanie – spojrzałam na niego.
- Ale teraz jesteśmy tutaj razem i
tylko to się liczy – pocałował mnie.
- Chce, żeby tak było już zawsze.
- Myślisz, że nam się uda?
- Tak .. kochamy się i wszystko nam
się uda.
Dotarliśmy do tej niewielkiej
kawiarenki co wtedy. Spędziliśmy tam dobrą godzinę na śmianiu
się i rozmowie. Dzięki temu zapomniałam o tej całej sytuacji na
uczelni. Mike wspominał nasze pierwsze spotkanie i to jak się do
mnie zakradał przez okno. To było bardzo szalone. Chcieliśmy
jeszcze pojechać na plaże, ale jednak zostawiliśmy to na kiedy
indziej. Poza tym musiałam odrobić zadania domowe. Niestety w domu
podczas odrabiania wszystko mi się przypomniało. Zostało mi
jedynie mieć nadzieje, że jutro da mi spokój.
Subskrybuj:
Posty (Atom)