Miło mi powitać czytelników Bad Girl jak i nowych. Będę tutaj publikowała moje kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu tak samo jak Bad Girl.
sobota, 28 listopada 2015
Przepraszam :(
Ehh cóż mam powiedzieć. Niestety się nie wyrobiłam z tą notką na dzisiaj i mam nadzieje, że mi to wybaczycie, co nie? Dlatego zapraszam na notkę jutro :) Mam dla Was dobrą wiadomość (chyba) Otóż planuje grudniowe notki pisać dłuższe. Dlaczego? Ponieważ bym chciała zrobić Wam taką małą niespodziankę na same święta ;) Niektórzy pewnie już się domyślają o co chodzi ;) Więcej nie powiem ;P Wiec do zobaczenia jutro :) Miłego weekendu! ;)
sobota, 21 listopada 2015
Chapter 29
Witajcie ;)
Niestety nie udało mi się rano wstawić notki, ale właśnie ją skończyłam i wstawiam. Taka sobie mi wyszła, ale ocenę pozostawiam Wam. Pisałam ją nie będąc w zbyt dobrym humorze, wiec wiecie. No i wyszła mi trochę krótsza niż zwykle.
Chciałam się jeszcze odnieść do pewnego komentarza ponieważ mnie rozśmieszył :D Drogi anonimie widzę, że czytając notki analizujesz każde słowo ze słownikiem przed nosem, że wyłapałeś tak poważny błąd :D Wiecie co? Idę się chyba pociąć, bo to jest nie wybaczalny błąd normalnie :D Jak ja mogłam napisać ''biegnąć'' zamiast ''biec'' :D Tylko, że ja może wolę biegnąć niż biec :D Przełamuje rutynę i nudę :D Ty sobie tam biec, a ja będę sobie biegnąć :D Może wyjaśnię, bo znowu wyjdzie, że nie przyjmuje słów krytyki ;p Oczywiście, że przyjmuje, ale śmieszy mnie to, że na taką ilość tekstu ktoś wyłapał taki krytyczny błąd :D I tylko dlatego pozostawił po sobie koma :D
To by było tyle. Zapraszam, wiec do czytania oraz komentowania :)
~~~~~~
Niestety nie udało mi się rano wstawić notki, ale właśnie ją skończyłam i wstawiam. Taka sobie mi wyszła, ale ocenę pozostawiam Wam. Pisałam ją nie będąc w zbyt dobrym humorze, wiec wiecie. No i wyszła mi trochę krótsza niż zwykle.
Chciałam się jeszcze odnieść do pewnego komentarza ponieważ mnie rozśmieszył :D Drogi anonimie widzę, że czytając notki analizujesz każde słowo ze słownikiem przed nosem, że wyłapałeś tak poważny błąd :D Wiecie co? Idę się chyba pociąć, bo to jest nie wybaczalny błąd normalnie :D Jak ja mogłam napisać ''biegnąć'' zamiast ''biec'' :D Tylko, że ja może wolę biegnąć niż biec :D Przełamuje rutynę i nudę :D Ty sobie tam biec, a ja będę sobie biegnąć :D Może wyjaśnię, bo znowu wyjdzie, że nie przyjmuje słów krytyki ;p Oczywiście, że przyjmuje, ale śmieszy mnie to, że na taką ilość tekstu ktoś wyłapał taki krytyczny błąd :D I tylko dlatego pozostawił po sobie koma :D
To by było tyle. Zapraszam, wiec do czytania oraz komentowania :)
~~~~~~
Następnego ranka obudziłam się w
łóżku Michaela. Niestety nie było Go. Przeciągnęłam się i
uśmiechnęłam do siebie. Wczoraj do niczego nie doszło. Po prostu
u niego zostałam, żeby nadrobić ten stracony czas. Tak naprawdę
nie rozmawialiśmy. Nie mieliśmy na to czasu. Woleliśmy oddać się
pocałunkom i pieszczotom. Nadal nie mogę w to uwierzyć, że matka
postąpiła tak podle i o mały włos nas nie rozdziela. Na chwilę
chciałam przestać o tym myśleć. Wtuliłam się w poduszkę
Michaela. I znowu miałam na sobie jego koszulę. Nic nie zabrałam
ze sobą, bo nie wiedziałam, czy uda mi się Go zatrzymać. Coś
długo Go nie było. Postanowiłam wstać i Go poszukać. Weszłam do
łazienki, ale była pusta. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół.
- Mike? - podeszłam do jego gabinetu.
Drzwi były uchylone – Tutaj jesteś – weszłam i zauważyłam
jak coś od razu schował do kieszeni.
- Nie śpisz już? - wydawało mi się,
że był trochę zakłopotany. Podeszłam i się przytuliłam.
- Stęskniłam się – zaśmiał się
– No co? Nie wolno mi?
- Wolno wolno. Nic przecież nie mówię
– spojrzałam na niego.
- A teraz mi powiedź co tam chowałeś,
hm?
- Yyy .. ja?
- Nie, ja wiesz .. no dobra bez
ściemniania proszę.
- Wydawało Ci się – puścił mnie i
podszedł do biurka. Niby przeglądał jakieś papiery. Nie podobało
mi się i już byłam pewna, że coś ukrywał. Podeszłam do niego
od tyłu i sama wyciągnęłam mu to coś z kieszeni. Jak się
okazało były to leki – Co robisz? - zabrał mi opakowanie – To
moje.
- Właśnie widzę. Możesz mi to
wyjaśnić?
- Ale co mam Ci wyjaśniać? Lek jak
lek. Wybacz, ale jestem trochę zajęty.
- W porządku, więc ja już sobie
pójdę do domu – skierowałam się w stronę drzwi.
- Hej – zatrzymał mnie. Wiedziałam,
że podziała – Przecież mieliśmy spędzić wspólnie czas.
- Ale Ty jesteś zajęty. Na dodatek
mnie oszukujesz. Pamiętasz co obiecałeś? Że postarasz się Tego
nie brać, a co właśnie zrobiłeś? Znowu to świństwo wziąłeś.
- Ehh .. przepraszam .. ale głowa mnie
boli ..
- To nie jest powód aby brać ciągle
tabletki. Za każdym razem będziesz mnie przepraszał? - spojrzałam
mu w oczy i wróciłam do jego sypialni. Poszłam do łazienki i
weszłam do kabiny. No tak. Robiłam mu wyrzuty, a sama nie jestem z
nim szczera w wielu sprawach. Po prostu się o niego martwiłam.
Zakręciłam wodę i wyszłam w ręczniku. Mike siedział na łóżku
ze smutną miną. Spojrzał na mnie i chyba się speszył, ale nie
dał po sobie poznać.
- Chciałem jeszcze raz przeprosić.
- Ale ja nie chce, żebyś mnie
przepraszał. Chce, żebyś przestał to brać. Na sen też bierzesz?
- Jak z Tobą śpię, to nie – już
nawet nie pytałam, czy jak sam śpi to bierze, bo odpowiedź była
jasna. Podeszłam i usiadłam mu na kolanach.
- Kocham Cie .. dlatego proszę Cie ..
nie bierz tych leków. To jest niebezpieczne, a nie chce aby coś Ci
się stało, rozumiesz? Ty się o mnie martwisz i nie zapominaj, że
ja o Ciebie również.
- Ja to wszystko wiem, ale .. to jest
trudniejsze niż się wydaje. Wiele razy próbowałem je odstawić.
- Pomogę Ci. Jestem przy Tobie i chce
Ci pomóc.
- Dziękuje – pocałował mnie i się
przytulił jak mały chłopiec. Pogłaskałam Go po głowie.
- Mike? Wiesz, że jestem w samym
ręczniku? Muszę się ubrać – oderwał się od mnie i zmierzył
mnie wzrokiem. Zarumieniłam się na to.
- To … może … faktycznie idź się
ubierz – dałam mu buziaka i wstałam. Zabrałam swoje wczorajsze
ciuchy. Obejrzałam się w drzwiach łazienki, spojrzałam na niego i
się uśmiechnęłam. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Ale podobało
mi się to. On też chyba nie miał nic przeciwko, bo nie spuszczał
ze mnie wzroku. Po chwili wyszłam ubrana.
- Muszę jechać po czyste rzeczy do
domu.
- O nie nie nie. Za duże ryzyko –
podszedł do mnie – Wiesz … w sumie to mogłaś zostać w tym
ręczniku.
- Naprawdę? - niechcący powiedziałam
zmysłowo.
- O tak – pocałował mnie czule, a
po chwili namiętnie. Odwzajemniałam każdy pocałunek i nie miałam
zamiaru przerywać, On tak samo. Zarzuciłam ręce na jego kark i
wciąż odwzajemniałam. Nawet nie wiem kiedy mnie podniósł do
góry, a ja oplotłam Go nogami. Zaniósł mnie do łóżka. Nachylał
się nade mną i wciąż całował. Na chwilę przerwał i spojrzał
na mnie – Przez Ciebie wariuje i tracę nad sobą kontrolę.
- Właśnie widzę – patrzyłam mu w
oczy.
- Muszę nad sobą zapanować. Chyba
Cie nie wystraszyłem?
- Hehe nie no coś Ty. Ufam Ci i wiem,
że mnie nie skrzywdzisz – tym razem to ja dałam mu buziaka –
Ciesz się, że nie naciskasz, jeżeli chodzi o te sprawy.
- Wiesz .. chciałbym abyśmy poszli
już o krok dalej, ale rozumiem, że nie jesteś jeszcze na to
gotowa. Poczekam ile będzie trzeba.
- Dziękuje kochanie. Za te słowa coś
Ci się należy.
- Tak? A co takiego?
- A to – pocałowałam Go.
- Mmm .. podobało mi się. Wiesz co?
Tak pomyślałem, że może zadzwonisz po Ninę i pójdziecie na
zakupy.
- Ale ja mam ..
- Wiem, ale nie chce, żebyś tam
wracała. Jeszcze Cie zamknie w pokoju i znowu nagada jakiś głupot.
O i jeszcze zadzwonię po mojego kierowcę, to Was wszędzie
zawiezie.
- Sama nie wiem. Najpierw muszę się
upewnić, czy Nina ma czas.
- To się przekonajmy – usiadł na
łóżku i pomógł mi wstać do tej samej pozycji. Wykręcił do
niej numer i sam z nią rozmawiał. Po chwili się rozłączył.
- I co powiedziała?
- Że nie ma sprawy – uśmiechnął
się – Ja w tym czasie popracuje i będę czekał na Ciebie.
- No ja myślę – zeszliśmy na dół
i usiedliśmy na kanapie. W tym czasie co czekaliśmy na Ninę, Mike
zadzwonił do swojego kierowcy – Mike? Wiem, że dla Ciebie to nie
problem i w ogóle, ale jest mi głupio, że znowu musisz za mnie płacić.
- Bo chce i chce abyś miała wszystko
co najlepsze. Nie ma tematu.
- Jak zawsze – wywróciłam oczami.
Spojrzałam na kominek, na którym stały puste ramki – A gdzie się
podziały zdjęcia? - opuścił głowę.
- Spaliłem je jak się dowiedziałem,
że już mnie nie kochasz – nie mogłam w to uwierzyć.
- Żartujesz, prawda? - pokręcił
przecząco głową – Co Ci w ogóle przyszło do głowy? Jezu .. w
głowie mi się nie mieści, że zniszczyłeś taką pamiątkę. Mam
nadzieje, że masz gdzieś zapisane kopie.
- Tak mam.
- No to masz szczęście. Poszukaj je,
to od razu wywołam jak będę na tych zakupach – wstał i poszedł
do swojego gabinetu. Patrzyłam za nim i kręciłam głową. Faceci.
Coś głupiego strzeli im do głowy i najpierw zrobią zanim pomyślą.
Nina przyszła o umówionej godzinie.
Kierowca też już czekał na nas. Nie chciało mi się jechać na te
zakupy, bo wiedziałam, że będziemy chodzić po tych sklepach kilka
godzin. Ale jednak wolałam to niż widzieć matkę i wysłuchiwać
jej głupiej gadki. Tak jak myślałam. Wróciłyśmy dopiero
wieczorem, a ja byłam padnięta. Ale miałam już wszystko i nasze
zdjęcia też. Od razu walnęłam się na kanapę i postanowiłam, że
się z niej nie ruszę choćby nie wiem co. Z tego zmęczenia
zasnęłam na niej.
~~~~~~
P.S. Wiem, że na coś liczyliście, ale na to jest jeszcze za wcześnie. Wszystko mam poukładane i spokojnie na pewno doczekacie się tej sceny :D Wszystko w swoim czasie ;)
sobota, 14 listopada 2015
Chapter 28 Part 2
Witajcie ;)
Mam nadzieje, że dzisiejsza notka Wam się spodoba :)
Zapraszam do czytania oraz oczywiście komentowania, czyli motywowania mnie ;)
~~~~~~
Mam nadzieje, że dzisiejsza notka Wam się spodoba :)
Zapraszam do czytania oraz oczywiście komentowania, czyli motywowania mnie ;)
~~~~~~
Nina wróciła do domu po 16:00. Od
razu zajrzała do skrzynki na listy jak zwykle. Zobaczyła kilka
listów, ale nie zwróciła na nie większej uwagi. Po przekroczeniu
progu drzwi, udała się od razu do kuchni i rzuciła listy na blat.
- Tylko te rachunki i rachunki –
mówiła pod nosem zaglądając do lodówki – Co by tu .. hmm .. a
niech będzie – wyciągnęła szybkie danie i wrzuciła do
mikrofali. Była zbyt zmęczona, żeby robić normalny obiad. Zresztą
dla samej siebie nie widziała zbytnio sensu. Gdy danie zagrzewało
się, poszła do sypialni przebrać się w luźniejsze ciuchy. Wzięła
z blatu listy i położyła na stoliku w salonie. Nalała sobie wina,
przełożyła posiłek na talerz i rozsiadła się na kanapie – O
jak dobrze. Nareszcie piątek – wzięła łyk wina. Sprawdziła
pierwszy list – No tak rachunek – potem kolejny – To samo. A
dzisiaj mam to gdzieś – odłożyła je z powrotem. Prawie zasnęła,
ale żołądek dał o sobie znać – No już dobrze. Na karmie Cie.
Ależ Ty jesteś upierdliwy – zaczęła jeść, ale na chwilę
odłożyła widelec, bo zauważyła coś dziwnego. Wzięła do ręki
kopertę, na której pisało ''Dla Betty'' – Hmm? - zauważyła też
przyczepioną karteczkę – Dziwne – chwilę biła się z myślami,
czy powinna otworzyć, ale nie dawało jej to spokoju – Najwyżej
mnie zabije – otworzyła, wyciągnęła list i zaczęła czytać. Z
każdym kolejnym słowem coraz bardziej nie dowierzała. Gdy doszła
do końca, odłożyła list i zaczęła się nad tym zastanawiać –
Nie … nie wierzę, że by mogła z nim zerwać – wstała i
chodziła po salonie. Próbowała się do niej dodzwonić, ale
włączała się sekretarka – Niech to cholera – spojrzała na
zegarek – Cholera .. 16:30 .. - spojrzała na swój ubiór. Olała
to i zamówiła taksówkę. Na szczęście przyjechała bardzo
szybko. Schowała do torebki list, zamknęła drzwi i wsiadła do
taksówki. Podała adres i poprosiła, żeby się pospieszył. Po
pięciu minutach była na miejscu. Zapłaciła i poprosiła, żeby
poczekał. Szybko wysiadła i ruszyła w stronę drzwi. Zapukała.
Jak zwykle otworzyła jej mama.
- Czego tutaj chcesz?
- Cóż za miłe powitanie. Nie
przyszłam do Ciebie, tylko do Betty. Przepuść mnie – chciała
wejść, ale jej nie przepuściła.
- Nie chce z Tobą rozmawiać – Nina
zaśmiała jej się prosto w twarz.
- Tak samo jak z Michaelem?! To Twoja
sprawka, prawda? Przyznaj się!
- Nic Ci do tego. Nareszcie się od
niego uwolniła.
- Jesteś chora! Oni się szczerze
kochali, a Ty To zniszczyłaś! - weszła siłą i weszła po
schodach.
~~~~~~
Widziałam jak podeszła do jego auta i
coś mówiła. Nie wiedziałam co, nie powiedziała mi. Musiała Go
nieźle zdenerwować, bo odjechał prawie z piskiem opon, a ja
zaczęłam płakać. Chciałam za nim krzyknąć, ale nie mogłam.
Ojciec spał i bałam się jego gniewu, gdyby się obudził. Przez
całą noc nad tym myślałam i coraz bardziej tęskniłam.
Obmyślałam plan jak znowu uciec chociaż na chwilę, żeby z nim
porozmawiać i wyjaśnić, dlaczego nie dzwonię ani nie odbieram.
Słyszałam jakąś awanturę z dołu,
ale nie obchodziło mnie to. Stałam przy oknie i miałam nadzieje,
że znowu przyjedzie. Nagle drzwi się otworzyły.
- Dobrze, że jesteś ..
- Nina? Co Ty ..
- Nie ma czasu na głupie pytania.
Zerwałaś z Michaelem? - wybałuszyłam na nią oczy.
- O czym Ty mówisz? Nie .. nie
zerwałam .. nawet mi przez myśl nie przeszło.
- To czytaj to – wręczyła mi jakiś
list. Przeczytałam i nie mogłam uwierzyć.
- Ale … co To jest .. ? Ja nic nie
rozumiem – aż usiadłam na łóżku – Nina .. powiedź, że to
mi się śni ..
- Więc już jestem pewna czyja to
sprawka – spojrzałam na nią – Matki .. to Ona chciała,
żebyście koniecznie zerwali – nagle wszystko zaczęło się
łączyć.
- To o Tym z nim rozmawiała … Boże
… jak Ona mogła mi to zrobić – łzy samoistnie zaczęły lecieć
– Nie … nie mogę Go stracić przez takie nieporozumienie.
- Nie czas na to. Mike za dwadzieścia
minut odlatuje i nawet nie wiadomo gdzie. Szykuj się szybko.
Taksówka już czeka i jedziemy Go zatrzymać – jak oparzona
zerwałam się na równe nogi i ubrałam pierwsze lepsze ubranie do
wyjścia.
- Gotowa – już miałyśmy schodzić
po schodach, gdy na drodze stanął nam ojciec.
- O kogo moje oczy widzą. Córka
marnotrawna powróciła.
- Nie licz na to draniu.
- Tak do ojca się odzywasz? - już
chciał do nad podejść.
- Nawet nie próbuj. Tknij mnie, a
pójdziesz siedzieć na długo. Załatwiłam sobie nietykalność,
więc jeżeli dotkniesz mnie choćby palcem, pójdziesz do kicia. Nie
wierzysz? Przekonaj się. No dalej! - tylko się gapił, ale nie
wykonał żadnego ruchu.
- Ty mi nie jesteś potrzebna. Mam
kogoś innego – spojrzał na mnie.
- Dobra. Nie mamy czasu na gadkę z
Tobą. Marnujesz mój cenny czas – złapała mnie za rękę i
wyszliśmy z domu. Wsiadłyśmy do taksówki – Dlaczego nie
odbierałaś? Ja i Michael dzwoniliśmy do Ciebie.
- Zobaczył, że mam telefon i Go
rozwalił na moich oczach – resztę drogi milczałam. Modliłam się
abyśmy zdążyły na lotnisko – Boże …. dlaczego jej
uwierzyłeś? Przecież wiesz, że Cie kocham – mówiłam w
myślach. Staliście w ogromnym korku, a lotnisko było pięć minut
stąd na piechotę. Spojrzałam na zegarek – Jest za dziesięć ..
- spojrzałam na nią – Nie zdążymy.
- Może Pan to jakoś objechać? Bardzo
nam się spieszy.
- Nie mam jak. Widzą Panie, że jest
korek.
- Nie .. - nie wiele myśląc wysiadłam
i zaczęłam biec w stronę lotniska.
- Betty! - usłyszałam. Zapłaciła i
też wysiadła. Biegłam ile sił w nogach i liczyłam na cud.
Wbiegłam na płytę. Ochrona chciała mnie zatrzymać i krzyczeli,
że tutaj nie wolno przebywać. Miałam to gdzieś. W ogóle ich nie
słuchałam. Płakałam i widziałam zamazany obraz od łez. Nigdzie
Go nie widziałam. Zatrzymałam się i nagle … zobaczyłam Go jak
wsiadał do samolotu. Już miał przekroczyć próg i zniknąć w
środku.
- Michael!!! - krzyknęłam ile sił w
płucach. Zatrzymał się i powoli odwrócił. Nasze spojrzenia się
spotkały. Znowu zaczęłam biec. Tym razem wiedziałam gdzie. Szybko
zszedł po schodkach i też zaczął biegnąć w moją stronę.
Rzuciliśmy się sobie w ramiona. Mocno się do niego przytuliłam
jak by miał mi zaraz uciec – Dlaczego? - mówiłam przez łzy i
wciąż się tuliłam.
- Przecież .. nie chcesz … - nie
dałam mu skończyć. Zamknęłam mu usta czułym pocałunkiem.
Odwzajemniał i mocno mnie do siebie przycisnął.
- To nieprawda, słyszysz? Powiedziała
to specjalnie. I wcale jej nie kazałam – patrzyłam mu prosto w
oczy – Bardzo Cie kocham i nie chce Cie stracić. Dlaczego jej
uwierzyłeś?
- Nie wiem … teraz widzę, że nie
powinienem. Wybaczysz mi to?
- Pod jednym warunkiem ..
- Jakim?
- Pocałuj mnie i udowodnij, że warto
– długo nie musiałam czekać na reakcje. Jego słodkie i miękkie
wargi połączyły się z moimi. Idealnie do siebie pasowały, a ja
czułam się wspaniale i naprawdę szczęśliwa.
- Już nigdy jej nie uwierzę. Obiecuje
– oparł swoje czoło na moim.
- Nie wybaczę jej tego. Boże .. nie
masz pojęcia jak się bałam, że nie zdążę.
- Los chciał aby tak było. Dlaczego
do mnie nie zadzwoniłaś? Byłem u Niny, ale od niej też nie
odbierałaś.
- Bo .. telefon mi spadł ze schodów i
nie działa – nagle mi się przypomniało – Nina .. - obejrzałam
się. Stała z daleka i się uśmiechała – Poczekaj – puściłam
Go na chwilkę i podeszłam do niej – Dziękuje Ci bardzo –
przytuliłam ją – Jestem Twoją dłużniczką.
- Hehe zapamiętam, a teraz wracaj do
niego – spojrzałam na nią i tak też zrobiłam.
- Panie Jackson? Przepraszam, ale co
robimy? - zapytał pilot. Mike spojrzał na niego.
- Lot odwołany. Już mam powód aby
zostać – uśmiechnął się do mnie i ponownie nasze usta się
złączyły.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam i
zawiesiłam ręce na jego szyi.
- Tam gdzie nikt nas nie znajdzie. Do
mnie – wziął mnie na ręce i zaniósł do auta.
- Hehe mój wariat - kazał kierowcy
jechać.
- Może i wariat, ale właśnie Twój –
co chwile się całowaliśmy. Nic nie mogliśmy na to poradzić.
Jeszcze chwilę temu myśleliśmy, że straciliśmy siebie na zawsze.
Teraz nadrabialiśmy ten czas.
sobota, 7 listopada 2015
Chapter 28 Part 1
Dzisiaj skończyłem wcześniej pracę
w studio i musiałem odwiedzić Betty. Ostatnio ją unikałem, a to
dlatego, żeby nie miała przeze mnie problemów. I tak ostatnio
pokłóciła się z mamą z mojego powodu. Nie przeczę, że zabolały
mnie jej słowa i nie rozumiałem, dlaczego Ona ma o mnie takie
zdanie. Ale to nie ważne. Nie rozstanę się przez nią z Betty. Nie
dam jej tej satysfakcji. Droga minęła mi nadzwyczaj szybko i już
stałem pod drzwiami.
- O Mike .. - Nina zdziwiła się na
mój widok – Wejdź – widziałem, że niechętnie mnie wpuściła
i coś ukrywała.
- Jest Betty? Przyjechałem prosto z
pracy.
- Chodź do salonu – była smutna.
Poszedłem za nią i usiadłem na kanapie.
- Coś się stało? Coś z Betty? -
przestraszyłem się.
- Nie … z nią wszystko w porządku …
chyba ..
- To gdzie jest?
- Wróciła do domu.
- Co? Jak to? Przecież …
- Zostawiła tylko kartkę, że wraca z
mamą do domu. Byłam w tym czasie w pracy i nie mogłam ją
zatrzymać – wstałem i podszedłem do okna.
- Teraz całkiem nie będziemy się
widywać … Ona na to nie pozwoli.
- Mike .. - podeszła – Dlaczego ani
razu od tamtego zdarzenia nie przyjechałeś ani nie zadzwoniłeś do
Betty? Wiem, że się zdenerwowałeś, ale to nie jej wina, że nasza
matka taka jest.
- Wiem i nawet przez chwilę jej nie
obwiniałem. Po prostu nie chciałem pogarszać sytuacji między
nimi.
- Głupoty gadasz.
- Może i tak …. teraz tego żałuje
… zmarnowałem tylko czas, który mogliśmy spędzić we dwoje.
- Ej! Tylko mi nie mów, że się
poddajesz – potrząsnęła mną – Tylko spróbuj, a jak Boga
kocham nakopie Ci do tego chudego tyłka.
- Po pierwsze dzięki za chudy tyłek,
a po drugie nie miałem takiego zamiaru.
- No mam nadzieje.
- Dzwoniłaś do niej?
- Tak, ale nie odbiera.
- Ja spróbuje – wykręciłem do niej
numer. Nina miała rację – Ma w ogóle telefon wyłączony. Chyba
pojadę do niej.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
- Tęsknie za nią. Jezu .. zaraz
zwariuje. Muszę wiedzieć, że u niej wszystko w porządku. Po tym
jak znalazłem ją w piwnicy .. boję się o nią. Gdyby odezwała
się do Ciebie, daj mi znać, proszę.
- Oczywiście, że Ci powiem. Nie martw
się. Na pewno jest wszystko w porządku.
- Ehh .. pojadę już. Dzięki –
szedłem już w stronę drzwi, ale o czymś sobie przypomniałem –
Zapomniałem .. - wyciągnąłem z kieszeni nasze zdjęcie. Spojrzał
na nie – Byś mogła dać je jej, gdyby przyszła? - wzięła
zdjęcie do ręki i spojrzała na nie z uśmiechem.
- Ładnie tutaj wyszliście – oddała
mi je – Sam jej dasz i to szybciej niż Ci się wydaje – słabo
się uśmiechnąłem i schowałem zdjęcie do kieszeni. Pożegnałem
się i wyszedłem. Spojrzałem w niebo i wziąłem głęboki wdech.
Czułem i widziałem, że Nina była smutna z jakiegoś powodu i coś
ją trapiło. Nie chciałem siłą od niej wyciągać. Miałem
nadzieje, że sama mi powie, ale na nadziei się skończyło.
Wsiadłem do auta. Nie chciałem jednak jechać do pustego domu mimo,
że byłem zmęczony po pracy. Za dużo bym o tym myślał. Zanim
ruszyłem, spróbowałem zadzwonić do Betty jeszcze kilka razy, ale
bezskutecznie. Jednak podjechałem pod jej dom. Zatrzymałem się po
drugiej stronie ulicy i patrzyłem w jej okno. Nie wiedząc kiedy
znużył mnie sen. Usłyszałem jakieś pukanie w szybę. Otworzyłem
oczy i zobaczyłem przy drzwiach auta mamę Betty. Obniżyłem szybę.
- O co chodzi?
- To ja chciałabym wiedzieć. Koczuje
tutaj Pan dobre trzy godziny. Proszę stąd odjechać albo zadzwonię
na policje.
- Nie zabroni mi Pani tutaj parkować.
Nic złego nie robię. Czekam tylko na Betty, żeby z nią
porozmawiać.
- Ona nie chce z Panem rozmawiać.
Kazała przekazać, że nie chce być już z Panem.
- Nie prawda .. kłamie Pani .. Ona by
tego nie zrobiła.
- Przekazuje, tylko jej słowa.
Zrozumiała, że nie jest Pan dla niej odpowiedni – patrzyłem się
na nią i starałem się odczytać coś z jej twarzy.
- Niech mi to powie prosto w twarz.
Niech mi powie, że mnie nie kocha i mam odejść.
- Problem w tym, że nie chce Pana
oglądać. Jak Pan myśli, dlaczego nawet nie pożegnała się z
Panem, tylko wróciła do domu?
- Powinna się Pani cieszyć –
przekręciłem kluczyk w stacyjce i odjechałem. Z czasem pojawiły
się łzy w moich oczach, których nie miałem siły już dusić.
Pozwoliłem im spływać po moich policzkach. Byłem taki głupi.
Miałem się nie zakochiwać, aż tu na mojej drodze stanęła Betty
i oddałem jej swoje serce. Już mnie nic nie trzymało w tym
mieście. Nagle wszystko straciło sens. Na początku nie wierzyłem
w jej słowa, ale gdyby to by było kłamstwo .. Betty by
zareagowała, by wybiegła z domu albo chociaż krzyknęła z okna.
Nie wiem jakim cudem dojechałem do domu, oczy miałem pełne łez.
Wszedłem do domu, rozejrzałem się po nim. Podszedłem do kominka i
wziąłem do ręki ramki z naszymi zdjęciami. Byliśmy na nich
szczęśliwi albo tylko mi się wydawało. Rozpaliłem kominek na
chwilę. Usiadłem przed nim na kolanach i powyciągałem wszystkie
zdjęcia z ramek. Spojrzałem na nie ostatni raz i na jednym z nich
pocałowałem Betty – Kocham Cie – kolejna łza wydostała się z
oka. Z bolącym sercem wrzuciłem wszystkie zdjęcia do ognia i
patrzyłem jak moje wspomnienia i miłość zamieniają się w szary
popiół. Tym teraz było moje serce. Kruchym popiołem, którego nie
da się skleić. Rozpadło się na milion kawałeczków. Chwilę
patrzyłem i wstałem. Zadzwoniłem do swojego menadżera, żeby
powiadomił pilota o wylocie. Musiałem stąd wyjechać. Zbyt dużo
wspomnień. Poszedłem na górę i zacząłem się pakować. Nie
wiedziałem, że to będzie tak bardzo trudne. Spakowałem wszystkie
swoje rzeczy, nie miałem zamiaru już tutaj wracać. Nie umiałbym
przeżyć, gdybym zobaczył ją nagle z jakimś innym. Sprawdziłem
raz jeszcze szafę i zobaczyłem jej bluzkę, którą kiedyś
zostawiła. Wziąłem ją do ręki i usiadłem na łóżku. Patrzyłem
się na materiał i jak na zawołanie wróciły wszystkie
wspomnienia. Gdy została u mnie po raz pierwszy, gdy spędziliśmy
wspaniały czas w Paryżu i wyznaliśmy sobie miłość. Miałem
wrażenie jak by to działo się przed chwilą. Byłem gotów o nią
walczyć, ale jaki to by miało sens. Skoro mnie nie chciała, siłą
bym jej do siebie nie przekonał. Na dodatek jej matka by skutecznie
mi tego uniemożliwiała. Wygrała. Chciała tego od pierwszej
chwili. Wiele razy słyszałem, że płaczą tylko słabi faceci. W
tej chwili miałem to gdzieś. Każdy mógł mnie nazwać mięczakiem,
ale tylko ja wiedziałem co czuje. Odwiesiłem bluzkę na swoje
miejsce i zamknąłem szafę. Zszedłem do swojego gabinetu, usiadłem
przy biurku i zacząłem pisać do niej list.
Najdroższa. Wiem, że nie
mam prawa tak pisać ani mówić, bo nie jesteś już moja, ale dla
mnie na zawsze pozostaniesz Tą jedyną. Słowa nie opiszą jak
bardzo Cie kocham i ile dla mnie znaczysz. Jedynie moje serce to wie.
Wygląda na to, że żyłem
w baśni, w której taka miłość jak nasza zdarza się tylko raz w
życiu. Żałuje, że się z niej obudziłem. Ale nie żałuje ani
jednej chwili spędzonej z Tobą. To był najpiękniejszy czas w moim
życiu. Mam skrytą nadzieje, że też tego nie żałujesz.
Rozumiem, że przemyślałaś
wszystko i doszłaś do wniosku, że nie jestem dla Ciebie
odpowiedni. Nie mam żalu. Naprawdę. Żałuje, tylko tego, że nie
mogłem się z Tobą pożegnać.
Przepraszam za to, że
ostatnio nie poświęcałem Ci tyle czasu co wcześniej. Nigdy mi
przez głowę nie przeszło aby to zakończyć. Chciałem dać Ci
czas i nie pogarszać sytuacji między Tobą, a Twoją mamą. Gdybym
wiedział jaki będzie tego skutek .. zastanowił bym się dwa razy.
Teraz jest już za późno.
Wyjeżdżam z LA i nigdy
już nie wrócę. Nie mogę tutaj zostać.
Mam nadzieje, że będziesz
szczęśliwa. Zasługujesz na to.
Chyba wszystko już
napisałem, więc będę kończył.
Na zawsze pozostaniesz Tą
jedyną.
Kocham Cie. Żegnaj.
Mike
Kilka razy przeczytałem ten
list. I za każdym razem bolało tak samo. Wsadziłem Go do koperty i
zakleiłem. Oparłem głowę na biurku. Zmęczenie dało o sobie
znać.
~~~~~~
Następnego ranka obudziłem
się w takim samym humorze w jakim zasnąłem. Przez chwilę miałem
nadzieje, że to tylko głupi sen. Niestety. Musiałem się ogarnąć.
Wziąłem prysznic, ubrałem się w czyste ciuchy i zawiadomiłem
swojego kierowce, żeby przyjechał o 13:00. Samolot miałem o 17:00.
Zawsze mogłem na niego liczyć. Punkt 13:00 zatrąbił, że już
jest. Zabrałem walizki i zapakowałem je do bagażnika. Spojrzałem
ostatni raz na dom i wsiadłem.
- Dokąd mam jechać? -
zapytał.
- Do … labiryntu –
doskonale wiedział o co mi chodzi. Sam pokazał mi to miejsce, a
potem ja zabrałem tam Betty na pierwsze spotkanie. Chodziłem w
środku tego labiryntu. Pamiętałem dokładnie każdy szczegół z
tego spotkania. Po godzinie spędzonej wśród zieleni, powiedziałem,
żeby pojechał na plaże. Tutaj też miałem wspomnienia. Usiadłem
na ciepłym piasku i patrzyłem w dal. Nie wiem ile tak spędziłem,
ale poczułem dłoń na ramieniu.
- Przepraszam, ale
powinniśmy już jechać. Za dwie godziny ma Pan wylot.
- Dobrze Jack. Za chwilę
przyjdę – wrócił do auta. Wstałem, otrzepałem się z piasku i
po chwili siedziałem już w aucie. Podałem Jack'owi adres Niny.
Zostawiłem w jej skrzynce list dla Betty oraz karteczkę:
Proszę przekaż ten list
Betty.
O 17:00 mam samolot i nie
mogłem czekać.
Opiekuj się nią.
Dziękuje.
Mike
Przez te korki udało nam
się dojechać dopiero po 16:00. Moje walizki zostały zabrane do
samolotu. Zostało mi jedynie czekać na pilota. Czekałem przy
samochodzie, żeby nacieszyć się ładną pogodą i świeżym
powietrzem. Z rodziną się nie żegnałem. Znali mnie i wiedzieli,
że dużo podróżuje. To nie była dla nich żadna nowość.
Zostawiałem jedynie jedną osobę, na której mi zależało.
Widocznie tak chciał los. Równo o 17:00 przyjechał pilot.
Przywitał się ze mną uściśnięciem dłoni. Szedłem po schodkach
do samolotu. Zanim przekroczyłem próg, obejrzałem się jeszcze na
wszystkie strony. Nikogo tam nie było. I o to chodziło.
sobota, 31 października 2015
Chapter 27
Witajcie kochani ;)
Na początku chciałam powitać nową czytelniczkę Alex M ;) Mam nadzieje, że opowiadanie przypadnie Ci do gustu ;)
Dzisiaj trochę dłuższa noteczka :) Mam nadzieje, że nie macie nic przeciwko ;)
Widzimy się za tydzień i już nie przynudzam ;)
~~~~~~~~
Na początku chciałam powitać nową czytelniczkę Alex M ;) Mam nadzieje, że opowiadanie przypadnie Ci do gustu ;)
Dzisiaj trochę dłuższa noteczka :) Mam nadzieje, że nie macie nic przeciwko ;)
Widzimy się za tydzień i już nie przynudzam ;)
~~~~~~~~
Po tygodniu wylegiwania się w łóżku,
w końcu mogłam wstać. Noga już nie bolała i czułam się
znacznie lepiej. Bardzo dobrze mieszkało mi się u Niny, ale
wiedziałam, że ma też swoje życie, no i pewnie pewnie w końcu
odzyskać swoją sypialnie. Jadłyśmy obiad, gdy postanowiłam
zacząć ten temat.
- Nina? Dziękuje Ci za wszystko. Wiem,
że wcale nie musiałaś tego robić ..
- Nie .. - przerwała mi – Musiałam.
Jestem Twoją siostrą i to był mój obowiązek.
- Ale ..
- Wiem co chcesz powiedzieć. Wiem co
zrobiłam i jest mi wstyd z tego powodu. Myślałam, tylko o sobie,
żeby się od niego uwolnić, a Was z nim zostawiłam. Nie proszę
Cie o wybaczenie, bo na nie nie zasługuje. Ale chce, żebyś
wiedziała, że teraz postąpiłabym inaczej. Dopiero teraz to
zrozumiałam.
- Lepiej późno niż wcale. Nie
wracajmy do tego. Chciałam powiedzieć, że nie mogę nadużywać
Twojej gościnności.
- Coś Ty ..
- Mówię serio. Jeżeli mogę zostać,
to na pewno nie w Twojej sypialni. Wystarczy mi kanapa.
- Hm .. a co jeśli Mike przyjdzie? -
zrobiła cwany uśmieszek.
- No to co? Pogadać możemy w salonie.
- Albo ''pogadać''
- Ej .. wcale nie prawda. Jesteśmy
grzeczni.
- Jeszcze jesteście. Widzę co się
dzieje między Wami i nie powiesz mi, że nie – zawstydziłam się
i opuściłam głowę – Nie ma czego się wstydzić, ale nie spiesz
się. Dopiero jak będziesz Go pewna.
- A co jeśli już jestem? - spojrzałam
na nią.
- Hehe .. jesteś dorosła i o zgodę
nie musisz pytać – puściła mi oczko – Ja Ci mogę, tylko
doradzić. Decyzja należy do Ciebie.
- Wiesz … Mike powiedział, że mamy
na to całe życie.
- Widzisz jaki rozsądny facet? Pilnuj
Go i uważaj na inne baby. Hm, ale chyba nawet nie musisz. Jest w
Tobie tak zakochany, że poszedł, by Ci kupić nawet podpaski albo
tampony – zaśmiałam się.
- Nabijasz się ze mnie teraz.
- No coś Ty. Na pewno tak jest. Oj
nieźle Go ta strzała amora trafiła. Ma dzisiaj przyjść? - po
chwili jednak dodała – Głupie pytanie – uśmiechnęła się –
Tylko mam nadzieje, że po kontroli mamy.
- Ma przyjść? O której? - spojrzała
na zegarek.
- Za jakąś godzinę – widać było,
że nie była zadowolona z tego.
- Sprawdzi i pójdzie – zjadłam
obiad i zaniosłam talerz do zlewu – Potem pozmywam.
- Nie musisz. I tak mi się nudzi –
słabo się do niej uśmiechnęłam co znaczyło, że dziękuje i
poszłam do sypialni po swoje rzeczy. Spakowałam wszystko i zeszłam
do salonu. Siedziałam na kanapie, która miała być od dzisiaj moim
miejscem spania i oglądałam tv aż nagle w mojej głowie zaczęło
się kotłować tysiąc myśli. Zwłaszcza tych złych. Złapałam
się za głowę, żeby przestało. Wyłączyłam tv i się położyłam.
Rozbolała mnie głowa i po chwili już spałam. Nina obudziła mnie
godzinę później, mama przyjechała. Raz dwa się ogarnęłam.
- Cześć mamo.
- Cześć córuś. Jak się czujesz?
- Już dobrze – przyglądałam się
jej – Możesz już ściągnąć okulary. Tutaj nie ma słońca.
- A wiesz .. ostatnio mam jakieś
wrażliwe oczy na światło – oj coś kręciła i dało się wyczuć
na kilometr. Sama je ściągnęłam i ujrzałam, to czego się
spodziewałam. I tak byłam w szoku.
- Wiedziałam .. jak On mógł .. -
pobił ją i to po twarzy. Przecież nigdy tego nie robił.
- To nic takiego .. przejdzie –
wysiliła się na uśmiech.
- To przez mnie, tak? Za mnie Cie bije
– nawet nie musiała odpowiadać. Nina przyszła i też zobaczyła.
- Kiedy w końcu weźmiesz się w garść
i od niego odejdziesz?
- Tak samo jak Ty?
- Nie miałam zamiaru popełniać
Twoich błędów i dawać się bić.
- Ale zostawić rodzinę to już
mogłaś.
- Przestańcie. Znowu to robicie, a to
nic nie da.
- Bo się wtrąca w nie swoje sprawy.
Niech sobie tutaj żyje i tyle – Nina pokręciła, tylko głową,
bo dalsza wymiana zdań nie miała sensu.
- Wtrąca się, bo jest tak samo Twoją
córką jak i ja. Mamy tylko Ciebie. Ojca już dawno straciłyśmy.
Nie chcemy i Ciebie stracić.
- Ehh .. nie potrafię od niego odejść.
Wiem, że to głupie, ale wciąż Go kocham ..
- Bo masz nadzieje, że będzie jak
dawniej. Dobrze wiesz, że to jest tylko mrzonka. Kiedy to do Ciebie
dotrze.
- Nina! Już wystarczy. Atakowanie nic
nie da – podniosła rękę w geście obronnym i wyszła z salonu.
Rozumiałam jej złość. Czułam to samo, ale nie mogłyśmy jej do
niczego zmusić.
- Chociaż Ty mnie rozumiesz.
- Nie mamo. Ani trochę Cie nie
rozumiem. On nie jest nam do niczego potrzebny. I tak przepija
wszystkie pieniądze, które zarobi. Jestem już dorosła, pójdę do
pracy i poradzimy sobie.
- Tylko tak się mówi – już nie
miałam siły z nią gadać. Wiedziała swoje i tyle. Chociaż nie
wiadomo co bym nie powiedziała, Ona i tak by Go nie zostawiła.
- Jak już sobie chcesz – nagle
zawołała mnie Nina – Zaraz wrócę – wyszłam z salonu – Co
jest?
- Nie zgadniesz. Mike przyjechał.
Właśnie wysiadł z auta i idzie tutaj.
- Teraz? Cholera.
- Betty … myślę, że już
powinniście jej powiedzieć, że jesteście razem.
- Co?? A chcesz być na moim pogrzebie?
- Nie przesadzaj. I tak nie może Ci
niczego zabronić – otworzyła mu drzwi i wpuściła.
- Cześć ko .. - złapałam Go za rękę
i zaprowadziłam do kuchni.
- Nie tak głośno.
- Co się dzieje?
- Mama siedzi w salonie.
- Ups .. dobrze, że nie dokończyłem.
To może przyjadę później ..
- Nie .. Mike? Może … może powiemy
jej prawdę .. ? - powiedziałam nie pewnie.
- Naprawdę chcesz?
- Chyba już czas. Mam dosyć udawania
– wziął w dłonie moją twarz i pocałował.
- Dobrze kochanie. Skoro tego chcesz,
to jej powiemy – uśmiechnął się.
- Może jakoś ujdziemy z życiem –
złapałam Go za dłoń i poszliśmy do salonu.
- Dzień dobry – przywitał się, a
mama szybko założyła okulary.
- Dzień dobry – odpowiedziała od
niechcenia. Nadal nie pałała do niego sympatią, pomimo tego co dla
mnie zrobił.
- Mamo .. chcemy Ci o czymś powiedzieć
– spojrzałam na Michaela.
- Słucham w takim razie.
- Bo …
- Jesteśmy razem – dokończył za
mnie Mike. Chwilę siedziała w milczeniu. Pewnie przeżyła niezły
szok i patrzyła się to na mnie to na Michaela.
- Betty powiedź, że to głupi żart.
- To prawda .. jesteśmy razem i się
kochamy.
- No to już nie jesteście razem. Masz
z nim natychmiast zerwać.
- Nie licz na to, bo tego nie zrobię.
- Nie spodziewałam się tego po Tobie
– wstała i kierowała się w stronę drzwi, ale Nina zastawiła
jej drogę.
- Masz ich wysłuchać. Koniec
uciekania.
- Tobie też zamydlił oczy? A ja
myślałam, że was wychowałam jak należy.
- Czego Ty od niego chcesz. Zrobił Ci
coś? Albo Betty? Daj mu szansę. I najważniejsze, że Betty jest
szczęśliwa.
- Przede wszystkim jest naiwna –
odwróciła się do nas – Myślałam, że znajdziesz sobie kogoś
kto na Ciebie zasługuje. Ale Ty dałaś się uwieść pierwszemu
lepszemu. Wykorzysta Cie i zostawi. Wiedziałam, że prędzej, czy
później zdobędzie to co chciał.
- Wszystko co powiedziałaś jest
jednym wielkim kłamstwem. Nie znasz Go, a już oceniasz –
wiedziałam, że zrobiło mu się przykro.
- Pani nas nie rozdzieli. Kocham Betty
i będziemy razem. Nigdy jej nie skrzywdzę i nie pozwolę jej
krzywdzić.
- Jeszcze zobaczymy. Pan nie zrujnuje
jej życia.
- Oczywiście, że nie. Nie jestem taki
– wziął mnie trochę na bok – Ja już będę leciał.
- Tak szybko?
- Potem przyjadę – pocałował mnie
krótko – Kocham Cie – wyszedł. To przez nią.
- Jesteś z siebie dumna? Przez Ciebie
pojechał. Dlaczego nie możesz być normalną matką i mnie
wspierać? - z moich ust wydobył się potok słów, nad którymi nie
panowałam – My się kochamy i będziemy razem, czy Ci się to
podoba, czy nie. Dzięki niemu mam po co wstawać co rano i jestem
szczęśliwa. Jeżeli tak masz Go traktować, to w ogóle nie musisz
przychodzić. Wracaj do swojego idealnego mężusia – poszłam
szybko do Niny sypialni i położyłam się na łóżku. Było mi
strasznie przykro. Jednak powstrzymałam łzy. Nie chciałam z jej
powodu płakać. Wstałam i podeszłam do okna. Słyszałam, że Nina
coś do niej krzyczała, a po chwili mama wyszła.
- Nie przejmuj się jej słowami –
poczułam jej dłoń na ramieniu.
- Jak mam się nie przejmować.
Wiedziałam, że taka będzie jej reakcja, ale … gdy to usłyszałam
.. zabolało mnie to .. Michaela też .. nie wybaczę jej, jeżeli
przez to Go stracę.
- Nie stracisz. Jest z Tobą, bo Cie
kocha i nie patrzy na mamę.
- Obyś miała racje.
~~~~~~
Przez ten cały czas mój kontakt z
Michaelem był ograniczony. Za każdym razem, gdy dzwoniłam, był
zajęty. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nina próbowała mnie
pocieszyć, niestety za bardzo jej to nie wychodziło.
- Idę się przejść.
- Ok. Tylko nie wracaj późno –
wyszłam. Poszłam na plaże i natrafiłam na piękny zachód słońca.
Szkoda, że nie było Michaela. Uwielbiał zachody słońca.
Mimowolnie się uśmiechnęłam, jednak uśmiech mi zrzedł, gdy
uświadomiłam sobie, że nie chce ze mną rozmawiać. Znowu to była
moja wina. Przeszłam się wzdłuż plaży bosymi stopami.
Wracając do domu, zauważyłam mamę
przy drzwiach. Nie potrafiłam się cieszyć z jej widoku.
- Co tutaj robisz?
- Przyszłam Cie odwiedzić. Gdzie
byłaś? U niego? - nie wierzyłam własnym uszom. Dopiero co
przyszła i już wyjechała mi z takim tekstem.
- Nie Twoja sprawa – miałam już jej
dość. Od kluczyłam drzwi, bo Nina poszła do pracy. Weszła za mną
do domu.
- Ty też mnie zostawisz jak Nina, to
zrobiła?
- Nie powiedziałam tego. Dlaczego mnie
tak traktujesz? Dlaczego chcesz abym była nieszczęśliwa? Ja Go
kocham.
- Wydaje Ci się. To jest tylko
zauroczenie.
- Nie mam już na Ciebie siły. Ciągle
coś mi wmawiasz. To wszystko?
- To On Cie buntuje przeciwko mnie,
prawda?
- Wcale Go nie znasz. Nigdy nie
powiedział na Ciebie złego słowa. W przeciwieństwie do Ciebie –
usiadła na kanapie i syknęła – Coś Cie boli?
- Nieważne …
- Ważne. Podnieś bluzkę –
niechętnie podniosła na wysokość żeber. Moim oczom ukazał się
wielki siniak – O Boże .. znowu to zrobił – na szybko wszystko
przemyślałam. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy.
- Co robisz?
- Wracam do domu.
- Betty ..
- Inaczej Cie zabije – była w końcu
moją mamą. Napisałam kartkę do Niny, żeby się nie martwiła i
wyszłam razem z mamą. Miałam nadzieje, że zrozumie.
sobota, 17 października 2015
Chapter 26
Była 10 rano, a ja wciąż leżałem w
łóżku. Patrzyłem się w sufit i zastanawiałem się nad tym
wszystkim. A zwłaszcza nad tym co wczoraj zaszło, a raczej mało
brakowało. Nie będę ukrywał, że chciałem to wczoraj zrobić.
Przyciągała mnie strasznie i broniłem się jak tylko mogłem. Co
wcale nie było takie proste. Miałem obawy dzisiaj do niej jechać.
Wczoraj się trochę zapomniałem i miałem nadzieje, że nie będzie
miała do mnie o to żalu. Chce aby ta chwila była wyjątkowa dla
nas obojga. Nie chce, żeby to tak wyglądało, gdy będzie chciała
abym został na noc, tak po prostu. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk
telefonu. Musiałem jechać do studia, bo już i tak byłem
spóźniony. Wykręciłem numer do Betty.
- Tak? - odebrała od razu.
- Dzień dobry. Nie obudziłem Panią?
- Dzień dobry. Skądże. W jakiej
sprawie Pan dzwoni?
- Dzwonię w sprawie spotkania z pewną,
piękną dziewczyną, która skradła moje serce – oboje
zachowywaliśmy powagę w czasie tej rozmowy.
- Hmm więc to musi być pomyłka.
- Nie wydaje mi się – w końcu
przestałem udawać – Witaj kochanie. Jak się dzisiaj czujesz?
- Dużo lepiej, ale tęsknie już.
Kiedy będziesz?
- Teraz muszę jechać do studia i jak
będę wracał, to przyjadę. Może tak być?
- Ehh i tak nie mam wyjścia, tylko się
zgodzić.
- Jakoś Ci to wynagrodzę.
- Mmm a jak?
- Na pewno nie tak jak byś chciała –
postanowiłem się trochę z nią podrażnić.
- Ejj! Wcale nie miałam tego na myśli,
wariacie – zaśmiała się.
- Nie? A to szkoda.
- A co? Chciałbyś? - brała mnie pod
włos i wiedziałem o tym.
- Może, a czemu pytasz?
- Bez powodu – nastała niezręczna
cisza.
- Muszę już kończyć. Do zobaczenia
za parę godzin. Kocham Cie.
- Ja Ciebie też – rozłączyłem
się. Mogłem nie zaczynać tego niebezpiecznego tematu, ale to było
takie niewinne. Musiałem w końcu wstać i się ubrać. Mam
nadzieje, że będę mógł się skupić na pracy.
~~~~~~
Troszkę Go okłamałam, ale to
dlatego, żeby się nie martwił. Dzisiaj byłam wyjątkowo słaba.
Nie wiem czym to było spowodowane. Ledwo chodziłam do łazienki,
oczywiście z pomocą Niny. Dużo mi pomagała i byłam jej za to
wdzięczna. Nawet wzięła kilka dni wolnego w pracy do czasu aż mi
się nie polepszy. Zapewniałam ją, że nie musi tego robić. Nie
było tutaj tego potwora, więc byłam bezpieczna.
Usłyszałam, że zapukała do drzwi.
- Wejdź. Od kiedy pukasz? - spojrzała
na mnie znacząco i już wiedziałam co powie.
- Odkąd dobrze bawiliście się
wczoraj w moim łóżku. I jak było? - wyszczerzyła się, a ja
spłonęłam ze wstydu.
- Ale .. my nic .. przecież .. tylko
.. - nieporęcznie się tłumaczyłam.
- Przecież was wczoraj widziałam.
- Co? - wybałuszyłam na nią oczy.
- Haha .. żałuj, że nie widzisz
swojej miny – walnęłam ją poduszką, żeby się uspokoiła –
Oj no zgrywam się przecież. Wiem, że byliście grzeczni, ale nie
tak do końca.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Yhy jasne. A to ja się wczoraj
namiętnie całowałam z chłopakiem w łóżku? - poczułam, że
dopiero teraz moja twarz płonie żywym ogniem.
- Skąd …
- Widziałam. Tylko, żeby nie było,
że was podglądałam czy coś. Po prostu szłam zapytać o coś i
zauważyłam co robiliście.
- No rzeczywiście nie podglądałaś.
Tylko się patrzyłaś.
- Oj nie czepiaj się szczegółów. W
końcu nic więcej nie robiliście.
- A gdybyśmy? To też byś się
przyglądała?
- Hmm .. - udawała, że się
zastanawia.
- Nina!
- Przecież żartuje – wytknęła mi
język – Hm .. a chciałabyś?
- Żebyś nas podglądała? Nie bardzo.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło –
spojrzałam na nią pytająco – No wiesz o co .. o ten teges –
czy Ona robiła to celowo, żeby mnie zawstydzić? Nie chciałam
rozmawiać na takie tematy.
- N … nie wiem … kocham Go, ale
chyba to jeszcze za wcześnie.
- On też tak myśli?
- Chyba nie myślisz, że rozmawiamy na
takie tematy.
- Dlaczego nie? To jest ważny temat
jak by nie było. Może On czeka na Twój znak albo chce zacząć,
tylko nie wie jak aby Cie nie wystraszyć.
- Myślisz?
- Tak. To facet, więc wiesz .. powiedź
mu o swoich obawach i ogólnie o wszystkim. Zobaczysz, że tylko
wyjdzie to wam na dobre.
- Pomyśle o tym.
- A mówiłaś mu o .. ojcu? -
spoważniałam. Pokręciłam głową – Dlaczego? Powinien wiedzieć
co On Ci robił.
- Nie mogę mu tego powiedzieć,
rozumiesz? Po prostu nie mogę – przekręciłam się na bok.
- Czego się boisz? Mike to zrozumie i
będzie Cie wspierał. Pamiętaj, że związek polega na m.in.
mówieniu sobie prawdy. Chcesz, żeby dowiedział się w taki sam
sposób jak o Twojej pracy? Pamiętasz co było.
- Eh .. pamiętam, ale nie jestem w
stanie mu powiedzieć. Przynajmniej na razie. Boję się, że to by
mogło być dla niego za duży szok i …
- I Cie zostawi? Chyba sama w to nie
wierzysz.
- Już sama nie wiem. Zostawisz mnie na
chwilę samą?
- Ok. Przynieść Ci tutaj śniadanie?
- Zejdę na dół – pokiwała głową
i wyszła. Może Nina ma rację. Może powinnam z nim szczerze
porozmawiać na wszystkie tematy. Ale nie umiałam tak. I się też
bałam. Mogłabym tak długo rozmyślać, ale zasnęłam.
Powoli otworzyłam oczy i od razu mój
wzrok skierował się na zegarek na szafce nocnej. Co? Już po 18?
Jakim cudem tyle przespałam? Odwróciłam się i moim oczom ukazał
się piękny widok. Mike siedział w fotelu obok łóżka i czytał
jakąś książkę.
- Cześć kochanie – uśmiechnęłam
się do niego. Spojrzał na mnie i usiadł na łóżku.
- Witaj piękna. Już myślałem, że
zasnęłaś jak królewna śnieżka.
- Więc byś musiał mnie obudzić.
- Hm tylko jak – udał, że myśli –
Chyba już wiem – usiadł na łóżku, nachylił się i mnie
pocałował.
- Zgadłeś. Po takim pocałunku od
razu bym się przebudziła.
- Jestem pewien. Jak się czujesz? Nina
powiedziała, że zasnęłaś o 11 a mamy 18. Martwię się o Ciebie
– patrzył mi w oczy.
- Nic mi nie jest. Chyba byłam
naprawdę zmęczona – spojrzał na mnie podejrzliwie.
- A co Ty w nocy robiłaś i z kim,
skoro się nie wyspałaś?
- Głupol z Ciebie – uśmiechnęłam
się.
Dzisiaj też nie został na noc. Chyba
czuł to samo, ale nie powiedział wprost. Ja też nie miałam
zamiaru. Zauważyłam, że już drugi raz i to w tym samym dniu
zaczęliśmy temat o tych sprawach. To było raczej zwykłe droczenie
się między nami, ale jednak. Nie wiedziałam co o tym myśleć i
starałam się nie pokazywać przy nim, że mnie to peszy. Chyba
bałam się wyjść na gówniarę, ale czemu. Dobre pytanie.
sobota, 10 października 2015
Chapter 25
Od razu przepraszam za tą nieobecność, ale dopadł mnie jesienny wirus i z nim walczyłam. Nie poddałam się mu tak łatwo, wiec miał dość i poszedł do kogoś innego ;) Musiałam się jeszcze zregenerować i właśnie powróciłam z kolejną notką. Mam nadzieje, że się spodoba i od razu przepraszam za błędy, jeżeli jakieś się pojawiły, ale już nie zdążyłam sprawdzić.
Zapraszam do czytania i oczywiście komentowania ;)
~~~~~~~
Zapraszam do czytania i oczywiście komentowania ;)
~~~~~~~
Byłam już spakowana i gotowa do
drogi. Razem z Niną czekałyśmy na Michaela. Obiecał, że po mnie
przyjedzie i odwiezie do domu Niny. Mama musiała zostać w szpitalu,
ale czekała razem z nami.
- Nie przyjedzie. Zamówię wam
taksówkę.
- Przyjedzie .. obiecał mi.
- Ciągle żyjesz marzeniami. Było mu
Ciebie szkoda, dlatego codziennie tutaj był. Nie rób sobie złudnych
nadziei.
- Daj jej już spokój i odczep się w
końcu od Michaela. To porządny facet, a Ty ciągle o nim źle
mówisz. Gdyby nie On wiesz co by się stało Betty, więc daruj
sobie – aż na nią spojrzałam. Nie sądziłam, że wstawi się za
Michaelem. W końcu Go nie znała.
- Widzę, że i Ciebie wziął na swoją
stronę – Nina tylko wywróciła oczami, bo też nie miała na nią
już siły. Zawsze wiedziała lepiej. Po dziesięciu minutach
przyjechał.
- Przepraszam za spóźnienie –
przytulił mnie – Na pewno możesz już wyjść?
- Tak na pewno – uśmiechałam się
do niego – Cieszę się, że przyjechałeś – mama w końcu nie
wytrzymała. Powiedziała tylko, że potem odwiedzi mnie i wyszła.
- Ok to chodźmy – wziął moją
torbę z rzeczami. Coraz lepiej chodziłam o jednej kuli, ale
wiedziałam, że długo to nie potrwa. Jechaliśmy w ciszy do Niny.
Patrzyłam na mijające budynki za oknem i nagle w mojej głowie
pojawiło się tysiąc myśli i pytań. Dlaczego On mi to chciał
zrobić? Co mu takiego zrobiłam? Co by była gdyby nie zjawił się
Mike? I wiele innych. Na większość nie znałam odpowiedzi. I tak
naprawdę chyba wcale nie chciałam poznać. Przerażało mnie to
wszystko. Zanim się obejrzałam byliśmy na miejscu – Zaniosę Ci
torbę do Twojego pokoju – już chciał iść po schodach na górę.
- Ale Mike – zatrzymałam Go – Ja
śpię na kanapie. O tutaj – wskazałam na salon.
- Wcale, że nie – wtrąciła Nina –
Przygotowałam Ci moją sypialnię ..
- Ale .. niepotrzebnie .. kanapa mi
wystarczy .. naprawdę.
- Umówmy się tak – podeszła – Do
czasu aż Ci się całkiem nie polepszy będziesz miała moją
sypialnię, ok?
- Nie podoba mi się, że zabieram Ci
pokój.
- Tylko Go pożyczasz. Możesz zanieść
jej rzeczy – tak też zrobił – Pójdę zrobić obiad. Mike na
pewno też zostanie.
- Pomóc Ci?
- Oczywiście, że nie. Ty sobie przez
pewien czas będziesz odpoczywała. Należy Ci się – spojrzała na
mnie wymownie.
- Ok … pójdę na górę – powoli
szłam po schodach. Akurat Mike schodził.
- A co Ty robisz? - wziął mnie na
ręce i zaniósł na górę.
- Wariacie hehe dałabym sobie radę.
- Ale nie musiałaś – pokręciłam
tylko głową. Położył mnie na łóżku i usiadł obok.
- Zostaniesz na obiad?
- Z tak miłymi dziewczynami zawsze –
wyszczerzył się.
- Ej! Bo będę zazdrosna – rzuciłam
w niego poduszką.
- Tak pogrywasz? - odrzucił poduszkę,
a po chwili już mnie dopadł z łaskotkami.
- Mike! Nie! Hahaha! Pros .. proszę ..
- próbowałam zablokować jego dłonie, ale nie miałam szans. Nie
mogłam przestać się śmiać.
- Co się .. - nagle weszła Nina i
zaniemówiła. Takiego widoku na pewno się nie spodziewała. Ja
leżałam, a Michael nachylał się nade mną. Od razu odsunął się
od mnie jak oparzony.
- My tylko .. - zaczął się
nieporadnie tłumaczyć. Chciało mi się śmiać z jego miny.
- Ten wariat zaczął mnie łaskotać –
powiedziałam za niego.
- Trzeba było tak od razu – zeszła
na dół. Odetchnął.
- Przynajmniej się uspokoiłeś.
- Nom .. - albo mi się wydawało albo
się speszył. Poklepałam miejsce obok siebie, żeby się przy mnie
położył. Wykonał polecenie.
- Nic złego nie robiliśmy –
położyłam głowę na jego torsie – Nie ma czego się wstydzić.
- Wiem, ale … tak jakoś głupio mi
się zrobiło – spojrzałam na niego z dołu.
- Kocham Cie.
- Ja Ciebie bardziej, kochanie –
pogłaskał mnie po policzku. Zamknęłam oczy pod wpływem jego
dotyku i nie wiedząc kiedy, zasnęłam. Miałam jakieś koszmary
dotyczące tego co było w domu. Widziałam jego twarz i czułam, że
chce mnie skrzywdzić. Zbliżał się do mnie .. był coraz bliżej
..
- Niee!! - obudziłam się zlana zimnym
potem i aż usiadłam.
- Skarbie? - poznałam ten głos.
Odwróciłam się do niego i po prostu się wtuliłam – Już dobrze
.. ćśś .. to był tylko zły sen – głaskał mnie po włosach.
- To było straszne – wciąż się
tuliłam.
- Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Może .. potem ..
- Dobrze. Bez pośpiechu. Lepiej?
- Przy Tobie zawsze. Długo spałam?
- Godzinkę.
- Chodźcie na obiad! - usłyszeliśmy
z dołu. Zjedliśmy wszyscy razem obiad, chwilę posiedzieliśmy
razem z Niną w salonie i poszliśmy do sypialni. Mama zadzwoniła,
że dzisiaj nie da rady przyjechać, bo zostaje na noc.
- Więc dzisiaj nie muszę się jej
obawiać – powiedział.
- A boisz się jej?
- No wiesz jak tak na mnie spojrzy tymi
swoimi oczami, to strach się bać – zaśmiałam się.
- Taki duży chłopiec, a się boi?
- Ciebie się nie boję.
- Ach tak? - pocałował mnie.
- Eghm – spojrzeliśmy w stronę
drzwi – Chciałam tylko zapytać, czy Mike zostaniesz na kolacji?
Ale chyba znam odpowiedź.
- Nie chce robić kłopotu.
- Nie robisz. A Betty bardzo chce,
żebyś został – uśmiechnęła się w moją stronę. Zarumieniłam
się – Hm .. a na śniadanie też zostaniesz? - spojrzała na nas
znacząco uśmiechając się przy tym i poszła na dół.
- Ona jest okropna – schowałam się
cała pod kocem. Nie chciałam, żeby widział moje okropne rumieńce.
- Oj tam .. nie jest taka zła –
zajrzał pod koc – A gdzie mi się chowasz, hm? Chodź do mnie.
Resztę czasu do kolacji spędziliśmy
we dwoje. Dużo rozmawialiśmy. Opowiedział mi co czuł po naszym
rozstaniu i jak Go to bolało. Ja powiedziałam mu o tym samym i
oboje doszliśmy do wniosku, że nie możemy bez siebie żyć. Nawet
nie mogliśmy sobie tego wyobrazić. Naszedł czas kolacji. Tak samo
jak wcześniej, zeszliśmy na dół, a potem wróciliśmy do
sypialni.
- Wiesz .. czuje się przy Tobie
bezpieczna .. dlatego .. może byś został .. ? - zapytałam
nieśmiało.
- Wiesz, że chętnie – ucieszyłam
się. Siedzieliśmy przez chwilę w kompletnej ciszy, tylko się na
siebie patrzeliśmy. Nie wiem co mną kierowało, ale przybliżyłam
się i po prostu Go pocałowałam. Nie chciałam przerywać. Poczułam
jak położył mnie. Poddałam się temu. Nachylał się nade mną i
wciąż całował. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. Po raz
pierwszy kogoś tak bardzo pożądałam i jednocześnie bałam się
tego uczucia. Całował tak czule, że chciałam więcej. Po chwili
spojrzał na mnie. Nasze oddechy były ciężkie i przyspieszone.
Widziałam w jego oczach, że czuł to samo – Nie możemy .. nie w
taki sposób i nie tutaj. Poza tym wiem, że nie jesteś gotowa na
tak poważny krok.
- Wiesz co? Jesteś najukochańszym
mężczyzną jaki chodzi po tej planecie – dałam mu za to jeszcze
buziaka – Żaden inny, by tak nie postąpił, ale Ty jesteś
wyjątkowy – pogłaskałam Go po policzku.
- To Ty jesteś wyjątkowa i bardzo Cie
kocham. Ehh .. to chyba nie jest dobry pomysł abym dzisiaj został –
byliśmy z tym zgodni. Gdyby został .. nie zapanowaliśmy bym nad
tym. Pożegnał się ze mną i pojechał do siebie. Przekręciłam
się na lewy bok, ale ze szczęścia nie mogłam zasnąć. Wciąż
czułam te motylki w brzuchu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)