sobota, 28 listopada 2015

Przepraszam :(

Ehh cóż mam powiedzieć. Niestety się nie wyrobiłam z tą notką na dzisiaj i mam nadzieje, że mi to wybaczycie, co nie? Dlatego zapraszam na notkę jutro :) Mam dla Was dobrą wiadomość (chyba) Otóż planuje grudniowe notki pisać dłuższe. Dlaczego? Ponieważ bym chciała zrobić Wam taką małą niespodziankę na same święta ;) Niektórzy pewnie już się domyślają o co chodzi ;) Więcej nie powiem ;P Wiec do zobaczenia jutro :) Miłego weekendu! ;)

sobota, 21 listopada 2015

Chapter 29

Witajcie ;)

Niestety nie udało mi się rano wstawić notki, ale właśnie ją skończyłam i wstawiam. Taka sobie mi wyszła, ale ocenę pozostawiam Wam. Pisałam ją nie będąc w zbyt dobrym humorze, wiec wiecie. No i wyszła mi trochę krótsza niż zwykle.
Chciałam się jeszcze odnieść do pewnego komentarza ponieważ mnie rozśmieszył :D Drogi anonimie widzę, że czytając notki analizujesz każde słowo ze słownikiem przed nosem, że wyłapałeś tak poważny błąd :D Wiecie co? Idę się chyba pociąć, bo to jest nie wybaczalny błąd normalnie :D Jak ja mogłam napisać ''biegnąć'' zamiast ''biec'' :D Tylko, że ja może wolę biegnąć niż biec :D Przełamuje rutynę i nudę :D Ty sobie tam biec, a ja będę sobie biegnąć :D Może wyjaśnię, bo znowu wyjdzie, że nie przyjmuje słów krytyki ;p Oczywiście, że przyjmuje, ale śmieszy mnie to, że na taką ilość tekstu ktoś wyłapał taki krytyczny błąd :D I tylko dlatego pozostawił po sobie koma :D
To by było tyle. Zapraszam, wiec do czytania oraz komentowania :)


                                                                            ~~~~~~


Następnego ranka obudziłam się w łóżku Michaela. Niestety nie było Go. Przeciągnęłam się i uśmiechnęłam do siebie. Wczoraj do niczego nie doszło. Po prostu u niego zostałam, żeby nadrobić ten stracony czas. Tak naprawdę nie rozmawialiśmy. Nie mieliśmy na to czasu. Woleliśmy oddać się pocałunkom i pieszczotom. Nadal nie mogę w to uwierzyć, że matka postąpiła tak podle i o mały włos nas nie rozdziela. Na chwilę chciałam przestać o tym myśleć. Wtuliłam się w poduszkę Michaela. I znowu miałam na sobie jego koszulę. Nic nie zabrałam ze sobą, bo nie wiedziałam, czy uda mi się Go zatrzymać. Coś długo Go nie było. Postanowiłam wstać i Go poszukać. Weszłam do łazienki, ale była pusta. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół.
- Mike? - podeszłam do jego gabinetu. Drzwi były uchylone – Tutaj jesteś – weszłam i zauważyłam jak coś od razu schował do kieszeni.
- Nie śpisz już? - wydawało mi się, że był trochę zakłopotany. Podeszłam i się przytuliłam.
- Stęskniłam się – zaśmiał się – No co? Nie wolno mi?
- Wolno wolno. Nic przecież nie mówię – spojrzałam na niego.
- A teraz mi powiedź co tam chowałeś, hm?
- Yyy .. ja?
- Nie, ja wiesz .. no dobra bez ściemniania proszę.
- Wydawało Ci się – puścił mnie i podszedł do biurka. Niby przeglądał jakieś papiery. Nie podobało mi się i już byłam pewna, że coś ukrywał. Podeszłam do niego od tyłu i sama wyciągnęłam mu to coś z kieszeni. Jak się okazało były to leki – Co robisz? - zabrał mi opakowanie – To moje.
- Właśnie widzę. Możesz mi to wyjaśnić?
- Ale co mam Ci wyjaśniać? Lek jak lek. Wybacz, ale jestem trochę zajęty.
- W porządku, więc ja już sobie pójdę do domu – skierowałam się w stronę drzwi.
- Hej – zatrzymał mnie. Wiedziałam, że podziała – Przecież mieliśmy spędzić wspólnie czas.
- Ale Ty jesteś zajęty. Na dodatek mnie oszukujesz. Pamiętasz co obiecałeś? Że postarasz się Tego nie brać, a co właśnie zrobiłeś? Znowu to świństwo wziąłeś.
- Ehh .. przepraszam .. ale głowa mnie boli ..
- To nie jest powód aby brać ciągle tabletki. Za każdym razem będziesz mnie przepraszał? - spojrzałam mu w oczy i wróciłam do jego sypialni. Poszłam do łazienki i weszłam do kabiny. No tak. Robiłam mu wyrzuty, a sama nie jestem z nim szczera w wielu sprawach. Po prostu się o niego martwiłam. Zakręciłam wodę i wyszłam w ręczniku. Mike siedział na łóżku ze smutną miną. Spojrzał na mnie i chyba się speszył, ale nie dał po sobie poznać.
- Chciałem jeszcze raz przeprosić.
- Ale ja nie chce, żebyś mnie przepraszał. Chce, żebyś przestał to brać. Na sen też bierzesz?
- Jak z Tobą śpię, to nie – już nawet nie pytałam, czy jak sam śpi to bierze, bo odpowiedź była jasna. Podeszłam i usiadłam mu na kolanach.
- Kocham Cie .. dlatego proszę Cie .. nie bierz tych leków. To jest niebezpieczne, a nie chce aby coś Ci się stało, rozumiesz? Ty się o mnie martwisz i nie zapominaj, że ja o Ciebie również.
- Ja to wszystko wiem, ale .. to jest trudniejsze niż się wydaje. Wiele razy próbowałem je odstawić.
- Pomogę Ci. Jestem przy Tobie i chce Ci pomóc.
- Dziękuje – pocałował mnie i się przytulił jak mały chłopiec. Pogłaskałam Go po głowie.
- Mike? Wiesz, że jestem w samym ręczniku? Muszę się ubrać – oderwał się od mnie i zmierzył mnie wzrokiem. Zarumieniłam się na to.
- To … może … faktycznie idź się ubierz – dałam mu buziaka i wstałam. Zabrałam swoje wczorajsze ciuchy. Obejrzałam się w drzwiach łazienki, spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Ale podobało mi się to. On też chyba nie miał nic przeciwko, bo nie spuszczał ze mnie wzroku. Po chwili wyszłam ubrana.
- Muszę jechać po czyste rzeczy do domu.
- O nie nie nie. Za duże ryzyko – podszedł do mnie – Wiesz … w sumie to mogłaś zostać w tym ręczniku.
- Naprawdę? - niechcący powiedziałam zmysłowo.
- O tak – pocałował mnie czule, a po chwili namiętnie. Odwzajemniałam każdy pocałunek i nie miałam zamiaru przerywać, On tak samo. Zarzuciłam ręce na jego kark i wciąż odwzajemniałam. Nawet nie wiem kiedy mnie podniósł do góry, a ja oplotłam Go nogami. Zaniósł mnie do łóżka. Nachylał się nade mną i wciąż całował. Na chwilę przerwał i spojrzał na mnie – Przez Ciebie wariuje i tracę nad sobą kontrolę.
- Właśnie widzę – patrzyłam mu w oczy.
- Muszę nad sobą zapanować. Chyba Cie nie wystraszyłem?
- Hehe nie no coś Ty. Ufam Ci i wiem, że mnie nie skrzywdzisz – tym razem to ja dałam mu buziaka – Ciesz się, że nie naciskasz, jeżeli chodzi o te sprawy.
- Wiesz .. chciałbym abyśmy poszli już o krok dalej, ale rozumiem, że nie jesteś jeszcze na to gotowa. Poczekam ile będzie trzeba.
- Dziękuje kochanie. Za te słowa coś Ci się należy.
- Tak? A co takiego?
- A to – pocałowałam Go.
- Mmm .. podobało mi się. Wiesz co? Tak pomyślałem, że może zadzwonisz po Ninę i pójdziecie na zakupy.
- Ale ja mam ..
- Wiem, ale nie chce, żebyś tam wracała. Jeszcze Cie zamknie w pokoju i znowu nagada jakiś głupot. O i jeszcze zadzwonię po mojego kierowcę, to Was wszędzie zawiezie.
- Sama nie wiem. Najpierw muszę się upewnić, czy Nina ma czas.
- To się przekonajmy – usiadł na łóżku i pomógł mi wstać do tej samej pozycji. Wykręcił do niej numer i sam z nią rozmawiał. Po chwili się rozłączył.
- I co powiedziała?
- Że nie ma sprawy – uśmiechnął się – Ja w tym czasie popracuje i będę czekał na Ciebie.
- No ja myślę – zeszliśmy na dół i usiedliśmy na kanapie. W tym czasie co czekaliśmy na Ninę, Mike zadzwonił do swojego kierowcy – Mike? Wiem, że dla Ciebie to nie problem i w ogóle, ale jest mi głupio, że znowu musisz za mnie płacić.
- Bo chce i chce abyś miała wszystko co najlepsze. Nie ma tematu.
- Jak zawsze – wywróciłam oczami. Spojrzałam na kominek, na którym stały puste ramki – A gdzie się podziały zdjęcia? - opuścił głowę.
- Spaliłem je jak się dowiedziałem, że już mnie nie kochasz – nie mogłam w to uwierzyć.
- Żartujesz, prawda? - pokręcił przecząco głową – Co Ci w ogóle przyszło do głowy? Jezu .. w głowie mi się nie mieści, że zniszczyłeś taką pamiątkę. Mam nadzieje, że masz gdzieś zapisane kopie.
- Tak mam.
- No to masz szczęście. Poszukaj je, to od razu wywołam jak będę na tych zakupach – wstał i poszedł do swojego gabinetu. Patrzyłam za nim i kręciłam głową. Faceci. Coś głupiego strzeli im do głowy i najpierw zrobią zanim pomyślą.

Nina przyszła o umówionej godzinie. Kierowca też już czekał na nas. Nie chciało mi się jechać na te zakupy, bo wiedziałam, że będziemy chodzić po tych sklepach kilka godzin. Ale jednak wolałam to niż widzieć matkę i wysłuchiwać jej głupiej gadki. Tak jak myślałam. Wróciłyśmy dopiero wieczorem, a ja byłam padnięta. Ale miałam już wszystko i nasze zdjęcia też. Od razu walnęłam się na kanapę i postanowiłam, że się z niej nie ruszę choćby nie wiem co. Z tego zmęczenia zasnęłam na niej.


                                                                            ~~~~~~

P.S. Wiem, że na coś liczyliście, ale na to jest jeszcze za wcześnie. Wszystko mam poukładane i spokojnie na pewno doczekacie się tej sceny :D Wszystko w swoim czasie ;)


sobota, 14 listopada 2015

Chapter 28 Part 2

Witajcie ;)

Mam nadzieje, że dzisiejsza notka Wam się spodoba :)
Zapraszam do czytania oraz oczywiście komentowania, czyli motywowania mnie ;)

                                                                         ~~~~~~

Nina wróciła do domu po 16:00. Od razu zajrzała do skrzynki na listy jak zwykle. Zobaczyła kilka listów, ale nie zwróciła na nie większej uwagi. Po przekroczeniu progu drzwi, udała się od razu do kuchni i rzuciła listy na blat.
- Tylko te rachunki i rachunki – mówiła pod nosem zaglądając do lodówki – Co by tu .. hmm .. a niech będzie – wyciągnęła szybkie danie i wrzuciła do mikrofali. Była zbyt zmęczona, żeby robić normalny obiad. Zresztą dla samej siebie nie widziała zbytnio sensu. Gdy danie zagrzewało się, poszła do sypialni przebrać się w luźniejsze ciuchy. Wzięła z blatu listy i położyła na stoliku w salonie. Nalała sobie wina, przełożyła posiłek na talerz i rozsiadła się na kanapie – O jak dobrze. Nareszcie piątek – wzięła łyk wina. Sprawdziła pierwszy list – No tak rachunek – potem kolejny – To samo. A dzisiaj mam to gdzieś – odłożyła je z powrotem. Prawie zasnęła, ale żołądek dał o sobie znać – No już dobrze. Na karmie Cie. Ależ Ty jesteś upierdliwy – zaczęła jeść, ale na chwilę odłożyła widelec, bo zauważyła coś dziwnego. Wzięła do ręki kopertę, na której pisało ''Dla Betty'' – Hmm? - zauważyła też przyczepioną karteczkę – Dziwne – chwilę biła się z myślami, czy powinna otworzyć, ale nie dawało jej to spokoju – Najwyżej mnie zabije – otworzyła, wyciągnęła list i zaczęła czytać. Z każdym kolejnym słowem coraz bardziej nie dowierzała. Gdy doszła do końca, odłożyła list i zaczęła się nad tym zastanawiać – Nie … nie wierzę, że by mogła z nim zerwać – wstała i chodziła po salonie. Próbowała się do niej dodzwonić, ale włączała się sekretarka – Niech to cholera – spojrzała na zegarek – Cholera .. 16:30 .. - spojrzała na swój ubiór. Olała to i zamówiła taksówkę. Na szczęście przyjechała bardzo szybko. Schowała do torebki list, zamknęła drzwi i wsiadła do taksówki. Podała adres i poprosiła, żeby się pospieszył. Po pięciu minutach była na miejscu. Zapłaciła i poprosiła, żeby poczekał. Szybko wysiadła i ruszyła w stronę drzwi. Zapukała. Jak zwykle otworzyła jej mama.
- Czego tutaj chcesz?
- Cóż za miłe powitanie. Nie przyszłam do Ciebie, tylko do Betty. Przepuść mnie – chciała wejść, ale jej nie przepuściła.
- Nie chce z Tobą rozmawiać – Nina zaśmiała jej się prosto w twarz.
- Tak samo jak z Michaelem?! To Twoja sprawka, prawda? Przyznaj się!
- Nic Ci do tego. Nareszcie się od niego uwolniła.
- Jesteś chora! Oni się szczerze kochali, a Ty To zniszczyłaś! - weszła siłą i weszła po schodach.

                                                                                  ~~~~~~

Widziałam jak podeszła do jego auta i coś mówiła. Nie wiedziałam co, nie powiedziała mi. Musiała Go nieźle zdenerwować, bo odjechał prawie z piskiem opon, a ja zaczęłam płakać. Chciałam za nim krzyknąć, ale nie mogłam. Ojciec spał i bałam się jego gniewu, gdyby się obudził. Przez całą noc nad tym myślałam i coraz bardziej tęskniłam. Obmyślałam plan jak znowu uciec chociaż na chwilę, żeby z nim porozmawiać i wyjaśnić, dlaczego nie dzwonię ani nie odbieram.
Słyszałam jakąś awanturę z dołu, ale nie obchodziło mnie to. Stałam przy oknie i miałam nadzieje, że znowu przyjedzie. Nagle drzwi się otworzyły.
- Dobrze, że jesteś ..
- Nina? Co Ty ..
- Nie ma czasu na głupie pytania. Zerwałaś z Michaelem? - wybałuszyłam na nią oczy.
- O czym Ty mówisz? Nie .. nie zerwałam .. nawet mi przez myśl nie przeszło.
- To czytaj to – wręczyła mi jakiś list. Przeczytałam i nie mogłam uwierzyć.
- Ale … co To jest .. ? Ja nic nie rozumiem – aż usiadłam na łóżku – Nina .. powiedź, że to mi się śni ..
- Więc już jestem pewna czyja to sprawka – spojrzałam na nią – Matki .. to Ona chciała, żebyście koniecznie zerwali – nagle wszystko zaczęło się łączyć.
- To o Tym z nim rozmawiała … Boże … jak Ona mogła mi to zrobić – łzy samoistnie zaczęły lecieć – Nie … nie mogę Go stracić przez takie nieporozumienie.
- Nie czas na to. Mike za dwadzieścia minut odlatuje i nawet nie wiadomo gdzie. Szykuj się szybko. Taksówka już czeka i jedziemy Go zatrzymać – jak oparzona zerwałam się na równe nogi i ubrałam pierwsze lepsze ubranie do wyjścia.
- Gotowa – już miałyśmy schodzić po schodach, gdy na drodze stanął nam ojciec.
- O kogo moje oczy widzą. Córka marnotrawna powróciła.
- Nie licz na to draniu.
- Tak do ojca się odzywasz? - już chciał do nad podejść.
- Nawet nie próbuj. Tknij mnie, a pójdziesz siedzieć na długo. Załatwiłam sobie nietykalność, więc jeżeli dotkniesz mnie choćby palcem, pójdziesz do kicia. Nie wierzysz? Przekonaj się. No dalej! - tylko się gapił, ale nie wykonał żadnego ruchu.
- Ty mi nie jesteś potrzebna. Mam kogoś innego – spojrzał na mnie.
- Dobra. Nie mamy czasu na gadkę z Tobą. Marnujesz mój cenny czas – złapała mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Wsiadłyśmy do taksówki – Dlaczego nie odbierałaś? Ja i Michael dzwoniliśmy do Ciebie.
- Zobaczył, że mam telefon i Go rozwalił na moich oczach – resztę drogi milczałam. Modliłam się abyśmy zdążyły na lotnisko – Boże …. dlaczego jej uwierzyłeś? Przecież wiesz, że Cie kocham – mówiłam w myślach. Staliście w ogromnym korku, a lotnisko było pięć minut stąd na piechotę. Spojrzałam na zegarek – Jest za dziesięć .. - spojrzałam na nią – Nie zdążymy.
- Może Pan to jakoś objechać? Bardzo nam się spieszy.
- Nie mam jak. Widzą Panie, że jest korek.
- Nie .. - nie wiele myśląc wysiadłam i zaczęłam biec w stronę lotniska.
- Betty! - usłyszałam. Zapłaciła i też wysiadła. Biegłam ile sił w nogach i liczyłam na cud. Wbiegłam na płytę. Ochrona chciała mnie zatrzymać i krzyczeli, że tutaj nie wolno przebywać. Miałam to gdzieś. W ogóle ich nie słuchałam. Płakałam i widziałam zamazany obraz od łez. Nigdzie Go nie widziałam. Zatrzymałam się i nagle … zobaczyłam Go jak wsiadał do samolotu. Już miał przekroczyć próg i zniknąć w środku.
- Michael!!! - krzyknęłam ile sił w płucach. Zatrzymał się i powoli odwrócił. Nasze spojrzenia się spotkały. Znowu zaczęłam biec. Tym razem wiedziałam gdzie. Szybko zszedł po schodkach i też zaczął biegnąć w moją stronę. Rzuciliśmy się sobie w ramiona. Mocno się do niego przytuliłam jak by miał mi zaraz uciec – Dlaczego? - mówiłam przez łzy i wciąż się tuliłam.
- Przecież .. nie chcesz … - nie dałam mu skończyć. Zamknęłam mu usta czułym pocałunkiem. Odwzajemniał i mocno mnie do siebie przycisnął.
- To nieprawda, słyszysz? Powiedziała to specjalnie. I wcale jej nie kazałam – patrzyłam mu prosto w oczy – Bardzo Cie kocham i nie chce Cie stracić. Dlaczego jej uwierzyłeś?
- Nie wiem … teraz widzę, że nie powinienem. Wybaczysz mi to?
- Pod jednym warunkiem ..
- Jakim?
- Pocałuj mnie i udowodnij, że warto – długo nie musiałam czekać na reakcje. Jego słodkie i miękkie wargi połączyły się z moimi. Idealnie do siebie pasowały, a ja czułam się wspaniale i naprawdę szczęśliwa.
- Już nigdy jej nie uwierzę. Obiecuje – oparł swoje czoło na moim.
- Nie wybaczę jej tego. Boże .. nie masz pojęcia jak się bałam, że nie zdążę.
- Los chciał aby tak było. Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? Byłem u Niny, ale od niej też nie odbierałaś.
- Bo .. telefon mi spadł ze schodów i nie działa – nagle mi się przypomniało – Nina .. - obejrzałam się. Stała z daleka i się uśmiechała – Poczekaj – puściłam Go na chwilkę i podeszłam do niej – Dziękuje Ci bardzo – przytuliłam ją – Jestem Twoją dłużniczką.
- Hehe zapamiętam, a teraz wracaj do niego – spojrzałam na nią i tak też zrobiłam.
- Panie Jackson? Przepraszam, ale co robimy? - zapytał pilot. Mike spojrzał na niego.
- Lot odwołany. Już mam powód aby zostać – uśmiechnął się do mnie i ponownie nasze usta się złączyły.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam i zawiesiłam ręce na jego szyi.
- Tam gdzie nikt nas nie znajdzie. Do mnie – wziął mnie na ręce i zaniósł do auta.
- Hehe mój wariat - kazał kierowcy jechać.

- Może i wariat, ale właśnie Twój – co chwile się całowaliśmy. Nic nie mogliśmy na to poradzić. Jeszcze chwilę temu myśleliśmy, że straciliśmy siebie na zawsze. Teraz nadrabialiśmy ten czas.

sobota, 7 listopada 2015

Chapter 28 Part 1

Dzisiaj skończyłem wcześniej pracę w studio i musiałem odwiedzić Betty. Ostatnio ją unikałem, a to dlatego, żeby nie miała przeze mnie problemów. I tak ostatnio pokłóciła się z mamą z mojego powodu. Nie przeczę, że zabolały mnie jej słowa i nie rozumiałem, dlaczego Ona ma o mnie takie zdanie. Ale to nie ważne. Nie rozstanę się przez nią z Betty. Nie dam jej tej satysfakcji. Droga minęła mi nadzwyczaj szybko i już stałem pod drzwiami.
- O Mike .. - Nina zdziwiła się na mój widok – Wejdź – widziałem, że niechętnie mnie wpuściła i coś ukrywała.
- Jest Betty? Przyjechałem prosto z pracy.
- Chodź do salonu – była smutna. Poszedłem za nią i usiadłem na kanapie.
- Coś się stało? Coś z Betty? - przestraszyłem się.
- Nie … z nią wszystko w porządku … chyba ..
- To gdzie jest?
- Wróciła do domu.
- Co? Jak to? Przecież …
- Zostawiła tylko kartkę, że wraca z mamą do domu. Byłam w tym czasie w pracy i nie mogłam ją zatrzymać – wstałem i podszedłem do okna.
- Teraz całkiem nie będziemy się widywać … Ona na to nie pozwoli.
- Mike .. - podeszła – Dlaczego ani razu od tamtego zdarzenia nie przyjechałeś ani nie zadzwoniłeś do Betty? Wiem, że się zdenerwowałeś, ale to nie jej wina, że nasza matka taka jest.
- Wiem i nawet przez chwilę jej nie obwiniałem. Po prostu nie chciałem pogarszać sytuacji między nimi.
- Głupoty gadasz.
- Może i tak …. teraz tego żałuje … zmarnowałem tylko czas, który mogliśmy spędzić we dwoje.
- Ej! Tylko mi nie mów, że się poddajesz – potrząsnęła mną – Tylko spróbuj, a jak Boga kocham nakopie Ci do tego chudego tyłka.
- Po pierwsze dzięki za chudy tyłek, a po drugie nie miałem takiego zamiaru.
- No mam nadzieje.
- Dzwoniłaś do niej?
- Tak, ale nie odbiera.
- Ja spróbuje – wykręciłem do niej numer. Nina miała rację – Ma w ogóle telefon wyłączony. Chyba pojadę do niej.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
- Tęsknie za nią. Jezu .. zaraz zwariuje. Muszę wiedzieć, że u niej wszystko w porządku. Po tym jak znalazłem ją w piwnicy .. boję się o nią. Gdyby odezwała się do Ciebie, daj mi znać, proszę.
- Oczywiście, że Ci powiem. Nie martw się. Na pewno jest wszystko w porządku.
- Ehh .. pojadę już. Dzięki – szedłem już w stronę drzwi, ale o czymś sobie przypomniałem – Zapomniałem .. - wyciągnąłem z kieszeni nasze zdjęcie. Spojrzał na nie – Byś mogła dać je jej, gdyby przyszła? - wzięła zdjęcie do ręki i spojrzała na nie z uśmiechem.
- Ładnie tutaj wyszliście – oddała mi je – Sam jej dasz i to szybciej niż Ci się wydaje – słabo się uśmiechnąłem i schowałem zdjęcie do kieszeni. Pożegnałem się i wyszedłem. Spojrzałem w niebo i wziąłem głęboki wdech. Czułem i widziałem, że Nina była smutna z jakiegoś powodu i coś ją trapiło. Nie chciałem siłą od niej wyciągać. Miałem nadzieje, że sama mi powie, ale na nadziei się skończyło. Wsiadłem do auta. Nie chciałem jednak jechać do pustego domu mimo, że byłem zmęczony po pracy. Za dużo bym o tym myślał. Zanim ruszyłem, spróbowałem zadzwonić do Betty jeszcze kilka razy, ale bezskutecznie. Jednak podjechałem pod jej dom. Zatrzymałem się po drugiej stronie ulicy i patrzyłem w jej okno. Nie wiedząc kiedy znużył mnie sen. Usłyszałem jakieś pukanie w szybę. Otworzyłem oczy i zobaczyłem przy drzwiach auta mamę Betty. Obniżyłem szybę.
- O co chodzi?
- To ja chciałabym wiedzieć. Koczuje tutaj Pan dobre trzy godziny. Proszę stąd odjechać albo zadzwonię na policje.
- Nie zabroni mi Pani tutaj parkować. Nic złego nie robię. Czekam tylko na Betty, żeby z nią porozmawiać.
- Ona nie chce z Panem rozmawiać. Kazała przekazać, że nie chce być już z Panem.
- Nie prawda .. kłamie Pani .. Ona by tego nie zrobiła.
- Przekazuje, tylko jej słowa. Zrozumiała, że nie jest Pan dla niej odpowiedni – patrzyłem się na nią i starałem się odczytać coś z jej twarzy.
- Niech mi to powie prosto w twarz. Niech mi powie, że mnie nie kocha i mam odejść.
- Problem w tym, że nie chce Pana oglądać. Jak Pan myśli, dlaczego nawet nie pożegnała się z Panem, tylko wróciła do domu?
- Powinna się Pani cieszyć – przekręciłem kluczyk w stacyjce i odjechałem. Z czasem pojawiły się łzy w moich oczach, których nie miałem siły już dusić. Pozwoliłem im spływać po moich policzkach. Byłem taki głupi. Miałem się nie zakochiwać, aż tu na mojej drodze stanęła Betty i oddałem jej swoje serce. Już mnie nic nie trzymało w tym mieście. Nagle wszystko straciło sens. Na początku nie wierzyłem w jej słowa, ale gdyby to by było kłamstwo .. Betty by zareagowała, by wybiegła z domu albo chociaż krzyknęła z okna. Nie wiem jakim cudem dojechałem do domu, oczy miałem pełne łez. Wszedłem do domu, rozejrzałem się po nim. Podszedłem do kominka i wziąłem do ręki ramki z naszymi zdjęciami. Byliśmy na nich szczęśliwi albo tylko mi się wydawało. Rozpaliłem kominek na chwilę. Usiadłem przed nim na kolanach i powyciągałem wszystkie zdjęcia z ramek. Spojrzałem na nie ostatni raz i na jednym z nich pocałowałem Betty – Kocham Cie – kolejna łza wydostała się z oka. Z bolącym sercem wrzuciłem wszystkie zdjęcia do ognia i patrzyłem jak moje wspomnienia i miłość zamieniają się w szary popiół. Tym teraz było moje serce. Kruchym popiołem, którego nie da się skleić. Rozpadło się na milion kawałeczków. Chwilę patrzyłem i wstałem. Zadzwoniłem do swojego menadżera, żeby powiadomił pilota o wylocie. Musiałem stąd wyjechać. Zbyt dużo wspomnień. Poszedłem na górę i zacząłem się pakować. Nie wiedziałem, że to będzie tak bardzo trudne. Spakowałem wszystkie swoje rzeczy, nie miałem zamiaru już tutaj wracać. Nie umiałbym przeżyć, gdybym zobaczył ją nagle z jakimś innym. Sprawdziłem raz jeszcze szafę i zobaczyłem jej bluzkę, którą kiedyś zostawiła. Wziąłem ją do ręki i usiadłem na łóżku. Patrzyłem się na materiał i jak na zawołanie wróciły wszystkie wspomnienia. Gdy została u mnie po raz pierwszy, gdy spędziliśmy wspaniały czas w Paryżu i wyznaliśmy sobie miłość. Miałem wrażenie jak by to działo się przed chwilą. Byłem gotów o nią walczyć, ale jaki to by miało sens. Skoro mnie nie chciała, siłą bym jej do siebie nie przekonał. Na dodatek jej matka by skutecznie mi tego uniemożliwiała. Wygrała. Chciała tego od pierwszej chwili. Wiele razy słyszałem, że płaczą tylko słabi faceci. W tej chwili miałem to gdzieś. Każdy mógł mnie nazwać mięczakiem, ale tylko ja wiedziałem co czuje. Odwiesiłem bluzkę na swoje miejsce i zamknąłem szafę. Zszedłem do swojego gabinetu, usiadłem przy biurku i zacząłem pisać do niej list.

Najdroższa. Wiem, że nie mam prawa tak pisać ani mówić, bo nie jesteś już moja, ale dla mnie na zawsze pozostaniesz Tą jedyną. Słowa nie opiszą jak bardzo Cie kocham i ile dla mnie znaczysz. Jedynie moje serce to wie.
Wygląda na to, że żyłem w baśni, w której taka miłość jak nasza zdarza się tylko raz w życiu. Żałuje, że się z niej obudziłem. Ale nie żałuje ani jednej chwili spędzonej z Tobą. To był najpiękniejszy czas w moim życiu. Mam skrytą nadzieje, że też tego nie żałujesz.
Rozumiem, że przemyślałaś wszystko i doszłaś do wniosku, że nie jestem dla Ciebie odpowiedni. Nie mam żalu. Naprawdę. Żałuje, tylko tego, że nie mogłem się z Tobą pożegnać.
Przepraszam za to, że ostatnio nie poświęcałem Ci tyle czasu co wcześniej. Nigdy mi przez głowę nie przeszło aby to zakończyć. Chciałem dać Ci czas i nie pogarszać sytuacji między Tobą, a Twoją mamą. Gdybym wiedział jaki będzie tego skutek .. zastanowił bym się dwa razy. Teraz jest już za późno.
Wyjeżdżam z LA i nigdy już nie wrócę. Nie mogę tutaj zostać.
Mam nadzieje, że będziesz szczęśliwa. Zasługujesz na to.
Chyba wszystko już napisałem, więc będę kończył.
Na zawsze pozostaniesz Tą jedyną.
Kocham Cie. Żegnaj. 
                                                            
                                                            Mike

Kilka razy przeczytałem ten list. I za każdym razem bolało tak samo. Wsadziłem Go do koperty i zakleiłem. Oparłem głowę na biurku. Zmęczenie dało o sobie znać.

                                                                             ~~~~~~

Następnego ranka obudziłem się w takim samym humorze w jakim zasnąłem. Przez chwilę miałem nadzieje, że to tylko głupi sen. Niestety. Musiałem się ogarnąć. Wziąłem prysznic, ubrałem się w czyste ciuchy i zawiadomiłem swojego kierowce, żeby przyjechał o 13:00. Samolot miałem o 17:00. Zawsze mogłem na niego liczyć. Punkt 13:00 zatrąbił, że już jest. Zabrałem walizki i zapakowałem je do bagażnika. Spojrzałem ostatni raz na dom i wsiadłem.
- Dokąd mam jechać? - zapytał.
- Do … labiryntu – doskonale wiedział o co mi chodzi. Sam pokazał mi to miejsce, a potem ja zabrałem tam Betty na pierwsze spotkanie. Chodziłem w środku tego labiryntu. Pamiętałem dokładnie każdy szczegół z tego spotkania. Po godzinie spędzonej wśród zieleni, powiedziałem, żeby pojechał na plaże. Tutaj też miałem wspomnienia. Usiadłem na ciepłym piasku i patrzyłem w dal. Nie wiem ile tak spędziłem, ale poczułem dłoń na ramieniu.
- Przepraszam, ale powinniśmy już jechać. Za dwie godziny ma Pan wylot.
- Dobrze Jack. Za chwilę przyjdę – wrócił do auta. Wstałem, otrzepałem się z piasku i po chwili siedziałem już w aucie. Podałem Jack'owi adres Niny. Zostawiłem w jej skrzynce list dla Betty oraz karteczkę:

Proszę przekaż ten list Betty.
O 17:00 mam samolot i nie mogłem czekać.
Opiekuj się nią. Dziękuje.

                           Mike

Przez te korki udało nam się dojechać dopiero po 16:00. Moje walizki zostały zabrane do samolotu. Zostało mi jedynie czekać na pilota. Czekałem przy samochodzie, żeby nacieszyć się ładną pogodą i świeżym powietrzem. Z rodziną się nie żegnałem. Znali mnie i wiedzieli, że dużo podróżuje. To nie była dla nich żadna nowość. Zostawiałem jedynie jedną osobę, na której mi zależało. Widocznie tak chciał los. Równo o 17:00 przyjechał pilot. Przywitał się ze mną uściśnięciem dłoni. Szedłem po schodkach do samolotu. Zanim przekroczyłem próg, obejrzałem się jeszcze na wszystkie strony. Nikogo tam nie było. I o to chodziło.

sobota, 31 października 2015

Chapter 27

Witajcie kochani ;)
Na początku chciałam powitać nową czytelniczkę Alex M ;) Mam nadzieje, że opowiadanie przypadnie Ci do gustu ;)
Dzisiaj trochę dłuższa noteczka :) Mam nadzieje, że nie macie nic przeciwko ;)
Widzimy się za tydzień i już nie przynudzam ;)


                                                                       ~~~~~~~~


Po tygodniu wylegiwania się w łóżku, w końcu mogłam wstać. Noga już nie bolała i czułam się znacznie lepiej. Bardzo dobrze mieszkało mi się u Niny, ale wiedziałam, że ma też swoje życie, no i pewnie pewnie w końcu odzyskać swoją sypialnie. Jadłyśmy obiad, gdy postanowiłam zacząć ten temat.
- Nina? Dziękuje Ci za wszystko. Wiem, że wcale nie musiałaś tego robić ..
- Nie .. - przerwała mi – Musiałam. Jestem Twoją siostrą i to był mój obowiązek.
- Ale ..
- Wiem co chcesz powiedzieć. Wiem co zrobiłam i jest mi wstyd z tego powodu. Myślałam, tylko o sobie, żeby się od niego uwolnić, a Was z nim zostawiłam. Nie proszę Cie o wybaczenie, bo na nie nie zasługuje. Ale chce, żebyś wiedziała, że teraz postąpiłabym inaczej. Dopiero teraz to zrozumiałam.
- Lepiej późno niż wcale. Nie wracajmy do tego. Chciałam powiedzieć, że nie mogę nadużywać Twojej gościnności.
- Coś Ty ..
- Mówię serio. Jeżeli mogę zostać, to na pewno nie w Twojej sypialni. Wystarczy mi kanapa.
- Hm .. a co jeśli Mike przyjdzie? - zrobiła cwany uśmieszek.
- No to co? Pogadać możemy w salonie.
- Albo ''pogadać''
- Ej .. wcale nie prawda. Jesteśmy grzeczni.
- Jeszcze jesteście. Widzę co się dzieje między Wami i nie powiesz mi, że nie – zawstydziłam się i opuściłam głowę – Nie ma czego się wstydzić, ale nie spiesz się. Dopiero jak będziesz Go pewna.
- A co jeśli już jestem? - spojrzałam na nią.
- Hehe .. jesteś dorosła i o zgodę nie musisz pytać – puściła mi oczko – Ja Ci mogę, tylko doradzić. Decyzja należy do Ciebie.
- Wiesz … Mike powiedział, że mamy na to całe życie.
- Widzisz jaki rozsądny facet? Pilnuj Go i uważaj na inne baby. Hm, ale chyba nawet nie musisz. Jest w Tobie tak zakochany, że poszedł, by Ci kupić nawet podpaski albo tampony – zaśmiałam się.
- Nabijasz się ze mnie teraz.
- No coś Ty. Na pewno tak jest. Oj nieźle Go ta strzała amora trafiła. Ma dzisiaj przyjść? - po chwili jednak dodała – Głupie pytanie – uśmiechnęła się – Tylko mam nadzieje, że po kontroli mamy.
- Ma przyjść? O której? - spojrzała na zegarek.
- Za jakąś godzinę – widać było, że nie była zadowolona z tego.
- Sprawdzi i pójdzie – zjadłam obiad i zaniosłam talerz do zlewu – Potem pozmywam.
- Nie musisz. I tak mi się nudzi – słabo się do niej uśmiechnęłam co znaczyło, że dziękuje i poszłam do sypialni po swoje rzeczy. Spakowałam wszystko i zeszłam do salonu. Siedziałam na kanapie, która miała być od dzisiaj moim miejscem spania i oglądałam tv aż nagle w mojej głowie zaczęło się kotłować tysiąc myśli. Zwłaszcza tych złych. Złapałam się za głowę, żeby przestało. Wyłączyłam tv i się położyłam. Rozbolała mnie głowa i po chwili już spałam. Nina obudziła mnie godzinę później, mama przyjechała. Raz dwa się ogarnęłam.
- Cześć mamo.
- Cześć córuś. Jak się czujesz?
- Już dobrze – przyglądałam się jej – Możesz już ściągnąć okulary. Tutaj nie ma słońca.
- A wiesz .. ostatnio mam jakieś wrażliwe oczy na światło – oj coś kręciła i dało się wyczuć na kilometr. Sama je ściągnęłam i ujrzałam, to czego się spodziewałam. I tak byłam w szoku.
- Wiedziałam .. jak On mógł .. - pobił ją i to po twarzy. Przecież nigdy tego nie robił.
- To nic takiego .. przejdzie – wysiliła się na uśmiech.
- To przez mnie, tak? Za mnie Cie bije – nawet nie musiała odpowiadać. Nina przyszła i też zobaczyła.
- Kiedy w końcu weźmiesz się w garść i od niego odejdziesz?
- Tak samo jak Ty?
- Nie miałam zamiaru popełniać Twoich błędów i dawać się bić.
- Ale zostawić rodzinę to już mogłaś.
- Przestańcie. Znowu to robicie, a to nic nie da.
- Bo się wtrąca w nie swoje sprawy. Niech sobie tutaj żyje i tyle – Nina pokręciła, tylko głową, bo dalsza wymiana zdań nie miała sensu.
- Wtrąca się, bo jest tak samo Twoją córką jak i ja. Mamy tylko Ciebie. Ojca już dawno straciłyśmy. Nie chcemy i Ciebie stracić.
- Ehh .. nie potrafię od niego odejść. Wiem, że to głupie, ale wciąż Go kocham ..
- Bo masz nadzieje, że będzie jak dawniej. Dobrze wiesz, że to jest tylko mrzonka. Kiedy to do Ciebie dotrze.
- Nina! Już wystarczy. Atakowanie nic nie da – podniosła rękę w geście obronnym i wyszła z salonu. Rozumiałam jej złość. Czułam to samo, ale nie mogłyśmy jej do niczego zmusić.
- Chociaż Ty mnie rozumiesz.
- Nie mamo. Ani trochę Cie nie rozumiem. On nie jest nam do niczego potrzebny. I tak przepija wszystkie pieniądze, które zarobi. Jestem już dorosła, pójdę do pracy i poradzimy sobie.
- Tylko tak się mówi – już nie miałam siły z nią gadać. Wiedziała swoje i tyle. Chociaż nie wiadomo co bym nie powiedziała, Ona i tak by Go nie zostawiła.
- Jak już sobie chcesz – nagle zawołała mnie Nina – Zaraz wrócę – wyszłam z salonu – Co jest?
- Nie zgadniesz. Mike przyjechał. Właśnie wysiadł z auta i idzie tutaj.
- Teraz? Cholera.
- Betty … myślę, że już powinniście jej powiedzieć, że jesteście razem.
- Co?? A chcesz być na moim pogrzebie?
- Nie przesadzaj. I tak nie może Ci niczego zabronić – otworzyła mu drzwi i wpuściła.
- Cześć ko .. - złapałam Go za rękę i zaprowadziłam do kuchni.
- Nie tak głośno.
- Co się dzieje?
- Mama siedzi w salonie.
- Ups .. dobrze, że nie dokończyłem. To może przyjadę później ..
- Nie .. Mike? Może … może powiemy jej prawdę .. ? - powiedziałam nie pewnie.
- Naprawdę chcesz?
- Chyba już czas. Mam dosyć udawania – wziął w dłonie moją twarz i pocałował.
- Dobrze kochanie. Skoro tego chcesz, to jej powiemy – uśmiechnął się.
- Może jakoś ujdziemy z życiem – złapałam Go za dłoń i poszliśmy do salonu.
- Dzień dobry – przywitał się, a mama szybko założyła okulary.
- Dzień dobry – odpowiedziała od niechcenia. Nadal nie pałała do niego sympatią, pomimo tego co dla mnie zrobił.
- Mamo .. chcemy Ci o czymś powiedzieć – spojrzałam na Michaela.
- Słucham w takim razie.
- Bo …
- Jesteśmy razem – dokończył za mnie Mike. Chwilę siedziała w milczeniu. Pewnie przeżyła niezły szok i patrzyła się to na mnie to na Michaela.
- Betty powiedź, że to głupi żart.
- To prawda .. jesteśmy razem i się kochamy.
- No to już nie jesteście razem. Masz z nim natychmiast zerwać.
- Nie licz na to, bo tego nie zrobię.
- Nie spodziewałam się tego po Tobie – wstała i kierowała się w stronę drzwi, ale Nina zastawiła jej drogę.
- Masz ich wysłuchać. Koniec uciekania.
- Tobie też zamydlił oczy? A ja myślałam, że was wychowałam jak należy.
- Czego Ty od niego chcesz. Zrobił Ci coś? Albo Betty? Daj mu szansę. I najważniejsze, że Betty jest szczęśliwa.
- Przede wszystkim jest naiwna – odwróciła się do nas – Myślałam, że znajdziesz sobie kogoś kto na Ciebie zasługuje. Ale Ty dałaś się uwieść pierwszemu lepszemu. Wykorzysta Cie i zostawi. Wiedziałam, że prędzej, czy później zdobędzie to co chciał.
- Wszystko co powiedziałaś jest jednym wielkim kłamstwem. Nie znasz Go, a już oceniasz – wiedziałam, że zrobiło mu się przykro.
- Pani nas nie rozdzieli. Kocham Betty i będziemy razem. Nigdy jej nie skrzywdzę i nie pozwolę jej krzywdzić.
- Jeszcze zobaczymy. Pan nie zrujnuje jej życia.
- Oczywiście, że nie. Nie jestem taki – wziął mnie trochę na bok – Ja już będę leciał.
- Tak szybko?
- Potem przyjadę – pocałował mnie krótko – Kocham Cie – wyszedł. To przez nią.
- Jesteś z siebie dumna? Przez Ciebie pojechał. Dlaczego nie możesz być normalną matką i mnie wspierać? - z moich ust wydobył się potok słów, nad którymi nie panowałam – My się kochamy i będziemy razem, czy Ci się to podoba, czy nie. Dzięki niemu mam po co wstawać co rano i jestem szczęśliwa. Jeżeli tak masz Go traktować, to w ogóle nie musisz przychodzić. Wracaj do swojego idealnego mężusia – poszłam szybko do Niny sypialni i położyłam się na łóżku. Było mi strasznie przykro. Jednak powstrzymałam łzy. Nie chciałam z jej powodu płakać. Wstałam i podeszłam do okna. Słyszałam, że Nina coś do niej krzyczała, a po chwili mama wyszła.
- Nie przejmuj się jej słowami – poczułam jej dłoń na ramieniu.
- Jak mam się nie przejmować. Wiedziałam, że taka będzie jej reakcja, ale … gdy to usłyszałam .. zabolało mnie to .. Michaela też .. nie wybaczę jej, jeżeli przez to Go stracę.
- Nie stracisz. Jest z Tobą, bo Cie kocha i nie patrzy na mamę.
- Obyś miała racje.

                                                                            ~~~~~~

Przez ten cały czas mój kontakt z Michaelem był ograniczony. Za każdym razem, gdy dzwoniłam, był zajęty. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nina próbowała mnie pocieszyć, niestety za bardzo jej to nie wychodziło.
- Idę się przejść.
- Ok. Tylko nie wracaj późno – wyszłam. Poszłam na plaże i natrafiłam na piękny zachód słońca. Szkoda, że nie było Michaela. Uwielbiał zachody słońca. Mimowolnie się uśmiechnęłam, jednak uśmiech mi zrzedł, gdy uświadomiłam sobie, że nie chce ze mną rozmawiać. Znowu to była moja wina. Przeszłam się wzdłuż plaży bosymi stopami.
Wracając do domu, zauważyłam mamę przy drzwiach. Nie potrafiłam się cieszyć z jej widoku.
- Co tutaj robisz?
- Przyszłam Cie odwiedzić. Gdzie byłaś? U niego? - nie wierzyłam własnym uszom. Dopiero co przyszła i już wyjechała mi z takim tekstem.
- Nie Twoja sprawa – miałam już jej dość. Od kluczyłam drzwi, bo Nina poszła do pracy. Weszła za mną do domu.
- Ty też mnie zostawisz jak Nina, to zrobiła?
- Nie powiedziałam tego. Dlaczego mnie tak traktujesz? Dlaczego chcesz abym była nieszczęśliwa? Ja Go kocham.
- Wydaje Ci się. To jest tylko zauroczenie.
- Nie mam już na Ciebie siły. Ciągle coś mi wmawiasz. To wszystko?
- To On Cie buntuje przeciwko mnie, prawda?
- Wcale Go nie znasz. Nigdy nie powiedział na Ciebie złego słowa. W przeciwieństwie do Ciebie – usiadła na kanapie i syknęła – Coś Cie boli?
- Nieważne …
- Ważne. Podnieś bluzkę – niechętnie podniosła na wysokość żeber. Moim oczom ukazał się wielki siniak – O Boże .. znowu to zrobił – na szybko wszystko przemyślałam. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy.
- Co robisz?
- Wracam do domu.
- Betty ..

- Inaczej Cie zabije – była w końcu moją mamą. Napisałam kartkę do Niny, żeby się nie martwiła i wyszłam razem z mamą. Miałam nadzieje, że zrozumie.

sobota, 17 października 2015

Chapter 26

Była 10 rano, a ja wciąż leżałem w łóżku. Patrzyłem się w sufit i zastanawiałem się nad tym wszystkim. A zwłaszcza nad tym co wczoraj zaszło, a raczej mało brakowało. Nie będę ukrywał, że chciałem to wczoraj zrobić. Przyciągała mnie strasznie i broniłem się jak tylko mogłem. Co wcale nie było takie proste. Miałem obawy dzisiaj do niej jechać. Wczoraj się trochę zapomniałem i miałem nadzieje, że nie będzie miała do mnie o to żalu. Chce aby ta chwila była wyjątkowa dla nas obojga. Nie chce, żeby to tak wyglądało, gdy będzie chciała abym został na noc, tak po prostu. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu. Musiałem jechać do studia, bo już i tak byłem spóźniony. Wykręciłem numer do Betty.
- Tak? - odebrała od razu.
- Dzień dobry. Nie obudziłem Panią?
- Dzień dobry. Skądże. W jakiej sprawie Pan dzwoni?
- Dzwonię w sprawie spotkania z pewną, piękną dziewczyną, która skradła moje serce – oboje zachowywaliśmy powagę w czasie tej rozmowy.
- Hmm więc to musi być pomyłka.
- Nie wydaje mi się – w końcu przestałem udawać – Witaj kochanie. Jak się dzisiaj czujesz?
- Dużo lepiej, ale tęsknie już. Kiedy będziesz?
- Teraz muszę jechać do studia i jak będę wracał, to przyjadę. Może tak być?
- Ehh i tak nie mam wyjścia, tylko się zgodzić.
- Jakoś Ci to wynagrodzę.
- Mmm a jak?
- Na pewno nie tak jak byś chciała – postanowiłem się trochę z nią podrażnić.
- Ejj! Wcale nie miałam tego na myśli, wariacie – zaśmiała się.
- Nie? A to szkoda.
- A co? Chciałbyś? - brała mnie pod włos i wiedziałem o tym.
- Może, a czemu pytasz?
- Bez powodu – nastała niezręczna cisza.
- Muszę już kończyć. Do zobaczenia za parę godzin. Kocham Cie.
- Ja Ciebie też – rozłączyłem się. Mogłem nie zaczynać tego niebezpiecznego tematu, ale to było takie niewinne. Musiałem w końcu wstać i się ubrać. Mam nadzieje, że będę mógł się skupić na pracy.

                                                                          ~~~~~~

Troszkę Go okłamałam, ale to dlatego, żeby się nie martwił. Dzisiaj byłam wyjątkowo słaba. Nie wiem czym to było spowodowane. Ledwo chodziłam do łazienki, oczywiście z pomocą Niny. Dużo mi pomagała i byłam jej za to wdzięczna. Nawet wzięła kilka dni wolnego w pracy do czasu aż mi się nie polepszy. Zapewniałam ją, że nie musi tego robić. Nie było tutaj tego potwora, więc byłam bezpieczna.
Usłyszałam, że zapukała do drzwi.
- Wejdź. Od kiedy pukasz? - spojrzała na mnie znacząco i już wiedziałam co powie.
- Odkąd dobrze bawiliście się wczoraj w moim łóżku. I jak było? - wyszczerzyła się, a ja spłonęłam ze wstydu.
- Ale .. my nic .. przecież .. tylko .. - nieporęcznie się tłumaczyłam.
- Przecież was wczoraj widziałam.
- Co? - wybałuszyłam na nią oczy.
- Haha .. żałuj, że nie widzisz swojej miny – walnęłam ją poduszką, żeby się uspokoiła – Oj no zgrywam się przecież. Wiem, że byliście grzeczni, ale nie tak do końca.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Yhy jasne. A to ja się wczoraj namiętnie całowałam z chłopakiem w łóżku? - poczułam, że dopiero teraz moja twarz płonie żywym ogniem.
- Skąd …
- Widziałam. Tylko, żeby nie było, że was podglądałam czy coś. Po prostu szłam zapytać o coś i zauważyłam co robiliście.
- No rzeczywiście nie podglądałaś. Tylko się patrzyłaś.
- Oj nie czepiaj się szczegółów. W końcu nic więcej nie robiliście.
- A gdybyśmy? To też byś się przyglądała?
- Hmm .. - udawała, że się zastanawia.
- Nina!
- Przecież żartuje – wytknęła mi język – Hm .. a chciałabyś?
- Żebyś nas podglądała? Nie bardzo.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło – spojrzałam na nią pytająco – No wiesz o co .. o ten teges – czy Ona robiła to celowo, żeby mnie zawstydzić? Nie chciałam rozmawiać na takie tematy.
- N … nie wiem … kocham Go, ale chyba to jeszcze za wcześnie.
- On też tak myśli?
- Chyba nie myślisz, że rozmawiamy na takie tematy.
- Dlaczego nie? To jest ważny temat jak by nie było. Może On czeka na Twój znak albo chce zacząć, tylko nie wie jak aby Cie nie wystraszyć.
- Myślisz?
- Tak. To facet, więc wiesz .. powiedź mu o swoich obawach i ogólnie o wszystkim. Zobaczysz, że tylko wyjdzie to wam na dobre.
- Pomyśle o tym.
- A mówiłaś mu o .. ojcu? - spoważniałam. Pokręciłam głową – Dlaczego? Powinien wiedzieć co On Ci robił.
- Nie mogę mu tego powiedzieć, rozumiesz? Po prostu nie mogę – przekręciłam się na bok.
- Czego się boisz? Mike to zrozumie i będzie Cie wspierał. Pamiętaj, że związek polega na m.in. mówieniu sobie prawdy. Chcesz, żeby dowiedział się w taki sam sposób jak o Twojej pracy? Pamiętasz co było.
- Eh .. pamiętam, ale nie jestem w stanie mu powiedzieć. Przynajmniej na razie. Boję się, że to by mogło być dla niego za duży szok i …
- I Cie zostawi? Chyba sama w to nie wierzysz.
- Już sama nie wiem. Zostawisz mnie na chwilę samą?
- Ok. Przynieść Ci tutaj śniadanie?
- Zejdę na dół – pokiwała głową i wyszła. Może Nina ma rację. Może powinnam z nim szczerze porozmawiać na wszystkie tematy. Ale nie umiałam tak. I się też bałam. Mogłabym tak długo rozmyślać, ale zasnęłam.
Powoli otworzyłam oczy i od razu mój wzrok skierował się na zegarek na szafce nocnej. Co? Już po 18? Jakim cudem tyle przespałam? Odwróciłam się i moim oczom ukazał się piękny widok. Mike siedział w fotelu obok łóżka i czytał jakąś książkę.
- Cześć kochanie – uśmiechnęłam się do niego. Spojrzał na mnie i usiadł na łóżku.
- Witaj piękna. Już myślałem, że zasnęłaś jak królewna śnieżka.
- Więc byś musiał mnie obudzić.
- Hm tylko jak – udał, że myśli – Chyba już wiem – usiadł na łóżku, nachylił się i mnie pocałował.
- Zgadłeś. Po takim pocałunku od razu bym się przebudziła.
- Jestem pewien. Jak się czujesz? Nina powiedziała, że zasnęłaś o 11 a mamy 18. Martwię się o Ciebie – patrzył mi w oczy.
- Nic mi nie jest. Chyba byłam naprawdę zmęczona – spojrzał na mnie podejrzliwie.
- A co Ty w nocy robiłaś i z kim, skoro się nie wyspałaś?
- Głupol z Ciebie – uśmiechnęłam się.

Dzisiaj też nie został na noc. Chyba czuł to samo, ale nie powiedział wprost. Ja też nie miałam zamiaru. Zauważyłam, że już drugi raz i to w tym samym dniu zaczęliśmy temat o tych sprawach. To było raczej zwykłe droczenie się między nami, ale jednak. Nie wiedziałam co o tym myśleć i starałam się nie pokazywać przy nim, że mnie to peszy. Chyba bałam się wyjść na gówniarę, ale czemu. Dobre pytanie.

sobota, 10 października 2015

Chapter 25

Od razu przepraszam za tą nieobecność, ale dopadł mnie jesienny wirus i z nim walczyłam. Nie poddałam się mu tak łatwo, wiec miał dość i poszedł do kogoś innego ;) Musiałam się jeszcze zregenerować i właśnie powróciłam z kolejną notką. Mam nadzieje, że się spodoba i od razu przepraszam za błędy, jeżeli jakieś się pojawiły, ale już nie zdążyłam sprawdzić.
Zapraszam do czytania i oczywiście komentowania ;)

                                                                           ~~~~~~~


Byłam już spakowana i gotowa do drogi. Razem z Niną czekałyśmy na Michaela. Obiecał, że po mnie przyjedzie i odwiezie do domu Niny. Mama musiała zostać w szpitalu, ale czekała razem z nami.
- Nie przyjedzie. Zamówię wam taksówkę.
- Przyjedzie .. obiecał mi.
- Ciągle żyjesz marzeniami. Było mu Ciebie szkoda, dlatego codziennie tutaj był. Nie rób sobie złudnych nadziei.
- Daj jej już spokój i odczep się w końcu od Michaela. To porządny facet, a Ty ciągle o nim źle mówisz. Gdyby nie On wiesz co by się stało Betty, więc daruj sobie – aż na nią spojrzałam. Nie sądziłam, że wstawi się za Michaelem. W końcu Go nie znała.
- Widzę, że i Ciebie wziął na swoją stronę – Nina tylko wywróciła oczami, bo też nie miała na nią już siły. Zawsze wiedziała lepiej. Po dziesięciu minutach przyjechał.
- Przepraszam za spóźnienie – przytulił mnie – Na pewno możesz już wyjść?
- Tak na pewno – uśmiechałam się do niego – Cieszę się, że przyjechałeś – mama w końcu nie wytrzymała. Powiedziała tylko, że potem odwiedzi mnie i wyszła.
- Ok to chodźmy – wziął moją torbę z rzeczami. Coraz lepiej chodziłam o jednej kuli, ale wiedziałam, że długo to nie potrwa. Jechaliśmy w ciszy do Niny. Patrzyłam na mijające budynki za oknem i nagle w mojej głowie pojawiło się tysiąc myśli i pytań. Dlaczego On mi to chciał zrobić? Co mu takiego zrobiłam? Co by była gdyby nie zjawił się Mike? I wiele innych. Na większość nie znałam odpowiedzi. I tak naprawdę chyba wcale nie chciałam poznać. Przerażało mnie to wszystko. Zanim się obejrzałam byliśmy na miejscu – Zaniosę Ci torbę do Twojego pokoju – już chciał iść po schodach na górę.
- Ale Mike – zatrzymałam Go – Ja śpię na kanapie. O tutaj – wskazałam na salon.
- Wcale, że nie – wtrąciła Nina – Przygotowałam Ci moją sypialnię ..
- Ale .. niepotrzebnie .. kanapa mi wystarczy .. naprawdę.
- Umówmy się tak – podeszła – Do czasu aż Ci się całkiem nie polepszy będziesz miała moją sypialnię, ok?
- Nie podoba mi się, że zabieram Ci pokój.
- Tylko Go pożyczasz. Możesz zanieść jej rzeczy – tak też zrobił – Pójdę zrobić obiad. Mike na pewno też zostanie.
- Pomóc Ci?
- Oczywiście, że nie. Ty sobie przez pewien czas będziesz odpoczywała. Należy Ci się – spojrzała na mnie wymownie.
- Ok … pójdę na górę – powoli szłam po schodach. Akurat Mike schodził.
- A co Ty robisz? - wziął mnie na ręce i zaniósł na górę.
- Wariacie hehe dałabym sobie radę.
- Ale nie musiałaś – pokręciłam tylko głową. Położył mnie na łóżku i usiadł obok.
- Zostaniesz na obiad?
- Z tak miłymi dziewczynami zawsze – wyszczerzył się.
- Ej! Bo będę zazdrosna – rzuciłam w niego poduszką.
- Tak pogrywasz? - odrzucił poduszkę, a po chwili już mnie dopadł z łaskotkami.
- Mike! Nie! Hahaha! Pros .. proszę .. - próbowałam zablokować jego dłonie, ale nie miałam szans. Nie mogłam przestać się śmiać.
- Co się .. - nagle weszła Nina i zaniemówiła. Takiego widoku na pewno się nie spodziewała. Ja leżałam, a Michael nachylał się nade mną. Od razu odsunął się od mnie jak oparzony.
- My tylko .. - zaczął się nieporadnie tłumaczyć. Chciało mi się śmiać z jego miny.
- Ten wariat zaczął mnie łaskotać – powiedziałam za niego.
- Trzeba było tak od razu – zeszła na dół. Odetchnął.
- Przynajmniej się uspokoiłeś.
- Nom .. - albo mi się wydawało albo się speszył. Poklepałam miejsce obok siebie, żeby się przy mnie położył. Wykonał polecenie.
- Nic złego nie robiliśmy – położyłam głowę na jego torsie – Nie ma czego się wstydzić.
- Wiem, ale … tak jakoś głupio mi się zrobiło – spojrzałam na niego z dołu.
- Kocham Cie.
- Ja Ciebie bardziej, kochanie – pogłaskał mnie po policzku. Zamknęłam oczy pod wpływem jego dotyku i nie wiedząc kiedy, zasnęłam. Miałam jakieś koszmary dotyczące tego co było w domu. Widziałam jego twarz i czułam, że chce mnie skrzywdzić. Zbliżał się do mnie .. był coraz bliżej ..
- Niee!! - obudziłam się zlana zimnym potem i aż usiadłam.
- Skarbie? - poznałam ten głos. Odwróciłam się do niego i po prostu się wtuliłam – Już dobrze .. ćśś .. to był tylko zły sen – głaskał mnie po włosach.
- To było straszne – wciąż się tuliłam.
- Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Może .. potem ..
- Dobrze. Bez pośpiechu. Lepiej?
- Przy Tobie zawsze. Długo spałam?
- Godzinkę.
- Chodźcie na obiad! - usłyszeliśmy z dołu. Zjedliśmy wszyscy razem obiad, chwilę posiedzieliśmy razem z Niną w salonie i poszliśmy do sypialni. Mama zadzwoniła, że dzisiaj nie da rady przyjechać, bo zostaje na noc.
- Więc dzisiaj nie muszę się jej obawiać – powiedział.
- A boisz się jej?
- No wiesz jak tak na mnie spojrzy tymi swoimi oczami, to strach się bać – zaśmiałam się.
- Taki duży chłopiec, a się boi?
- Ciebie się nie boję.
- Ach tak? - pocałował mnie.
- Eghm – spojrzeliśmy w stronę drzwi – Chciałam tylko zapytać, czy Mike zostaniesz na kolacji? Ale chyba znam odpowiedź.
- Nie chce robić kłopotu.
- Nie robisz. A Betty bardzo chce, żebyś został – uśmiechnęła się w moją stronę. Zarumieniłam się – Hm .. a na śniadanie też zostaniesz? - spojrzała na nas znacząco uśmiechając się przy tym i poszła na dół.
- Ona jest okropna – schowałam się cała pod kocem. Nie chciałam, żeby widział moje okropne rumieńce.
- Oj tam .. nie jest taka zła – zajrzał pod koc – A gdzie mi się chowasz, hm? Chodź do mnie.
Resztę czasu do kolacji spędziliśmy we dwoje. Dużo rozmawialiśmy. Opowiedział mi co czuł po naszym rozstaniu i jak Go to bolało. Ja powiedziałam mu o tym samym i oboje doszliśmy do wniosku, że nie możemy bez siebie żyć. Nawet nie mogliśmy sobie tego wyobrazić. Naszedł czas kolacji. Tak samo jak wcześniej, zeszliśmy na dół, a potem wróciliśmy do sypialni.
- Wiesz .. czuje się przy Tobie bezpieczna .. dlatego .. może byś został .. ? - zapytałam nieśmiało.
- Wiesz, że chętnie – ucieszyłam się. Siedzieliśmy przez chwilę w kompletnej ciszy, tylko się na siebie patrzeliśmy. Nie wiem co mną kierowało, ale przybliżyłam się i po prostu Go pocałowałam. Nie chciałam przerywać. Poczułam jak położył mnie. Poddałam się temu. Nachylał się nade mną i wciąż całował. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. Po raz pierwszy kogoś tak bardzo pożądałam i jednocześnie bałam się tego uczucia. Całował tak czule, że chciałam więcej. Po chwili spojrzał na mnie. Nasze oddechy były ciężkie i przyspieszone. Widziałam w jego oczach, że czuł to samo – Nie możemy .. nie w taki sposób i nie tutaj. Poza tym wiem, że nie jesteś gotowa na tak poważny krok.
- Wiesz co? Jesteś najukochańszym mężczyzną jaki chodzi po tej planecie – dałam mu za to jeszcze buziaka – Żaden inny, by tak nie postąpił, ale Ty jesteś wyjątkowy – pogłaskałam Go po policzku.

- To Ty jesteś wyjątkowa i bardzo Cie kocham. Ehh .. to chyba nie jest dobry pomysł abym dzisiaj został – byliśmy z tym zgodni. Gdyby został .. nie zapanowaliśmy bym nad tym. Pożegnał się ze mną i pojechał do siebie. Przekręciłam się na lewy bok, ale ze szczęścia nie mogłam zasnąć. Wciąż czułam te motylki w brzuchu.