sobota, 8 sierpnia 2015

Chapter 19 Part 2

Witajcie!
No i jest kolejna notka. Na wstępie chce tylko o czymś napisać. Zaznaczam, że nikogo nie atakuje, tylko chce wyjaśnić pewną kwestię. Chce, żebyście pamiętali, że to jest całkowicie fikcyjne opowiadanie. Mam wrażenie, że niektórzy zapominają o tym, a potem piszą dziwne komentarze. W opowiadaniu Mike może zachowywać się inaczej niż w rzeczywistości, bo taką mam wizję i tyle. Chociaż Mike nie był aż tak spokojny jakim Go niektórzy widzą. To był człowiek z krwi i kości, wiec miał prawo się zdenerwować, a my fani nie musieliśmy o tym wiedzieć. Czy to coś złego? Każdemu puszczają czasami nerwy. Jeżeli ktoś chce poczytać o jego życiu niech sięgnie po biografie, bo tam są same fakty. Mam nadzieje, że nikogo nie uraziłam i wszystko stało się przejrzyste, bo taki był mój cel. Pisze opowiadania dla tych, którzy chcą się oderwać od rzeczywistości choć na chwilę.
A tak z innej beczki to postaram się napisać kolejną na Bad Girl, ale oczywiście nie obiecuje.
Zapraszam, wiec do czytania oraz komentowania ;)

                                                                         ~~~~~~~~~~~

- Mike … skąd … skąd to masz?
- Czyli jednak się przyznajesz!
- Ale .. nie mam do czego ..
- Przestań! Okłamywałaś mnie w sprawie pracy!
- Daj mi wyjaśnić .. proszę .. - zbliżyłam się do niego i chciałam złapać za dłoń.
- Nie dotykaj mnie! Myślisz, że nie wiem co to jest za klub?! Wiem doskonale i spodziewałbym się wszystkiego, ale nie tego!
- Ja .. - przerwał mi.
- Daj mi spokój! Nie chce z Tobą rozmawiać! To koniec!
- Co?? Nie .. Mike – rozpłakałam się na dobre – Nie możesz .. kocham Cie, słyszysz?
- Kochasz?! Nie rozśmieszaj mnie! Ja Cie kochałem i niczego przed Tobą nie ukrywałem! Już wiem, dlaczego nie chciałaś zmienić pracy! Za dobrze płacą, co?!
- To nie tak jak myślisz .. - patrzył na mnie wściekle.
- Wiem co widzę na zdjęciu! Żałuje, że tak to się kończy i jest mi strasznie przykro z tego powodu – spojrzał mi ostatni raz w oczy i odszedł.
- Mike! - krzyczałam za nim, ale się nie odwrócił ani razy. Usiadłam na ławce i nie mogłam powstrzymać łez. Kto mógł to zrobić? Przecież to nie prawda. Nie umiałam się uspokoić. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do niego, ale nie odebrał. Próbowałam jeszcze kilka razy aż okazało się, że całkowicie wyłączył telefon. Nie wiedziałam co teraz zrobię. Cały mój świat się zawalił. Próbowałam się trochę uspokoić, ale nie umiałam. Do domu nie mogłam wrócić. Dlatego poszłam do jedynej osoby, która mnie rozumiała w tej chwili. Steffi. Przez całą drogę płakałam i nie wyraźnie widziałam drogę, ale udało mi się dojść. Zapukałam i otworzyła mi tym razem Steffi.
- Betty? Boże jak Ty wyglądasz? Co się stało? - wpuściła mnie. Nie byłam w stanie odpowiedzieć – Chodź – zaprowadziła mnie do siebie. Usiadłam na łóżku – Mów.
- Mike ..
- Co z nim?
- Zostawił mnie – kolejna fala łez zalana moją twarz.
- Co? Ale dlaczego? Przecież było wszystko dobrze między wami.
- Bo … ktoś mu pokazał zdjęcie gdzie pracuje – podała mi chusteczkę – Dziękuje – wytarłam mokre policzki.
- Przecież wie gdzie pracujesz. W pizzeri – spojrzałam na nią – Chcesz mi o czymś powiedzieć? - opuściłam głowę – O co chodzi? Powiedź.
- Bo … ehh … ja nie pracuje w pizzeri ..
- A gdzie? - było mi strasznie wstyd o tym mówić, ale musiałam.
- W … klubie – powiedziałam ciszej.
- Gdzie?
- W klubie – powiedziałam już głośniej.
- W TYM klubie?
- Tak.
- Betty … ale chyba Ty nie …
- Nie … jestem tylko kelnerką.
- Więc o co chodzi Michaelowi? Wyjaśniłaś mu?
- Ktoś zrobił mi zdjęcie jak jeden z facetów posadził mnie sobie na kolanach i nie mam pojęcia skąd Ono się wzięło u Michaela.
- To faktycznie dziwne. Przecież On musi pozwolić Ci wyjaśnić.
- Nie widziałaś Go .. nie widziałaś jaki był wściekły .. przestraszyłam się Go, bo nigdy taki dla mnie nie był .. to koniec .. On już nie chce ze mną być – nie umiałam nie płakać. Przytuliła mnie.
- Ćśśś .. nie płacz … jeszcze się pogodzicie.
- Tylko do niego nie dzwoń .. nie rób tak jak ostatnio.
- No dobrze.
Do wieczora przesiedziałam u Steffi. Aż w końcu stwierdziła, że nie ma sensu abym wracała do domu, tylko została u niej na noc. Zgodziłam się na to i nawet było mi to na rękę. Przynajmniej nie musiałam tłumaczyć się mamie. Rodzice Steffi też nie mieli nic przeciwko. Położyłam się u niej na kanapie, chociaż chciała mi odstąpić łóżko, ale nie chciałam. Nie mogłam w ogóle zasnąć. Cały czas myślałam o nim i widziałam jego wściekłe spojrzenie. Dlaczego ktoś to zrobił? Komu zależało, żeby nas rozdzielić. Płakałam do poduszki tak, żeby nie słyszała. Co ja bez niego zrobię. Odnalazłam szczęście, którego od zawsze mi brakowało, a teraz znowu jest tak samo. Przepłakałam prawie całą noc. Dopiero nad ranem udało mi się zasnąć, ale tylko na dwie godziny. Nie wiem, która była godzina i nie obchodziło mnie to. Wiem, że było już rano bo w pokoju było jasno, a ja byłam odwrócona w stronę oparcia kanapy. Przypomniały mi się chwile spędzone w Paryżu i nasze wspólne zdjęcia. Teraz żałowałam, że nie zostawiłam sobie chociaż jednego. Wszystkie zostały u niego. W pokoju była zupełna cisza. Usłyszałam, że drzwi się otworzyły, ale nie odwróciłam się. Byłam pewna, że to Steffi. Poczułam, że ktoś usiadł i położył dłoń na moim ramieniu.
- Jeszcze trochę poleżę, dobrze?
- Leż ile chcesz – to nie był głos mojej przyjaciółki, tylko …
- Evan? - odwróciłam się – Znaczy .. co Pan tutaj robi?
- A już myślałem, że przejdziemy w końcu na ''Ty''
- Jest Pan moim nauczycielem.
- Owszem, ale teraz są wakacje, więc mów mi po imieniu.
- Nie skorzystam. Gdzie jest Steffi?
- Wyszła na chwilę. Oczy masz czerwone – dotknął mojego policzka.
- Proszę przestać – odepchnęłam jego dłoń.
- Oj weź przestań udawać. Wiem jak poprawić Ci humor.
- Nic Pan nie wie – wstałam i poprawiłam ciuchy. Też wstał i stanął przede mną.
- Dlaczego się opierasz? Nie wyszło Ci z facetem, ale to nie znaczy, że i ze mną Ci nie wyjdzie.
- Słucham? Skąd Pan o tym wie?
- Zapomniałaś, że Steffi to moja siostra? Mówimy sobie o wszystkim. To jak będzie? Spotkamy się dzisiaj wieczorem?
- Nigdy! - zdenerwowałam się. Wyszłam od razu z pokoju i na schodach spotkałam Steffi.
- Dokąd idziesz? Zaraz będzie śniadanie.
- Bardzo Ci dziękuje, że niedługo wszyscy będą wiedzieli o tym, że rozstałam się z Michaelem! Myślałam, że mogę na Ciebie liczyć! - pierwszy raz byłam tak bardzo wściekła. Wyszłam na zewnątrz i szłam przed siebie. Wolnym krokiem poszłam na plaże i usiadłam na piasku. O tej godzinie plaża była prawie pusta, a ja mogłam się pogrążyć we wspomnieniach na tle szumu fal. Przymknęłam oczy. Nie mam pojęcia ile tam spędziłam czasu, ale musiałam w końcu wrócić do domu. Na moje nieszczęście od progu przywitał mnie ojciec.
- Gdzie się szlajasz? - zatarasował mi drogę na górę.
- Byłam się przejść – złapał mnie mocno za ramię.
- Masz iść do roboty, a nie na spacerki! Jasne?! - pokiwałam tylko głową – I jeszcze jedno. Za tydzień dostaniesz wypłatę. Chyba nie muszę mówić, że chce zobaczyć całą kwotę co do złotówki, tak?
- Tak – opuściłam głowę.
- Mam nadzieje – puścił mnie – A teraz idź się szykować, bo za chwilę masz być w klubie i masz się postarać i być miła dla klientów, bo inaczej porozmawiamy – spojrzałam na niego ze strachem i poszłam po schodach do swojego pokoju. Emocje znowu wzięły górę i kolejny raz się rozpłakałam. Za co sobie na to zasłużyłam? Na chwilę się położyłam.

- Mike … zawsze będę Cie kochała … nie ważne ile czasu minię – mówiłam cicho i płakałam – Przy Tobie odnalazłam szczęście, chociaż trwało tak krótko - wzięłam telefon do ręki. Chciałam do niego napisać, ale nie mogłam. Nie byliśmy już razem. Dlaczego to tak bardzo boli? Powinnam żałować, że się w nim zakochałam, ale tak nie było. Do końca życia będą o nim pamiętała i o naszej miłości, która nie miała okazji się bardziej rozwinąć – Żegnaj najdroższy – mówiłam przez łzy – Nigdy o Tobie nie zapomnę i mam nadzieje, że w końcu odnajdziesz szczęście. Byłeś moją pierwszą, prawdziwą i jedyną miłością – wymęczona łzami, zasnęłam.

sobota, 25 lipca 2015

Chapter 19 Part 1

Witajcie!
W końcu się doczekaliście chociaż nie wiem czy czekaliście. Jeżeli tak, to jest mi bardzo miło. Miałam trochę więcej czasu i napisałam parę notek, wiec możecie spodziewać się za tydzień kolejnej notki. Powinna być na Bad Girl, ale jeżeli mi się nie uda to zapraszam tutaj, bo na pewno będzie nowa ;) Zapraszam do czytania oraz komentowania :)


                                                                            ~~~~~~~


Codziennie od dwóch tygodni chodzę do pracy. Nie miałam ani jednego dnia wolnego i nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam. Jestem okropnie zmęczona i chciałabym to rzucić w cholerę. Niestety nie mogę. Mama też nic nie może. Ostatnio jak stanęła w mojej obronie, pobił ją tak mocno, że przez kilka dni nie mogła chodzić do pracy. Obwiniałam siebie za to. Gdybym jej nie powiedziała, to nic by jej nie zrobił. Żeby tego było mało z Michaelem nam się nie układa. Muszę mu stale odmawiać spotkań. Był zły z tego powodu i ani trochę mu się nie dziwiłam. Strasznie się bałam, że Go stracę. Nie wiedziałam już co robić. Od kilku dni w ogóle nie dzwonił. Ostatni jego sms mówił, żebym dała znać, gdy będę miała czas. Czyli kiedy? Chyba wtedy jak zaczną mi się zajęcia.
Dzisiaj wyjątkowo ''szef'' wypuścił mnie o 14. Podobno ma być jakiś mały remont, dlatego wszystkie dziewczyny zostały wypuszczone wcześniej. Akurat zdążyłam minąć ten budynek, a na swojej drodze zobaczyłam Steffi.
- Betty? - zagadała. Spojrzałam na nią.
- O cześć. Co tutaj robisz?
- Idę do centrum. Pójdziesz może ze mną?
- Chciałabym, ale nie mogę – westchnęłam – Wracam do domu właśnie.
- Szkoda. Nie lubię sama chodzić na zakupy. Ale skoro nie możesz, to może kiedy indziej. A właśnie, jak tam z Michaelem Ci się układa?
- Ehh .. obawiam się, że mnie zostawi – posmutniałam.
- Co Ty .. dlaczego?
- Nie mam dla niego czasu, a ostatni raz widzieliśmy się jakieś dwa tygodnie temu. Jest zawiedziony .. wiem o tym.
- To może teraz się z nim spotkaj. Kurcze .. mam nadzieje, że Cie zrozumie, bo nie chciałabym abyście się rozstali .. naprawdę.
- Dziękuje. Trochę mi głupio nagle do niego zadzwonić. Pewnie jest w pracy.
- No jak chcesz, ale uważam, że powinnaś.
- Eh …. przepraszam, ale muszę już iść.
- Dobrze, to do zobaczenia. Zdzwonimy się?
- Tak. Pa.
- Pa – uśmiechnęła się i poszła w swoją stronę. Odetchnęłam z ogromną ulgą, że nie zapytała, gdzie byłam. Musiałabym okłamać kolejną osobę. Wolnym krokiem jak zawsze wróciłam do domu. Mama też wróciła z pracy. Zawołała mnie na obiad. Zjadłam tylko trochę i poszłam do siebie. Krzątałam się po pokoju i próbowałam poukładać myśli. Stanęłam przy oknie i spojrzałam na telefon, który trzymałam w dłoni. Miałam wybrany numer Michaela, ale nie odważyłam się nacisnąć zielonej słuchawki.
- Przepraszam kochanie – powiedziałam do siebie. Położyłam się i zasnęłam. Obudził mnie dźwięk telefonu. Przetarłam oczy i wzięłam telefon do ręki – Steffi? - odebrałam – Halo?
- Cześć Betty. Masz może czas?
- Teraz?
- Niee za godzinkę powiedźmy – spojrzałam na zegarek, który wskazywał 18.
- No dobrze, ale coś się stało?
- Nie. Chce porozmawiać. To do zobaczenia – rozłączyła się. Ciekawe o czym chce porozmawiać. Przez tą pracę i ją zaniedbałam. Możliwe, że chce nadrobić ten czas. Wstałam, poszłam do łazienki się ogarnąć. Gdy wybiła 18:30 zeszłam na dół do mamy.
- Wychodzę do Steffi.
- Dobrze. O której będziesz?
- Nie powiem Ci dokładnie, bo nie wiem jak długo nam zejdzie.
- Hm .. no w porządku, ale uważaj na siebie – wywróciłam oczami – No nie rób takiej miny.
- Będę uważała – ubrałam buty i wyszłam z domu. Na dworze była piękna pogoda. Słoneczko świeciło tak mocno, że bez okularów przeciwsłonecznych nie dało się patrzeć. Szkoda, że nie mogę skorzystać z tej pogody. Dwadzieścia minut później byłam pod drzwiami domu Steffi. Zapukałam. Otworzyła mi jej mama i wpuściła do środka. Powiedziała, że czeka na mnie w salonie, więc się tam udałam – Cześć po raz drugi – uśmiechnęłam się.
- O szybko przyszłaś, ale to dobrze.
- Nom .. to o co chodzi?
- Wiesz co? Idź do mojego pokoju, a ja zaraz tam przyjdę.
- No dobra – tak też zrobiłam, ale nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy otworzyłam drzwi – Mike? - stał przy oknie ze skrzyżowanymi rękami.
- Cześć – weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi.
- Co Ty tutaj robisz?
- Nie cieszysz się?
- Oczywiście, że się cieszę – podeszłam do niego, zarzuciłam mu ręce na szyję i się przytuliłam. Poczułam, że też mnie objął – Nie masz pojęcia jak tęskniłam.
- Ja tak samo, skarbie – odsunął mnie od siebie, żeby móc na mnie spojrzeć - Dlaczego nie zadzwoniłaś, że na dziś masz już koniec pracy? Czekałem na Twój telefon jak na wybawienie.
- Bo .. myślałam, że pracujesz i nie chciałam Ci zawracać głowy.
- Kochanie Ty mi możesz zawracać głowę przez cały czas – spojrzał mi w oczy – Muszę o to zapytać – spoważniał – Czy nadal Ci na mnie zależy? Chcesz być ze mną? - bardzo mnie tym zdziwił.
- Oczywiście, że tak .. dlaczego o to pytasz?
- Wiesz, że nie mamy dla siebie dużo czasu, a właściwie ..
- Tak .. wiem .. to ja Go dla nas nie mam za co Cie przepraszam, ale nie mam na to wpływu.
- Dlatego muszę wiedzieć na czym stoję.
- Na podłodze – na chwilę się uśmiechnął.
- Wiesz o czym mówię … bo ja nie chce się z Tobą rozstawać .. bardzo Cie kocham.
- Ja też nie chce, naprawdę. I boli mnie to, że nie mam dla Ciebie czasu.
- Zwolnij się.
- Nie mogę.
- Załatwię Ci lepszą pracę. Taką jaką chciałaś – wziął moją twarz w swoje dłonie – Ta praca Cie wykańcza. Jesteś blada i nie wyspana. Nie pozwolę, żeby coś Ci się stało.
- Nic mi nie będzie i nie musisz się martwić. Wiem, że i tak będziesz – zaśmiał się – Ale nie musisz.
- Jeżeli mi obiecasz, że nie będziesz się przemęczała.
- Postaram się – spojrzał mi w oczy i po prostu pocałował. Tak długo na to czekałam. Aż jego czułe i delikatne usta dotknął moich. Nie chciałam się od niego odrywać i oddawałam każdy pocałunek, ale ktoś nam bestialsko przerwał oklaskami. Przerwał pocałunek i spojrzeliśmy w stronę drzwi.
- No miło mi to widzieć – to była Steffi.
- Zwabiłaś mnie tutaj – wskazałam na nią palcem.
- Żałujesz? - spojrzałam na Michaela.
- Ani trochę – wtuliłam się w niego – Dziękuje. Ja bym się pewnie nie odważyła po takim czasie.
- Od czego ma się przyjaciółkę – puściła mi oczko i wyszła. Postanowiliśmy, że pójdziemy na spacer. Spletliśmy swoje palce i szliśmy alejkami parku.
- Pięknie tutaj, a zwłaszcza, gdy się jest z ukochaną osobą – spojrzałam na niego z uśmiechem. Dał mi buziaka.
- Zgadzam się i chce tak częściej .. z Tobą .. tylko z Tobą – wiedziałam, że to niemożliwe, ale nie odpowiedziałam na to. Spędziliśmy cudowną godzinę spacerując i rozmawiając, ale niestety musiałam wracać zanim On wróci do domu i zobaczy, że mnie nie ma.
- Odprowadzisz mnie?
- Z przyjemnością – odprowadził mnie i pożegnaliśmy się wcześniej, tak żeby mama nas nie zauważyła. Trudno nam było się oderwać od siebie. Wróciłam do domu cała w skowronkach. Oczywiście mama to zauważyła i zaczęły się pytania. Odpowiedziałam tylko, że miło spędziłam czas ze Steffi i poszłam na górę. Walnęłam się na łóżko i uśmiechałam się do siebie. Boże. Co ten facet ze mną robi. Wystarczy chwila z nim spędzona, a ja już mam humor na cały dzień, no w sumie na końcówkę dnia, ale zawsze coś. To było cudowne. Zapomniałam chociaż na chwilę o pracy.

                                                                              ~~~~~~

Kolejny tydzień spędziłam w pracy. Dzwoniłam do Michaela jak tylko wychodziłam z pracy. Nie miałam zamiaru Go stracić przez pracę. Dzisiaj był wyjątkowy okropny dzień w pracy. Jakieś obleśne typy próbowały macać kelnerki w tym mnie. Jednemu udało się mnie złapać i posadzić sobie na kolanach. Od razu się wyrwałam, ale jakiś koleś zdążył zrobić zdjęcia. Po tym wydarzeniu od razu pobiegłam do szatni i się rozpłakałam. Szybko musiałam się ogarnąć i wracać do pracy. Na szczęście ochrona ich wyprowadziła z klubu zanim wróciłam.
Następnego dnia miałam wolne, dlatego umówiłam się z Michaelem. Po śniadaniu dostałam wiadomość od Michaela, żebyśmy się spotkali za pół godziny w parku. Zdziwiłam się. Myślałam nawet, że musi wyjechać w sprawach służbowych i chce się tak szybko spotkać. Po pół godzinie siedziałam na ławce w parku i czekałam na Michaela. Zauważyłam Go już z daleka i się uśmiechałam na jego widok, ale On nie odwzajemniał Go i ja też spoważniałam.
- Cześć Misiu – chciałam dać mu buziaka na przywitanie, ale mi nie pozwolił – O co chodzi?
- Jeszcze się pytasz?! - przestraszyłam się jego wybuchem złości.
- Ale .. Mike … dlaczego na mnie krzyczysz? Co ja zrobiłam?
- Nie spodziewałem się tego po Tobie!
- Proszę nie krzycz … przerażasz mnie, gdy taki jesteś – z oka wydostała się pojedyncza łza.
- A jaki mam być według Ciebie?!
- Jeżeli mamy tak rozmawiać … - chciałam już się oddalić, ale złapał mnie za ramię.

- Najpierw mi wyjaśnisz co to ma znaczyć?! - pokazał mi zdjęcie z klubu, gdy siedziałam tamtemu na kolanach. Momentalnie zbladłam ...

sobota, 6 czerwca 2015

Chapter 18

Witajcie!
W końcu udało mi się dokończyć tą notkę. Ciekawe czy wgl jeszcze tutaj jesteście hehe Mam cichą nadzieję, że jednak tak i zostawicie po sobie ślad w postaci komentarzy. Nie wiem, czy za tydzień uda mi się wstawić nową na Bad Girl chociaż się postaram. No to chyba tyle w sumie. Zapraszam na dalsze losy Betty oraz Michaela ;)


                                                                               ~~~~~~


Rano zadzwoniłam do Michaela, że jednak nie możemy się spotkać. Oczywiście dopytywał dlaczego, ale musiałam skłamać, że mama chce, żebym jej pomogła w porządkach. Wyczułam po głosie, że był smutny z tego powodu, ale udawał, że wszystko w porządku. Bardzo niechętnie przygotowywałam się do tej pracy. Miałam dziwne przeczucia. Równo o 11:30 wyszłam z domu. Bar był niedaleko. Od progu, gdy tam weszłam uderzył we mnie nieprzyjemny zapach papierosów i alkoholu. Nie dało się normalnie oddychać. Zauważył mnie jakiś facet i kazał iść za sobą. Myślałam, że to jest właśnie ten kumple ojca i miałam racje. Poszłam za nim do jego gabinetu. O ile można tak Go nazwać.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz.
- Ojciec mi kazał.
- I bardzo dobrze. Przynajmniej pomożesz finansowo rodzicom – nieśmiało kiwnęłam głową – Raz dwa się u nas rozkręcisz i przestaniesz być taka nieśmiała. Wiesz na czym ma polegać Twoja praca?
- Nie bardzo.
- Będziesz obsługiwała klientów i masz być miła, jasne?
- Tak.
- Mam nadzieje, że nie masz dwóch lewych rąk i nie wylejesz drinków.
- Myślę, że dam radę.
- Lepiej, żebyś dała.
- Przepraszam, ale …. do której mam tutaj być?
- Do 22 a czasami dłużej, jeżeli będzie dużo klientów – byłam zaskoczona, że mam pracować aż 10 godzin, ale nic już nie mówiłam. Ten facet wydawał się niezbyt przyjemny i lepiej z nim nie zaczynać – A teraz idź się przebrać i do roboty – podał mi strój.
- Jak to .. od dzisiaj?
- A co myślałaś?
- Nie .. nic …. dobrze już idę – zabrałam ten strój i poszłam do szatni, gdzie dziewczyny się przebierały. Podeszłam do swojej szafki i otworzyłam ją. Rozłożyłam ten strój i doznałam szoku. Przecież … ta miniówka ledwo zakrywa mi tyłek. Ja mam w tym chodzić? Na dodatek bluzka z ogromnym wycięciem. Popłynęła mi łza i usiadłam na ławce. Nie lubiłam takich ubrań, a teraz byłam do tego zmuszona. Z wielkim oporem się w to przebrałam, schowałam swoje rzeczy do szafki i wyszłam. Innym dziewczynom nie sprawiało to problemu. Jedna z nich pokazała mi wszystko co mam robić. Nie szło mi za dobrze. Dodatkowo krępował mnie strój, a przy stolikach siedzieli jacyś obleśni faceci, którzy się gapili na mnie i na inne dziewczyny dość jednoznacznie. Modliłam się aby ten dzień skończył się jak najszybciej. Po sześciu godzinach byłam wykończona, a zostały mi jeszcze cztery. Poprosiłam szefa, żebym mogła zrobić sobie chwilę przerwy. Z wielką łaską mi pozwolił. Odetchnęłam z ulgą, gdy usiadłam na tej ławce w szatni. Nóg już nie czułam. Wyciągnęłam telefon z szafki. Piętnaście nieodebranych połączeń od Michaela. Ehh .. mogłam się tego spodziewać. Zawsze byliśmy w kontakcie.
- A co Ty tutaj jeszcze robisz? Wracaj do roboty. Nie płace Ci za siedzenie – i tyle Go widziałam. Wróciłam za bar jak kazał. Po godzinie muzyka się zmieniła na głośniejszą i szybszą. Nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam w stronę sceny. Światła na niej rozbłysły i wyszła półnaga dziewczyna. Okazało się, że to jest bar ze striptizem. Byłam w jeszcze większym szoku. Boże. Mike w życiu nie może się dowiedzieć. Po 22 poszłam się przebrać w swoje ciuchy i wyszłam czym prędzej z tego miejsca. Gdzie ja trafiłam? Szłam do domu i płakałam. Nadal byłam w szoku i nie chciałem tam jutro wracać. Byłam już blisko domu. Zatrzymałam się w miejscu i popatrzyłam na niego chwilę. W kuchni paliło się światło, znaczy, że mama jest w domu. Ciekawe czy już wie. Od kluczyłam drzwi i weszłam do środka.
- Betty? - usłyszałam głos mamy.
- Tak .. to ja.
- Gdzie byłaś? - podeszła.
- Nie mówił Ci?
- Masz na myśli ojca?
- Raczej ojczyma … ehh .. byłam w .. pracy.
- Jak to? Nie mówiłaś, że coś znalazłaś.
- Bo nie znalazłam. To On mi załatwił … bez mojej zgody.
- No tak .. i jak było? Co to za praca?
- Świetna .. zwłaszcza jak wyszła półnaga dziewczyna i zaczęła tańczyć przy rurze.
- Co?? Ty chyba żartujesz. Jak On mógł! Nie wierzę .. - złapała się za głowę – Porozmawiam z nim .. jeszcze dzisiaj.
- Nie! Mamo, proszę … nie chce, żeby zrobił Ci znowu krzywdę. To i tak niczego nie zmieni.
- Ale ja nie chce, żebyś tam pracowała, Ty też nie chcesz przecież. Tak nie może być. Spróbuje i tak z nim o tym pogadać. Eh .. chcesz kolacje?
- Dziękuje, ale nie. Nie mam apetytu. Wezmę prysznic i się położę.
- No dobrze – poszłam na górę. Czułam na sobie wzrok mamy, gdy szłam na górę. Weszłam do pokoju i oparłam się plecami o drzwi. Co za koszmarny dzień. Rozebrałam się i udałam się do łazienki. Miałam ochotę na kąpiel, ale bałam się, że zasnę w wannie, dlatego wzięłam szybki prysznic. Umyta, wyszłam, wytarłam głowę i ciało do sucha, ubrałam piżamę i wróciłam do pokoju. Położyłam się i odprężyłam. Nareszcie odpocznę. Prawie zasypiałam, gdy usłyszałam pukanie w szybę. Zdziwiłam się i podeszłam do okna. Mike? Otworzyłam okno.
- Co Ty tutaj robisz?
- Nie odbierałaś telefonu i się martwiłem, ale widzę, że wszystko w porządku, tak?
- Tak. Wariat z Ciebie, wiesz? Hehe.
- Oj tam. Mogę wejść? - bez słowa Go wpuściłam przez okno – Śpią już?
- Tego nie wiem. Musimy być cicho.
- Nareszcie mogę zrobić to – objął mnie w pasie i pocałował. Odwzajemniłam z przyjemnością.
- Też za Tobą tęskniłam – przytuliłam się do niego.
- Co się z Tobą działo przez cały dzień? Tak się bałem .. nie masz pojęcia.
- Przepraszam, ale nie mogłam odebrać ani zadzwonić.
- No dobrze, ale dlaczego? Powiesz mi?
- Bo … byłam w pracy – spojrzał na mnie.
- Jak to w pracy? Dlaczego mi nie powiedziałaś? Miałaś pomagać mamie w porządkach. Dlaczego skłamałaś?
- Wybaczysz mi to? Nagle się dowiedziałam – odeszłam kawałek od niego.
- No dobrze, ale bądź ze mną szczera. Co to za praca? - przez chwilę milczałam, bo chciałam mu powiedzieć. W ostatniej chwili stchórzyłam i wymyśliłam coś na poczekaniu.
- W .. pizzeri.
- To chyba w porządku praca, czy się mylę?
- Bo widzisz .. chciałam spróbować swoich sił w mojej dziedzinie.
- Kochanie .. jeżeli chcesz to się tym zajmę – spojrzałam na niego.
- Już za późno. Nie mogę z tamtej zrezygnować. Wiesz, że przez to nie będziemy się widywać zbyt często.
- Czyli jak bardzo rzadko? - widziałam smutek w jego oczach.
- Prawie codziennie od 12 do 22 mam pracę – opuściłam głowę. Podszedł do mnie i objął od tyłu.
- To .. będę Cie odwoził i spędzimy w ten sposób trochę więcej czasu – nie widział, ale się przeraziłam tym pomysłem.
- Odpada, bo jest niedaleko .. nie ma sensu – ziewnęłam.
- Widzę, że jesteś zmęczona. Chodź się położysz.
- A Ty?
- Co ja? - odprowadził mnie do łóżka. Położyłam się.
- Nie jesteś zmęczony? - okrył mnie kołdrą i usiadł obok – Co dzisiaj robiłeś?
- Siedziałem w domu i próbowałem się do Ciebie dodzwonić – miałam wyrzuty sumienia widząc jak się martwił.
- Eh .. naprawdę tego nie planowałam.
- Wierzę i teraz będę już wiedział. Czyli jutro też się nie spotkamy?
- Przepraszam Misiu – opuściłam głowę.
- Naprawdę nie masz za co. Nadrobimy. Może znowu gdzieś wyjedziemy. Co Ty na to?
- Ale gdzie? Teraz i tak nie mogę.
- Teraz nie. Hm .. może w weekend? Będziesz miała wolne?
- Właśnie tego nie wiem bo dopiero zaczęłam pracować. Nie wiem co szef na to.
- Masz szefa? Myślałem, że szefową – przyjrzałam się mu uważnie.
- Czyżbyś był zazdrosny?
- Niee .. nie jestem.
- Nie no wcale. Powiem Ci, że On jest w wieku mojego ojca i jest obleśny. Uspokoiłam Cie trochę?
- No chyba, że obleśny – cicho się zaśmiałam. Leżeliśmy sobie i całkiem odechciało mi się spać. Patrzyłam tylko w stronę drzwi, czy aby nikt nie wchodzi. Przy nim zapomniałam o tej przeklętej pracy i cieszyłam się chwilą. Z dołu usłyszałam jak ojciec krzyczy na mamę. Spojrzałam ukradkiem na Michaela, ale wiedziałam, że też to słyszy – Co się tam dzieje?
- Aaa … kłócą się .. jak zawsze heh – bałam się, że się o wszystkim dowie.
- Ała! Zostaw mnie! - krzyczała mama z dołu.
- Może .. może tam pójdę ..
- Nie! To znaczy .. Oni tak często, a potem się godzą – kłamałam jak z nut i było mi z tym źle.
- Na pewno? Chyba jej nie skrzywdzi? – bardziej się w niego wtuliłam i nie chciałam tego słyszeć. Wiedziałam, że pewnie powiedziała mu o mojej pracy. Wściekł się.
- Kocham Cie – powiedziałam. Spojrzał na mnie.
- Wiem o tym skarbie. Coś się stało? - nie mogłam mu przecież powiedzieć, że nie będzie zadowolony, gdy się dowie prawdy i że Go oszukiwałam. Pokręciłam tylko głową, że nie. Pocałował mnie we włosy. Nie chciałam, żeby odchodził. Nie chciałam się z nim rozstawać.
- Mike … powinieneś już iść .. jest późno.
- Boisz się, że tutaj wejdą – nie miałam co zaprzeczać, bo miał rację.
- Eh .. wiesz, że nie chciałabym się z Tobą w ogóle rozstawać … ale musimy.
- No dobrze – wstał – Zadzwoń do mnie jak będziesz miała czas – chciał już wychodzić przez okno.
- Mike .. - wstałam i podeszłam – Nie bądź na mnie zły .. proszę.
- Chce być z Tobą .. chce, żeby się wszyscy dowiedzieli. Nie mają prawa Tobą kierować i to z kim się możesz spotykać.
- Ja to wszystko wiem, ale … daj mi czas, dobrze? Powiemy im .. w odpowiednim momencie.

- Chodź no tu – delikatnie przyciągnął mnie do siebie i pocałował – Do zobaczenia, kochanie – wyszedł. Zamknęłam okno i patrzyłam przez nie aż zniknął za rogiem. Czemu to wszystko musi być takie trudne i skomplikowane? Westchnęłam i wróciłam do łóżka. Przytuliłam się do poduszki, na której leżał i zamknęłam oczy.

sobota, 16 maja 2015

Wyjaśnienie

Witajcie.
Należą się Wam wyjaśnienia. Otóż blog nie jest zawieszony ani zamknięty. Po prostu nie miałam wgl czasu na pisanie z powodu choroby pieska. Wiem, że dla, nie których to nie jest żaden powód, ale to jest członek rodziny i muszę o nią zadbać. Postaram się w przyszłą sobotę wstawić notkę, ale nie obiecuje. Mam nadzieje, że zrozumiecie.
Do zobaczenia.

sobota, 4 kwietnia 2015

Chapter 17

Witajcie!
Notka miała być tydzień temu, ale się nie wyrobiłam.
Przy okazji chciałam życzyć Wam Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych oraz bardzo mokrego Dyngusa ;)
Za tydzień postaram się dodać nową na Bad Girl, bo będę dodawała na przemian, ale nie chce obiecywać. Teraz mam trochę na głowię i jeszcze dochodzi seria badań, które będę miała, dlatego nie wiem ile będę miała czasu na pisanie. Mam nadzieje, że rozumiecie i dziękuje, że wciąż jesteście :)
Zapraszam do czytania i komentowania :)


                                                                                ******


Postanowiliśmy, że spakujemy się już dzisiaj i dzięki temu mieliśmy więcej czasu dla siebie. Tak, niestety jutro wracamy do LA. Eh .. bardzo szybko zleciał nam ten pobyt tutaj. Nie pamiętam kiedy tak ostatnio się bawiłam. Zapomniałam zupełnie o problemach, o ojcu. Teraz czekała mnie ta sama rzeczywistość. Z tą różnicą, że byłam z Michaelem. Nie mogłam się doczekać kiedy powiem o tym Steffi. Tylko jej mogłam się zwierzyć i potrzebowałam tego. Mike rozmawiał właśnie z kimś przez telefon, gdy ja pakowałam swoje rzeczy. Zdążyłam się już spakować, a On jeszcze rozmawiał. Usiadłam na kanapie i czekałam aż skończy. Gdy skończył, usiadł obok.
- Ze studia. Pytali kiedy wracam.
- Czyli .. nie będziemy się tak często widywać, prawda? - skierowałam wzrok na swoje dłonie.
- Dlaczego?
- Wiem, że jesteś zajęty i to Twoja praca.
- Kotku .. - wziął moje dłonie w swoje – Dla Ciebie zawsze znajdę czas … a może .. - zmieszał się lekko.
- Tak? - spojrzałam na niego.
- Do niczego Cie nie zmuszam, ale … nie chciałabyś ze mną zamieszkać? - nie spodziewałam się tego.
- Mike .. zaskoczyłeś mnie …
- Wiem, ale to jest dobry pomysł .. sama zobacz .. nie musielibyśmy się rozstawać i Twoja matka by się nie wtrącała.
- Ale … Ty to przemyślałeś?
- Tak .. kocham Cie i nie widzę w tym nic dziwnego .. wręcz przeciwnie.
- Ja Ciebie też kocham … ale nie mogę … wybacz, ale to dla mnie za wcześnie – to nie była do końca prawda, ale nie mogłam mu powiedzieć, że nie mogę zostawić samej mamy z ojcem.
- Ehh .. rozumiem ..
- Nie bądź na mnie zły.
- Nie jestem. Nie mam o co. Może faktycznie za szybko to zaproponowałem, ale nic nie poradzę, że nie chce się z Tobą rozstawać – uśmiechnął się.
- Ja też nie chce. Mamy jeszcze czas na takie poważne decyzje, ok? Jesteśmy ze sobą dopiero tydzień. To nie jest długo.
- Masz racje, ale ja myślę o Tobie jak najbardziej poważnie. Nie traktuje Cie jako kolejnej dziewczyny.
- Ja to wszystko wiem, ale to miłe co mówisz – pocałowałam Go w policzek.
- O to dopiero było miłe. Co dzisiaj chcesz robić?
- Wszystko mi jedno, byle z Tobą – przytuliłam się.
- Hmm … może spacerek?
- Pasuje mi, tylko się zamaskuj.
- Wstydzisz się mnie?
- Hehe oczywiście, że nie .. wiesz dlaczego.
- Tylko się droczę.
Wieczorem poszliśmy na planowany spacer. Mike był nie do rozpoznania i mogliśmy swobodnie iść do parku. Trzymaliśmy się za ręce, a Mike co jakiś czas spoglądał na mnie i się uśmiechał. Po którymś razie, zawstydziłam się, więc przestał. Będąc już w hotelu, chciałam poruszyć temat jego leków, ale nie byłam pewna, czy to dobry pomysł. Siedzimy właśnie u mnie w pokoju. Większość czasu spędzaliśmy właśnie u mnie. Zauważył, że coś jest nie tak.
- Kochanie? - usłyszałam. Podniosłam na niego głowę – Coś Cie trapi?
- Nie … no .. tak jak by …
- Powiesz mi co to takiego, hm?
- Eh … - wstałam i podeszłam do okna.
- Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko – podszedł do mnie od tyłu i odwrócił do siebie. Spojrzałam mu w oczy.
- Chodzi o Ciebie .. - zmarszczył brwi – Mike …. tylko powiedź mi prawdę … wciąż … bierzesz?
- Słucham? - trochę się oburzył – Nie jestem narkomanem – odszedł ode mnie.
- Nie miałam tego na myśli .. chodzi mi o leki.
- To zabrzmiało jakbym brał narkotyki.
- Wiem .. przepraszam … odpowiesz mi? - spojrzał na mnie i milczał – Mike?
- Czasami …
- Dlaczego? Przecież Cie prosiłam .. - podeszłam do niego – Nie masz pojęcia co ja przeżywam, gdy pomyślę sobie, że właśnie wziąłeś to świństwo, żeby zasnąć – wzięłam jego twarz w swoje dłonie – Tak bardzo się boję o Ciebie .. nie mogę Cie stracić .. - miałam łzy w oczach.
- Nie stracisz mnie .. przysięgam ..
- Nie możesz tego wiedzieć … co .. co jeśli … się już nie obudzisz? - dałam upust łzom – Tak bardzo Cie kocham, dlatego tak bardzo się boję – wtuliłam się. Poczułam jak mnie objął.
- Kotku … postaram się nie zażywać .. dobrze? - uniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
- Na pewno? - patrzyłam mu w oczy.
- Tak .. zrobię to dla Ciebie, ale to nie będzie łatwe.
- Pomogę Ci.
- Ehh …
Tej nocy spał u mnie i nie musiał brać leków, żeby zasnąć. Położyłam głowę na jego torsie i próbowałam zasnąć. Cieszyłam się, że Michael spokojnie śpi. Oparłam brodę o jego tors i patrzyłam na niego. Wyglądał tak słodko. Po chwili zamknęłam oczy i w końcu sama zasnęłam.
Otworzyłam oczy, bo poczułam, że nie ma przy mnie Michaela. Rozejrzałam się po pokoju i usłyszałam odgłosy dobiegające z łazienki. Brał prysznic. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8 rano, więc nie musiałam się spieszyć ze wstaniem. Z tego co pamiętam to wylot mieliśmy dopiero o 14. Przeciągnęłam się na łóżku i w tym samym czasie z łazienki wyszedł Mike … w samym ręczniku na biodrach! Zmieszał się, gdy zobaczył, że już nie śpię.
- Yy … myślałem, że jeszcze śpisz .. - podrapał się po głowie.
- Przed chwilą się obudziłam – czułam straszne motylki w brzuchu i jak najszybciej odwróciłam się. Na dodatek czułam, że się rumienie. To było takie głupie, ale był pierwszym mężczyzną, którego widziałam prawie nagiego.
- Przepraszam – usłyszałam, ale się nie odwróciłam.
- Za co mnie przepraszasz?
- Oj no wiesz … myślałem, że zdążę się ubrać.
- Nic się nie stało. Dobrze, że ręcznik Ci nie spadł – dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że powiedziałam to na głos – Yyy .. to znaczy .. - jeszcze bardziej spłonęłam rumieńcem.
- Zawsze mocno zawiązuje – zaśmiał się. Dobrze, że obrócił to w żart, ale i tak było mi strasznie głupio – A jeżeli by spadł? - obniżył ton głosu.
- To byś musiał ubrać.
- To na pewno. Już się ubrałem – niepewnie się odwróciłam, ale mówił prawdę. Wstałam i teraz ja poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Ciągle myślałam o tym co przed chwilą widziałam i nie mogłam przestać. Miał idealne ciało. Boże .. o czym ja myślę. Ogarnij się dziewczyno. Umyta i ubrana wyszłam z łazienki. Wpadłam prosto w ramiona Michaela.
- Boże .. przestraszyłeś mnie ..
- Wybacz. Zdałem sobie sprawę, że zapomniałem się przywitać. Dzień dobry kochanie – złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Uśmiechnęłam się podczas pocałunku.
- Dzień dobry. Takie powitania bym mogła mieć codziennie – zarzuciłam mu ręce na szyi i się przytuliłam.
- Da się zrobić, ale wiem, że na razie nie chcesz.
- Ehh .. to nie tak, że nie chce .. po prostu … to za szybko … jesteśmy razem dopiero tydzień i nie znamy się zbyt długo tak naprawdę.
- Zdaje sobie z tego sprawę, ale moje uczucia co do Ciebie nie ulegną zmianie. Możesz być mnie pewna – odczepiłam się od niego.
- Proszę Cie … nie naciskaj na mnie. Wiem, że mnie kochasz .. ja Ciebie tak samo mocno kocham i jeżeli jest dane nam być razem, to będziemy mieszkać razem, ale jeszcze nie teraz.
- Dobrze .. już nie będę … wiem czego chce. Jestem zdecydowanym człowiekiem i chce być z Tobą … na zawsze – spojrzał mi w oczy – Zrobię wszystko aby nam się udało.
- W to nie wątpię.
- Nawet będę próbował żyć w zgodzie z Twoją mamą – zaśmiałam się.
- I właśnie tego się boję, że nie wytrzymasz jej zrzędzenia.
- Dla Ciebie wytrzymam wszystko … nawet najgorszy ból – pogłaskał mnie po policzku. Chciałam coś powiedzieć, ale mnie wyprzedził – Chcesz mieć dzieci? - zaniemówiłam i gapiłam się na niego.
- T-tak … kiedyś chce być mamą … czemu pytasz?
- Po prostu byłem ciekaw. Ja też chce być tatusiem i cieszę się, że też chcesz mieć.
- Ale .. - byłam nieco zaniepokojona.
- Spokojnie kotku … przecież nie teraz .. oboje wiemy skąd się biorą dzieci, a na to mamy jeszcze czas – pocałował mnie w policzek i przytulił. ''Pod warunkiem, że nie będziesz chodził w samym ręczniku'' – pomyślałam, ale szybko odgoniłam te nieczyste myśli.
O 13 pojechaliśmy na lotnisko. Samolot Michaela już czekał. Okazało się, że możemy od razu wystartować. Lot trwał jak wcześniej, dziesięć godzin. Nie przeszkadzało nam to. Przynajmniej mogliśmy spędzić więcej czasu ze sobą. Szczerze to nie chciałam wracać. Znowu się zacznie bicie i znęcanie. Pewnie ojciec nie może się już doczekać. Teraz będzie mi jeszcze trudniej udawać przed Michaelem, że wszystko jest w porządku. Zamyśliłam się, ale nie zauważył, bo opierałam głowę na jego ramieniu i prawie zasnęłam. Pocałował mnie w czoło. Nigdy nie myślałam, że trafię na takiego wspaniałego mężczyznę. Może ma swoje wady, ale ja póki co ich nie dostrzegam. W życiu wycierpiałam dużo, dlatego może takie małe wady mi nie przeszkadzają. Zresztą dowiemy się, gdy będziemy dłużej ze sobą. Poczułam, że ktoś mnie budzi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Michaela.
- Jesteśmy już na miejscu.
- Już? - przeciągnęłam się - Szybko nawet.
- No szybko dla kogoś kto przespał całą podróż.
- Serio? Mogłeś mnie obudzić.
- Po co? Przynajmniej się wyspałaś – dał mi buziaka – Wysiadamy – wzięliśmy się za ręce i wysiedliśmy z samolotu. Zdziwiłam się, że na dworze jest jeszcze jasno.
- Która godzina? - zapytałam.
- 14.
- Czyli jechaliśmy tylko godzinkę – spojrzał się na mnie.
- Niee .. 10 godzin ..
- Wiem .. ale tak powiedziałam, bo wyruszyliśmy o 13, a teraz jest 14.
- Hm .. a wiesz, że dopiero zauważyłem? Faktycznie.
Mike odwiózł mnie prawie pod sam dom. Oczywiście wiedział, że dalej nie może ze względu na ojca. Nie byłam pewna, czy jest w domu. Jak się potem okazało, miałam rację. Gdy tylko weszłam do domu, ''przywitał'' mnie. Chciałam Go wyminąć i pójść do siebie.
- Z ojcem się nie przywitasz?
- Cześć – powiedziałam na odczepnego – Jestem zmęczona lotem i chciałabym iść do siebie.
- Za chwilę – ku mojemu zdziwieniu był spokojny i trzeźwy. Może w końcu dał sobie spokój z alkoholem – Musimy porozmawiać – poszłam za nim do salonu.
- O co chodzi?
- Masz trzy miesiące wakacji, więc załatwiłem Ci pracę u mojego znajomego.
- Słucham? Ale ..
- To już postanowione i zaczynasz od jutra.
- Mama wie?
- Dowie się jeżeli będzie trzeba. Możesz już iść do siebie.
- To powiedź co to za praca.

- W barze. Jutro dowiesz się szczegółów, bo nie chce mi się gadać. Idziesz na 12 – spuściłam głowę i poszłam do siebie. Owszem chciałam pomóc mamie finansowo, ale chciałam sama znaleźć jakąś tymczasową pracę i na pewno nie w barze, gdzie jacyś obleśni faceci będą pić. Nawet do tego się wtrąca. Nie miałam wyboru i musiałam tam iść. Tylko jak ja to wytłumaczę Michaelowi. Mieliśmy spędzić dużo czasu razem. Nie było nam dane.

sobota, 14 marca 2015

Chapter 16

Witajcie!
No i w końcu dodaje kolejną notkę. Wiem, że trochę minęło za co Was bardzo przepraszam, ale choroba mnie trzymała i nie chciała odejść, a potem nie miałam czasu na pisanie. Notka nie jest długa, ale przynajmniej jest, prawda? Hehe. Co co Michaela i Rose to oczywiście będę je dalej pisała. Potrzebuje tylko czasu, żeby wszystko po kolei poukładać i wtedy będę miała czas na pisanie. Mam nadzieje, że mam jeszcze dla kogo pisać.
Koniec przynudzania i zapraszam na kolejną notkę ;)


                                                                          ~~~~~~~~


Od wczoraj jesteśmy z Michaelem oficjalnie parą. Boże jak to pięknie brzmi. Wczoraj Mike grzecznie poszedł do siebie co mnie cieszyło, że nie oczekiwał nic więcej. Chociaż tak naprawdę nie chcieliśmy się ze sobą rozstawać. Z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o nim i o tym, że rano znowu się zobaczymy. Już nie mogłam się doczekać. Chyba też nie mógł spać, bo przyszedł już o 8. Siedziałam w piżamie na łóżku zamyślona. Ocknęłam się, gdy usłyszałam pukanie. Poszłam mu otworzyć. Wpuściłam Go.
- Co tak wcześnie?
- Nie mogłem się doczekać kiedy Cie znowu zobaczę – pocałował mnie delikatnie na powitanie. Wyciągnął jedną róże zza pleców i mi wręczył – Dla mojej pięknej Pani, piękna róża – nawet teraz się zarumieniłam.
- Dziękuje.
- Nadal Cie onieśmielam?
- Yyy … no trochę ..
- Niepotrzebnie. Przede mną nie musisz niczego udawać. Po prostu bądź sobą .. jak zawsze.
- Zawsze jestem sobą, nawet jeżeli jest to trudne.
- I to się chwali – wziął mnie za dłoń i zaciągnął na kanapę. Usiadłam opierając się o niego plecami – Dzisiaj zjemy kolacje na wieży .. co Ty na to? - odwróciłam do niego głowę.
- Serio? Oczywiście, że chce. Muszę Ci o czymś powiedzieć.
- Słucham Cie.
- Bo … - było mi głupio – Eh ..
- Coś się stało? - zaniepokoił się.
- Nie .. tylko … ale nie uznasz mnie za wariatkę?
- No coś Ty – poczułam jak bardziej mnie przytulił do siebie – Mów co Ci leży na sercu.
- Ja … ja Cie ….. ja Cie kocham od dawna – moja twarz płonęła. Odwrócił mnie w swoją stronę, ale ja opuściła głowę. Podniósł mój podbródek.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Nie mogłam … nie chciałam Cie stracić jako przyjaciela i bałam się, że mnie wyśmiejesz.
- Nigdy bym tak nie postąpił. Pamiętasz jak wtedy chciałem Cie pocałować? - pokiwałam głową – Wtedy mnie zauroczyłaś … ale to się przerodziło w miłość … też się bałem Ci o tym powiedzieć. Ale tutaj … postawiłem wszystko postawić na jedną kartę. Nie obchodziło mnie, czy byś mnie odrzuciła .. chciałem, żebyś wiedziała … już dłużej nie umiałem w sobie tego dusić. Los chciał, że jesteśmy razem i nikt Nas nie rozdzieli. Nawet Twoja matka. Nie dopuszczę do tego. Zbyt wiele dla mnie znaczysz.
- O matko … moja matka … Ona nie może się dowiedzieć o Nas – spojrzałam ze strachem na niego.
- Spokojnie skarbie .. ode mnie się na pewno nie dowie – czule mnie pocałował – Ale moja rodzina chyba może wiedzieć, tak?
- Myślę, że tak .. i tak nie znają mojej matki.
- Moja mama Cie pokocha, tak samo jak ja Cie kocham, ale powiemy im o tym razem.
- Trochę się boję …. a jak mnie nie zaakceptują? Jestem od Ciebie młodsza …
- Wiek nie ma znaczenia. Oboje jesteśmy dorośli, a poza tym nie jestem jeszcze dziadkiem – zaśmiałam się
- Na szczęście. Pójdę się ubrać.
- Ok. Poczekam – zabrałam czyste ciuchy i zamknęłam się w łazience. Gdy byłam prawie ubrana, usłyszałam za drzwiami głos Michaela – Wiesz, że w Disneylandzie jest park wodny?
- Hm … chyba widziałam w TV, a czemu pytasz?
- Bo tak pomyślałem, że może byśmy poszli tam – nie odpowiedziałam mu od razu. Zatkało mnie, bo wiedziałam, że nie mogę paradować w bikini. Na plecach pozostały jeszcze siniaki – Kochanie? - wyszłam kompletnie ubrana.
- Mike .. jeżeli masz ochotę, to możesz.
- A Ty? Mam się sam bawić?
- Nie mam jakoś ochoty .. przepraszam.
- Nie przepraszaj. W porządku, ale sam też nie mam ochoty. Następnym razem.
- Następnym razem?
- A myślałaś, że jesteśmy tutaj pierwszy raz? Podoba Ci się tutaj?
- Bardzo.
- W takim razie jak będę miał wolne, to przylecimy znowu.
- Wariat mój kochany – przytuliłam się do niego – Ja ciągle nie mogę uwierzyć, że jesteśmy razem. To jak sen.
- Więc nie budźmy się z niego. Pozostańmy w nim na zawsze – uniosłam głowę i spojrzałam na niego.
- Co masz na myśli?
- Wiesz, że Cie bardzo kocham, prawda? - pokiwałam głową – I to, że to Ty jesteś tą jedyną? - ponownie pokiwałam głową – Dlatego nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie – patrzył mi prosto w oczy, gdy to mówił i zapieczętował pocałunkiem. Wzruszyłam się na te słowa i popłakałam się – Powiedziałem coś nie tak?
- Nie … to ze szczęścia, głuptasku.
- A już się przestraszyłem – zmierzył mnie wzrokiem – Ale Ty ślicznie wyglądasz.
- Mike .. robisz to specjalnie? - zarumieniłam się.
- Ale co takiego?
- Ty już lepiej nie udawaj – uśmiechnął się – Jesteś okropny.
- I kochany, tak?
- Masz o sobie wysokie mniemanie. Skąd Ci to przyszło do głowy?
- Czyli się mylę? Eh .. coś tak czułem, że to jest zbyt piękne aby mogło być prawdziwe – był taki poważny, gdy to mówił.
- Mikey .. ale ja przecież się tylko droczę z Tobą.
- Daj spokój.
- Musisz mi uwierzyć – naprawdę się przestraszyłam, że wziął to na serio. Nagle spojrzał i się roześmiał.
- Szkoda, że nie widzisz teraz swojej miny.
- Osz Ty! - uderzyłam Go w ramię z pięści – Ja tu się martwię, a ten sobie robi żarty ze mnie – skrzyżowałam ręce na piersiach – Sam sobie jedź kolacje na wieży – odwróciłam się.
- Ej .. kochanie … no nie gniewaj się na mnie – stanął przede mną. Byłam nieugięta – Proszę Cie – już dłużej nie mogłam się powstrzymać i się roześmiałam.
- Teraz Ty żałuj, że nie widzisz swojej miny.
- No wiesz co ..
- Jesteśmy kwita, a teraz chodźmy już – wzięłam Go za rękę i wyszliśmy z pokoju. W windzie, Mike przyglądał mi się – Jestem gdzieś brudna?
- Nie – wziął moją twarz w swoje dłonie i czule pocałował. Zaśmiałam się między pocałunkami. Piętro niżej, do windy weszły dwie, młode dziewczyny. Musieliśmy niestety przerwać pocałunek. Dosłownie strzelały piorunami w moją stronę. Mike nic sobie z nich nie robił, ale ja nie czułam się komfortowo. Miałam uraz po przygodach z Victorią, a te dziewczyny mi ją przypominały. Opuściłam głowę, trzymałam Michaela za rękę i czekałam aż wysiądziemy – Kotuś .. w porządku? - spojrzały się na niego. Nie odpowiedziałam. Z windy wysiadłam od razu, nie czekając na Michaela – Hej .. poczekaj na mnie – dogonił mnie i zatrzymał – Co się stało? Spójrz mi w oczy – niechętnie spojrzałam.
- Chodzi o te dziewczyny … widziałeś jak na mnie patrzyły? Zupełnie jak Victoria.
- Nie przejmuj się nimi. Przestraszyły Cie?
- Trochę … dobrze, że byłeś przy mnie – przytulił mnie.
- Nie dam Cie nikomu skrzywdzić. Powiedź mi jeżeli będziesz miała jakieś problemy.
- Dobrze. Na szczęście są wakacje i mam od niej spokój. Będę mogła spędzać z Tobą dużo czasu i ze Steffi.
- Ciesze się z tego powodu.
Kolejny dzień w Disneylandzie spędziliśmy na wspólnej zabawie. Widziałam jak Michaela ciągnęło do parku wodnego i znowu powiedziałam, że może iść, a ja popatrzę, ale nie chciał się zgodzić. Powiedział stanowczo, że jesteśmy tutaj razem i razem będziemy się bawić, a nie osobno. To było kochane z jego strony, ale nie trzymałam Go na smyczy. No nic. Związałam się z uparciuchem i nic nie mogłam poradzić. Zrobiliśmy mnóstwo wspólnych zdjęć. Od razu powiedziałam, że wolę, żeby zdjęcia zostały u niego. Zgodził się, ale myślał, że chodzi tylko o mamę. Właśnie .. mama. Od dwóch dni nie miałam z nią kontaktu. Mike zauważył, że posmutniałam. Powiedziałam mu o co chodzi. Zaproponował, że to może ja powinnam zrobić pierwszy krok i do niej zadzwonić. Chyba miał racje. Postanowiłam to zrobić po powrocie do hotelu. Około 19 pojechaliśmy na wieże.
- Zamknij oczy – powiedział, gdy jechaliśmy windą na górę. Spojrzałam na niego i zamknęłam. Poczułam, że winda się zatrzymała – Jeszcze nie otwieraj – położył dłonie na moich biodrach i prowadził – Już – szepnął mi na ucho. Tak też zrobiłam. Moim oczom ukazał się piękny widok. Na środku stał niewielki stolik, oświetlony świecami. Atmosfera była bardzo romantyczna. Zauważyłam dwa nakrycia – Chodź – wziął mnie za dłoń i poprowadził do stolika. Odstawił mi krzesło. Usiadłam, zrobił to samo.
- Jesteśmy sami?
- Tak. Kazałem zamknąć, żebyśmy mieli spokój.
- Ale .. kiedy Ty to wszystko przygotowałeś?
- Mam swoje sposoby – położył swoją dłoń na mojej, która spoczywała na stoliku. Uśmiechnęłam się na ten gest. Spojrzałam na widok z wieży. Byliśmy nie za wysoko, bo restauracja była na drugim piętrze, ale widok i tak był piękny. Po chwili kelner przyniósł kolacje i szampana. Nalał do kieliszków i nam podał. Mike wzniósł toast – Za nas.
- Za nas – powtórzyłam i stuknęliśmy się kieliszkami. Wzięliśmy łyk. Mike odstawił swój kieliszek, nachylił się i niespodziewanie mnie pocałował – Kocham Cie.
- Ja Ciebie też – kolacja była bardzo smaczna. Po kolacji pojechaliśmy windą na samą górę. Widok był nieziemski. Aż zakryłam usta dłonią. Spędzałam najpiękniejsze chwile w swoim życiu. Odwróciłam się do niego i zarzuciłam mu ręce na szyję. Patrzyłam mu w oczy. Uśmiechał się.
- I co teraz?
- A co byś chciał? - udawał, że się zastanawia – Chyba wiem – stanęłam na palcach i musnęłam jego usta. Skrzywił się – Coś nie tak?
- Tak jak by – zaśmiałam się, bo już się domyśliłam. Tym razem pocałowałam Go namiętnie – Od razu lepiej – wtuliłam się w niego.

Przebrana w piżamę, siedziałam na łóżku po turecku i gapiłam się w telefon. Nie miałam odwagi zadzwonić do mamy, a powinnam. Mike przyszedł po paru minutach.
- Dzwoniłaś już? - usiadł za mną i objął.
- Eh .. jeszcze nie … wiem, że to głupie, ale …
- Nie będzie tak źle. No śmiało – podał mi telefon. Niepewnie wzięłam Go od niego. Wyszukałam numer mamy i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Czekałam aż odbierze.
- Halo? - usłyszałam jej głos.
- Cześć mamo.
- Betty? Nareszcie zadzwoniłaś. Nadal nie mogę uwierzyć, że mnie nie posłuchałaś.
- Jak widzisz nic mi się nie stało. Świetnie się bawię.
- Nie dobiera się do Ciebie?
- Mamo! Przestań! Chciałam zadzwonić, żebyś się nie martwiła, a Ty mówisz takie rzeczy.
- Nie dobrze już nie będę – parę minut jeszcze z nią porozmawiałam i zakończyłam. Oparłam się plecami o tors Michaela. Powiedziałam mu o tym. Tylko się roześmiał.
- Póki co jeszcze się do Ciebie nie dobieram.
- Póki co? - spojrzałam na niego z dołu.

- Kiedyś będę się dobierał, ale nie musisz się martwić – pocałował mnie w czoło. Zaskoczył mnie tym, ale nie bałam się. Wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi. Nie chcieliśmy się z Michaelem rozstawać, więc tej nocy został ze mną, ale tylko spaliśmy, jeżeli ktoś miał wątpliwości. Wtuliłam się w niego i spałam tak do rana. Dzięki temu zasnął bez tabletek. Cieszyło mnie to.

sobota, 31 stycznia 2015

Chapter 15

Witajcie!
Tak jak obiecałam dodaje kolejną notkę. Możliwe, że są błędy, za które z góry przepraszam, ale grypa trzyma mnie już 2 tygodnie. Dzisiaj wyjątkowo długa notka ;) Zapraszam :)

                                                                            ~~~~~~~

Dzisiaj mieliśmy poznać oceny za referaty. Razem ze Steffi strasznie się stresowałyśmy. Czekałyśmy na to jak na ścięcie głowy. Na nasze nieszczęście, nasz referat był ostatni i dodatkowo miałyśmy stresa. Jak się potem okazało niepotrzebnie. Nauczycielka nas wywołała. Nigdy nie lubiłam stawać przed całą klasą, ale dzięki Steffi czułam się trochę pewniej. Stałyśmy obok biurka naszej wychowawczyni i czekałyśmy. Wyciągnęła nasz referat, spojrzała na nas i się uśmiechnęła. Okazało się, że nasz referat był najlepszy i dzięki temu nie musiałyśmy się martwić o oceny do końca zakończenia roku. Spojrzałam na Steffi, a Ona na mnie z szeroko otwartymi buziami. Nauczycielka nas pochwaliła i pozwoliła wrócić na swoje miejsca. Po zajęciach cieszyłyśmy się jak małe dzieci.
- Wiedziałam, że tak będzie! - mówiła podekscytowana Steffi.
- Skąd?
- Bo świetnie je napisałaś. Wiesz co? Zrobię dzisiaj wieczorem imprezę u siebie z tej okazji. Uczyć się już nie musimy i oczywiście jesteś pierwszą zaproszoną.
- No nie wiem.
- Oj no nie bądź taka. Będzie niezła zabawa do rana. W końcu jest piątek.
- Tylko muszę zapytać najpierw mamę – Steffi wywróciła oczami.
- Nie przesadzasz? Masz już swoje lata. Chyba wolno Ci chodzić na imprezy.
- To znaczy .. ja … nigdy nie byłam na żadnej – zrobiło mi się głupio.
- Serio? W takim razie trzeba to nadrobić. Będziesz u mnie o 18? Pomożesz mi wszystko przygotować.
- Ale .. eh .. jestem umówiona z Michaelem.
- To czemu nie powiedziałaś od razu? On też jest zaproszony razem z Tobą. W końcu będę miała okazję Go poznać – puściła mi oczko.
- Zapytam Go dzisiaj – dzisiaj wyjątkowo wracałam autobusem, bo Mike chciał nieco dłużej popracować przed weekendem. Wysiadłam już na swoim przystanku i w drodze do domu postanowiłam zadzwonić do Michaela. Odebrał za drugim razem.
- Witaj myszko – nie przeczę, że się zdziwiłam, ale równocześnie spodobało mi się to.
- Cześć Mike. Nie przeszkadzam?
- Nie. Właśnie mam przerwę. Co tam?
- Najpierw muszę Ci się pochwalić, że nasz referat był najlepszy i to dzięki Tobie. Dziękuje.
- Naprawdę? W takim razie bardzo się cieszę, że mogłem pomóc. A ta druga sprawa?
- A skąd wiesz, że jest druga?
- Domyślam się.
- No więc .. Steffi robi dzisiaj imprezę i jestem zaproszona.
- Czyli … to baw się dobrze – wyczułam po głosie, że posmutniał – Kiedy indziej się spotkamy. Jak będziesz miała czas.
- Ale Mike .. Ty też jesteś zaproszony.
- Serio? A chcesz, żebym poszedł razem z Tobą?
- Tak .. szczerze to sama nie mam ochoty tam iść. Pójdziesz? Proszęęęę ..
- Z Tobą oczywiście, że pójdę. O której mam przyjechać?
- Steffi powiedziała, żebym była na 18 to jej pomogę przygotować wszystko.
- Ok, czyli będę po Ciebie o 17:30. Może być?
- Pewnie. Będę czekała. Pa.
- Pa – rozłączyłam się. Ależ byłam szczęśliwa. Weszłam do domu pełna humoru.
- Cześć mamo – powiedziałam radośnie. Znalazłam ją w salonie. Podeszłam i dałam buziaka w policzek.
- Oo jak miło widzieć Cie w takim nastroju. Coś się stało?
- Tak! Ja i Steffi miałyśmy najlepszy referat i dzięki temu nie musimy się uczyć do końca roku.
- To wspaniale. Gratuluje Wam.
- Dziękuje. I w związku z tym .. Steffi robi taką niewielką imprezę. Mogę iść?
- Od kiedy chodzisz na imprezy?
- Nie chodzę, ale to jest wyjątkowa okazja.
- No dobrze. Nie zabronię Ci. O której byś była w domu?
- Tego nie jestem właśnie pewna. Możliwe, że nie wrócę na noc – spojrzała się na mnie – Czyli mogę?
- Tak .. tylko nie przesadź z alkoholem.
- Ja nie pije.
- Na imprezie bywa różnie.
- Wiem. Idę się szykować – pobiegłam do siebie. Nie wiedziałam w co się ubrać. Zegar tykał, a ja od godziny głowiłam się nad strojem. W końcu postawiłam na prościznę. Wybrałam błękitną bluzkę, do tego białą spódniczka przed kolana. Zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam włosy, końcówki zakręciłam. Przejrzałam się w lustrze. Może być. Spojrzałam na zegarek. Co?? Za dziesięć minut przyjedzie Mike. Ale ten czas zleciał. Schowałam do niewielkiej torebki klucze od domu, gdybym jednak późno wróciła i swoje dokumenty. Zeszłam na dół. Chciałam poznać opinię mamy – I jak? - obróciłam się. Zmierzyła mnie wzrokiem.
- Ślicznie wyglądasz. Wychodzisz już?
- Za chwilę – spojrzałam na zegarek.
- Czekasz na kogoś?
- Tak. Michael ma po mnie przyjechać.
- On też jedzie? - pokiwałam głową, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo dostałam sms'a od niego, że już czeka przed domem – Muszę już lecieć. Paa – wyszłam z domu. Stał przy aucie. Widziałam zaskoczenie na jego twarzy, gdy mnie zobaczył – Cześć.
- Cześć .. pięknie wyglądasz – pocałował mnie w policzek. Zarumieniłam się.
- Dziękuje …. Ty też.
- Jedziemy?
- Tak – otworzył mi drzwi i je za mną zamknął. Wsiadł za kierownicę i ruszył. Przez chwilę milczeliśmy – O nie.
- Co się stało?
- Przecież powinnam coś kupić na tą imprezę, a już nie zdążymy pojechać do sklepu.
- Pomyślałem o tym. Spójrz do tyłu – tak też zrobiłam i zobaczyłam kilka siatek z zakupami – Wystarczy? - spojrzałam na niego.
- Jesteś wspaniały, wiesz? - chyba sprawiłam, że poczuł się zakłopotany, bo tylko się uśmiechnął niewinnie – Mike? - spojrzał na mnie – Masz zamiar tak normalnie tam wejść? Bez przebrania?
- Wiesz … na początku myślałem o przebraniu, ale raczej nie spędzimy tam godziny, czy dwóch, co nie?
- No nie.
- Właśnie, więc nie będzie mi wygodnie. Chyba, że to Ci przeszkadza to ..
- Nie – przerwałam mu – Wcale mi nie przeszkadza – dwadzieścia minut później byliśmy na miejscu. Podeszłam do drzwi, a Mike w tym czasie wyciągał zakupy. Nie chciał abym mu pomogła. Otworzyła mi Steffi.
- O jesteście już. A gdzie masz ..
- Już idzie. Bierze zakupy.
- Ale nie musieliście … - podszedł.
- Cześć. Jestem Michael – przywitał się z uśmiechem – Wybacz, że nie podam Ci dłoni, ale mam zajęte ręce. Gdzie to zanieść?
- Yyyy .. do … kuchni – patrzyła za nim jak szedł do kuchni – Czy .. czy .. ja mam przywidzenia? - zapytała. Zaśmiałam się.
- Nie. Dobrze widzisz – weszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
- Nie mogę w to uwierzyć, ale jak .. ?
- Kiedyś Ci opowiem, a teraz powiedź w czym mam Ci pomóc.
- Właśnie robię kanapki, a Ty możesz zrobić koreczki – weszłyśmy do kuchni. Mike w tym czasie wykładał zakupy na blat. Widziałam, że Steffi była onieśmielona.
- Pomóc Wam w czymś dziewczyny?
- Raczej nie.
- Możesz iść do salonu … i zając się muzyką – powiedziała nie patrząc w jego stronę.
- W tym jestem najlepszy – wyszczerzył się i wyszedł. Podeszła do mnie i mówiła szeptem.
- Nie mogę uwierzyć, że znasz Michaela Jacksona. Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś?
- A uwierzyłabyś? - nie odpowiedziała – No właśnie, a tak to masz żywy dowód. Nie musisz się krępować przy nim. Jest bardzo miły – zaczynam robić koreczki.
- Spróbuje – gdy już wszystko było gotowe, zanieśliśmy do salonu. Za dziesięć minut mieli zbierać się goście. Nagle usłyszałam znajomy głos.
- A co to? Jeszcze nie ma nikogo? - Evan wszedł do salonu.
- Niedługo przyjdą – odpowiedziała Steffi. Nie miałam pojęcia, że On będzie. Mike patrzył się na niego.
- Cześć Betty – podszedł. Nie odpowiedziałam. Mike stanął przy mnie. No tak przecież mówiłam mu o Nim, poza tym widział już Go jak wtedy po mnie przyjechał – A Pan? - albo udawał, że Go nie rozpoznaje albo nie wiem co On sobie myślał.
- Michael.
- Evan – podali sobie dłonie. Patrzyli na siebie uważnie i Mike nadal ściskał jego dłoń. Wyrwał się – Mocny uścisk. Będę u siebie w razie czego – poszedł.
- Rodzice zostawili mi dom, ale pod warunkiem, że Evan zostanie. Na szczęście zgodził się od razu – wyjaśniła.
- Nic dziwnego – wyrwało się Michaelowi. Poszłam z Michaelem usiąść na kanapie, a Steffi gdzieś poszła – Powiedziałaś już mamie o Paryżu?
- Eh .. jeszcze nie. Boję się jej powiedzieć.
- Dlaczego? To kiedy zamierzasz jej powiedzieć?
- Nie wiem.
- Super .. stanie na tym, że w ogóle jej nie powiesz i nie pojedziesz – chyba humor mi się popsuł.
- Nie bądź zły.
- Jestem rozczarowany. Zachowujesz się tak jak byś nie chciała ze mną polecieć.
- Wiesz, że chce. Obiecuje, że powiem jej o tym – przytuliłam się do niego. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Steffi otworzyła i weszła masa ludzi – O jacie – powiedziałam ciszej do Michaela.
- Zgadzam się – każdy był zaskoczony obecnością samego Michaela Jacksona i chętnie się z nim witali. Bardzo szybko wszyscy się za klimatyzowali i impreza się rozkręciła. Jedynie ja nie mogłam się odnaleźć. Cieszyłam się, że Mike nie odstępował mnie na krok, bo bym w ogóle poszła do pokoju Steffi i tam została do końca. Podeszła do nas Steffi i dała drinki – Ja nie pije.
- Ja też nie.
- Ale się dobraliście. Oj dajcie spokój. Na imprezie każdy pije.
- Ale ja prowadzę – dalej się bronił.
- Dzisiaj nikt nie będzie prowadził. Zabawa będzie do samego rana – poszła tanecznym krokiem do gości. Chyba była lekko wstawiona. Spojrzałam na Michaela, a On na mnie.
- W sumie .. - powiedział i wziął łyk – Nie jest taki zły – po tych słowach też spróbowałam. Trochę skrzywiłam buzie. Mike miał niezły ubaw ze mnie.
- No bardzo śmieszne. Nigdy wcześniej nie miałam alkoholu w ustach.
- Oj no już nie gniewaj się. Lepiej chodź potańczyć.
- O nie, nie, nie .. – opierałam się, ale i tak pociągnął mnie na środek salonu – I co teraz? - nie wiedziałam jak się zachować.
- A teraz proszę zdać się na mnie – tak też zrobiłam. Wziął moje obie dłoni i położył na swoich barkach. Swoje położył na mojej talii. Poczułam przyjemny dreszczyk. Najpierw delikatnie się kołysaliśmy, by po chwili zacząć szaleć. Tak na mnie wpłynął, że zupełnie zapomniałam o tych wszystkich osobach. Osiągnął to co chciał. Wyluzowałam się. Gdy piosenka dobiegła końca, wróciliśmy na swoje miejsca, by trochę odpocząć i dopić drinki – I jak?
- Wiedziałeś, że tak będzie – zaśmiałam się.
- Ależ skąd – spojrzałam na niego – No dobra. Przyznaje się, ale przyznaj, że Ci się podobało.
- Hm .. pewnie, że tak – podeszła do nas jakaś dziewczyna.
- Cześć. Mogę Cie na chwilę porwać? - zapytała Michaela.
- Cześć .. przykro mi, ale mam z kim tańczyć – spojrzał na mnie.
- Tylko jeden taniec. Proszę – zatrzepotała rzęsami.
- Nie będziesz miała nic przeciwko? - zapytał mnie.
- Nie .. skąd .. - oczywiście nie była to prawda. Wstał i poszedł z nią zatańczyć. Obserwowałam ich i sztucznie się uśmiechałam, gdy na mnie spojrzał. Byłam zazdrosna o tą Pannę, ale musiałam stwarzać pozory. Byłam zajęta patrzeniem na nich tańczących i nie zauważyłam, jak podszedł do mnie Evan.
- Widzę, że Twój towarzysz świetnie się bawi.
- Taa .. ja też.
- Nie widać tego. Chodź .. zatańczymy – wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Nie mam ochoty z Panem.
- No dalej mała – siłą złapał moją dłoń i pociągnął abym wstała. Próbowałam się wyrwać.
- Powiedziałam, że nie chce! - nie wiem skąd, nagle zjawił się Mike u mego boku.
- Co tutaj się dzieje? Dlaczego ją szarpiesz?! - zdenerwował się.
- Chciałem z nią tylko zatańczyć.
- Ale Ona najwyraźniej nie ma z Tobą ochoty. Poza tym ma już z kim tańczyć i lepiej się do niej nie zbliżał. To jest ostrzeżenie – wziął mnie za rękę i odeszliśmy od tego miejsca. Czyżbym wyczuła zazdrość? - Nic Ci nie zrobił?
- Nie nic .. myśli, że wszystko i wszystkie może mieć.
- To się zdziwi – spojrzałam na niego – Odpoczęłaś?
- Yy .. tak – coś mi się wydawało, że mogłam powiedzieć inaczej.
- To bardzo dobrze – złapał mnie za rękę i zaprowadził do tańca. Muszę przyznać, że Mike nie tylko solo był świetnym tancerzem, ale także świetnie prowadził partnerkę, czyli mnie. Po kilku piosenkach zaczęła się wolna piosenka. Chciałam wrócić na swoje miejsce, ale mi nie pozwolił – Gdzie uciekasz?
- Nie chcesz odpocząć? - chciałam, żeby powiedział, że tak.
- Ani trochę – objął mnie w pasie i oparł brodę na moim barku. Nie wiedziałam co zrobić. W końcu też Go objęłam i oparłam twarz na jego torsie. Było mi tak dobrze w jego ramionach, że nie chciałam aby piosenka dobiegła końca. Dopiero po około trzech minutach zorientowałam się, że zaczęła się inna piosenka, a my pomimo tego, nadal trwaliśmy w uścisku.
- Mike? - powiedziałam, żeby mnie usłyszał.
- Tak?
- Wiesz, że piosenka się skończyła?
- Naprawdę? - trochę się odsunął – Nawet nie zwróciłem uwagi – patrzeliśmy na siebie chwilę – Chcesz usiąść?
- Tak – wróciliśmy na swoje miejsce. Dostaliśmy kolejne drinki – Nie za dużo?
- To dopiero drugi, ale nie musisz pić jeżeli nie masz ochoty – wziął łyk.
- Skoro Ty pijesz, to ja nie będę gorsza. Poza tym nie są takie mocne – też upiłam trochę drinka.
- To prawda i na całe szczęście – nagle poczułam się dziwnie. Zakręciło mi się w głowie i trochę się obsunęłam – Betty? Wszystko ok? - przytrzymał mnie.
- Nie .. nie wiem .. w głowie mi się kręci i mi słabo. Przecież nie wypiłam dużo.
- Poczekaj tutaj – gdzieś poszedł i po chwili był już przy mnie – Chodź – pomógł mi wstać.
- Dokąd?
- Steffi powiedziała, że mogę Cie zaprowadzić do pokoju dla gości – trzymał mnie w pasie. Wszystko mi wirowało przed oczami i było zamazane. Weszliśmy po schodach i dotarliśmy do pokoju, o którym mówiła Steffi – Połóż się – tak też zrobiłam – Lepiej? - usiadł obok.
- Na razie nie – położyłam rękę na czoło – Co mi się stało? – pytałam sama siebie.
- Pójdę Ci zrobić okład na czoło, dobrze?
- Ok, tylko przyjdź zaraz – zostałam sama w tym dużym pokoju. Nie możliwe, żeby alkohol tak na mnie wypłynął. W drinku było więcej soku niż procentów.

Po tym jak Michael wyszedł z pokoju, poszedł szukać Steffi. Znalazł ją w tłumie gości i podszedł do niej.
- Steffi? Masz lód? Chce zrobić Betty okład.
- Tak mam. Chodź do kuchni – weszli do kuchni. Steffi wyciągnęła lód z lodówki i zawinęła w mały ręcznik – Proszę.
- Dzięki.
- Jak Ona się czuje?
- Na razie tak samo jak wcześniej – dostał jakiegoś przebłysku – Kto postawił nam nowe drinki?
- Hm .. z tego co widziałam to Evan .. mój brat. Czemu pytasz?
- Bez powodu. Dzięki za lód – wyszedł z kuchni. Już wiedział kogo szukać i znalazł tą osobę bez problemu. Evan bajerował kolejną dziewczynę, nie mówiąc już, że to były uczennice szkoły, w której uczy. Podszedł do niego – Możemy pogadać?
- Czemu nie – Michael zabrał Go do korytarza, gdzie nie było nikogo. Złapał Go za fraki i przywarł do ściany.
- Posłuchaj gnojku. Wiem co kombinujesz i wiem też, że to Ty wsypałeś jakiegoś świństwa do drinka Betty. Spróbuj się do niej zbliżyć, a drugie spotkanie nie będzie takie miłe. Rozumiemy się?
- Ależ oczywiście – odpowiedział drwiąco.
- Nie igraj ze mną, bo będziesz tego gorzko żałować.
- Na pewno – uderzył jeszcze nim o ścianę i puścił – Do zobaczenia – zaśmiał się. Mike spojrzał ze złością na niego i wrócił do Betty.
- Przepraszam, ale szukałem Steffi.
- Ok – dalej leżałam. Położył mi lód na czoło – Tylko mnie tutaj nie zostawiaj.
- Spokojnie .. nigdzie się nie wybieram – usiadł jak wcześniej.
- Ty się dobrze czujesz?
- Tak .. powinno Ci przejść niedługo. Może za szybko wypiłaś .. tak czasami się zdarza.
- Pewnie masz racje. Ale to było okropne. Dobrze, że byłeś, bo nie wiem co by ze mną było.
- Steffi by Ci pomogła.
- Widziałeś, że zabawiała gości – dopiero po ponad godzinie mi przeszło. Mike nie odstępował mnie na krok i przez ten czas porozmawialiśmy. Wróciliśmy do gości. Steffi do nas podeszła.
- Jak się czujesz?
- Już dobrze.
Tak jak mówiła wcześniej Steffi, impreza trwała do rana. Niestety nie dałam rady wytrzymać do końca i razem z Michaelem poszliśmy do tego samego pokoju co wcześniej. Steffi dała mi piżamę, a Michaelowi jakieś dresy. Przebrani położyliśmy się. Wtuliłam się w niego. Stało się to dla mnie czymś naturalnym. Zamknęłam oczy. Sen przyszedł szybko. Nawet nie wiem kiedy wyszli ostatni goście. Obudziłam się i od razu sprawdziłam, czy przy mnie jest Michael, ale nie było Go.
- Mike? - zaczęłam się rozglądać. Przetarłam oczy i wyszłam z pokoju. Dom był duży. Szłam w stronę schodów – Michael gdzie jesteś? - na moje drodze stanął Evan. Spojrzałam tylko na niego i chciałam wyminąć, ale nie mi nie pozwolił.
- Ładnie Ci w tej piżamce.
- Przepuść mnie albo będę krzyczeć – uśmiechnął się pewnie siebie i mnie przepuścił. Zeszłam na dół i ku mojemu zdziwieniu Steffi i Michael .. sprzątali? - Już wstaliście? - spojrzeli w moją stronę – Czemu mnie nie obudziliście? Pomogła bym – Mike do mnie podszedł.
- Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cie budzić – pocałował mnie w policzek. Oczywiście musiałam się zarumienić. Steffi nas obserwowała i tylko się uśmiechała – I jak widzisz prawie skończyliśmy.
- Michael to świetny pomocnik. Kto by pomyślał, że facet, a lubi sprzątać.
- No widzisz. Korzystaj z tego. Zaraz do Was dołączę tylko się ubiorę – poszłam do pokoju po swoje ciuchy. Weszłam do łazienki, przebrałam się i ogarnęłam. Wróciłam do nich – Jestem. To w czym mam pomóc?
- Zrobimy śniadanko.
- A ja pójdę wyrzucić śmieci – wziął dwa wielkie worki i wyszedł z domu. Ja ze Steffi poszłyśmy do kuchni.
- I co o nim sądzisz? - byłam ciekawa jej opinii.
- Poza tym, że pożera Cie wzrokiem? - uśmiechała się.
- Co? O czym Ty mówisz? Wydaje Ci się tylko. Przecież wiesz, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Z mojej strony i Michaela tak samo.
- Skąd ta pewność? Widzę jak na Ciebie patrzy i zwraca się do Ciebie.
- Już mówiłam, że Ci się tylko wydaje – nie chciałam ciągnąć tego tematu. Zrobiłyśmy śniadanie i usiedliśmy we trójkę do stołu w kuchni i zaczęliśmy jeść. Powiedziałam Steffi o Paryżu. Była zaskoczona i mrugnęła do mnie okiem. Poczułam się trochę niezręcznie. Po śniadaniu, pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do auta.
- Było bardzo fajnie. Jak się bawiłaś?
- Poza moim złym samopoczuciem, to świetnie. Dziękuje, że ze mną przyjechałeś i nie mogę doczekać się Paryża, a właśnie … czy ja Ci już podziękowałam za to?
- Heh .. nie musisz. Chce, żebyś ze mną poleciała.
- Wiem, ale i tak dziękuje – dałam mu całuska w policzek.

                                                                            ~~~~~~~~

Nadszedł dzień rozmowy z mamą. Do wyjazdu został tydzień, a do zakończenia szkoły sześć dni. Ale ten czas zleciał. Strasznie się obawiałam tej rozmowy, ale postanowiłam być nieugięta. Usiadłyśmy z mamą w salonie. Nie wiedziałam jak zacząć.
- No więc słucham. O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- Muszę Ci o czymś powiedzieć, ale obiecaj, że nie będziesz krzyczała.
- Boże – zakryła usta dłonią – Jesteś w ciąży, tak? Wiedziałam, że tak będzie.
- Co?? Nie!! Skąd wgl taki pomysł? Nie jestem w żadnej ciąży – nie spodziewałam się, że o tym pomyśli.
- Na pewno?
- Tak mamo. Żeby być to trzeba najpierw mieć chłopaka, a ja nie mam jak wiesz.
- Uspokoiłaś mnie.
- No więc …... za tydzień … lecę z Michaelem do … Paryża – zaniemówiła na chwilę.
- Słucham? Chciałaś zapytać, czy możesz, tak?
- Nie mamo … oświadczam Ci, że lecę z nim do Paryża na tydzień i to już postanowione.
- Nie zgadzam się. Nigdzie nie polecisz, a na pewno nie z nim.
- Przypominam Ci, że jestem dorosła i polecę.
- Po moim trupie!
- A co zrobisz? Czemu taka jesteś? Przecież zaakceptowałaś Michaela. Skąd ta nagła zmiana decyzji? Widzisz, że po imprezie normalnie wróciłam.
- Nocna impreza, a tygodniowy wyjazd na drugi koniec świata to co innego. Już powiedziałam, że nigdzie nie polecisz. Zapomnij. Koniec rozmowy – wyszła z salonu.
- Mylisz się! Właśnie, że polecę! I będę się świetnie bawiła! - byłam wściekła jak jeszcze nigdy. Poszłam czym prędzej do siebie. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Mike wiedział, że dzisiaj mam rozmawiać z mamą, dlatego właśnie dzwonił. Odebrałam – Halo?
- To ja .. Ty płaczesz? Co Ci powiedziała?
- Że nie pozwoli mi lecieć i mogę zapomnieć – dalej płakałam.
- Mam przyjechać? Może ja z nią porozmawiam.
- Lepiej nie. Wiesz jak to by mogło się skończyć. Chce, żebyś wiedział, że i tak z Tobą polecę. Nie zabroni mi. Przecież mnie nie zwiąże.
- Nie byłbym tego taki pewien.
- Mike .. chce z Tobą polecieć i polecę.
- Dobrze, ale już nie płacz, ok?
- Postaram się. Spotkamy się jutro?
- Z Tobą zawsze. Przyjadę po Ciebie. Nie smuć się już.
- Eh .. dobrze.
- Zobaczysz, że za tydzień będziemy się świetnie bawić i zapomnisz o tej przykrej sytuacji.
- Dzięki Twoim pomysłom na pewno – zaśmiał się.
- Postaram się jak mogę.
- W to nie wątpię – jeszcze chwile porozmawialiśmy i musiał kończyć. Zawsze potrafił poprawić mi humor i tym razem było tak samo. Chyba powinnam sprawdzić co mogę spakować do Paryża. Chciałam się spakować dzień przed wylotem, bo nie chciałam aby ojciec zobaczył walizkę. O matko! Przecież On jeszcze nic nie wie. Wpadnie w szał, a musi wiedzieć.

                                                                                ~~~~~~~~

Na zakończenie roku poszłam razem ze Steffi. Usiedliśmy na swoich miejscach na sali gimnastycznej, w której zawsze mieliśmy zakończenie. Było mnóstwo rodziców, tylko brakowało mojej mamy. Powiedziała, że ma dzisiaj pierwszą zmianę i nie da rady. Było mi smutno z tego powodu. Zresztą podejrzewałam, że mogła specjalnie wziąć tą zmianę. Chciała mi dać nauczkę? Możliwe, ale jeżeli myśli, że przez to nie polecę do Paryża, to się myli. Każdy odebrał swoje świadectwo i poszli świętować. Steffi nie chciała ze względu na mnie, ale ją namówiłam, żeby nie zwracała na mnie i poszła się bawić. Ja musiałam się jeszcze spakować i wróciłam prosto do domu.

                                                                               ~~~~~~~~

Dzień wylotu. Byłam już spakowana. Ojcu powiedziałam, że lecę z wycieczką szkolną do Paryża i uczelnia pokrywa całe koszty. Tak jak podejrzewałam, nie robił o to awantury, bo nie wyłożył na to ani dolara. Mama robiła mi codziennie awanturę. Krzyczała, że mnie nie puści, ale ja wiedziałam swoje. Próbowałam nawet z nią rozmawiać na ten temat i wyjaśnić. Niestety nie dała się przekonać. Nie pożegnała się ze mną, tylko się fochała jak małe dziecko. Byłam umówiona z Michaelem na tym przystanku autobusowym co zawsze. Mike już czekał w samochodzie. Wysiadł i otworzył bagażnik. Wziął moją walizkę.
- Cześć – przywitałam się – Spóźniłam się?
- Cześć. Nie – uśmiechnął się – Przyjechałem wcześniej. Jak tam mama? - siedzimy już w aucie.
- Nie pytaj. Nawet mi nie odpowiedziała jak powiedziałam, że wychodzę.
- Nie przejmuj się. Zobaczysz, że zmięknie jak wrócisz, a teraz już o tym nie myśl, bo spędzimy cudowny tydzień.
- I nie zamierzam się nią martwić.
- Prawidłowo. Boisz się latać?
- Zaskoczę Cie, ale nie. Chyba tylko raz w życiu leciałam samolotem i to jak byłam mała, ale nie bałam się.
- Odważna dziewczynka – uśmiechnęłam się – Przed nami dziesięć godzin lotu.
- Aż tyle? O jacie. Która jest teraz godzina w Paryżu?
- Hmm … u nas 8, czyli w Paryżu jest jakaś 17. Na miejscu będziemy o 3 w nocy … a i jeszcze dojazd do hotelu.
- Widzę, że wszystko masz zaplanowane .. mam rację? - uśmiechnął się.
- No cóż .. jak dojedziemy do hotelu, pójdziemy spać, pobudka gdzieś tak 8?
- Niee .. 9? - zaśmiał się.
- Ok. I od razu pojedziemy do Disneylandu. Jest tam tyle atrakcji, że wrócimy dopiero wieczorem.
- I tak największą atrakcją będzie film z Twoim udziałem.
- Przesadzasz – a co to? Zarumienił się? Chyba pierwszy raz.
Dojechaliśmy na lotnisko. Wsiedliśmy do prywatnego samolotu Michaela i zajęliśmy miejsca. Lot minął spokojnie. W tym czasie obejrzeliśmy kilka filmów i coś zjedliśmy. Po dziesięciu godzinach byliśmy już na miejscu. Było już ciemno. Chyba nikt nie wiedział, że Michael przyleci dzisiaj do Paryża. Widziałam ulgę na jego twarzy. Wsiedliśmy do auta, ochroniarze wzięli nasze rzeczy i ruszyliśmy. Patrzyłam przez boczną szybę na miasto. Z daleka zobaczyłam podświetloną wieże Eiffla. Mike się uśmiechał widząc mój zachwyt.
- Pojedziemy tam? - wskazałam na wieże.
- Pewnie, że tak. Zdążymy zwiedzić wszystko – dalej wpatrywałam się w szybę. Ile tutaj zakochanych par, trzymających się za ręce i całujących się. Westchnęłam.
- Mike .. głupio mi, że za wszystko płacisz .. nawet za hotel.
- Nie wygłupiaj się. To ja Cie zaprosiłem i nie wracajmy do tego.
- Ale ..
- Cśśś – przyłożył palec do ust – Nie mówmy o tym. Nie wziąłbym od Ciebie pieniędzy – popatrzyłam na niego chwilę.
- Dziękuje za wszystko – tylko się uśmiechnął.
Oczywiście w hotelu wszyscy byli wyszczerzeni, gdy tylko Mike przekroczył próg. Podszedł do nas sam właściciel hotelu i się przywitał. Na początku nawet myślałam, że pomylił Michaela ze stomatologiem, bo tak się uśmiechał, że pokazywał wszystkie zęby. Mike spojrzał na mnie i wywrócił oczami. Cicho się zaśmiałam. Michael odebrał klucze i razem z ochroniarzem pojechaliśmy windą. Otworzył drzwi.
- To Twój pokój – weszliśmy i zaniemówiłam.
- Żartujesz? - uśmiechnął się i zaprzeczył głową – Mój jest obok – ochroniarz wniósł moją walizkę i wyszedł – Wyśpij się, bo jutro .. znaczy dzisiaj czeka nas ciekawy dzień. Będę u siebie w razie czego. Dobranoc Betty – podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
- Dobranoc – wyszedł i zamknął drzwi. Położyłam się na to ogromne łóżku. Rozpakowywanie zostawiłam na rano. Wzięłam prysznic w tej niesamowitej łazience. Nie mogłam uwierzyć. To wszystko wyglądało jak z bajki. Myślałam, że nie uda mi się zasnąć, bo w Los Angeles była teraz inna godzina, ale ku mojemu zdziwieniu udało się.

                                                                            ~~~~~~~~

Punkt 9 usłyszałam pukanie. Zaspana otworzyłam drzwi. To był Mike ze śniadaniem. Wpuściłam Go.
- Wybacz, ale zaspało mi się.
- Nic nie szkodzi. Dla spóźnialskich śniadanko – postawił tacę na stoliku i usiadł na kanapie – Idź się ubierz. Zaczekam.
- Ok – wzięłam czyste ubranie z walizki i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz i się uczesałam. Zrobiłam delikatny makijaż jak zawsze. Ubrałam się na luzie, ale równocześnie elegancko. Nawet Mike tak samo powiedział, więc Go posłuchałam. W końcu wie najlepiej jak się ubrać na daną okazję. Po śniadaniu postanowiliśmy już się zbierać. Byłam podekscytowana tym miejscem, jak i filmem Michaela. Tradycyjnie założył wąsy, brodę, czapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne. Szliśmy w stronę kina. Ależ to wesołe miasteczko ma powierzchnie. Nie wiem, czy jeden dzień nam wystarczy – Dawno się Pan nie golił – powiedziałam szeptem, gdy staliśmy w kolejce do kina.
- No widzi Pani .. brak czasu, ale chyba aż tak źle nie jest, hm? - przyjrzałam mu się.
- Hmm .. zdecydowanie lepiej Panu bez.
- Więc będę musiał się tego pozbyć jak wrócimy.
- Koniecznie – zaśmialiśmy się. Ludzie zaczęli się rozpychać w kolejce. Złapał mnie za rękę, żebym się nie zgubiła. To było słodkie i się na to uśmiechnęłam. Zastanawiało mnie, dlaczego po prostu nie wejdzie jako On na film, w którym gra. Wyjaśnił mi wszystko, jak byliśmy już na sali kinowej. Ochroniarze byli po cywilnemu. A poszczególne osoby wiedziały o przebraniu Michaela. Oczywiście popcorn był nieodłącznym dodatkiem do filmu dla Michaela i tym razem było tak samo. Chrupał mi nad uchem, a jak spojrzałam znacząco, żeby przestał, to się tylko uśmiechnął. Oglądałam ten film i naprawdę mi się podobał. Byłam z niego dumna i musiałam mu o tym powiedzieć. Podczas scen muzycznych, Mike wybijał rytm nogą o podłogę. Zostaliśmy do końca napisów. Niektórzy nawet zostali, żeby obejrzeć jeszcze raz. My jednak mieliśmy inne plany.
- I jak Ci się podobało?
- Wiesz co? Jesteś świetny we wszystkim co robisz. Co chwila mnie zaskakujesz i jestem z Ciebie bardzo dumna. Chodź tu do mnie – przytuliłam Go.
- A ja jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie mając taką przyjaciółkę.
- Przestań, bo zacznę się rumienić.
- Jak zawsze – zaśmieliśmy się na to – Ale słodko wtedy wyglądasz.
- I myślisz, że jak takie słówka działają na inne kobiety, to na mnie też będą?
- Hm .. poniekąd liczyłem na to – lekko dziabnęłam Go w bok.
- Ałłł! - złapał się teatralnie za bok.
- No rzeczywiście Cie zabolało – wywróciłam oczami.
- Taka jesteś mądra? No to teraz idziemy na karuzele i ja pierwszą wybieram. Zacznij się bać.
- Nie mam zamiaru – wytknęłam mu język.
- Zobaczymy – oczywiście nie był by sobą, gdyby nie wybrał największej kolejki górskiej, na która mnie zaciągnął. Potem była masa innych. Tak jak przypuszczałam udało nam się tylko skorzystać z połowy atrakcji. Byliśmy zgodni, że dokończymy jutro. Byłam wykończona i Mike chyba też. Właśnie wracamy do hotelu.
- Świetnie się bawiłam i to dzięki Tobie.
- Oj tam. Zjesz ze mną kolacje?
- Z przyjemnością.
- To jesteśmy umówieni.
Poszliśmy do swoich pokoi się przebrać w czyste ciuchy. Nie wiem czemu, ale czułam lekkiego stresika przed tą kolacją. Jak by miało coś się wydarzyć. No nic, trzeba się wziąć w garść. Akurat zdążyłam zapiąć bluzkę, gdy zapukał Mike. Jak zwykle elegancki. W drodze do restauracji, która znajduje się w hotelu, w ogóle się nie odzywałam. Pytał, czy wszystko ok, ale co mu miałam odpowiedzieć? Że zaczął mnie krępować? Nie wiem co się ze mną działo. Znaczy wiem, bo Go kocham, ale dlaczego tak nagle nasze relacje z mojej strony się zmieniły? Jeszcze rano było wszystko dobrze. Przy stoliku nie było wcale lepiej. Siedziałam skrępowana. Mike to wyczuł i sam zamówił dla nas kolacje.
- Coś się stało? Źle się czujesz? - dopytywał.
- Nie .. wszystko .. ok …. jestem tylko trochę zmęczona i dlatego taka jestem.
- Rozumiem .. zaraz pójdziemy do swoich pokoi i się położysz – kiwnęłam tylko głową. Po skończonym posiłku, którego prawie nie tknęłam, zaprosił mnie do tańca. Nie umiałam mu odmówić. Podczas tańca patrzył mi głęboko w oczy i nie zamierzał przestać. Ja też nie potrafiłam zerwać tego kontaktu wzrokowego. Po tańcu każdy poszedł do swojego pokoju. Oparłam się o drzwi i odchyliłam głowę. Boże .. muszę się uspokoić. Dlaczego On tak na mnie patrzył? Przebrałam się w piżamę i wyszłam na balkon. Miałam piękny widok. Było widać prawie całe oświetlone miasto. W tym wieże Eiffla. Mogłabym tak stać całą noc, ale ktoś postanowił mi przerwać. Otworzyłam drzwi i stał w nich Michael? Zdziwiłam się, ale Go wpuściłam – Nie obudziłem Cie przypadkiem?
- Nie .. patrzyłam na miasto z balkonu.
- To chodźmy – poszliśmy na balkon. Znowu panowała niezręczna atmosfera.
- Jest piękne.
- To prawda … ale .. znam coś bardziej pięknego .. - spojrzałam na niego.
- Co takiego? Chętnie to zobaczę.
- Ty to widzisz codziennie rano w lustrze, a ja prawie codziennie – zbliżył się do mnie – Ty jesteś piękna .. mógłbym patrzeć na Ciebie codziennie .. bez przerwy, a i tak nie miałbym dość – odgarnął mi włosy z twarzy. Jego twarz była coraz bliżej mojej. Spojrzał mi po raz ostatni raz w oczy i … pocałował nieśmiało. Byłam w szoku. Ponownie na mnie spojrzał – Betty .. trochę trwało zanim zdałem sobie sprawę z moich uczuć do ciebie, ale teraz już wiem .. kocham Cie .. i mam gdzieś co powiedzą o tym inni, łącznie z Twoją matką. Jeżeli .. Ty nic do mnie nie czujesz .. zrozumiem. Chciałem, żebyś wiedziała … przepraszam.
- Przepraszasz, że mnie kochasz? W takim razie ja też przepraszam, że .. zakochałam się w Tobie – spojrzał z niedowierzaniem.
- Naprawdę … naprawdę mnie kochasz?

- Czy, gdybym nie kochała, to zrobiłabym to? - tym razem to ja Go pocałowałam, chodź też nieśmiało. Oddawał mi każdy pocałunek. Byłam w siódmym niebie. Jestem w najbardziej romantycznym mieście, za mną jest piękny widok i trzyma mnie w objęciach ukochany. Czy jest coś piękniejszego?