sobota, 24 stycznia 2015

Chapter 14

Witajcie!
Przepraszam za wszelkie błędy, ale mam grypę, wiec sami rozumiecie. Powiem jeszcze, że za tydzień również pojawi się notka na Betty :)
Zapraszam do czytania oraz komentowania ;) Od razu dziękuje za wszystkie szczere komentarze. Są motywujące do pisania i wiem, że mam dla kogo pisać :)


                                                                       ~~~~~~~~~~


Obudziłam się następnego dnia w swoim łóżku. Rozejrzałam się. Byłam sama i nie dałam rady wstać. Kręciło mi się w głowie i wszystko mnie bolało. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie poszłam dzisiaj na zajęcia, ale pewnie mama już zadzwoniła i powiadomiła dyrekcję. Drzwi się otworzyły i zobaczyłam mamę. Podeszła i usiadła obok mnie na łóżku.
- Jak się czujesz? - myślałam, że jej pytanie było żartem.
- Żartujesz sobie? Jak mam się czuć? Nie dość, że wszystko mnie boli po pobiciu, to na dodatek zrobił to mój własny ojciec. Zresztą .. ja nie mam już ojca.
- Eh .. wiem, że cierpisz …
- Przestań .. nie mam siły na rozmowę. Poza tym i tak wiem, że jest bezcelowa.
- No dobrze. Nie będę Cie męczyła. Ale powiedź tylko jak spotkanie z Niną?
- Tak jak się spodziewałam. Nie ma kasy i tyle, a teraz możesz mnie już zostawić?
- Już sobie idę – wyszła. Nagle przypomniało mi się o Michaelu i o tym, że miałam dzisiaj po zajęciach do niego pojechać. Musiałam do niego zadzwonić i powiedzieć, że nie przyjadę. Wykręciłam do niego numer i czekałam aż odbierze.
- Słucham?
- Cześć Mike.
- O Betty – wyraźnie się ucieszył – Czekam na Ciebie.
- Ja właśnie dzwonię w tej sprawie. Niestety nie mogę przyjechać.
- Ale dlaczego? Coś się stało? - zaniepokoił się.
- Nie .. właściwie tak … dzisiaj źle się czuję. Nawet nie poszłam na zajęcia.
- Ojej .. to coś poważnego?
- Nie. Chyba jutro już pójdę do szkoły i wpadnę do Ciebie, dobrze?
- Ok, ale jeżeli nie dasz rady, to zrozumiem.
- Obiecałam, że się Tobą zaopiekuje i słowa dotrzymam. Jak się czujesz?
- Dzisiaj trochę lepiej.
- A nie wstajesz? Wiesz, że masz leżeć.
- Tak wiem mamusiu. Grzecznie leże i czekam. Robię tylko wyjątki, żeby coś zjeść i pójść siusiu. Chyba tyle to mogę?
- Hehe tak, tyle możesz.
- Uff … bo się bałem, że mi się oberwie.
- Nie miałabym serca Cie bić.
- Uspokoiłaś mnie. Jednak nie jesteś taka zła i okrutna.
- No wiesz co .. powinnam się chyba obrazić. Nie wiem nawet skąd taki wniosek na mój temat. Zawsze jestem spokojna.
- Droczę się tylko.
- Wiem Mikey – było mi źle z tym, że Go okłamuje i czułam, że zaraz zacznę płakać – Będę już kończyła.
- Betty …
- Odpoczywaj – szybko się rozłączyłam i od razu rozpłakałam. Tak bardzo Cie przepraszam. Nie masz pojęcia jak bardzo chciałabym Ci powiedzieć prawdę, ale nie mogę. Po godzinie przyszła mama. Bez pytania otworzyła moją szafę i wyciągnęła koszulę Michaela.
- To przez to miałaś problemy.
- Zostaw to. Odłóż na swoje miejsce.
- Wyrzucę ją – chciała ją zabrać.
- Nie! Muszę ją oddać Michaelowi.
- Dlaczego do tego czasu tego nie zrobiłaś? Po co ją trzymasz?
- Zapomniałam .. zdarza się. Mam dużo na głowie.
- Powiedź mi – usiadła na rogu łóżka – Czy łączy Was coś więcej? Widzę, że się zmieniłaś – przez ułamek sekundy chciałam jej powiedzieć prawdę, ale na szczęście się opamiętałam.
- Nie mamo … już Ci mówiłam, że jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Dlaczego mi nie wierzysz? Dałam Ci jakiś powód?
- Po prostu nigdy nie byłaś w towarzystwie chłopców, nie wspominając o mężczyznach.
- I co z tego? Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
- Słucham??
- Od pewnego czasu myślisz tylko o jednym, a ja nie miałam tego na myśli. Towarzystwo Michaela mi jak najbardziej odpowiada. Mam jeszcze Steffi jak wiesz i z nią też mnie nic nie łączy, uprzedzając Twoje pytanie.
- To nie jest śmieszne.
- Jest mamo. To jest bardzo śmieszne co Ty mówisz. Nie daje Ci powodu abyś miała mi nie wierzyć.
- Może … faktycznie przesadzam.
- Nareszcie …. czyli .. nie będziesz mi dokuczała, gdy będę miała spotkanie z Michaelem albo będę chciała Go tutaj zaprosić? - zastanawiała się chwilę.
- Ehh … no dobrze … chociaż nadal nie pochwalam tego, ale odpuszczę Ci. Mam nadzieje, że nie będę tego żałowała i nic Ci nie zrobi.
- Dziękuje – przytuliłam się do niej, pomimo bólu całego ciała – Nic mi nie zrobi. Bardzo mu ufam. Nie jest taki.
- Ale będę miała na niego oko.
- Jak zawsze. Przepraszam, ale mogła byś mnie zostawić samą? Chciałabym się przespać, a i odwieś koszulę.
- Dobrze. Przyniosę Ci obiad – powiesiła koszulę Michaela z powrotem i wyszła. Położyłam się. Nadal nie mogłam w to uwierzyć, a może mi się tylko śniło? Nie .. to stało się naprawdę. Mama w końcu zaakceptowała Michaela. Ale byłam pewna, że gdybym jej powiedziała prawdę o moich uczuciach do niego, wcale by tak nie postąpiła. Wręcz przeciwnie. Może kiedyś się dowie. Zamknęłam oczy i z uśmiechem na ustach, zasnęłam.

                                                                        ~~~~~~                               

Na zajęcia poszłam dopiero w środę. Czułam się już lepiej. Bolały mnie jeszcze trochę plecy, ale na tyle, że dałam radę iść. Chciałam zrobić Michaelowi niespodziankę i nie powiedziałam, że dzisiaj do niego przyjdę. Miałam nadzieje, że mnie nie oszukuje i leży w łóżku. Trudno było Go zatrzymać w łóżku. Gdy pojawiłam się w szkole od razu podeszła do mnie Steffi.
- Cześć. Nareszcie jesteś – uśmiechnęła się.
- Cześć. Nom .. chyba jakiś wirus mnie złapał, czy coś, ale już się lepiej czuje.
- To dobrze. A nie przywiózł Cie Twój przyjaciel?
- Wyjątkowo nie .. też zachorował i kazałam mu zostać w łóżku.
- Widzę, ze się Ciebie słucha. Zapłaciłaś już za kolejny rok?
- Yyy … jeszcze nie. Mama nie miała czasu iść do banku. Muszę powiedzieć dzisiaj o tym nauczycielce.
Z naszą wychowawczynią mieliśmy ostatnią lekcję. Nie powinnam się stresować tą rozmową, bo wiedziałam co mi powie, ale pomimo to się bałam. Poczekałam aż wszyscy opuścili klasę i podeszłam do biurka, przy którym siedzi moja nauczycielka.
- Mogę z Panią porozmawiać?
- Oczywiście. O co chodzi Betty? - trochę mnie zdziwiło jej pytanie. Myślałam, że od razu powie, że to koniec mojej nauki. Odłożyła papiery i czekała na to co powiem.
- Bo .. chodzi o zapłatę za kolejny rok ..
- Mów dalej.
- Niestety .. nie opłacę kolejnego roku … wiem, że oznacza to .. - przerwała mi.
- Ale szkoła dostała już wpłatę za kolejny rok na Twoje studia. Wszystko jest już załatwione. Tylko o tym chciałaś porozmawiać?
- Tak, ale …. nie rozumiem … skąd ta wpłata?
- Wczoraj był tutaj pewien mężczyzna i powiedział, że chce zapłacić za Twoje studia i że wiesz o tym. Oczywiście się zgodziłam.
- Ale .. - nie rozumiałam – Nic nie wiedziałam …
- Może chciał zrobić Ci niespodziankę. Także nie musisz się już martwić.
- No .. dobrze … nie zabieram już Pani czas. Do widzenia – wyszłam z sali i oparłam się plecami o ścianę. Myślałam kim był ten mężczyzna. Ale po chwili wszystko stało się jasne. Michael … to On zapłacił. A przecież Go prosiłam. Czeka Nas poważna rozmowa. Zabrałam swoje rzeczy z szafki i poszłam na autobus. Wcześniej się cieszyłam ze spotkania z Michaelem, ale teraz już się nie cieszę. Byłam na niego zła. Zapukałam i czekałam aż otworzy.
- Betty, nareszcie przyszłaś – uśmiechał się. Za to ja miałam poważną i złą minę. Weszłam do środka i zaczęłam.
- Jak mogłeś to zrobić?
- O czym ..
- Nie udawaj! - uniosłam głos – Dobrze wiesz o czym mówię. Myślałeś, że się nie dowiem?
- Eh .. Betty … daj mi wyjaśnić ..
- Dlaczego? Przecież mówiłam, że nie chce od Ciebie pieniędzy, bo nie dla nich się z Tobą przyjaźnię. Musiałeś zrobić po swojemu. Zawiodłeś mnie.
- Nie .. proszę nie mów tak. Nie chce Cie stracić ..
- Dlaczego? - ponownie zapytałam.
- Wiem, że nie powinienem, ale nie mogłem dopuścić abyś została wyrzucona z uczelni. Wiem jak bardzo chcesz studiować. Nie zrobiłem tego, bo nie liczę się z Twoim zdaniem, ale zrobiłem to dla Ciebie .. tylko i wyłącznie. Proszę .. uwierz mi … chce tylko Twojego szczęścia.
- Dobrze wiesz, że nie zgodziłabym się na to .. dlatego zrobiłeś to za moimi plecami.
- Źle zrobiłem .. wiem o tym, ale proszę Cie ..
- Czy zawsze musi być wszystko tak jak chcesz?
- Nie …
- A właśnie, że tak … właśnie dałeś tego dowód .. wiesz co? Pójdę już. Chciałam tylko, żebyś wiedział, że czuje się zawiedziona – podeszłam do drzwi. Wzięłam głęboki wdech i je otworzyłam.
- Nie – podszedł i je zamknął – Nie dam Ci odejść … nie pozwolę aby przez moją głupotę zakończyła się ta przyjaźń – wziął moją twarz w swoje dłonie i spojrzał w oczy – Wybacz mi to … obiecuje, że już nigdy tak nie postąpię .. - zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Nasze usta dzieliły już tylko milimetry, a serce waliło mi jak szalone. Myślałam, że mnie pocałuje, ale nie zrobił tego. Jego usta zmieniły kierunek i pocałował mnie w policzek. Byłam trochę zawiedziona – Przepraszam – wyszeptał. Dlaczego On był tak bardzo przekonywający? A może to z powodu moich uczuć do niego. Sama już nie wiem.
- Mike … dobrze .. wybaczam Ci, bo to był pierwszy raz, ale proszę .. nie rób tak więcej .. nie lubię tego.
- Przysięgam – przytulił mnie – Mam nadzieje, że teraz mi nie uciekniesz.
- Pod warunkiem, że to był pierwszy i ostatni raz.
- Już nie będę. Obiecałem. Chodźmy do salonu – przepuścił mnie pierwszą i usiedliśmy na kanapie – Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki. Powiedź .. jak się czujesz?
- Dużo lepiej, a Ty?
- Też … a tak w ogóle to jak to zrobiłeś? Przecież miałeś nie wychodzić z domu.
- I nie wychodziłem. Wysłałem mojego pracownika.
- Sprytnie .. jest jeszcze coś o czym powinnam wiedzieć?
- Noo … tak .. - podrapał się po głowie – Masz opłacone całe studia. Tylko nie krzycz – powiedział pospiesznie. Przymknęłam oczy.
- Mike … nie wierzę … musiałeś, co?
- Nie, ale chciałem i przypominam, że to jest wciąż moje jedno wykroczenie, bo dotyczy tego samego.
- Cwaniak, ale niech będzie. I pamiętaj .. - pogroziłam mu palcem.
- Będę pamiętał. Mama wie, że tutaj jesteś?
- Nie. Przyjechałam prosto z uczelni.
- Wiesz, że tak szybko Cie nie wypuszczę.
- Domyślam się.
- Więc powinienem zamknąć drzwi na klucz – zaśmialiśmy się. No tak przecież On jeszcze o niczym nie wiedział.
- A nie musisz. Mam dla Ciebie niespodziankę.
- Lubię niespodzianki. No to mów, bo się nie mogę doczekać.
- Więc .. rozmawiałam ostatnio z mamą i … zgodziła się abym się z Tobą widywała .. - jego mina była bezcenna.
- Żartujesz?
- Hehe nie .. mówię zupełnie serio, ale to nie wszystko. Możesz mnie też odwiedzać u mnie w domu.
- Teraz to naprawdę żartujesz.
- Myślałam, że się ucieszysz – zrobiłam smutną minkę.
- Oczywiście, że się cieszę. Po prostu mnie zaskoczyłaś. Już nie pamiętam kiedy byłem taki szczęśliwy. Naprawdę.
- Hm .. nie wiem, czy mogę Ci wierzyć – specjalnie to powiedziałam.
- Jak chcesz to Cie zaraz wyleczę z tych wątpliwości.
- Pf .. niby jak?
- Teraz to się doigrałaś – dosłownie rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Pod wpływem jego ciężaru, poległam na tej kanapie.
- Niee … Mi .. Mike … haha … proszę .. hahaha .. przestań – próbowałam złapać Go za ręce, ale nie dałam rady.
- Wiesz kiedy przestanę.
- Dobrze .. haha …. wierzę Ci .. - na chwilę przestał. Nachylał swoją twarz nad moją.
- Mówisz prawdę, czy tylko po to abym przestał, hm?
- Prawdę .. - nie byłam w stanie nic więcej powiedzieć. Jego twarz była tak blisko mojej. Znowu to samo uczucie, znowu serce mi przyspieszyło. Patrzyłam mu w oczy. Chyba czuł to samo. Też nic nie mówił, tylko się patrzył – Mike .. - dotknęłam jego twarz. Nie zdziwił się. Po chwili się opamiętał i zmienił pozycję na poprzednią. Pomógł mi się podnieść i usiąść.
- Wierzę Ci – atmosfera stała się inna. Oboje to czuliśmy i nie wiedzieliśmy jak się zachować. Rozmowa przychodziła nam z trudem i byliśmy zakłopotani. Zostałam u Michaela dwie godziny i musiałam iść, a raczej chciałam. Na dworze poczułam wielką ulgę. Nie musiałam już udawać przed Michelem, nie było to łatwe. Boże, dlaczego musiałam się w nim zakochać. Właśnie w nim. W moim przyjacielu. Na przystanku rozmyślałam, czy aby nie za szybko mu wybaczyłam. Prawdą było, że na nikogo nie umiałam się długo gniewać. Wyjątkiem była moja siostra, ale z nią to inna historia. Może źle zrobiłam. Powinnam Go trochę przetrzymać. Chwila .. co ja gadam? Przetrzymać? Przecież nie jesteśmy parą. Chyba mi powoli odbija. Mimo wszystko byłam szczęśliwa, że mogę dalej studiować i musiałam powiedzieć o tym mamie. Chyba zapomniałam podziękować za to Michaelowi. Zrobię to przy pierwszej okazji. Weszłam do domu.
- Spóźniłaś się na obiad – usłyszałam z kuchni. Poszłam tam.
- Przepraszam, ale … byłam u Michaela – czekałam na jej reakcje.
- Aha – tylko tyle? W sumie to nawet dobrze. Koniec z przy gryzkami z jej strony.
- Ostatnio nie czuł się najlepiej i chciałam sprawdzić jak się czuje.
- Rozumiem. Zaraz odgrzeje ci obiad.
- Ok – poszłam do łazienki umyć ręce i wróciłam. Usiadłam przy stole. Mama podała mi obiad.
- Smacznego.
- Dziękuje – nie wiedziałam, czy powiedzieć jej teraz – Mamo?
- Tak? - usiadła.
- Kiedy pójdziemy kupić nowe książki? - specjalnie tak zaczęłam.
- A po co Ci nowe? To ostatni Twój rok …
- Zaskoczę Cie, ale nie. Mam opłacone całe studia.
- Ale .. jak to .. przecież ..
- Bo … dzisiaj się dowiedziałam, że … Michael opłacił moje studia.
- Co takiego?
- Też byłam zaskoczona i nie prosiłam Go o to.
- Ale ja żartowałam z tym, że ma za Ciebie zapłacić. Byłam zwyczajnie zła.
- Tak myślałam. Mike jak się dowiedział, że nie mam za co zapłacić, to dawał mi pieniądze, ale ich nie przyjęłam, dlatego zrobił mi niespodziankę i sam zapłacił.
- Tylko, że nie wiem kiedy będę mogła mu oddać.
- Mike nie chce, żebym mu oddała – spojrzała się na mnie znacząco – O co chodzi?
- Nie wydaje Cie się to dziwne? Nikt nie robi tak drogich prezentów bezinteresownie.
- Co znowu sugerujesz?
- Oddam mu całość choćbym miała się zapożyczyć, ale nie pozwolę abyś mu się oddała.
- Chyba się przesłyszałam! Co to ma znaczyć? Po pierwsze już Ci powiedziałam, że Michael taki nie jest, a po drugie znasz mnie całe życie i dobrze wiesz, że nigdy bym nie spłaciła w ten sposób swoich długów – wstałam od stołu.
- A obiad?
- Odechciało mi się – poszłam od razu do siebie. Znowu to robiła. A myślałam, że się zmieniła. Nie .. Ona nigdy się nie zmieni. Zrobiło mi się przykro. Mike ma dobre serce i zrobił to bo chciał mi pomóc, a nie dlatego, że chciał mnie zaciągnąć do łóżka. Nigdy w to nie uwierzę.

                                                                     ~~~~~~~~

Minęły dwa tygodnie od mojego ostatniego spotkania z Michaelem. Był zajęty pracą nad filmem i nie miał czasu. Tęskniłam za nim bardzo, ale rozumiałam to. To w końcu jego praca. Właśnie dostałam sms'a od Michaela, że za pół godziny przyjedzie. Tak .. przyjedzie do mnie do domu. Byłam ciekawa reakcji mamy, gdy Go zobaczy, a dodam, że w ogóle jej nie uprzedziłam. Na szczęście ojciec był dzisiaj na spotkaniu ze swoimi koleżkami i wróci późno. Godzina 19. Usłyszałam pukanie, ale czekałam u siebie aż mama otworzy. Po chwili moje drzwi się otworzyły.
- Mogę? - usłyszałam głos Michaela.
- Mikey! - od razu podbiegłam i się do niego przytuliłam. Zrobił to samo.
- O jak miło. Też się stęskniłem – niechętni się od niego odkleiłam i usiedliśmy na łóżku – Ale obiecuje, że już nigdy tak długo nie będziemy się nie widywać. I powiem Ci, że Twoja mama mnie zaskoczyła. Bez żadnych pretensji wpuściła mnie i powiedziała, że jesteś u siebie.
- Serio? W takim razie bardzo się cieszę, że dotrzymała słowa.
- I dobrze, że przynajmniej w malutkim stopniu się do mnie przekonała.
- To prawda. A jak praca nad filmem?
- Dobrze .. powiem więcej. Właśnie dzisiaj zakończyłem ostatnie zdjęcia i Disneylandzie pojawi się na samym początku wakacji.
- O czyli wszystko poszło po Twojej myśli?
- Tak, ale to nie wszystko.
- Co jeszcze?
- Pamiętasz jak Ci mówiłem, że zabiorę Cie do Paryża na premierę?
- No tak .. pamiętam.
- Więc .. - wyciągnął białą kopertę z kieszeni i mi podał – Otwórz – wzięłam kopertę do rąk i otworzyłam. Wyciągnęłam z niej …. dwa bilety samolotowe?
- … - zaniemówiłam.
- Zabieram Cie na samym początku wakacji do Paryża i nie przyjmuje odmowy. Spędzimy tam calutki tydzień. Bilety tak naprawdę nie są potrzebne, bo polecimy moim samolotem, ale chciałem, żeby było tak oficjalnie.
- Ale … ja nie wiem co na to moja mama. Nie będzie zachwycona.
- No tak, ale nie zabroni Ci jechać. Może nie będzie tak źle. Już się trochę zmieniła. Zostawię Cie bilet i jej pokażesz.
- Lepiej nie – bałam się, że ojciec Go znajdzie i znowu wpadnie w szał – Niech będą u Ciebie.
- Dobrze. Jak wolisz, ale na pewno chcesz jechać, tak?
- Oczywiście, że chce.

Mike posiedział u mnie godzinkę i musiał jechać. Nie dawał po sobie poznać, ale widziałam, że był zmęczony. Nie mogłam się doczekać wylotu. Ale została jeszcze najgorsza sprawa. Jak ja mam o tym powiedzieć mamie?  

sobota, 3 stycznia 2015

Chapter 13

Witajcie!
Jak tam w Nowym Roku? Mam nadzieje, że sylwester minął Wam bardzo dobrze, bo mi ... nawet dobrze ;D Ale nie będę przynudzała tylko zapraszam na notkę ;)


                                                                      ~~~~~~~~~~~


Była 6 rano w sobotę, a ja już nie spałam. Prawda była taka, że tej nocy nie mogłam spać. Co godzinę się budziłam i rozmyślałam o Michaelu. Jego telefon naprawdę mnie zaniepokoił. Najchętniej, to od razu wczoraj bym do niego pojechała. Nawet zapomniałam o swoich problemach. Leżałam i chciałam poczekać do 8, ale nie umiałam. Wstałam, ogarnęłam się i zeszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i gapiłam się na produkty, z których mogłabym zrobić sobie śniadanie, ale myślami byłam gdzie indziej.
- Nie śpisz już? - usłyszałam za sobą.
- Yy .. co?
- Pytałam dlaczego już nie śpisz?
- A tak jakoś .. nie mogłam. Myślałam o tym wszystkim.
- Ja też – spojrzałam się na nią, ale po chwili zrozumiałam, że chodzi jej o moje problemy ze studiami – Bardzo możliwe, że będziesz musiała zrezygnować ze studiów na jakiś czas.
- Jak Ty to sobie wyobrażasz?
- Nie mamy wyjścia. Nie jestem w stanie zapłacić za Twoje studia. Przynajmniej na razie. Co chcesz na śniadanie?
- Nic …. nie mam apetytu … pójdę do siebie – tak też zrobiłam. Spojrzałam na telefon. Zobaczyłam, że świeci się dioda sygnalizująca przyjście wiadomości. Odczytałam ją: ''To ja. Mam nadzieje, że Cie nie obudziłem. Przepraszam za wczoraj … nie chce Cie do niczego zmuszać. Nie musisz dzisiaj przychodzić.'' Co to miało znaczyć? Nie rozumiałam i już byłam pewna, że muszę do niego jechać. Wiadomość wysłał mi 5 minut temu, a to znaczy, że już nie śpi. Zabrałam swoje klucze i zeszłam na dół. Ubrałam buty i bluzę.
- Wybierasz się gdzieś? - wyszła z kuchni.
- Tak.
- Powiesz gdzie i to o tej godzinie?
- Mamo … muszę coś ważnego załatwić. Pewnie będę wieczorem.
- Tylko pamiętaj, że ojciec wraca o 20.
- Powinnam zdążyć.
- Jeszcze jedno. Dzwoniłam do Niny. Nie mówiłam o co chodzi, ale masz się z nią spotkać o 11 w jej pracy. Może będzie miała pożyczyć pieniądze.
- Musiałaś do niej dzwonić? Wiesz, że nie będę ją o nic prosiła.
- Nadal jesteś na nią zła, ale to był jej wybór. Spotkasz się z nią? Ja nie mogę. Będę w pracy.
- Dobrze - wyszłam z domu i poszłam na przystanek autobusowy. Po dziesięciu minutach siedziałam już w autobusie. Bałam się tego co zastanę. Ale musiałam mu pomóc, a przynajmniej spróbować. Stałam przed jego drzwiami. Wzięłam trzy głębokie wdechy i zapukałam. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich … postać przypominająca Michaela – Mike? - weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
- Jednak przyjechałaś – słabo się uśmiechnął.
- Boże … co się stało? - źle wyglądał. Oczy czerwone i podkrążone. Włosy nieuczesane i w powyciąganych dresach.
- Mogę? - zanim odpowiedziałam, przytulił się do mnie. Objęłam Go.
- Możemy usiąść? - poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie – Powiedz mi teraz co się stało? Twój telefon i dzisiejsza wiadomość mnie zaniepokoiły.
- Przepraszam … nie powinien ..
- Co Ty mówisz? Gadaj natychmiast co się dzieje? Przecież widzę, że źle wyglądasz.
- Wczoraj źle się czułem .. dzisiaj nie jest lepiej … na dodatek nie mogłem spać .. - dotknęłam jego czoła.
- Jesteś rozpalony. Chodź .. położysz się.
- Ale …
- Bez dyskusji – wstałam i zmusiłam Go do tego samego. Poszliśmy do jego sypialni i czekałam aż się położy – Gdzie masz termometr?
- Chyba w łazience.
- Chyba? Faceci – wywróciłam oczami i poszłam do łazienki. Wróciłam z termometrem – Jestem. Włóż Go pod pachę – wykonał polecenie. Usiadłam obok niego na łóżku.
- Nie wiedziałem do kogo zadzwonić.
- Cieszę się, że to zrobiłeś. To znaczy, że mi ufasz.
- Bardzo Ci ufam .. jak nikomu innemu – uśmiechnęłam się.
- Ok .. pokaż mi już ten termometr – wyciągnął i mi podał – No ładnie .. 38 stopni. Zrobię Ci zimy okład – wstałam.
- Powinien mieć jakieś leki na obniżenie gorączki.
- I tak Ci ich nie mogę podać – spojrzał na mnie – W nocy brałeś leki, gdy nie mogłeś zasnąć, prawda? - kiwnął tylko głową – Więc sam widzisz, że nie mogę – zrobiłam zimny okład i położyłam mu na czole – Powinno pomóc. Jadłeś coś?
- Dzisiaj nic.
- W takim razie idę coś zrobić, a Ty ładnie leż.
- Dobrze mamo.
- Grzeczny synek – poszłam do kuchni. Postanowiłam zrobić jajecznicę ze szczypiorkiem. Gotowe danie zaniosłam do sypialni. Gdy weszłam, myślałam, że śpi.
- Nie śpię – usłyszałam i otworzył oczy – Wiesz, że nie mogę. Ale coś ładnie pachnie. Co tam masz dobrego? - oparł się plecami o poduszki.
- Jajecznicę ze szczypiorkiem. Mam nadzieje, że lubisz – położyłam tacę na jego nogach i usiadłam obok.
- Mmm .. bardzo, a Ty nie jesz?
- Jadłam w domu – skłamałam – Jedź póki ciepłe – wziął widelec i zaczął jeść.
- Bardzo dobra – uśmiechnął się, ja też.
- A potem zrobię Ci rosołek na obiad. Szybciej dojdziesz do siebie.
- Nie rozpieszczaj mnie tak, bo nie będę chciał Cie stąd wypuścić – nie wiedziałam co odpowiedzieć. Po paru minutach skończył jeść – Dziękuje.
- Na zdrowie. Pójdę od razu wymyć talerz – wzięłam tacę.
- Potem – złapał mnie za dłoń.
- Yyy .. no dobrze – odstawiłam tacę na stoli – Wiec … - próbowałam jakoś rozluźnić atmosferę – Lepiej trochę?
- Tak trochę.
- A gorączka? - dotknęłam jego czoła – Jeszcze gorące. Boli Cie gardło? Może się przeziębiłeś?
- Nie … nic mnie nie boli. Ale przyznam się, że paskudnie się czuje.
- Sen dobrze Ci zrobi. Widzę po oczach, że jesteś śpiący.
- Ale nie zasnę – odkrył kołdrę i poklepał miejsce obok siebie. Zrozumiałam aluzję. Położyłam się, a Mike mnie przykrył. Po prostu się do mnie przytulił i zamknął oczy.
- Mam nadzieje, że to Ci pomoże zasnąć – pogłaskałam Go po włosach. Nie jest mi wcale łatwo. To co do niego czuję zaczyna powoli przejmować nade mną kontrolę i boję się tego. Nie wiem ile minęło czasu, gdy zorientowałam się, że zasnął. Uśmiechnęłam się sama do siebie i cieszyłam się z tego. Przy nim i ja zasnęłam, nie wiedząc kiedy. Obudziłam się z myślą, że mam spotkać się z Niną. Spojrzałam na zegarek. Była 10. Potem spojrzałam na Michaela, który słodko spał. Nie miałam serca Go budzić, ale musiałam jakoś wstać, a On mi to nie umożliwiał. Dwadzieścia minut później byłam w drodze na spotkanie z moją siostrą. Można powiedzieć, że się stresowałam, ale równocześnie byłam zła. Musiałam jednak, to w sobie stłumić. Przed czasem dotarłam na miejsce pracy Niny. Pracowała jako kelnerka, więc zaczekałam na nią przy jednym ze stolików. Zauważyła mnie i usiadła naprzeciwko.
- Cześć. Dawno się nie widziałyśmy – zaczęła pierwsza.
- Cześć. Tak to prawda.
- Więc mów o co chodzi. Akurat mam 15 minutową przerwę.
- Czyli mam przejść do rzeczy, tak? Bez mówienia o sobie i o tym co u mnie słychać. Ok. Chodzi o to, że muszę opłacić studia, ale ojciec wypłacił całą kasę z banku bez wiedzy mamy. Dlatego pomyślałyśmy, że może Ty byś pożyczyła 4 tyś i … - przerwała mi.
- Chwila .. 4 tyś? Myślisz, że mam taką kasę? Jestem tylko kelnerką.
- Rozumiem … - wstałam – Warto było spróbować i .. miło Cie widzieć. Wiem, że gdybyś nawet miała, to i tak byś nie pożyczyła.
- Zaczekaj ..
- Zaczekaj? Tak samo Cie prosiłam, gdy się wyprowadzałaś. Nie posłuchałaś … zostawiłaś mnie z nim – czułam już łzy w oczach – Wiedziałaś do czego jest zdolny, a mimo to wyszłaś i już nie wróciłaś – dałam upust łzom – Żyj tym swoim życiem – wyszłam i rozpłakałam się na dobre. Ludzie się na mnie gapili, ale nie obchodziło mnie to. Ona była moją jedyną szansą, ale czego ja się spodziewałam. Nie utrzymuje z nami kontaktu, więc dlaczego miałaby mi teraz pomóc. Wzięłam się w garść i wróciłam do Michaela. Czekał na mnie w salonie – A co Ty robisz? Miałeś leżeć.
- Wiem, ale już dłużej nie mogłem leżeć. No i nie mogłem się doczekać aż wrócisz.
- Ok, ale teraz już wracaj, a ja zrobię obiad.
- Jak spotkanie z siostrą?
- Opowiem Ci potem, a teraz sio na górę.
- Już idę – poszedł. Tak jak zamierzałam wcześniej, zrobiłam rosołek. Na szczęście w lodówce znalazłam potrzebne produkty. Zabrałam się za przygotowywanie. Gdy zupa była już gotowa, zaniosłam sobie oraz Michaelowi.
- No nareszcie nie będę jadła sam – podałam mu talerz z posiłkiem i usiadłam obok na krześle.
- Mam nadzieje, że będzie Ci smakować.
- Na pewno – zaczął jeść, ja tak samo. Dziesięć minut później skończyliśmy jeść – Było bardzo smaczne. Dziękuje.
- Nie ma za co. Pójdę umyć wszystko naczynia – zabrałam jego talerz i swój.
- Dobrze. Poleżę sobie – wyszłam i poszłam do kuchni. Wiedziałam, że zaraz zaczął by pytać i chciałam tego uniknąć. Przedłużyłam zmywanie, ale nie mogłam tak w nieskończoność. Wróciłam do niego – Coś długo. Chciałem już do Ciebie iść. Siadaj i opowiadaj – poklepał miejsce na łóżku. Usiadłam.
- Od czego mam zacząć?
- Od czego chcesz .. pewnie siostra się ucieszyła ze spotkania.
- I to jak .. - chyba to wyczuł.
- Coś nie tak? - nie miałam siły już dłużej udawać.
- Tak … wszystko jest do kitu – miałam łzy w oczach.
- Hej .. Betty .. powiedź mi natychmiast co się dzieje.
- Mike …. moi rodzice odkładali pieniądze na moje studia .. zbliża się termin kolejnej zapłaty .. mama była w banku, żeby wypłacić pieniądze, ale .. nic nie ma na koncie, rozumiesz? Ojciec jakiś czas temu wypłacił całą sumę. Spotkałam się z Niną, żeby pożyczyć od niej te pieniądze, ale powiedziała, że nie ma takiej kwoty. Była moją jedyną nadzieją – rozpłakałam się. Przytulił mnie.
- Cii … spokojnie. Jaka to kwota?
- Cztery tysiące …. będę musiała teraz przerwać studia. Nie wiadomo na jak długo.
- Nic nie będziesz musiała przerywać. Poczekaj tutaj na mnie – wstał i wyszedł z sypialni. Wrócił po paru minutach – Proszę – wręczył mi jakąś kopertę i usiadł naprzeciwko.
- Co to jest?
- Otwórz – tak też zrobiłam. Myślałam, że źle widzę. W środku były pieniądze. Bardzo dużo.
- Tutaj są cztery tysiące. Wpłać je w poniedziałek.
- Nie .. Mike nie mogę ich przyjąć – oddałam mu.
- Ale dlaczego? Chce Ci pomóc i to nie jest pożyczka.
- Wiem, że masz dużo pieniędzy, dlatego nie chce ich. Przyjaźnie się z Tobą bezwarunkowo.
- Betty .. wiem o tym. Wiem, że nie jesteś jak inni, dlatego Ci ufam i przynajmniej tak się mogę odwdzięczyć.
- Ale ja nie potrzebuje wdzięczności za to, że się z Tobą przyjaźnie. Nie kupisz mnie … prawdziwej przyjaźni nie da się kupić.
- Wiem i to nie tak. Nie chce Cie kupić. Chce Ci pomóc … jak przyjaciel … proszę Cie ..
- Nie – pokręciłam głową – Nie mogę … przepraszam … wiem, że chciałeś dobrze, ale naprawdę nie mogę – posmutniał.
- Ehh … nie mogę Cie zmusić, ale zastanów się, dobrze? Te pieniądze będą na Ciebie czekały, gdybyś zmieniła zdanie.
- Doceniam to .. naprawdę. Cieszę się, że mam takiego przyjaciela – słabo się uśmiechnęłam.
- Pamiętaj, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, a postaram Ci się pomóc. Bez względu na to co to będzie.
- Dziękuje – przytuliłam się do niego. Zrobił to samo. Rozmawialiśmy do wieczora. Kilka razy próbował mnie przekonać, żebym jednak wzięła pieniądze, ale byłam nieugięta. Co jakiś czas, dyskretnie spoglądałam na zegar. Aktualnie wskazywał godzinę 19. Pamiętałam, że ojciec ma wrócić za godzinę. Przecież nie mogłam zostawić Michaela samego. Na dodatek znowu zaczynaj źle się czuć i dostał gorączki.
- Przepraszam Cie, że przeze mnie musisz tutaj siedzieć.
- Co Ty mówisz? Gdybym nie chciała, to bym już dawno sobie poszła.
- Zostaniesz? - nagle powiedział – Nie chce być sam.
- Dobrze – odpowiedziałam bez zastanowienia – Nie zostawię Cie.
- Dziękuje.
- A teraz spróbujesz zasnąć? - leżał już w łóżku.
- A Ty? - przez chwilę na niego patrzyłam. Położyłam się koło niego – Wiesz … chyba znalazłem lekarstwo na moją bezsenność.
- Naprawdę?
- Tak …. Ciebie – przytulił się i zamknął oczy. Oczywiście ja od razu nie zasnęłam. Za dużo myśli zajmowało moją głowę. Wiedziałam co mnie jutro czeka w domu. Mimo to zostałam. Poświęciłam się dla Michaela. Było warto. Bez znaczenia na to co jutro się stanie. To z Michaelem spędzałam najpiękniejsze chwile, nawet teraz, gdy się nim opiekuje i może normalnie spać. Bez żadnych tabletek. Gdy byłam pewna, że śpi, delikatnie, prawie nie wyczuwalnie pogłaskałam Go po policzku. Nie mogłam odwrócić wzorku od jego pięknej twarzy. Wyglądał tak niewinnie i uroczo, gdy spał. Patrząc na niego, zasnęłam. Tej nocy Mike budził się kilka razy i sprawdzał czy na pewno jestem. Musiałam Go zapewnić, że nigdzie się nie wybieram, ale i tak się budził.

                                                                       ~~~~~~~~

Rano pierwsza się przebudziłam. Spojrzałam na Michaela. Wciąż spał i nie chciałam Go budzić. Delikatnie wstałam, żeby się nie obudził. Poszłam do łazienki, uczesałam się i poprawiłam ciuchy. Jak wychodziłam z sypialni, jeszcze spał, więc cicho zamknęłam drzwi i udałam się do kuchni. Niedługo musiałam wracać do domu, dlatego od razu zrobiłam dla Michaela śniadanie, obiad i kolację. Wystarczy, że potem sobie odgrzeje. Byłam zamyślona i nie wiedziałam kiedy do kuchni wszedł Mike – Dawno wstałaś?
- O już wstałeś? Zamyśliłam się. Dosłownie jakieś 10 minut temu wstałam. Jak się czujesz? - podeszłam do niego – Lepiej?
- Tak .. o wiele lepiej i to dzięki Tobie – przytulił się.
- Wiesz, że możesz na mnie liczyć.
- Wiem i cieszę się, że Cie poznałem. Co tam dobrego robisz?
- Śniadanko, obiad i kolację.
- Hmm? - spojrzał na mnie z zaskoczoną miną.
- Za chwilę muszę uciekać, więc przygotuje Ci pozostałe posiłki.
- Naprawdę musisz tak szybko iść? Zostań chociaż na śniadaniu – mówił smutno.
- No dobrze. Zostanę, ale potem pójdę.
- To ja pójdę się ubrać i Cie odwiozę.
- Nigdzie Pan nie pojedzie. Wrócę autobusem i tyle.
- Ale ..
- Mike .. masz siedzieć w domu przynajmniej kilka dni. Chyba nie chcesz, żeby było gorzej. Obiecaj, że nie pojedziesz jutro do pracy.
- Ale jeżeli nie pojadę do pracy, to będzie oznaczało, że nie przyjadę rano po Ciebie.
- Posłuchaj mnie .. zanim Cie poznałam jeździłam autobusami i nic mi się nie stało, więc teraz też mogę. Twoje zdrowie jest najważniejsze. Będziesz grzeczny?
- Ehh … no dobrze.
Tak jak było ustalone, po śniadaniu pożegnałam się z Michaelem. Był smutny z tego powodu, ale obiecałam, że jutro po zajęciach przyjdę do niego. Z duszą na ramieniu wsiadłam do autobusu, który miał mnie zawieźć do domu. Stałam przed drzwiami od domu i nie chciałam wchodzić, ale nie miałam wyjścia. Nacisnęłam na klamkę i otworzyłam drzwi. Niepewnie weszłam. Nikogo nie widziałam w przedpokoju. Najciszej jak tylko potrafiłam, poszłam na górę do swojego pokoju. Przekroczyłam próg pokoju i chciałam odetchnąć z ulgą, gdy zobaczyłam na łóżku, rozłożoną koszulę Michaela, którą jeszcze mu nie oddałam. Zresztą On też mi nie oddał jeszcze mojej. Ale nie rozumiałam skąd ta koszula wzięła się na łóżku. Przecież schowałam ją do szafy. Odpowiedź dostałam szybciej niż się spodziewałam.
- Gdzie byłaś? - to był On. Ojciec. Odwróciłam się. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- By .. byłam u koleżanki.
- Koleżanki, co? - wziął tą koszulę do ręki – A to też jest koleżanki?
- Grzebałeś w moich rzeczach? - chciałam zmienić temat.
- W moim domu mogę robić co chce! Gdzie byłaś?! U niego?! Puszczałaś się!
- Nie! Nie prawda.
- Podnosisz na mnie głos?! Na mnie?! - uderzył mnie w brzuch. Skuliłam się z bólu – Dziwka! Każda jest taka sama! Czekacie tylko na okazję! Muszę Cie w końcu wychować! - pociągnął mnie za włosy na środek pokoju.
- Nie .. tato .. proszę Cie – zaczęłam płakać.
- Znasz zasady! Albo jesteś posłuszna albo dostajesz nauczkę! Może teraz coś w końcu zrozumiesz! - tym razem kopnął mnie w plecy kilka razy i raz w brzuch. Myślałam, że umrę z bólu – Jeżeli chcesz się pieprzyć, to Ci to załatwię i jeszcze na tym zarobię!

- Nie – zdołałam tylko powiedzieć. Nie wiem ile to trwało, ale miałam dość. Jak za mgłą zobaczyłam, że wyszedł. Leżałam na podłodze i nie miałam siły wstać. Wszystko mnie bolało i ledwo doczołgałam się do łóżka. Niestety nie udało mi się na nie wejść. Nie minęło zbyt wiele czasu, a straciłam świadomość.

sobota, 20 grudnia 2014

Chapter 12

Witajcie!
Od razu napiszę, że notki nie będą pojawiały się co tydzień, bo nawet tego nie napisałam, wiec nie rozumiem oburzenia co niektórych osób. To, że nie dodaje notki przez tydzień, dwa, czy też miesiąc nie oznacza, że skończyłam z pisaniem. Mam nadzieję, że tym razem to jest jasne, a jak nie, to trudno. Inni to jakoś rozumieją. Poza tym teraz jest taki czas, że na nic się nie ma czasu, bo przygotowania do świąt i wgl. Aha jeszcze tylko jedna sprawa. Proszę komentować treść notki, a nie to, że nie dodałam nowej.
Już nie przedłużam i zapraszam na nową notkę. Przyznam, że nie wyszła mi za dobrze, ale nie miałam kiedy nad nią popracować. Życzeń jeszcze nie składam, bo zrobię to w osobnej notce ;)


                                                                      ~~~~~~~~~~~


Nadszedł w końcu ten dzień. Dzień oddawania skończonych referatów. Na szczęście razem ze Steffi zdążyłyśmy Go dokończyć. Obie byłyśmy zadowolone z naszej pracy. Steffi nadal się upiera, że to głównie moja zasługa, ale ja wiedziałam swoje. Steffi bardzo dużo wniosła do niego, a gdyby nie Mike i tak pewnie nie udało by Nam się tak dobrze napisać. Siedzimy właśnie w klasie i czekamy na swoją kolej. Nauczycielka wyczytała Nas. Obie podeszłyśmy do jej biurka i oddałyśmy referat. Wyniki miały być za tydzień, gdy przeczyta już wszystkie. Wróciłyśmy na swoje miejsce. Po lekcjach, nauczycielka poprosiła mnie abym została chwilę. Tak też zrobiłam.
- Betty wiesz, że niedługo kończy się rok szkolny, prawda?
- Tak.
- I wiesz, że zgodnie z regulaminem zanim On się skończy, należy opłacić kolejny rok.
- Oczywiście. Przekaże mamie.
- Dobrze. Masz na opłaceniu roku, tydzień. Gdyby były jakieś problemy, przyjdź do mnie i powiedź.
- Rozumiem i dziękuje.
- Możesz już iść – uśmiechnęła się.
- Do widzenia – wyszłam. Steffi czekała na mnie.
- I co chciała?
- Uprzedziła mnie tylko o zapłacie za kolejny rok – Steffi była lekko zdziwiona – Hm?
- Moi rodzice musieli zapłacić za całe studia od razu. Tak samo jak pozostali.
- Bo .. widzisz … u mnie jest trochę inna sytuacja finansowa.
- Przepraszam – zrobiło jej się głupio.
- W porządku.
- Macie tyle kasy?
- Tak. Rodzice zaoszczędzili na moje studia, ale mama i tak zadecydowała, że woli opłacać co roku, a nie od razu całość.
- Ok .. bo, gdyby coś to wiesz, że mogę Ci pożyczyć, a właściwie moi rodzice – nie spodziewałam się tego, ale byłam mile zaskoczona.
- Dziękuje, ale naprawdę mamy pieniądze.
Zastanawiałam się jak ja powiem o tym mamie. Nie rozmawiałyśmy od czasu mojego powrotu od Michaela. Nie mogłam jej wybaczyć, że podejrzewała mnie o takie coś. Michaelowi nie powiedziałam o tym. Wstydziłam się. Wiem, że nie wziąłby tego do siebie, ale pomimo wszystko wolałam nie mówić.
Kilka godzin później usłyszeliśmy nasz ukochany dzwonek, oznaczający koniec zajęć. Wszyscy jak oparzeni wybiegli z klasy. Ja wolałam poczekać i na spokojnie wyjść ostatnia. Idąc pustym korytarzem, poczułam, że ktoś mnie z tyłu ciągnie za włosy i prowadzi do łazienki. Próbowałam się wyrwać i krzyczałam, żeby ten ktoś mnie puścił, ale nie posłuchał. W łazience zostałam pchnięta do przodu, co spowodowało, że już nie byłam trzymana za włosy. Od razu się odwróciłam. No tak. Mogłam się domyśleć czyja to sprawka.
- Victoria?! Zwariowałaś?!
- Zamknij się! - po chwili do łazienki wszedł jej brat.
- Znowu się spotkamy, mała.
- Nie mów tak do mnie i dajcie mi spokój!
- Bądź ciszej – powiedział.
- Ja nic Wam nie zrobiłam! Czego ode mnie chcecie?! - miałam łzy w oczach.
- Nadal odmawiasz pomocy w zapoznaniu mojej siostry z tym kolesiem?
- Tak! On sam jej to powiedział. Słyszała przecież! Czy jest tak tępa, że nie rozumie najprostszych słów!
- Nie mów tak o mojej siostrze – niebezpiecznie blisko się do mnie zbliżył.
- Oboje jesteście nienormalni! Odczepcie się ode mnie!
- Nie mogę – złapał mnie i z całej siły pchnął na ścianę. Uderzyłam o nią twarzą i upadłam na posadzkę, prawie nie tracąc przytomności. Wziął moją torbę i pociął ją nożem w drobny mak. Książki z niej wyleciały – Stale nie będziesz otrzymywała ostrzeżeń – pomachał mi nożem przed twarzą – Do zobaczenia – wyszli oboje. Siedziałam i płakałam. Miałam dosyć tego wszystkiego. Miałam dosyć szkoły, domu, ojca. Nie rozumiałam dlaczego wszystko naraz to mi się przytrafia. Byłam za grzeczna? Już nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Jedyna dobra rzecz jaka mnie spotkała, było spotkanie na mojej drodze Michaela. Ciągle będę to powtarzała. Polik mnie piekł niesamowicie, a łzy nie chciały przestać lecieć. Mike na mnie już czekał na parkingu, ale nie mogłam pokazać mu się w takim stanie. Wyrzuciłam swoją torbę do śmietnika, bo tylko do tego się nadawała i wyszłam z tej łazienki. Zabrałam ze swojej szafki potrzebne książki. Z ukrycia sprawdziłam, czy auto Michaela jest i nie myliłam się. Wyszłam czym prędzej z budynku i nie patrząc w stronę Michaela, po prostu szłam chodnikiem w stronę przystanku. Nadal płakałam. Po chwili usłyszałam trąbienie. Wiedziałam, że to Mike, ale nie spojrzałam na niego. Chyba zatrzymał auto, bo po chwili do mnie podbiegł i zatrzymał.
- Betty? - nie odpowiedziałam – Nie widziałaś mnie na parkingu? - ciągle miałam spuszczoną głowę – Możesz na mnie spojrzeć? - pokiwałam przecząco głową – Dlaczego?
- Przepuść mnie.
- Płaczesz? - dotknął mojego podbródka i uniósł moją twarz – Boże .. kto Ci to zrobił?
- Mike .. proszę ..
- Powiedź! - wyczułam w jego głosie wściekłość. Jeszcze bardziej się rozpłakałam na samo wspomnienie. Przytulił mnie, a ja się w niego wtuliłam – Cii .. już dobrze. Nie płacz – głaskał mnie po włosach – Powiedź tylko kto Cie uderzył, a przysięgam, że za to zapłaci – zacisnął zęby.
- Właśnie dlatego nie mogę Ci powiedzieć – ciągle stałam w niego wtulona.
- Victoria? To Ona? - spojrzałam na niego – To jej sprawka, prawda? - poddałam się. Już nie miałam siły udawać.
- Tak .. nasłała na mnie swojego brata .. i … to nie pierwszy raz ..
- Słucham?!
- Nie krzycz na mnie.
- Przepraszam .. nie krzyczę … powiedź co się stało?
- Eh … szłam korytarzem i pociągnęła mnie za włosy do łazienki. Po chwili przyszedł jej brat. Pchnął mnie bardzo mocno na ścianę .. dlatego tak wyglądam.
- Zabije Go!
- Nie! Mike .. proszę Cie … odpuść.
- Mam odpuścić? Skrzywdził Cie i mam mu odpuścić?
- Zawieź mnie do domu .. proszę – chwilę na mnie popatrzył. Otworzył mi drzwi i poczekał aż wsiądę. Podczas drogi w ogóle się nie odzywałam. Michael nie był w najlepszym humorze i dało się to wyczuć. Bałam się, że zrobi coś głupiego. W końcu się odezwał.
- Gdzie masz swoją torbę? - spojrzałam na niego. Zawahałam się, ale postanowiłam powiedzieć prawdę.
- On …. On mi ją pociął nożem i wyrzuciłam ją do kosza na śmieci – nic nie odpowiedział. Nie musiał. Zatrzymał się pod moim domem. Spojrzałam na niego zanim wysiadłam. Wyglądał jak by nad czymś myślał. Bez słowa wysiadłam. W drodze do domu, pozwoliłam kilku łzom spłynąć po moich policzkach. Najciszej jak tylko umiałam, weszłam do domu. Nie chciałam natknąć się na mamę. Niestety nie udało mi się. Schodziła po schodach i przystanęła naprzeciwko mnie, gdy tylko mnie zobaczyła.
- Co to jest?
- Nic – chciałam ją wyminąć.
- Stój! Masz mi natychmiast powiedzieć.
- Mała wymiana zdań z pewną lalą, ok? - weszłam do swojego pokoju. Nie pytała już o nic. Cieszyłam się z tego powodu, ale nie wiedziałam, że to jest dopiero początek. Zrobiłam sobie zimny okład. Ulżyło mi i tak nie piekło. Położyłam się na chwilę. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się za sprawą jakiś krzyków. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku – Co tam się dzieje? - mama z kimś się kłóciła, ale to nie był ojciec. Uchyliłam swoje drzwi i podsłuchiwałam.
- Wynoś się stąd zanim zadzwonię po policje!!
- O co Pani chodzi? Przyjechałem bo mam coś dla Betty – poznałam ten głos.
- Jak Pan śmie jeszcze tutaj przychodzić?!
- Słucham?
- Wykorzystał Pan moją córkę! Widziałam w jakim była stanie! Ten siniak też jest pewnie Pana robotą!
- Nie bije kobiet! - podniósł głos.
- Jak każdy z Was! Ma Pan szczęście, że jeszcze nie wezwałam policji!
- Pani wybaczy .. - usłyszałam, że ktoś idzie po schodach i szybko zamknęłam drzwi. Podeszłam do okna. Ktoś otworzył drzwi i wszedł do pokoju – Betty? - odwróciłam się do niego. Podszedł do mnie – Powiedź mi .. tylko prawdę … - spojrzał mi w oczy – Ktoś Cie .. skrzywdził? - strasznie się zdziwiłam.
- Nie ..
- Betty .. proszę … bądź ze mną szczera ..
- Jestem … Mike .. chodź – pociągnęłam Go za rękę i usiedliśmy na łóżku – Mojej matce chodziło o to …. że wróciłam wtedy w Twojej koszuli … wstydziłam Ci się o tym powiedzieć, ale Ona myśli, że my … no wiesz .. - spaliłam cegłę.
- Żartujesz?
- Chciałabym … mówiłam jak było, ale mi nie wierzy.
- Nie przejmuj się – przytulił mnie – Powinna Ci ufać .. jest Twoją matką.
- Wiem … ale co tutaj robisz?
- A mam dla Ciebie niespodziankę – wyciągnął z siatki, której wcześniej nie zauważyłam, nową torbę – Proszę – dał mi.
- Ale .. Mike … nie musiałeś. Jutro chciałam iść po nową.
- Już nie musisz.
- Dziękuje – dałam mu buziaka w policzek.
- Nie ma za co – uśmiechnął się. Po chwili – Niewiarygodne, że Twoja matka myśli, że byłbym do tego zdolny, a co gorsza, że Ty byś była.
- Eh … czasami nie mogę z nią wytrzymać, ale to w końcu moja mama.
- No tak. Jeżeli zdarzy się cud, to jeszcze się do mnie przekona.
- To będzie musiał być wielki cud w takim razie. O już wiem. Wigilia to podobno czas cudów. Może wtedy przemówi ludzkim głosem.
- Hahaha – roześmiał się – A wiesz, że całkiem możliwe – dalej się śmiał. Uwielbiałam patrzeć na jego uśmiech, ale musiałam stwarzać pozory – Ale wiesz co? W sumie ma rację – zmarszczyłam brwi – Spaliśmy ze sobą … tylko, że w ubraniach.
- No tego to jej lepiej nie mów.
- Jeszcze mi życie miłe – zaśmiałam się – Wpadłem tylko na chwilę i muszę już lecieć – wstał. Zrobiłam to samo.
- Mike? A jak zasypiasz? - opuścił głowę – Ciągle bierzesz leki?
- Betty ….. co mam Ci odpowiedzieć ..
- Prawdę – westchnął.
- Czasami ..
- Mówiłam, żebyś powiedział prawdę. Che Ci pomóc.
- Nie da się.
- Wszystko się, a ja Ci pomogę. Nie chce Cie stracić. Z lekami nie ma żartów.
- Wiem i przepraszam – przytuliłam Go.
- Jestem pewna, że to kwestia czasu i nie będą Ci potrzebne. Postaram się o to – już nie chciałam Go męczyć - Jeszcze raz dziękuje za torbę.
- Proszę – uśmiechnął się – Odprowadzisz mnie do drzwi?
- Pewnie. Nie mogę pozwolić, żeby coś się stało mojemu gościowi – wyszliśmy z pokoju. Nigdzie nie widziałam mamy. To nawet dobrze.
- Do jutra – przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł.
- Pa – powiedziałam już bardziej do siebie, bo był w połowie drogi do auta. Patrzyłam jeszcze za nim chwilę. Gdy wsiadł, zamknęłam drzwi. Mama stała za mną.
- Przyjaciel, co??
- Tak mamo .. przyjaciel i nic poza tym.
- Czemu mam wrażenie, że kłamiesz? - ciągle była zła.
- To już nie mój problem, że mi nie wierzysz chociaż nigdy nie zrobiłam czegoś przez co byś miała stracić do mnie zaufanie. A tak przy okazji, trzeba zapłacić za kolejny rok studiów.
- Niech Twój ''przyjaciel'' Ci da.
- Co takiego?
- Stać Go.
- Nie mówisz poważnie – nie odpowiedziała. Popatrzyłam na nią chwilę i poszłam do siebie. Miałam nadzieje, że żartuje. Przecież miała odłożone pieniądze, więc nie rozumiałam jej gadki.

                                                                        ~~~~~~~~~~

Następnego dnia, gdy wróciłam do domu, czekała na mnie przykra informacja. Tym razem mama normalnie ze mną rozmawiała. Już bez tych głupich przycinek.
- Usiądź – tak też zrobiłam.
- O co chodzi?
- Byłam dzisiaj w banku, żeby wypłacić pieniądze na Twoje studia i … nie ma nic na koncie – opuściła głowę.
- Co?? Ale .. jak to? Przecież miałaś odłożone …
- Ojciec miał pełnomocnictwo, bo wtedy razem wpłacaliśmy i jakiś miesiąc temu wypłacił wszystko co było.
- To niemożliwe – załamałam się – Co teraz będzie?
- Nie mam pojęcia .. przykro mi. Wiesz, że nie uzbieram takiej kwoty w tydzień. Nawet nie uda mi się w miesiąc.
- Wybacz, ale pójdę już do siebie – zabrałam swoje rzeczy i walnęłam się na swoje łóżku. Łzy same przyszły. Wiedziałam, że to już koniec mojej nauki. To koniec. Pozostało mi nacieszyć się czasem, który mi pozostał na uczelni. Jak On mógł? Przez lata odkładali te pieniądze, a On je tak po prostu sobie wziął. Nigdy mu tego nie wybaczę. Niespodziewanie zadzwonił do mnie Mike. To nie był odpowiedni moment, ale musiałam odebrać – Cześć – odebrałam.
- Cześć. Nie przeszkadzam?
- Nie .. coś się stało, że dzwonisz?
- Właściwie to nie. Dzwonię, żeby spytać, czy spotkamy się jutro. Masz ochotę?
- No nie wiem ..
- Więc .. nie chcesz .. - wyczułam po głosie, że posmutniał.
- Nie to chciałam powiedzieć. Po prostu nie wiem, czy będę miała jutro czas.
- Rozumiem, ale dasz mi znać jak już będziesz wiedziała? Proszę – dziwnie się zachowywał i jednocześnie przerażał mnie. Miał taki inny głos. Zupełnie jak nie On.
- Mike .. stało się coś? - musiałam zapytać.
- Obiecaj, że oddzwonisz.
- Obiecuje Mikey.

- Do zobaczenia – rozłączył się, a ja pozostałam ze swoim pytaniem. Mogłam się tego spodziewać, że nie powie co Go dręczy. Przez cały dzień o tym myślałam i nie znalazłam odpowiedzi.

sobota, 29 listopada 2014

Chapter 11

W piątkowe popołudnie, po zajęciach, poszłam ze Steffi do szkolnej biblioteki. Pokazałam jej to co udało mi się napisać na temat Michaela. Oczywiście nie wspominając, że to jego zasługa. Steffi czytała i nie dowierzała, że tyle udało mi się napisać.
- I jak? - zapytałam, bo się trochę niecierpliwiłam.
- Powiem tylko jedno .. super! Skąd Ty to wszystko wiesz?
- A wiesz … - wymyśliłam coś na poczekaniu – Znalazłam stare materiały mojej starszej siostry. Ona kiedyś interesowała się Michaelem i miała tego sporo.
- O to świetnie. Powiem Ci, że ja nie wiem co można tutaj dopisać, bo wszystko jest super napisane. Wiesz .. tak myślę, że nasza wspólna ocena była by nie fair wobec Ciebie, bo to Ty tak naprawdę napisałaś. Powiem nauczycielce aby dała mi jakiś inny temat.
- No co Ty. Nie wygłupiaj się. Ten referat jest nasz wspólny i tak pozostanie. Poza tym jesteś mi potrzebna, żeby to wszystko idealnie ułożyć.
- Aha .. czyli tylko do tego jestem Ci potrzebna.
- Oczywiście – po chwili obie się zaśmiałyśmy – Bierzemy się do roboty?
- Tak.
W bibliotece spędziłyśmy 2 godziny. Byłam już naprawdę zmęczona, ale nie dawałam po sobie poznać. Steffi pewnie jeszcze by nie skończyła, ale zrobiliśmy kawał roboty i nie musiałyśmy się spieszyć.
- Może na dzisiaj wystarczy? - zapytałam.
- Też o tym pomyślałam. Evan ma na mnie czekać. Odwieziemy Cie do domu.
- Yyy … dzięki, ale się przejdę – schowałam swoje rzeczy do torby.
- Oj daj spokój. Nie ma problemu – nie wiedziałam jakich jeszcze użyć argumentów. Moim wybawicielem okazał się dzwoniący telefon, a raczej jego nadawca.
- Tak? - odebrałam.
- No cześć. Czekam na Ciebie od godziny na parkingu, a Ciebie nie ma.
- Co? Jak to od godziny?
- Byliśmy umówieni po zajęciach. Zapomniałaś? - złapałam się za czoło.
- Wybacz Mike, ale faktycznie wyleciało mi z głowy.
- Nic się nie stało.
- Za chwilkę będę – rozłączyłam się.
- Przyjaciel? - uśmiechała się.
- Tak … ej .. co to za dziwny uśmieszek?
- Pewnie dopiero Go poznam na weselu – chichrała.
- Co to miało znaczyć? To tylko przyjaciel.
- Jeszcze – szturchnęła mnie ramieniem – Ładny jest?
- Nie będę odpowiadała na to pytanie – zarumieniłam się.
- Czyli musi być z niego niezły przystojniak.
- Możemy już iść?
- A no tak .. przecież czeka na Ciebie – nie przestawała się uśmiechać – Mam nadzieje, że kiedyś Go poznam i od razu mówię, że nie mam zamiaru Ci Go odbijać. Po pierwsze nie jestem taka, a po drugie nie miałabym z Tobą szans.
- Przestań – czułam jak cała twarz mi płonie. Wyszłam pierwsza z biblioteki. Szłam ze Steffi w stronę wyjścia z budynku.
- Co nic nie mówisz? Nie chciałam Cie zawstydzić.
- W porządku – wyszłyśmy z uczelni.
- Leć do niego.
- Steffi .. proszę Cie ..
- No dobrze. Już nie będę. To zdzwonimy się, tak?
- Tak. Do zobaczenia – pożegnałyśmy się. Podeszłam do auta Michaela i wsiadłam – Cześć. Jestem już. Przepraszam, że musiałeś czekać.
- Cześć – tym razem o On mnie pocałował w policzek na przywitanie – Już mówiłem, że nic się nie stało. I jak tam referat?
- Bardzo dobrze .. dzięki Tobie. Steffi była zaskoczona.
- Cieszę się, ale wiesz, że jeszcze masz do napisania sporo.
- Wiem właśnie ..
- I dlatego jedziemy teraz do mnie i piszemy .. znaczy Ty piszesz, a ja mówię. Może być?
- Dzisiaj?
- Tak .. masz jakieś inne plany?
- Nie …. tylko muszę mamę uprzedzić .. osobiście.
- Czyli musimy podjechać do Ciebie – ruszył – Twojego ojca nie ma?
- Na szczęście nie. Czemu pytasz?
- Bez powodu – dziesięć minut później zatrzymał auto przed moim domem.
- Zaraz wrócę – otworzyłam drzwi i wysiadłam. Zobaczyłam, że Mike zrobił to samo i idzie w moją stronę – Co robisz?
- Idę z Tobą.
- To nie jest dobry pomysł – próbowałam Go odciągnąć od tego pomysłu.
- Nie będę przed nią uciekał ani się ukrywał. Masz prawo do mnie przychodzić, jeżeli masz ochotę. Nie zabroni Ci tego – zatrzymał się przed drzwiami wejściowymi i czekał na mnie. Chwilę stałam w miejscu, ale w końcu podeszłam. Otworzyłam drzwi. Weszłam do środka, Mike za mną.
- W końcu jes .. - mama wyszła z kuchni i zaniemówiła, gdy zobaczyła Michaela.
- Dzień dobry – przywitał się.
- Odgrzeje Ci obiad – zignorowała Go i wróciła do kuchni. Spojrzałam się na Michaela.
- Porozmawiam z nią – kiwnął głową. Weszłam do kuchni – Mamo ..
- Co On tutaj robi? Nie życzę sobie jego obecności w moim domu.
- Ciszej ..
- Nie mam zamiaru mówić ciszej. Zaraz podam Ci obiad, więc pożegnaj się z nim.
- Ale mamo …
- Powiedziałam coś.
- Nie chce obiadu. Jadę do Michaela.
- Słucham?! Nic z tego.
- Właśnie, że pojadę – wyszłam z kuchni. Byłam smutna i zła. Zauważył to.
- W porządku? - podszedł do mnie.
- Powiedźmy … możemy już jechać – podeszłam do drzwi.
- Nigdzie nie jedziesz – zatrzymała mnie – A Pana żegnam.
- Wyjdę, ale z Betty.
- Jest Pan bezczelny. Proszę opuścić mój dom.
- Betty oraz jej koleżanka, piszą o mnie referat, a ja im w tym pomagam.
- I pewnie bezinteresownie.
- Oczywiście .. w przyjaźni to normalne. Nie lubi mnie Pani, w porządku, ale nie zabroni Pani nam się przyjaźnić – obserwowałam tą sytuacje – A teraz Pani wybaczy, zabieram Betty do siebie. Odwiozę ją bezpiecznie do domu – otworzył mi drzwi. Spojrzałam jeszcze na mamę i wyszłam. Mike otworzył drzwi samochodu po mojej stronie i zamknął je za mną. Po chwili siedział już za kierownicą. Patrzyłam się na niego uważnie – Coś się stało?
- Nic .. tylko … postawiłeś się jej – zaimponował mi tym.
- Ktoś w końcu musi. Nie jesteś dzieckiem i stale to będę powtarzał. Gdy skończę już nagrywać film i będzie On miał mieć premierę w Disneylandzie, polecisz tam ze mną.
- Do Paryża? Chyba żartujesz.
- Mówię zupełnie poważnie. Już się nie mogę doczekać – uśmiechnął się.
- Wiesz jak moja matka zareaguje?
- Mam przez to rozumieć, że się zgadzasz?
- Powiedźmy, że tak … zresztą i tak nie przyjął byś odmowy.
- Skąd wiesz? - wyszczerzył się.
- Trochę Cie już znam. Ale boję się tej rozmowy z mamą. Nie będzie zależała do miłych i nie wiem jak dokładnie zareaguje – nagle olśniło mnie – A co powiem ojcu? Wiesz, że nie mogę powiedzieć mu prawdy … Mike .. to chyba nie jest dobry pomysł abym poleciała – posmutniałam.
- Nie smuć się. Coś wymyślę. Ale pojedziesz i tyle. Nie ma innej opcji.
Po drodze, kupiliśmy pizze. Było za późno robić obiad. Od pół godziny siedzimy z Michaelem w salonie i dokańczamy referat. W tym czasie zjadłam dopiero jeden kawałek pizzy, bo skupiłam się na pisaniu. Mike to zauważył.
- Co tak mało zjadłaś?
- Za chwilę nadrobię – zakończyłam kolejne zdanie. Wzięłam kawałek pizzy. Mike wziął mój zeszyt i zaczął czytać to co napisałam – I jak?
- Podoba mi się. Zaraz skończę czytać – sięgnęłam po swoją szklankę z sokiem pomarańczowym. Złapałam jakoś niefortunnie szklankę i połowa zawartości znalazła się na mojej bluzce.
- O nie! - odstawiłam szklankę i kawałek pizzy.
- Co się stało? - przestał czytać.
- Zobacz – wskazałam na bluzkę.
- Oj .. mały wypadek.
- Niezdara ze mnie heh.
- Zaraz coś poradzimy – odłożył zeszyt – Nie będziesz siedziała w takiej mokrej bluzce. Chodź za mną – wstał. Zrobiłam to samo i poszłam za nim, jak się okazało do jego sypialni. Podszedł do szafy i wyciągnął swoją koszulę – Za duża, ale nie mam nic damskiego – podał mi ją – Możesz się przebrać w łazience.
- Ale ..
- Nawet nie chce tego słuchać – wzięłam tą koszulę i poszłam do łazienki. Ściągnęłam bluzkę i założyłam koszulę Michaela. Była o wiele za duża i pachniała nim. Zamknęłam oczy i przez chwilę napawałam się tym – Boże .. co ja robię? Muszę się wziąć w garść – wzięłam głęboki wdech i wyszłam z łazienki. Mike siedział w salonie – Jestem.
- Faktycznie za duża.
- Nie szkodzi. Za to wygodna – usiadłam na swoim poprzednim miejscu.
- Hehe .. oddasz przy okazji. Mam ich dużo.
Do wieczora udało nam się napisać już cały referat. Musiałam tylko razem ze Steffi ładnie to wszystko poskładać do kupy. Nie mogłam uwierzyć w to ile Mike przeżył. Nie pisałam szczegółowo, bo nie chciałam, żeby wszyscy o tym widzieli. Tylko coś wspomniałam. Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć – wstał i udał się do drzwi. Z holu słyszałam głośne rozmowy – Betty .. muszę Cie na chwilkę przeprosić. Sprawy służbowe.
- Ok .. poczekam – wykorzystałam ten czas na małe poprawki w zeszycie. Niestety nie było mi to dane. Czułam na sobie czyiś wzrok. Nie pewnie się odwróciłam i zobaczyłam jakiegoś młodego chłopaka. Stał oparty o ścianę i się na mnie patrzył. Powróciłam do czytania, ale nie mogłam się skupić. Usłyszałam jego kroki.
- Cześć. Mogę się dosiąść?
- .. t-tak .. - nie patrzyłam na niego.
- Co robisz? - próbował podejrzeć.
- Odrabiam lekcje.
- Nudy. Porobimy coś innego? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Nie dzięki.
- Czemu nie? Widzę, że masz na sobie jego koszulę. Ciekawe, czy jest lepszy ode mnie – powiedział to ciszej. Na te słowa wstałam i poszłam na środek salonu. Zrobił to samo – Gdzie mi uciekasz? Michael jest zajęty rozmową z moim ojcem i długo im zejdzie.
- Będę krzyczeć jeżeli do mnie podejdziesz.
- Co się tutaj dzieje? - usłyszałam głos mojego wybawiciela.
- Rozmawiamy tylko – odpowiedział. Mike do mnie podszedł i objął ramieniem. Wtuliłam się w jego bok. Mike spojrzał się uważnie na mnie. Widział, że byłam lekko przestraszona.
- Rozmawiacie? Nie wydaje mi się. Najlepiej będzie jeżeli opuścicie mój dom.
- A co z kontraktem? - zapytał ojciec tego kolesia.
- Nie będzie żadnego kontraktu. Nie chce pracować z kimś takim – spojrzał na niego.
- Będziesz tego żałował.
- To Pana syn będzie żałował, jeżeli jeszcze raz się zbliży do Betty. Żegnam Panów – wskazał drzwi. Ojciec był wściekły. Zabrał syna i wyszli – Nic Ci nie zrobił?
- Nie .. ale nie będziesz miał przez to problemów?
- To Oni mieli w tym interes, nie ja. Mi na nich nie zależy.
- Kim byli?
- Tatusiek widzi gwiazdę w swoim synku i chciał abym Go wypromował.
- Zgodziłeś się?
- Tak .. chłopak ma talent, ale co z tego ... okazał się podrywaczem, a z kimś takim nie będę na pewno pracował. Zwłaszcza, że zalecał się do Ciebie – spojrzał mi w oczy. Speszyłam się i opuściłam głowę.
- Ale .. nie musisz podejmować takiej decyzji z mojego powodu.
- Muszę i chce … nie mówmy o tym.
- Dobrze … Mike? Możesz mnie już odwieźć?
- W porządku. Wykonam tylko pewien telefon i możemy jechać.
- Ok – wyszedł z salonu. W tym czasie pochowałam wszystkie swoje rzeczy do torby. Usiadłam na kanapie i czekałam na Michaela. Po paru minutach wrócił.
- No możemy już jechać – zabrałam wszystkie swoje rzeczy. Otworzył mi drzwi i to samo zrobił z drzwiami auta. Wsiadłam. Chwile jechaliśmy w ciszy – Tym razem nie wejdę razem z Tobą.
- Tak będzie lepiej. Mama i tak pewnie jest wściekła. Sama sobie z nią poradzę.
- W to nie wątpię – spojrzał na mnie. Też na niego spojrzałam i się zaśmiałam – Nie jesteś takim aniołkiem – mrugnął okiem.
- A Ty niby jesteś?
- Nie powiedziałem, że jestem – zatrzymał auto przed moim domem – Betty .. - odwrócił się w moją stronę – Niestety cały weekend mam zajęty i nie będziemy mogli się spotkać. Wybaczysz mi to?
- Oj Mike .. nie mam co Ci wybaczać. Rozumiem, że masz pracę. I tak spędzamy ze sobą dużo czasu – chwilę jeszcze porozmawialiśmy i musiałam wchodzić do domu. Poszłam od razu do swojego pokoju. Mama nie miała zamiaru mi odpuścić i weszła za mną. Najpierw zmierzyła mnie wzrokiem.
- Co to ma znaczyć?!! - wydarła się – Co On Ci zrobił?!
- Słucham? - spojrzałam się na nią ze zdziwieniem – Nic mi nie zrobił. Odwiózł mnie, tak jak Ci mówił.
- To dlaczego masz na sobie jego koszulę?! Dobierał się do Ciebie?! A może osiągnął swój cel! Przyznaj mi się natychmiast!
- Nie wiem o ..
- Przestań kłamać! Wiedziałam, że prędzej, czy później do tego dojdzie! Niech ja Go dorwę w swoje ręce!
- Przestań! - złapałam ją za ramiona – Nic mi nie zrobił ani do niczego nie doszło. Piłam sok i się nim oblałam. Mike był na tyle miły, że pożyczył mi swoją koszulę.
- Tak?! To gdzie masz swoją bluzkę?!
- W torbie – podeszłam do torby i zaczęłam ją szukać, ale nie było jej – Musiała zostać u Michaela.

- Wiesz co? Zawiodłaś mnie. Nie spodziewałam się tego po Tobie – wyszła i trzasnęła drzwiami. Ona myślała, że coś zaszło między mną, a Michaelem. Jak mogła? Przecież mówiłam prawdę. To Ona mnie zawiodła w tej chwili. Znała mnie i wiedziała, że taka nie jestem. Strasznie mnie to zabolało. Jedynej rzeczy jaką teraz chciałam, to .. przytulić się do Michaela. Tego wieczoru nie miałam ochoty już na nic. Odstawiłam torbę na swoje miejsce, przebrałam spodnie na dół od piżamy i się położyłam. Postanowiłam dzisiaj spać w tej koszuli … w jego koszuli. Objęłam się rękami i wtuliłam się w materiał. Dzięki temu czułam jak by był blisko. Wiedziałam, że coraz bardziej popadam w to uczucie, ale nic nie mogłam na to poradzić. Pojedyncza łza wydostała się z oka. To nie było zwykłe zauroczenie. Kochałam Go. I wiedziałam o tym tylko ja.

sobota, 8 listopada 2014

Chapter 10

Witajcie!
Tak jak obiecałam, dodaje notkę. Mam nadzieje, że się spodoba. Z góry przepraszam za błędy jeżeli są, ale nie miałam już czasu je sprawdzić i poprawić. Postaram się za tydzień wstawić notkę na Bad Girl. Zapraszam do czytania ;)

                                                               ~~~~~~~~~~~~


Późnym wieczorem wróciłam z mamą do domu. Bałam się jego reakcji. Mama to widziała. Mówiła, że wszystko będzie dobrze i nie pozwoli mnie skrzywdzić. Ale co Ona mogła. Jak będzie mnie broniła, to i jej się dostanie. Weszłyśmy do domu pełne obaw. Okazało się, że ojciec śpi pijany. Zachowywałyśmy się cicho, żeby Go nie obudzić. Poszłam do siebie, a mama chciała trochę posprzątać ten bałagan, który zostawił ojciec i jego towarzystwo. Mike puścił mi sygnał. Zrozumiałam przez to, że chciał abym do niego oddzwoniła jak mogę. Usiadłam na łóżku i wykręciłam do niego numer.
- Możesz rozmawiać? - odebrał od razu.
- Tak. Właśnie wróciłyśmy do domu. Jeszcze nie śpisz?
- Martwiłem się i musiałem usłyszeć, że wszystko ok.
- Dziękuje, ale wszystko dobrze. Ojciec śpi i już nikogo nie ma prócz nas.
- To dobrze. Dasz radę spotkać się jutro?
- Raczej nie. Przepraszam.
- Nie musisz przepraszać. Rozumiem. Jak będziesz mogła to dasz mi znać. I tak spotkamy się w poniedziałek.
- Nie znudziło Ci się jeszcze to?
- Czyli co?
- No odwożenie i przywożenie mnie.
- Już o tym rozmawialiśmy ...
- Wiem, ale może teraz zmieniłeś zdanie.
- Nigdy mi się to nie znudzi. Wiem, że ciężko jest Ci w to uwierzyć, ale to prawda. Uwierz mi.
- Wierzę – porozmawialiśmy jeszcze trochę i się pożegnaliśmy. Ehh .. nadal nie mogłam w to uwierzyć, że Go znam. Jest tak wspaniałym człowiekiem, że aż trudno w to uwierzyć. Szkoda, że mama tego nie widzi. Co On musi zrobić aby zmieniła o nim zdanie? Wiedziałam, że był gotów zrobić wiele, żeby tylko Go polubiła. Z takimi rozmyśleniami zasnęłam. Około 4 nad ranem obudził mnie hałas w domu. Otworzyłam oczy. Słyszałam wydzieranie się ojca i płacz mamy. Znowu ją bił i krzyczał. To była moja wina. Wściekł się, że uciekłam z domu i to mnie powinno się dostać, a nie mamie. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać w poduszkę. Chciałam tam iść. Zasłoniłam uszy, żeby tego nie słyszeć, ale zachowywał się tak głośno, że to nic nie dało. Musiałam tam iść. Wstałam i wyszłam z pokoju. Bałam się, ale już zdecydowałam. Weszłam do ich sypialni. Mama leżała na podłodze, a On się nad nią nachylał.
- Zostaw ją! - krzyknęłam. Odwrócił się w moją stronę.
- Kogo my tu mamy – zaczął iść w moją stronę – Ty dziwko! - uderzył mnie z otwartej dłoni w twarz – Miałaś czekać w pokoju na mojego kumpla! Jesteś nieposłuszna! Gdzie się szlajałaś?!
- Nigdzie. Pojechałam do mamy.
- Nie słuchasz się ojca?! To ja Cie wychowałem!
- Rick .. daj jej spokój.
- Zamknij się! Mało dostałaś?!
- To uderz mnie, a nie Betty.
- Nie! Mamo!
- Idź do siebie – powiedziała do mnie. Zrezygnowana wyszłam z sypialni. Wróciłam do siebie, położyłam się do łóżka i zaczęłam płakać. Schowałam się cała pod kołdrę, ale i tak słyszałam co z nią robił. Wymęczona płaczem, zasnęłam.

                                                                  ~~~~~~~~~

Obudziłam się za sprawą okropnego bólu głowy. Na moje nieszczęście leki przeciwbólowe były w kuchni. Bałam się wyjść z pokoju. Poszłam do łazienki i spojrzałam w odbicie lustra. Uderzył mnie z taką siłą, że dzisiaj miałam ślad. Nie wiedziałam jak ja to wytłumaczę Michaelowi. Nie jest głupi. I wiedziałam, że nie będzie łatwo. Będąc w łazience, usłyszałam, że ktoś wszedł do pokoju. Nie pewnie wychyliłam głowę za framugę. Na szczęście to była mama. Wyszłam do niej. Wyglądałam okropnie. Podeszła do mnie i dotknęła mojej twarzy.
- Boli?
- Trochę … bałam się, że Cie zabije – przytuliłam się do niej.
- Cii .. najważniejsze, że Tobie nie zrobił nic poważniejszego – odwzajemniła uścisk.
- Jak długo to jeszcze potrwa? Kiedy się od niego uwolnimy?
- Nie mogę odpowiedzieć Ci na to pytanie.
- Mamo …. - spojrzałam na nią – Możemy odejść … wynieść się stąd ..
- Ale dokąd? Gdzie? Wszędzie nas znajdzie, a wtedy będzie jeszcze gorzej .. przecież wiesz.
- … - nie byłam pewna, czy to powiedzieć – Ja wiem kto może nam pomóc .. Michael … gdybym mu powiedziała ..
- Nie! Masz mu nic nie mówić o naszych rodzinnych sprawach, jasne?
- Czemu taka jesteś? Jeszcze nie zauważyłaś, że Mike nie jest jakimś psycholem? Pomaga mi .. gdyby nie On … dobrze wiesz co by mi zrobił kumpel ojca.
- Nie przekonasz mnie do niego. To są pozory. Robi to wszystko po to, żebyś była za nim, a wtedy pokaże swoją prawdziwą twarz.
- Nie prawda. Mówisz tak tylko, żebym zerwała z nim kontakt. Ale ja i tak tego nie zrobię. Nie ważne co wymyślisz … ja nie zmienię swojego zdania. Nie chce się z Tobą kłócić, ale nie dajesz mi wyboru .. ja Go naprawdę lubię.
- Czy .. aby na pewno tylko Go lubisz?
- Coś sugerujesz?
- Dobrze wiesz o czym mówię.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi .. już Ci przecież mówiłam.
- Mam nadzieje .. chociaż i tak nie zaakceptuje tej przyjaźni.
- Szkoda … przykro mi z tego powodu. Zostawisz mnie samą?
- Tak. Wzięłam wolne.
- Aha – nie bardzo mnie to obchodziło. Popsuła mi humor tym co powiedziała. Wyszła. Wyciągnęłam czyste ubrania i się w nie przebrałam. Zdążyłam założyć bluzkę, gdy mój telefon zaczął dzwonić. W pierwszej chwili myślałam, że to Mike, bo tylko On miał mój numer. Spojrzałam na wyświetlacz. Zdziwiłam się, bo nie znałam tego numeru. Niepewnie odebrałam.
- Halo?
- Betty? Cześć. To ja, Steffi.
- Steffi? Skąd masz mój numer?
- Zapomniałaś? Ostatnio wymieniłyśmy się numerami.
- No tak .. przepraszam, ale dużo na głowie i wyleciało mi z głowy. W jakiej sprawie dzwonisz?
- Nic się nie stało. Dzwonię w sprawie naszego referatu. Może byś dzisiaj przyszła do mnie i byśmy zaczęły. Co Ty na to?
- No nie wiem – podrapałam się po głowie.
- Nie daj się prosić. Mam pomysł .. zapytaj się mamy i oddzwonisz do mnie, ok?
- … ok – rozłączyłam się. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam z pokoju. Zajrzałam do sypialni mamy. Na szczęście nie musiałam jej długo szukać, bo siedziała na łóżku – Mamo?
- Tak?
- Dzwoniła do mnie koleżanka z uczelni i … zaprosiła mnie do siebie. Mamy pisać wspólnie referat i dzisiaj byśmy zaczęły.
- A na pewno nie chcesz pojechać do niego?
- Mamo .. dlaczego mi nie wierzysz?
- Bo nie przypominam sobie, żebyś miała jakąś koleżankę.
- No właśnie .. nie miałam, ale teraz mam. Powinnaś się cieszyć.
- Cieszę się z tego, ale wiem też, że mogłaś ją wymyślić aby pojechać do niego.
- Jeżeli bym chciała pojechać do Michaela, to bym nie kłamała, bo nie zabronisz mi się z nim spotykać – spojrzała się na mnie zaskoczona – Dobrze słyszysz, mamo. Rozumiem, że mogę pójść do Steffi?
- Tak … o której wrócisz? I co powiesz ojcu?
- Pewnie wieczorem, bo mamy dużo do pisania. Myślałam, że Go nie ma w domu. Chyba .. muszę mu powiedzieć prawdę. Pójdę się przygotować – wróciłam do swojego pokoju. Wybrałam numer do Steffi. Powiedziała, że jednak przyjdą. Zapisałam jej adres, który mi podała. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby. Sprawdziłam jeszcze, czy niczego nie zapomniałam. W ostatniej chwili przypomniało mi się, że przecież mam ślad po tym uderzeniu. Szybko poszłam do łazienki i obejrzałam dokładnie twarz – A niech to .. i co teraz? - zaczęłam się rozglądać po łazience. Dostrzegłam delikatny podkład – Musi się udać – zaczęłam nakładać cienką warstwę. Po paru minutach skończyłam – Na szczęście nie wdać – wzięłam swoje rzeczy i zeszłam na dół. Natknęłam się na ojca.
- Wybierasz się gdzieś? - podszedł do mnie.
- Do .. do koleżanki … mamy do napisania wspólny referat.
- Do koleżanki? - przyglądał mi się uważnie – A ta koleżanka nie jest przypadkiem chłoptasiem? - chciałam zaprzeczyć. Złapał mnie za brodę i ścisnął – Od kiedy malujesz się dla koleżanki?
- Musiałam .. żeby nie było widać siniaka .. - powiedziałam to niepewnie.
- Zaraz będziesz miała kolejny ..
- Zostaw ją! - uniosła głos mama i zeszła na dół – Daj jej się uczyć. Idzie do koleżanki odrobić lekcje. Idź Betty – puścił mnie. Opuściłam głowę i wyszłam z domu. Miałam nadzieje, że nic jej za to nie zrobi. Poszłam na przystanek autobusowy. Po dwudziestu minutach byłam przed domem Steffi. Podeszłam do drzwi i zapukałam. Drzwi się otworzyły.
- Nareszcie jesteś – wpuściła mnie do środka – Chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki. Jesteś sama?
- Tak .. rodzice i brat pojechali do dziadków. Będą wieczorem i mamy cały dom dla siebie – uśmiechnęła się - Może rozłożymy się z rzeczami w salonie?
- Jak Ci wygodnie – poszłam za nią do salonu i usiadłam na kanapie.
- Jesteś smutna? Coś się stało?
- A wiesz .. takie tam kłopoty domowe .. norma.
- Rozumiem .. kto ich nie ma heh. To co? Zaczynamy?
- Tak .. tylko od czego? - Steffi miała kilka informacji i Michaelu. Byłam ciekawa, czy są prawdziwe. Nie mogłam przecież jej powiedzieć, że niedługo będę miała informacje od samego źródła. Ustaliłyśmy, że dzisiaj nie zaczniemy pisać tego referatu, tylko najpierw posegregujemy wszystkie informacje po kolei. Zeszło nam do 18 i resztę czasu poświęciłyśmy na rozmowie. Po pół godzinie wrócił jej brat, Evan. Bez rodziców. Zobaczył, że jestem i dosiadł się do nas. Mało się odzywał, tylko się na mnie gapił. Chciałam jak najszybciej wyjść – Steffi? Ja już pójdę.
- Tak szybko? Zostań jeszcze trochę.
- Zanim dojadę do domu …
- Evan Cie odwiezie, prawda? - zwróciła się do niego.
- Z przyjemnością. Nie ma problemu.
- Widzisz .. już masz załatwiony transport.
- Nie będę robiła problemu .. - i jak na zawołanie, ktoś zaczął do mnie dzwonić – Przepraszam .. muszę odebrać – odebrałam – Tak?
- Cześć Betty. Nie przeszkadzam? - to była druga osoba, która znała mój numer.
- Cześć Mike. Jestem u koleżanki, ale zaraz będę wracała do domu.
- Przyjadę po Ciebie.
- Ale ..
- Poczekam w aucie. Podaj mi adres – westchnęłam i podałam mu adres Steffi – Będę za pół godzinki – rozłączył się.
- To był Twój przyjaciel? - zapytała.
- Tak .. za pół godziny po mnie przyjedzie.
- Ale po co ma robić sobie kłopot. Ja bym Cie odwiózł – powiedział.
- Już Pan nie musi – Steffi się zdziwiła, że mówię mu na Pan.
- Już mówiłem, żebyś mówiła mi po imieniu – niedobrze mi się robiło od tej jego grzeczności, a tak naprawdę wiedziałam jaki jest.
- Jest Pan moim nauczycielem, a nie kolegą. Steffi .. będę się pomału szykowała – zaczęłam chować swoje rzeczy do torby. Równo o 19, dostałam sms'a od Michaela, że już czeka – Do jutra Steffi – pożegnałam się z nią i już miałam wychodzić.
- Odprowadzę Cie – zaproponował.
- Nie trzeba … - nie słuchał i otworzył mi drzwi. Wyszedł za mną i zamknął drzwi. Szłam szybkim krokiem w stronę auta.
- Gdzie się tak spieszysz? Poczekaj – zatrzymał mnie.
- Nie mam czasu.
- Znowu się opierasz? I po co? I tak będziesz moja – głupio się uśmiechnął.
- Chciałbyś – wyrwałam mu się i wsiadłam do auta – Cześć – pocałowałam Go w policzek na przywitanie. Miałam nadzieje, że nie widział tego zdarzenia.
- Co to było? - od razu zapytał.
- Co masz na myśli?
- Dobrze wiesz – patrzył się na mnie poważnie.
- Nic … możemy już jechać?
- To był On? To On jest tym nauczycielem?
- Mike .. daj spokój ..
- Jak mam dać spokój, gdy byłem świadkiem tego jak Cie traktuje.
- To nic takiego … zwykła wymiana zdań .. naprawdę. Nic mi nie zrobił.
- Niech by tylko spróbował Cie tknąć – zacisnął zęby – Nie dopuszczę do tego .. możesz być pewna – dotknął mojego policzka.
- Jestem – patrzyłam mu w oczy – Dziękuje, że się o mnie troszczysz.
- Jestem Twoim przyjacielem. Zawsze możesz na mnie liczyć i polegać. Jeżeli będziesz miała jakieś z nim problemy, powiedź mi o tym.
- Żebyś Go pobił? - lekko się uśmiechnęłam.
- Delikatnie mówiąc – też się uśmiechnął – No to jedziemy – uruchomił samochód – Rozumiem, że prosto do domu .. - bardziej stwierdził.
- Tak szczerze mówiąc, to nie powiedziałam mamie dokładnie, o której będę – spojrzał się na mnie, a po chwili się szeroko uśmiechnął.
- Naprawdę? W takim razie spędzimy ten czas razem. Chyba nie masz nic przeciwko?
- Czy ja wiem – udałam, że myślę – Raczej nie … mam nadzieje, że nie będę żałowała.
- Postaram się abyś nie żałowała. I przy okazji przeprowadzisz ze mną wywiad.
- Hmm?
- Bo po to się spotkałaś dzisiaj ze Steffi. Pisałyście referat.
- Pisałyśmy to za dużo powiedziane. Steffi miała kilka informacji o Tobie, ale nie byłam pewna, czy są prawdziwe.
- Masz racje .. nie warto wierzyć we wszystko co piszą albo mówią. Mam pomysł .. pojedziemy do mnie, zrobię coś do jedzenia i opowiem Ci o sobie, zgoda?
- Ok, ale nie dłużej niż dwie godziny.
- Umowa stoi – po chwili dotarło to co powiedział.
- Chwila .. chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Ty będziesz gotował.
- Wątpisz w mój talent kulinarny?
- Hehe nie, ale nie za dużo umiesz? Ciągle mnie zaskakujesz.
- O to chodziło – zatrzymał się na podjeździe i otworzył mi drzwi. Weszliśmy do domu – Usiądź sobie, a ja pójdę coś raz dwa przygotować dla nas.
- A co takiego będziesz robił?
- Niespodzianka – wyszczerzył się i zniknął w kuchni. Ja w tym czasie wyciągnęłam gruby zeszyt, w którym zapisywałam wszystko co jest związane z referatem. Pozostało mi czekać na Michaela.
- Może Ci pomóc? - powiedziałam głośniej, żeby usłyszał.
- Poradzę sobie – po piętnastu minutach wrócił z dwoma talerzami – Lubisz sushi?
- Nie wiem .. nie miałam okazji spróbować.
- To teraz masz – postawił jeden talerz przede mną i usiadł koło mnie.
- Sam to zrobiłeś? - patrzyłam się na niego ze zdziwieniem.
- Oczywiście .. dziwi Cie to?
- Trochę – spróbowałam – Mmm … pyszne.
- Uff .. a już się bałem, że nie będzie Ci smakowało
- Pewne obawy miałam, ale musiałam spróbować.
- No wiesz ..
- Oj żartowałam. Jest bardzo smaczne.
- Ciesze się. Może w tym czasie zaczniemy ten referat?
- Czemu nie – Mike zaczął mi opowiadać po kolei wszystko o sobie, a ja zapisywałam. Postanowiłam nie pisać o jego prywatnych sprawach. Czułam, że nie do końca mówił mi wszystko, ale nie chciałam dopytywać. Gdy mówił o swoim dzieciństwie, był smutny. Przerwałam – Mikey? Nie musimy dzisiaj kończyć. Mamy jeszcze czas.
- Mogę mówić .. - odłożyłam zeszyt i długopis.
- Nie zmuszaj się. I tak mam dużo napisane.
- Na pewno?
- Tak.
- No dobrze. Zaniosę talerze do kuchni – wstał i poszedł z talerzami do kuchni. Ja schowałam już zeszyt do torby. Wrócił do salonu.
- Powinnam już wracać do domu.
- Szkoda – nadal był smutny. Podeszłam do niego i się przytuliłam – Lepiej – lekko się uśmiechnął – Już tęsknię i nie mogę się doczekać jutra.
- Oj tam. Nie przesadzaj .. jeździ stąd jakiś autobus?
- Autobus? Chyba żartujesz. Odwiozę Cie. Nie będziesz jeździła autobusem o tej godzinie.
- Nawet nie próbuje protestować.
- I bardzo dobrze – uśmiechnął się – Gotowa?
- Tak. Możemy jechać – wyszliśmy z domu. Mike jak zawsze nie zatrzymał się przed moim domem, tylko wcześniej. Umówiliśmy się na jutro, bo miał po mnie przyjechać. Chciałam już wysiąść, ale w ostatniej chwili zobaczyłam idącego ojca w naszą stronę. Poczekałam aż się oddali.
- W porządku? - zapytał.
- Tak – ojca nie było już widać – Do jutra, Mike – otworzyłam drzwi.
- Do zobaczenia – poczekał aż weszłam do domu i odjechał.
- W końcu jesteś – to była mama – I jak było u koleżanki?
- Dobrze .. jeszcze nie skończyliśmy z referatem, ale dobrze nam idzie. Mogę iść do siebie?
- Zrobić Ci coś do jedzenia?

- Jadłam u Steffi – skłamałam – Pójdę już – poszłam do swojego pokoju. Przeczytałam jeszcze to co napisałam u Michaela – I będę musiała to wszystko przerobić – przygotowałam się na jutro, przebrałam się i położyłam. Mike jak zawsze napisał do mnie sms'a ''Dobranoc :)''. Odpisałam mu to samo. Leżałam tak chwile. Gdy byłam u Michaela, starałam się nie myśleć o tym co do niego czułam, dlatego zachowywałam się w miarę normalnie. Ale za każdym razem, gdy był blisko, czułam jak moje serce przyspiesza i nie umiałam nad tym zapanować. W takich chwilach bałam się, że się wygadam i dowie się o wszystkim. Nie mógł się dowiedzieć. Nigdy.