sobota, 13 września 2014

Chapter 8

Nie miałam ochoty iść na zajęcia, ale przecież musiałam. Zjadłam tylko trochę śniadania. Na nic nie miałam ochoty i nie miałam humoru. Mama usiadła naprzeciwko mnie.
- Betty? Coś się stało?
- Nie … muszę już iść – chciałam wstać, ale położyła swoją dłoń na mojej.
- Przecież widzę … wiem, że jesteś nadal na mnie zła, ale możesz mi powiedzieć o wszystkim. Jestem Twoją matką.
- Daj mi spokój .. proszę Cie – wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z domu. Była ostatnią osobą, której bym o wszystkim powiedziała. Poszłam na ten przystanek autobusowy co zwykle. Mike nie przyjechał. Wiedziałam. Nawet się z tego cieszyłam. Nie musiałam przynajmniej udawać i wyjaśniać mojego dziwnego zachowania. Nie umawiałam się ze Steffi, a i tak na mnie czekała przed wejściem.
- Cześć – przywitała się z uśmiechem.
- Cześć – wymusiłam się na uśmiech.
- Dlaczego jesteś smutna? - weszliśmy do środka.
- A .. takie tam … pewne sprawy, o których nie mam ochoty mówić.
- W porządku. Nie wypytuje. Muszę Ci o czymś powiedzieć.
- To coś poważnego?
- Niby nie … porozmawiamy na długiej przerwie.
- Ok – rozeszłyśmy się. Michael zajmował moje całe myśli i nie mogłam się skupić na zajęciach. Jeżeli tak wygląda miłość, to ja się chce jak najszybciej odkochać. Łudziłam się, że jest na to jakiś sposób.
- Panno Henderson. Proszę zejść na ziemie. Wiem, że są rzeczy bardziej ciekawsze od zajęć, ale po to tutaj Pani jest – wszyscy się zaśmiali.
- Przepraszam – opuściłam głowę i się zawstydziłam. Co On ze mną zrobił? Nie mogłam sobie pozwolić na takie zachowanie. Nauka była najważniejsza. Na długiej przerwie spotkałam się ze Steffi. Tak jak ostatnio poszłyśmy na zewnątrz – No to teraz mów o co chodzi.
- Nie wiem jak zacząć. Mam nadzieje, że to nie zmieni naszych relacji. Nie mówiłam Ci, ale ja tutaj chodzę od niedawna. Nie znam nikogo. Wcześniej z rodzicami i moim starszym bratem mieszkaliśmy w innej dzielnicy. Przeprowadzka oznaczało zmianę uczelni.
- Jak na razie wszystko rozumiem.
- Ale to nie wszystko. Teraz najważniejsze. Evan Baxter jest Twoim nauczycielem, prawda?
- Tak – nie rozumiałam.
- Ja .. ja nazywam się … Steffi .. Baxter … jestem jego siostrą.
- Co? - wybałuszyłam oczy – Żartujesz?
- Chciałabym – posmutniała – Dlatego nie studiuje tego co Ty. Ze względu na mojego brata. Nie chcę, żeby ktokolwiek myślał sobie, że mam u niego fory, czy coś. Jest dobrym nauczycielem. A Ty co sądzisz o nim?
- Wydaje się miły – powiedziałam co chciała usłyszeć. Nie chciałam jej robić przykrości i nie powiedziałam jej co chciał ode mnie. Pewnie i tak by nie uwierzyła.
- Jak byś miała z nim problemy, to mi powiedź – pokiwałam tylko głową – Kończysz dzisiaj o 14?
- Tak.
- Ja też. Może wróciłybyśmy razem, co? Chyba, że Twój przyjaciel po Ciebie przyjedzie.
- Pewnie. Nie dzisiaj po mnie nie przyjedzie. Ma dużo pracy – tak naprawdę tego nie wiedziałam, czy ma pracę, ale wiedziałam jedno … że nie przyjedzie. Miał już kim się zajmować. Oby był z nią szczęśliwy.
- Betty? Zamyśliłaś się na chwilkę.
- Yy .. a tak. Wybacz. Chodź wracamy już – po zajęciach wracałyśmy razem tak jak mówiłyśmy. Okazało się, że Steffi też idzie na autobus. Wysiadała o przystanek wcześniej.
- To widzimy się jutro, tak?
- Tak.
- Ciesze się, że to co Ci powiedziałam, nie zmieniło Twojego zdania o mnie.
- To, że jesteś jego siostrą nie oznacza, że jesteś taka sama. Każdy człowiek jest inny.
- To prawda, ale Evan nie jest taki zły.
- Pewnie tak.
- O ja już muszę wysiadać. Trzymaj się – wysiadła. Gdy ja wysiadłam na swoim przystanku, szłam do domu bardzo wolno. Ojca nie było, a nawet jak by był .. co z tego? Pewnie by się mi dostało. Jakoś się już tego nie bałam. Weszłam do domu.
- Co tak szybko? - mama się zdziwiła – Myślałam, że ten Jackson znowu Cie gdzieś wyciągnie – tak mamo, dobijaj mnie jeszcze bardziej.
- Dzisiaj się z nim nie umawiałam. On ma też swoje obowiązki.
- Coś takiego. Myślałam, że jego głównym obowiązkiem jest zdobycie Ciebie.
- Czego Ty ode mnie chcesz, co?! - wydarłam się. Kompletnie wyprowadziła mnie z równowagi.
- Nie tym tonem moja droga! Nie zapominaj, że rozmawiasz ze swoją matką!
- Tak! Z matką, która ma gdzieś moje uczucia! - pobiegłam do siebie. Dlaczego to jest takie trudne? Dlaczego musiałam Go spotkać na swojej drodze? Nienawidzę siebie. Może uda mi się o nim zapomnieć … o jego uśmiechu. Co ja gadam. Prawie cały dzień przeleżałam w łóżku. Dopiero o 18 zeszłam na dół.
- Betty .. - podeszła do mnie – Przepraszam .. nie chciałam na Ciebie krzyczeć. Chce Cie tylko uchronić przed największym błędem w Twoim życiu.
- Tym błędem jest Michaela?
- Tak .. to przez niego się kłócimy. Wcześniej nie dochodziło między nami do sprzeczek.
- Mamo … ale ja … - już chciałam wyznać jej moje uczucia do niego. Spojrzałam w jej oczy i zdałam sobie sprawę, że nie mogę jej powiedzieć.
- O co chodzi? - opuściłam głowę.
- Już nic.
- Na pewno? - pokiwałam głową – No dobrze. Mam prośbę. Mogłabyś iść do marketu? Zabrakło mi parę rzeczy na kolacje.
- Dobrze – dała mi listę zakupów i pieniądze. Sklep był nie daleko. Zrobiłam potrzebne zakupy i ruszyłam w drogę powrotną. Gdy byłam już blisko domu i przechodziłam obok krzaków, coś złapało mnie w pasie, zasłonił ręką usta i zaciągnęło do tych krzaków. Chciałam krzyczeć, ale nie dałam rady.
- Betty, Betty … spokojnie .. to ja – poznałam ten głos i przestałam się wyrywać. Odwrócił mnie w swoją stronę – Nie chciałem Cie wystraszyć.
- Ale udało Ci się.
- Przepraszam. Nie wiedziałam jak się z Tobą skontaktować.
- Po co?
- Słucham? Co Ty mówisz? Posłuchaj … - złapał mnie delikatnie za ramiona – Dlaczego wczoraj uciekłaś? Chciałem Cie przedstawić .. - nie dałam mu dokończyć.
- Mama czeka na zakupy. Muszę iść – wyminęłam Go i wyszłam z tych krzaków. Czułam się źle z tym jak Go traktuje. Nie zasługiwał na to.
- Stój! - pobiegł za mną i mnie zatrzymał – Co się dzieje? Dlaczego tak się zachowujesz? Wczoraj od razu chciałem do Ciebie jechać, ale postanowiłem dać Ci trochę czasu. Chociaż nie mam pojęcia co zrobiłem nie tak.
- Nic nie zrobiłeś.
- Więc o co chodzi? - zobaczyłam, że przechodnie się na nas gapią.
- Chodź – pociągnęłam Go za rękę bardziej w pobliże mojego domu. Widać było okna kuchni – Mike .. masz swoje życie .. - nie wiedziałam jak mu powiedzieć, żeby zajął się swoją dziewczyną.
- Nie rozumiem … nie chcesz się ze mną już przyjaźnić? O to chodzi?
- Oczywiście, że chce.
- To mi to wyjaśnij, bo nie rozumiem.
- Nie mam czego wyjaśniać. Nie znałeś mnie i też było dobrze. Nic nie wniosłam do Twojego życia.
- Mylisz się. Wniosłaś bardzo dużo – dotknął mojego policzka. Walczyłam, żeby mu nie wyjawić co do niego czuje.
- Ty w moje też – przyznałam.
- Więc dlaczego uciekłaś? Chciałem, żebyś poznała moją siostrę, Ona Ciebie też chciała, a Ty po prostu wyszłaś.
- Ale … siostrę? - myślałam, że się przesłyszałam.
- Tak .. - uśmiechnął się – LaToya jest moją starszą siostrą. Ostatnio nasze relacje się poprawiły i opowiadałem jej o Tobie. Bardzo chciała Cie poznać i myślałem, że to dobry pomysł .. jednak .. myliłem się – posmutniał.
- Mike .. nie wiedziałam, że Ona .. jest Twoją siostrą.
- A kim? Dziewczyną? - zaśmiał się. Nie odpowiedziałam – Naprawdę tak pomyślałaś?
- Wiem .. to głupie.
- Bym Ci od razu powiedział, gdybym kogoś miał. Nie oszukał bym Cię.
- Przepraszam .. nie wiem dlaczego tak pomyślałam.
- To co teraz? Przytulas na zgodę? - zrobił niewinną minkę i wyciągnął ręce w moją stronę. Uśmiechnęłam się i przylgnęłam do niego. Przerażało mnie to, że nie chciałam się od niego oderwać. Na szczęście On też nie miał zamiaru mnie puszczać i nie wyszłam dzięki temu na jakąś nienormalną – Hehe ja też tęskniłem – odsunęłam się od niego i spojrzałam poważnie.
- Jak mogłeś mnie tak przestraszyć? - walnęłam go w ramię – Myślałam, że to jakiś psychol albo gwałciciel.
- Ałł hehe .. - śmiał się.
- Ja Ci się zaraz pośmieje – dostał torbą z zakupami.
- Ałć - zasłaniał się.
- Zaraz Cie bardziej zaboli – zaczął mi uciekać – Wracaj tutaj! - pobiegłam za nim – Już Cie nie uderzę. Zatrzymaj się – niepewnie się zatrzymał.
- Na pewno?
- Tak – podeszłam do niego – A masz! - dostał jeszcze z dwa razy i na więcej mi nie pozwolił, bo złapał mnie od tyłu w pasie.
- I co teraz? - poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi – Myślisz, że możesz tak mnie bezkarnie bić?
- A możesz już mnie puścić? - nie czułam się komfortowo w takiej sytuacji.
- A jak nie chce, to co?
- To jeszcze raz dostaniesz i to w takie miejsce, że na pewno poczujesz.
- Oj .. poważna groźba. Wole nie ryzykować – puścił mnie – Ale musiałaś aż tak mocno mnie bić? - masował bolącą głowę.
- Należało Ci się i już mnie tak nie strasz.
- Nie będę. Chodź na chwilkę do auta – wziął mnie pod rękę i szliśmy do samochodu. Otworzył drzwi – Tak szybko uciekłaś, że zapomniałaś o swoim prezencie – wystawił dłoń w moim kierunku, w której trzymał telefon.
- Jesteś tego pewien?
- Oczywiście .. inaczej bym Ci Go nie kupił – nadal miałam wątpliwości, ale przyjęłam prezent.
- Dziękuje – schylił się niżej i wskazał palcem swój policzek – Hehe – pocałowałam Go w ten policzek.
- I teraz jesteśmy kwita. Słuchaj .. masz dzisiaj jakieś plany?
- Nie mam, ale robi się już późno. Powinnam wracać do domu.
- To Cie chociaż odprowadzę.
- Dobrze.
- I daj mi tą reklamówkę z zakupami.
- Nie jest ciężka – spojrzał na mnie wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu – No dobra. Trzymaj.
- Jeszcze bym Ciebie uradził na drugiej ręce.
- Jasne – zapomniałam, że z nim się nie zaczyna. Po chwili unosiłam się nad ziemią – Puść mnie, wariacie – trzymał mnie tylko jedną rękę, a w drugiej miał zakupy.
- Sama mnie sprowokowałaś, to teraz nie narzekaj. Będziesz miała transport pod same drzwi. Mam nadzieje, że Twoja mama nie wyskoczy na mnie z patelnią – zaśmiałam się.
- Miejmy nadzieje, że nie.
- Proszę bardzo – puścił mnie na nogi – Została Pani bezpiecznie przetransportowana.
- Bardzo dziękuje, ale nie było to konieczne – staliśmy przed drzwiami wejściowymi. Oddał mi zakupy.
- Moja mama i siostry chcą Cie poznać. Kiedy dasz się zaprosić na obiad do domu mojej mamy?
- Mike … mam teraz dużo nauki. Chciałabym, ale na chwilę obecną jest to niemożliwe. Na pewno jeszcze je poznam.
- Ehh … nie będę Cie namawiał, ale pamiętaj o tym. Zresztą i tak co jakiś czas będę Ci przypominał – wyszczerzył się.
- Domyślam się – po chwili zrobiła się niezręczna cisza – Yy … to ja już wejdę do środka.
- Ok … Betty?
- Tak? - zatrzymałam się jeszcze. Podszedł do mnie.
- Chciałem Ci życzyć kolorowych snów – pocałował mnie w policzek bardzo blisko ust – Dobranoc – wsiadł do auta i odjechał. Nie mogłam dojść do siebie i zostałam jeszcze chwile na zewnątrz. Nie wiem, czy zrobił to specjalnie, czy nieumyślnie, ale to było dla mnie coś zupełnie nowego. Nawet jeżeli nie pocałował mnie prosto w usta, to i tak było to dla mnie nowe doświadczenie. Musiałam wrócić do domu. Nie chciałam tłumaczyć się mamie, gdzie byłam.
- Co tak długo? Zanieść zakupy do kuchni – zrobiłam co mi kazała. Miałam nadzieje, że nie zauważy mojego innego zachowania. Weszła za mną – Kupiłaś wszystko?
- Tak – wypakowałam zakupy. Dziwnie się na mnie patrzyła aż w końcu się odezwała.
- Mówiłaś, że dzisiaj nie masz się z nim spotkać – spojrzałam się na nią zaskoczona – Widziałam Was. Zapytam wprost. Co Was łączy?
- Nic … przyjaźń. Już mówiłam.
- To mi wyglądało na coś innego. Przyjaciele nie przytulają się aż tak do siebie. Poza tym widziałam jak na Ciebie patrzył.
- Wydaje Ci się. To był normalny przyjacielski uścisk.
- Nie oszukuj mnie. A co robiliście pod drzwiami?
- Tego już nie widziałaś, co? W ogóle to jakim prawem nas podglądasz?
- Bo się o Ciebie martwię i odpowiedź na moje pytanie. Co robiliście?
- Nic! Pocałował mnie w policzek na pożegnanie! A nawet jeżeli by zrobił coś więcej … nic Ci do tego!
- Od kiedy mówisz do mnie takim tonem? On Cie buntuje przeciwko mnie?
- Jesteś nienormalna! - poszłam do siebie. Zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i zsunęłam się na podłogę. Faktycznie ostatnio zrobiłam się jakaś nerwowa. Nie panowałam nad tym. Około godziny 23 leżałam już w łóżku i nagle zadzwonił mój telefon, który dostałam od Michaela. Zdziwiłam się, bo numer nie znał nikt prócz Michaela – Słucham? - odebrałam niepewnie.
- To ja. Poznajesz? - zawsze poznam ten głos.
- Tak .. nie spodziewałam się, że zadzwonisz o tej godzinie.
- Mam nadzieje, że Cie nie obudziłem.
- Nie. Dopiero się położyłam.
- To dobrze – chwila ciszy – Będę jutro na Ciebie czekał jak zawsze.
- A nie masz ciekawszych zajęć?
- Hmm – udał, że myśli – Nawet, gdybym miał, to i tak bym przyjechał, bo widziałem Cie parę godzin temu, a już tęsknie.
- Dlaczego? - nie odpowiedział od razu.
- Po prostu … tęsknie i już. Nie można? - zaśmiał się nerwowo. Wyczułam to. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- M-można.
- Miałaś jakieś problemy z mamą? - zmienił temat.
- Trochę była zła, że długo mnie nie było, ale poza tym to nic nie mówiła – nie chciałam mu mówić prawdy.
- A już się bałem, że mi się oberwie hehe.
- A kto mi przypomina, że jestem już dorosła i nie muszę wracać o 22?
- Hehe no ja, ale wiesz … nie chce jeszcze bardziej narażać się Twojej mamie. Chociaż i tak wiem, że mnie nienawidzi.
- Nie mów tak. Gdy Cie lepiej pozna, zmieni zdanie. Jestem pewna.
- Chciałbym abyś miała racje. Tylko ciężko w to uwierzyć – westchnął.
- Wiesz, że jej zdanie nie jest ważne.
- Bardzo mnie cieszą Twoje słowa. Teraz jestem pewny, że nie dopuścisz aby Twoja matka zniszczyła naszą .. przyjaźń.
- To jest trudne. Nie chce z nią się kłócić, ale chce, żeby coś zrozumiała.
- Nie martw się na zapas. Jutro się spotkamy i humor Ci się poprawi.
- Coś planujesz?
- Hmm … może – byłam pewna, że w tym momencie się uśmiechał.
- Powinnam się bać?
- Znasz mnie i wiesz, że nie masz czego.
- Mam .. Twoich pomysłów hehe.
- Nom to prawda. To nic takiego. Twojego ojca nie ma?
- Na razie Go nie ma i wiem, że jest Ci to na rękę.
- Oj tam … no dobra .. przyznaje się hehehe – też się zaśmiałam i niechcący ziewnęłam – Widzę, że ktoś tu jest śpiący.
- Trochę.
- Nie będę Cie już męczył. Musisz się wyspać, bo oczki będziesz miała podkrążone.
- Hehe .. nie będzie tak źle. Ale może pójdziemy już naprawdę spać, bo Ty też musisz się wyspać.
- Ja to tam ja. Dam sobie radę.
- Weź tak nie mów, bo jest mi przykro.
- Przepraszam.
- Mike? Mam pytanie …. normalnie pójdziesz spać, czy … weźmiesz .. tabletkę?
- Betty … wiesz, że muszę.
- Nie chce, żebyś je brał. Zrób to dla mnie i dzisiaj nie bierz. Wieże, że uda Ci się zasnąć.
- To nie jest takie proste. Chciałbym zasypiać tak jak kiedyś, ale nie mogę. Nic na to nie poradzę. Proszę .. nie bądź na mnie za to zła.
- Nie jestem .. to nie Twoja wina, ale się o Ciebie martwię.
- Naprawdę nie musisz. Nie mówmy już o tym.
- I tak wrócimy do tej rozmowy.
- Już się boję hehe. Kurcze .. kończymy, bo naprawdę nie wstaniesz.
- Ok.
- Do zobaczenia za niedługo i dobranoc.
- Dobranoc, Mike – rozłączył się. Chyba coraz bardziej mi odbija. Coraz głębiej popadałam w to uczucie i już nie mogłam z tego wybrnąć. Wiedziałam, że z dnia na dzień będę kochała Go coraz bardziej i bałam się tego. Nie chciałam aby kiedykolwiek się o tym dowiedział. Nawet zaczęłam o nim śnić. To nie było nic nie przyzwoitego. Po prostu śniły mi się nasze spędzone chwile. Od teraz stresowałam się za każdym razem, gdy mieliśmy się spotkać.

sobota, 6 września 2014

Chapter 7

Było sobotnie popołudnie. Prawie nie wychodziłam z pokoju. Czegoś mi bardzo brakowało, a właściwie kogoś. Nie oszukujmy się. Tą osobą był Mike. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo się do niego przywiązałam. Wcześniej nie wiedziałam co to znaczy za kimś tęsknic do tego stopnia, że się cały czas myśli o tej osobie. Z mamą nie mogłam o tym porozmawiać. Ciągle powtarzała, że mi to przejdzie, ale ja wiedziałam, że to nie prawda. Dłubałam widelcem w obiedzie. Nie miałam coś ochoty na jedzenie. Razem z mamą usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Powiedziała, że pójdzie otworzyć. Po chwili wróciła.
- Betty .. ktoś do Ciebie – zdziwiłam się i z ciekawości poszłam zobaczyć kto to.
- Cześć – przywitała się młoda dziewczyna. Była w moim wieku – Jetem Stephanie, ale wszyscy mówią mi Steffi – uśmiechnęła się.
- Yyy .. cześć .. ja ..
- Wiem .. Betty .. - a ja nadal nic nie rozumiałam. Skąd Ona znała moje imię i wiedziała gdzie mieszkam – Pewnie się zastanawiasz co tutaj robię.
- No .. tak. Znamy się?
- Nie kojarzysz mnie, ale chodzimy razem na wykłady z języka Angielskiego. Siedzę na końcu sali.
- Aha … więc .. po co przyszłaś?
- Nauczycielka mnie poprosiła abym przyniosła Ci zaległy materiał. Nie chce, żebyś znowu miała takie zaległości jak ostatnio – dopiero się spostrzegłam, że stoimy w drzwiach.
- Oh wybacz … chodź do środka – przepuściłam ją i zamknęłam drzwi. Ojca dzisiaj nie było, więc nie musiałam się obawiać – Mamo .. pójdziemy do mnie, dobrze? - wyszła z kuchni.
- Dobrze – uśmiechnęła się – Przynieść Wam coś do picia?
- Ja dziękuje. Przyszłam tylko na chwilę – poszłyśmy do mojego pokoju – Ładnie tutaj masz.
- Dziękuje .. siadaj – wskazałam na fotel. Usiadła i wyciągnęła z torby szkolnej zeszyty.
- Będziesz w poniedziałek na zajęciach?
- Tak.
- To jeżeli chcesz, to możesz mi oddać zeszyty w poniedziałek. Nie ma problemu.
- Naprawdę? Ale nie będziesz miała z czego się uczyć.
- Mam jeszcze książki. Nie ma sensu, żebyś teraz na szybko przepisywała, a trochę tego jest – posiedziała jeszcze trochę i wytłumaczyła mi nowy materiał. Widziałam jak na mnie patrzyła, gdy czytałam – Przepraszam … to nie moja sprawa, ale .. co Ci się stało?
- Yyy … spadłam ze schodów.
- Wybacz .. nie powinnam pytać.
- W porządku – do pokoju weszła mama. Oczywiście bez pukania no bo i po co.
- Betty .. telefon do Ciebie – podała mi. Przyłożyłam do ucha.
- Tak?
- Cześć księżniczko – to był Mike.
- Cześć Mike.
- Jak się czujesz?
- Już lepiej … nie martw się.
- Wiesz, że i tak będę. Ale powiem Ci, że jestem pozytywnie zaskoczony, że Twoja mama przekazała Ci słuchawkę.
- Hehe ja też – Steffi udawała, że nie słyszy i coś tam czytała.
- A co teraz porabiasz? Bo ja się nudzę bez Ciebie.
- Ja? Yy .. u mnie jest koleżanka.
- Koleżanka? - był zdziwiony, bo wcześniej mu mówiłam, że nie mogę nikogo przyprowadzać ani, że nie mam żadnej.
- W poniedziałek Ci wytłumaczę.
- No dobrze, ale na pewno to nie kolega?
- Mike .. przecież wiesz.
- Wiem wiem .. żartowałem – lekko się zaśmiał – Nie będę Ci już przeszkadzał. Mam nadzieje, że Twoja matka następnym razem też powie Ci, że dzwonię.
- Trzeba mieć nadzieje – uśmiechnęłam się.
- To prawda … no dobrze. Do zobaczenia .. już się nie mogę doczekać – nie wiedziałam co odpowiedzieć – Zawstydziłem Cie? - w tej właśnie chwili poczułam, że się rumienie.
- N – nie …
- Wybacz .. nie chciałem … do poniedziałku. Paa.
- Pa – rozłączyłam się. Steffi patrzyła się na mnie i się odezwała.
- To Twój chłopak?
- Co? Nie .. to tylko przyjaciel.
- Naprawdę? A zarumieniłaś się jak by był kimś więcej.
- Po prostu .. jestem wstydliwa.
- Wybacz, że tak ciągle wypytuje.
- W porządku – uśmiechnęłam się z przymusu, bo tak naprawdę nie odpowiadało mi to, że tak się wypytuje. Nie znałam jej i nie chciałam jej za dużo mówić.
- Nie będę już Ci zabierała czasu. Będziesz na pewno w poniedziałek na zajęciach?
- Tak, tak …
- W takim razie będę na Ciebie czekała przed wejściem, ok?
- Dobrze .. i dziękuje – odprowadziłam ją do drzwi.
- Nie ma problemu. Cześć – wyszła.
- Co chciała? - mama wyszła z kuchni – To Twoja koleżanka?
- Przyniosła mi zeszyty do przepisania. Z nią też nie mogę się zadawać?
- Nie zaczynaj – wróciła do kuchni.
- To ja zaczynam? To Ty mi wszystkiego zabraniasz – poszłam za nią – Jej też nie znasz.
- Ale Ona to co innego. Jest dziewczyną i nie mam nic przeciwko. Ale wiesz, że jak ojciec jest w domu, to nie może przychodzić.
- Mike też może przychodzić – spojrzała się na mnie – Dobrze słyszałaś … Mike będzie do mnie przychodził, gdy ojca nie będzie – postawiłam jej się.
- Jeszcze ja mam coś tutaj do powiedzenia.
- Ty już powiedziałaś swoje – trzasnęłam drzwiami i poszłam do siebie. Było mi przykro. Moja własna matka mnie nie rozumie, a ja chciałam ją prosić o radę. Dobrze, że tego nie zrobiłam. Musiałam się przejść. Zarzuciłam na siebie bluzę i wyszłam z domu. Poszłam do parku i usiadłam na ławce. Spojrzałam na zegarek. Było po 17, a mi się nadal nie chciało wracać do domu. W oddali zobaczyłam znajomą postać. Był przebrany, żeby nikt Go nie rozpoznał, ale ja poznałam. Ale chwila … czy On idzie z kobietą? Tak … wzięła Go pod ramię i szli sobie parkiem. Uśmiechnięci i zadowoleni. Dlaczego poczułam się dziwnie widząc tą scenę? Przecież byliśmy jedynie przyjaciółmi. Jednak i tak zrobiło mi się przykro. Nie chciałam, żeby mnie zauważył, dlatego wyszłam z parku. Byłam ciekawa, czy powie mi o swojej dziewczynie. W końcu przyjaciele zwierzają się sobie.

                                                                    ~~~~~~~~~~~~~~

Nadszedł dzień powrotu na zajęcia. Podeszłam do lustra. Siniaków nie było już widać. Mama miała specjalną maść, która likwidowała siniaki w parę dni. Niestety na plecy ani na inne części ciała Ona nie działała. Zjadłam śniadanie i poszłam na autobus. Myślałam, że Mike nie przyjedzie, ale myliłam się. Już na mnie czekał. Przywitaliśmy się i otworzył mi drzwi. Na początku jechaliśmy w ciszy.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Już dobrze – nie patrzyłam na niego, tylko przez szybę.
- Coś się stało? Jesteś na mnie zła?
- Nie .. no co Ty.
- To o co chodzi? - czułam jego wzrok na sobie.
- Jest coś o czym chciałbyś mi powiedzieć, ale nie wiesz jak albo boisz się mojej reakcji? - spojrzałam się na niego.
- Ja? Nie .. wiesz o mnie wszystko. Nie mam żadnych tajemnic – spodziewałam się takiej odpowiedzi. Nie wiedziałam dlaczego nie chce mi powiedzieć prawdy.
- Yhym .. - odwróciłam głowę. Nie potrafiłam z nim normalnie rozmawiać, wiedząc, że ukrywa przede mną swoją dziewczynę. Zatrzymał się na parkingu jak zawsze. Chciałam wysiąść.
- Betty .. - zatrzymał mnie – Co się dzieje?
- Nic .. naprawdę.
- Wiem, że nie mówisz mi prawdy – i kto to mówi – No dobrze … nie zatrzymuje Cie już. Przyjadę jak zawsze i mam dla Ciebie niespodziankę – uśmiechnął się.
- Dla mnie? Jaką?
- Jak powiem, to nie będzie niespodzianki. Jest Twój ojciec?
- Jest, ale po południu wychodzi.
- Bardzo dobrze. Bo ta niespodzianka jest u mnie w domu. Chyba nie masz nic przeciwko?
- Nie .. nie mam. Pójdę już, dobrze?
- Tak .. leć, bo się spóźnisz .. aha i jeszcze coś – niespodziewanie pocałował mnie w policzek. Jak zwykle się zarumieniłam i wysiadłam. Steffi czekała już na mnie przy wejściu. Oddałam jej zeszyty.
- Dziękuje.
- Jak byś jeszcze czegoś potrzebowała, to mów.
- Dobrze.
- To był On? - chodziło jej o to, że mnie odwiózł.
- Tak .. przywozi mnie i odwozi.
- To rzadkie zjawisko, że przyjaciel ma czas, żeby codziennie odwozić przyjaciółkę – czy Ona coś sugerowała?
- Po prostu potem jedzie do pracy – weszliśmy do szkoły.
- Aha .. czyli jest starszy od Ciebie, tak?
- No tak .. ale nie tak dużo .. - wiedziałam, że Steffi czekała na ciąg dalszy – Ehh … ma 28 lat. Moja matka nie jest z tego powodu zadowolona. Powiedź mi .. czy to jest coś złego jeżeli przyjaciel jest starszy?
- Jasne, że nie. Twoja mama jest najwidoczniej przewrażliwiona. Najważniejsze, że miło spędzacie czas i się dogadujecie. Poza tym jesteś dorosła.
- Wiem … - szłyśmy wzdłuż korytarza i kątem oka widziałam jak Victoria i jej koleżaneczki się na mnie patrzyły. Gdybym była sama pewnie by podeszły.
- Masz z nimi na pieńku?
- Powiedźmy … po prostu .. znaleźli sobie kozła ofiarnego.
- Nie możesz im na to pozwolić. Muszą zobaczyć, że nie są bezkarne. Wiesz, że One są zdolne zrobić wszystko aby tylko dostać to czego chcą.
- Już się o tym przekonałam.
- Co masz na myśli? - zadzwonił dzwonek na lekcje i każda poszła w swoją stronę. Siedząc w ławce zastanawiałam się czy mogę jej zaufać. Wydawała się sympatyczną dziewczyną, ale od tak dawna nie rozmawiałam z innymi, że teraz miałam opory. Musiałam się przełamać. Czekałam na koniec zajęć, bo nie mogłam się doczekać aż znowu porozmawiam ze Steffi. Upragniony dzwonek. Wszyscy wyszli z klasy. Miałam czekać na Steffi. Tak się umówiłyśmy. Z daleka zobaczyłam idąca Victorie. Udałam, że jej nie widzę. Jednak podeszła do mnie i złapała za ramię.
- Co Ty sobie wyobrażasz?
- Słucham?
- Napuściłaś na nas tego kolesia. Gdyby nie Ty miała bym Go już w garści. Widać, że jest nadziany. Jeszcze raz mi przeszkodzisz, a mnie popamiętasz – powiedziała ciszej i odeszła. Akurat przyszła Steffi.
- Znowu Ci dokuczała?
- Nie .. tym razem ostrzegała – chciałam zmienić temat – To co? Idziemy na lunch?
- Tak, ale i tak wszystko mi opowiesz – poszłyśmy na stołówkę i kupiłyśmy jedzenie – A może zjemy na dworze? Co Ty na to?
- Dobry pomysł – wyszłyśmy na zewnątrz. Sama jakoś nigdy się nie odważyłam. Nie uśmiechało mi się stać tak samej jak kołek, a teraz było inaczej. Usiedliśmy na równo ściętym trawniku przy dębie – Miło tak na świeżym powietrzu.
- Tak …. no to opowiadaj. Mamy długą przerwę - może i faktycznie zwierze jej się z pomysłów Victorii. Zaczęłyśmy jeść i w tym czasie rozmawiałyśmy, a właściwie to ja mówiłam.
- Ehh … Victoria widziała jak ten mój przyjaciel ciągle mnie przywozi i w ogóle, więc wymyśliła, żebym ich poznała. Masz pojęcie? Powiedziała, że ma niezłą furę i jeżeli ja Go nie chcę to, żebym taka nie była i ją z nim poznała. Oczywiście odmówiłam.
- I co zrobiła?
- Jak wychodziłam … zaciągnęły mnie za krzaki i kazała, żeby mnie pilnowała, a sama poszła do niego. Już na mnie czekał na parkingu. Spławił ją i ''uwolnił'' mnie od nich.
- Nie mogę w to uwierzyć. Ona jest nienormalna. A teraz co od Ciebie chciała?
- Że ją popamiętam, ale się nią nie przejmuje. Jest mocna tylko w buzi – to nie była do końca prawda, ale nie chciałam jej tego mówić. Znowu przerwał nam dzwonek.
- To już moja ostatnia lekcja, a Twoja? - szliśmy w stronę uczelni.
- Ja mam jeszcze dwie. No to do jutra – pożegnaliśmy się i weszliśmy do swoich klas. Ten dzień był inny niż wszystkie wcześniejsze. Czas leciał bardzo szybko i pierwszy raz odkąd znam Michaela nie cieszyłam się, że niedługo Go zobaczę. Dlaczego nie mówi mi prawdy? O co tutaj chodzi? W końcu mogłam iść do domu. Podeszłam jeszcze do swojej szafki, zabrać potrzebne książki. Na szafce była kartka od dyrektorki, że mam przyjść pod wskazany gabinet. Nie zdziwiło mnie to, bo nauczyciele, czy też właśnie dyrektorka zostawiali uczniom takie wiadomości na szafkach, gdy nie mogli iść znaleźć. Bez żadnych obaw udałam się tam. Sala byłą pusta. Postanowiłam zaczekać. Ale zamiast dyrektorki wszedł jakiś koleś.
- Betty? - zapytał.
- Tak .. kim jesteś? Czekam na dyrektorkę – zamknął za sobą drzwi na klucz.
- Dzisiaj to ja jestem dyrektorką – podszedł do mnie – Posłuchaj mała. Jeszcze raz przeszkodzisz mojej siostrze, a mnie popamiętasz!
- Co? Ja nic nie zrobiłam – byłam przerażona.
- Zamknij się! O wszystkim wiem! Victoria zdobędzie Twojego ''kolegę'' czy Ci się to podoba, czy nie! Jasne?! Chyba nie chcesz do końca życia jeść przez słomkę, co?! - nie odpowiedziałam – Tak myślałem. Mądra decyzja – miał już odejść – I jeszcze coś. Jeżeli komuś powiesz o tej rozmowie .. już po Tobie – od kluczył drzwi. Rozejrzał się, czy nikt nie idzie i wyszedł. Strach mnie sparaliżował i nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Co Oni ode mnie chcą? Napuściła na mnie swojego brata. Do czego Ona jeszcze się posunie. Bałam się, ale musiałam wyjść. Mike pewnie już na mnie czekał. Na korytarzu nikogo już nie było, więc wyszłam z budynku. Zobaczyłam auto Michaela i podeszłam do niego. Nie wsiadłam.
- Betty? Co się dzieje? Dlaczego nie wsiadasz? - opuścił szybę.
- Na pewno nie masz innych planów?
- Co do Ciebie? Oczywiście, że mam – uśmiechnął się.
- Nie o to mi chodziło.
- Wsiadaj już – nie chciał słyszeć sprzeciwu. W końcu wsiadłam – Jak tam zajęcia? - odpalił auto i ruszyliśmy.
- Normalnie … nic ciekawego się nie wydarzyło.
- Nie miałaś żadnych kłopotów? - oczywiście, że miałam, ale przecież Ci nie powiem.
- Nie … zabierasz mnie do siebie? - zmieniłam temat.
- Nom .. tam mam dla Ciebie niespodziankę – uśmiechnął się od ucha do ucha. Uśmiechnęłam się słabo. Też spoważniał – Na pewno wszystko ok?
- Na pewno – już nie poruszał tego tematu. Zajechaliśmy pod jego dom. Tak naprawdę dopiero teraz mogłam się przyjrzeć wnętrzu. Za pierwszym razem, gdy tutaj byłam była noc.
- Rozgość się. Chcesz coś do picia?
- Zdaje się na Ciebie – usiadłam na kanapie.
- O jaka odważna – uśmiechnął się łobuzersko – Żartowałem. Zrobię dla nas coś dobrego. Zaraz wracam – zniknął chyba w kuchni. Jak na faceta, to miał bardzo przytulnie urządzony dom. Rozglądałam się dookoła. Nagle za sobą i tuż przy uchu usłyszałam – Podoba Ci się? - odwróciłam się. Przez chwile patrzeliśmy sobie w oczy i nasze nosy prawie się stykały.
- T-tak – za jąkałam się – Masz tutaj bardzo ładnie.
- Dziękuje .. mnie też się podoba – usiadł przy mnie – Robię gorąco czekoladę. Lubisz?
- Jasne – jakoś ciężko mi się rozmawiało, a przecież wcześniej tak nie było. Zaczęło mnie krępować to, że patrzył się na mnie bez przerwy.
- Idę po Twój prezent. Nie ruszaj się stąd – pogroził w żartach palcem.
- Hehe dobrze.
- Grzeczna dziewczynka – poszedł schodami na górę. Parę minut później wrócił i kazał mi zamknąć oczy. Poczułam, że usiadł na swoje poprzednie miejscu – Już możesz otworzyć – otworzyłam. Trzymał w ręku telefon komórkowy. Nie wiedziałem co powiedzieć – Dla Ciebie – wręczył mi.
- Ale .. Mike … nie mogę tego przyjąć.
- Dlaczego nie? Dzięki temu będziemy mieli ze sobą kontakt i Twoja matka już nie będzie mówiła, że nie dzwoniłem i że mam Cie gdzieś.
- No .. to prawda.
- Więc .. przyjmujesz prezent? Proszę – zrobił słodkie oczka.
- Tak … robię to dla Ciebie.
- I dla siebie – przytulił mnie – Aha i jeszcze coś … wystarczy, że wciśniesz jedynkę i słuchawkę, a połączysz się z najważniejszym numerem.
- Czyli ..?
- Moim oczywiście – wyszczerzył się. Walnęłam Go poduszką – Ej … oj zapomniałem o czekoladzie. Zaraz wracam – pobiegł do kuchni. Był niemożliwy. Piętnaście minut później siedzieliśmy sobie i rozmawialiśmy. Mike potrafił mnie rozbawić. Zastanawiało mnie jedno … dlaczego co chwilę spoglądał na zegarek.
- Czekasz na kogoś? - w końcu zapytałam.
- Tak .. chce Ci kogoś przedstawić. Mam nadzieje, że się polubicie. Bardzo mi na tym zależy.
- Ale o kim mówisz?
- Niedługo ją poznasz – ją? Chyba nie chciał mi przedstawiać swojej dziewczyny. Nie byłam na to gotowa.
- Yhym … - prawie dopiłam swoją czekoladę i usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć – poleciał do drzwi. Usłyszałam, że mnie woła, więc poszłam w tamtą stronę. Miałam racje. To była Ona.
- Miło mi Cie poznać – wyciągnęła dłoń w moją stronę. Uścisnęłam ją – Michael dużo mi o Tobie opowiadał i ciesze się, że mogę Cie w końcu poznać.
- Betty to jest …
- Przepraszam ja muszę już iść – zabrałam szybko swoje rzeczy.
- Ale .. poczekaj – chciał mnie zatrzymać.
- Mama nie wie gdzie jestem – wyszłam z domu i szybkim krokiem szłam chodnikiem. Na całe szczęście nie poszedł za mną. Nawet nie wzięłam swojego prezentu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu .. w swoim pokoju. Weszłam do domu z prędkością światła i jeszcze szybciej w swoim pokoju. Położyłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Co się ze mną dzieje. Powinnam się cieszyć, że ma dziewczynę i jest szczęśliwy, ale nie mogłam. Odpowiedź była tylko jedna …. zakochałam się.

sobota, 23 sierpnia 2014

Chapter 6

Witajcie!
W tą sobotę dodaje nową notkę właśnie tutaj. Nie wiem, czy uda mi się to, ale chcę dodawać notki raz tutaj i raz na Bad Girl, czyli za tydzień była by na Bad Girl itd. Zobaczymy.
Z góry przepraszam za słownictwo ojca Betty, ale ... no On taki jest i już. Mam nadziej, że nikogo tym nie uraziłam.
Zapraszam na kolejną ;)

                                                                      ~~~~~~~~~~~~


Ojciec wrócił nad ranem. Wiedziałam, że będzie spał do południa i przed szkołą nie będę się z nim widziała. Na szczęście. Mama zaczynała niedługo dyżur w szpitalu i miała skończyć późnym wieczorem. Oznaczało to, że miałam z nim zostać sam na sam. To było najgorsze. Zjadłam śniadanie, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z domu. Z mamą nie zamieniłam ani jednego słowa. Miałam nadzieje, że niedługo zmieni o Michaelu zdanie, bo to było nie do wytrzymania. Byłam ciekawa, czy mama Mike'a będzie mnie podobnie traktowała jak moja jego. Gdy doszłam na przystanek, Mike już na mnie czekał. Wsiadłam.
- Cześć - przywitałam się.
- Witaj.
- Długo czekasz?
- Nie. Jedziemy?
- Tak - ruszyliśmy.
- Coś się stało? - jak On to robił, że zawsze zauważył, że coś jest nie tak.
- Jeżeli powiem słowo ''mama'' to wszystko wyjaśni? - zaśmiał się.
- Tak .... znowu się z nią pokłóciłaś?
- Zgadłeś ... mam dosyć jej zachowania. W ogóle Cie nie zna.
- Ludzie zawsze mnie oceniali, nic o mnie nie wiedząc. Przywykłem do tego.
- No tak, ale to nie jest w porządku. Poza tym to jest moja matka, a nie ktoś całkiem Ci obcy.
- Nie przejmuj się tym. Nie warto. Ludzie mają wyrobione o mnie zdanie i sami muszą przejżeć na oczy. A jak nie chcą, to trudno .. nic nie poradzę - wydawał się spokojny, gdy to mówił.
- Może masz rację.
- Mam - uśmiechnął się - Jesteśmy na miejscu - zatrzymał samochód na parkingu.
- Tak szybko? - zdziwiłam się.
- Nom. Nie musisz od razu iść, jeżeli nie chcesz - spojrzałam na zegarek.
- Mam jeszcze 20 minut.
- Bardzo mnie to cieszy.
- A Ty się nie spieszysz?
- Dla Ciebie zawsze mam czas - uśmiechnął się.
- I właśnie o tym chciałam z Tobą porozmawiać.
- Słucham Cie - odwrócił się w moją stronę.
- Ja wiem jaki jesteś zajęty i ile masz pracy, dlatego nie mogę pozwolić abyś miał mnie jeszcze na głowie. Do tej pory dawałam sobie radę i jeździłam autobusem - chciał mi przerwać - Daj mi skończyć. Wiem, że powiesz, że to nie jest dla Ciebie kłopot, ale ja tak nie mogę. Zamiast jechać do studia albo na plan, to odwozisz mnie.
- Już mogę coś powiedzieć? - podniósł dwa palce jak w szkole.
- Tak.
- Wiec tak ... po pierwsze ... odwożenie Ciebie wcale nie zakłóca mojej pracy, a po drugie .. - zawahał się - To jest czas kiedy mogę Cie zobaczyć i spędzić z Tobą trochę czasu, bo wiem, że normalnie nie możemy się spotkać. Dlatego .. proszę Cie - wziął moje dłonie w swoje - Nie odbieraj mi tego - był poważny. Patrzyłam w te jego piękne oczy i nie miałam serca mu zabronić.
- No dobrze. Myślałam, że to jakoś Ci przeszkadza w obowiązkach.
- Absolutnie nie. To mi sprawia wiele radości.
- Ale pamiętaj, że gdybyś kiedyś nie mógł przyjechać, to ja to zrozumiem i nie będę zła, ok?
- Ok, ale jeżeli nie ja, to mój kierowca - zrobił niewinną minkę.
- Jesteś niemożliwy - zaśmiałam się - Muszę już iść.
- Będę czekał na Ciebie.
- Domyśliłam się - pocałowałam Go w policzek - Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - wysiadłam. W szkole miałam bardzo dobry humor i nic mi Go nie mogło zepsuć, a jednak. Na drodze stanęła mi Victoria.
- Co tam słychać? - zapytała.
- Zatrułaś się czymś, czy co?
- Nie ... dlaczego tak mówisz?
- Bo nie zachowujesz się normalnie - wyminęłam ją i podeszłam do szafki.
- Jestem miła, to źle?
- I to jest właśnie dziwne - nagle mnie oświeciło - Czego chcesz?
- Ja? - jednak jest tępa.
- No a kto? Z Tobą rozmawiam, tak?
- Faktycznie.
- A gdzie zgubiłaś koleżaneczki?
- Gdzieś się kręcą.
- Mam dosyć tych gierek. Gadaj czego chcesz.
- Bo widzisz ... zauważyłam, że przywozi Cie i odwozi jakiś koleś.
- Co? - przestraszyłam się, że zobaczyła Michaela.
- Nie widziałam Go dokładnie, ale tyłek ma niezły - rozmarzyła się.
- I co w związku z tym? Tylko to mi chciałaś powiedzieć?
- Nie .... On jest Twoim chłopakiem?
- Nie. Co Cie to obchodzi?
- W takim razie umów mnie z nim - myślałam, że się przesłyszałam.
- Chyba Ci odbiło.
- No co?
- Weź zejdź mi z drogi. Wiedziałam, że coś kombinujesz.
- Co Ci zależy? Nie możesz być samolubna skoro Ty Go nie masz.
- Słucham? Ty jesteś nienormalna.
- Jeszcze zobaczymy - obraziła się i odeszła. Też mi coś. Lakier do włosów całkiem jej wypalił mózg. Miałam nadzieje, że nie wymyśli czegoś głupiego, ale po niej można się spodziewać wszystkiego. Chyba powinnam ostrzec Michaela. Gdyby wiedziała kim On jest, to by mi nie uwierzyła. Ja sama czasami nie mogę w to uwierzyć. Chwila ... o czym ja mówię? Przecież Mike jest normalnym człowiekiem. Co z tego, że jest popularny i zna Go cały świat. Wcale się tak nie zachowuje. Ostatnio za dużo o nim myślę, a powinnam się skupić na nauce. To jest nienormalne, żeby cały czas myśleć o przyjacielu. A może dlatego, że spędzam z nim tak dużo czasu? Sama już nie wiem. Każde inne wytłumaczenie było lepsze niż ... Nie. Dosyć tego myślenia. Muszę iść na lekcje. Tym razem informatykę mieliśmy po środku, więc Evan nie mógł mnie zatrzymać po lekcjach ani za mną pójść. Naprawdę było coś z nim nie tak. Bałam się, że pewnego dnia posunie się dalej. Widziałam jak na mnie patrzył na każdych zajęciach. Nie mogłam tego nikomu powiedzieć. Mike też odpadał. Bałam się, że zrobi coś głupiego. Trudno. Będzie co ma być i tak nie mam wyboru. Była właśnie długa przerwa na lunch. Poszłam na stołówkę. Wzięłam obiad i usiadłam przy pustym stoliku. Plastiki się na mnie patrzyły i coś do siebie mówiły. Victoria patrzyła na mnie z wściekłością. Wiedziałam, że kombinują jak mnie ''ukarać'', bo byłam nieposłuszna ich ''królowej''. Miałam to gdzieś. Skończyłam jeść i poszłam do łazienki. Drzwi się za mną zatrzasnęły. Odwróciłam się.
- Przygotuj się suko - to była jedna z nich.
- A co mi możecie niby zrobić?
- Zdziwisz się. Z nami się nie zaczyna - zbliżyła się do mnie - Każdy to wie, ale Ty chyba zapomniałaś. Małe przypomnienie Ci się przyda. Do zobaczenia - zaśmiała się i wyszła. Domyślałam się, że planują coś po szkole. Zaczęłam myśleć jak wyjść przed nimi i tego uniknąć. Zawsze dostawały to czego chciały. Siedziałam na ostatniej lekcji. Już za chwilę miał zadzwonić dzwonek. Byłam przygotowana na szybkie opuszczenie klasy. Niestety nie było mi to dane. Gdy miałam już wychodzić, zatrzymała mnie nauczycielka. Wszyscy opuścili już klasę i już wiedziałam, że nie uda mi się wyjść przed plastikami. Nauczycielka kazała mi napisać dwa referaty i miałam na to tydzień. Powiedziała, że to dlatego, bo byłam ostatnio na zwolnieniu. To nie było najgorsze. Najgorsze miało dopiero nadejść. Wychodząc ze szkoły rozglądałam się na wszystkie strony. Nigdzie ich nie widziałam. Nagle wyrosły jak by spod ziemi przede mną.
- Myślałaś, że Ci się upiecze? - dwie z nich trzymały mnie za ramiona - Teraz poczekamy sobie na Twojego znajomego. Zabierzcie ją za krzaki - Ona została przed budynkiem, a mnie zaciągnęły za jakieś krzaki, żeby Mike mnie nie widział. Nie wiedziałam co im może odbić. Za krzakami było dobrze widać. Mike zatrzymał się na parkingu. Miałam nadzieje, że nie wysiądzie. Victoria podeszła do samochodu. Mocno mnie ściskały i próbowałam im się wyrwać, ale jeszcze mocniej ścisnęły. Oglądałam tą scenę z przerażeniem. W tym momencie bałam się bardziej o Michaela niż o siebie. Drzwi od strony kierowcy się otworzyły i ... wysiadł. Coś do niej mówił. Rozglądał się. Chyba mnie szukał. Nagle złapał ją za ramie i zaczął prowadzić w moim kierunku. Gdy był już bliżej, zobaczyłam, że ma sztuczne wąsy i okulary. Stanął z Victorią przed nami.
- Co tutaj się dzieje? - zapytał zmienionym głosem. Aż przez chwilę zastanowiłam, czy to aby na pewno On.
- Rozmawiamy z koleżanką. Nie można?
- Za krzakami? Dziwne.
- To co? Umówisz się ze mną? - dopytywała.
- Nie jesteś w moim typie - powiedział spokojnie.
- Co takiego?
- Puśćcie ją - powiedział zdecydowanie.
- Nie możesz nam kazać.
- Racja ... nie mogę. Dlatego na razie grzecznie proszę - widział, że się bałam. Chyba nie miały takiego zamiaru - Słyszałyście co powiedziałem? - zbliżył się.
- Musimy jeszcze porozmawiać z koleżanką.
- Betty? Chcesz zostać z koleżankami? -zapytał.
- Nie - odpowiedziałam cicho.
- No to idziemy - uwolnił mnie z ich uścisku. Objął mnie ramieniem.
- Dlaczego nie chcesz się ze mną spotkać? - a ta dalej swoje.
- Już powiedziałem. Nie jesteś w moim typie.
- A kto? Może Ona? - prychnęła w moim kierunku. Spojrzał się na mnie.
- Jak najbardziej - odpowiedział z uśmiechem.
- I tak w to nie uwierzę - śmiała się.
- Betty nie ma pusto w głowie .. w odróżnieniu od innych - przyciął jej. Zaprowadził mnie do samochodu i zamknął za mną drzwi. Czekałam aż wsiądzie.
- Masz pojęcie jak się bałam, że Cie rozpozna?
- Zawsze mam przy sobie zestaw awaryjny - ściągnął wąsy i okulary.
- A głos? Jak to zrobiłeś?
- Yyyy ... to jest moja naturalna barwa głosu.
- Co?
- Naprawdę. Nie używam jej.
- Dlaczego? Jest bardzo ... ładna.
- Dziękuje, ale po prostu nikt jej nigdy nie słyszał i boje się reakcji publiki. Każdy się przyzwyczaił do tego głosu. Tak już musi zostać.
- A dla mnie?
- Mogę zrobić wyjątek - uśmiechnął się - Rozumiem, że dzisiaj prosto do domu?
- Tak .. ojciec na razie nie pracuje.
- A czego One od Ciebie chciały?
- Victoria ta, która chciała się z Tobą umówić, próbowała ode mnie wyciągnąć coś na Twój temat i się wściekła, gdy jej odmówiłam. Chciała się zemścić.
- Masz z nią kłopoty?
- Nie.
- Mi możesz powiedzieć.
- To są głupstwa. Nie warto się tym przejmować - zatrzymał się jak zawsze dalej od mojego domu. Nie wysiadłam. Po chwili poczułam jak łzy wydostają się z oczu. Było mi z tym źle, że tak mnie traktowały.
- Hej, hej .. nie płacz .... chodź tu do mnie - przytulił mnie. Potrzebowałam tego. Nie wiem ile tak trwaliśmy, ale mogłabym przez cały czas - Lepiej? - spojrzał na mnie i pogłaskał po włosach.
- Tak .. dziękuje.
- Nie masz za co. Jeżeli chcesz to z nimi pogadam, żeby dały Ci spokój.
- Nie rób tego. To tylko pogorszy sprawę.
- Jak uważasz, ale mów mi jeżeli coś zrobią. Nie pozwolę Cie krzywdzić - patrzyłam się na niego.
- Jesteś wspaniały - nawet nie wiem kiedy to powiedziałam.
- Nie przesadzaj - uśmiechnął się i zarumienił.
- Ciesze się, że Cie spotkałam .. naprawdę - tym razem to ja się do niego przytuliłam.
- Ja też się ciesze ... tylko najbardziej żałuje, że nie możemy normalnie się spotykać i to tak rzadko.
- Wiem.
- Naprawdę nie możesz powiedzieć ojcu wprost, że chcesz od czasu do czasu gdzieś wyjść?
- Gdyby to było takie proste, ale nie mogę.
- Nawet nie masz pojęcia ... - zamilkł na chwile - Jak ja za Tobą codziennie tęsknie i czekam w niecierpliwością na nasze spotkanie. Bardzo Cie polubiłem.
- Ja Ciebie też lubię - zawstydziłam się - Muszę już iść.
- Do jutra - uśmiechnął się.
- Ale teraz jedziesz do pracy, tak?
- Tak .. na plan, a co?
- Pytam, bo nie chce, żebyś zawalił prace.
- Wszystko mam pod kontrolą. Nie musisz się martwić.
- Mam nadzieje. Ok .. idę już. Do zobaczenia.
- Pa - pocałowałam Go w policzek i wysiadłam. Szłam spięta w stronę domu. Nie zdążyłam dobrze przekroczyć próg domu, a złapał mnie za włosy i pociągnął do kuchni.
- Widzisz to?! - wskazał na garnki - Gdzie jest obiad?!
- Zaraz zrobię. Byłam w szkole.
- Ma być natychmiast!
- Dobrze - puścił mnie i wyszedł. Przynajmniej mnie nie uderzył. Ale i tak zrobiło mi się przykro i się popłakałam. Ogarnęłam się. Musiałam przygotować coś na szybko, wiec wybrałam spaghetti. Dwadzieścia minut później obiad był gotowy. Nałożyłam do talerza i zostawiłam na blacie. Swoją porcję wzięłam do siebie i zaczęłam jeść. Wieczorem, gdy lekcje już dawno odrobiłam i przygotowałam kolacje, przesiedziałam w pokoju, zresztą nie miałam innego wyjścia. Ojciec krzątał się po domu. Co chwile patrzałam w stronę drzwi, czy nie wchodzi. Jedyne co mi pozostało i czego ojciec nie mógł mi zabronić były moje myśli, w które coraz chętniej popadałam. Położyłam się na łóżku i rozmyślam. Nad słowami oraz czynami Michaela. Powiedział wprost do Victorii, że to ja jestem w jego typie, potem ta rozmowa w samochodzie, że tęskni. Nie wiedziałam za bardzo jak się zachować. No i ten obiad w restauracji, gdy próbował mnie pocałować. Wszystko było jasne ... zależało mu na mnie. Nie jak na przyjaciółce, to było coś więcej i ja też zaczynałam to czuć, mimo, że próbowałam nie dopuszczać do siebie tej myśli. Moje rozmyślania przerwał jakiś dźwięk. Rozglądałam się skąd On pochodzi. Spojrzałam na okno. Pewnie jakaś gałąź drzewa uderza o szybę. Jednak ten dźwięk się nasilił. Podeszłam do okna i nie mogłam uwierzyć własnym oczom - Zwariowałeś? - Mike siedział na grubej gałęzi drzewa tuż przy moim oknie.
- Czy już wspomniałem, że uwielbiam chodzić po drzewach? - uśmiechał się.
- Nie, ale właśnie widzę. Odpowiesz na moje pytanie? Co tutaj robisz?
- Chciałem Cie zobaczyć i wpadłem na pomysł ...
- ... że wejdę do Ciebie przez okno, co? - dokończyłam.
- Skąd wiesz? - wyszczerzył się. Wywróciłam oczami - To pozwolisz mi wejść, czy mam tutaj tak dyndać jak bombka w Boże Narodzenie? - rozśmieszył mnie.
- No dobrze, ale po cichu - wszedł przez okno - Ojciec się kręci po domu - usiedliśmy na łóżku. Patrzył się na mnie przez chwile i chyba nad czymś myślał.
- Boisz się Go?
- Kogo?
- Ojca.
- Skąd Ci to przyszło do głowy?
- Widzę jak reagujesz, gdy o nim mówisz i jak widzisz jego samochód.
- Już Ci mówiłam dlaczego tak się zachowuje.
- Mam wrażenie, że to jest nie prawdą.
- Sugerujesz, że kłamie?
- Nie! Nie miałem tego na myśli .... tylko myślę, że nie powiedziałaś mi wszystkiego. Nie złość się na mnie. Naprawdę nie chciałem Cie urazić.
- Są rzeczy, o których nie mogę nikomu powiedzieć. To są rodzinne sprawy.
- Rozumiem, ale pamiętaj, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć.
- Wiem i dziękuje.
- Nie gniewasz się na mnie?
- No co Ty.
- Kamień z serca - uśmiechnął się i mnie przytulił - Co to było? - oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałam w stronę drzwi.
- Pod łóżko!
- Co?
- Schowaj się pod łóżko! Szybko! - był zdziwiony, ale wykonał moją prośbę. Chwile później do pokoju wszedł ojciec. Modliłam się aby nic mu nie odbiło w obecności Michaela.
- Z kim rozmawiałaś?
- Yyy .. ja .. dostaliśmy zadanie domowe, a właściwie eksperyment. Polega On na odnalezieniu w sobie drugiego ''ja'' - miałam nadzieje, że uwierzy.
- Ah tak? - pokiwałam głową - Mam nadzieje, że mówisz prawdę. Znasz zasady tego domu. Masz nikogo tutaj nie sprowadzać.
- Pamiętam - zajrzał jeszcze do łazienki i wyszedł z pokoju. Upewniłam się, że nie ma Go już w pobliżu i powiedziałam do Michaela, że może już wyjść - Musimy być cicho.
- Jednak miałem racje ... boisz się Go i nie zaprzeczaj. Co by zrobił, gdyby mnie zobaczył?
- Nic by nie zrobił, ale słyszałeś co powiedział ... nie mogę nikogo przyprowadzać.
- To jest nienormalne ... powiedz mi ... czy On Cie krzywdzi?
- O czym Ty znowu mówisz?
- Nie denerwuj się .. proszę. Słyszę złość w jego głosie ... tak nie zachowuje się ojciec w stosunku do córki.
- On już taki jest. Wydawać się może, że krzyczy, ale tak nie jest.
- Wiem, że mówisz tak specjalnie.
- Mike .. dajmy już z tym spokój.
- Martwię się o Ciebie - pogłaskał mnie po policzku. Mimowolnie przymknęłam oczy, ale po chwili się ocknęłam. Nie chciałam, żeby zauważył, że lubię, gdy tak robi. I tak się uśmiechał.
- Już późno ... powinieneś jechać do domu.
- Wyganiasz mnie?
- Nie, ale ... sam wiesz ..
- Nie, nie wiem ... to właśnie przy Tobie spędzam miło czas .. jak nigdy wcześniej.
- Przestań - czułam, że się rumienie.
- Słodko wyglądasz.
- Mike .. proszę Cie ... jest już naprawdę późno.
- No dobrze, ale robię to tylko dlatego, że mnie prosisz, a nie, że chce.
- Hehe ... głuptas.
- Ja nim jestem? - pokiwałam głową - O nie .. muszę Cie ukarać, ale masz szczęście, że nie mogę ze względu na Twojego ojca.
- Chyba pierwszy raz będę mu wdzięczna, że jest w domu. Dobra .. teraz mówię poważnie .. jedź już.
- Ehh ... ale ja będę smutny - zrobił smutną minkę.
- Nie będziesz.
- Będę.
- Nie i przestań się ze mną sprzeczać, dobrze?
- Jeżeli tak ładnie prosisz - uśmiechnął się - Odpoczywaj. Do zobaczenia - pocałował mnie w policzek i ''wyszedł'' oknem. Rozwaliłam się na łóżku i się uśmiechnęłam. Ehh ... co się ze mną dzieje? A raczej co On ze mną robi? Otuliłam się kołdrą i próbowałam zasnąć. Nie zamknęłam okna. Lubię świeże powietrze, a o tej godzinie jest najlepsze. Przekręcałam się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Może to głupie, ale ... chciałam, żeby był teraz Mike. Przy nim czułam się inaczej ... nie potrafię tego określić. Gdybym miała normalną mamę, mogłabym się jej doradzić i dopytać co to oznacza. Nawet nie mogłam zapytać się o to koleżanki, bo takiej nie miałam. Byłam bliska snu, gdy nagle poczułam szarpnięcie. Otworzyłam oczy. Ojciec wyciągnął mnie z łóżka za włosy.
- Myślisz, że możesz mnie okłamywać?! - krzyczał.
- Puść mnie! To boli!
- I ma boleć! Muszę Cie ukarać!
- Za co? - rzucił mnie na środek pokoju.
- Nie jestem głupi! Myślisz, że nie wyczułem męskie perfumy?!
- Co? Nie wiem o czym mówisz.
- Naprawdę?! W takim razie zaczęłaś używać męskich zapachów! - uderzył mnie w twarz - Nie wiem jak Go tutaj sprowadziłaś, ale to był pierwszy i ostatni raz!
- Ale ja ...
- Zamknij się suko! Jesteś taką samą dziwką jak Twoja matka! Ostrzegałem Cie co się stanie jeżeli będziesz nieposłuszna! - nigdy nie bił mnie po twarzy ani głowie. Od dzisiaj miało to się zmienić. Bił gdzie popadnie. Wpadł w szał i chyba nie miał zamiaru przestać.
- Proszę Cie ... ja nic nie zrobiłam.
- Już nigdy więcej się z nim nie spotkasz!
- Z nikim się nie spotykam - uderzył mnie ostatni raz. Walczyłam, żeby nie zamknąć oczu. Nachylił się nade mną.
- Jeżeli tak bardzo chcesz się pieprzyć, mogę Ci załatwić facetów. Ja też będę miał z tego korzyść, bo mi za Ciebie zapłacą. Dobry pomysł? - zaśmiał się obleśnie - Zapamiętaj to sobie. Jeszcze raz Go tutaj przyprowadzisz, a załatwię mu miejsce na cmentarzu. Chcesz tego? Nie wydaje mi się - wyszedł z pokoju. Nie miałam siły płakać. Może i nawet już nie miałam łez. Wypłakałam je wszystkie. Nie dałam radę doczołgać się do łóżka. Bałam się jak ja to wytłumaczę Michaelowi. Leżałam już kilka godzin. Mama miała wrócić dopiero rano. Musiałam zamknąć oczy i zasnąć, bo obudziła mnie przerażona mama.
- Boże .. co się stało? - spojrzałam się na nią z rezygnacją - No tak .. po co w ogóle pytam. Chodź do łóżka.
- Nie dam rady.
- Pomogę Ci - oparłam się na niej i doszłyśmy do łóżka, na którym się położyłam - Powiedź co się dokładnie stało? Za co Ci pobił?
- A czy On potrzebuje powodu, żeby mnie zlać? - czekała na wyjaśnienia - Mike był u mnie ..
- Słucham?
- Ojciec nie widział Go, ale potem jak Mike poszedł, to On powiedział, że czuje męskie perfumy ... już wszystko wiesz.
- Po co Go tutaj sprowadziłaś? Znasz zasady.
- Mówisz zupełnie jak On. Przynajmniej mam z kim porozmawiać ... Mike mnie rozumie.
- Rozumie? Nie bądź śmieszna. A co On może wiedzieć o życiu?
- Przestań .. zadzwonisz na uczelnie, że nie przyjdę?
- Dobrze ... zaraz Cie opatrzę - miała już wychodzić.
- Mamo? - zatrzymała się - Dasz mi telefon? Muszę zadzwonić do Michaela - widziałam, że nie była z tego powodu zadowolona. Po krótkim czasie przyniosła mi telefon - Dziękuje - wykręciłam do niego numer.
- Słucham?
- Cześć Mike.
- Betty? Ale niespodzianka - byłam pewna, że w tym momencie się uśmiechał - Właśnie miałem wychodzić z domu i jechać po Ciebie.
- Już nie musisz.
- Dlaczego? Coś się stało?
- Nie .. nic takiego. Chyba bierze mnie grypa, wiesz? Zostanę w domu do niedzieli.
- W takim razie przyjadę do Ciebie. Albo wejdę swoim sposobem - zaśmiał się.
- Nie! Nie chce, żebyś się zaraził. Spotkamy się w poniedziałek, dobrze?
- No .. ok, ale ... będę tęsknił. Chcesz, żebym cierpiał? - zaśmiałam się słabo - Bawi Cie to? Ja mówię serio.
- Wybacz .... jakoś wytrzymasz te kilka dni.
- Oj będzie ciężko. Nie będę Cie już męczył. Odpoczywaj księżniczko.
- Dziękuje, że rozumiesz. Do zobaczenia - rozłączyłam się. Potem mama zadzwoniła na uczelnie, że przyjdę na zajęcia w poniedziałek. Pięknie. Kolejne zaległości będę miała. Oby siniaki znikły do tego czasu. Wielkie dzięki tatusiu.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Chapter 5

Witajcie!
Dawno mnie tutaj nie było, zresztą na Bad Girl też. Postaram się wyrobić na przyszłą sobotę z notką na Bad Girl. Tymczasem zapraszam na kolejne losy Betty ;)


                                                                      ~~~~~~~~~~~~



Z Michaelem widziałam się dwa dni temu. Nie zadzwonił tak jak obiecał. Może zapomniał? Pewnie był zajęty. Niestety czułam się samotna. Mike oczywiście nie miał obowiązku być zawsze, ale przyzwyczaiłam się do jego obecności. Ojciec nic mi nie robił przez ten czas. Traktował mnie jak powietrze. Czyżby się zmienił, a raczej powracał taki jaki był dawniej? To było mało prawdopodobne, ale w głębi duszy chciałam aby tak było. Mama właśnie zmieniała mi opatrunek.
- Ładnie się goi.
- Zmieniłaś zdanie o Michaelu? - te pytanie długo nie dawało mi spokoju.
- Skąd taki wniosek?
- Pomyślałam, że zmieniłaś ... gdyby nie On .. nie wiadomo co, by było ze mną.
- Jestem mu za to wdzięczna, ale zdania nie zmieniłam.
- Dlaczego?
- Bo znam się na takich typkach. Myśli, że może wszystko.
- Nie prawda. Nie jest taki.
- A co Ty o Nim wiesz? Myślałaś, że jest taki idealny, a nawet nie zainteresuje się jak się czujesz.
- Na pewno nie ma czasu.
- Przestań Go usprawiedliwiać. Nie jest tego wart. Złamie Ci serce i tyle.
- My jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Weź przestań. On się nie nadaje do stałego związku .. nie z takim wyglądem.
- Co masz na myśli?
- Jestem przekonana, że kobiety za nim latają i uwierz, że nie są mu obojętne.
- Uważasz, że jest przystojny? - zapytałam z cwanym uśmiechem.
- Słucham?
- Inaczej byś nie wygadywała takich rzeczy.
- Skończmy ten temat. Za pół godziny przyniosę Ci obiad - wyszła, a mi się chciało śmiać. Zaprzeczała sama sobie. Po chwili uśmiech zszedł z mojej twarzy, a zastąpił Go smutek. Mama miała trochę racji. Przyjaciele interesują się o siebie nawzajem. Przecież mógł zadzwonić chociaż na minute. Przez ten brak kontaktu zaczęłam się o niego martwić. Po obiedzie nie miałam co robić, więc wzięłam książki i zaczęłam przerabiać kolejne rozdziały, żeby nie być do tyłu od innych. Ojciec wrócił bardzo późno, a ja nie mogłam spać. Zaczął się z mamą kłócić i wiedziałam do czego to prowadzi. Usłyszałam jak mama krzyczy - Nie idź tam! Daj jej spokój! - drzwi się otworzyły i zobaczyłam Go. Naciągnęłam bardziej kołdrę na siebie. Tylko stał i się patrzył. Okrążył łóżko nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Długo masz zamiar leżeć? - zapytał.
- Nie ... w poniedziałek idę na zajęcia - bałam się i głos mi drżał.
- Mam nadzieje - wyszedł. Mama jeszcze trochę została.
- Na szczęście nic Ci nie zrobił - powiedziała.
- A Tobie?
- Nie ważne - opuściła głowę - Śpij już - zostałam sama w pokoju. Co noc modliłam się aby ten koszmar raz na zawsze się skończył. Nie wiem za co sobie na to zasłużyłyśmy.

                                                                       ~~~~~~~~~~

Była niedziela. Jutro miałam wrócić na zajęcia, więc mama musiała ściągnąć mi szwy. Wiedziałam, że to w ogóle nie boli, ale bałam się jak ja będę chodziła.
- Gotowa? - zapytała.
- Tak - powoli ściągnęła szwy.
- Dobrze się zrosło. Nie powinnaś mieć z nogą problemów.
- Ale na pewno nic nie puści?
- Na pewno. Możesz normalnie chodzić.
- Ok .. dzięki ... rozchodzę nogę - wstałam. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić, ale po chwili wszystko wróciło do normy. Mama jeszcze była u mnie w pokoju - Dzwonił może? - zapytałam z nadzieją.
- Nie ... daj sobie z nim spokój. Sama widzisz, że ma Cię gdzieś - nie odpowiedziałam. Było mi z tego powodu przykro.
Następny dzień był dziwny. W szkole w ogóle nie mogłam się skupić i mało brakowało, a bym się spóźniła na autobus ranny. Przez cały czas myślałam o Michaelu. Po co w ogóle zaczynał tą znajomość? Nie mogłam uwierzyć, że tak się ze mną bawił i gadał o przyjaźni. Dzisiaj nie mieliśmy zajęć informatycznych, bo nauczyciel miał jakieś sprawy prywatne. Nie obchodził mnie ten typek i cieszyłam się, że wcześniej będę w domu. Wyszłam ze szkoły i z daleka usłyszałam.
- Betty! - odwróciłam się w stronę parkingu. W moją stronę biegł ... Mike? Zignorowałam Go i szłam dalej - Hej! - był przy mnie, ale się nie zatrzymałam - Coś się stało? - zatrzymałam się i spojrzałam na niego ze złością.
- Jeszcze pytasz?! Po co zaczynałeś tą znajomość, co?!
- Nie rozumiem o czym mówisz - wydawał się naprawdę zdziwiony.
- Żeby była jasność .. nie oczekiwałam od Ciebie, że będziesz na każde moje zawołanie ani, że będziesz zawsze. Jednak miałam nadzieje, że dotrzymasz słowa i zadzwonisz, a Ty tego nie zrobiłeś. Jeżeli przestałam Cie obchodzić to ok, ale po co dzisiaj przyjechałeś?
- O czym Ty mówisz? Przecież dzwoniłem codziennie. Twoja mama mówiła, że nie możesz rozmawiać i miała Ci przekazać, że dzwoniłem.
- Co takiego? - nie mogłam uwierzyć - Przecież pytałam się jej, czy dzwoniłeś.
- Przecież wiesz, że mnie nie lubi. Nic dziwnego, że nie powiedziała Ci prawdy. Tęskniłem przez ten czas - przytulił mnie. Nie pewnie Go objęłam.
- Ja też. Myślałam, że masz mnie gdzieś - spojrzał na mnie.
- Nigdy tak nie myśl. Nie jestem taki. Martwiłem się o Ciebie. Jak noga?
- Już dobrze.
- Cieszy mnie to. Wierzysz w to co powiedziałem?
- Tak .... wiem do czego jest zdolna moja matka.
- Przykro mi. Odwiozę Cie - otworzył mi drzwi i po chwili siedział już za kierownicą.
- Tak naprawdę to skończyłam dzisiaj o dwie godziny wcześniej niż powinnam.
- Naprawdę? - szatański uśmiech wkradł mu się na usta.
- Co kombinujesz? - zapytałam z uśmiechem.
- Ja? Oczywiście, że nic.
- Oczywiście.
- A tak naprawdę ... pomyślałem, że może zjemy wspólnie obiad. Jest piękna pogoda. Znam wspaniałe miejsce. Co Ty na to?
- Brzmi kusząco. A co na obiad?
- Lubisz KFC?
- Pewnie!
- Super ... tylko jest mały kłopot ... będziesz musiała sama pójść kupić .. rozumiesz .. ja nie mogę.
- Jasne .. nie ma sprawy. Musi być Ci ciężko.
- Z czym? - spojrzał na mnie.
- Mam na myśli to, że nie możesz normalnie wejść na przykład do KFC i kupić co chcesz - westchnął - Przepraszam ... nie chciałam ...
- W porządku .. masz racje .... nie jest to łatwe, ale wiem, że już tak będzie wyglądało moje życie. Odkąd pamiętam żyje w blasku fleszy i już się do tego przyzwyczaiłem.
- Jak bym chyba nie umiała.
- Nigdy nie wiadomo, ale czasami nie ma wyjścia. Kocham śpiewać i występować. Scena jest moim drugim domem.
- I jesteś świetny w tym co robisz - zawstydziłam się. Ponownie na mnie spojrzał i się uśmiechnął.
- Dziękuje. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak umiem. O jesteśmy na miejscu - wyciągnął z kieszeni portfel - Trzymaj - dał mi 50 dolarów.
- Nie musisz. Ja zapłacę.
- Nic z tego. Ja Cie zaprosiłem i ja płacę. W ogóle jak to wygląda, gdy kobieta płaci w towarzystwie mężczyzny? Nie wypada - nie chciał słuchać odmowy.
- No dobrze. Widzę, że i tak nie mam nic do gadania - zaśmiał się. Było nawet sporo ludzi, ale kolejka poszła szybko. Kupiłam kubełek i wróciłam do samochodu.
- To jedziemy - byłam ciekawa dokąd mnie zabiera. Zaparkował samochód na leśnej drodze. Wziął z bagażnika koc - Idziemy - szliśmy przez las. Przyprawił mnie o gęsią skórkę - Boisz się?
- Trochę.
- Nie masz czego. Jest tutaj spokojnie i nikogo jeszcze nie spotkałem. Zaraz będziemy na miejscu - szliśmy dalej - Chyba, że to mnie się obawiasz.
- Nie .. coś Ty.
- Na pewno? Nie znamy się zbyt długo, ale nie chcę abyś się mnie bała, bo nie masz powodu.
- Naprawdę nie boje się Ciebie. Nie czuje strachu przebywając w Twoim towarzystwie.
- Cieszy mnie to - uśmiechnął się - Zobacz ... jesteśmy na miejscu. Prawda, że jest tutaj pięknie? - zachwycał się i głęboko wciągnął powietrze. Byliśmy nad jeziorem, a w około rozciągał się las.
- Tak ... miałeś racje - rozłożyliśmy koc i usiedliśmy - Cudowne miejsce.
- Lubie takie miejsca. Jest tutaj tak spokojnie i cicho. Słychać tylko śpiew ptaków. Można pogrążyć się we własnych myślach i zapomnieć o rzeczywistości - zamknął na chwile oczy i oparł się łokciami. Pierwszy raz spotkałam takiego faceta, który zwraca uwagę na takie rzeczy i cieszy się tym - Całkiem zapomniałem, że mieliśmy jeść - zaśmiał się. Zaczęliśmy się zajadać kawałkami kurczaka - Smakuje Ci?
- Tak, a Tobie?
- Jeszcze pytasz? To moje ulubione jedzenie.
- Nie wiedziałam.
- Jeszcze dużo rzeczy o sobie nie wiemy.
- To prawda - powiedziałam ciszej.
- Powiedziałem coś nie tak? - przestraszył się.
- Nie ... po prostu każdy ma jakieś tajemnice.
- Ja nie chce mieć przed Tobą tajemnic.
- To naprawdę miłe, ale są rzeczy, o których nie mogę Ci powiedzieć.
- Rozumiem ... mam nadzieje, że kiedyś zaufasz mi na tyle, żeby powiedzieć.
- To nie chodzi o zaufanie ... po prostu nie mogę.
- Przepraszam .. już nie będę wypytywał.
- Naprawdę bardzo bym chciała o tym powiedzieć i ... zrzucić ten ciężar, ale nie mogę - poczułam jak łzy zbierają mi się w oczach.
- Hej .. płaczesz? - dotknął mojego policzka. Przez to całkiem się rozpłakałam. Przytulił mnie - Cichutko .. nie płacz - głaskał mnie po włosach abym się uspokoiła. Było mi głupio się w niego wtulić, ale w końcu to zrobiłam.
- Nie chciałam się rozkleić.
- Spokojnie .. każdemu może się zdarzyć.
- Dobrze, że nie wziąłeś mnie za wariatkę - zaśmiałam się przez łzy.
- No wiesz .. do tego to Ci jeszcze sporo brakuje.
- Co za ulga - oboje się zaśmialiśmy.
- Nie chce być wścibski, ale ... ta tajemnica ma związek z Twoim ojcem, mam rację?
- T-tak.
- Pamiętaj, że w każdej chwili możesz mi wszystko powiedzieć. Nie ważne co to będzie.
- Zapamiętam - zanim się spojrzeliśmy, a kubełek był już pusty - Byliśmy nieźle głodni.
- Zwłaszcza Ty.
- Ja? No wiesz co - udałam oburzenie. Zaczął się śmiać - Przestań albo ..
- Albo?
- Wrzucę Cie do wody.
- Chciałbym to zobaczyć - wytknął mi język - A tak szczerze mówiąc to woda pewnie nie jest taka zimna - zobaczyłam jakiś dziwny błysk w jego oczach.
- Co masz na myśli?
- Popływamy?
- Zwariowałeś? Nie ma mowy.
- Oj nie daj się prosić - przerzucił mnie sobie przez plecy i szedł w stronę wody.
- Nie! Mike! Zatrzymaj się natychmiast! Proszę Cie! - ku mojemu zdziwieniu zrobił to i postawił mnie na ziemi - Wczoraj miałam ściągnięte szwy i jeszcze nie mogę wchodzić do tego typu rzek. Bakterie mogą się wdać - musiałam jakoś skłamać.
- Całkiem zapomniałem. Wybacz.
- Nic się nie stało. Jeżeli chcesz to sam możesz iść popływać.
- Sam? Nie mam jakoś ochoty.
- Ok.
- Następnym razem Ci nie odpuszczę.
- Zapamiętam i już z Tobą tutaj nie przyjadę.
- Oj daj spokój. Żartowałem.
- Z Tobą to nigdy nie wiadomo.
- Skąd wiesz? - wyszczerzył się. Spojrzałam się na niego poważnie - No co? - nadal byłam poważna - Będziesz teraz na mnie obrażona?
- Może.
- Co mam zrobić abyś przestała?
- Nie wiem .... idę się przejść - wstałam z koca i poszłam w nieznaną mi drogę. Chodziłam jakiś czas ze swoimi myślami. Oczywiście z tą infekcją skłamałam. Wejście do wody oznaczało by przemoczone ubrania i w najgorszym wypadku ich ściągnięcie. Wtedy Mike by zobaczył moje sińce i musiałabym mu powiedzieć prawdę. Nie byłam na niego obrażona, tylko się z nim droczyłam, a teraz chciałam się mu odegrać. Zaczęłam krzyczeć - Pomocy! Goni mnie niedźwiedź! - schowałam się za drzewem i czekałam.
- Betty? Gdzie jesteś? Jeżeli to żart, to wcale nie śmieszny - szukał mnie. Gdy stanął tyłem do drzewa, za którym stałam, skoczyłam mu na plecy - Osz Ty! Pożałujesz tego!
- Już się boję - zaczęłam się śmiać. Próbował mnie zrzucić z pleców, ale mocno się trzymałam.
- Jeżeli natychmiast nie zejdziesz, to wiesz co zrobię.
- Co takiego?
- Wejdę z Tobą do wody.
- Akurat.
- Widzę, że chcesz się przekonać na własnej skórze - w końcu mu darowałam i zlazłam z pleców. Jego poważna mina przerodziła się w szatański uśmiech. Wiedziałam, że to oznacza kłopoty, więc zaczęłam uciekać - Nie uciekniesz mi! - krzyczał za mną.
- A jak powiem, że się poddaje? - stanęłam dosyć daleko od niego.
- Za mało - zbliżał się do mnie.
- A co jeszcze?
- Hmmm ... przeprosin i ... - stanął naprzeciw mnie i wskazał palcem swój policzek. Zaśmiałam się.
- Przepraszam - cmoknęłam Go w policzek - Może być?
- Niech będzie - uśmiechnął się - Wracajmy.
- Ja już faktycznie muszę wracać do domu.
- I po co wspomniałem - westchnął. Zaśmiałam się lekko.
- Chyba nie chcesz, żebym miała kłopoty.
- Oczywiście, że nie - zabraliśmy rzeczy i poszliśmy do samochodu. Kątem oka zauważyłam, że jest smutny.
- Stało się coś?
- Nie tylko ... jest mi smutno z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że znowu nie będę Cie widział przez jakiś czas, a drugi ... jak mogłaś pomyśleć, że już mnie nie obchodzisz?
- To była moja taka pierwsza myśl. Przecież nie masz obowiązku być i dzwonić. Masz swoje życie.
- To prawda, ale pamiętaj, że zawsze będziesz mnie obchodziła.
- Dlaczego? - spojrzał się na mnie.
- Już taki jestem. Zawsze się martwię o osoby, które znam.
- Ale o mnie naprawdę nie musisz. Już nic mi nie jest.
- Na całe szczęście - zatrzymał samochód - Niestety jesteśmy - spojrzałam w stronę domu. Przed drzwiami stał ojciec. Przełknęłam ślinę. Mike to zauważył - To On?
- Tak ... zostanę jeszcze chwilkę, dobrze?
- Dla mnie to nawet lepiej - uśmiechnął się. Mike w samochodzie miał przyciemniane szyby i ojciec mnie nie widział - Zapomniałem Ci o czymś powiedzieć.
- Tak?
- Opowiadałem mojej mamie o Tobie.
- Co? Nie żartuj.
- Poważnie.
- Mam nadzieje, że nic złego.
- Hehe nie ... to nie wszystko.
- A co jeszcze?
- Zaprasza Cię na obiad - wybałuszyłam oczy.
- Mnie? Ale po co?
- Chce Cie poznać. Poza tym ja już u Ciebie byłem.
- Wiesz, że nie mogę.
- Dlatego mówię Ci już teraz, żebyś dała mi znać, gdy Twój ojciec znowu pojedzie.
- Ale nie obiecuje.
- Dobrze ... chociaż dla mnie to zrobisz - zaczepił mnie łokciem.
- A skąd taki wniosek? Jesteś kimś wyjątkowym, czy co?
- Hehe nie, ale mi nie odmówisz.
- Nie bądź taki pewien - zrobił smutną minę.
- Myślałem, że mnie chociaż trochę lubisz.
- A to niby dlaczego?
- Niepotrzebnie robiłem sobie nadzieje .. ehh .. - żartowaliśmy, ale naprawdę zrobiło mi się Go szkoda, gdy miał taki wyraz twarzy.
- Bardzo Cie lubię, wariacie - położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Mówisz poważnie?
- Nie, wiesz .. tak tylko sobie gadam - zaśmiałam się.
- To dobrze, bo ja też Cie lubię - zarumieniłam się.
- Dziękuje Ci za dzisiejszy dzień. Fajnie się bawiłam.
- Nie ma za co i ja też się dobrze bawiłem.
- To dlaczego nadal się smucisz?
- Bo znowu nie będziemy się widywać ..... mogę Cie chociaż jutro zawieźć na zajęcia?
- No dobrze, ale czekaj na przystanku autobusowym.
- Nie ma sprawy.
- Pójdę już ... do jutra - pocałowałam Go w policzek i wysiadłam. Pomachałam mu. Nie widziałam, czy zrobił to samo, ale byłam pewna, że tak. Czekała mnie poważna rozmowa z mamą. Miałam nadzieje, że ojca w tym czasie nie będzie i miałam rację. Zobaczyłam, że szykuje się do wyjścia, więc jak najszybciej poszłam do siebie, żeby nie dostać na pożegnanie jak wtedy. Wyjrzałam przez okno. Wsiadł do samochodu swojego kolegi, który po niego przyjechał. Zeszłam na dół. Mama wycierała kurze w salonie. Stanęłam w drzwiach i położyłam dłonie na biodrach - Jesteś z siebie dumna?
- Co takiego? - odwróciła się do mnie.
- Słyszałaś .... jak mogłaś to zrobić?
- Nie wiem o czym mówisz - wyminęła mnie i poszła do kuchni.
- Nie udawaj! Dlaczego?
- Mogę się dowiedzieć o czym Ty mówisz?
- Skłamałaś mówiąc, że Mike nie dzwonił.
- Pewnie wypadło mi z głowy.
- Zrobiłaś to specjalnie! Powiedział mi, że dzwonił codziennie!
- Wierzysz mu?
- Bardziej niż Tobie! Nie wiem co się z Tobą stało. Jeszcze niedawno byłaś dla mnie jak przyjaciółka, a teraz co się zmieniło?
- To wszystko przez niego. Dopóki nie pojawił się w Twoim życiu było wszystko dobrze.
- Naprawdę? Chyba sama w to nie wierzysz. Było dobrze, bo siedziałam ciągle w domu i nie miałam znajomych? Gdybym Cie obchodziła jak kiedyś, to byś ze mną normalnie porozmawiała.
- Co by to dało?
- Na przykład to, że byś się dowiedziała, jak wiele Mike wniósł do mojego życia. Powiem Ci więcej .... chce mu powiedzieć o wszystkim.
- Co takiego? Chyba nie mówisz poważnie.
- Mówię ... nie zrobię tego teraz .. dopiero jak się lepiej poznamy .. zasługuje aby znać prawdę.
- Kompletnie zwariowałaś.
- Nie mów tak do mnie. Poskarż się na mnie ojcu, to dostane za swoje.
- Jak możesz .. wiesz, że zawsze Cie przed nim broniłam.

- Mam dosyć tej rozmowy - poszłam do siebie. Dlaczego Ona taka jest? Myślałam, że mam w niej wsparcie. Nikt mnie nie rozumiał, tylko Michael. Matka myślała, że każdy jest taki sam, a zwłaszcza Mike, bo ma kasę. Nawet nie wiedziała jak się myliła. A może to ja jestem zbyt naiwna? Nie. Położyłam się na łóżku i pogrążyłam się we własnych myślach. Mike nie mógł wyjść mi z głowy. Widziałam się z nim przed chwilą, a już tęskniłam. To było dziwne. Zanim poszłam spać, odrobiłam prace domową i wzięłam prysznic. Pomimo tej rozmowy z mamą, miałam dobry humor, bo wiedziałam, że jutro znowu zobaczę się z Michaelem.

sobota, 12 lipca 2014

Chapter 4

Witajcie!
Tak jak obiecałam dodaje kolejną część opowiadania o Betty i Michaelu. Nie sądziłam, że spodoba Wam się ta historia. Cieszę się z tego powodu :) Zapraszam.

                                                                      ~~~~~~~~~~~


Kolejny dzień. Przebudziłam się zanim budzik zaczął dzwonić. Nie mogłam przez to wszystko normalnie spać. Nadal nie mogłam zrozumieć jak Ona mogła nasłać na niego policje? Przecież nic nie zrobił. Całe szczęście byli normalni i jej wytłumaczyli, ale co to da? Ona nie zmieni zdania choćby nie wiem co. Nie chciałam przez nią stracić Michaela. Co ja gadam? Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. No właśnie! Jest jedynym moim przyjacielem, dlatego tak się boję. Gdy byłam już ubrana, zeszłam na dół. Poszłam do kuchni. Zobaczyłam na blacie kanapki. Nie miałam zamiaru tego jeść. Wyciągnęłam z lodówki potrzebne składniki na śniadanie. Usiadłam przy blacie i zaczęłam się zajadać przyrządzonymi przeze mnie kanapkami. Mama weszła akurat do kuchni. Spojrzała się, że nie ruszyłam jej kanapek. Odwróciłam głowę, żeby na nią nie patrzeć. Wstawiłam talerz i szklankę do zlewu. Poszłam do siebie po książki i patrzyłam się przez okno w oczekiwaniu na Michaela. Przyjechał punktualnie. Wyszłam z domu. Uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył i otworzył mi drzwi. Pocałowałam Go w policzek na przywitanie. Wiedziałam, że Nas obserwuje przez okno.
- Witaj. Jak się spało? - zapytał.
- Bywało lepiej - wsiadłam. Zamknął za mną drzwi i wsiadł za kierownicę.
- Nie przejmuj się tym.
- Chciałabym - posmutniałam.
- Ej - pogłaskał mnie po policzku - Będzie dobrze - próbował dodać mi otuchy i na razie dobrze mu szło.
- Jakim cudem nasze drogi się zeszły? - oparłam głowę o zagłówek i przekręciłam ją w jego stronę.
- Nie mam pojęcia, ale bardzo się z tego cieszę - uśmiechnął się szeroko. Zatrzymał się na parkingu przed uczelnią - Powiedz mi, gdybyś miała problemy z tym pożal się Boże nauczycielem.
- A co mu zrobisz?
- Już Ty się nie martw.
- W takim razie nic Ci nie powiem - wytknęłam mu język.
- Ach tak? - zaczął się do mnie zbliżać, a zwłaszcza jego dłonie - Odwołujesz swoje słowa? - pokręciłam głową. Zaczął mnie łaskotać. Zanosiłam się śmiechem.
- Mike ... hehehe ... przestań - nie słuchał mnie - Proszę - w końcu przestał. Nasze twarze były zbyt blisko siebie. Ciężko oddychałam po tych łaskotkach. Patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałam jak zerkał na każdy centymetr mojej twarzy - Muszę już iść - nagle jak by się ocknął i powrócił na swoje miejsce.
- Przyjadę jak zawsze. Mam dla Ciebie niespodziankę.
- Jaką?
- Niespodzianka to niespodzianka - uśmiechnął się.
- No dobrze. Do zobaczenia - wysiadłam i skierowałam się w stronę uczelni. Lekcje mijały szybciej niż zwykle. Z czego się bardzo cieszyłam. Dzisiaj mieliśmy aż dwie godziny z tym Evanem. Nie ukrywam, że nigdy wcześniej tak bardzo nie chciałam mieć zajęć informatycznych jak teraz. Znowu skończyłam przed czasem i nie miałam co robić, więc pogrążyłam się we własnych myślach. Najpierw rozmyślałam o Michaelu i tej naszej dziwnej sytuacji. Bardzo chciałam Go pocałować i przerażało mnie to. Cały czas sobie powtarzałam, że jest tylko moim przyjacielem, a jak dochodziło do takich sytuacji, to nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Podobał mi się i miałam nadzieję, że to się niedługo zmieni. Po chwili moje myśli zajął pewien osobnik, a mianowicie mój ojciec. To już dzisiaj. Dzisiaj wszystko wróci do normy. Tak jak było. Ze szkoły prosto do domu, bo inaczej dostanę nauczkę. Dobrze, że miał wrócić dopiero koło 23. Wiedziałam, że Michaela niespodzianka oznacza, że gdzieś mnie chce zabrać. Po pierwszej lekcji przyszła pora na przerwę. Usiadłam na parapecie i patrzyłam przez okno. Evan przez całą lekcję mnie obserwował. Nie podobało mi się to. Wróciliśmy do klasy. Dostaliśmy kolejne zadanie. Tym razem było trudniejsze. Zrobiłam jeden błąd i od razu mi Go wypomniał.
- Widzę, że potrzebujesz małej pomocy. Zostań po lekcjach.
- Nie mogę.
- To jest polecenie nauczyciela. Chyba nie chcesz mieć kłopotów? - zaprzeczyłam głową - Tak myślałem - odszedł. Nie chciałam z nim zostać sam na sam, ale co ja mogłam. Cholera! Że też musiałam się pomylić z tą grafiką. Nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać. Ale na pewnie nic dobrego. Po dzwonku wszyscy opuścili klasę, tylko nie ja. Siedział przy swoim biurku. Wskazał mi krzesełko. Niepewnie usiadłam - Proponowałem Ci indywidualne lekcje, pamiętasz?
- Tak.
- Moja propozycja jest nadal aktualna.
- Dziękuje, ale nie skorzystam.
- A to dlaczego? Jesteś dobra, ale dzisiaj zrobiłaś błąd.
- Inni zrobili ich dużo więcej i ich Pan jakoś nie zatrzymał po lekcjach.
- Bo Ty jesteś naprawdę świetna, dlatego chce, żebyś się rozwinęła.
- A może ja nie chce.
- W to akurat nie uwierzę - wstał i usiadł na biurku naprzeciw mnie - Dlaczego się upierasz?
- Naprawdę muszę już iść - spojrzałam na zegar, który wisiał na ścianie. Mike już na mnie czekał od pięciu minut. Wiedziałam, że zaraz zacznie się denerwować. Chciałam wstać, ale mi nie pozwolił.
- Gdzie się tak spieszysz? - nachylał się nade mną.
- Proszę mnie przepuścić!
- Jak się ze mną umówisz.
- Nie! Ile razy mam powtarzać?! - udało mi się Go odepchnąć i wyszłam z sali. Szłam przez cała drogę ze spuszczoną głową. Nagle na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę i już chciałam przeprosić tą osobę, ale to był Michael - Co Ty tutaj robisz? - byliśmy na korytarzu szkolnym.
- Długo Cie nie było i zacząłem się denerwować. Wszystko w porządku?
- Tak - wymusiłam się na uśmiech. A co mu miałam powiedzieć? Nie chciałam, żeby zrobił coś głupiego - Możemy już jechać - poszliśmy do samochodu.
- Na pewno wszystko dobrze?
- Na pewno ... dokąd jedziemy?
- Zobaczysz - uśmiechnął się. Po jakiś 10 minutach powiedział - Zamknij oczy - spojrzałam się na niego zaskoczona - No zamknij ... zaufaj mi - uśmiechał się. Po chwili samochód się zatrzymał - Jeszcze nie otwieraj - wysiadł i otworzył moje drzwi - Nie podglądaj - wziął mnie za ręce - Będę Cie prowadził - pomógł mi wysiąść. Położył dłonie na moich biodrach. Wzdrygnęłam się - Spokojnie - poczułam, że jedziemy windą.
- Prawie jesteśmy usłyszałam skrzypnięcie drzwi - Możesz otworzyć - tak też zrobiłam - Witaj w moim królestwie - zamknął za nami drzwi.
- Jesteśmy w studiu?
- Tak ... chciałem Ci pokazać, gdzie pracuje - rozmawialiśmy do wieczora. Nawet nie zauważyłam, że jest już po 19.
- Powinnam już wracać do domu.
- Faktycznie .. wole się nie narażać Twojej mamie - zaśmiał się. Byłam smutna, gdy mnie odwoził - Stało się coś?
- Ojciec dzisiaj wraca. Wiesz, że to oznacza, że nie będziemy się mogli spotykać?
- Ale w sobotę chyba ...
- Też nie - westchnął.
- Dlaczego?
- Już Ci mówiłam .....
- Jesteś dorosła ... nie może Cie traktować jak dziecko .... mogę z nim pogadać ..
- Nie! - prawie krzyknęłam - Obiecaj, że tego nie zrobisz - patrzył na mnie przez chwilę i westchnął.
- No dobrze ... obiecuję .... czyli już nigdy się nie zobaczymy?
- Może .. kiedyś ... jak ojciec znowu pojedzie.
- Czyli kiedy?
- Nie wiem - powiedziałam zgodnie z prawdą. Posmutniał - Bądźmy szczerzy ... nasza znajomość nie ma przyszłości.
- Dlaczego tak mówisz? Przecież miło spędziliśmy czas.
- To prawda, ale jesteśmy z dwóch różnych światów - dojeżdżaliśmy pod mój dom. Zobaczyłam samochód ojca - Zatrzymaj się! - nagle zahamował.
- Co jest?
- Dalej pójdę pieszo. Mój ojciec wrócił.
- Rozumiem - miałam już wysiadać, ale się zatrzymałam. Pocałowałam Go w policzek.
- Dziękuje za spędzony czas ... świetnie się bawiłam.
- Ja też - usłyszałam zanim wysiadłam. Zdziwiłam się, że wrócił tak szybko. Wiedziałam, że się wścieknie i co mnie czeka. Stanęłam w pół drogi i się odwróciłam. Nie odjechał. Patrzył na mnie, ja na niego też. Byłam ciekawa co by było, gdyby o wszystkim wiedział. Otworzyłam drzwi najciszej jak umiałam. W domu było ciemno. Nie byłam pewna, czy zapalić światło, ale nagle zobaczyłam ogień zapalniczki i przypalanego papierosa.
- Lekcje się przedłużyły? - zapytał nad wyraz spokojnie.
- T-tak - światło w salonie się zapaliło - Gdzie mama?
- W pracy ... jesteśmy sami - zaczął się do mnie powoli zbliżać. Stałam w bezruchu - Gdzie byłaś?
- Już mówiłam ..
- Nie denerwuj mnie! - podniósł głos. Zadrżałam.
- Przepraszam - powiedziałam cicho.
- Dlaczego zawsze mnie prowokujesz? Nie możesz być posłuszna?
- Jestem - bałam się odzywać, ale musiałam.
- Nie pyskuj mi! - złapał mnie ręką za kark - Wiem, że gdzieś się włóczyłaś, ale nauczę Cie dyscypliny! - zaczęło się. Uderzył mnie z pięści w żołądek. Upadłam z bólu - Wstawaj! - krzyknął. Nie zdążyłam wstać, a On mnie złapał za ramię i podniósł do pozycji stojącej.
- Proszę Cie ... to już się nie powtórzy - łzy zbierały mi się w oczach.
- Nic z tego! Trzeba było robić to co Ci kazałem! - ponownie mnie uderzył. Już nie kazał się podnieść. Wziął jakiś kabel i uderzył mnie nim po plecach. Poczułam przeszywający ból. Potem zaczął mnie bić po nogach - Odechce Ci się łażenia nie wiadomo gdzie! - czułam palenie na skórze. Jak by ktoś ją rozrywał. Po jakimś czasie przestał - Bądź posłuszna, a będzie wszystko dobrze - to nie była prawda. Za każdym razem tak mówił. Przecież ja nic takiego nie robiłam, mama też nie - Za pięć minut ma Cie tutaj nie być albo znowu dostaniesz! - poszedł do salonu. Leżałam na podłodze i zwijałam się z bólu. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać. Zebrałam się w sobie i ledwo wstałam. Trzymałam się mocno poręczy i weszłam po schodach na górę. Od razu położyłam się do łóżka. Nawet nie miałam siły wziąć prysznic. Rozebrałam się i spojrzałam na swoje nogi. Były we krwi. Zwłaszcza prawa. Opatrzyłam rany na tyle ile mogłam i się położyłam. Chciałam zasnąć, żeby nie czuć tego bólu, ale nie mogłam. Martwiłam się jak ja jutro będę chodziła, a musiałam iść na zajęcia. Zasnęłam dosyć późno.

                                                                             ~~~~~~~~

Budzik zaczął dzwonić równo o 6:00. Otworzyłam oczy i Go wyłączyłam. Przetarłam oczy. Chciałam się przekręcić na prawy bok i wtedy poczułam okropny ból. Odkryłam się i doznałam szoku. Nogi miałam opuchnięte. Prawą nogę miałam rozciętą. Wczoraj owinęłam ją bandażem, a dzisiaj był już cały we krwi. Przeraziłam się i szybko poszłam do łazienki, żeby zmienić opatrunek. Ubrałam się i spakowałam. Ledwo chodziłam, ale w szkole musiałam udawać, że wszystko w porządku. Zeszłam na dół do kuchni. Ojciec spał na kanapie pijany. Zrobiłam sobie po cichu śniadanie. W domu jeszcze kulałam, bo nikt tego nie widział. Mama miała wrócić z dyżuru już niedługo. Po około dziesięciu minutach usłyszałam zgrzyt zamka. Nie odezwałam się do niej. Nagle strasznie mnie zabolała noga i prawie upadłam, zdążyłam się złapać szafki.
- Co Ci jest? - zapytała z przejęciem.
- Nic ... idę na zajęcia - wyminęłam ją i wyszłam z domu. Poszłam jak zawsze na przystanek autobusowy. Mike nie przyjechał. Chyba zrozumiał moje słowa. Nie było mi z tym łatwo. Zaczęło mi na nim naprawdę zależeć. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Przy nim zapomniałam o wszystkich cierpieniach i problemach. Był naprawdę niesamowity. Złapałam się na tym, że coraz częściej o nim myślałam. Zamyśliłam się i prawie przegapiłam autobus. Po dwudziestu minutach byłam już w szkole. Dzisiaj kończyłam wyjątkowo późno, bo aż o 17. Ojciec o tym wiedział, więc nie musiałam się obawiać jego reakcji, gdy wrócę. Zresztą i tak pewnie o tej godzinie będzie siedział w barze do rana. W ogóle nie mogłam skupić się na lekcjach. Ból przyćmił mi wszystko. Pocieszałam się, że jeszcze trochę i będę w domu. Pod koniec zaczęło mnie naprawdę boleć. Zaczekałam aż wszyscy opuścili szkole i dopiero z niej wyszłam. Nie mogłam pokazać, że kuleje, a inaczej już nie mogłam chodzić. Szłam w tym samym kierunku co zawsze, ale nie zaszłam zbyt daleko. Upadłam na chodnik i nie mogłam wstać. Strasznie mnie bolało. Ktoś do mnie podszedł i uklęknął. Dopiero zobaczyłam, że to Mike.
- Co się stało? - zapytał.
- Co tutaj robisz?
- Ja nie chce zrywać z Tobą kontaktu ... nie mogę ... musiałem Cie zobaczyć.
- Skąd wiedziałeś, o której kończę?
- Nie wiedziałem ... czekam na Ciebie od 13, ale odpowiedz mi ... co się stało?
- Wczoraj jak wróciłam to ... upadłam na rozbite szkło i rozcięłam nogę.
- Powinnaś być w domu.
- Mama nic nie wie. Miała wczoraj nocny dyżur w szpitalu.
- Boli Cie?
- Tak - wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu - Dziękuje ... gdyby nie, to bym leżała tutaj do jutra.
- Wiedziałem, że będę potrzebny - uśmiechnął się. Przez całą drogę zaciskałam zęby z bólu. Zauważył to - Może pojedziemy do szpitala?
- Nie ... mama jest pielęgniarką i zna się na tym.
- No dobrze, ale nie mogę patrzeć jak cierpisz - dotknął mojej dłoni. Poczułam miłe ciepło i się uśmiechnęłam po mimo bólu. Przez całą drogę trzymał mnie za rękę. To było bardzo miłe uczucie. Zatrzymał samochód na podjeździe - Poczekaj .. zaniosę Cie.
- Nie boisz się mojej mamy?
- Zaryzykuje - uśmiechnął się i wysiadł. Wziął mnie na ręce i zapukał do drzwi. Mama bardzo się zdziwiła.
- Coś się stało? - zapytała.
- Mogę najpierw położyć Betty? - wskazała na salon. Położył mnie na kanapie.
- To teraz słucham - usiadła w fotelu i nadal była nieprzyjaźnie nastawiona do Michaela.
- Wczoraj jak byłaś w pracy ... przewróciłam się i upadłam na szkło. Mam rozwaloną nogę i już dłużej nie wytrzymam z bólu - nie mogłam powiedzieć prawdy, bo Mike stał z boku. Mama spojrzała się na niego.
- Może Pan już iść - powiedziała.
- Chce iść do siebie - oznajmiłam.
- Pomogę Ci - podeszła do mnie, ale nie byłam w stanie zrobić kroku.
- Zaniosę ją - nie czekał na odpowiedź, tylko wziął mnie na ręce. Przyglądała się nam. Objęłam Go za szyję, żeby nie spaść. Wszedł do mojego pokoju i położył na łóżku.
- Dziękuje. Posiedzisz trochę ze mną?
- Oczywiście - usiadł przy mnie na łóżku - Lepiej się czujesz?
- Nie bardzo.
- Muszę zmienić Ci opatrunek - do pokoju weszła mama - Może Pan wyjść?
- Dobrze - wstał i skierował się w stronę drzwi.
- Zaczekaj, dobrze? - powiedziałam.
- Ok - uśmiechnął się i wyszedł, zamykają za sobą drzwi.
- To sprawka ojca, prawda? - zapytała i podwinęła moje nogawki.
- Tak ... strasznie mnie boli.
- I okropnie krwawi - przemyła mi ranę - Muszę założyć Ci szwy.
- Tylko nie to.
- Dam Ci zastrzyk znieczulający. Pójdę po wszystko.
- Mamo - zatrzymała się - Chce, żeby Mike był przy mnie, gdy będziesz je zakładała.
- Kiedy dasz sobie z nim spokój?
- Nigdy ... przewróciłam się na chodnik i gdyby nie On .. nie dałabym rady wrócić do domu. Powiedź mu, żeby wszedł - westchnęła i wyszła. Po chwili wrócił Mike.
- Twoja mama powiedziała, że chcesz abym przyszedł.
- Tak ... będzie mi zakładała szwy ... zostaniesz przy mnie?
- Wiesz, że tak - uśmiechnął się. Spojrzał na moją nogę - Nawet sobie nie wyobrażam co czujesz, ale będzie dobrze. Możesz potrzymać mnie za rękę jeżeli chcesz.
- Nie chce Cię pozbawić niedokrwienia - zaśmiał się.
- Zaryzykuje - ujął moją dłoń w swoją. Zawsze tak mówił. Mama na chwilę przystanęła w drzwiach, gdy to zobaczyła.
- Zrobię Ci zastrzyk - podwinęłam rękaw. Poczułam jak igła przebija moją skórę - Poczekamy parę minut aż zacznie działać - w tym czasie przygotowywała igłę z nitką. Zamknęłam na chwilę oczy.
- Wszystko w porządku? - zapytał Mike.
- Tak ... nie lubię igieł - był bardzo troskliwy.
- Powiem Ci w tajemnicy .. - przybliżył się do mnie - Ja też nie lubię igieł - zaśmiałam się - Ale nie wypada mi się przyznawać.
- Dlaczego?
- No wiesz - wyprężył się - Jestem w końcu mężczyzną - znowu się zaśmiałam.
- Zaczynam - powiedziała mama - Tylko się nie ruszaj.
- Lepiej mnie przywiąż - odpowiedziałam.
- Ma Cie kto trzymać - wywróciłam oczami. Odruchowo ścisnęłam jego dłoń. Trochę czułam, ale nic nie mówiłam.
- Jeszcze trochę - mówił delikatnie.
- Skończyłam - otworzyłam oczy - Zalepię jeszcze plastrem - zalepiła - Gotowe .. nie było tak źle, co?
- Nie aż tak jak myślałam.
- Musisz odpocząć - spojrzała się na Michaela.
- Mike mi nie przeszkadza - powiedziałam.
- Nie nadwyrężaj tej nogi, bo szwy puszczą - zmieniła temat - Jutro zadzwonię do dyrektorki i powiem, że nie możesz przyjść - wyszła.
- Naprawdę mnie nie lubi - zaśmiał się - Boli Cię?
- Na razie nie ... zastrzyk działa.
- Pomóc Ci w czymś? Wiem, że nie możesz chodzić - głupio było mi to mówić.
- Chciałam wziąć kąpiel, ale ... nie wiem jak dam radę.
- Pójdę nalać wody do wanny - wrócił po pięciu minutach - Gotowe - podwinął rękawy. Powoli usiadłam na łóżku - Nie tak prędko - podszedł do mnie i wziął na ręce - Zapomniałaś, że nie powinnaś jeszcze chodzić? - powiedział, gdy mnie niósł.
- Zawsze radziłam sobie sama.
- Teraz już nie musisz - uśmiechał się. Posadził mnie na krawędzi wanny - Przynieść Ci piżamkę, czy coś? - rozbawił mnie tym.
- Jak byś mógł. Jest w szafie na dolnej półce. Ta z kaczorem Donaldem.
- No to teraz mnie zaskoczyłaś. Ja też mam takie piżamy.
- Naprawdę?
- Tak - wrócił z piżamą - Mam taką tylko, że niebieską - zaśmiał się - Zawołaj mnie, gdyby coś - zamknął za sobą drzwi. Rozebrałam się i weszłam do wanny. Prawą nogę nie zamoczyłam. Szwy były świeże. Wszystko wydawało się łatwe aż do czasu wyjścia. Nie miałam pojęcia jak to zrobić. Przecież nie poproszę o to Michaela. Bez przesady. Wypuściłam wodę. Myślałam, że to mi jakoś ułatwi, ale wcale tak nie było. Rozglądałam się za czymś co mi pomoże. Moją uwagę przykuł szlafrok. Wzięłam Go, bo leżał przy wannie. Ubrałam Go na siebie. Byłam zakryta. Nie miałam wyjścia i zawołałam Michaela - Tak? - pojawił się w łazience. Speszył się, gdy mnie zobaczył. Ja też zrobiłam się czerwona jak burak.
- Głupio mi, ale ... nie mogę wyjść.
- Pomogę Ci - podszedł i wziął mnie na ręce. Widok musiał być przekomiczny, bo oboje byliśmy czerwieni - Twoja mama by mnie zabiła, gdyby to widziała - rozluźnił trochę atmosferę. Zaśmialiśmy się - Gdzie Cie zanieść?
- Muszę się jeszcze ubrać. Możesz mnie posadzić na rogu wanny?
- Pewnie. Zawołaj mnie, gdy się ubierzesz - wyszedł. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Żaden inny facet nie był tak blisko i to jeszcze w tak krępującej chwili. Ubrałam się i wytarłam stopy, żeby się nie poślizgnąć. Skakałam na zdrowej nodze do samych drzwi i je otworzyłam - Co Ty robisz? - natychmiast znalazł się przy mnie - Miałaś mnie zawołać - przytrzymał mnie w pasie.
- Nie mogę pozwolić, żebyś mnie cały czas nosił.
- I tak nie masz nic do gadania - wziął mnie na ręce - Korzystaj póki możesz - położył mnie do łóżka.
- Dziękuje, że dla mnie to robisz .. chociaż tak naprawdę nie musisz ... to miłe.
- Czasami potrafię być miły - wyszczerzył się.
- Przestań mnie rozśmieszać - walnęłam Go poduszką. Zaśmiał się. Nachylał się nade mną i patrzył w oczy. W końcu się ocknął.
- To nie idziesz jutro do szkoły, prawda?
- Pójdę dopiero w poniedziałek.
- Czyli ... nie będziemy się widzieć - stwierdził i posmutniał.
- Na razie nie ....nie smuć się.
- Spróbuje .... a gdzie Twój ojciec?
- Poszedł do kolegi. Tylko proszę Cie nie przychodź bez zapowiedzi.
- Spokojnie .. pamiętam. Będę dzwonił.
- Ok - spojrzał na zegarek.
- Już tak późno? Ale się zasiedziałem. Dobrze mi się z Tobą rozmawia i mógłbym godzinami.
- Miło mi to słyszeć. Mnie też się bardzo dobrze z Tobą rozmawia.
- Ciesze się. Najchętniej bym jeszcze został, ale Twoja mama i tak nie jest zadowolona z tego, że tutaj siedzę. Poza tym musisz odpocząć.
- Masz racje .. jestem trochę zmęczona.
- No widzisz? A ja Cie tylko męczę.
- To nie prawda.
- Wiesz o czym mówię. Odpoczywaj - pocałował mnie w czoło i wstał - Niestety nie będę mógł Cie odwiedzić, ale będę dzwonił, dobrze?
- Tak ... jeszcze raz Ci dziękuje.

- Nie ma sprawy - uśmiechnął się - Do zobaczenia - wyszedł, a mi zrobiło się smutno. Cieszyłam się z jego obecności. Wiem, że mama tego nie rozumiała, ale ja potrzebowałam z kimś porozmawiać. Od pięciu lat nie miałam tej możliwości i nie miałam zamiaru teraz tego zaprzepaścić. Ułożyłam się wygodnie do snu. Niestety po dwóch godzinach obudziłam się z bólem. Mama niechętnie mi dała tabletki, bo uważała, że niedawno dostałam zastrzyk i może mi zaszkodzić. Wiedziała też, że inaczej bym nie zasnęła. Podziękowałam jej i poszłam spać.