sobota, 29 sierpnia 2015

Chapter 21

Witajcie!
Jak widzicie nie udało mi się napisać notki na Bad Girl, dlatego wstawiam tutaj ponieważ miałam napisaną już wcześniej. Mam nadzieje, że uda mi się wstawić za tydzień na Bad Girl ;)

Kto wie co jest dzisiaj za dzień? Hehe głupie pytanie. Każdy fan wie. Dzisiaj są kolejne urodzinki Naszego Króla ;) To już 57, ale ten czas leci. Happy Birthday Mikey :) Gdziekolwiek jesteś, jestem pewna, że jesteś tam szczęśliwy i bez żadnych zmartwień. Brakuje Nam Ciebie, ale najważniejsze, że Tobie jest tam dobrze. Pozostaniesz na zawsze w Naszych sercach :)


                                                                           ~~~~~~~~


U Niny spędziłam dwa dni jak się okazało. Nie miałam ochoty wracać do domu, a Ona też nie miała nic przeciwko, żebym dłużej została. Kolejny plus był taki, że nie musiałam chodzić do tego klubu. Ojciec się wścieknie, ale dopóki jestem tutaj nic mi nie grozi. Nina była w pracy, a ja siedziałam sama w domu. Nie chciałam wychodzić w obawie, że On albo, któryś z jego kumpli mnie rozpozna i mu doniesie. Nie miałam co robić, więc zrobiłam dla nas obiad, a potem poszłam do salonu na TV. Nawet podczas oglądania telewizji myślałam o Michaelu. Codziennie o nim myślałam i nie ważne co robiłam. Nie mógł wyjść z mojej głowy. Usłyszałam, że Nina wróciła.
- Już jestem – weszła do salonu – Ale coś ładnie pachnie.
- Zrobiłam obiad.
- Nie musiałaś. Coś by się zamówiło.
- I tak nie miałam co robić i też chciałam się odwdzięczyć, że mogę tutaj mieszkać.
- Nic wielkiego. Przecież jesteś moją siostrą – usiadła na kanapie – Słuchaj .. dzisiaj wieczorem wychodzimy.
- A gdzie?
- Nie uwierzysz, ale Michael Jackson organizuje taki mini koncert i mam już bilety, więc się nie wykręcisz – pomachała mi nimi przed oczami.
- Ale … ja nie mogę tam iść.
- Dlaczego? Przecież od bardzo dawna nigdzie razem nie byłyśmy – co jej miałam powiedzieć.
- Pójdę Ci nałożyć obiad – wstałam i poszłam do kuchni. Oczywiście poszła za mną.
- No weź. Na pewno będzie rozdawał autografy i będzie można zrobić sobie z nim zdjęcie – namawiała mnie. Oparłam się dłońmi o blat.
- Ja … ja już mam z nim zdjęcie .. i to nie jedno.
- Naprawdę? A kiedy byłaś na jego koncercie?
- Nie byłam – nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Pobiegłam do łazienki i nie mogłam się uspokoić. Wszystkie wspomnienia nagle wróciły, a Nina nic nie wiedziała. Zapukała do drzwi.
- Mogę wejść? - nie odpowiedziałam. Sama weszła – Betty? Co się dzieje? Jeżeli nie chcesz tam iść to nie pójdziemy przecież – podała mi chusteczkę.
- Nie o to chodzi … to On ..
- Nie rozumiem .. jaki On?
- Michael.
- Tak niczego się nie dowiem. Uspokój się i mi powiedź – wytarłam łzy i powoli się uspokajałam.
- To On .. Michael .. był moim chłopakiem – zaśmiała się, ale kiedy zobaczyła moją poważną minę, spoważniała.
- Ty serio mówisz?
- Po co bym miała kłamać?
- No tak … jestem w szoku.
- Pewnie też bym była. Przecież kim ja jestem .. szara myszka, a On światowa gwiazda – wyszłam z łazienki.
- Zaczekaj. Nie miałam tego na myśli – dogoniła mnie i zatrzymała – Po prostu ..
- Nie tłumacz się.
- Nie obrażaj się. Nie chciałam nic złego. Po prostu .. nie spodziewałam się, że to o Nim mówiłaś.
- Sama rozumiesz, że nie mogę tam iść. Próbuje się z tym pogodzić, a gdy Go zobaczę .. będzie jeszcze gorzej. Na dodatek On mnie nie chce znać.
- W porządku. Nie pójdziemy.
- Dziękuje.
Tak jak powiedziała, zostałyśmy w domu. Oglądałyśmy filmy w telewizji i jadłyśmy kolacje, gdy usłyszeliśmy pukanie.
- O tej godzinie? Pójdę otworzyć – poszła. Byłam ciekawa kto to. Zobaczyłam mamę.
- Wszędzie Cie szukałam – podeszła i mnie przytuliła.
- Niepotrzebnie.
- Nie mów tak. Dopiero dzisiaj skończyłam pracę. Wracam do domu, a Ciebie nigdzie nie ma. Ojciec jest wściekły, bo uciekłaś. Weź swoje rzeczy i wracamy.
- A Ty wiesz czemu jest wściekły?! - Ninie puściły nerwy – Nie jesteś ciekawa?!
- Nina – spojrzałam na nią, żeby nic nie mówiła. Też na mnie spojrzała.
- Ona nie pójdzie z Tobą. Może zostać u mnie ile chce.
- Teraz przypomniałaś sobie o siostrze? Wyprowadziłaś się i miałaś nas gdzieś. Myślałaś, tylko o sobie i swoim bezpieczeństwie.
- Nie musisz mi przypominać, że źle zrobiłam.
- Wyrzuty sumienia nic nie pomogą. Betty idziemy.
- Nie! Daj jej spokój! Też ma prawo ułożyć sobie życie! - podeszłam do siostry.
- Dziękuje za wszystko, ale muszę z nią wrócić – nie chciałam. Wiedziałam co się stanie, ale nie chciałam, żeby skrzywdził mamę z mojego powodu. Nie zasługiwała na to.
- Nie musisz. Zostań u mnie.
- Chciałabym ..
- On Cie znowu skrzywdzi – nie odpowiedziałam, tylko się z nią pożegnałam. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam razem z mamą. Przez całą drogę milczałam. Próbowałam się przygotować na to co mnie czeka. Cały czas słyszałam słowa Niny. Dobrze wiedziałam, że ma racje.
- Betty?
- Hm? - spojrzałam na nią.
- Pytałam się, dlaczego uciekłaś.
- Bo miałam dość – nic więcej nie powiedziałam. Droga autobusem wydawała mi się wiecznością i cieszyłam się z tego. Niestety wszystko kiedyś się kończy i musiałyśmy już wysiadać. Szłam jak na karę śmierci i tak się czułam. Mama otworzył drzwi i przepuściła mnie pierwszą. Od razu na mnie naskoczył.
- Gdzie się szlajasz mała dziwko?! - uderzył mnie w twarz.
- Rick! Przestań!
- Zamknij się! Jesteście takie same! - znowu mnie zdzielił, tym razem mocniej – Pytałem o coś! - nie odpowiedziałam. Złapał mnie za włosy – Odpowiesz czy nie?!
- Nie! - już było mi wszystko jedno.
- Pyskujesz?! - uderzył mnie z pięści w brzuch. Skuliłam się pod wpływem bólu – Prosisz się o to!
- Proszę .. zostaw ją .. - płakała. Nie słuchał jej.
- Popamiętasz mnie! Raz na zawsze! - po kolejnym ciosie, upadłam. Kopnął mnie w brzuch.
- Zabijesz ją! - chciała Go odciągnąć, ale odepchnął ją na ścianę.
- Jutro idziesz do pracy!
- Już nigdy tam nie pójdę … nie będę zarabiała na Twój alkohol – ledwo wypowiedziałam. Spojrzał na mnie wściekłe i zaczął bić gdzie popadnie. Czułam okropny ból. Ostatnie co słyszałam, to przeraźliwy krzyk mamy, a potem już nic.
Nie wiem ile czasu minęło, a może dni? Powoli otwierałam oczy. Nawet tak prosta czynność sprawiała mi ból. Zobaczyłam, że jestem w swoim pokoju w łóżku. Jakikolwiek ruch sprawiał mi dużo bólu i leżałam nie ruchomo. Mama weszła do pokoju.
- Boże .. - podeszła i usiadła na skraju łóżka – Nareszcie się obudziłaś – miała zapłakane oczy.
- Która godzina? - cicho zapytałam.
- Druga w nocy. Tak mi przykro – uroniła łzę – Chciałam Go powstrzymać.
- Wiem mamo – ledwo mówiłam.
- Nina miała rację … mogłaś u niej zostać. Nie będę Cie męczyła. Odpoczywaj i niczym się nie martw. Do tej pracy już nie pójdziesz – pocałowała mnie w czoło i chciała wyjść.
- Mamo? - spojrzała na mnie – Możesz zostać ze mną? - bałam się zostać sama w pokoju.

- Dobrze kochanie – usiadła w fotelu – Śpij dobrze – upewniłam się, czy jest i zamknęłam oczy. Budziłam się kilka razy za sprawą gorączki, która dawała się we znaki. Mama cały czas była przy mnie i pocieszała, że wszystko będzie dobrze, robiła zimne okłady na czoło. W łóżku i tak musiałam zostać kilka dni. Na szczęście miała wolne i czułam się bezpieczniej. Chciała mnie zawieźć do szpitala, ale nie mogła. By musiała im wszystko powiedzieć jak do tego doszło, a żadna z nas tego nie chciała. Na dodatek nie mogłam chodzić z powodu zbitej kostki. Pięknie. Kolejne dni zapowiadają się świetnie.


                                                                            ~~~~~~~


P.S. Chce tutaj oficjalnie podziękować pewnej osobie, która czyta każdą notkę i zostawia po sobie ślad (chociaż wcale nie musi) Aguś to o Tobie ;) Zawsze mogę liczyć na Twoją szczerą opinię i za to Ci dziękuje :) Ty wiesz ile to dla mnie znaczy i piszesz co uważasz. I wiem, że nie czytasz moich wypocin z przymusu, a to jest dla mnie najważniejsze.





sobota, 22 sierpnia 2015

Chapter 20

Witajcie!

Hmm chyba tym razem nie mam nic do powiedzenia hehe Tylko to, że się cieszę, że jesteście i wciąż czytacie. Nie obiecuje notki za tydzień na Bad Girl, ale się postaram.
Zapraszam do czytania ;)


                                                                       ~~~~~~~~~~


Każdy kolejny dzień był taki sam. Chodziłam do pracy, wracałam i prawie w ogóle nie wychodziłam z pokoju. Nie miałam po co tak naprawdę. Mamy prawie nie było w domu. Podobno był jakiś wypadek i każdy był potrzebny do pomocy. Teraz się cieszyłam, że tak późno wracam do domu. Przynajmniej nie musiałam na niego patrzeć. No i nie myślałam o Michaelu. Właśnie. Przez tą pracę Go straciłam, a może przez moje kłamstwa? Gdybym wiedziała jak to się skończy, bym mu od razu powiedziała co to za praca. Niestety bałam się jak zareaguje.
Wycierając kolejny stolik, moją uwagę przykuł starszy mężczyzna. Rzadko się tutaj takich widuje. Na dodatek w ciemnych okularach. Pewnie światła ze sceny były za mocne. Siedział dosyć długo. W pewnym momencie spojrzał na mnie. Tak po prostu i wyszedł. Nie wiedziałam kim był i czego chciał, ale zachowywał się dosyć dziwnie. Niczego nie zamówił. Po prostu siedział.
Nadszedł dzień wypłaty. Szef zadowolony dał mi do ręki całą sumę.
- I nie jest tak źle – zagadał.
- Yhym.
- Jestem zadowolony z Twojej pracy, dlatego .. - powiedział ciszej – Należy Ci się premia – wręczył mi dodatkową sumę.
- Ale ..
- Bez gadki – miał już odchodzić – Aha i jeszcze jedno. Mam nadzieje, że niedługo będziesz jeszcze bardziej otwarta. Rozumiemy się? - spojrzał na mnie i odszedł. Nie wiedziałam o co mu może chodzić. Przecież wykonuje swoje obowiązki. Podeszła do mnie jedna z dziewczyn.
- Uważaj na niego – i poszła. Patrzyłam chwilę za nią i całkiem nie wiedziałam o co tutaj chodzi. Poszłam do szatni i szybko się przebrałam. Wypłatę schowałam do portfela, a premie … do biustonosza. Tak właśnie tam, bo ojciec był zdolny przeszukać moją torebkę i kieszenie w nadziei, że znajdzie ukryte pieniądze i będzie miał mnie za co zlać. Już przebrana, wyszłam z klubu, ale nie poszłam od razu do domu. Wolałam iść na spacer i nawet późna godzina mnie nie przerażała jak kiedyś. Chodziłam sobie i rozmyślałam nad tym wszystkim. Nawet nie miałam z kim porozmawiać. Ze Steffi nie bardzo chciałam. Ostatnio wygadała się swojemu braciszkowi. Miałam nadzieje, że chociaż nie powiedziała mu kim jest .. był mój chłopak. Spojrzałam w niebo. Tej nocy było bardzo piękne. Gwieździste. Tylko szkoda, że podziwiałam je zupełnie sama. Koniec użalania się nad sobą. Nigdy tego nie lubiłam. Nawet nie wiem kiedy doszłam do domu. Nie muszę nawet mówić kogo spotkałam, gdy tylko weszłam.
- Masz? - spojrzałam na niego.
- Tak – wyciągnęłam pieniądze z portfela i mu dałam. Przeliczył przy mnie.
- Na pewno to wszystko?
- Na pewno .. więcej nie mam.
- Grzeczna dziewczynka – dziwnie na mnie spojrzał i dotknął mojego policzka. Nie byłam w stanie nic zrobić.
- Mogę … mogę iść do siebie? - przełknęłam ślinę.
- Może – wciąż nie zabrał dłoni.
- Jestem zmęczona.
- Wiesz, że mamy nie ma i długo jej nie będzie – przestraszyłam się. Nie odpowiedziałam – Jesteśmy sami.
- Ale jesteś moim ojcem …
- I jestem też mężczyzną, który ma swoje potrzeby. Wiesz, że z Twoją mamą nam się nie układa i lepiej bądź posłuszna – zmierzył mnie wzrokiem i poszedł do salonu dalej pić. Od razu pobiegłam do siebie. Zastawiłam krzesłem drzwi i skuliłam się w rogu pokoju koło łóżka. Tak strasznie się bałam, że tutaj przyjdzie i ….
- Mike gdzie jesteś – płakałam – Potrzebuje Cie … potrzebuje Cie jak jeszcze nigdy.
Myślałam co zrobić. Wytarłam łzy i chodziłam po pokoju. Nagle spojrzałam w stronę szafy. Podeszłam do niej, otworzyłam, wyciągnęłam torbę i spakowałam kilka rzeczy. Na szczęście miałam pieniądze z premii. Muszę to zrobić. Muszę uciec. Nie mam wyjścia. Otworzyłam okno i spojrzałam w dół – Jak On to robił .. - próbowałam wejść na to drzewo i udało mi się dopiero za trzecim razem. Ostrożnie zeszłam na dół. Sprawdziłam jeszcze czy nie wychodzi z domu i zaczęłam biec w stronę najbliższego przystanku. Nie wiedziałam jeszcze gdzie mam pojechać. Nie znałam nikogo prócz Steffi i … ehh .. tylko ją. Jednak nie miałam zamiaru do niej pojechać ze względu na Evana. Był okropny i nachalny, a ja nikogo nie szukałam. Zwłaszcza kogoś takiego jak On. Ani trochę nie był w moim typie. Typowy blondas z niebieskimi oczami. Co za banał. Tacy myślą, że mogą mieć każdą. Musiałam przestać o nim myśleć, bo jeszcze bardziej psułam sobie humor. Podjechał autobus. Nie miałam za dużego wyboru i po prostu do niego wsiadłam. Usiadłam na samym końcu i patrzyłam się przez okno. Było zupełnie ciemno i nie wiedziałam co dalej. Po około piętnastu minutach autobus zatrzymał się blisko domu mojej siostry. Nie byłam pewna, ale wysiadłam. Zatrzymałam się przed jej domem i stałam tak kilka minut zanim zapukałam.
- Co tutaj robisz? - wyglądała jak by zobaczyła ducha.
- Nina … mogę wejść .. na chwilę?
- Tak – wpuściła mnie i zamknęła drzwi – Nie powinnaś być w domu o tej godzinie?
- Powinnam, ale nie jestem – głupio mi się z nią rozmawiało, ponieważ nasze relacje nie były najlepsze. Kazała mi iść za nią do salonu i tak też zrobiłam – Obudziłam Cie?
- Nie. Dopiero się kładłam. Po co Ci torba?
- Uciekłam ..
- Ale …
- Dobrze wiesz dlaczego. Ja już z nim dłużej nie wytrzymam.
- Dlatego się wyprowadziłam – ciągle miałam do niej żal o to, że zostawiła mnie i mamę z nim, żeby się uwolnić.
- Szkoda, że nie zabrałaś nas ze sobą.
- I żałuje – spojrzałam na nią – Mówię zupełnie serio. Opowiedz co się stało.
- Trochę się tego nazbierało … może zacznę od tego, że załatwił mi pracę … w klubie.
- W klubie? Zgodziłaś się na to?
- A miałam wyjście? Nie miałam. Ale to nie to o czym myślisz. Pracuje tam jako kelnerka. Dzisiaj dostałam wypłatę i musiałam mu całą oddać.
- To jak tutaj przyjechałaś?
- Ukryłam pieniądze z premii, ale nie to jest najgorsze.
- Mów dalej. Poczekaj. Chcesz może coś do picia albo jedzenia?
- Nie .. dzięki, ale nie jestem w stanie nic przełknąć.
- No dobrze – zaczęłam mówić dalej.
- Bo .. poznałam kogoś ..
- O naprawdę? - pokiwałam głową.
- Byliśmy przyjaciółmi, ale w Paryżu wszystko się zmieniło – wyprzedziłam jej pytanie – Zaprosił mnie i możesz się domyślać jak mama wariowała z tego powodu.
- Zawsze była za bardzo nadopiekuńcza.
- No właśnie. Wracając do tematu … będąc tam .. wyznaliśmy sobie miłość – uśmiechnęłam się na samo wspomnienie – Wiedziałam, że nie będzie nam łatwo, ale nie sądziłam, że tak szybko się zakończy – opuściłam głowę i posmutniałam – Nie wiem skąd, ale w jego posiadaniu znalazło się zdjęcie, gdy jeden z tych facetów w klubie posadził mnie sobie na kolana. Nie dał mi wyjaśnić. On myśli, że … że pracuje tam jako striptizerka, a najgorsze jest to, że Go oszukiwałam i mówiłam, że pracuje w pizzeri – oczy zaczęły mi wilgotnieć. Przysunęła się bliżej i mnie objęła – Nie jesteśmy już razem, a ja Go tak bardzo kocham – i stało się. Rozpłakałam się i wtuliłam się w nią.
- Może jeszcze się wam ułoży.
- On już mnie nie chce.
- Przykro mi.
- Był wspaniały. Nigdy nie spotkałam tak dobrego i kochającego człowieka.
- Jeszcze spotkasz i to nie raz. Zobaczysz. Ale powiesz mi, dlaczego uciekłaś? - spojrzałam na nią – Możesz powiedzieć mi wszystko.
- Wiem …. bo ojciec .. On … po tym jak zabrał moją wypłatę … powiedział, że nie układa mu się z mamą i jako mężczyzna ma swoje potrzeby.
- Co Ty mówisz – nie dowierzała.
- Tak powiedział. Też byłam w szoku i strasznie się bałam, że przyjdzie do mnie w nocy.
- Na pewno do tej pory nie posunął się dalej?
- Na szczęście nie. Na dodatek mama jest cały czas w pracy i bym została z nim sama. Przepraszam, że przyszłam, ale nie miałam do kogo.
- No coś Ty. Zawsze mogłaś do mnie przyjść.
- Myślałam, że …
- Wiem, że po ostatnim naszym spotkaniu byłaś na mnie zła, ale naprawdę nie mogłam Ci pożyczyć tych pieniędzy. Przez jakiś czas spotykałam się z takim jednym, ale okazał się pomyłką. Na dodatek był na moim utrzymaniu i musiałam spłacić jego długi.
- Nie wiedziałam.
- Mogłam od razu powiedzieć. Więc skąd miałaś pieniądze?
- Mike mi opłacił całe studia bez mojej wiedzy. O kurcze … będę musiała mu je oddać .. nawet w ratach.
- Za całe? Widzę, że Ty miałaś więcej szczęścia do faceta niż ja.
- Heh to prawda. Chociaż nic od niego nigdy nie chciałam.
- Czyli są jeszcze normalni faceci. A słuchaj … czy wy .. no wiesz.
- Nie .. - zarumieniłam się – On taki nie jest.
- Dobrze o nim świadczy. Szkoda, że nie miałam okazji Go poznać.
- Eh … też żałuje.
- Co teraz zrobisz? Wrócisz do domu?
- Nie … pójdę gdziekolwiek .. byle nie do domu – wstałam – Dziękuje, że mogłam z Tobą porozmawiać, ale to niczego nie zmieni między nami.
- Nie oczekiwałam tego od Ciebie, bo wiem, że źle zrobiłam, ale czasu nie cofnę.
- Niestety – szłam już w stronę drzwi.
- Betty? - zatrzymałam się i obejrzałam – Może chcesz zostać? Jesteś moją siostrą i nie chce, żebyś się włóczyła po ulicy.
- Sama nie wiem …
- Na chwilę zapomnij o tym co zrobiłam i daj sobie pomóc. On nie wie gdzie mieszkam i tutaj nie przyjdzie. Nie masz się czego bać.
- No dobrze .. dziękuje, ale tylko jedna noc.

- Ok – pościeliła mi w salonie i poszła do sypialni. Przebrałam się w piżamę i się położyłam. Nie czułam się tutaj komfortowo. Nie było jak kiedyś i wiedziałam, że już nie będzie. Nigdy nie przestanę czuć żalu i w pewien sposób złości, ale musiałam skorzystać z jej propozycji. Nie bałam się o mamę, bo była w pracy i nie uderzy jej za mnie. Zanim zasnęłam, znowu myślałam o Michaelu. Zastanawiałam się co teraz robi. Czy jest w pracy, a może umówił się z jakąś panną. Zrobiło mi się przykro z tego powodu. Nie mogłam znieść myśli, że jakaś inna może być z nim i robią tam nie wiadomo co. Już nie miałam prawa być zazdrosna, ale to samo przychodziło. Oby tylko był szczęśliwy.

sobota, 8 sierpnia 2015

Chapter 19 Part 2

Witajcie!
No i jest kolejna notka. Na wstępie chce tylko o czymś napisać. Zaznaczam, że nikogo nie atakuje, tylko chce wyjaśnić pewną kwestię. Chce, żebyście pamiętali, że to jest całkowicie fikcyjne opowiadanie. Mam wrażenie, że niektórzy zapominają o tym, a potem piszą dziwne komentarze. W opowiadaniu Mike może zachowywać się inaczej niż w rzeczywistości, bo taką mam wizję i tyle. Chociaż Mike nie był aż tak spokojny jakim Go niektórzy widzą. To był człowiek z krwi i kości, wiec miał prawo się zdenerwować, a my fani nie musieliśmy o tym wiedzieć. Czy to coś złego? Każdemu puszczają czasami nerwy. Jeżeli ktoś chce poczytać o jego życiu niech sięgnie po biografie, bo tam są same fakty. Mam nadzieje, że nikogo nie uraziłam i wszystko stało się przejrzyste, bo taki był mój cel. Pisze opowiadania dla tych, którzy chcą się oderwać od rzeczywistości choć na chwilę.
A tak z innej beczki to postaram się napisać kolejną na Bad Girl, ale oczywiście nie obiecuje.
Zapraszam, wiec do czytania oraz komentowania ;)

                                                                         ~~~~~~~~~~~

- Mike … skąd … skąd to masz?
- Czyli jednak się przyznajesz!
- Ale .. nie mam do czego ..
- Przestań! Okłamywałaś mnie w sprawie pracy!
- Daj mi wyjaśnić .. proszę .. - zbliżyłam się do niego i chciałam złapać za dłoń.
- Nie dotykaj mnie! Myślisz, że nie wiem co to jest za klub?! Wiem doskonale i spodziewałbym się wszystkiego, ale nie tego!
- Ja .. - przerwał mi.
- Daj mi spokój! Nie chce z Tobą rozmawiać! To koniec!
- Co?? Nie .. Mike – rozpłakałam się na dobre – Nie możesz .. kocham Cie, słyszysz?
- Kochasz?! Nie rozśmieszaj mnie! Ja Cie kochałem i niczego przed Tobą nie ukrywałem! Już wiem, dlaczego nie chciałaś zmienić pracy! Za dobrze płacą, co?!
- To nie tak jak myślisz .. - patrzył na mnie wściekle.
- Wiem co widzę na zdjęciu! Żałuje, że tak to się kończy i jest mi strasznie przykro z tego powodu – spojrzał mi ostatni raz w oczy i odszedł.
- Mike! - krzyczałam za nim, ale się nie odwrócił ani razy. Usiadłam na ławce i nie mogłam powstrzymać łez. Kto mógł to zrobić? Przecież to nie prawda. Nie umiałam się uspokoić. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do niego, ale nie odebrał. Próbowałam jeszcze kilka razy aż okazało się, że całkowicie wyłączył telefon. Nie wiedziałam co teraz zrobię. Cały mój świat się zawalił. Próbowałam się trochę uspokoić, ale nie umiałam. Do domu nie mogłam wrócić. Dlatego poszłam do jedynej osoby, która mnie rozumiała w tej chwili. Steffi. Przez całą drogę płakałam i nie wyraźnie widziałam drogę, ale udało mi się dojść. Zapukałam i otworzyła mi tym razem Steffi.
- Betty? Boże jak Ty wyglądasz? Co się stało? - wpuściła mnie. Nie byłam w stanie odpowiedzieć – Chodź – zaprowadziła mnie do siebie. Usiadłam na łóżku – Mów.
- Mike ..
- Co z nim?
- Zostawił mnie – kolejna fala łez zalana moją twarz.
- Co? Ale dlaczego? Przecież było wszystko dobrze między wami.
- Bo … ktoś mu pokazał zdjęcie gdzie pracuje – podała mi chusteczkę – Dziękuje – wytarłam mokre policzki.
- Przecież wie gdzie pracujesz. W pizzeri – spojrzałam na nią – Chcesz mi o czymś powiedzieć? - opuściłam głowę – O co chodzi? Powiedź.
- Bo … ehh … ja nie pracuje w pizzeri ..
- A gdzie? - było mi strasznie wstyd o tym mówić, ale musiałam.
- W … klubie – powiedziałam ciszej.
- Gdzie?
- W klubie – powiedziałam już głośniej.
- W TYM klubie?
- Tak.
- Betty … ale chyba Ty nie …
- Nie … jestem tylko kelnerką.
- Więc o co chodzi Michaelowi? Wyjaśniłaś mu?
- Ktoś zrobił mi zdjęcie jak jeden z facetów posadził mnie sobie na kolanach i nie mam pojęcia skąd Ono się wzięło u Michaela.
- To faktycznie dziwne. Przecież On musi pozwolić Ci wyjaśnić.
- Nie widziałaś Go .. nie widziałaś jaki był wściekły .. przestraszyłam się Go, bo nigdy taki dla mnie nie był .. to koniec .. On już nie chce ze mną być – nie umiałam nie płakać. Przytuliła mnie.
- Ćśśś .. nie płacz … jeszcze się pogodzicie.
- Tylko do niego nie dzwoń .. nie rób tak jak ostatnio.
- No dobrze.
Do wieczora przesiedziałam u Steffi. Aż w końcu stwierdziła, że nie ma sensu abym wracała do domu, tylko została u niej na noc. Zgodziłam się na to i nawet było mi to na rękę. Przynajmniej nie musiałam tłumaczyć się mamie. Rodzice Steffi też nie mieli nic przeciwko. Położyłam się u niej na kanapie, chociaż chciała mi odstąpić łóżko, ale nie chciałam. Nie mogłam w ogóle zasnąć. Cały czas myślałam o nim i widziałam jego wściekłe spojrzenie. Dlaczego ktoś to zrobił? Komu zależało, żeby nas rozdzielić. Płakałam do poduszki tak, żeby nie słyszała. Co ja bez niego zrobię. Odnalazłam szczęście, którego od zawsze mi brakowało, a teraz znowu jest tak samo. Przepłakałam prawie całą noc. Dopiero nad ranem udało mi się zasnąć, ale tylko na dwie godziny. Nie wiem, która była godzina i nie obchodziło mnie to. Wiem, że było już rano bo w pokoju było jasno, a ja byłam odwrócona w stronę oparcia kanapy. Przypomniały mi się chwile spędzone w Paryżu i nasze wspólne zdjęcia. Teraz żałowałam, że nie zostawiłam sobie chociaż jednego. Wszystkie zostały u niego. W pokoju była zupełna cisza. Usłyszałam, że drzwi się otworzyły, ale nie odwróciłam się. Byłam pewna, że to Steffi. Poczułam, że ktoś usiadł i położył dłoń na moim ramieniu.
- Jeszcze trochę poleżę, dobrze?
- Leż ile chcesz – to nie był głos mojej przyjaciółki, tylko …
- Evan? - odwróciłam się – Znaczy .. co Pan tutaj robi?
- A już myślałem, że przejdziemy w końcu na ''Ty''
- Jest Pan moim nauczycielem.
- Owszem, ale teraz są wakacje, więc mów mi po imieniu.
- Nie skorzystam. Gdzie jest Steffi?
- Wyszła na chwilę. Oczy masz czerwone – dotknął mojego policzka.
- Proszę przestać – odepchnęłam jego dłoń.
- Oj weź przestań udawać. Wiem jak poprawić Ci humor.
- Nic Pan nie wie – wstałam i poprawiłam ciuchy. Też wstał i stanął przede mną.
- Dlaczego się opierasz? Nie wyszło Ci z facetem, ale to nie znaczy, że i ze mną Ci nie wyjdzie.
- Słucham? Skąd Pan o tym wie?
- Zapomniałaś, że Steffi to moja siostra? Mówimy sobie o wszystkim. To jak będzie? Spotkamy się dzisiaj wieczorem?
- Nigdy! - zdenerwowałam się. Wyszłam od razu z pokoju i na schodach spotkałam Steffi.
- Dokąd idziesz? Zaraz będzie śniadanie.
- Bardzo Ci dziękuje, że niedługo wszyscy będą wiedzieli o tym, że rozstałam się z Michaelem! Myślałam, że mogę na Ciebie liczyć! - pierwszy raz byłam tak bardzo wściekła. Wyszłam na zewnątrz i szłam przed siebie. Wolnym krokiem poszłam na plaże i usiadłam na piasku. O tej godzinie plaża była prawie pusta, a ja mogłam się pogrążyć we wspomnieniach na tle szumu fal. Przymknęłam oczy. Nie mam pojęcia ile tam spędziłam czasu, ale musiałam w końcu wrócić do domu. Na moje nieszczęście od progu przywitał mnie ojciec.
- Gdzie się szlajasz? - zatarasował mi drogę na górę.
- Byłam się przejść – złapał mnie mocno za ramię.
- Masz iść do roboty, a nie na spacerki! Jasne?! - pokiwałam tylko głową – I jeszcze jedno. Za tydzień dostaniesz wypłatę. Chyba nie muszę mówić, że chce zobaczyć całą kwotę co do złotówki, tak?
- Tak – opuściłam głowę.
- Mam nadzieje – puścił mnie – A teraz idź się szykować, bo za chwilę masz być w klubie i masz się postarać i być miła dla klientów, bo inaczej porozmawiamy – spojrzałam na niego ze strachem i poszłam po schodach do swojego pokoju. Emocje znowu wzięły górę i kolejny raz się rozpłakałam. Za co sobie na to zasłużyłam? Na chwilę się położyłam.

- Mike … zawsze będę Cie kochała … nie ważne ile czasu minię – mówiłam cicho i płakałam – Przy Tobie odnalazłam szczęście, chociaż trwało tak krótko - wzięłam telefon do ręki. Chciałam do niego napisać, ale nie mogłam. Nie byliśmy już razem. Dlaczego to tak bardzo boli? Powinnam żałować, że się w nim zakochałam, ale tak nie było. Do końca życia będą o nim pamiętała i o naszej miłości, która nie miała okazji się bardziej rozwinąć – Żegnaj najdroższy – mówiłam przez łzy – Nigdy o Tobie nie zapomnę i mam nadzieje, że w końcu odnajdziesz szczęście. Byłeś moją pierwszą, prawdziwą i jedyną miłością – wymęczona łzami, zasnęłam.

sobota, 25 lipca 2015

Chapter 19 Part 1

Witajcie!
W końcu się doczekaliście chociaż nie wiem czy czekaliście. Jeżeli tak, to jest mi bardzo miło. Miałam trochę więcej czasu i napisałam parę notek, wiec możecie spodziewać się za tydzień kolejnej notki. Powinna być na Bad Girl, ale jeżeli mi się nie uda to zapraszam tutaj, bo na pewno będzie nowa ;) Zapraszam do czytania oraz komentowania :)


                                                                            ~~~~~~~


Codziennie od dwóch tygodni chodzę do pracy. Nie miałam ani jednego dnia wolnego i nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam. Jestem okropnie zmęczona i chciałabym to rzucić w cholerę. Niestety nie mogę. Mama też nic nie może. Ostatnio jak stanęła w mojej obronie, pobił ją tak mocno, że przez kilka dni nie mogła chodzić do pracy. Obwiniałam siebie za to. Gdybym jej nie powiedziała, to nic by jej nie zrobił. Żeby tego było mało z Michaelem nam się nie układa. Muszę mu stale odmawiać spotkań. Był zły z tego powodu i ani trochę mu się nie dziwiłam. Strasznie się bałam, że Go stracę. Nie wiedziałam już co robić. Od kilku dni w ogóle nie dzwonił. Ostatni jego sms mówił, żebym dała znać, gdy będę miała czas. Czyli kiedy? Chyba wtedy jak zaczną mi się zajęcia.
Dzisiaj wyjątkowo ''szef'' wypuścił mnie o 14. Podobno ma być jakiś mały remont, dlatego wszystkie dziewczyny zostały wypuszczone wcześniej. Akurat zdążyłam minąć ten budynek, a na swojej drodze zobaczyłam Steffi.
- Betty? - zagadała. Spojrzałam na nią.
- O cześć. Co tutaj robisz?
- Idę do centrum. Pójdziesz może ze mną?
- Chciałabym, ale nie mogę – westchnęłam – Wracam do domu właśnie.
- Szkoda. Nie lubię sama chodzić na zakupy. Ale skoro nie możesz, to może kiedy indziej. A właśnie, jak tam z Michaelem Ci się układa?
- Ehh .. obawiam się, że mnie zostawi – posmutniałam.
- Co Ty .. dlaczego?
- Nie mam dla niego czasu, a ostatni raz widzieliśmy się jakieś dwa tygodnie temu. Jest zawiedziony .. wiem o tym.
- To może teraz się z nim spotkaj. Kurcze .. mam nadzieje, że Cie zrozumie, bo nie chciałabym abyście się rozstali .. naprawdę.
- Dziękuje. Trochę mi głupio nagle do niego zadzwonić. Pewnie jest w pracy.
- No jak chcesz, ale uważam, że powinnaś.
- Eh …. przepraszam, ale muszę już iść.
- Dobrze, to do zobaczenia. Zdzwonimy się?
- Tak. Pa.
- Pa – uśmiechnęła się i poszła w swoją stronę. Odetchnęłam z ogromną ulgą, że nie zapytała, gdzie byłam. Musiałabym okłamać kolejną osobę. Wolnym krokiem jak zawsze wróciłam do domu. Mama też wróciła z pracy. Zawołała mnie na obiad. Zjadłam tylko trochę i poszłam do siebie. Krzątałam się po pokoju i próbowałam poukładać myśli. Stanęłam przy oknie i spojrzałam na telefon, który trzymałam w dłoni. Miałam wybrany numer Michaela, ale nie odważyłam się nacisnąć zielonej słuchawki.
- Przepraszam kochanie – powiedziałam do siebie. Położyłam się i zasnęłam. Obudził mnie dźwięk telefonu. Przetarłam oczy i wzięłam telefon do ręki – Steffi? - odebrałam – Halo?
- Cześć Betty. Masz może czas?
- Teraz?
- Niee za godzinkę powiedźmy – spojrzałam na zegarek, który wskazywał 18.
- No dobrze, ale coś się stało?
- Nie. Chce porozmawiać. To do zobaczenia – rozłączyła się. Ciekawe o czym chce porozmawiać. Przez tą pracę i ją zaniedbałam. Możliwe, że chce nadrobić ten czas. Wstałam, poszłam do łazienki się ogarnąć. Gdy wybiła 18:30 zeszłam na dół do mamy.
- Wychodzę do Steffi.
- Dobrze. O której będziesz?
- Nie powiem Ci dokładnie, bo nie wiem jak długo nam zejdzie.
- Hm .. no w porządku, ale uważaj na siebie – wywróciłam oczami – No nie rób takiej miny.
- Będę uważała – ubrałam buty i wyszłam z domu. Na dworze była piękna pogoda. Słoneczko świeciło tak mocno, że bez okularów przeciwsłonecznych nie dało się patrzeć. Szkoda, że nie mogę skorzystać z tej pogody. Dwadzieścia minut później byłam pod drzwiami domu Steffi. Zapukałam. Otworzyła mi jej mama i wpuściła do środka. Powiedziała, że czeka na mnie w salonie, więc się tam udałam – Cześć po raz drugi – uśmiechnęłam się.
- O szybko przyszłaś, ale to dobrze.
- Nom .. to o co chodzi?
- Wiesz co? Idź do mojego pokoju, a ja zaraz tam przyjdę.
- No dobra – tak też zrobiłam, ale nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy otworzyłam drzwi – Mike? - stał przy oknie ze skrzyżowanymi rękami.
- Cześć – weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi.
- Co Ty tutaj robisz?
- Nie cieszysz się?
- Oczywiście, że się cieszę – podeszłam do niego, zarzuciłam mu ręce na szyję i się przytuliłam. Poczułam, że też mnie objął – Nie masz pojęcia jak tęskniłam.
- Ja tak samo, skarbie – odsunął mnie od siebie, żeby móc na mnie spojrzeć - Dlaczego nie zadzwoniłaś, że na dziś masz już koniec pracy? Czekałem na Twój telefon jak na wybawienie.
- Bo .. myślałam, że pracujesz i nie chciałam Ci zawracać głowy.
- Kochanie Ty mi możesz zawracać głowę przez cały czas – spojrzał mi w oczy – Muszę o to zapytać – spoważniał – Czy nadal Ci na mnie zależy? Chcesz być ze mną? - bardzo mnie tym zdziwił.
- Oczywiście, że tak .. dlaczego o to pytasz?
- Wiesz, że nie mamy dla siebie dużo czasu, a właściwie ..
- Tak .. wiem .. to ja Go dla nas nie mam za co Cie przepraszam, ale nie mam na to wpływu.
- Dlatego muszę wiedzieć na czym stoję.
- Na podłodze – na chwilę się uśmiechnął.
- Wiesz o czym mówię … bo ja nie chce się z Tobą rozstawać .. bardzo Cie kocham.
- Ja też nie chce, naprawdę. I boli mnie to, że nie mam dla Ciebie czasu.
- Zwolnij się.
- Nie mogę.
- Załatwię Ci lepszą pracę. Taką jaką chciałaś – wziął moją twarz w swoje dłonie – Ta praca Cie wykańcza. Jesteś blada i nie wyspana. Nie pozwolę, żeby coś Ci się stało.
- Nic mi nie będzie i nie musisz się martwić. Wiem, że i tak będziesz – zaśmiał się – Ale nie musisz.
- Jeżeli mi obiecasz, że nie będziesz się przemęczała.
- Postaram się – spojrzał mi w oczy i po prostu pocałował. Tak długo na to czekałam. Aż jego czułe i delikatne usta dotknął moich. Nie chciałam się od niego odrywać i oddawałam każdy pocałunek, ale ktoś nam bestialsko przerwał oklaskami. Przerwał pocałunek i spojrzeliśmy w stronę drzwi.
- No miło mi to widzieć – to była Steffi.
- Zwabiłaś mnie tutaj – wskazałam na nią palcem.
- Żałujesz? - spojrzałam na Michaela.
- Ani trochę – wtuliłam się w niego – Dziękuje. Ja bym się pewnie nie odważyła po takim czasie.
- Od czego ma się przyjaciółkę – puściła mi oczko i wyszła. Postanowiliśmy, że pójdziemy na spacer. Spletliśmy swoje palce i szliśmy alejkami parku.
- Pięknie tutaj, a zwłaszcza, gdy się jest z ukochaną osobą – spojrzałam na niego z uśmiechem. Dał mi buziaka.
- Zgadzam się i chce tak częściej .. z Tobą .. tylko z Tobą – wiedziałam, że to niemożliwe, ale nie odpowiedziałam na to. Spędziliśmy cudowną godzinę spacerując i rozmawiając, ale niestety musiałam wracać zanim On wróci do domu i zobaczy, że mnie nie ma.
- Odprowadzisz mnie?
- Z przyjemnością – odprowadził mnie i pożegnaliśmy się wcześniej, tak żeby mama nas nie zauważyła. Trudno nam było się oderwać od siebie. Wróciłam do domu cała w skowronkach. Oczywiście mama to zauważyła i zaczęły się pytania. Odpowiedziałam tylko, że miło spędziłam czas ze Steffi i poszłam na górę. Walnęłam się na łóżko i uśmiechałam się do siebie. Boże. Co ten facet ze mną robi. Wystarczy chwila z nim spędzona, a ja już mam humor na cały dzień, no w sumie na końcówkę dnia, ale zawsze coś. To było cudowne. Zapomniałam chociaż na chwilę o pracy.

                                                                              ~~~~~~

Kolejny tydzień spędziłam w pracy. Dzwoniłam do Michaela jak tylko wychodziłam z pracy. Nie miałam zamiaru Go stracić przez pracę. Dzisiaj był wyjątkowy okropny dzień w pracy. Jakieś obleśne typy próbowały macać kelnerki w tym mnie. Jednemu udało się mnie złapać i posadzić sobie na kolanach. Od razu się wyrwałam, ale jakiś koleś zdążył zrobić zdjęcia. Po tym wydarzeniu od razu pobiegłam do szatni i się rozpłakałam. Szybko musiałam się ogarnąć i wracać do pracy. Na szczęście ochrona ich wyprowadziła z klubu zanim wróciłam.
Następnego dnia miałam wolne, dlatego umówiłam się z Michaelem. Po śniadaniu dostałam wiadomość od Michaela, żebyśmy się spotkali za pół godziny w parku. Zdziwiłam się. Myślałam nawet, że musi wyjechać w sprawach służbowych i chce się tak szybko spotkać. Po pół godzinie siedziałam na ławce w parku i czekałam na Michaela. Zauważyłam Go już z daleka i się uśmiechałam na jego widok, ale On nie odwzajemniał Go i ja też spoważniałam.
- Cześć Misiu – chciałam dać mu buziaka na przywitanie, ale mi nie pozwolił – O co chodzi?
- Jeszcze się pytasz?! - przestraszyłam się jego wybuchem złości.
- Ale .. Mike … dlaczego na mnie krzyczysz? Co ja zrobiłam?
- Nie spodziewałem się tego po Tobie!
- Proszę nie krzycz … przerażasz mnie, gdy taki jesteś – z oka wydostała się pojedyncza łza.
- A jaki mam być według Ciebie?!
- Jeżeli mamy tak rozmawiać … - chciałam już się oddalić, ale złapał mnie za ramię.

- Najpierw mi wyjaśnisz co to ma znaczyć?! - pokazał mi zdjęcie z klubu, gdy siedziałam tamtemu na kolanach. Momentalnie zbladłam ...

sobota, 6 czerwca 2015

Chapter 18

Witajcie!
W końcu udało mi się dokończyć tą notkę. Ciekawe czy wgl jeszcze tutaj jesteście hehe Mam cichą nadzieję, że jednak tak i zostawicie po sobie ślad w postaci komentarzy. Nie wiem, czy za tydzień uda mi się wstawić nową na Bad Girl chociaż się postaram. No to chyba tyle w sumie. Zapraszam na dalsze losy Betty oraz Michaela ;)


                                                                               ~~~~~~


Rano zadzwoniłam do Michaela, że jednak nie możemy się spotkać. Oczywiście dopytywał dlaczego, ale musiałam skłamać, że mama chce, żebym jej pomogła w porządkach. Wyczułam po głosie, że był smutny z tego powodu, ale udawał, że wszystko w porządku. Bardzo niechętnie przygotowywałam się do tej pracy. Miałam dziwne przeczucia. Równo o 11:30 wyszłam z domu. Bar był niedaleko. Od progu, gdy tam weszłam uderzył we mnie nieprzyjemny zapach papierosów i alkoholu. Nie dało się normalnie oddychać. Zauważył mnie jakiś facet i kazał iść za sobą. Myślałam, że to jest właśnie ten kumple ojca i miałam racje. Poszłam za nim do jego gabinetu. O ile można tak Go nazwać.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz.
- Ojciec mi kazał.
- I bardzo dobrze. Przynajmniej pomożesz finansowo rodzicom – nieśmiało kiwnęłam głową – Raz dwa się u nas rozkręcisz i przestaniesz być taka nieśmiała. Wiesz na czym ma polegać Twoja praca?
- Nie bardzo.
- Będziesz obsługiwała klientów i masz być miła, jasne?
- Tak.
- Mam nadzieje, że nie masz dwóch lewych rąk i nie wylejesz drinków.
- Myślę, że dam radę.
- Lepiej, żebyś dała.
- Przepraszam, ale …. do której mam tutaj być?
- Do 22 a czasami dłużej, jeżeli będzie dużo klientów – byłam zaskoczona, że mam pracować aż 10 godzin, ale nic już nie mówiłam. Ten facet wydawał się niezbyt przyjemny i lepiej z nim nie zaczynać – A teraz idź się przebrać i do roboty – podał mi strój.
- Jak to .. od dzisiaj?
- A co myślałaś?
- Nie .. nic …. dobrze już idę – zabrałam ten strój i poszłam do szatni, gdzie dziewczyny się przebierały. Podeszłam do swojej szafki i otworzyłam ją. Rozłożyłam ten strój i doznałam szoku. Przecież … ta miniówka ledwo zakrywa mi tyłek. Ja mam w tym chodzić? Na dodatek bluzka z ogromnym wycięciem. Popłynęła mi łza i usiadłam na ławce. Nie lubiłam takich ubrań, a teraz byłam do tego zmuszona. Z wielkim oporem się w to przebrałam, schowałam swoje rzeczy do szafki i wyszłam. Innym dziewczynom nie sprawiało to problemu. Jedna z nich pokazała mi wszystko co mam robić. Nie szło mi za dobrze. Dodatkowo krępował mnie strój, a przy stolikach siedzieli jacyś obleśni faceci, którzy się gapili na mnie i na inne dziewczyny dość jednoznacznie. Modliłam się aby ten dzień skończył się jak najszybciej. Po sześciu godzinach byłam wykończona, a zostały mi jeszcze cztery. Poprosiłam szefa, żebym mogła zrobić sobie chwilę przerwy. Z wielką łaską mi pozwolił. Odetchnęłam z ulgą, gdy usiadłam na tej ławce w szatni. Nóg już nie czułam. Wyciągnęłam telefon z szafki. Piętnaście nieodebranych połączeń od Michaela. Ehh .. mogłam się tego spodziewać. Zawsze byliśmy w kontakcie.
- A co Ty tutaj jeszcze robisz? Wracaj do roboty. Nie płace Ci za siedzenie – i tyle Go widziałam. Wróciłam za bar jak kazał. Po godzinie muzyka się zmieniła na głośniejszą i szybszą. Nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam w stronę sceny. Światła na niej rozbłysły i wyszła półnaga dziewczyna. Okazało się, że to jest bar ze striptizem. Byłam w jeszcze większym szoku. Boże. Mike w życiu nie może się dowiedzieć. Po 22 poszłam się przebrać w swoje ciuchy i wyszłam czym prędzej z tego miejsca. Gdzie ja trafiłam? Szłam do domu i płakałam. Nadal byłam w szoku i nie chciałem tam jutro wracać. Byłam już blisko domu. Zatrzymałam się w miejscu i popatrzyłam na niego chwilę. W kuchni paliło się światło, znaczy, że mama jest w domu. Ciekawe czy już wie. Od kluczyłam drzwi i weszłam do środka.
- Betty? - usłyszałam głos mamy.
- Tak .. to ja.
- Gdzie byłaś? - podeszła.
- Nie mówił Ci?
- Masz na myśli ojca?
- Raczej ojczyma … ehh .. byłam w .. pracy.
- Jak to? Nie mówiłaś, że coś znalazłaś.
- Bo nie znalazłam. To On mi załatwił … bez mojej zgody.
- No tak .. i jak było? Co to za praca?
- Świetna .. zwłaszcza jak wyszła półnaga dziewczyna i zaczęła tańczyć przy rurze.
- Co?? Ty chyba żartujesz. Jak On mógł! Nie wierzę .. - złapała się za głowę – Porozmawiam z nim .. jeszcze dzisiaj.
- Nie! Mamo, proszę … nie chce, żeby zrobił Ci znowu krzywdę. To i tak niczego nie zmieni.
- Ale ja nie chce, żebyś tam pracowała, Ty też nie chcesz przecież. Tak nie może być. Spróbuje i tak z nim o tym pogadać. Eh .. chcesz kolacje?
- Dziękuje, ale nie. Nie mam apetytu. Wezmę prysznic i się położę.
- No dobrze – poszłam na górę. Czułam na sobie wzrok mamy, gdy szłam na górę. Weszłam do pokoju i oparłam się plecami o drzwi. Co za koszmarny dzień. Rozebrałam się i udałam się do łazienki. Miałam ochotę na kąpiel, ale bałam się, że zasnę w wannie, dlatego wzięłam szybki prysznic. Umyta, wyszłam, wytarłam głowę i ciało do sucha, ubrałam piżamę i wróciłam do pokoju. Położyłam się i odprężyłam. Nareszcie odpocznę. Prawie zasypiałam, gdy usłyszałam pukanie w szybę. Zdziwiłam się i podeszłam do okna. Mike? Otworzyłam okno.
- Co Ty tutaj robisz?
- Nie odbierałaś telefonu i się martwiłem, ale widzę, że wszystko w porządku, tak?
- Tak. Wariat z Ciebie, wiesz? Hehe.
- Oj tam. Mogę wejść? - bez słowa Go wpuściłam przez okno – Śpią już?
- Tego nie wiem. Musimy być cicho.
- Nareszcie mogę zrobić to – objął mnie w pasie i pocałował. Odwzajemniłam z przyjemnością.
- Też za Tobą tęskniłam – przytuliłam się do niego.
- Co się z Tobą działo przez cały dzień? Tak się bałem .. nie masz pojęcia.
- Przepraszam, ale nie mogłam odebrać ani zadzwonić.
- No dobrze, ale dlaczego? Powiesz mi?
- Bo … byłam w pracy – spojrzał na mnie.
- Jak to w pracy? Dlaczego mi nie powiedziałaś? Miałaś pomagać mamie w porządkach. Dlaczego skłamałaś?
- Wybaczysz mi to? Nagle się dowiedziałam – odeszłam kawałek od niego.
- No dobrze, ale bądź ze mną szczera. Co to za praca? - przez chwilę milczałam, bo chciałam mu powiedzieć. W ostatniej chwili stchórzyłam i wymyśliłam coś na poczekaniu.
- W .. pizzeri.
- To chyba w porządku praca, czy się mylę?
- Bo widzisz .. chciałam spróbować swoich sił w mojej dziedzinie.
- Kochanie .. jeżeli chcesz to się tym zajmę – spojrzałam na niego.
- Już za późno. Nie mogę z tamtej zrezygnować. Wiesz, że przez to nie będziemy się widywać zbyt często.
- Czyli jak bardzo rzadko? - widziałam smutek w jego oczach.
- Prawie codziennie od 12 do 22 mam pracę – opuściłam głowę. Podszedł do mnie i objął od tyłu.
- To .. będę Cie odwoził i spędzimy w ten sposób trochę więcej czasu – nie widział, ale się przeraziłam tym pomysłem.
- Odpada, bo jest niedaleko .. nie ma sensu – ziewnęłam.
- Widzę, że jesteś zmęczona. Chodź się położysz.
- A Ty?
- Co ja? - odprowadził mnie do łóżka. Położyłam się.
- Nie jesteś zmęczony? - okrył mnie kołdrą i usiadł obok – Co dzisiaj robiłeś?
- Siedziałem w domu i próbowałem się do Ciebie dodzwonić – miałam wyrzuty sumienia widząc jak się martwił.
- Eh .. naprawdę tego nie planowałam.
- Wierzę i teraz będę już wiedział. Czyli jutro też się nie spotkamy?
- Przepraszam Misiu – opuściłam głowę.
- Naprawdę nie masz za co. Nadrobimy. Może znowu gdzieś wyjedziemy. Co Ty na to?
- Ale gdzie? Teraz i tak nie mogę.
- Teraz nie. Hm .. może w weekend? Będziesz miała wolne?
- Właśnie tego nie wiem bo dopiero zaczęłam pracować. Nie wiem co szef na to.
- Masz szefa? Myślałem, że szefową – przyjrzałam się mu uważnie.
- Czyżbyś był zazdrosny?
- Niee .. nie jestem.
- Nie no wcale. Powiem Ci, że On jest w wieku mojego ojca i jest obleśny. Uspokoiłam Cie trochę?
- No chyba, że obleśny – cicho się zaśmiałam. Leżeliśmy sobie i całkiem odechciało mi się spać. Patrzyłam tylko w stronę drzwi, czy aby nikt nie wchodzi. Przy nim zapomniałam o tej przeklętej pracy i cieszyłam się chwilą. Z dołu usłyszałam jak ojciec krzyczy na mamę. Spojrzałam ukradkiem na Michaela, ale wiedziałam, że też to słyszy – Co się tam dzieje?
- Aaa … kłócą się .. jak zawsze heh – bałam się, że się o wszystkim dowie.
- Ała! Zostaw mnie! - krzyczała mama z dołu.
- Może .. może tam pójdę ..
- Nie! To znaczy .. Oni tak często, a potem się godzą – kłamałam jak z nut i było mi z tym źle.
- Na pewno? Chyba jej nie skrzywdzi? – bardziej się w niego wtuliłam i nie chciałam tego słyszeć. Wiedziałam, że pewnie powiedziała mu o mojej pracy. Wściekł się.
- Kocham Cie – powiedziałam. Spojrzał na mnie.
- Wiem o tym skarbie. Coś się stało? - nie mogłam mu przecież powiedzieć, że nie będzie zadowolony, gdy się dowie prawdy i że Go oszukiwałam. Pokręciłam tylko głową, że nie. Pocałował mnie we włosy. Nie chciałam, żeby odchodził. Nie chciałam się z nim rozstawać.
- Mike … powinieneś już iść .. jest późno.
- Boisz się, że tutaj wejdą – nie miałam co zaprzeczać, bo miał rację.
- Eh .. wiesz, że nie chciałabym się z Tobą w ogóle rozstawać … ale musimy.
- No dobrze – wstał – Zadzwoń do mnie jak będziesz miała czas – chciał już wychodzić przez okno.
- Mike .. - wstałam i podeszłam – Nie bądź na mnie zły .. proszę.
- Chce być z Tobą .. chce, żeby się wszyscy dowiedzieli. Nie mają prawa Tobą kierować i to z kim się możesz spotykać.
- Ja to wszystko wiem, ale … daj mi czas, dobrze? Powiemy im .. w odpowiednim momencie.

- Chodź no tu – delikatnie przyciągnął mnie do siebie i pocałował – Do zobaczenia, kochanie – wyszedł. Zamknęłam okno i patrzyłam przez nie aż zniknął za rogiem. Czemu to wszystko musi być takie trudne i skomplikowane? Westchnęłam i wróciłam do łóżka. Przytuliłam się do poduszki, na której leżał i zamknęłam oczy.

sobota, 16 maja 2015

Wyjaśnienie

Witajcie.
Należą się Wam wyjaśnienia. Otóż blog nie jest zawieszony ani zamknięty. Po prostu nie miałam wgl czasu na pisanie z powodu choroby pieska. Wiem, że dla, nie których to nie jest żaden powód, ale to jest członek rodziny i muszę o nią zadbać. Postaram się w przyszłą sobotę wstawić notkę, ale nie obiecuje. Mam nadzieje, że zrozumiecie.
Do zobaczenia.

sobota, 4 kwietnia 2015

Chapter 17

Witajcie!
Notka miała być tydzień temu, ale się nie wyrobiłam.
Przy okazji chciałam życzyć Wam Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych oraz bardzo mokrego Dyngusa ;)
Za tydzień postaram się dodać nową na Bad Girl, bo będę dodawała na przemian, ale nie chce obiecywać. Teraz mam trochę na głowię i jeszcze dochodzi seria badań, które będę miała, dlatego nie wiem ile będę miała czasu na pisanie. Mam nadzieje, że rozumiecie i dziękuje, że wciąż jesteście :)
Zapraszam do czytania i komentowania :)


                                                                                ******


Postanowiliśmy, że spakujemy się już dzisiaj i dzięki temu mieliśmy więcej czasu dla siebie. Tak, niestety jutro wracamy do LA. Eh .. bardzo szybko zleciał nam ten pobyt tutaj. Nie pamiętam kiedy tak ostatnio się bawiłam. Zapomniałam zupełnie o problemach, o ojcu. Teraz czekała mnie ta sama rzeczywistość. Z tą różnicą, że byłam z Michaelem. Nie mogłam się doczekać kiedy powiem o tym Steffi. Tylko jej mogłam się zwierzyć i potrzebowałam tego. Mike rozmawiał właśnie z kimś przez telefon, gdy ja pakowałam swoje rzeczy. Zdążyłam się już spakować, a On jeszcze rozmawiał. Usiadłam na kanapie i czekałam aż skończy. Gdy skończył, usiadł obok.
- Ze studia. Pytali kiedy wracam.
- Czyli .. nie będziemy się tak często widywać, prawda? - skierowałam wzrok na swoje dłonie.
- Dlaczego?
- Wiem, że jesteś zajęty i to Twoja praca.
- Kotku .. - wziął moje dłonie w swoje – Dla Ciebie zawsze znajdę czas … a może .. - zmieszał się lekko.
- Tak? - spojrzałam na niego.
- Do niczego Cie nie zmuszam, ale … nie chciałabyś ze mną zamieszkać? - nie spodziewałam się tego.
- Mike .. zaskoczyłeś mnie …
- Wiem, ale to jest dobry pomysł .. sama zobacz .. nie musielibyśmy się rozstawać i Twoja matka by się nie wtrącała.
- Ale … Ty to przemyślałeś?
- Tak .. kocham Cie i nie widzę w tym nic dziwnego .. wręcz przeciwnie.
- Ja Ciebie też kocham … ale nie mogę … wybacz, ale to dla mnie za wcześnie – to nie była do końca prawda, ale nie mogłam mu powiedzieć, że nie mogę zostawić samej mamy z ojcem.
- Ehh .. rozumiem ..
- Nie bądź na mnie zły.
- Nie jestem. Nie mam o co. Może faktycznie za szybko to zaproponowałem, ale nic nie poradzę, że nie chce się z Tobą rozstawać – uśmiechnął się.
- Ja też nie chce. Mamy jeszcze czas na takie poważne decyzje, ok? Jesteśmy ze sobą dopiero tydzień. To nie jest długo.
- Masz racje, ale ja myślę o Tobie jak najbardziej poważnie. Nie traktuje Cie jako kolejnej dziewczyny.
- Ja to wszystko wiem, ale to miłe co mówisz – pocałowałam Go w policzek.
- O to dopiero było miłe. Co dzisiaj chcesz robić?
- Wszystko mi jedno, byle z Tobą – przytuliłam się.
- Hmm … może spacerek?
- Pasuje mi, tylko się zamaskuj.
- Wstydzisz się mnie?
- Hehe oczywiście, że nie .. wiesz dlaczego.
- Tylko się droczę.
Wieczorem poszliśmy na planowany spacer. Mike był nie do rozpoznania i mogliśmy swobodnie iść do parku. Trzymaliśmy się za ręce, a Mike co jakiś czas spoglądał na mnie i się uśmiechał. Po którymś razie, zawstydziłam się, więc przestał. Będąc już w hotelu, chciałam poruszyć temat jego leków, ale nie byłam pewna, czy to dobry pomysł. Siedzimy właśnie u mnie w pokoju. Większość czasu spędzaliśmy właśnie u mnie. Zauważył, że coś jest nie tak.
- Kochanie? - usłyszałam. Podniosłam na niego głowę – Coś Cie trapi?
- Nie … no .. tak jak by …
- Powiesz mi co to takiego, hm?
- Eh … - wstałam i podeszłam do okna.
- Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko – podszedł do mnie od tyłu i odwrócił do siebie. Spojrzałam mu w oczy.
- Chodzi o Ciebie .. - zmarszczył brwi – Mike …. tylko powiedź mi prawdę … wciąż … bierzesz?
- Słucham? - trochę się oburzył – Nie jestem narkomanem – odszedł ode mnie.
- Nie miałam tego na myśli .. chodzi mi o leki.
- To zabrzmiało jakbym brał narkotyki.
- Wiem .. przepraszam … odpowiesz mi? - spojrzał na mnie i milczał – Mike?
- Czasami …
- Dlaczego? Przecież Cie prosiłam .. - podeszłam do niego – Nie masz pojęcia co ja przeżywam, gdy pomyślę sobie, że właśnie wziąłeś to świństwo, żeby zasnąć – wzięłam jego twarz w swoje dłonie – Tak bardzo się boję o Ciebie .. nie mogę Cie stracić .. - miałam łzy w oczach.
- Nie stracisz mnie .. przysięgam ..
- Nie możesz tego wiedzieć … co .. co jeśli … się już nie obudzisz? - dałam upust łzom – Tak bardzo Cie kocham, dlatego tak bardzo się boję – wtuliłam się. Poczułam jak mnie objął.
- Kotku … postaram się nie zażywać .. dobrze? - uniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
- Na pewno? - patrzyłam mu w oczy.
- Tak .. zrobię to dla Ciebie, ale to nie będzie łatwe.
- Pomogę Ci.
- Ehh …
Tej nocy spał u mnie i nie musiał brać leków, żeby zasnąć. Położyłam głowę na jego torsie i próbowałam zasnąć. Cieszyłam się, że Michael spokojnie śpi. Oparłam brodę o jego tors i patrzyłam na niego. Wyglądał tak słodko. Po chwili zamknęłam oczy i w końcu sama zasnęłam.
Otworzyłam oczy, bo poczułam, że nie ma przy mnie Michaela. Rozejrzałam się po pokoju i usłyszałam odgłosy dobiegające z łazienki. Brał prysznic. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8 rano, więc nie musiałam się spieszyć ze wstaniem. Z tego co pamiętam to wylot mieliśmy dopiero o 14. Przeciągnęłam się na łóżku i w tym samym czasie z łazienki wyszedł Mike … w samym ręczniku na biodrach! Zmieszał się, gdy zobaczył, że już nie śpię.
- Yy … myślałem, że jeszcze śpisz .. - podrapał się po głowie.
- Przed chwilą się obudziłam – czułam straszne motylki w brzuchu i jak najszybciej odwróciłam się. Na dodatek czułam, że się rumienie. To było takie głupie, ale był pierwszym mężczyzną, którego widziałam prawie nagiego.
- Przepraszam – usłyszałam, ale się nie odwróciłam.
- Za co mnie przepraszasz?
- Oj no wiesz … myślałem, że zdążę się ubrać.
- Nic się nie stało. Dobrze, że ręcznik Ci nie spadł – dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że powiedziałam to na głos – Yyy .. to znaczy .. - jeszcze bardziej spłonęłam rumieńcem.
- Zawsze mocno zawiązuje – zaśmiał się. Dobrze, że obrócił to w żart, ale i tak było mi strasznie głupio – A jeżeli by spadł? - obniżył ton głosu.
- To byś musiał ubrać.
- To na pewno. Już się ubrałem – niepewnie się odwróciłam, ale mówił prawdę. Wstałam i teraz ja poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Ciągle myślałam o tym co przed chwilą widziałam i nie mogłam przestać. Miał idealne ciało. Boże .. o czym ja myślę. Ogarnij się dziewczyno. Umyta i ubrana wyszłam z łazienki. Wpadłam prosto w ramiona Michaela.
- Boże .. przestraszyłeś mnie ..
- Wybacz. Zdałem sobie sprawę, że zapomniałem się przywitać. Dzień dobry kochanie – złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Uśmiechnęłam się podczas pocałunku.
- Dzień dobry. Takie powitania bym mogła mieć codziennie – zarzuciłam mu ręce na szyi i się przytuliłam.
- Da się zrobić, ale wiem, że na razie nie chcesz.
- Ehh .. to nie tak, że nie chce .. po prostu … to za szybko … jesteśmy razem dopiero tydzień i nie znamy się zbyt długo tak naprawdę.
- Zdaje sobie z tego sprawę, ale moje uczucia co do Ciebie nie ulegną zmianie. Możesz być mnie pewna – odczepiłam się od niego.
- Proszę Cie … nie naciskaj na mnie. Wiem, że mnie kochasz .. ja Ciebie tak samo mocno kocham i jeżeli jest dane nam być razem, to będziemy mieszkać razem, ale jeszcze nie teraz.
- Dobrze .. już nie będę … wiem czego chce. Jestem zdecydowanym człowiekiem i chce być z Tobą … na zawsze – spojrzał mi w oczy – Zrobię wszystko aby nam się udało.
- W to nie wątpię.
- Nawet będę próbował żyć w zgodzie z Twoją mamą – zaśmiałam się.
- I właśnie tego się boję, że nie wytrzymasz jej zrzędzenia.
- Dla Ciebie wytrzymam wszystko … nawet najgorszy ból – pogłaskał mnie po policzku. Chciałam coś powiedzieć, ale mnie wyprzedził – Chcesz mieć dzieci? - zaniemówiłam i gapiłam się na niego.
- T-tak … kiedyś chce być mamą … czemu pytasz?
- Po prostu byłem ciekaw. Ja też chce być tatusiem i cieszę się, że też chcesz mieć.
- Ale .. - byłam nieco zaniepokojona.
- Spokojnie kotku … przecież nie teraz .. oboje wiemy skąd się biorą dzieci, a na to mamy jeszcze czas – pocałował mnie w policzek i przytulił. ''Pod warunkiem, że nie będziesz chodził w samym ręczniku'' – pomyślałam, ale szybko odgoniłam te nieczyste myśli.
O 13 pojechaliśmy na lotnisko. Samolot Michaela już czekał. Okazało się, że możemy od razu wystartować. Lot trwał jak wcześniej, dziesięć godzin. Nie przeszkadzało nam to. Przynajmniej mogliśmy spędzić więcej czasu ze sobą. Szczerze to nie chciałam wracać. Znowu się zacznie bicie i znęcanie. Pewnie ojciec nie może się już doczekać. Teraz będzie mi jeszcze trudniej udawać przed Michaelem, że wszystko jest w porządku. Zamyśliłam się, ale nie zauważył, bo opierałam głowę na jego ramieniu i prawie zasnęłam. Pocałował mnie w czoło. Nigdy nie myślałam, że trafię na takiego wspaniałego mężczyznę. Może ma swoje wady, ale ja póki co ich nie dostrzegam. W życiu wycierpiałam dużo, dlatego może takie małe wady mi nie przeszkadzają. Zresztą dowiemy się, gdy będziemy dłużej ze sobą. Poczułam, że ktoś mnie budzi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Michaela.
- Jesteśmy już na miejscu.
- Już? - przeciągnęłam się - Szybko nawet.
- No szybko dla kogoś kto przespał całą podróż.
- Serio? Mogłeś mnie obudzić.
- Po co? Przynajmniej się wyspałaś – dał mi buziaka – Wysiadamy – wzięliśmy się za ręce i wysiedliśmy z samolotu. Zdziwiłam się, że na dworze jest jeszcze jasno.
- Która godzina? - zapytałam.
- 14.
- Czyli jechaliśmy tylko godzinkę – spojrzał się na mnie.
- Niee .. 10 godzin ..
- Wiem .. ale tak powiedziałam, bo wyruszyliśmy o 13, a teraz jest 14.
- Hm .. a wiesz, że dopiero zauważyłem? Faktycznie.
Mike odwiózł mnie prawie pod sam dom. Oczywiście wiedział, że dalej nie może ze względu na ojca. Nie byłam pewna, czy jest w domu. Jak się potem okazało, miałam rację. Gdy tylko weszłam do domu, ''przywitał'' mnie. Chciałam Go wyminąć i pójść do siebie.
- Z ojcem się nie przywitasz?
- Cześć – powiedziałam na odczepnego – Jestem zmęczona lotem i chciałabym iść do siebie.
- Za chwilę – ku mojemu zdziwieniu był spokojny i trzeźwy. Może w końcu dał sobie spokój z alkoholem – Musimy porozmawiać – poszłam za nim do salonu.
- O co chodzi?
- Masz trzy miesiące wakacji, więc załatwiłem Ci pracę u mojego znajomego.
- Słucham? Ale ..
- To już postanowione i zaczynasz od jutra.
- Mama wie?
- Dowie się jeżeli będzie trzeba. Możesz już iść do siebie.
- To powiedź co to za praca.

- W barze. Jutro dowiesz się szczegółów, bo nie chce mi się gadać. Idziesz na 12 – spuściłam głowę i poszłam do siebie. Owszem chciałam pomóc mamie finansowo, ale chciałam sama znaleźć jakąś tymczasową pracę i na pewno nie w barze, gdzie jacyś obleśni faceci będą pić. Nawet do tego się wtrąca. Nie miałam wyboru i musiałam tam iść. Tylko jak ja to wytłumaczę Michaelowi. Mieliśmy spędzić dużo czasu razem. Nie było nam dane.