sobota, 23 sierpnia 2014

Chapter 6

Witajcie!
W tą sobotę dodaje nową notkę właśnie tutaj. Nie wiem, czy uda mi się to, ale chcę dodawać notki raz tutaj i raz na Bad Girl, czyli za tydzień była by na Bad Girl itd. Zobaczymy.
Z góry przepraszam za słownictwo ojca Betty, ale ... no On taki jest i już. Mam nadziej, że nikogo tym nie uraziłam.
Zapraszam na kolejną ;)

                                                                      ~~~~~~~~~~~~


Ojciec wrócił nad ranem. Wiedziałam, że będzie spał do południa i przed szkołą nie będę się z nim widziała. Na szczęście. Mama zaczynała niedługo dyżur w szpitalu i miała skończyć późnym wieczorem. Oznaczało to, że miałam z nim zostać sam na sam. To było najgorsze. Zjadłam śniadanie, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z domu. Z mamą nie zamieniłam ani jednego słowa. Miałam nadzieje, że niedługo zmieni o Michaelu zdanie, bo to było nie do wytrzymania. Byłam ciekawa, czy mama Mike'a będzie mnie podobnie traktowała jak moja jego. Gdy doszłam na przystanek, Mike już na mnie czekał. Wsiadłam.
- Cześć - przywitałam się.
- Witaj.
- Długo czekasz?
- Nie. Jedziemy?
- Tak - ruszyliśmy.
- Coś się stało? - jak On to robił, że zawsze zauważył, że coś jest nie tak.
- Jeżeli powiem słowo ''mama'' to wszystko wyjaśni? - zaśmiał się.
- Tak .... znowu się z nią pokłóciłaś?
- Zgadłeś ... mam dosyć jej zachowania. W ogóle Cie nie zna.
- Ludzie zawsze mnie oceniali, nic o mnie nie wiedząc. Przywykłem do tego.
- No tak, ale to nie jest w porządku. Poza tym to jest moja matka, a nie ktoś całkiem Ci obcy.
- Nie przejmuj się tym. Nie warto. Ludzie mają wyrobione o mnie zdanie i sami muszą przejżeć na oczy. A jak nie chcą, to trudno .. nic nie poradzę - wydawał się spokojny, gdy to mówił.
- Może masz rację.
- Mam - uśmiechnął się - Jesteśmy na miejscu - zatrzymał samochód na parkingu.
- Tak szybko? - zdziwiłam się.
- Nom. Nie musisz od razu iść, jeżeli nie chcesz - spojrzałam na zegarek.
- Mam jeszcze 20 minut.
- Bardzo mnie to cieszy.
- A Ty się nie spieszysz?
- Dla Ciebie zawsze mam czas - uśmiechnął się.
- I właśnie o tym chciałam z Tobą porozmawiać.
- Słucham Cie - odwrócił się w moją stronę.
- Ja wiem jaki jesteś zajęty i ile masz pracy, dlatego nie mogę pozwolić abyś miał mnie jeszcze na głowie. Do tej pory dawałam sobie radę i jeździłam autobusem - chciał mi przerwać - Daj mi skończyć. Wiem, że powiesz, że to nie jest dla Ciebie kłopot, ale ja tak nie mogę. Zamiast jechać do studia albo na plan, to odwozisz mnie.
- Już mogę coś powiedzieć? - podniósł dwa palce jak w szkole.
- Tak.
- Wiec tak ... po pierwsze ... odwożenie Ciebie wcale nie zakłóca mojej pracy, a po drugie .. - zawahał się - To jest czas kiedy mogę Cie zobaczyć i spędzić z Tobą trochę czasu, bo wiem, że normalnie nie możemy się spotkać. Dlatego .. proszę Cie - wziął moje dłonie w swoje - Nie odbieraj mi tego - był poważny. Patrzyłam w te jego piękne oczy i nie miałam serca mu zabronić.
- No dobrze. Myślałam, że to jakoś Ci przeszkadza w obowiązkach.
- Absolutnie nie. To mi sprawia wiele radości.
- Ale pamiętaj, że gdybyś kiedyś nie mógł przyjechać, to ja to zrozumiem i nie będę zła, ok?
- Ok, ale jeżeli nie ja, to mój kierowca - zrobił niewinną minkę.
- Jesteś niemożliwy - zaśmiałam się - Muszę już iść.
- Będę czekał na Ciebie.
- Domyśliłam się - pocałowałam Go w policzek - Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - wysiadłam. W szkole miałam bardzo dobry humor i nic mi Go nie mogło zepsuć, a jednak. Na drodze stanęła mi Victoria.
- Co tam słychać? - zapytała.
- Zatrułaś się czymś, czy co?
- Nie ... dlaczego tak mówisz?
- Bo nie zachowujesz się normalnie - wyminęłam ją i podeszłam do szafki.
- Jestem miła, to źle?
- I to jest właśnie dziwne - nagle mnie oświeciło - Czego chcesz?
- Ja? - jednak jest tępa.
- No a kto? Z Tobą rozmawiam, tak?
- Faktycznie.
- A gdzie zgubiłaś koleżaneczki?
- Gdzieś się kręcą.
- Mam dosyć tych gierek. Gadaj czego chcesz.
- Bo widzisz ... zauważyłam, że przywozi Cie i odwozi jakiś koleś.
- Co? - przestraszyłam się, że zobaczyła Michaela.
- Nie widziałam Go dokładnie, ale tyłek ma niezły - rozmarzyła się.
- I co w związku z tym? Tylko to mi chciałaś powiedzieć?
- Nie .... On jest Twoim chłopakiem?
- Nie. Co Cie to obchodzi?
- W takim razie umów mnie z nim - myślałam, że się przesłyszałam.
- Chyba Ci odbiło.
- No co?
- Weź zejdź mi z drogi. Wiedziałam, że coś kombinujesz.
- Co Ci zależy? Nie możesz być samolubna skoro Ty Go nie masz.
- Słucham? Ty jesteś nienormalna.
- Jeszcze zobaczymy - obraziła się i odeszła. Też mi coś. Lakier do włosów całkiem jej wypalił mózg. Miałam nadzieje, że nie wymyśli czegoś głupiego, ale po niej można się spodziewać wszystkiego. Chyba powinnam ostrzec Michaela. Gdyby wiedziała kim On jest, to by mi nie uwierzyła. Ja sama czasami nie mogę w to uwierzyć. Chwila ... o czym ja mówię? Przecież Mike jest normalnym człowiekiem. Co z tego, że jest popularny i zna Go cały świat. Wcale się tak nie zachowuje. Ostatnio za dużo o nim myślę, a powinnam się skupić na nauce. To jest nienormalne, żeby cały czas myśleć o przyjacielu. A może dlatego, że spędzam z nim tak dużo czasu? Sama już nie wiem. Każde inne wytłumaczenie było lepsze niż ... Nie. Dosyć tego myślenia. Muszę iść na lekcje. Tym razem informatykę mieliśmy po środku, więc Evan nie mógł mnie zatrzymać po lekcjach ani za mną pójść. Naprawdę było coś z nim nie tak. Bałam się, że pewnego dnia posunie się dalej. Widziałam jak na mnie patrzył na każdych zajęciach. Nie mogłam tego nikomu powiedzieć. Mike też odpadał. Bałam się, że zrobi coś głupiego. Trudno. Będzie co ma być i tak nie mam wyboru. Była właśnie długa przerwa na lunch. Poszłam na stołówkę. Wzięłam obiad i usiadłam przy pustym stoliku. Plastiki się na mnie patrzyły i coś do siebie mówiły. Victoria patrzyła na mnie z wściekłością. Wiedziałam, że kombinują jak mnie ''ukarać'', bo byłam nieposłuszna ich ''królowej''. Miałam to gdzieś. Skończyłam jeść i poszłam do łazienki. Drzwi się za mną zatrzasnęły. Odwróciłam się.
- Przygotuj się suko - to była jedna z nich.
- A co mi możecie niby zrobić?
- Zdziwisz się. Z nami się nie zaczyna - zbliżyła się do mnie - Każdy to wie, ale Ty chyba zapomniałaś. Małe przypomnienie Ci się przyda. Do zobaczenia - zaśmiała się i wyszła. Domyślałam się, że planują coś po szkole. Zaczęłam myśleć jak wyjść przed nimi i tego uniknąć. Zawsze dostawały to czego chciały. Siedziałam na ostatniej lekcji. Już za chwilę miał zadzwonić dzwonek. Byłam przygotowana na szybkie opuszczenie klasy. Niestety nie było mi to dane. Gdy miałam już wychodzić, zatrzymała mnie nauczycielka. Wszyscy opuścili już klasę i już wiedziałam, że nie uda mi się wyjść przed plastikami. Nauczycielka kazała mi napisać dwa referaty i miałam na to tydzień. Powiedziała, że to dlatego, bo byłam ostatnio na zwolnieniu. To nie było najgorsze. Najgorsze miało dopiero nadejść. Wychodząc ze szkoły rozglądałam się na wszystkie strony. Nigdzie ich nie widziałam. Nagle wyrosły jak by spod ziemi przede mną.
- Myślałaś, że Ci się upiecze? - dwie z nich trzymały mnie za ramiona - Teraz poczekamy sobie na Twojego znajomego. Zabierzcie ją za krzaki - Ona została przed budynkiem, a mnie zaciągnęły za jakieś krzaki, żeby Mike mnie nie widział. Nie wiedziałam co im może odbić. Za krzakami było dobrze widać. Mike zatrzymał się na parkingu. Miałam nadzieje, że nie wysiądzie. Victoria podeszła do samochodu. Mocno mnie ściskały i próbowałam im się wyrwać, ale jeszcze mocniej ścisnęły. Oglądałam tą scenę z przerażeniem. W tym momencie bałam się bardziej o Michaela niż o siebie. Drzwi od strony kierowcy się otworzyły i ... wysiadł. Coś do niej mówił. Rozglądał się. Chyba mnie szukał. Nagle złapał ją za ramie i zaczął prowadzić w moim kierunku. Gdy był już bliżej, zobaczyłam, że ma sztuczne wąsy i okulary. Stanął z Victorią przed nami.
- Co tutaj się dzieje? - zapytał zmienionym głosem. Aż przez chwilę zastanowiłam, czy to aby na pewno On.
- Rozmawiamy z koleżanką. Nie można?
- Za krzakami? Dziwne.
- To co? Umówisz się ze mną? - dopytywała.
- Nie jesteś w moim typie - powiedział spokojnie.
- Co takiego?
- Puśćcie ją - powiedział zdecydowanie.
- Nie możesz nam kazać.
- Racja ... nie mogę. Dlatego na razie grzecznie proszę - widział, że się bałam. Chyba nie miały takiego zamiaru - Słyszałyście co powiedziałem? - zbliżył się.
- Musimy jeszcze porozmawiać z koleżanką.
- Betty? Chcesz zostać z koleżankami? -zapytał.
- Nie - odpowiedziałam cicho.
- No to idziemy - uwolnił mnie z ich uścisku. Objął mnie ramieniem.
- Dlaczego nie chcesz się ze mną spotkać? - a ta dalej swoje.
- Już powiedziałem. Nie jesteś w moim typie.
- A kto? Może Ona? - prychnęła w moim kierunku. Spojrzał się na mnie.
- Jak najbardziej - odpowiedział z uśmiechem.
- I tak w to nie uwierzę - śmiała się.
- Betty nie ma pusto w głowie .. w odróżnieniu od innych - przyciął jej. Zaprowadził mnie do samochodu i zamknął za mną drzwi. Czekałam aż wsiądzie.
- Masz pojęcie jak się bałam, że Cie rozpozna?
- Zawsze mam przy sobie zestaw awaryjny - ściągnął wąsy i okulary.
- A głos? Jak to zrobiłeś?
- Yyyy ... to jest moja naturalna barwa głosu.
- Co?
- Naprawdę. Nie używam jej.
- Dlaczego? Jest bardzo ... ładna.
- Dziękuje, ale po prostu nikt jej nigdy nie słyszał i boje się reakcji publiki. Każdy się przyzwyczaił do tego głosu. Tak już musi zostać.
- A dla mnie?
- Mogę zrobić wyjątek - uśmiechnął się - Rozumiem, że dzisiaj prosto do domu?
- Tak .. ojciec na razie nie pracuje.
- A czego One od Ciebie chciały?
- Victoria ta, która chciała się z Tobą umówić, próbowała ode mnie wyciągnąć coś na Twój temat i się wściekła, gdy jej odmówiłam. Chciała się zemścić.
- Masz z nią kłopoty?
- Nie.
- Mi możesz powiedzieć.
- To są głupstwa. Nie warto się tym przejmować - zatrzymał się jak zawsze dalej od mojego domu. Nie wysiadłam. Po chwili poczułam jak łzy wydostają się z oczu. Było mi z tym źle, że tak mnie traktowały.
- Hej, hej .. nie płacz .... chodź tu do mnie - przytulił mnie. Potrzebowałam tego. Nie wiem ile tak trwaliśmy, ale mogłabym przez cały czas - Lepiej? - spojrzał na mnie i pogłaskał po włosach.
- Tak .. dziękuje.
- Nie masz za co. Jeżeli chcesz to z nimi pogadam, żeby dały Ci spokój.
- Nie rób tego. To tylko pogorszy sprawę.
- Jak uważasz, ale mów mi jeżeli coś zrobią. Nie pozwolę Cie krzywdzić - patrzyłam się na niego.
- Jesteś wspaniały - nawet nie wiem kiedy to powiedziałam.
- Nie przesadzaj - uśmiechnął się i zarumienił.
- Ciesze się, że Cie spotkałam .. naprawdę - tym razem to ja się do niego przytuliłam.
- Ja też się ciesze ... tylko najbardziej żałuje, że nie możemy normalnie się spotykać i to tak rzadko.
- Wiem.
- Naprawdę nie możesz powiedzieć ojcu wprost, że chcesz od czasu do czasu gdzieś wyjść?
- Gdyby to było takie proste, ale nie mogę.
- Nawet nie masz pojęcia ... - zamilkł na chwile - Jak ja za Tobą codziennie tęsknie i czekam w niecierpliwością na nasze spotkanie. Bardzo Cie polubiłem.
- Ja Ciebie też lubię - zawstydziłam się - Muszę już iść.
- Do jutra - uśmiechnął się.
- Ale teraz jedziesz do pracy, tak?
- Tak .. na plan, a co?
- Pytam, bo nie chce, żebyś zawalił prace.
- Wszystko mam pod kontrolą. Nie musisz się martwić.
- Mam nadzieje. Ok .. idę już. Do zobaczenia.
- Pa - pocałowałam Go w policzek i wysiadłam. Szłam spięta w stronę domu. Nie zdążyłam dobrze przekroczyć próg domu, a złapał mnie za włosy i pociągnął do kuchni.
- Widzisz to?! - wskazał na garnki - Gdzie jest obiad?!
- Zaraz zrobię. Byłam w szkole.
- Ma być natychmiast!
- Dobrze - puścił mnie i wyszedł. Przynajmniej mnie nie uderzył. Ale i tak zrobiło mi się przykro i się popłakałam. Ogarnęłam się. Musiałam przygotować coś na szybko, wiec wybrałam spaghetti. Dwadzieścia minut później obiad był gotowy. Nałożyłam do talerza i zostawiłam na blacie. Swoją porcję wzięłam do siebie i zaczęłam jeść. Wieczorem, gdy lekcje już dawno odrobiłam i przygotowałam kolacje, przesiedziałam w pokoju, zresztą nie miałam innego wyjścia. Ojciec krzątał się po domu. Co chwile patrzałam w stronę drzwi, czy nie wchodzi. Jedyne co mi pozostało i czego ojciec nie mógł mi zabronić były moje myśli, w które coraz chętniej popadałam. Położyłam się na łóżku i rozmyślam. Nad słowami oraz czynami Michaela. Powiedział wprost do Victorii, że to ja jestem w jego typie, potem ta rozmowa w samochodzie, że tęskni. Nie wiedziałam za bardzo jak się zachować. No i ten obiad w restauracji, gdy próbował mnie pocałować. Wszystko było jasne ... zależało mu na mnie. Nie jak na przyjaciółce, to było coś więcej i ja też zaczynałam to czuć, mimo, że próbowałam nie dopuszczać do siebie tej myśli. Moje rozmyślania przerwał jakiś dźwięk. Rozglądałam się skąd On pochodzi. Spojrzałam na okno. Pewnie jakaś gałąź drzewa uderza o szybę. Jednak ten dźwięk się nasilił. Podeszłam do okna i nie mogłam uwierzyć własnym oczom - Zwariowałeś? - Mike siedział na grubej gałęzi drzewa tuż przy moim oknie.
- Czy już wspomniałem, że uwielbiam chodzić po drzewach? - uśmiechał się.
- Nie, ale właśnie widzę. Odpowiesz na moje pytanie? Co tutaj robisz?
- Chciałem Cie zobaczyć i wpadłem na pomysł ...
- ... że wejdę do Ciebie przez okno, co? - dokończyłam.
- Skąd wiesz? - wyszczerzył się. Wywróciłam oczami - To pozwolisz mi wejść, czy mam tutaj tak dyndać jak bombka w Boże Narodzenie? - rozśmieszył mnie.
- No dobrze, ale po cichu - wszedł przez okno - Ojciec się kręci po domu - usiedliśmy na łóżku. Patrzył się na mnie przez chwile i chyba nad czymś myślał.
- Boisz się Go?
- Kogo?
- Ojca.
- Skąd Ci to przyszło do głowy?
- Widzę jak reagujesz, gdy o nim mówisz i jak widzisz jego samochód.
- Już Ci mówiłam dlaczego tak się zachowuje.
- Mam wrażenie, że to jest nie prawdą.
- Sugerujesz, że kłamie?
- Nie! Nie miałem tego na myśli .... tylko myślę, że nie powiedziałaś mi wszystkiego. Nie złość się na mnie. Naprawdę nie chciałem Cie urazić.
- Są rzeczy, o których nie mogę nikomu powiedzieć. To są rodzinne sprawy.
- Rozumiem, ale pamiętaj, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć.
- Wiem i dziękuje.
- Nie gniewasz się na mnie?
- No co Ty.
- Kamień z serca - uśmiechnął się i mnie przytulił - Co to było? - oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałam w stronę drzwi.
- Pod łóżko!
- Co?
- Schowaj się pod łóżko! Szybko! - był zdziwiony, ale wykonał moją prośbę. Chwile później do pokoju wszedł ojciec. Modliłam się aby nic mu nie odbiło w obecności Michaela.
- Z kim rozmawiałaś?
- Yyy .. ja .. dostaliśmy zadanie domowe, a właściwie eksperyment. Polega On na odnalezieniu w sobie drugiego ''ja'' - miałam nadzieje, że uwierzy.
- Ah tak? - pokiwałam głową - Mam nadzieje, że mówisz prawdę. Znasz zasady tego domu. Masz nikogo tutaj nie sprowadzać.
- Pamiętam - zajrzał jeszcze do łazienki i wyszedł z pokoju. Upewniłam się, że nie ma Go już w pobliżu i powiedziałam do Michaela, że może już wyjść - Musimy być cicho.
- Jednak miałem racje ... boisz się Go i nie zaprzeczaj. Co by zrobił, gdyby mnie zobaczył?
- Nic by nie zrobił, ale słyszałeś co powiedział ... nie mogę nikogo przyprowadzać.
- To jest nienormalne ... powiedz mi ... czy On Cie krzywdzi?
- O czym Ty znowu mówisz?
- Nie denerwuj się .. proszę. Słyszę złość w jego głosie ... tak nie zachowuje się ojciec w stosunku do córki.
- On już taki jest. Wydawać się może, że krzyczy, ale tak nie jest.
- Wiem, że mówisz tak specjalnie.
- Mike .. dajmy już z tym spokój.
- Martwię się o Ciebie - pogłaskał mnie po policzku. Mimowolnie przymknęłam oczy, ale po chwili się ocknęłam. Nie chciałam, żeby zauważył, że lubię, gdy tak robi. I tak się uśmiechał.
- Już późno ... powinieneś jechać do domu.
- Wyganiasz mnie?
- Nie, ale ... sam wiesz ..
- Nie, nie wiem ... to właśnie przy Tobie spędzam miło czas .. jak nigdy wcześniej.
- Przestań - czułam, że się rumienie.
- Słodko wyglądasz.
- Mike .. proszę Cie ... jest już naprawdę późno.
- No dobrze, ale robię to tylko dlatego, że mnie prosisz, a nie, że chce.
- Hehe ... głuptas.
- Ja nim jestem? - pokiwałam głową - O nie .. muszę Cie ukarać, ale masz szczęście, że nie mogę ze względu na Twojego ojca.
- Chyba pierwszy raz będę mu wdzięczna, że jest w domu. Dobra .. teraz mówię poważnie .. jedź już.
- Ehh ... ale ja będę smutny - zrobił smutną minkę.
- Nie będziesz.
- Będę.
- Nie i przestań się ze mną sprzeczać, dobrze?
- Jeżeli tak ładnie prosisz - uśmiechnął się - Odpoczywaj. Do zobaczenia - pocałował mnie w policzek i ''wyszedł'' oknem. Rozwaliłam się na łóżku i się uśmiechnęłam. Ehh ... co się ze mną dzieje? A raczej co On ze mną robi? Otuliłam się kołdrą i próbowałam zasnąć. Nie zamknęłam okna. Lubię świeże powietrze, a o tej godzinie jest najlepsze. Przekręcałam się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Może to głupie, ale ... chciałam, żeby był teraz Mike. Przy nim czułam się inaczej ... nie potrafię tego określić. Gdybym miała normalną mamę, mogłabym się jej doradzić i dopytać co to oznacza. Nawet nie mogłam zapytać się o to koleżanki, bo takiej nie miałam. Byłam bliska snu, gdy nagle poczułam szarpnięcie. Otworzyłam oczy. Ojciec wyciągnął mnie z łóżka za włosy.
- Myślisz, że możesz mnie okłamywać?! - krzyczał.
- Puść mnie! To boli!
- I ma boleć! Muszę Cie ukarać!
- Za co? - rzucił mnie na środek pokoju.
- Nie jestem głupi! Myślisz, że nie wyczułem męskie perfumy?!
- Co? Nie wiem o czym mówisz.
- Naprawdę?! W takim razie zaczęłaś używać męskich zapachów! - uderzył mnie w twarz - Nie wiem jak Go tutaj sprowadziłaś, ale to był pierwszy i ostatni raz!
- Ale ja ...
- Zamknij się suko! Jesteś taką samą dziwką jak Twoja matka! Ostrzegałem Cie co się stanie jeżeli będziesz nieposłuszna! - nigdy nie bił mnie po twarzy ani głowie. Od dzisiaj miało to się zmienić. Bił gdzie popadnie. Wpadł w szał i chyba nie miał zamiaru przestać.
- Proszę Cie ... ja nic nie zrobiłam.
- Już nigdy więcej się z nim nie spotkasz!
- Z nikim się nie spotykam - uderzył mnie ostatni raz. Walczyłam, żeby nie zamknąć oczu. Nachylił się nade mną.
- Jeżeli tak bardzo chcesz się pieprzyć, mogę Ci załatwić facetów. Ja też będę miał z tego korzyść, bo mi za Ciebie zapłacą. Dobry pomysł? - zaśmiał się obleśnie - Zapamiętaj to sobie. Jeszcze raz Go tutaj przyprowadzisz, a załatwię mu miejsce na cmentarzu. Chcesz tego? Nie wydaje mi się - wyszedł z pokoju. Nie miałam siły płakać. Może i nawet już nie miałam łez. Wypłakałam je wszystkie. Nie dałam radę doczołgać się do łóżka. Bałam się jak ja to wytłumaczę Michaelowi. Leżałam już kilka godzin. Mama miała wrócić dopiero rano. Musiałam zamknąć oczy i zasnąć, bo obudziła mnie przerażona mama.
- Boże .. co się stało? - spojrzałam się na nią z rezygnacją - No tak .. po co w ogóle pytam. Chodź do łóżka.
- Nie dam rady.
- Pomogę Ci - oparłam się na niej i doszłyśmy do łóżka, na którym się położyłam - Powiedź co się dokładnie stało? Za co Ci pobił?
- A czy On potrzebuje powodu, żeby mnie zlać? - czekała na wyjaśnienia - Mike był u mnie ..
- Słucham?
- Ojciec nie widział Go, ale potem jak Mike poszedł, to On powiedział, że czuje męskie perfumy ... już wszystko wiesz.
- Po co Go tutaj sprowadziłaś? Znasz zasady.
- Mówisz zupełnie jak On. Przynajmniej mam z kim porozmawiać ... Mike mnie rozumie.
- Rozumie? Nie bądź śmieszna. A co On może wiedzieć o życiu?
- Przestań .. zadzwonisz na uczelnie, że nie przyjdę?
- Dobrze ... zaraz Cie opatrzę - miała już wychodzić.
- Mamo? - zatrzymała się - Dasz mi telefon? Muszę zadzwonić do Michaela - widziałam, że nie była z tego powodu zadowolona. Po krótkim czasie przyniosła mi telefon - Dziękuje - wykręciłam do niego numer.
- Słucham?
- Cześć Mike.
- Betty? Ale niespodzianka - byłam pewna, że w tym momencie się uśmiechał - Właśnie miałem wychodzić z domu i jechać po Ciebie.
- Już nie musisz.
- Dlaczego? Coś się stało?
- Nie .. nic takiego. Chyba bierze mnie grypa, wiesz? Zostanę w domu do niedzieli.
- W takim razie przyjadę do Ciebie. Albo wejdę swoim sposobem - zaśmiał się.
- Nie! Nie chce, żebyś się zaraził. Spotkamy się w poniedziałek, dobrze?
- No .. ok, ale ... będę tęsknił. Chcesz, żebym cierpiał? - zaśmiałam się słabo - Bawi Cie to? Ja mówię serio.
- Wybacz .... jakoś wytrzymasz te kilka dni.
- Oj będzie ciężko. Nie będę Cie już męczył. Odpoczywaj księżniczko.
- Dziękuje, że rozumiesz. Do zobaczenia - rozłączyłam się. Potem mama zadzwoniła na uczelnie, że przyjdę na zajęcia w poniedziałek. Pięknie. Kolejne zaległości będę miała. Oby siniaki znikły do tego czasu. Wielkie dzięki tatusiu.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Chapter 5

Witajcie!
Dawno mnie tutaj nie było, zresztą na Bad Girl też. Postaram się wyrobić na przyszłą sobotę z notką na Bad Girl. Tymczasem zapraszam na kolejne losy Betty ;)


                                                                      ~~~~~~~~~~~~



Z Michaelem widziałam się dwa dni temu. Nie zadzwonił tak jak obiecał. Może zapomniał? Pewnie był zajęty. Niestety czułam się samotna. Mike oczywiście nie miał obowiązku być zawsze, ale przyzwyczaiłam się do jego obecności. Ojciec nic mi nie robił przez ten czas. Traktował mnie jak powietrze. Czyżby się zmienił, a raczej powracał taki jaki był dawniej? To było mało prawdopodobne, ale w głębi duszy chciałam aby tak było. Mama właśnie zmieniała mi opatrunek.
- Ładnie się goi.
- Zmieniłaś zdanie o Michaelu? - te pytanie długo nie dawało mi spokoju.
- Skąd taki wniosek?
- Pomyślałam, że zmieniłaś ... gdyby nie On .. nie wiadomo co, by było ze mną.
- Jestem mu za to wdzięczna, ale zdania nie zmieniłam.
- Dlaczego?
- Bo znam się na takich typkach. Myśli, że może wszystko.
- Nie prawda. Nie jest taki.
- A co Ty o Nim wiesz? Myślałaś, że jest taki idealny, a nawet nie zainteresuje się jak się czujesz.
- Na pewno nie ma czasu.
- Przestań Go usprawiedliwiać. Nie jest tego wart. Złamie Ci serce i tyle.
- My jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Weź przestań. On się nie nadaje do stałego związku .. nie z takim wyglądem.
- Co masz na myśli?
- Jestem przekonana, że kobiety za nim latają i uwierz, że nie są mu obojętne.
- Uważasz, że jest przystojny? - zapytałam z cwanym uśmiechem.
- Słucham?
- Inaczej byś nie wygadywała takich rzeczy.
- Skończmy ten temat. Za pół godziny przyniosę Ci obiad - wyszła, a mi się chciało śmiać. Zaprzeczała sama sobie. Po chwili uśmiech zszedł z mojej twarzy, a zastąpił Go smutek. Mama miała trochę racji. Przyjaciele interesują się o siebie nawzajem. Przecież mógł zadzwonić chociaż na minute. Przez ten brak kontaktu zaczęłam się o niego martwić. Po obiedzie nie miałam co robić, więc wzięłam książki i zaczęłam przerabiać kolejne rozdziały, żeby nie być do tyłu od innych. Ojciec wrócił bardzo późno, a ja nie mogłam spać. Zaczął się z mamą kłócić i wiedziałam do czego to prowadzi. Usłyszałam jak mama krzyczy - Nie idź tam! Daj jej spokój! - drzwi się otworzyły i zobaczyłam Go. Naciągnęłam bardziej kołdrę na siebie. Tylko stał i się patrzył. Okrążył łóżko nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Długo masz zamiar leżeć? - zapytał.
- Nie ... w poniedziałek idę na zajęcia - bałam się i głos mi drżał.
- Mam nadzieje - wyszedł. Mama jeszcze trochę została.
- Na szczęście nic Ci nie zrobił - powiedziała.
- A Tobie?
- Nie ważne - opuściła głowę - Śpij już - zostałam sama w pokoju. Co noc modliłam się aby ten koszmar raz na zawsze się skończył. Nie wiem za co sobie na to zasłużyłyśmy.

                                                                       ~~~~~~~~~~

Była niedziela. Jutro miałam wrócić na zajęcia, więc mama musiała ściągnąć mi szwy. Wiedziałam, że to w ogóle nie boli, ale bałam się jak ja będę chodziła.
- Gotowa? - zapytała.
- Tak - powoli ściągnęła szwy.
- Dobrze się zrosło. Nie powinnaś mieć z nogą problemów.
- Ale na pewno nic nie puści?
- Na pewno. Możesz normalnie chodzić.
- Ok .. dzięki ... rozchodzę nogę - wstałam. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić, ale po chwili wszystko wróciło do normy. Mama jeszcze była u mnie w pokoju - Dzwonił może? - zapytałam z nadzieją.
- Nie ... daj sobie z nim spokój. Sama widzisz, że ma Cię gdzieś - nie odpowiedziałam. Było mi z tego powodu przykro.
Następny dzień był dziwny. W szkole w ogóle nie mogłam się skupić i mało brakowało, a bym się spóźniła na autobus ranny. Przez cały czas myślałam o Michaelu. Po co w ogóle zaczynał tą znajomość? Nie mogłam uwierzyć, że tak się ze mną bawił i gadał o przyjaźni. Dzisiaj nie mieliśmy zajęć informatycznych, bo nauczyciel miał jakieś sprawy prywatne. Nie obchodził mnie ten typek i cieszyłam się, że wcześniej będę w domu. Wyszłam ze szkoły i z daleka usłyszałam.
- Betty! - odwróciłam się w stronę parkingu. W moją stronę biegł ... Mike? Zignorowałam Go i szłam dalej - Hej! - był przy mnie, ale się nie zatrzymałam - Coś się stało? - zatrzymałam się i spojrzałam na niego ze złością.
- Jeszcze pytasz?! Po co zaczynałeś tą znajomość, co?!
- Nie rozumiem o czym mówisz - wydawał się naprawdę zdziwiony.
- Żeby była jasność .. nie oczekiwałam od Ciebie, że będziesz na każde moje zawołanie ani, że będziesz zawsze. Jednak miałam nadzieje, że dotrzymasz słowa i zadzwonisz, a Ty tego nie zrobiłeś. Jeżeli przestałam Cie obchodzić to ok, ale po co dzisiaj przyjechałeś?
- O czym Ty mówisz? Przecież dzwoniłem codziennie. Twoja mama mówiła, że nie możesz rozmawiać i miała Ci przekazać, że dzwoniłem.
- Co takiego? - nie mogłam uwierzyć - Przecież pytałam się jej, czy dzwoniłeś.
- Przecież wiesz, że mnie nie lubi. Nic dziwnego, że nie powiedziała Ci prawdy. Tęskniłem przez ten czas - przytulił mnie. Nie pewnie Go objęłam.
- Ja też. Myślałam, że masz mnie gdzieś - spojrzał na mnie.
- Nigdy tak nie myśl. Nie jestem taki. Martwiłem się o Ciebie. Jak noga?
- Już dobrze.
- Cieszy mnie to. Wierzysz w to co powiedziałem?
- Tak .... wiem do czego jest zdolna moja matka.
- Przykro mi. Odwiozę Cie - otworzył mi drzwi i po chwili siedział już za kierownicą.
- Tak naprawdę to skończyłam dzisiaj o dwie godziny wcześniej niż powinnam.
- Naprawdę? - szatański uśmiech wkradł mu się na usta.
- Co kombinujesz? - zapytałam z uśmiechem.
- Ja? Oczywiście, że nic.
- Oczywiście.
- A tak naprawdę ... pomyślałem, że może zjemy wspólnie obiad. Jest piękna pogoda. Znam wspaniałe miejsce. Co Ty na to?
- Brzmi kusząco. A co na obiad?
- Lubisz KFC?
- Pewnie!
- Super ... tylko jest mały kłopot ... będziesz musiała sama pójść kupić .. rozumiesz .. ja nie mogę.
- Jasne .. nie ma sprawy. Musi być Ci ciężko.
- Z czym? - spojrzał na mnie.
- Mam na myśli to, że nie możesz normalnie wejść na przykład do KFC i kupić co chcesz - westchnął - Przepraszam ... nie chciałam ...
- W porządku .. masz racje .... nie jest to łatwe, ale wiem, że już tak będzie wyglądało moje życie. Odkąd pamiętam żyje w blasku fleszy i już się do tego przyzwyczaiłem.
- Jak bym chyba nie umiała.
- Nigdy nie wiadomo, ale czasami nie ma wyjścia. Kocham śpiewać i występować. Scena jest moim drugim domem.
- I jesteś świetny w tym co robisz - zawstydziłam się. Ponownie na mnie spojrzał i się uśmiechnął.
- Dziękuje. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak umiem. O jesteśmy na miejscu - wyciągnął z kieszeni portfel - Trzymaj - dał mi 50 dolarów.
- Nie musisz. Ja zapłacę.
- Nic z tego. Ja Cie zaprosiłem i ja płacę. W ogóle jak to wygląda, gdy kobieta płaci w towarzystwie mężczyzny? Nie wypada - nie chciał słuchać odmowy.
- No dobrze. Widzę, że i tak nie mam nic do gadania - zaśmiał się. Było nawet sporo ludzi, ale kolejka poszła szybko. Kupiłam kubełek i wróciłam do samochodu.
- To jedziemy - byłam ciekawa dokąd mnie zabiera. Zaparkował samochód na leśnej drodze. Wziął z bagażnika koc - Idziemy - szliśmy przez las. Przyprawił mnie o gęsią skórkę - Boisz się?
- Trochę.
- Nie masz czego. Jest tutaj spokojnie i nikogo jeszcze nie spotkałem. Zaraz będziemy na miejscu - szliśmy dalej - Chyba, że to mnie się obawiasz.
- Nie .. coś Ty.
- Na pewno? Nie znamy się zbyt długo, ale nie chcę abyś się mnie bała, bo nie masz powodu.
- Naprawdę nie boje się Ciebie. Nie czuje strachu przebywając w Twoim towarzystwie.
- Cieszy mnie to - uśmiechnął się - Zobacz ... jesteśmy na miejscu. Prawda, że jest tutaj pięknie? - zachwycał się i głęboko wciągnął powietrze. Byliśmy nad jeziorem, a w około rozciągał się las.
- Tak ... miałeś racje - rozłożyliśmy koc i usiedliśmy - Cudowne miejsce.
- Lubie takie miejsca. Jest tutaj tak spokojnie i cicho. Słychać tylko śpiew ptaków. Można pogrążyć się we własnych myślach i zapomnieć o rzeczywistości - zamknął na chwile oczy i oparł się łokciami. Pierwszy raz spotkałam takiego faceta, który zwraca uwagę na takie rzeczy i cieszy się tym - Całkiem zapomniałem, że mieliśmy jeść - zaśmiał się. Zaczęliśmy się zajadać kawałkami kurczaka - Smakuje Ci?
- Tak, a Tobie?
- Jeszcze pytasz? To moje ulubione jedzenie.
- Nie wiedziałam.
- Jeszcze dużo rzeczy o sobie nie wiemy.
- To prawda - powiedziałam ciszej.
- Powiedziałem coś nie tak? - przestraszył się.
- Nie ... po prostu każdy ma jakieś tajemnice.
- Ja nie chce mieć przed Tobą tajemnic.
- To naprawdę miłe, ale są rzeczy, o których nie mogę Ci powiedzieć.
- Rozumiem ... mam nadzieje, że kiedyś zaufasz mi na tyle, żeby powiedzieć.
- To nie chodzi o zaufanie ... po prostu nie mogę.
- Przepraszam .. już nie będę wypytywał.
- Naprawdę bardzo bym chciała o tym powiedzieć i ... zrzucić ten ciężar, ale nie mogę - poczułam jak łzy zbierają mi się w oczach.
- Hej .. płaczesz? - dotknął mojego policzka. Przez to całkiem się rozpłakałam. Przytulił mnie - Cichutko .. nie płacz - głaskał mnie po włosach abym się uspokoiła. Było mi głupio się w niego wtulić, ale w końcu to zrobiłam.
- Nie chciałam się rozkleić.
- Spokojnie .. każdemu może się zdarzyć.
- Dobrze, że nie wziąłeś mnie za wariatkę - zaśmiałam się przez łzy.
- No wiesz .. do tego to Ci jeszcze sporo brakuje.
- Co za ulga - oboje się zaśmialiśmy.
- Nie chce być wścibski, ale ... ta tajemnica ma związek z Twoim ojcem, mam rację?
- T-tak.
- Pamiętaj, że w każdej chwili możesz mi wszystko powiedzieć. Nie ważne co to będzie.
- Zapamiętam - zanim się spojrzeliśmy, a kubełek był już pusty - Byliśmy nieźle głodni.
- Zwłaszcza Ty.
- Ja? No wiesz co - udałam oburzenie. Zaczął się śmiać - Przestań albo ..
- Albo?
- Wrzucę Cie do wody.
- Chciałbym to zobaczyć - wytknął mi język - A tak szczerze mówiąc to woda pewnie nie jest taka zimna - zobaczyłam jakiś dziwny błysk w jego oczach.
- Co masz na myśli?
- Popływamy?
- Zwariowałeś? Nie ma mowy.
- Oj nie daj się prosić - przerzucił mnie sobie przez plecy i szedł w stronę wody.
- Nie! Mike! Zatrzymaj się natychmiast! Proszę Cie! - ku mojemu zdziwieniu zrobił to i postawił mnie na ziemi - Wczoraj miałam ściągnięte szwy i jeszcze nie mogę wchodzić do tego typu rzek. Bakterie mogą się wdać - musiałam jakoś skłamać.
- Całkiem zapomniałem. Wybacz.
- Nic się nie stało. Jeżeli chcesz to sam możesz iść popływać.
- Sam? Nie mam jakoś ochoty.
- Ok.
- Następnym razem Ci nie odpuszczę.
- Zapamiętam i już z Tobą tutaj nie przyjadę.
- Oj daj spokój. Żartowałem.
- Z Tobą to nigdy nie wiadomo.
- Skąd wiesz? - wyszczerzył się. Spojrzałam się na niego poważnie - No co? - nadal byłam poważna - Będziesz teraz na mnie obrażona?
- Może.
- Co mam zrobić abyś przestała?
- Nie wiem .... idę się przejść - wstałam z koca i poszłam w nieznaną mi drogę. Chodziłam jakiś czas ze swoimi myślami. Oczywiście z tą infekcją skłamałam. Wejście do wody oznaczało by przemoczone ubrania i w najgorszym wypadku ich ściągnięcie. Wtedy Mike by zobaczył moje sińce i musiałabym mu powiedzieć prawdę. Nie byłam na niego obrażona, tylko się z nim droczyłam, a teraz chciałam się mu odegrać. Zaczęłam krzyczeć - Pomocy! Goni mnie niedźwiedź! - schowałam się za drzewem i czekałam.
- Betty? Gdzie jesteś? Jeżeli to żart, to wcale nie śmieszny - szukał mnie. Gdy stanął tyłem do drzewa, za którym stałam, skoczyłam mu na plecy - Osz Ty! Pożałujesz tego!
- Już się boję - zaczęłam się śmiać. Próbował mnie zrzucić z pleców, ale mocno się trzymałam.
- Jeżeli natychmiast nie zejdziesz, to wiesz co zrobię.
- Co takiego?
- Wejdę z Tobą do wody.
- Akurat.
- Widzę, że chcesz się przekonać na własnej skórze - w końcu mu darowałam i zlazłam z pleców. Jego poważna mina przerodziła się w szatański uśmiech. Wiedziałam, że to oznacza kłopoty, więc zaczęłam uciekać - Nie uciekniesz mi! - krzyczał za mną.
- A jak powiem, że się poddaje? - stanęłam dosyć daleko od niego.
- Za mało - zbliżał się do mnie.
- A co jeszcze?
- Hmmm ... przeprosin i ... - stanął naprzeciw mnie i wskazał palcem swój policzek. Zaśmiałam się.
- Przepraszam - cmoknęłam Go w policzek - Może być?
- Niech będzie - uśmiechnął się - Wracajmy.
- Ja już faktycznie muszę wracać do domu.
- I po co wspomniałem - westchnął. Zaśmiałam się lekko.
- Chyba nie chcesz, żebym miała kłopoty.
- Oczywiście, że nie - zabraliśmy rzeczy i poszliśmy do samochodu. Kątem oka zauważyłam, że jest smutny.
- Stało się coś?
- Nie tylko ... jest mi smutno z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że znowu nie będę Cie widział przez jakiś czas, a drugi ... jak mogłaś pomyśleć, że już mnie nie obchodzisz?
- To była moja taka pierwsza myśl. Przecież nie masz obowiązku być i dzwonić. Masz swoje życie.
- To prawda, ale pamiętaj, że zawsze będziesz mnie obchodziła.
- Dlaczego? - spojrzał się na mnie.
- Już taki jestem. Zawsze się martwię o osoby, które znam.
- Ale o mnie naprawdę nie musisz. Już nic mi nie jest.
- Na całe szczęście - zatrzymał samochód - Niestety jesteśmy - spojrzałam w stronę domu. Przed drzwiami stał ojciec. Przełknęłam ślinę. Mike to zauważył - To On?
- Tak ... zostanę jeszcze chwilkę, dobrze?
- Dla mnie to nawet lepiej - uśmiechnął się. Mike w samochodzie miał przyciemniane szyby i ojciec mnie nie widział - Zapomniałem Ci o czymś powiedzieć.
- Tak?
- Opowiadałem mojej mamie o Tobie.
- Co? Nie żartuj.
- Poważnie.
- Mam nadzieje, że nic złego.
- Hehe nie ... to nie wszystko.
- A co jeszcze?
- Zaprasza Cię na obiad - wybałuszyłam oczy.
- Mnie? Ale po co?
- Chce Cie poznać. Poza tym ja już u Ciebie byłem.
- Wiesz, że nie mogę.
- Dlatego mówię Ci już teraz, żebyś dała mi znać, gdy Twój ojciec znowu pojedzie.
- Ale nie obiecuje.
- Dobrze ... chociaż dla mnie to zrobisz - zaczepił mnie łokciem.
- A skąd taki wniosek? Jesteś kimś wyjątkowym, czy co?
- Hehe nie, ale mi nie odmówisz.
- Nie bądź taki pewien - zrobił smutną minę.
- Myślałem, że mnie chociaż trochę lubisz.
- A to niby dlaczego?
- Niepotrzebnie robiłem sobie nadzieje .. ehh .. - żartowaliśmy, ale naprawdę zrobiło mi się Go szkoda, gdy miał taki wyraz twarzy.
- Bardzo Cie lubię, wariacie - położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Mówisz poważnie?
- Nie, wiesz .. tak tylko sobie gadam - zaśmiałam się.
- To dobrze, bo ja też Cie lubię - zarumieniłam się.
- Dziękuje Ci za dzisiejszy dzień. Fajnie się bawiłam.
- Nie ma za co i ja też się dobrze bawiłem.
- To dlaczego nadal się smucisz?
- Bo znowu nie będziemy się widywać ..... mogę Cie chociaż jutro zawieźć na zajęcia?
- No dobrze, ale czekaj na przystanku autobusowym.
- Nie ma sprawy.
- Pójdę już ... do jutra - pocałowałam Go w policzek i wysiadłam. Pomachałam mu. Nie widziałam, czy zrobił to samo, ale byłam pewna, że tak. Czekała mnie poważna rozmowa z mamą. Miałam nadzieje, że ojca w tym czasie nie będzie i miałam rację. Zobaczyłam, że szykuje się do wyjścia, więc jak najszybciej poszłam do siebie, żeby nie dostać na pożegnanie jak wtedy. Wyjrzałam przez okno. Wsiadł do samochodu swojego kolegi, który po niego przyjechał. Zeszłam na dół. Mama wycierała kurze w salonie. Stanęłam w drzwiach i położyłam dłonie na biodrach - Jesteś z siebie dumna?
- Co takiego? - odwróciła się do mnie.
- Słyszałaś .... jak mogłaś to zrobić?
- Nie wiem o czym mówisz - wyminęła mnie i poszła do kuchni.
- Nie udawaj! Dlaczego?
- Mogę się dowiedzieć o czym Ty mówisz?
- Skłamałaś mówiąc, że Mike nie dzwonił.
- Pewnie wypadło mi z głowy.
- Zrobiłaś to specjalnie! Powiedział mi, że dzwonił codziennie!
- Wierzysz mu?
- Bardziej niż Tobie! Nie wiem co się z Tobą stało. Jeszcze niedawno byłaś dla mnie jak przyjaciółka, a teraz co się zmieniło?
- To wszystko przez niego. Dopóki nie pojawił się w Twoim życiu było wszystko dobrze.
- Naprawdę? Chyba sama w to nie wierzysz. Było dobrze, bo siedziałam ciągle w domu i nie miałam znajomych? Gdybym Cie obchodziła jak kiedyś, to byś ze mną normalnie porozmawiała.
- Co by to dało?
- Na przykład to, że byś się dowiedziała, jak wiele Mike wniósł do mojego życia. Powiem Ci więcej .... chce mu powiedzieć o wszystkim.
- Co takiego? Chyba nie mówisz poważnie.
- Mówię ... nie zrobię tego teraz .. dopiero jak się lepiej poznamy .. zasługuje aby znać prawdę.
- Kompletnie zwariowałaś.
- Nie mów tak do mnie. Poskarż się na mnie ojcu, to dostane za swoje.
- Jak możesz .. wiesz, że zawsze Cie przed nim broniłam.

- Mam dosyć tej rozmowy - poszłam do siebie. Dlaczego Ona taka jest? Myślałam, że mam w niej wsparcie. Nikt mnie nie rozumiał, tylko Michael. Matka myślała, że każdy jest taki sam, a zwłaszcza Mike, bo ma kasę. Nawet nie wiedziała jak się myliła. A może to ja jestem zbyt naiwna? Nie. Położyłam się na łóżku i pogrążyłam się we własnych myślach. Mike nie mógł wyjść mi z głowy. Widziałam się z nim przed chwilą, a już tęskniłam. To było dziwne. Zanim poszłam spać, odrobiłam prace domową i wzięłam prysznic. Pomimo tej rozmowy z mamą, miałam dobry humor, bo wiedziałam, że jutro znowu zobaczę się z Michaelem.

sobota, 12 lipca 2014

Chapter 4

Witajcie!
Tak jak obiecałam dodaje kolejną część opowiadania o Betty i Michaelu. Nie sądziłam, że spodoba Wam się ta historia. Cieszę się z tego powodu :) Zapraszam.

                                                                      ~~~~~~~~~~~


Kolejny dzień. Przebudziłam się zanim budzik zaczął dzwonić. Nie mogłam przez to wszystko normalnie spać. Nadal nie mogłam zrozumieć jak Ona mogła nasłać na niego policje? Przecież nic nie zrobił. Całe szczęście byli normalni i jej wytłumaczyli, ale co to da? Ona nie zmieni zdania choćby nie wiem co. Nie chciałam przez nią stracić Michaela. Co ja gadam? Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. No właśnie! Jest jedynym moim przyjacielem, dlatego tak się boję. Gdy byłam już ubrana, zeszłam na dół. Poszłam do kuchni. Zobaczyłam na blacie kanapki. Nie miałam zamiaru tego jeść. Wyciągnęłam z lodówki potrzebne składniki na śniadanie. Usiadłam przy blacie i zaczęłam się zajadać przyrządzonymi przeze mnie kanapkami. Mama weszła akurat do kuchni. Spojrzała się, że nie ruszyłam jej kanapek. Odwróciłam głowę, żeby na nią nie patrzeć. Wstawiłam talerz i szklankę do zlewu. Poszłam do siebie po książki i patrzyłam się przez okno w oczekiwaniu na Michaela. Przyjechał punktualnie. Wyszłam z domu. Uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył i otworzył mi drzwi. Pocałowałam Go w policzek na przywitanie. Wiedziałam, że Nas obserwuje przez okno.
- Witaj. Jak się spało? - zapytał.
- Bywało lepiej - wsiadłam. Zamknął za mną drzwi i wsiadł za kierownicę.
- Nie przejmuj się tym.
- Chciałabym - posmutniałam.
- Ej - pogłaskał mnie po policzku - Będzie dobrze - próbował dodać mi otuchy i na razie dobrze mu szło.
- Jakim cudem nasze drogi się zeszły? - oparłam głowę o zagłówek i przekręciłam ją w jego stronę.
- Nie mam pojęcia, ale bardzo się z tego cieszę - uśmiechnął się szeroko. Zatrzymał się na parkingu przed uczelnią - Powiedz mi, gdybyś miała problemy z tym pożal się Boże nauczycielem.
- A co mu zrobisz?
- Już Ty się nie martw.
- W takim razie nic Ci nie powiem - wytknęłam mu język.
- Ach tak? - zaczął się do mnie zbliżać, a zwłaszcza jego dłonie - Odwołujesz swoje słowa? - pokręciłam głową. Zaczął mnie łaskotać. Zanosiłam się śmiechem.
- Mike ... hehehe ... przestań - nie słuchał mnie - Proszę - w końcu przestał. Nasze twarze były zbyt blisko siebie. Ciężko oddychałam po tych łaskotkach. Patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałam jak zerkał na każdy centymetr mojej twarzy - Muszę już iść - nagle jak by się ocknął i powrócił na swoje miejsce.
- Przyjadę jak zawsze. Mam dla Ciebie niespodziankę.
- Jaką?
- Niespodzianka to niespodzianka - uśmiechnął się.
- No dobrze. Do zobaczenia - wysiadłam i skierowałam się w stronę uczelni. Lekcje mijały szybciej niż zwykle. Z czego się bardzo cieszyłam. Dzisiaj mieliśmy aż dwie godziny z tym Evanem. Nie ukrywam, że nigdy wcześniej tak bardzo nie chciałam mieć zajęć informatycznych jak teraz. Znowu skończyłam przed czasem i nie miałam co robić, więc pogrążyłam się we własnych myślach. Najpierw rozmyślałam o Michaelu i tej naszej dziwnej sytuacji. Bardzo chciałam Go pocałować i przerażało mnie to. Cały czas sobie powtarzałam, że jest tylko moim przyjacielem, a jak dochodziło do takich sytuacji, to nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Podobał mi się i miałam nadzieję, że to się niedługo zmieni. Po chwili moje myśli zajął pewien osobnik, a mianowicie mój ojciec. To już dzisiaj. Dzisiaj wszystko wróci do normy. Tak jak było. Ze szkoły prosto do domu, bo inaczej dostanę nauczkę. Dobrze, że miał wrócić dopiero koło 23. Wiedziałam, że Michaela niespodzianka oznacza, że gdzieś mnie chce zabrać. Po pierwszej lekcji przyszła pora na przerwę. Usiadłam na parapecie i patrzyłam przez okno. Evan przez całą lekcję mnie obserwował. Nie podobało mi się to. Wróciliśmy do klasy. Dostaliśmy kolejne zadanie. Tym razem było trudniejsze. Zrobiłam jeden błąd i od razu mi Go wypomniał.
- Widzę, że potrzebujesz małej pomocy. Zostań po lekcjach.
- Nie mogę.
- To jest polecenie nauczyciela. Chyba nie chcesz mieć kłopotów? - zaprzeczyłam głową - Tak myślałem - odszedł. Nie chciałam z nim zostać sam na sam, ale co ja mogłam. Cholera! Że też musiałam się pomylić z tą grafiką. Nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać. Ale na pewnie nic dobrego. Po dzwonku wszyscy opuścili klasę, tylko nie ja. Siedział przy swoim biurku. Wskazał mi krzesełko. Niepewnie usiadłam - Proponowałem Ci indywidualne lekcje, pamiętasz?
- Tak.
- Moja propozycja jest nadal aktualna.
- Dziękuje, ale nie skorzystam.
- A to dlaczego? Jesteś dobra, ale dzisiaj zrobiłaś błąd.
- Inni zrobili ich dużo więcej i ich Pan jakoś nie zatrzymał po lekcjach.
- Bo Ty jesteś naprawdę świetna, dlatego chce, żebyś się rozwinęła.
- A może ja nie chce.
- W to akurat nie uwierzę - wstał i usiadł na biurku naprzeciw mnie - Dlaczego się upierasz?
- Naprawdę muszę już iść - spojrzałam na zegar, który wisiał na ścianie. Mike już na mnie czekał od pięciu minut. Wiedziałam, że zaraz zacznie się denerwować. Chciałam wstać, ale mi nie pozwolił.
- Gdzie się tak spieszysz? - nachylał się nade mną.
- Proszę mnie przepuścić!
- Jak się ze mną umówisz.
- Nie! Ile razy mam powtarzać?! - udało mi się Go odepchnąć i wyszłam z sali. Szłam przez cała drogę ze spuszczoną głową. Nagle na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę i już chciałam przeprosić tą osobę, ale to był Michael - Co Ty tutaj robisz? - byliśmy na korytarzu szkolnym.
- Długo Cie nie było i zacząłem się denerwować. Wszystko w porządku?
- Tak - wymusiłam się na uśmiech. A co mu miałam powiedzieć? Nie chciałam, żeby zrobił coś głupiego - Możemy już jechać - poszliśmy do samochodu.
- Na pewno wszystko dobrze?
- Na pewno ... dokąd jedziemy?
- Zobaczysz - uśmiechnął się. Po jakiś 10 minutach powiedział - Zamknij oczy - spojrzałam się na niego zaskoczona - No zamknij ... zaufaj mi - uśmiechał się. Po chwili samochód się zatrzymał - Jeszcze nie otwieraj - wysiadł i otworzył moje drzwi - Nie podglądaj - wziął mnie za ręce - Będę Cie prowadził - pomógł mi wysiąść. Położył dłonie na moich biodrach. Wzdrygnęłam się - Spokojnie - poczułam, że jedziemy windą.
- Prawie jesteśmy usłyszałam skrzypnięcie drzwi - Możesz otworzyć - tak też zrobiłam - Witaj w moim królestwie - zamknął za nami drzwi.
- Jesteśmy w studiu?
- Tak ... chciałem Ci pokazać, gdzie pracuje - rozmawialiśmy do wieczora. Nawet nie zauważyłam, że jest już po 19.
- Powinnam już wracać do domu.
- Faktycznie .. wole się nie narażać Twojej mamie - zaśmiał się. Byłam smutna, gdy mnie odwoził - Stało się coś?
- Ojciec dzisiaj wraca. Wiesz, że to oznacza, że nie będziemy się mogli spotykać?
- Ale w sobotę chyba ...
- Też nie - westchnął.
- Dlaczego?
- Już Ci mówiłam .....
- Jesteś dorosła ... nie może Cie traktować jak dziecko .... mogę z nim pogadać ..
- Nie! - prawie krzyknęłam - Obiecaj, że tego nie zrobisz - patrzył na mnie przez chwilę i westchnął.
- No dobrze ... obiecuję .... czyli już nigdy się nie zobaczymy?
- Może .. kiedyś ... jak ojciec znowu pojedzie.
- Czyli kiedy?
- Nie wiem - powiedziałam zgodnie z prawdą. Posmutniał - Bądźmy szczerzy ... nasza znajomość nie ma przyszłości.
- Dlaczego tak mówisz? Przecież miło spędziliśmy czas.
- To prawda, ale jesteśmy z dwóch różnych światów - dojeżdżaliśmy pod mój dom. Zobaczyłam samochód ojca - Zatrzymaj się! - nagle zahamował.
- Co jest?
- Dalej pójdę pieszo. Mój ojciec wrócił.
- Rozumiem - miałam już wysiadać, ale się zatrzymałam. Pocałowałam Go w policzek.
- Dziękuje za spędzony czas ... świetnie się bawiłam.
- Ja też - usłyszałam zanim wysiadłam. Zdziwiłam się, że wrócił tak szybko. Wiedziałam, że się wścieknie i co mnie czeka. Stanęłam w pół drogi i się odwróciłam. Nie odjechał. Patrzył na mnie, ja na niego też. Byłam ciekawa co by było, gdyby o wszystkim wiedział. Otworzyłam drzwi najciszej jak umiałam. W domu było ciemno. Nie byłam pewna, czy zapalić światło, ale nagle zobaczyłam ogień zapalniczki i przypalanego papierosa.
- Lekcje się przedłużyły? - zapytał nad wyraz spokojnie.
- T-tak - światło w salonie się zapaliło - Gdzie mama?
- W pracy ... jesteśmy sami - zaczął się do mnie powoli zbliżać. Stałam w bezruchu - Gdzie byłaś?
- Już mówiłam ..
- Nie denerwuj mnie! - podniósł głos. Zadrżałam.
- Przepraszam - powiedziałam cicho.
- Dlaczego zawsze mnie prowokujesz? Nie możesz być posłuszna?
- Jestem - bałam się odzywać, ale musiałam.
- Nie pyskuj mi! - złapał mnie ręką za kark - Wiem, że gdzieś się włóczyłaś, ale nauczę Cie dyscypliny! - zaczęło się. Uderzył mnie z pięści w żołądek. Upadłam z bólu - Wstawaj! - krzyknął. Nie zdążyłam wstać, a On mnie złapał za ramię i podniósł do pozycji stojącej.
- Proszę Cie ... to już się nie powtórzy - łzy zbierały mi się w oczach.
- Nic z tego! Trzeba było robić to co Ci kazałem! - ponownie mnie uderzył. Już nie kazał się podnieść. Wziął jakiś kabel i uderzył mnie nim po plecach. Poczułam przeszywający ból. Potem zaczął mnie bić po nogach - Odechce Ci się łażenia nie wiadomo gdzie! - czułam palenie na skórze. Jak by ktoś ją rozrywał. Po jakimś czasie przestał - Bądź posłuszna, a będzie wszystko dobrze - to nie była prawda. Za każdym razem tak mówił. Przecież ja nic takiego nie robiłam, mama też nie - Za pięć minut ma Cie tutaj nie być albo znowu dostaniesz! - poszedł do salonu. Leżałam na podłodze i zwijałam się z bólu. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać. Zebrałam się w sobie i ledwo wstałam. Trzymałam się mocno poręczy i weszłam po schodach na górę. Od razu położyłam się do łóżka. Nawet nie miałam siły wziąć prysznic. Rozebrałam się i spojrzałam na swoje nogi. Były we krwi. Zwłaszcza prawa. Opatrzyłam rany na tyle ile mogłam i się położyłam. Chciałam zasnąć, żeby nie czuć tego bólu, ale nie mogłam. Martwiłam się jak ja jutro będę chodziła, a musiałam iść na zajęcia. Zasnęłam dosyć późno.

                                                                             ~~~~~~~~

Budzik zaczął dzwonić równo o 6:00. Otworzyłam oczy i Go wyłączyłam. Przetarłam oczy. Chciałam się przekręcić na prawy bok i wtedy poczułam okropny ból. Odkryłam się i doznałam szoku. Nogi miałam opuchnięte. Prawą nogę miałam rozciętą. Wczoraj owinęłam ją bandażem, a dzisiaj był już cały we krwi. Przeraziłam się i szybko poszłam do łazienki, żeby zmienić opatrunek. Ubrałam się i spakowałam. Ledwo chodziłam, ale w szkole musiałam udawać, że wszystko w porządku. Zeszłam na dół do kuchni. Ojciec spał na kanapie pijany. Zrobiłam sobie po cichu śniadanie. W domu jeszcze kulałam, bo nikt tego nie widział. Mama miała wrócić z dyżuru już niedługo. Po około dziesięciu minutach usłyszałam zgrzyt zamka. Nie odezwałam się do niej. Nagle strasznie mnie zabolała noga i prawie upadłam, zdążyłam się złapać szafki.
- Co Ci jest? - zapytała z przejęciem.
- Nic ... idę na zajęcia - wyminęłam ją i wyszłam z domu. Poszłam jak zawsze na przystanek autobusowy. Mike nie przyjechał. Chyba zrozumiał moje słowa. Nie było mi z tym łatwo. Zaczęło mi na nim naprawdę zależeć. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Przy nim zapomniałam o wszystkich cierpieniach i problemach. Był naprawdę niesamowity. Złapałam się na tym, że coraz częściej o nim myślałam. Zamyśliłam się i prawie przegapiłam autobus. Po dwudziestu minutach byłam już w szkole. Dzisiaj kończyłam wyjątkowo późno, bo aż o 17. Ojciec o tym wiedział, więc nie musiałam się obawiać jego reakcji, gdy wrócę. Zresztą i tak pewnie o tej godzinie będzie siedział w barze do rana. W ogóle nie mogłam skupić się na lekcjach. Ból przyćmił mi wszystko. Pocieszałam się, że jeszcze trochę i będę w domu. Pod koniec zaczęło mnie naprawdę boleć. Zaczekałam aż wszyscy opuścili szkole i dopiero z niej wyszłam. Nie mogłam pokazać, że kuleje, a inaczej już nie mogłam chodzić. Szłam w tym samym kierunku co zawsze, ale nie zaszłam zbyt daleko. Upadłam na chodnik i nie mogłam wstać. Strasznie mnie bolało. Ktoś do mnie podszedł i uklęknął. Dopiero zobaczyłam, że to Mike.
- Co się stało? - zapytał.
- Co tutaj robisz?
- Ja nie chce zrywać z Tobą kontaktu ... nie mogę ... musiałem Cie zobaczyć.
- Skąd wiedziałeś, o której kończę?
- Nie wiedziałem ... czekam na Ciebie od 13, ale odpowiedz mi ... co się stało?
- Wczoraj jak wróciłam to ... upadłam na rozbite szkło i rozcięłam nogę.
- Powinnaś być w domu.
- Mama nic nie wie. Miała wczoraj nocny dyżur w szpitalu.
- Boli Cie?
- Tak - wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu - Dziękuje ... gdyby nie, to bym leżała tutaj do jutra.
- Wiedziałem, że będę potrzebny - uśmiechnął się. Przez całą drogę zaciskałam zęby z bólu. Zauważył to - Może pojedziemy do szpitala?
- Nie ... mama jest pielęgniarką i zna się na tym.
- No dobrze, ale nie mogę patrzeć jak cierpisz - dotknął mojej dłoni. Poczułam miłe ciepło i się uśmiechnęłam po mimo bólu. Przez całą drogę trzymał mnie za rękę. To było bardzo miłe uczucie. Zatrzymał samochód na podjeździe - Poczekaj .. zaniosę Cie.
- Nie boisz się mojej mamy?
- Zaryzykuje - uśmiechnął się i wysiadł. Wziął mnie na ręce i zapukał do drzwi. Mama bardzo się zdziwiła.
- Coś się stało? - zapytała.
- Mogę najpierw położyć Betty? - wskazała na salon. Położył mnie na kanapie.
- To teraz słucham - usiadła w fotelu i nadal była nieprzyjaźnie nastawiona do Michaela.
- Wczoraj jak byłaś w pracy ... przewróciłam się i upadłam na szkło. Mam rozwaloną nogę i już dłużej nie wytrzymam z bólu - nie mogłam powiedzieć prawdy, bo Mike stał z boku. Mama spojrzała się na niego.
- Może Pan już iść - powiedziała.
- Chce iść do siebie - oznajmiłam.
- Pomogę Ci - podeszła do mnie, ale nie byłam w stanie zrobić kroku.
- Zaniosę ją - nie czekał na odpowiedź, tylko wziął mnie na ręce. Przyglądała się nam. Objęłam Go za szyję, żeby nie spaść. Wszedł do mojego pokoju i położył na łóżku.
- Dziękuje. Posiedzisz trochę ze mną?
- Oczywiście - usiadł przy mnie na łóżku - Lepiej się czujesz?
- Nie bardzo.
- Muszę zmienić Ci opatrunek - do pokoju weszła mama - Może Pan wyjść?
- Dobrze - wstał i skierował się w stronę drzwi.
- Zaczekaj, dobrze? - powiedziałam.
- Ok - uśmiechnął się i wyszedł, zamykają za sobą drzwi.
- To sprawka ojca, prawda? - zapytała i podwinęła moje nogawki.
- Tak ... strasznie mnie boli.
- I okropnie krwawi - przemyła mi ranę - Muszę założyć Ci szwy.
- Tylko nie to.
- Dam Ci zastrzyk znieczulający. Pójdę po wszystko.
- Mamo - zatrzymała się - Chce, żeby Mike był przy mnie, gdy będziesz je zakładała.
- Kiedy dasz sobie z nim spokój?
- Nigdy ... przewróciłam się na chodnik i gdyby nie On .. nie dałabym rady wrócić do domu. Powiedź mu, żeby wszedł - westchnęła i wyszła. Po chwili wrócił Mike.
- Twoja mama powiedziała, że chcesz abym przyszedł.
- Tak ... będzie mi zakładała szwy ... zostaniesz przy mnie?
- Wiesz, że tak - uśmiechnął się. Spojrzał na moją nogę - Nawet sobie nie wyobrażam co czujesz, ale będzie dobrze. Możesz potrzymać mnie za rękę jeżeli chcesz.
- Nie chce Cię pozbawić niedokrwienia - zaśmiał się.
- Zaryzykuje - ujął moją dłoń w swoją. Zawsze tak mówił. Mama na chwilę przystanęła w drzwiach, gdy to zobaczyła.
- Zrobię Ci zastrzyk - podwinęłam rękaw. Poczułam jak igła przebija moją skórę - Poczekamy parę minut aż zacznie działać - w tym czasie przygotowywała igłę z nitką. Zamknęłam na chwilę oczy.
- Wszystko w porządku? - zapytał Mike.
- Tak ... nie lubię igieł - był bardzo troskliwy.
- Powiem Ci w tajemnicy .. - przybliżył się do mnie - Ja też nie lubię igieł - zaśmiałam się - Ale nie wypada mi się przyznawać.
- Dlaczego?
- No wiesz - wyprężył się - Jestem w końcu mężczyzną - znowu się zaśmiałam.
- Zaczynam - powiedziała mama - Tylko się nie ruszaj.
- Lepiej mnie przywiąż - odpowiedziałam.
- Ma Cie kto trzymać - wywróciłam oczami. Odruchowo ścisnęłam jego dłoń. Trochę czułam, ale nic nie mówiłam.
- Jeszcze trochę - mówił delikatnie.
- Skończyłam - otworzyłam oczy - Zalepię jeszcze plastrem - zalepiła - Gotowe .. nie było tak źle, co?
- Nie aż tak jak myślałam.
- Musisz odpocząć - spojrzała się na Michaela.
- Mike mi nie przeszkadza - powiedziałam.
- Nie nadwyrężaj tej nogi, bo szwy puszczą - zmieniła temat - Jutro zadzwonię do dyrektorki i powiem, że nie możesz przyjść - wyszła.
- Naprawdę mnie nie lubi - zaśmiał się - Boli Cię?
- Na razie nie ... zastrzyk działa.
- Pomóc Ci w czymś? Wiem, że nie możesz chodzić - głupio było mi to mówić.
- Chciałam wziąć kąpiel, ale ... nie wiem jak dam radę.
- Pójdę nalać wody do wanny - wrócił po pięciu minutach - Gotowe - podwinął rękawy. Powoli usiadłam na łóżku - Nie tak prędko - podszedł do mnie i wziął na ręce - Zapomniałaś, że nie powinnaś jeszcze chodzić? - powiedział, gdy mnie niósł.
- Zawsze radziłam sobie sama.
- Teraz już nie musisz - uśmiechał się. Posadził mnie na krawędzi wanny - Przynieść Ci piżamkę, czy coś? - rozbawił mnie tym.
- Jak byś mógł. Jest w szafie na dolnej półce. Ta z kaczorem Donaldem.
- No to teraz mnie zaskoczyłaś. Ja też mam takie piżamy.
- Naprawdę?
- Tak - wrócił z piżamą - Mam taką tylko, że niebieską - zaśmiał się - Zawołaj mnie, gdyby coś - zamknął za sobą drzwi. Rozebrałam się i weszłam do wanny. Prawą nogę nie zamoczyłam. Szwy były świeże. Wszystko wydawało się łatwe aż do czasu wyjścia. Nie miałam pojęcia jak to zrobić. Przecież nie poproszę o to Michaela. Bez przesady. Wypuściłam wodę. Myślałam, że to mi jakoś ułatwi, ale wcale tak nie było. Rozglądałam się za czymś co mi pomoże. Moją uwagę przykuł szlafrok. Wzięłam Go, bo leżał przy wannie. Ubrałam Go na siebie. Byłam zakryta. Nie miałam wyjścia i zawołałam Michaela - Tak? - pojawił się w łazience. Speszył się, gdy mnie zobaczył. Ja też zrobiłam się czerwona jak burak.
- Głupio mi, ale ... nie mogę wyjść.
- Pomogę Ci - podszedł i wziął mnie na ręce. Widok musiał być przekomiczny, bo oboje byliśmy czerwieni - Twoja mama by mnie zabiła, gdyby to widziała - rozluźnił trochę atmosferę. Zaśmialiśmy się - Gdzie Cie zanieść?
- Muszę się jeszcze ubrać. Możesz mnie posadzić na rogu wanny?
- Pewnie. Zawołaj mnie, gdy się ubierzesz - wyszedł. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Żaden inny facet nie był tak blisko i to jeszcze w tak krępującej chwili. Ubrałam się i wytarłam stopy, żeby się nie poślizgnąć. Skakałam na zdrowej nodze do samych drzwi i je otworzyłam - Co Ty robisz? - natychmiast znalazł się przy mnie - Miałaś mnie zawołać - przytrzymał mnie w pasie.
- Nie mogę pozwolić, żebyś mnie cały czas nosił.
- I tak nie masz nic do gadania - wziął mnie na ręce - Korzystaj póki możesz - położył mnie do łóżka.
- Dziękuje, że dla mnie to robisz .. chociaż tak naprawdę nie musisz ... to miłe.
- Czasami potrafię być miły - wyszczerzył się.
- Przestań mnie rozśmieszać - walnęłam Go poduszką. Zaśmiał się. Nachylał się nade mną i patrzył w oczy. W końcu się ocknął.
- To nie idziesz jutro do szkoły, prawda?
- Pójdę dopiero w poniedziałek.
- Czyli ... nie będziemy się widzieć - stwierdził i posmutniał.
- Na razie nie ....nie smuć się.
- Spróbuje .... a gdzie Twój ojciec?
- Poszedł do kolegi. Tylko proszę Cie nie przychodź bez zapowiedzi.
- Spokojnie .. pamiętam. Będę dzwonił.
- Ok - spojrzał na zegarek.
- Już tak późno? Ale się zasiedziałem. Dobrze mi się z Tobą rozmawia i mógłbym godzinami.
- Miło mi to słyszeć. Mnie też się bardzo dobrze z Tobą rozmawia.
- Ciesze się. Najchętniej bym jeszcze został, ale Twoja mama i tak nie jest zadowolona z tego, że tutaj siedzę. Poza tym musisz odpocząć.
- Masz racje .. jestem trochę zmęczona.
- No widzisz? A ja Cie tylko męczę.
- To nie prawda.
- Wiesz o czym mówię. Odpoczywaj - pocałował mnie w czoło i wstał - Niestety nie będę mógł Cie odwiedzić, ale będę dzwonił, dobrze?
- Tak ... jeszcze raz Ci dziękuje.

- Nie ma sprawy - uśmiechnął się - Do zobaczenia - wyszedł, a mi zrobiło się smutno. Cieszyłam się z jego obecności. Wiem, że mama tego nie rozumiała, ale ja potrzebowałam z kimś porozmawiać. Od pięciu lat nie miałam tej możliwości i nie miałam zamiaru teraz tego zaprzepaścić. Ułożyłam się wygodnie do snu. Niestety po dwóch godzinach obudziłam się z bólem. Mama niechętnie mi dała tabletki, bo uważała, że niedawno dostałam zastrzyk i może mi zaszkodzić. Wiedziała też, że inaczej bym nie zasnęła. Podziękowałam jej i poszłam spać. 

sobota, 5 lipca 2014

Chapter 3

Witajcie!
Dawno tutaj nie dodawałam notki, a to dlatego, że chce najpierw zrobić sobie ''zapas'' notek i wstawiać co tydzień. Z uwagi, że nie dodałam dzisiaj na Bad Girl, wiec dodaje tutaj. Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Zapraszam.

                                                                     ~~~~~~~~~~~~


Rano obudziłam się w doskonałym humorze. Oczywiście miały na to wpływ dwie rzeczy. Pierwszą to był wyjazd ojca, a drugą wczorajsze spotkanie z Michaelem. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Dałam mu pod jednym warunkiem, że nie odezwie się, gdy usłyszy męski głos. Czyli mojego ojca. Obiecał, że się dostosuje. Nie umówiliśmy się na dzisiaj, bo nie był pewien, czy nie będzie zajęty. Ubrałam szlafrok i zeszłam na dół. Usłyszałam, że mama jest w kuchni. Pewnie robiła śniadanie. Poszłam tam. Nawet na mnie nie spojrzała, gdy weszłam.
- Cześć – zagadałam. Odburknęła coś niewyraźnego pod nosem. Postawiła przede mną talerz z kanapkami – Jesteś zła? - nie odpowiedziała – Mamo .. mogę wiedzieć o co Ci chodzi?
- Chyba wiesz.
- Masz na myśli Michaela?
- Nie znasz Go … nic o nim nie wiesz, a mimo to pojechałaś z nim.
- I jak widzisz nic mi nie zrobił. Nie każdy jest taki jak ojciec – spojrzała się na mnie.
- Twój ojciec też był na początku miły, czuły i opiekuńczy. Powinnaś wziąć z tego przykład.
- Nie mamo. Nie wszyscy tak się zmieniają. Myślałam, że chcesz abym była szczęśliwa.
- Chcę, ale to nie oznacza, że masz się rzucać w ramiona pierwszemu lepszemu.
- Wielkie dzięki. Fajnie wiedzieć co o mnie myślisz.
- Źle mnie zrozumiałaś … wiem, że taka nie jesteś, ale daj sobie czas.
- Na co mam dać sobie czas? Przecież nie jestem z Michaelem. Spędzamy miło czas i dobrze nam się rozmawia. To wszystko.
- A On też na to tak patrzy? Nie sądzę. Poza tym nie podoba mi się, że się z nim spotykasz. Posłuchaj mnie jeżeli nie chcesz cierpieć.
- Już Ci mówiłam … grrrr – już nie miałam na nią siły. Nic do niej nie docierało. Miała w głowie swoją teorię spiskową. Nie wierzyła, że nic nas nie łączyło – Dziękuje za śniadanie, ale nie jestem już głodna – wyszłam z kuchni. W ogóle nie miałam życia towarzyskiego, a teraz, gdy miałam taką okazję, mamie to nie odpowiadało. Nie zna Go, tak? To zaraz pozna. Poszłam do swojego pokoju po numer do Michaela. Wykręciłam i czekałam aż odbierze.
- Słucham? - usłyszałam delikatny męski głos.
- Cześć, to ja. Nie przeszkadzam?
- A wiesz, że właśnie miałem do Ciebie dzwonić? Telepatia, czy co – zaśmiał się.
- Może … dzwonię bo … jesteś dzisiaj zajęty?
- Nie, dlatego miałem już dzwonić, czy masz ochotę się spotkać.
- Ja właśnie w tej sprawie …. chcesz przyjechać na obiad?
- Do Ciebie? - zdziwił się.
- Tak.
- Przecież …
- Wiem, ale ojciec wraca dopiero we wtorek.
- A Twoja mama? Wiesz, że mnie nie lubi.
- Nie zna Cię i to jest dobra okazja, żeby to się zmieniło.
- Ok … o której mam być?
- Około 14.
- Będę.
- To pa.
- Do zobaczenia – rozłączyłam się. Musiałam powiedzieć o tym mamie i poszłam do niej.
- Michael przyjedzie o 14 na obiad – spojrzała się na mnie i chciała już coś powiedzieć – Zaprosiłam Go. Nie możesz Go osądzać, bo nic o nim nie wiesz. Więc proszę Cię … daj mu szansę … jest naprawdę miły.
- Nic nie obiecuję.
- Nie mogę Cię zrozumieć. Inne matki był by szczęśliwe, gdyby ich córki znały kogoś takiego jak Michael.
- Właśnie dlatego, że jest tym kim jest nie jestem zadowolona.
- Bo?
- Bo może zrobić z Tobą wszystko, a i tak nie stanie przed sądem. Zapłaci ile trzeba i będzie wolny.
- O czym Ty mówisz? Naprawdę musisz przestać oglądać te kryminały.
- Żebyś potem nie płakała.
- Nie martw się. Nie będę – powiedziałam. Poszłam wziąć prysznic i się ubrać. Rozumiałam, że się o mnie martwiła, ale grubo przesadzała. Może byłam naiwna i niedoświadczona, ale byłam pewna, że Mike jest normalnym chłopakiem. Na dodatek bardzo przystojnym. Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam o nim myśleć w takich kategoriach, ale to była przecież prawda. Każdy kto ma oczy tak powie. Godziny minęły niewiarygodnie szybko. Dochodziła 14. Pomogłam mamie nakryć do stołu. Jej mina się nie zmieniła od rana. Punkt 14 usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się elegancki mężczyzna. W ręku trzymał kwiaty, a uśmiech, to chyba miał przyklejony na stałe.
- Cześć – pocałował mnie w polik na przywitanie.
- Cześć – te przeklęte rumieńce znowu się pokazały.
- Dla Twojej mamy – miał na myśli kwiaty.
- Nie przekupisz jej – szepnęłam.
- Spróbować zawsze warto – poszliśmy do salonu – Dzień dobry – przywitał się – To dla Pani – wręczył jej kwiaty.
- Dzień dobry i nie musiał Pan – zabrała je do kuchni i wstawiła do wazonu.
- Powiedź mi .. czy ja naprawdę wyglądam tak staro? - szepnął mi po cichu. Zaśmiałam się.
- Jasne, że nie. Wiesz .. nie zna Cię i głupio jej mówić Ci po imieniu – przyszła z powrotem.
- Siadajcie – powiedziała. Usiedliśmy.
- Proszę mi mówić po imieniu – powiedział Michael. Spojrzała się na niego, ale nic nie odpowiedziała. Atmosfera była dziwna. Mama wcale się nie odzywała. To było strasznie wkurzające – Było naprawdę pyszne. Gotuje Pani tak samo wspaniale jak moja mama.
- Nie ma w tym nic trudnego – Mike spojrzał się na mnie. Chyba nie przypuszczał, że będzie tak ciężko – Napije się Pan wina?
- Muszę podziękować .. jestem samochodem. Poza tym nie przepadam za alkoholem.
- Czyżby?
- Tak … pije tylko okazyjnie. Na bankietach lub spotkaniach biznesowych – widać było, że się tego nie spodziewała.
- Ile ma Pan lat?
- W sierpniu skończę 28.
- Mieszka Pan z rodzicami?
- Od roku mieszkam sam. Na razie kupiłem dom w mieście, ale planuję zbudować własny dom poza miastem.
- Nie ma Pan nikogo? To dziwne … zapewne tak wielka gwiazda nie może się opędzić od kobiet – o co jej chodziło? Strasznie się zdenerwowałam. Na razie nic nie mówiłam.
- To znaczy … od dawna jestem sam – widziałam, że się zmieszał.
- I teraz znalazł Pan naiwną dziewczynę, tak? - spojrzała się na mnie.
- Nie rozumiem o co Pani chodzi. Nikogo nie szukałem. Poznaliśmy się przypadkiem.
- I pewnie nie ma Pan żadnych złych zamiarów wobec Betty, czyż nie? - powiedziała z ironią.
- Nie .. nie mam i nie wiem skąd w ogóle takie przypuszczenia.
- Oczywiście, że Pan nie wie.
- Mamo! Czy to jest przesłuchanie? - już nie wytrzymałam tych pytań.
- Chyba mam prawo wiedzieć z kim się spotyka moja córka.
- Masz, ale nie masz prawa Go oskarżać. Chodźmy do mojego pokoju – wstaliśmy od stołu. Byliśmy już na schodach, ale powiedziałam jeszcze – Poza tym my się tylko przyjaźnimy – poszliśmy do mnie.
- Ciężki orzech do zgryzienia – powiedział i usiadł na kanapie.
- Przepraszam Cię za nią.
- W porządku. Trochę ją rozumiem, ale z drugiej strony … co ja takiego zrobiłem, że widzi mnie w czarnym świetle.
- Nigdy nie przyprowadzałam chłopaków do domu … pewnie dlatego.
- Nie wiedziała, że kogoś miałaś?
- Wiedziała by, gdybym w ogóle miała.
- Chcesz powiedzieć ..
- Nie miałam chłopaka … nigdy. Nie chciałam mieć i nie mogłam.
- Dlaczego?
- Nie mogę Ci powiedzieć.
- Rozumiem.
- Nic nie rozumiesz – poszłam do łazienki. Głupio mi było Go tak zostawić, ale bałam się, że się rozpłaczę. Na szczęście udało mi się powstrzymać. Wyszłam z łazienki i wpadłam na Michaela.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak … wybacz moje zachowanie.
- Nie tłumacz się … to ja niepotrzebnie się wypytuje – z Michaelem rozmawialiśmy do wieczora. Świetnie się dogadywaliśmy. Zupełnie straciliśmy poczucie czas, ale na mamę zawsze można liczyć.
- Czas już na Pana. Dochodzi 20, a Betty ma jutro szkołę.
- Już wychodzę – popatrzyła na nas podejrzliwie i wyszła – Naprawdę mnie nie lubi – zaśmiał się – Widać było, że się zdziwiła, że się na Ciebie nie rzuciłem – dalej się śmiał.
- Dobrze, że chociaż Ty masz dobry humor – nagle przestał się śmiać.
- Bo to jest śmieszna sytuacja. Matka pilnuje dorosłą córkę. Ciekawa co by powiedziała, gdybyś się wyprowadziła.
- Nie wiem – humor mi się zepsuł jak sobie przypomniałam, że jutro już poniedziałek, a od wtorku znowu będzie po staremu.
- Coś się stało?
- Nie … nic.
- No dobrze. Lepiej już pójdę – podszedł do drzwi, ale się jeszcze zatrzymał i odwrócił – O której idziesz jutro na zajęcia?
- Mam na 9. Czemu pytasz?
- A Twój ojciec wraca dopiero we wtorek, tak?
- No tak … powiesz mi o co chodzi?
- Odwiozę Cię jutro … co Ty na to?
- Daj spokój. Nie musisz mnie odwozić. Zawsze daje sobie radę.
- A co jeżeli chcę?
- Nie chcę, żebyś robił sobie kłopot.
- Chyba powiedziałem, że chcę, tak? - uśmiechnął się.
- No tak.
- Więc wszystko ustalone. I mam jedną prośbę.
- Jaką?
- Możesz mnie odprowadzić do drzwi? Boję się, że twoja mama wyskoczy na mnie zza rogu z patelnią – zrobił przerażoną minę. Zaśmiałam się.
- Hehe ok … odprowadzę Cię, ale chyba nie muszę za rączkę?
- A mogłabyś?
- Jasne, jeżeli chcesz dostać nie tylko patelnią, ale i garnkiem.
- Chętnie bym zaryzykował – wyszczerzył się.
- Później byś tak nie mówił. Chodźmy już – zeszliśmy na dół. Mamy nie widziałam – Droga wolna – zaśmiał się. Otworzyłam drzwi. Był już po drugiej stronie.
- Dziękuje za zaproszenie i spędzony miły czas.
- Powiedźmy.
- Z Tobą był miły.
- Myślałam, że inaczej to wyjdzie. Chciałam, żeby Cię lepiej poznała.
- Byłem już przygotowany, że zapyta o rozmiar buta – oboje się zaśmialiśmy – Przyjadę jutro o 8:30. Może być?
- Tak – zbliżył się do mnie i pocałował w policzek.
- Do jutra. Słodkich snów – wsiadł do samochodu i odjechał. Zamknęłam drzwi. Odwróciłam się i za mną stała mama aż się przestraszyłam.
- Nie strasz mnie tak – położyłam rękę na piersi. Patrzyła się na mnie – O co chodzi?
- On jest przed trzydziestką.
- Słucham?
- Nie udawaj. W co Ty się pakujesz?
- Już Ci mówiłam, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Przyjaźń między mężczyzną, a kobietą nie istnieje.
- Według Ciebie.
- Nie wiedziałam, że jesteś taka naiwna.
- Wiesz co? Nie mam ochoty dalej o tym rozmawiać. To prowadzi tylko do kłótni – poszłam do siebie. Już sama nie wiedziałam o co jej chodziło. Nalałam wody do wanny i wzięłam długą kąpiel. Cieszyłam się ze znajomości z Michaelem. Nie dlatego, że był bogaty i sławny. To się dla mnie nie liczyło. Chciałam mieć w końcu zaufanego przyjaciela, ale nie mogłam mu powiedzieć co mi robi ojciec. Może kiedyś. Wyszłam prawie z zimnej wody i ubrałam piżamę. Przygotowałam się na jutrzejsze zajęcia i powtórzyłam jeszcze materiał. Usłyszałam otwierane drzwi. Obejrzałam się. To była mama.
- Co robisz?
- Uczę się.
- To dobrze. Jesteś na mnie zła?
- Jestem zawiedziona. Myślałam, że chcesz abym była szczęśliwa.
- Chcę … oczywiście, że chcę, ale nie chce abyś cierpiała.
- Skąd pomysł, że będę? Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- On też tego chcę? - nie byłam pewna, ale odpowiedziałam.
- Tak …. zawsze byłam posłuszna … robiłam wszystko co kazał mi ojciec, a i tak dostawałam … chcę mieć z kim porozmawiać … chyba nie powiesz o tym ojcu, prawda?
- Nie powiem .. bądź spokojna – coś ją jeszcze trapiło – Nie chcę, żeby złamał Ci serce.
- Już Ci powiedziałam, że jesteśmy …
- Wiem, ale wiem też, że podoba Ci się. Zawsze zaczyna się od przyjaźni.
- Nie zawsze, mamo. Zostawisz mnie już samą?

- Dobrze – wyszła. Wiedziałam, że to tylko chwilowe, że jest miła i w ogóle. Jutro znowu się zacznie, gdy zobaczy, że po mnie przyjechał. Czułam się jak dziecko, które musi mieć pozwolenie od matki. Musiało to się zmienić. Inaczej zwariuje. Wyjątkowo nie mogłam zasnąć. Myślałam nad tą sytuacją.

                                                                        ~~~~~~~~~

Rano wstałam niewyspana. Jadłam wolno śniadanie. Zwykle się spieszyłam, żeby zdążyć na autobus – Masz dzisiaj później zajęcia? - zapytała się mama.
- Nie.
- To dlaczego jeszcze nie wychodzisz? Za 5 minut masz autobus, a wiesz, że przystanek jest dosyć daleko.
- Wiem, ale dzisiaj nie muszę się spieszyć – odpowiedziałam i napiłam się herbaty.
- A to dlaczego? - spojrzała się na mnie podejrzliwie.
- Bo dzisiaj mam transport – odniosłam naczynia do zlewu.
- A możesz jaśniej?
- Michael mnie odwiezie – mocniej odłożyła talerz na blat. Udałam, że nie zwróciłam na to uwagi i poszłam na górę po swoje rzeczy. Równo o 8:30 zobaczyłam przez okno samochód Michaela. Czekał na mnie. Chciałam już iść, ale zobaczyłam idącą mamę w jego kierunku. Wyszedł z samochodu. Szybko zbiegłam po schodach.
- Daj spokój mojej córce – usłyszałam, ale byłam już blisko.
- Ale o co Pani chodzi? - zapytał grzecznie.
- Mamo! Co Ty wyprawiasz? Jedźmy – wsiedliśmy do samochodu. Humor mi się totalnie zepsuł. Mike też nie był w nastroju. Widziałam to. Dojechaliśmy pod szkole – Dzięki – chciałam wysiąść.
- Zaczekaj – zatrzymałam się – O której kończysz?
- Dzisiaj o 13.
- Przyjadę – powiedział.
- Mike … widzę, że jesteś zły … lepiej nie przyjeżdżaj … najlepiej w ogóle o mnie zapomnij.
- Co Ty mówisz? Tak jestem zły, ale na Twoją matkę, a nie na Ciebie i nie mam zamiaru dać Ci spokoju, tylko dlatego, że tak chce Twoja matka.
- Nie mogę znieść, że tak Cię traktuje i wygaduje różne głupstwa na Twój temat.
- Nie przejmuj się tym.
- Łatwo Ci mówić.
- A niech gada … mam to gdzieś. Nikt nam nie zabroni się widywać – opuściłam głowę – Chyba, że nie chcesz.
- Chcę …
- Ale?
- Ale chciałabym aby zachowywała się normalnie … jak każda matka.
- Wszystko zależy od Ciebie – spojrzałam się na niego – Porozmawiamy później – pokiwałam głową i wysiadłam. Co On miał na myśli? Myślałam nad jego słowami przez cały czas i nie rozumiałam. Na zajęciach nie mogłam się w ogóle skupić. Przez to zostałam kilka razy upomniana, że nie słucham co wykładowca mówi. Na końcu sali siedziały plastiki i się śmiały. Nienawidziłam ich. Myślały, że wszyscy je uwielbiają i są bezkarne. Została mi jeszcze jedna lekcja. Poszłam do łazienki. Przemyłam twarz i oparłam się dłońmi o umywalkę. Chciałam tutaj zostać do dzwonka, ale nie było mi to dane. Victoria, czyli cała ''przywódczyni'' plastików, wkroczyła razem ze swoją ''bandą'' i głupio się uśmiechały.
- Proszę proszę … kogo moje piękne oczy widzą.
- Odczep się.
- Jak możesz tak mówić do koleżanki?
- Daj mi spokój – wyminęłam je i chciałam wyjść.
- Widziałam, że przyjechałaś niezłą furą. Zgaduje, że nie należy do Ciebie. Kto jest tym nieszczęśliwcem?
- To nie Twoja sprawa – wyszłam. Miałam już tego serdecznie dosyć. Nie dość, że w domu nie mam za wesoło, to jeszcze ta wytapirowana idiotka pokazuje jaki ma iloraz inteligencji. Na szczęście jeszcze godzina i nie będę musiała jej oglądać. Dzisiaj miał przyjść nowy nauczyciel od informatyki. Każdy był ciekawy jak wygląda. Przyszedł przed czasem. Dziewczyny zaniemówiły. Jednak na mnie nie zrobił wrażenia. Przystojny blondyn o niebieskich oczach. Ideał każdej dziewczyny, ale nie mój. Tacy chłopacy widzą tylko czubek własnego nosa. Oczywiście nie wszyscy, ale większość. Był nowy i nie wiedział, którym kluczem otworzyć salę. Plastiki od razu ruszyły mu na pomoc. Przewróciłam oczami. W końcu udało mu się otworzyć i każdy zajął swoje miejsce. Chłopacy byli w innej sali i dziewczyny w innej. Włączyłam komputer.
- Dzień dobry. Nazywam się Evan Baxter i będę Was uczył informatyki.
- Czy będzie Pan nas uczył tylko do końca roku? - zapytała jedna z dziewczyn.
- Nie. Będę uczył przez cały czas.
- Ile ma Pan lat? - zapytała Victoria. Uśmiechnął się.
- To chyba nie ma nic do rzeczy, ale odpowiem. Mam 25 lat – zachichotały. Podejrzewałam, że tyle właśnie ma – Jeszcze jakieś pytania? - nikt nie odpowiedział – W takim razie przechodzimy do nauki. Chcę zobaczyć co już umiecie i jak sobie radzicie. Zróbcie okładkę jakiegoś filmu. Dowolnego … możecie nawet wymyślić jakiś film albo spróbować i zrobić taką samą okładkę filmu jakie już były. Do roboty – wszyscy się skupili. Oprócz Victorii i jej koleżaneczek. Cały czas przeszkadzały swoją gadką – A Panny dlaczego nic nie robią? - zwrócił im uwagę, ale łagodnie.
- Bo widzi Pan … poprzedni nauczyciel nie potrafił mi dokładnie wytłumaczyć co i jak. Ale Pan na pewno wszystkiego mnie nauczy – wyszczerzyła się.
- Postaram się – podszedł do nich i zaczął tłumaczyć. Ja się skupiłam na swoim projekcie. Postanowiłam zrobić własną okładkę, ale wzorując się na innej. Wybrałam ''Thriller'' Michaela. To przyszło mi pierwsze do głowy i postanowiłam tak zrobić. Okładka różniła się od oryginału i o to chodziło. Po 40 minutach miałam wszystko skończone. Pan Baxter do mnie podszedł – Widzę, że nie potrzebujesz pomocy. Świetnie Ci to wyszło. Masz piątkę – uśmiechnął się.
- Dziękuje – przez kolejne 20 minut nie miałam co robić. Pozwolił wyjść wszystkim, którzy skończyli wcześniej. Zabrałam rzeczy i wyszłam z sali. Usłyszałam swoje imię.
- Jesteś Betty, tak? - zapytał Baxter.
- Tak .. o co chodzi?
- Jesteś bardzo uzdolniona i pomyślałem, że jeżeli byś chciała, to mogę Cię nauczyć jeszcze trudniejszych rzeczy.
- Naprawdę?
- Tak .. masz tutaj mój adres i …
- Proszę Pana .. - wiedziałam o co mu chodziło.
- Mów mi Evan.
- Dziękuje za propozycje, ale nie skorzystam. Wystarczy mi to czego się nauczę na zajęciach.
- Jesteś pewna? Szkoda, żeby taki talent się zmarnował.
- To miłe z Pana strony, ale inni też świetnie sobie radzą. Proszę im zaproponować. Do widzenia – podeszłam do swojej szafki, a ten za mną.
- W takim razie spotkajmy się prywatnie. Jesteśmy prawie w tym samym wieku.
- Ale jest Pan moim nauczycielem.
- Nikt się nie dowie – zbliżył się do mnie – To będzie nasza słodka tajemnica.
- Muszę już iść – zabrałam resztę rzeczy i wyszłam ze szkoły. Co za typ. Wiedziałam od początku, że ze mną flirtował. Dobrze, że miałam się komu wygadać i tą osobą był Mike. Czekałam już na niego na parkingu. Przyjechał punktualnie. Ale zamiast niego z samochody wysiadł jakiś potężny facet ubrany na czarno.
- Czy Panna Betty Henderson? - zapytał.
- Tak – odpowiedziałam niepewnie.
- Jestem z polecenia Pana Jacksona. Prosił abym odwiózł Panią ponieważ coś mu wypadło i nie mógł przyjechać. Jestem Tom.
- To może ja się przejdę …
- Pan Jackson kazał bezpiecznie zawieść Panią do domu. Mogę do niego zadzwonić jeżeli Pani chce – kiwnęłam głową. W samochodzie był telefon – Szefie .. jestem pod szkołą. Panna Henderson ma pewne obawy. Oczywiście .. już ją daje – odebrałam.
- Mike?
- Cześć .. wybacz, że nie przyjechałem, ale coś mnie zatrzymało w studiu. Tom odwiezie Cię do domu. Nie musisz się Go obawiać.
- No dobrze. Kiedy się zobaczymy? Chcę z Tobą porozmawiać.
- Wieczorem do Ciebie zadzwonię i się umówimy.
- Ok. Pa.
- Pa – rozłączył się.
- Możemy już jechać? - zapytał.
- Tak – wsiadłam z tyłu – Przepraszam za moje podejrzenia.
- To normalne – zobaczyłam w lusterku, że się uśmiechnął. Jechaliśmy już jakiś czas. Patrzyłam przez szybę i zdałam sobie sprawę, że ta droga nie prowadzi do mojego domu.
- Dokąd jedziemy? - przełknęłam ślinę.
- Wykonuje polecenia Pana Jacksona – na początku się przestraszyłam. Parę minut później zatrzymaliśmy się pod ogromnym budynkiem – Jesteśmy.
- Czyli gdzie? - wysiadł i otworzył mi drzwi. Stałam już na dworze.
- Pan Jackson czeka na ostatnim piętrze – powiedział i wrócił do samochodu. Weszłam do budynku i wsiadłam do windy. Nacisnęłam przycisk z napisem 62. W końcu dojechałam na ostatnie piętro. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać i co ja tutaj robię. Niepewnie wysiadłam i zobaczyłam Michaela. Podszedł do mnie z uśmiechem.
- Ty oszuście! - chciałam być poważna, ale nie wyszło mi i się roześmiałam.
- To miała być niespodzianka.
- Udała Ci się, ale po co tutaj jesteśmy?
- Wczoraj zaprosiłaś mnie na obiad i chciałem się odwdzięczyć tym samym.
- Tutaj jest restauracja?
- Tak … chodź – wziął mnie za rękę. Poszłam za nim. Po przekroczeniu drzwi ujrzałam mnóstwo stolików. Nie kłamał. To była restauracja. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy obiad. Oczywiście byliśmy sami.
- Nie musiałeś … zaprosiłam Cię, żeby mama zmieniła o Tobie zdanie. Co miałeś na myśli mówiąc, że wszystko zależy ode mnie?
- Naprawdę nie wiesz? - pokiwałam przecząco głową – To jasne, że twoja mama jest do Ciebie przywiązana i jest zazdrosna o innych. Gdybym był dziewczyną było by tak samo.
- To co według Ciebie mam robić? Nie jestem jak inne. Nie włóczę się po mieście … nie lubię tego.
- Ale musisz to zmienić. Musi zrozumieć, że też masz prawo do własnego życia. Jeżeli teraz nic nie zrobisz, to już do końca życia pozostaniesz córeczką mamusi. Będziesz mogła wychodzić tylko z nią. Chcesz, żeby tak było?
- Nie … ale jestem bezsilna.
- Może zacznij wychodzić ze znajomymi … po jakimś czasie zobaczy, że nie może Cię trzymać w domu.
- Nie mam znajomych – opuściłam głowę.
- Każdy ma – pokręciłam przecząco głową – Dlaczego?
- Przez ojca, ale nie chcę o tym rozmawiać.
- No dobrze …. to już nie wiem co masz z tym zrobić …. jedynie co możesz to być stanowcza i się jej postawić. Jesteś dorosła i nie może Cię tak traktować.
- Wiem, że masz rację, ale to tylko wydaje się takie proste.
- Wierzę, że będzie dobrze. Zmieńmy już temat. Mówiłaś przez telefon, że chcesz ze mną porozmawiać.
- Jesteś jedyną osobą, której mogę się wygadać … nie licząc mamy, ale z nią to co innego.
- Wal prosto z mostu – zaśmiał się.
- Dzisiaj mieliśmy zajęcia z nowym nauczycielem od informatyki.
- I co fajny?
- Może być … jest prawie w naszym wieku .. ma 25 lat i plastiki do niego zarywają.
- Typowy blondas, co?
- Skąd wiesz?
- Intuicja …. był dla Ciebie miły? Bo jak nie, to będę musiał z nim ręcznie porozmawiać – udał poważnego i zaczął podciągać rękawy do góry. Zaśmiałam się.
- Tak .. był miły, więc Twoja interwencja jest zbędna.
- Ma szczęście.
- Ale .. aż za bardzo był miły.
- Co to znaczy? - głupio mi było o tym mówić.
- Potem jak wyszłam już z zajęć … wyszedł za mną i … chciał się umówić … można powiedzieć, że ze mną flirtował.
- Co takiego?! - wkurzył się.
- Ciszej – poprosiłam bo kelner się aż spojrzał.
- Przecież jesteś jego uczennicą. Jak On mógł Ci zaproponować randkę.
- To nie ma znaczenia i tak się nie zgodziłam. Nie lubię takich typków.
- A gdyby był inny, to byś się zgodziła?
- Nie wiem … może.
- Fajnie – nie patrzył już na mnie.
- Muszę iść do toalety – nie wiedziałam dlaczego aż tak się tym zdenerwował. Gdy wróciłam, stał przy tym wielkim oknie, które było od sufitu do podłogi. Podeszłam do niego – Już jestem – kiwnął tylko głową. Wyglądał jak by nad czymś myślał – Wracamy już?
- Jeszcze chwila.
- Ok – ja też patrzyłam na widok za oknem. Kątem oka zauważyłam, że na mnie patrzy. Odwróciłam głowę w jego stronę. Stanął do mnie przodem. Zrobiłam to samo.
- Betty … - złapał mnie delikatnie za ramiona. Przybliżył się bardziej – Nie wiem jak to powiedzieć – opuścił głowę, a po chwili spojrzał mi w oczy. Jego twarz była coraz bliżej mojej. W ostatniej chwili cofnęłam się.
- Co Ty robisz? - spojrzałam się na niego zaskoczona.
- Rozumiem … za szybko .. przepraszam.
- Co za szybko? Nie rozumiem …. myślałam, że jesteśmy tylko przyjaciółmi – teraz to On się na mnie patrzył ze zdziwieniem.
- A ja myślałem, że powiedziałaś tylko tak, żeby Twoja mama się nie czepiała.
- Czyli … od początku widziałaś we mnie … - nie wiedziałam jak dobrać słowa.
- Piękną, młodą kobietę.
- Ale ja … Boże …. chciałam tylko przyjaźni … naprawdę.
- No … dobrze … skoro tego właśnie chcesz … niech będzie – nie był z tego zadowolony, ale się uśmiechnął. Odwiózł mnie pod dom. Żadne z nas się nie odzywało.
- To … do zobaczenia – powiedziałam i już wysiadałam.
- Pa – odpowiedział smutno. Mama od progu mnie przywitała.
- Gdzieś Ty była?! Zajęcia skończyłaś trzy godziny temu.
- Michael zabrał mnie na obiad.
- Już Ci powiedziałam, że masz przestać się z nim spotykać! - nie miałam siły się z nią kłócić i poszłam do siebie. Strasznie długo zajęło mi odrabianie lekcji, a to dlatego, że nie mogłam się skupić. Skończyłam po 20 i w tym samym czasie do pokoju weszła mama – Przemyślałaś to już sobie?
- Ale co?
- Znajomość z Jacksonem.
- On ma imię! I nie będziesz mi mówiła z kim mogę się spotykać.
- Naprawdę chcesz się spotykać z kimś taki? Nie widzisz co On ze sobą zrobił? Był czarnoskóry, a teraz jest coraz bardziej bledszy. Jak można nie akceptować swojej rasy.
- Coś Ty powiedziała?! Nie wiesz dlaczego taki się stał! Może jest chory! Mam tego dosyć! - wzięłam bluzę, którą miałam pod ręką i wybiegłam z domu. Akurat natrafiłam na autobus. Przejechałam całe miasto i wysiadłam dopiero na pętli. Byłam przerażona. Nie było żywej duszy, oprócz kierowcy autobusu, który już szedł do domu. Pętla była oddalona od mojego domu jakieś 6 km i nie było mowy abym tyle wracała na dodatek po ciemku. Podbiegłam szybko do tego faceta – Przepraszam – zatrzymał się i odwrócił – Czy mogłabym skorzystać z Pana telefonu?
- Słucham?
- Utknęłam tutaj i muszę zadzwonić po znajomego, żeby po mnie przyjechał. Bardzo Pana proszę – popatrzył na mnie przez chwilę i dał mi telefon. Na szczęście pamiętałam numer do Michaela.
- Tak? - odebrał.
- Mike? Jesteś zajęty?
- Nie .. właśnie kładę się spać.
- Mógłbyś po mnie przyjechać?
- Coś się stało?
- Jestem na pętli autobusowej.
- Co Ty tam robisz?
- Później Ci wyjaśnię.
- Już jadę. Nie ruszaj się stamtąd – rozłączył się. Oddałam kierowcy telefon.
- Bardzo Panu dziękuje.
- Nie ma za co – odszedł. Zostałam kompletnie sama na tym odludziu. Usiadłam na krawężniku. Po 10 minutach zobaczyłam światła i samochód Michaela. Zatrzymał się i wysiadł.
- Boże .. co Ty tutaj robisz? - podszedł do mnie.
- Matka mnie wkurzyła – wtuliłam się w niego. Tak po prostu. Nie odepchnął mnie, tylko przytulił. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać – Przepraszam, że do Ciebie zadzwoniłam, ale nie miałam do kogo innego.
- Dobrze, że zadzwoniłaś i nie płacz już. Powiesz co się stało? - mówił tak łagodnie, że to było niebywałe wśród facetów.
- Po tym jak wróciłam do domu, znowu się czepiała, ale zignorowałam ją. Myślałam, że da mi już spokój, ale weszła do mojego pokoju i zaczęła mówić o Tobie niemiłe rzeczy. Nie miałam zamiaru tego słuchać i wybiegłam z domu. Wsiadłam do tego autobusu i jeździłam po całym mieście aż trafiłam tutaj. Kierowca pozwolił mi zadzwonić. Strasznie się bałam.
- Cii … już nie masz czego – głaskał mnie po włosach – Jesteś bezpieczna – zaprowadził mnie do samochodu. Po chwili sam się w nim znalazł – Zawiozę Cię do domu.
- Nie!
- Nie? - spojrzał się na mnie zaskoczony.
- Nie mam ochoty tam wracać.
- No dobrze … to może …. pojedziemy do mnie – czekał na moją odpowiedź. Kiwnęłam tylko głową. Byłam zmęczona i oczy mi się zamykały. Walczyłam, żeby nie zasnąć, ale słabo mi wychodziło. Gdy dojechaliśmy pod dom Michaela, byłam na wpół przytomna – Jesteś zmęczona – powiedział i wysiadł z samochodu. Otworzył drzwi po mojej stronie i wziął mnie na ręce. Zaniósł do domu i położył chyba na kanapie – Prześpij się.
- Ale … nie mogę zostać – wypowiedziałam z trudem.
- Prześpij się trochę, a później Cie odwiozę, ok? - przykrył mnie kocem i zasnęłam. Otworzyłam oczy. Byłam w nieznanym mi miejscu. Zaczęłam się rozglądać. Leżałam na ogromnym łóżku. Dostrzegłam Michaela. Stał przy oknie.
- Gdzie jestem? - obejrzał się na mnie.
- W mojej sypialni. Pomyślałem, że tutaj będzie Ci wygodniej – spojrzałam na zegarek. Było po 24 – Na pewno nie wolisz zostać? Mam wolne sypialnie.
- Wole nie ryzykować zachowania mamy. Poza tym mam jutro zajęcia. Skorzystam z toalety i możemy jechać.
- Ok – wskazał mi swoją łazienkę w pokoju. Zrobiłam to co trzeba. Zobaczyłam na umywalce pełno jakiś leków. Mike siedział na łóżku z opuszczoną głową.
- Już jestem … jedziemy?
- Możesz mi powiedzieć co mówiła o mnie Twoja mama?
- To nie było nic przyjemnego – usiadłam obok niego.
- Domyślam się, ale chce wiedzieć.
- Na pewno?
- Tak … prasa i tak mówi o mnie same bzdury, więc jestem przyzwyczajony.
- No .. więc …. powiedziała, że …. nie akceptujesz swojej rasy …
- Bo się zmieniłem, tak? - przytaknęłam – Muszę Ci coś powiedzieć – wziął głęboki wdech – Jestem chory … to nic poważnego, ale … będę się zmieniał … teraz to jeszcze nic w porównaniu co będzie później … najgorsze, że nie ma na to żadnego lekarstwa … to jest bielactwo i będę coraz bardziej biały – był załamany.
- Ale będziesz z tym żył, tak?
- Tak, ale czasami wolałbym … - przerwałam mu.
- Nie mów tak. Nie jesteś sam.
- Po prostu mam dosyć tego jak ludzie na mnie patrzą.
- A te wszystkie tabletki w łazience? Po co Ci One?
- Mam problemy ze spaniem i bólami głowy.
- Ale aż tyle? - nie odpowiedział – Nie musisz ich brać.
- Muszę .. inaczej nie zasnę.
- Od dawna bierzesz?
- Nie pamiętam dokładnie, ale wszystko się zaczęło po tym wypadku, gdy włosy mi się zapaliły.
- Czytałam o tym. Chciałabym Ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak.
- Wystarczy mi, że nie uciekłaś – spojrzał się na mnie.
- Tak zachowałaby się tylko świnia.
- Dziękuje … lepiej już jedźmy.
- Masz rację – wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę byłam zamyślona. Zrozumiałam, że tak naprawdę Mike jest samotnym człowiekiem. Pomimo tych wszystkich pieniędzy i sławy, nie ma nikogo. Nie mówię o rodzinie ani Liz Taylor. Drugą rzeczą jaka mnie martwiła, były leki. Przecież nie można brać tylu tabletek. Nie wiedziałam co zrobić.
- No to jesteśmy – ocknęłam się. Zobaczyłam, że mama idzie w naszą stronę. Wysiadłam, a jemu kazałam zostać w samochodzie.
- Wiesz, która godzina?!
- Jestem dorosła, mamo!
- Byłaś z nim?!
- U niego – wyminęła mnie i kazała mu wysiąść – Daj mu spokój!
- Mówię po raz ostatni .. zostaw Betty w spokoju!
- Nie chcę być niegrzeczny, ale Betty sama decyduje z kim się chcę spotykać i jest dorosła – stanął obok mnie.
- Odczepisz się, czy nie?!
- Jeżeli Betty tego chcę, to tak – spojrzała się na mnie.
- Nie! Nie mamo! Nic nie możesz zrobić.
- Ale policja może!
- Chyba żartujesz.
- Proszę bardzo. Niech Pani dzwoni. Chętnie na nich zaczekam i wszystko się w końcu wyjaśni – powiedział Mike. Spojrzałam się na niego zaskoczona – Nie mamy się czego bać. Nic złego nie robimy.
- Zobaczymy! - poszła do domu i zadzwoniła po nich. Nie sądziłam, że jest do tego zdolna. Policja przyjechała po 20 minutach.
- Dobry wieczór. To Pani dzwoniła? - zwrócił się policjant do mamy. Była jeszcze z nim młoda policjantka.
- Tak.
- O co chodzi?
- Pan Jackson nie chce się odczepić od mojej córki. Ciągle gdzieś ją wyciąga. A dzisiaj przeszedł samego siebie. Wróciła grubo po 24! Nie wiadomo co jeszcze z nią robi!
- Ale spokojnie. Ile córka ma lat?
- 20 – odpowiedziałam za nią. Policjant spojrzał się na swoją koleżankę i widać było, że śmiać im się chciało.
- W takim razie nie wiem co my tutaj robimy. Pani córka jest dorosła i może wracać kiedy chcę.
- Ale On ją przetrzymuje!
- To prawda? - zapytał się mnie.
- Oczywiście, że nie. Jesteśmy przyjaciółmi i lubimy spędzać ze sobą czas – Mike stał cały czas przy mnie.
- Pani Henderson myśli, że jestem jakimś psychopatą i coś zrobię Betty.
- Jeszcze raz powtarzam … córka jest dorosła i może robić co chcę. Nic tu po nas. Dobranoc Państwu.
- Nic nie zrobicie? - nie dawała za wygraną.
- Właśnie próbuje to Pani wyjaśnić. Nic nie możemy. Panna Henderson i Pan Jackson są dorosłymi ludźmi – odjechali.
- Jesteś z siebie dumna? Nie spodziewałam się tego po Tobie – powiedziałam. Poszła do domu – Jak Ona mogła?
- Przynajmniej ktoś jej wytłumaczył, że nic Ci nie może zabronić ani kazać.
- Z nią nie pójdzie tak łatwo. Idę się położyć, ale nie wiem jak zasnę.
- Nie denerwuj się tym. Z czasem zrozumie, że nic nie jest w stanie zrobić i nie mam zamiaru Cię skrzywdzić.
- Mam nadzieję, że tak będzie. Dobranoc.
- Przyjadę jutro po Ciebie i nie chcę słyszeć odmowy – uśmiechnął się. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu. Nie mogłam w to uwierzyć. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać i od razu poszłam do siebie. Teraz na dodatek zaczęłam się martwić o Michaela. Nie może brać tylu leków. Ale co ja mogłam. I tak mnie nie posłucha. Po strasznych męczarniach udało mi się zasnąć.