sobota, 10 października 2015

Chapter 25

Od razu przepraszam za tą nieobecność, ale dopadł mnie jesienny wirus i z nim walczyłam. Nie poddałam się mu tak łatwo, wiec miał dość i poszedł do kogoś innego ;) Musiałam się jeszcze zregenerować i właśnie powróciłam z kolejną notką. Mam nadzieje, że się spodoba i od razu przepraszam za błędy, jeżeli jakieś się pojawiły, ale już nie zdążyłam sprawdzić.
Zapraszam do czytania i oczywiście komentowania ;)

                                                                           ~~~~~~~


Byłam już spakowana i gotowa do drogi. Razem z Niną czekałyśmy na Michaela. Obiecał, że po mnie przyjedzie i odwiezie do domu Niny. Mama musiała zostać w szpitalu, ale czekała razem z nami.
- Nie przyjedzie. Zamówię wam taksówkę.
- Przyjedzie .. obiecał mi.
- Ciągle żyjesz marzeniami. Było mu Ciebie szkoda, dlatego codziennie tutaj był. Nie rób sobie złudnych nadziei.
- Daj jej już spokój i odczep się w końcu od Michaela. To porządny facet, a Ty ciągle o nim źle mówisz. Gdyby nie On wiesz co by się stało Betty, więc daruj sobie – aż na nią spojrzałam. Nie sądziłam, że wstawi się za Michaelem. W końcu Go nie znała.
- Widzę, że i Ciebie wziął na swoją stronę – Nina tylko wywróciła oczami, bo też nie miała na nią już siły. Zawsze wiedziała lepiej. Po dziesięciu minutach przyjechał.
- Przepraszam za spóźnienie – przytulił mnie – Na pewno możesz już wyjść?
- Tak na pewno – uśmiechałam się do niego – Cieszę się, że przyjechałeś – mama w końcu nie wytrzymała. Powiedziała tylko, że potem odwiedzi mnie i wyszła.
- Ok to chodźmy – wziął moją torbę z rzeczami. Coraz lepiej chodziłam o jednej kuli, ale wiedziałam, że długo to nie potrwa. Jechaliśmy w ciszy do Niny. Patrzyłam na mijające budynki za oknem i nagle w mojej głowie pojawiło się tysiąc myśli i pytań. Dlaczego On mi to chciał zrobić? Co mu takiego zrobiłam? Co by była gdyby nie zjawił się Mike? I wiele innych. Na większość nie znałam odpowiedzi. I tak naprawdę chyba wcale nie chciałam poznać. Przerażało mnie to wszystko. Zanim się obejrzałam byliśmy na miejscu – Zaniosę Ci torbę do Twojego pokoju – już chciał iść po schodach na górę.
- Ale Mike – zatrzymałam Go – Ja śpię na kanapie. O tutaj – wskazałam na salon.
- Wcale, że nie – wtrąciła Nina – Przygotowałam Ci moją sypialnię ..
- Ale .. niepotrzebnie .. kanapa mi wystarczy .. naprawdę.
- Umówmy się tak – podeszła – Do czasu aż Ci się całkiem nie polepszy będziesz miała moją sypialnię, ok?
- Nie podoba mi się, że zabieram Ci pokój.
- Tylko Go pożyczasz. Możesz zanieść jej rzeczy – tak też zrobił – Pójdę zrobić obiad. Mike na pewno też zostanie.
- Pomóc Ci?
- Oczywiście, że nie. Ty sobie przez pewien czas będziesz odpoczywała. Należy Ci się – spojrzała na mnie wymownie.
- Ok … pójdę na górę – powoli szłam po schodach. Akurat Mike schodził.
- A co Ty robisz? - wziął mnie na ręce i zaniósł na górę.
- Wariacie hehe dałabym sobie radę.
- Ale nie musiałaś – pokręciłam tylko głową. Położył mnie na łóżku i usiadł obok.
- Zostaniesz na obiad?
- Z tak miłymi dziewczynami zawsze – wyszczerzył się.
- Ej! Bo będę zazdrosna – rzuciłam w niego poduszką.
- Tak pogrywasz? - odrzucił poduszkę, a po chwili już mnie dopadł z łaskotkami.
- Mike! Nie! Hahaha! Pros .. proszę .. - próbowałam zablokować jego dłonie, ale nie miałam szans. Nie mogłam przestać się śmiać.
- Co się .. - nagle weszła Nina i zaniemówiła. Takiego widoku na pewno się nie spodziewała. Ja leżałam, a Michael nachylał się nade mną. Od razu odsunął się od mnie jak oparzony.
- My tylko .. - zaczął się nieporadnie tłumaczyć. Chciało mi się śmiać z jego miny.
- Ten wariat zaczął mnie łaskotać – powiedziałam za niego.
- Trzeba było tak od razu – zeszła na dół. Odetchnął.
- Przynajmniej się uspokoiłeś.
- Nom .. - albo mi się wydawało albo się speszył. Poklepałam miejsce obok siebie, żeby się przy mnie położył. Wykonał polecenie.
- Nic złego nie robiliśmy – położyłam głowę na jego torsie – Nie ma czego się wstydzić.
- Wiem, ale … tak jakoś głupio mi się zrobiło – spojrzałam na niego z dołu.
- Kocham Cie.
- Ja Ciebie bardziej, kochanie – pogłaskał mnie po policzku. Zamknęłam oczy pod wpływem jego dotyku i nie wiedząc kiedy, zasnęłam. Miałam jakieś koszmary dotyczące tego co było w domu. Widziałam jego twarz i czułam, że chce mnie skrzywdzić. Zbliżał się do mnie .. był coraz bliżej ..
- Niee!! - obudziłam się zlana zimnym potem i aż usiadłam.
- Skarbie? - poznałam ten głos. Odwróciłam się do niego i po prostu się wtuliłam – Już dobrze .. ćśś .. to był tylko zły sen – głaskał mnie po włosach.
- To było straszne – wciąż się tuliłam.
- Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Może .. potem ..
- Dobrze. Bez pośpiechu. Lepiej?
- Przy Tobie zawsze. Długo spałam?
- Godzinkę.
- Chodźcie na obiad! - usłyszeliśmy z dołu. Zjedliśmy wszyscy razem obiad, chwilę posiedzieliśmy razem z Niną w salonie i poszliśmy do sypialni. Mama zadzwoniła, że dzisiaj nie da rady przyjechać, bo zostaje na noc.
- Więc dzisiaj nie muszę się jej obawiać – powiedział.
- A boisz się jej?
- No wiesz jak tak na mnie spojrzy tymi swoimi oczami, to strach się bać – zaśmiałam się.
- Taki duży chłopiec, a się boi?
- Ciebie się nie boję.
- Ach tak? - pocałował mnie.
- Eghm – spojrzeliśmy w stronę drzwi – Chciałam tylko zapytać, czy Mike zostaniesz na kolacji? Ale chyba znam odpowiedź.
- Nie chce robić kłopotu.
- Nie robisz. A Betty bardzo chce, żebyś został – uśmiechnęła się w moją stronę. Zarumieniłam się – Hm .. a na śniadanie też zostaniesz? - spojrzała na nas znacząco uśmiechając się przy tym i poszła na dół.
- Ona jest okropna – schowałam się cała pod kocem. Nie chciałam, żeby widział moje okropne rumieńce.
- Oj tam .. nie jest taka zła – zajrzał pod koc – A gdzie mi się chowasz, hm? Chodź do mnie.
Resztę czasu do kolacji spędziliśmy we dwoje. Dużo rozmawialiśmy. Opowiedział mi co czuł po naszym rozstaniu i jak Go to bolało. Ja powiedziałam mu o tym samym i oboje doszliśmy do wniosku, że nie możemy bez siebie żyć. Nawet nie mogliśmy sobie tego wyobrazić. Naszedł czas kolacji. Tak samo jak wcześniej, zeszliśmy na dół, a potem wróciliśmy do sypialni.
- Wiesz .. czuje się przy Tobie bezpieczna .. dlatego .. może byś został .. ? - zapytałam nieśmiało.
- Wiesz, że chętnie – ucieszyłam się. Siedzieliśmy przez chwilę w kompletnej ciszy, tylko się na siebie patrzeliśmy. Nie wiem co mną kierowało, ale przybliżyłam się i po prostu Go pocałowałam. Nie chciałam przerywać. Poczułam jak położył mnie. Poddałam się temu. Nachylał się nade mną i wciąż całował. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. Po raz pierwszy kogoś tak bardzo pożądałam i jednocześnie bałam się tego uczucia. Całował tak czule, że chciałam więcej. Po chwili spojrzał na mnie. Nasze oddechy były ciężkie i przyspieszone. Widziałam w jego oczach, że czuł to samo – Nie możemy .. nie w taki sposób i nie tutaj. Poza tym wiem, że nie jesteś gotowa na tak poważny krok.
- Wiesz co? Jesteś najukochańszym mężczyzną jaki chodzi po tej planecie – dałam mu za to jeszcze buziaka – Żaden inny, by tak nie postąpił, ale Ty jesteś wyjątkowy – pogłaskałam Go po policzku.

- To Ty jesteś wyjątkowa i bardzo Cie kocham. Ehh .. to chyba nie jest dobry pomysł abym dzisiaj został – byliśmy z tym zgodni. Gdyby został .. nie zapanowaliśmy bym nad tym. Pożegnał się ze mną i pojechał do siebie. Przekręciłam się na lewy bok, ale ze szczęścia nie mogłam zasnąć. Wciąż czułam te motylki w brzuchu.

sobota, 19 września 2015

Chapter 24

Witajcie!
Udało mi się cudem napisać notkę. I od razu przepraszam za błędy, ale pisałam ją dla Was przed pójściem spać;)
Jeżeli ktoś jeszcze nie wie o ankiecie po prawej stronie to zapraszam do wzięcia w niej udziału.
Hmm .. tak naprawdę to nie spodziewałam się, że tylu z Was czyta to opowiadanie, a nie komentuje. Oczywiście nikogo nie zmuszam, ale chciałam tylko napisać, że pisze to opowiadanie dla Was, dlatego bym chciała poznać Waszą opinię. To naprawdę nic nie kosztuje, a mi daje poczucie, że mam dla kogo pisać ;) Dziękuje tym osobom, które śmiało komentują i tym samym motywują mnie do pisania. To naprawdę wiele znaczy :) Każdy komentarz jest ważny, wiec śmiało ;)


                                                                           ~~~~~~


Następnego dnia, tak jak Mike obiecał, przyjechał do mnie już od rana i nie opuszczał mnie ani na minutę. Niestety moja mama też była w sali. Nie wiem o co jej chodziło. Byłam dorosła, a Mike mnie uratował, więc by mnie nie skrzywdził. Siedział na krawędzi mojego łóżka. Wychyliłam trochę głowę, żeby spojrzeć na mamę. Siedziała w fotelu.
- I co? - zapytał po cichu.
- Dalej nas obserwuje.
- Czuje się jak na scenie – po cichu się zaśmiałam – Zaraz będzie chciała autograf.
- Lepiej nie kracz. Mamo?
- Tak?
- Byś mogła zapytać się lekarza kiedy będę mogła stąd wyjść?
- I mam zostawić Cie samą?
- Nie jest sama – odpowiedział Mike. Chwilę jeszcze popatrzyła aż w końcu wyszła – No nareszcie.
- Żebyś wiedział.
- Betty .. ?
- Tak?
- Wczoraj chciałem, to powiedzieć, ale nie miałem jak … kocham Cie .. ani na chwilę nie przestałem Cie kochać – patrzył mi w oczy. W moich wzbierały się łzy.
- Ja Ciebie też kocham i przepraszam, że nie powiedziałam Ci prawdy … żałuje tego.
- Już dawno Ci to wybaczyłem, ale ta cholerna duma nie pozwała mi zadzwonić ani nic. I chce Cie przeprosić za to, że tak podle Cie potraktowałem.
- Nie mam o to żalu – wyciągnąłem ręce na znak aby mnie przytulił. Zrobił to, a ja znowu mogłam cieszyć się jego ciepłem – Czyli … dajesz mi drugą szansę?
- Nie mam wyboru … serce mi tak każe i wiesz co? Cieszę się z tego – ponownie spojrzał mi w oczy i delikatnie pocałował – Strasznie tęskniłem, ale teraz już będzie dobrze. Uda nam się pod warunkiem, że nie będziemy mieć przed sobą tajemnic, zgoda? - chwilę na niego patrzyłam. Wiedziałam, że to będzie kłamstwo, ale nie umiałam inaczej i nie mogłam.
- Zgoda.
- A powiesz mi co się stało? Jeżeli czujesz się na siłach.
- Bo … - miałam dość swoich kłamstw. Nie zasługiwał na takie traktowanie. Zaczęłam, ale nie patrzyłam mu w oczy, tylko w stronę okna – Jak wracałam któregoś dnia do domu .. skręciłam kostkę i leżałam przez ten czas w łóżku. Mama była przy mnie, ale właśnie wczoraj zadzwonili do niej ze szpitala, że musi przyjść. Niechętnie mnie zostawiła – zawiesiłam się na chwilę.
- Wszystko w porządku?
- Tak … musiałam skorzystać z wc i jakoś doszłam … gdy wychodziłam …. - nie chciałam, ale musiałam skłamać – Usłyszałam coś z piwnicy … postanowiłam tam zejść, ale z tą nogą było bardzo trudno i spadłam ze schodów … nie wiem ile tak leżałam, bo na chwilę straciłam przytomność. Wołałam potem o pomoc, ale nikogo nie było w domu. Doczołgałam się pod tą ścianę i czekałam na cud.
- Ale … przecież Twój ojciec był w domu .. pytałem o Ciebie .. powiedział, że Cie nie ma .. a jak wszedłem przez Twoje okno do środka, to piwnica była zamknięta na kłódkę – o cholera. Tego się nie spodziewałam. Musiałam coś szybko wymyślić na poczekaniu.
- No bo … bo jak ja wołałam, to nie było Go w domu. Potem przyszedł.
- Betty .. dlaczego kłamiesz? Siedziałem w aucie pod Twoim domem kilka godzin i w ogóle nie wychodził. Dopiero o pierwszej w nocy – patrzyłam na niego.
- Eh .. On pije ..
- Zdążyłem zauważyć, ale co to ma wspólnego?
- Był pijany i nie słyszał jak wołałam o pomoc, a ta kłódka .. nie wiedział, że jestem na dole dlatego zamknął piwnicę – patrzył na mnie.
- No dobrze … a już myślałem, że będę mógł komuś dać w zęby, że Ci to zrobił.
- Naprawdę byś to zrobił?
- Oczywiście. Jesteś dla mnie najważniejsza i nie pozwolę Cie krzywdzić.
- Mój wariat kochany, ale dziękuje za wszystko i za uratowanie życia.
- To mój obowiązek – chciał mnie już pocałować, ale weszła mama. Oboje spojrzeliśmy w jej stronę.
- Wiesz już?
- Tak. Lekarz powiedział, że jeszcze góra trzy dni i będziesz mogła wyjść – odetchnęłam – A Panu się nigdzie nie spieszy?
- Nie. Dzisiaj mam cały dzień, jak i pozostałe zarezerwowane dla Betty – uśmiechał się do mnie.
- Cieszę się – powiedziałam i również posłałam mu ciepły uśmiech.
- No chyba, że Cie męczę ..
- Hmm … czy ja wiem – droczyłam się z nim, ale po chwili zmieniłam swoją minę widząc jego – Nigdy mnie nie męczysz – nagle ktoś wszedł do sali aż się wystraszyłam i myślałam, że to wiecie kto.
- Betty! - nie wierzyłam własnym oczom. To była Nina.
- Co tutaj robisz? - podeszła i mnie delikatnie przytuliła.
- Jednak to prawda. Dowiedziałam się, że tutaj trafiłaś i musiałam przyjechać – dopiero teraz spojrzała w stronę Michaela i ją zatkało.
- Mike to moja siostra Nina, Nina to Mike .. mój przyjaciel i wybawca – podali sobie dłonie.
- Miło poznać – powiedział. Tylko się uśmiechnęła.
- Ciekawe po co przyszłaś – oczywiście, to była mama.
- Mam prawo odwiedzić swoją siostrę i mi nie zabronisz.
- Proszę, nie kłóćcie się – posłuchały mnie chyba pierwszy raz w życiu.
- Jak się czujesz?
- Lepiej, ale noga trochę boli. Cieszę się, że przyszłaś – naprawdę się cieszyłam. Nasze relacje nigdy się nie poprawią, bo nie potrafię zapomnieć co zrobiła, ale cieszyłam się, że przyszła i się zainteresowała.
- I co teraz? Gdzie będziesz mieszkała?
- Wróci ze mną do domu – odpowiedziała mama – Będę ją teraz pilnowała.
- Jasne. Jak wcześniej, co? - no nie, znowu zaczynały – Betty zamieszka u mnie.
- Na pewno nie.
- Jest pełnoletnia i może sama decydować, gdzie chce mieszkać, prawda? - spojrzała na mnie.
- Eh .. tak, ale Nina ..
- Wiem już co chcesz powiedzieć, ale dobrze wiesz, że nie możesz tam wrócić – modliłam się aby nie powiedziała nic więcej przy Michaelu.
- Dobra .. niech będzie – szybko powiedziałam zanim by się rozpędziła.
- I bardzo dobrze. Widzisz mamo? Teraz pomyśl o sobie. Przyszłam tylko na chwilkę, bo spieszę się do pracy. Cieszę się, że nic więcej się nie stało i dziękuje Panu.
- Mów mi Michael.
- Ok .. więc dziękuje Ci za uratowanie mojej siostry.
- Nie ma za co .. naprawdę.
- Oj jest. Dobra, to trzymaj się mała i niedługo się zobaczymy – chciała już wychodzić.
- Przepraszam .. byś mi mogła podać swój adres? Bym chciał odwiedzać Betty, jeżeli Ci nie przeszkadza.
- Pewnie. Nie ma problemu – zapisała swój adres na karteczce i mu podała. Wyszła. Spojrzał na kartkę i ją schował do kieszeni.
- To już mi teraz nie uciekniesz.
- Nie miałam takiego zamiaru.
- Na pewno dobrze się czujesz?
- Przy Tobie nie da się źle czuć.

Mike siedział przy mnie do samego końca odwiedzin. Dzięki niemu zjadłam obiad, który mi nie smakował, ale przy nim był nad wyraz do przełknięcia. Nawet mi trochę pomógł w jego zjedzeniu i udawał, że mu smakuje. Udawał, że łyżka jest samolotem i leci do mojej buzi. Mama chyba miała dość tych słodkości i wyszła. Na naszą korzyść tak naprawdę. Najgorsze było rozstanie. Co prawda tylko na kilka godzin, ale jednak. Już za nim tęskniłam.

sobota, 12 września 2015

Chapter 23

Bardzo powoli otwierałam oczy. Czułam chłód na całym ciele. Gdy udało mi się całkiem otworzyć oczy, zobaczyłam, że wciąż jestem w piwnicy, sama. Nie było Go i bardzo się bałam, że doszło do czegoś więcej. Bieliznę miałam na swoim miejscu i piżamę także. Gdyby posunął się dalej … wiedziałabym o tym .. chyba. Chciałam wstać i stąd wyjść, ale nie dałam rady. Usłyszałam, że otworzył drzwi piwnicy i schodzi po schodach. Położyłam się i zamknęłam oczy. Miałam nadzieje, że da się nabrać.
- Jeszcze śpi? - słyszałam jego głos. Leżałam nie ruchomo – No trudno. Jak wrócę to się zabawimy. Oj spodoba się jej – czułam jego wzrok na sobie i chciałam aby jak najszybciej stąd wyszedł. Po paru minutach wyszedł, a ja otworzyłam oczy i się rozpłakałam. Boże co ze mną będzie. Może mama wróci do tego czasu. Ale co z tego. Pobije ją i dobierze się do mnie. Czułam, że coraz bardziej robię się słaba i nie panowałam nad tym. Zamknęłam oczy i czekałam na cud.

                                                                            ~~~~~~

Była prawie pierwsza w nocy i powoli przysypiałem w aucie. Nagle zobaczyłem, że wyszedł z domu. Zniżyłem się w fotelu, żeby mnie nie zauważył. Chyba trochę wytrzeźwiał, bo szedł w miarę prosto. Obejrzałem się za nim i po chwili już zniknął za rogiem. Dalej obserwowałem dom. Dlaczego Betty jeszcze nie wróciła do domu? Przecież jest późno. Przestało mi się to podobać. Wysiadłem z auta i upewniłem się, czy nie wraca jej ojciec. Podszedłem do drzwi i zapukałem, ale nikt nie otwierał. Patrzyłem w okna i zatrzymałem wzrok na oknie Betty, przez które wchodziłem. Długo się nie zastanawiałem, tylko wszedłem po tym drzewie. Okno było minimalnie otwarte. Otworzyłem je całkiem i wszedłem do środka. Rozejrzałem się po pokoju. Faktycznie, nie było jej, ale łóżku nie było pościelone, więc nie mogła wyjść.
- Betty? - głucha cisza – Gdzie Ty jesteś .. - powiedziałem do siebie. Wyszedłem z jej pokoju i przeszukałem wszystkie pomieszczenia. Nigdzie jej nie było. Straciłem już nadzieje i zszedłem na dół. Rozglądałem się i nagle zauważyłem przy drzwiach od piwnicy kawałek jakiegoś materiału. Chciałem je otworzyć, ale były zamknięte na kłódkę. Nie byłem pewien, czy dobrze robię, ale było mi już wszystko jedno. W szafce znalazłem młotek i rozwaliłem tą kłódkę. Udało mi się znaleźć włącznik światła. Powoli zszedłem na dół i doznałem szoku – Betty?! - podbiegłem do niej – Boże .. kochanie .. - wziąłem w dłonie jej twarz. Była taka blada i słaba. Spojrzała na mnie.
- Mike? Co Ty …
- Ćśśś … nic nie mów. Zabieram Cie stąd – wziąłem ją na ręce. Syknęła – Co Cie boli?
- Wszystko .. - powiedziała ledwo słyszalnie. Wtuliła się we mnie i złapała się szyi. Wyszedłem z piwnicy i chciałem otworzyć drzwi, ale były zamknięte.
- Masz klucze?
- W pokoju – udałem się do jej pokoju, zabrałem klucze i zszedłem razem z nią. Od kluczyłem drzwi. Rozejrzałem się i zaniosłem ją do samochodu. Położyłem na tylnym siedzeniu i przykryłem kocem. Wsiadłem za kierownicę i ruszyłem. Co jakiś czas oglądałem się do tyłu. Przez całą drogę zastanawiałem się co Ona tam robiła. Na dodatek poobijana. Chciałem zapytać, ale zobaczyłem, że zasnęła. Boże tak dawno jej nie widziałem i znalazłem ją w takim stanie. Musiała jak najszybciej trafić do szpitala. Szybko dojechałem, wysiadłem i wziąłem ją na ręce. Obudziła się – Gdzie jesteśmy?
- W szpitalu. Odpoczywaj – wszedłem do szpitala i szukałem jakiegoś lekarza.
- Coś się stało? - podszedł jakiś.
- Dobrze, że pan jest. Moja .. przyjaciółka .. ja nie wiem co się stało, ale jest poobijana i słaba.
- No dobrze. Proszę ją położyć na łóżku – położyłem ją na łóżku, które stało na korytarzu – Zrobimy jej badania i zobaczymy co dalej.
- Mogę iść z wami?
- Niestety nie. Może pan tutaj poczekać i zawołam pana.
- Dobrze .. poczekam .. - pocałowałem ją w czoło – Będę na Ciebie czekał – słabo na mnie spojrzała i została wywieziona do jakiejś sali. Nie mogłem się uspokoić i chodziłem nerwowo po korytarzu. Gdzie była jej matka w tym czasie i co za bydle jej to zrobiło? A jeżeli .. nie .. to nie mógł zrobić jej ojciec. Przecież to by było chore. W końcu to jej ojciec. Miałem ochotę mu przywalić za to co o niej mówił. Nikt tak o niej nie będzie mówił. Co za cham. Usiadłem na chwilę na krzesełku, oparłem łokcie na kolanach i złapałem się za głowę. Usłyszałem stukot korków, ale nie zwróciłem na to uwagi. Jednak kroki się zatrzymały i cofnęły w moją stronę. Podniosłem głowę.
- Jednak to pan – to była mama Betty. Dosiadła się – Chce tylko panu powiedzieć, że nie wiem co się wydarzyło między wami, ale Betty jest przez cały czas smutna i chyba płacze choć nie pokazuje tego.
- Ale ..
- Nie wnikam w to. Właśnie dlatego nie chciałam abyście się spotykali, bo wiedziałam, że prędzej czy później tak ją pan potraktuje – wstała i zaczęła iść w stronę wyjścia.
- Ale Betty jest w szpitalu! - krzyknąłem. Odwróciła się i podeszła.
- Co takiego?? Gdzie Ona teraz jest? - mówiła roztrzęsiona.
- Na badaniach.
- Ale .. co ma pan z tym wspólnego?
- To nie jest tak jak pani myśli. I nie mogę pani powiedzieć, dlaczego przestaliśmy się widywać, ale dzisiaj chciałam to naprawić, bo naprawdę ją .. lubię. Otworzył mi pani mąż i powiedział, że jej nie ma.
- O nie – aż pobladła i usiadła, zrobiłem to samo.
- Postanowiłem na nią poczekać w samochodzie, ale nie wracała. O pierwszej w nocy pani mąż wyszedł z domu, a ja … - opuściłem głowę – Najpierw zapukałem, ale jak nikt nie otwierał, wiec … wszedłem po drzewie do pokoju Betty .. wiem, że nie powinienem, ale musiałem sprawdzić.
- Ma pan racje, ale to teraz nie ważne. Co było dalej? - wziąłem głęboki wdech.
- Szukałem ją po całym domu .. aż wszedłem do piwnicy … leżała pod ścianą ..
- Co?? Jak to w piwnicy?? Boże święty!
- Nie wiem co tam robiła, bo była za słaba by cokolwiek powiedzieć. Zabrałem ją i przywiozłem tutaj. To wszystko – chwilę wszystko przetwarzała i widziałem po jej minie, że nie może w to wszystko uwierzyć.
- Muszę do niej iść – wstała i weszła do tej sali, a mi pozostało jedynie czekać. Nie mogłem tego znieść. Po paru minutach wyszła.
- Wiadomo już coś?
- Ciągle ją badają – martwiła się tak samo jak ja.
- Zabije osobę, która jej to zrobiła – zacisnąłem zęby i pięści. Spojrzała na mnie uważnie – Ten ktoś mi za to zapłaci – nie żartowałem. Oparłem się o ścianę i zamknąłem oczy.
- Dziękuje – usłyszałem i spojrzałem się na nią – Uratował ją pan.
- Jest dla mnie bardzo ważna i zrobię dla niej wszystko – powiedziałem to jak najbardziej serio.
- Widzę – przyglądała się mi. Już miałem gdzieś, czy dowie się, że byliśmy razem, czy też nie. Byłem gotów jej powiedzieć, ale nie wiedziałem, czy Betty by nie była zła na mnie za to. Jakieś pół godziny później z sali, w której znajdowała się Betty wyszedł ten sam lekarz. Podszedł do jej mamy. Dała mi znak ręką abym również podszedł.
- Pani córka ma skręconą kostkę i liczne krwiaki na ciele. Najwięcej w okolicach żeber. Na szczęście nie stwierdziliśmy wstrząsu mózgu. Jest również osłabiona.
- Boże .. o to się bałam .. kiedy będzie mogła wyjść?
- Nie szybciej niż za parę dni. Musi dojść do siebie.
- Rozumiem. Chciałabym z nią zostać na noc.
- Dobrze pani wie, że pani może – uśmiechnął się do niej – Na dzisiaj to wszystko – poszedł do swoich obowiązków. Pani Henderson poszła w stronę sali, gdzie leżała Betty. Stałem w miejscu i patrzyłem za nią. Zniknęła za drzwiami. Nie wiedziałem co robić. Chciałem do niej iść, ale nie mogłem. Najwyżej zostanę tutaj na korytarzu do rana. Miałem już usiąść na krzesełku, ale drzwi się otworzyły i mnie zawołała. Podszedłem.
- Chciała, żeby pan przyszedł – powiedziała mi w drzwiach i przepuściła.
- Mike .. - spojrzała w moją stronę. Wyglądała tak mizernie. Moje serce krwawiło na samą myśl, że tak ją podle potraktowałem. Usiadłem na skraju łózka i wziąłem jej dłoń w swoją.
- Jak się czujesz?
- Tak jak wyglądam – próbowała zażartować.
- Aż tak dobrze? - kąciki jej ust lekko się uniosły.
- Jak … jakim cudem mnie znalazłeś? I dlaczego?
- Chciałem z Tobą porozmawiać .. wyjaśnić wszystko i powiedzieć, że nie powinienem wtedy tak zareagować – jej mama ciągle była w sali i nie zamierzała jej opuścić, więc nie mogłem powiedzieć jej dwóch najważniejszych słów, które krążyły w mojej głowie.
- Nie .. to ja przepraszam … - widziałem jak ciężko jej było mówić.
- Nie teraz. Teraz odpoczywaj i potem to dokończymy, ok? - pogłaskałem ją po policzku.
- Dobrze, a przyjdziesz jutro?
- Nie miałem innych planów, więc przyjdę.
- Heh .. będę czekała – patrzyliśmy sobie przez chwilę w oczy. W tej sekundzie słowa były zbędne, ale oczywiście pani Henderson postanowiła przerwać tą magiczną chwilę.
- Myślę, że już czas na pana – spojrzałem w jej kierunku, a potem na Betty.
- Pójdę już – pocałowałem ją w czoło – Do zobaczenia.
- Pa i dziękuje – spojrzałem jeszcze na nią i się uśmiechnąłem. Wyszedłem i kierowałem się w stronę wyjścia. Szkoda, że pani Henderson nie zostawiła nas na chwilę samych. Mam nadzieje, że jutro będę mógł jej powiedzieć to co chciałem. Byłem spokojniejszy. Wiedziałem, że jest już bezpieczna i nic jej nie grozi. Wsiadłem do auta i pojechałem do domu.

                                                                              ~~~~~~

Nie mogłam w to uwierzyć. Mike mnie znalazł i dzięki niemu tutaj jestem. Tak dawno Go nie widziałam. Nic się nie zmienił. I wydawało mi się, że chciał mi coś powiedzieć. Może jutro się dowiem. Pomimo bólu jaki wciąż odczuwałam, delikatnie się uśmiechałam. Nawet nie zwróciłam uwagi na mamę.
- Betty? Co się tak uśmiechasz?
- A tak jakoś …
- No dobrze. Jak się czujesz?
- Tak samo .. znalazł mnie .. gdyby nie On ..
- Właśnie .. co się stało w domu? - wystarczyło, że sobie przypomniałam, a płacz pojawiał się jak na zamówienie.
- Nie mogę ..
- Przepraszam. Nie powinnam zaczynać tego tematu .. sama mi opowiesz jak poczujesz się lepiej, ok?
- Tak.
- Michael mi powiedział, że znalazł Cie w piwnicy. Nie mogę w to uwierzyć co ten sukinsyn zrobił. Jakim prawem. To moja wina .. mogłam zostać w domu.
- Nie mamo .. nie obwiniał się .. a teraz pozwolisz, że zasnę?

- Oczywiście .. jesteś zmęczona i osłabiona. Śpij córeczko – tak samo jak Mike pocałowała mnie w czoło i usiadła w fotelu pod oknem. Wiedziałam, że będzie czuwała całą noc. Czułam się bezpieczniej. Gdy zamknęłam oczy, znowu zobaczyłam twarz Michaela. Jeżeli to był sen, że był tutaj i normalnie ze mną rozmawiał, to nie chce się obudzić. Mój wybawiciel.  

sobota, 5 września 2015

Chapter 22

Witajcie!
Dodaje tutaj ponieważ póki co wena mnie opuściła na Bad Girl, ale mam nadzieje, że szybko wróci i dodam notkę. Po prawej pojawiła się ankieta. Zachęcam do wzięcia w niej udziału ;)
Dzisiaj się nie będę rozpisywała ponieważ mam kiepski dzień.
Zapraszam wiec do czytania oraz komentowania :)


                                                                           ~~~~~~~


Moim głównym i jedynym zajęciem było leżenie i czytanie książek jakie wpadły mi do rąk. Nie sądziłam, że mama aż tak będzie się mną zajmowała. Wzięła nawet dodatkowy urlop z tego powodu. Ojciec rano wychodził i wracał bardzo późno albo w ogóle. Jak dla mnie mógł w ogóle nie wracać. Na moje szczęście nie zaglądał do mnie. Z każdym dniem czułam się coraz lepiej. Kostka jednak wciąż bolała i nie pozwalała chodzić. Spojrzałam na zegarek. Mama pewnie za chwilę przyniesie mi obiad. Miałam rację.
- Nie śpisz? - zapytała i weszła z tacą.
- Wiesz, że nie – podeszła i postawiła tacę na nocnej szafce – Coś się stało? - wyglądała jak by czymś się martwiła.
- Eh … dzwonili do mnie ze szpitala .. muszę tam jechać.
- Ale .. teraz?
- Wiem, że powinnam się Tobą zająć ..
- Nie o to chodzi .. chodzi o niego .. wiesz przecież.
- Tak. Na szczęście znowu gdzieś poszedł i pewnie nie wróci jak ostatnio.
- Mam nadzieje.
- Poradzisz sobie? Przygotowałam Ci już kolacje i wystarczy odgrzać. Przyniosę Ci ze szpitala kule, żebyś mogła się poruszać po domu.
- Dobrze – nie podobało mi się to, że muszę zostać sama. Przecież mógł w każdej chwili wrócić. Jednak nie dałam po sobie tego aż tak bardzo poznać.
- Betty? Mogę Cie o coś zapytać?
- Pytaj.
- Dawno nie widziałam Michaela .. nie przychodzi ani nic – na początku byłam strasznie zdziwiona, że ją ta interesuje, ale po chwili zrobiło mi się smutno.
- Dlaczego pytasz? Przecież Go nie lubisz.
- Po prostu. Wyjechał?
- Nie – naprawdę nie miałam jej ochoty o tym opowiadać.
- To o co chodzi? Przecież widzę, że jesteś smutna.
- Zerwaliśmy kontakt .. cieszysz się? - zbierało mi się na łzy, ale nie chciałam przy niej się rozkleić.
- Co? Dlaczego? Przeze mnie?
- Nie …. On ma swój świat .. ja do niego nie pasowałam .. nawet jako przyjaciółka – musiałam skłamać.
- On Ci tak powiedział? - zaprzeczyłam głową.
- Przecież to było jasne od początku. Ale .. jest dobrze … On o mnie zapomniał i ma spokój – patrzyła na mnie chwile.
- Przykro mi .. naprawdę. Muszę już iść – pocałowała mnie w czoło – Zjedź obiad i odpoczywaj – wyszła z pokoju. Poczekałam aż wyszła z domu i dopiero się rozpłakałam. Musiała mi o nim przypomnieć. Dlaczego? A niech to. Straciłam apetyt na obiad i przekręciłam się na bok. Długo tak leżałam i płakałam w poduszkę. Chciałam zasnąć, ale nie mogłam. Co zamknęłam oczy widziałam Michaela. Czy kiedyś przestanę za nim tęsknić i się odkocham? Jakoś się zmusiłam na ten obiad i Go zjadłam. Musiałam iść do wc. Powoli wstałam. Żebra wciąż bolały, stopa tak samo, ale powoli doszłam do łazienki. Załatwiłam się, umyłam dłonie i wyszłam. Nie zauważyłam i wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę i to był On. Szybko wróciłam się do łazienki i zamknęłam drzwi na zamek.
- Otwieraj!! I tak Cie dopadnę Ty mała szmato!! - wydzierał się, a ja płakałam i skuliłam się w rogu łazienki. Boże tylko nie to. Wali w te drzwi całym ciałem i wiedziałam, że je w końcu wyłamię.
- Zostaw mnie – mówiłam bardziej do siebie, bo i tak tego nie słyszał. Mamo wróć .. proszę. Nie minęła minuta i był w środku.
- Mówiłem coś!! - złapał mnie za włosy i podniósł.
- Ałłł!! Puść .. proszę .. - mówiłam przez łzy – Dostałam nauczkę ..
- To ja zadecyduje czy dostałaś!!! - wyciągnął mnie siłą z łazienki. Opierałam się na tyle ile mogłam, ale byłam za bardzo osłabiona. Pozostało mi jedynie płakać i liczyć na cud, że mama za chwilę wejdzie do domu. Wlókł mnie po schodach. Uderzyłam się stopą o poręcz. Poczułam straszny ból w niej – Idź prosto!! Myślisz, że pozwolę siebie tak traktować?!!!
- Nic nie zrobiłam …
- Nic?!! Za te nic dostaniesz kolejny raz i tym razem nikt Ci nie pomoże!!
- Najlepiej mnie od razu zabij – to by było najlepsze rozwiązanie.
- Jeszcze nad tym pomyślę!! - otworzył drzwi piwnicy i po prostu mnie do niej wrzucił. Moje ciało toczyło się po schodach coraz niżej. Takiego bólu jeszcze nigdy nie czułam. Leżałam na końcu schodów i nie miałam siły nawet ruszyć palcem – Za chwilę do Ciebie przyjdę!! - zamknął drzwi. Naprawdę myślałam, że to jest już mój koniec. Gdybym miała szansę wyjaśnić Michaelowi, że to nie tak było. Tylko tego chciałam. Chciałam aby znał prawdę, a potem mogę odejść. Nie wiem ile godzin tak leżałam w tym ciemnościach i na betonie. Było mi zimno i dostałam jakiś dreszczy. Usłyszałam dzwonek do drzwi, ale nie byłam w stanie krzyknąć. Słyszałam, że otworzył drzwi i z kimś rozmawiał, a potem nimi trzasnął. Otworzył drzwi piwnicy, zapalił światło i słyszałam jego kroki po schodach. Kucnął obok mnie i się patrzył – Zgadnij kto był … Twój kochaś i pytał o Ciebie. Nie mówiłaś, że masz kogoś. Przeleciał Cie już? - jego spokojny ton głosu wzbudzał jeszcze większy strach.
- N-nie .. - udało mi się wypowiedzieć.
- Świetnie .. pozwolisz jednak, że sam sprawdzę, ale za chwilę – zmierzył mnie wzrokiem, wstał i wyszedł. Łzy same zaczęły lecieć i nie chciały przestać. Boże co On chce ze mną zrobić. Wiedziałam, ale nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Chciałam aby ten koszmar się już skończył. Dopiero teraz do mnie dotarły jego słowa. Michael tutaj był. Ale po co? I to jeszcze musiał na niego natrafić. Powoli doczołgałam się do końca ściany i przykryłam jakimś starym kocem, który leżał obok. Po chwili znowu do mnie zszedł – Teraz tak szybko Cie nie opuszczę.
- Nie … odejdź …
- Nic z tego. Chodź do mnie i lepiej się nie opieraj – uklęknął obok mnie i odkrył koc. Zaczął się do mnie dobierać. Starałam się odpychać jego dłonie, ale nie miałam tyle siły. Pamiętam jedynie to, że zaczęłam płakać, a potem już nic. Urwał mi się film.

                                                                                  ~~~~~~

Przesiedziałem w aucie prawie dwie godziny przed jej domem. Jednak nie wyszła. Wcześniej pojechałem do jej pracy w nadziei, że tam będzie, ale dowiedziałem się, że już tam nie pracuje. Ucieszyła mnie ta wiadomość. Siedziałem w tym samochodzie i myślałem. Ale ja jestem głupi. Dlaczego nie pozwoliłem jej wyjaśnić? Przecież wciąż ją kocham i nie mogę przestać ani zapomnieć. Miałem nadzieje, że będzie chciała ze mną porozmawiać. Fakt, zataiła przede mną prawdę, ale pewnie dlatego, że się bała mojej reakcji. Koniec tego. Muszę z nią natychmiast porozmawiać. Wysiadłem z auta i z bijącym sercem zapukałem do drzwi. Było mi już wszystko jedno kto otworzy.
- Czego? - w drzwiach zobaczyłem wstawionego mężczyznę. To jej ojciec.
- Dzień dobry. Jest może Betty? - głupkowato się uśmiechnął.
- A Ty kim jesteś? Jej fagasem?
- Jesteśmy .. przyjaciółmi. Chciałbym z nią pogadać przez chwilę.
- Już powiedziałem, że jej nie ma! Gdzieś się szlaja razem ze swoją matką! - nie podobał mi się jego ton i to jak o niej mówił.
- Może Pan jej przekazać, że byłem i niech się do mnie odezwie?
- Hm .. może – zrozumiałem jego aluzje. Wyciągnąłem z portfela sto dolarów i mu dałem.
- A teraz?
- Teraz to inna rozmowa.
- Dziękuje.

- Tylko będziesz musiał się ustawić w kolejce. Ma dużo klientów – zamknął mi drzwi przed nosem. Miałem ochotę mu przywalić za to, że tak o niej mówił. Zacisnąłem zęby i pięści. Nie ufałem mu. Wsiadłem do auta i postanowiłem czekać aż ją zobaczę. Nie ważne i to by miało potrwać. Miałem przy sobie nasze wspólne zdjęcie. Patrzyłem się na nie i przypomniały mi się nasze wspólne chwile. Przejechałem kciukiem po jej twarzy. Moja piękna i jedyna. Poczekam na Ciebie nawet do rana albo i dłużej. Oparłem zdjęcie między deskę rozdzielczą, a przednią szybę. Obserwowałem dom.

sobota, 29 sierpnia 2015

Chapter 21

Witajcie!
Jak widzicie nie udało mi się napisać notki na Bad Girl, dlatego wstawiam tutaj ponieważ miałam napisaną już wcześniej. Mam nadzieje, że uda mi się wstawić za tydzień na Bad Girl ;)

Kto wie co jest dzisiaj za dzień? Hehe głupie pytanie. Każdy fan wie. Dzisiaj są kolejne urodzinki Naszego Króla ;) To już 57, ale ten czas leci. Happy Birthday Mikey :) Gdziekolwiek jesteś, jestem pewna, że jesteś tam szczęśliwy i bez żadnych zmartwień. Brakuje Nam Ciebie, ale najważniejsze, że Tobie jest tam dobrze. Pozostaniesz na zawsze w Naszych sercach :)


                                                                           ~~~~~~~~


U Niny spędziłam dwa dni jak się okazało. Nie miałam ochoty wracać do domu, a Ona też nie miała nic przeciwko, żebym dłużej została. Kolejny plus był taki, że nie musiałam chodzić do tego klubu. Ojciec się wścieknie, ale dopóki jestem tutaj nic mi nie grozi. Nina była w pracy, a ja siedziałam sama w domu. Nie chciałam wychodzić w obawie, że On albo, któryś z jego kumpli mnie rozpozna i mu doniesie. Nie miałam co robić, więc zrobiłam dla nas obiad, a potem poszłam do salonu na TV. Nawet podczas oglądania telewizji myślałam o Michaelu. Codziennie o nim myślałam i nie ważne co robiłam. Nie mógł wyjść z mojej głowy. Usłyszałam, że Nina wróciła.
- Już jestem – weszła do salonu – Ale coś ładnie pachnie.
- Zrobiłam obiad.
- Nie musiałaś. Coś by się zamówiło.
- I tak nie miałam co robić i też chciałam się odwdzięczyć, że mogę tutaj mieszkać.
- Nic wielkiego. Przecież jesteś moją siostrą – usiadła na kanapie – Słuchaj .. dzisiaj wieczorem wychodzimy.
- A gdzie?
- Nie uwierzysz, ale Michael Jackson organizuje taki mini koncert i mam już bilety, więc się nie wykręcisz – pomachała mi nimi przed oczami.
- Ale … ja nie mogę tam iść.
- Dlaczego? Przecież od bardzo dawna nigdzie razem nie byłyśmy – co jej miałam powiedzieć.
- Pójdę Ci nałożyć obiad – wstałam i poszłam do kuchni. Oczywiście poszła za mną.
- No weź. Na pewno będzie rozdawał autografy i będzie można zrobić sobie z nim zdjęcie – namawiała mnie. Oparłam się dłońmi o blat.
- Ja … ja już mam z nim zdjęcie .. i to nie jedno.
- Naprawdę? A kiedy byłaś na jego koncercie?
- Nie byłam – nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Pobiegłam do łazienki i nie mogłam się uspokoić. Wszystkie wspomnienia nagle wróciły, a Nina nic nie wiedziała. Zapukała do drzwi.
- Mogę wejść? - nie odpowiedziałam. Sama weszła – Betty? Co się dzieje? Jeżeli nie chcesz tam iść to nie pójdziemy przecież – podała mi chusteczkę.
- Nie o to chodzi … to On ..
- Nie rozumiem .. jaki On?
- Michael.
- Tak niczego się nie dowiem. Uspokój się i mi powiedź – wytarłam łzy i powoli się uspokajałam.
- To On .. Michael .. był moim chłopakiem – zaśmiała się, ale kiedy zobaczyła moją poważną minę, spoważniała.
- Ty serio mówisz?
- Po co bym miała kłamać?
- No tak … jestem w szoku.
- Pewnie też bym była. Przecież kim ja jestem .. szara myszka, a On światowa gwiazda – wyszłam z łazienki.
- Zaczekaj. Nie miałam tego na myśli – dogoniła mnie i zatrzymała – Po prostu ..
- Nie tłumacz się.
- Nie obrażaj się. Nie chciałam nic złego. Po prostu .. nie spodziewałam się, że to o Nim mówiłaś.
- Sama rozumiesz, że nie mogę tam iść. Próbuje się z tym pogodzić, a gdy Go zobaczę .. będzie jeszcze gorzej. Na dodatek On mnie nie chce znać.
- W porządku. Nie pójdziemy.
- Dziękuje.
Tak jak powiedziała, zostałyśmy w domu. Oglądałyśmy filmy w telewizji i jadłyśmy kolacje, gdy usłyszeliśmy pukanie.
- O tej godzinie? Pójdę otworzyć – poszła. Byłam ciekawa kto to. Zobaczyłam mamę.
- Wszędzie Cie szukałam – podeszła i mnie przytuliła.
- Niepotrzebnie.
- Nie mów tak. Dopiero dzisiaj skończyłam pracę. Wracam do domu, a Ciebie nigdzie nie ma. Ojciec jest wściekły, bo uciekłaś. Weź swoje rzeczy i wracamy.
- A Ty wiesz czemu jest wściekły?! - Ninie puściły nerwy – Nie jesteś ciekawa?!
- Nina – spojrzałam na nią, żeby nic nie mówiła. Też na mnie spojrzała.
- Ona nie pójdzie z Tobą. Może zostać u mnie ile chce.
- Teraz przypomniałaś sobie o siostrze? Wyprowadziłaś się i miałaś nas gdzieś. Myślałaś, tylko o sobie i swoim bezpieczeństwie.
- Nie musisz mi przypominać, że źle zrobiłam.
- Wyrzuty sumienia nic nie pomogą. Betty idziemy.
- Nie! Daj jej spokój! Też ma prawo ułożyć sobie życie! - podeszłam do siostry.
- Dziękuje za wszystko, ale muszę z nią wrócić – nie chciałam. Wiedziałam co się stanie, ale nie chciałam, żeby skrzywdził mamę z mojego powodu. Nie zasługiwała na to.
- Nie musisz. Zostań u mnie.
- Chciałabym ..
- On Cie znowu skrzywdzi – nie odpowiedziałam, tylko się z nią pożegnałam. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam razem z mamą. Przez całą drogę milczałam. Próbowałam się przygotować na to co mnie czeka. Cały czas słyszałam słowa Niny. Dobrze wiedziałam, że ma racje.
- Betty?
- Hm? - spojrzałam na nią.
- Pytałam się, dlaczego uciekłaś.
- Bo miałam dość – nic więcej nie powiedziałam. Droga autobusem wydawała mi się wiecznością i cieszyłam się z tego. Niestety wszystko kiedyś się kończy i musiałyśmy już wysiadać. Szłam jak na karę śmierci i tak się czułam. Mama otworzył drzwi i przepuściła mnie pierwszą. Od razu na mnie naskoczył.
- Gdzie się szlajasz mała dziwko?! - uderzył mnie w twarz.
- Rick! Przestań!
- Zamknij się! Jesteście takie same! - znowu mnie zdzielił, tym razem mocniej – Pytałem o coś! - nie odpowiedziałam. Złapał mnie za włosy – Odpowiesz czy nie?!
- Nie! - już było mi wszystko jedno.
- Pyskujesz?! - uderzył mnie z pięści w brzuch. Skuliłam się pod wpływem bólu – Prosisz się o to!
- Proszę .. zostaw ją .. - płakała. Nie słuchał jej.
- Popamiętasz mnie! Raz na zawsze! - po kolejnym ciosie, upadłam. Kopnął mnie w brzuch.
- Zabijesz ją! - chciała Go odciągnąć, ale odepchnął ją na ścianę.
- Jutro idziesz do pracy!
- Już nigdy tam nie pójdę … nie będę zarabiała na Twój alkohol – ledwo wypowiedziałam. Spojrzał na mnie wściekłe i zaczął bić gdzie popadnie. Czułam okropny ból. Ostatnie co słyszałam, to przeraźliwy krzyk mamy, a potem już nic.
Nie wiem ile czasu minęło, a może dni? Powoli otwierałam oczy. Nawet tak prosta czynność sprawiała mi ból. Zobaczyłam, że jestem w swoim pokoju w łóżku. Jakikolwiek ruch sprawiał mi dużo bólu i leżałam nie ruchomo. Mama weszła do pokoju.
- Boże .. - podeszła i usiadła na skraju łóżka – Nareszcie się obudziłaś – miała zapłakane oczy.
- Która godzina? - cicho zapytałam.
- Druga w nocy. Tak mi przykro – uroniła łzę – Chciałam Go powstrzymać.
- Wiem mamo – ledwo mówiłam.
- Nina miała rację … mogłaś u niej zostać. Nie będę Cie męczyła. Odpoczywaj i niczym się nie martw. Do tej pracy już nie pójdziesz – pocałowała mnie w czoło i chciała wyjść.
- Mamo? - spojrzała na mnie – Możesz zostać ze mną? - bałam się zostać sama w pokoju.

- Dobrze kochanie – usiadła w fotelu – Śpij dobrze – upewniłam się, czy jest i zamknęłam oczy. Budziłam się kilka razy za sprawą gorączki, która dawała się we znaki. Mama cały czas była przy mnie i pocieszała, że wszystko będzie dobrze, robiła zimne okłady na czoło. W łóżku i tak musiałam zostać kilka dni. Na szczęście miała wolne i czułam się bezpieczniej. Chciała mnie zawieźć do szpitala, ale nie mogła. By musiała im wszystko powiedzieć jak do tego doszło, a żadna z nas tego nie chciała. Na dodatek nie mogłam chodzić z powodu zbitej kostki. Pięknie. Kolejne dni zapowiadają się świetnie.


                                                                            ~~~~~~~


P.S. Chce tutaj oficjalnie podziękować pewnej osobie, która czyta każdą notkę i zostawia po sobie ślad (chociaż wcale nie musi) Aguś to o Tobie ;) Zawsze mogę liczyć na Twoją szczerą opinię i za to Ci dziękuje :) Ty wiesz ile to dla mnie znaczy i piszesz co uważasz. I wiem, że nie czytasz moich wypocin z przymusu, a to jest dla mnie najważniejsze.





sobota, 22 sierpnia 2015

Chapter 20

Witajcie!

Hmm chyba tym razem nie mam nic do powiedzenia hehe Tylko to, że się cieszę, że jesteście i wciąż czytacie. Nie obiecuje notki za tydzień na Bad Girl, ale się postaram.
Zapraszam do czytania ;)


                                                                       ~~~~~~~~~~


Każdy kolejny dzień był taki sam. Chodziłam do pracy, wracałam i prawie w ogóle nie wychodziłam z pokoju. Nie miałam po co tak naprawdę. Mamy prawie nie było w domu. Podobno był jakiś wypadek i każdy był potrzebny do pomocy. Teraz się cieszyłam, że tak późno wracam do domu. Przynajmniej nie musiałam na niego patrzeć. No i nie myślałam o Michaelu. Właśnie. Przez tą pracę Go straciłam, a może przez moje kłamstwa? Gdybym wiedziała jak to się skończy, bym mu od razu powiedziała co to za praca. Niestety bałam się jak zareaguje.
Wycierając kolejny stolik, moją uwagę przykuł starszy mężczyzna. Rzadko się tutaj takich widuje. Na dodatek w ciemnych okularach. Pewnie światła ze sceny były za mocne. Siedział dosyć długo. W pewnym momencie spojrzał na mnie. Tak po prostu i wyszedł. Nie wiedziałam kim był i czego chciał, ale zachowywał się dosyć dziwnie. Niczego nie zamówił. Po prostu siedział.
Nadszedł dzień wypłaty. Szef zadowolony dał mi do ręki całą sumę.
- I nie jest tak źle – zagadał.
- Yhym.
- Jestem zadowolony z Twojej pracy, dlatego .. - powiedział ciszej – Należy Ci się premia – wręczył mi dodatkową sumę.
- Ale ..
- Bez gadki – miał już odchodzić – Aha i jeszcze jedno. Mam nadzieje, że niedługo będziesz jeszcze bardziej otwarta. Rozumiemy się? - spojrzał na mnie i odszedł. Nie wiedziałam o co mu może chodzić. Przecież wykonuje swoje obowiązki. Podeszła do mnie jedna z dziewczyn.
- Uważaj na niego – i poszła. Patrzyłam chwilę za nią i całkiem nie wiedziałam o co tutaj chodzi. Poszłam do szatni i szybko się przebrałam. Wypłatę schowałam do portfela, a premie … do biustonosza. Tak właśnie tam, bo ojciec był zdolny przeszukać moją torebkę i kieszenie w nadziei, że znajdzie ukryte pieniądze i będzie miał mnie za co zlać. Już przebrana, wyszłam z klubu, ale nie poszłam od razu do domu. Wolałam iść na spacer i nawet późna godzina mnie nie przerażała jak kiedyś. Chodziłam sobie i rozmyślałam nad tym wszystkim. Nawet nie miałam z kim porozmawiać. Ze Steffi nie bardzo chciałam. Ostatnio wygadała się swojemu braciszkowi. Miałam nadzieje, że chociaż nie powiedziała mu kim jest .. był mój chłopak. Spojrzałam w niebo. Tej nocy było bardzo piękne. Gwieździste. Tylko szkoda, że podziwiałam je zupełnie sama. Koniec użalania się nad sobą. Nigdy tego nie lubiłam. Nawet nie wiem kiedy doszłam do domu. Nie muszę nawet mówić kogo spotkałam, gdy tylko weszłam.
- Masz? - spojrzałam na niego.
- Tak – wyciągnęłam pieniądze z portfela i mu dałam. Przeliczył przy mnie.
- Na pewno to wszystko?
- Na pewno .. więcej nie mam.
- Grzeczna dziewczynka – dziwnie na mnie spojrzał i dotknął mojego policzka. Nie byłam w stanie nic zrobić.
- Mogę … mogę iść do siebie? - przełknęłam ślinę.
- Może – wciąż nie zabrał dłoni.
- Jestem zmęczona.
- Wiesz, że mamy nie ma i długo jej nie będzie – przestraszyłam się. Nie odpowiedziałam – Jesteśmy sami.
- Ale jesteś moim ojcem …
- I jestem też mężczyzną, który ma swoje potrzeby. Wiesz, że z Twoją mamą nam się nie układa i lepiej bądź posłuszna – zmierzył mnie wzrokiem i poszedł do salonu dalej pić. Od razu pobiegłam do siebie. Zastawiłam krzesłem drzwi i skuliłam się w rogu pokoju koło łóżka. Tak strasznie się bałam, że tutaj przyjdzie i ….
- Mike gdzie jesteś – płakałam – Potrzebuje Cie … potrzebuje Cie jak jeszcze nigdy.
Myślałam co zrobić. Wytarłam łzy i chodziłam po pokoju. Nagle spojrzałam w stronę szafy. Podeszłam do niej, otworzyłam, wyciągnęłam torbę i spakowałam kilka rzeczy. Na szczęście miałam pieniądze z premii. Muszę to zrobić. Muszę uciec. Nie mam wyjścia. Otworzyłam okno i spojrzałam w dół – Jak On to robił .. - próbowałam wejść na to drzewo i udało mi się dopiero za trzecim razem. Ostrożnie zeszłam na dół. Sprawdziłam jeszcze czy nie wychodzi z domu i zaczęłam biec w stronę najbliższego przystanku. Nie wiedziałam jeszcze gdzie mam pojechać. Nie znałam nikogo prócz Steffi i … ehh .. tylko ją. Jednak nie miałam zamiaru do niej pojechać ze względu na Evana. Był okropny i nachalny, a ja nikogo nie szukałam. Zwłaszcza kogoś takiego jak On. Ani trochę nie był w moim typie. Typowy blondas z niebieskimi oczami. Co za banał. Tacy myślą, że mogą mieć każdą. Musiałam przestać o nim myśleć, bo jeszcze bardziej psułam sobie humor. Podjechał autobus. Nie miałam za dużego wyboru i po prostu do niego wsiadłam. Usiadłam na samym końcu i patrzyłam się przez okno. Było zupełnie ciemno i nie wiedziałam co dalej. Po około piętnastu minutach autobus zatrzymał się blisko domu mojej siostry. Nie byłam pewna, ale wysiadłam. Zatrzymałam się przed jej domem i stałam tak kilka minut zanim zapukałam.
- Co tutaj robisz? - wyglądała jak by zobaczyła ducha.
- Nina … mogę wejść .. na chwilę?
- Tak – wpuściła mnie i zamknęła drzwi – Nie powinnaś być w domu o tej godzinie?
- Powinnam, ale nie jestem – głupio mi się z nią rozmawiało, ponieważ nasze relacje nie były najlepsze. Kazała mi iść za nią do salonu i tak też zrobiłam – Obudziłam Cie?
- Nie. Dopiero się kładłam. Po co Ci torba?
- Uciekłam ..
- Ale …
- Dobrze wiesz dlaczego. Ja już z nim dłużej nie wytrzymam.
- Dlatego się wyprowadziłam – ciągle miałam do niej żal o to, że zostawiła mnie i mamę z nim, żeby się uwolnić.
- Szkoda, że nie zabrałaś nas ze sobą.
- I żałuje – spojrzałam na nią – Mówię zupełnie serio. Opowiedz co się stało.
- Trochę się tego nazbierało … może zacznę od tego, że załatwił mi pracę … w klubie.
- W klubie? Zgodziłaś się na to?
- A miałam wyjście? Nie miałam. Ale to nie to o czym myślisz. Pracuje tam jako kelnerka. Dzisiaj dostałam wypłatę i musiałam mu całą oddać.
- To jak tutaj przyjechałaś?
- Ukryłam pieniądze z premii, ale nie to jest najgorsze.
- Mów dalej. Poczekaj. Chcesz może coś do picia albo jedzenia?
- Nie .. dzięki, ale nie jestem w stanie nic przełknąć.
- No dobrze – zaczęłam mówić dalej.
- Bo .. poznałam kogoś ..
- O naprawdę? - pokiwałam głową.
- Byliśmy przyjaciółmi, ale w Paryżu wszystko się zmieniło – wyprzedziłam jej pytanie – Zaprosił mnie i możesz się domyślać jak mama wariowała z tego powodu.
- Zawsze była za bardzo nadopiekuńcza.
- No właśnie. Wracając do tematu … będąc tam .. wyznaliśmy sobie miłość – uśmiechnęłam się na samo wspomnienie – Wiedziałam, że nie będzie nam łatwo, ale nie sądziłam, że tak szybko się zakończy – opuściłam głowę i posmutniałam – Nie wiem skąd, ale w jego posiadaniu znalazło się zdjęcie, gdy jeden z tych facetów w klubie posadził mnie sobie na kolana. Nie dał mi wyjaśnić. On myśli, że … że pracuje tam jako striptizerka, a najgorsze jest to, że Go oszukiwałam i mówiłam, że pracuje w pizzeri – oczy zaczęły mi wilgotnieć. Przysunęła się bliżej i mnie objęła – Nie jesteśmy już razem, a ja Go tak bardzo kocham – i stało się. Rozpłakałam się i wtuliłam się w nią.
- Może jeszcze się wam ułoży.
- On już mnie nie chce.
- Przykro mi.
- Był wspaniały. Nigdy nie spotkałam tak dobrego i kochającego człowieka.
- Jeszcze spotkasz i to nie raz. Zobaczysz. Ale powiesz mi, dlaczego uciekłaś? - spojrzałam na nią – Możesz powiedzieć mi wszystko.
- Wiem …. bo ojciec .. On … po tym jak zabrał moją wypłatę … powiedział, że nie układa mu się z mamą i jako mężczyzna ma swoje potrzeby.
- Co Ty mówisz – nie dowierzała.
- Tak powiedział. Też byłam w szoku i strasznie się bałam, że przyjdzie do mnie w nocy.
- Na pewno do tej pory nie posunął się dalej?
- Na szczęście nie. Na dodatek mama jest cały czas w pracy i bym została z nim sama. Przepraszam, że przyszłam, ale nie miałam do kogo.
- No coś Ty. Zawsze mogłaś do mnie przyjść.
- Myślałam, że …
- Wiem, że po ostatnim naszym spotkaniu byłaś na mnie zła, ale naprawdę nie mogłam Ci pożyczyć tych pieniędzy. Przez jakiś czas spotykałam się z takim jednym, ale okazał się pomyłką. Na dodatek był na moim utrzymaniu i musiałam spłacić jego długi.
- Nie wiedziałam.
- Mogłam od razu powiedzieć. Więc skąd miałaś pieniądze?
- Mike mi opłacił całe studia bez mojej wiedzy. O kurcze … będę musiała mu je oddać .. nawet w ratach.
- Za całe? Widzę, że Ty miałaś więcej szczęścia do faceta niż ja.
- Heh to prawda. Chociaż nic od niego nigdy nie chciałam.
- Czyli są jeszcze normalni faceci. A słuchaj … czy wy .. no wiesz.
- Nie .. - zarumieniłam się – On taki nie jest.
- Dobrze o nim świadczy. Szkoda, że nie miałam okazji Go poznać.
- Eh … też żałuje.
- Co teraz zrobisz? Wrócisz do domu?
- Nie … pójdę gdziekolwiek .. byle nie do domu – wstałam – Dziękuje, że mogłam z Tobą porozmawiać, ale to niczego nie zmieni między nami.
- Nie oczekiwałam tego od Ciebie, bo wiem, że źle zrobiłam, ale czasu nie cofnę.
- Niestety – szłam już w stronę drzwi.
- Betty? - zatrzymałam się i obejrzałam – Może chcesz zostać? Jesteś moją siostrą i nie chce, żebyś się włóczyła po ulicy.
- Sama nie wiem …
- Na chwilę zapomnij o tym co zrobiłam i daj sobie pomóc. On nie wie gdzie mieszkam i tutaj nie przyjdzie. Nie masz się czego bać.
- No dobrze .. dziękuje, ale tylko jedna noc.

- Ok – pościeliła mi w salonie i poszła do sypialni. Przebrałam się w piżamę i się położyłam. Nie czułam się tutaj komfortowo. Nie było jak kiedyś i wiedziałam, że już nie będzie. Nigdy nie przestanę czuć żalu i w pewien sposób złości, ale musiałam skorzystać z jej propozycji. Nie bałam się o mamę, bo była w pracy i nie uderzy jej za mnie. Zanim zasnęłam, znowu myślałam o Michaelu. Zastanawiałam się co teraz robi. Czy jest w pracy, a może umówił się z jakąś panną. Zrobiło mi się przykro z tego powodu. Nie mogłam znieść myśli, że jakaś inna może być z nim i robią tam nie wiadomo co. Już nie miałam prawa być zazdrosna, ale to samo przychodziło. Oby tylko był szczęśliwy.

sobota, 8 sierpnia 2015

Chapter 19 Part 2

Witajcie!
No i jest kolejna notka. Na wstępie chce tylko o czymś napisać. Zaznaczam, że nikogo nie atakuje, tylko chce wyjaśnić pewną kwestię. Chce, żebyście pamiętali, że to jest całkowicie fikcyjne opowiadanie. Mam wrażenie, że niektórzy zapominają o tym, a potem piszą dziwne komentarze. W opowiadaniu Mike może zachowywać się inaczej niż w rzeczywistości, bo taką mam wizję i tyle. Chociaż Mike nie był aż tak spokojny jakim Go niektórzy widzą. To był człowiek z krwi i kości, wiec miał prawo się zdenerwować, a my fani nie musieliśmy o tym wiedzieć. Czy to coś złego? Każdemu puszczają czasami nerwy. Jeżeli ktoś chce poczytać o jego życiu niech sięgnie po biografie, bo tam są same fakty. Mam nadzieje, że nikogo nie uraziłam i wszystko stało się przejrzyste, bo taki był mój cel. Pisze opowiadania dla tych, którzy chcą się oderwać od rzeczywistości choć na chwilę.
A tak z innej beczki to postaram się napisać kolejną na Bad Girl, ale oczywiście nie obiecuje.
Zapraszam, wiec do czytania oraz komentowania ;)

                                                                         ~~~~~~~~~~~

- Mike … skąd … skąd to masz?
- Czyli jednak się przyznajesz!
- Ale .. nie mam do czego ..
- Przestań! Okłamywałaś mnie w sprawie pracy!
- Daj mi wyjaśnić .. proszę .. - zbliżyłam się do niego i chciałam złapać za dłoń.
- Nie dotykaj mnie! Myślisz, że nie wiem co to jest za klub?! Wiem doskonale i spodziewałbym się wszystkiego, ale nie tego!
- Ja .. - przerwał mi.
- Daj mi spokój! Nie chce z Tobą rozmawiać! To koniec!
- Co?? Nie .. Mike – rozpłakałam się na dobre – Nie możesz .. kocham Cie, słyszysz?
- Kochasz?! Nie rozśmieszaj mnie! Ja Cie kochałem i niczego przed Tobą nie ukrywałem! Już wiem, dlaczego nie chciałaś zmienić pracy! Za dobrze płacą, co?!
- To nie tak jak myślisz .. - patrzył na mnie wściekle.
- Wiem co widzę na zdjęciu! Żałuje, że tak to się kończy i jest mi strasznie przykro z tego powodu – spojrzał mi ostatni raz w oczy i odszedł.
- Mike! - krzyczałam za nim, ale się nie odwrócił ani razy. Usiadłam na ławce i nie mogłam powstrzymać łez. Kto mógł to zrobić? Przecież to nie prawda. Nie umiałam się uspokoić. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do niego, ale nie odebrał. Próbowałam jeszcze kilka razy aż okazało się, że całkowicie wyłączył telefon. Nie wiedziałam co teraz zrobię. Cały mój świat się zawalił. Próbowałam się trochę uspokoić, ale nie umiałam. Do domu nie mogłam wrócić. Dlatego poszłam do jedynej osoby, która mnie rozumiała w tej chwili. Steffi. Przez całą drogę płakałam i nie wyraźnie widziałam drogę, ale udało mi się dojść. Zapukałam i otworzyła mi tym razem Steffi.
- Betty? Boże jak Ty wyglądasz? Co się stało? - wpuściła mnie. Nie byłam w stanie odpowiedzieć – Chodź – zaprowadziła mnie do siebie. Usiadłam na łóżku – Mów.
- Mike ..
- Co z nim?
- Zostawił mnie – kolejna fala łez zalana moją twarz.
- Co? Ale dlaczego? Przecież było wszystko dobrze między wami.
- Bo … ktoś mu pokazał zdjęcie gdzie pracuje – podała mi chusteczkę – Dziękuje – wytarłam mokre policzki.
- Przecież wie gdzie pracujesz. W pizzeri – spojrzałam na nią – Chcesz mi o czymś powiedzieć? - opuściłam głowę – O co chodzi? Powiedź.
- Bo … ehh … ja nie pracuje w pizzeri ..
- A gdzie? - było mi strasznie wstyd o tym mówić, ale musiałam.
- W … klubie – powiedziałam ciszej.
- Gdzie?
- W klubie – powiedziałam już głośniej.
- W TYM klubie?
- Tak.
- Betty … ale chyba Ty nie …
- Nie … jestem tylko kelnerką.
- Więc o co chodzi Michaelowi? Wyjaśniłaś mu?
- Ktoś zrobił mi zdjęcie jak jeden z facetów posadził mnie sobie na kolanach i nie mam pojęcia skąd Ono się wzięło u Michaela.
- To faktycznie dziwne. Przecież On musi pozwolić Ci wyjaśnić.
- Nie widziałaś Go .. nie widziałaś jaki był wściekły .. przestraszyłam się Go, bo nigdy taki dla mnie nie był .. to koniec .. On już nie chce ze mną być – nie umiałam nie płakać. Przytuliła mnie.
- Ćśśś .. nie płacz … jeszcze się pogodzicie.
- Tylko do niego nie dzwoń .. nie rób tak jak ostatnio.
- No dobrze.
Do wieczora przesiedziałam u Steffi. Aż w końcu stwierdziła, że nie ma sensu abym wracała do domu, tylko została u niej na noc. Zgodziłam się na to i nawet było mi to na rękę. Przynajmniej nie musiałam tłumaczyć się mamie. Rodzice Steffi też nie mieli nic przeciwko. Położyłam się u niej na kanapie, chociaż chciała mi odstąpić łóżko, ale nie chciałam. Nie mogłam w ogóle zasnąć. Cały czas myślałam o nim i widziałam jego wściekłe spojrzenie. Dlaczego ktoś to zrobił? Komu zależało, żeby nas rozdzielić. Płakałam do poduszki tak, żeby nie słyszała. Co ja bez niego zrobię. Odnalazłam szczęście, którego od zawsze mi brakowało, a teraz znowu jest tak samo. Przepłakałam prawie całą noc. Dopiero nad ranem udało mi się zasnąć, ale tylko na dwie godziny. Nie wiem, która była godzina i nie obchodziło mnie to. Wiem, że było już rano bo w pokoju było jasno, a ja byłam odwrócona w stronę oparcia kanapy. Przypomniały mi się chwile spędzone w Paryżu i nasze wspólne zdjęcia. Teraz żałowałam, że nie zostawiłam sobie chociaż jednego. Wszystkie zostały u niego. W pokoju była zupełna cisza. Usłyszałam, że drzwi się otworzyły, ale nie odwróciłam się. Byłam pewna, że to Steffi. Poczułam, że ktoś usiadł i położył dłoń na moim ramieniu.
- Jeszcze trochę poleżę, dobrze?
- Leż ile chcesz – to nie był głos mojej przyjaciółki, tylko …
- Evan? - odwróciłam się – Znaczy .. co Pan tutaj robi?
- A już myślałem, że przejdziemy w końcu na ''Ty''
- Jest Pan moim nauczycielem.
- Owszem, ale teraz są wakacje, więc mów mi po imieniu.
- Nie skorzystam. Gdzie jest Steffi?
- Wyszła na chwilę. Oczy masz czerwone – dotknął mojego policzka.
- Proszę przestać – odepchnęłam jego dłoń.
- Oj weź przestań udawać. Wiem jak poprawić Ci humor.
- Nic Pan nie wie – wstałam i poprawiłam ciuchy. Też wstał i stanął przede mną.
- Dlaczego się opierasz? Nie wyszło Ci z facetem, ale to nie znaczy, że i ze mną Ci nie wyjdzie.
- Słucham? Skąd Pan o tym wie?
- Zapomniałaś, że Steffi to moja siostra? Mówimy sobie o wszystkim. To jak będzie? Spotkamy się dzisiaj wieczorem?
- Nigdy! - zdenerwowałam się. Wyszłam od razu z pokoju i na schodach spotkałam Steffi.
- Dokąd idziesz? Zaraz będzie śniadanie.
- Bardzo Ci dziękuje, że niedługo wszyscy będą wiedzieli o tym, że rozstałam się z Michaelem! Myślałam, że mogę na Ciebie liczyć! - pierwszy raz byłam tak bardzo wściekła. Wyszłam na zewnątrz i szłam przed siebie. Wolnym krokiem poszłam na plaże i usiadłam na piasku. O tej godzinie plaża była prawie pusta, a ja mogłam się pogrążyć we wspomnieniach na tle szumu fal. Przymknęłam oczy. Nie mam pojęcia ile tam spędziłam czasu, ale musiałam w końcu wrócić do domu. Na moje nieszczęście od progu przywitał mnie ojciec.
- Gdzie się szlajasz? - zatarasował mi drogę na górę.
- Byłam się przejść – złapał mnie mocno za ramię.
- Masz iść do roboty, a nie na spacerki! Jasne?! - pokiwałam tylko głową – I jeszcze jedno. Za tydzień dostaniesz wypłatę. Chyba nie muszę mówić, że chce zobaczyć całą kwotę co do złotówki, tak?
- Tak – opuściłam głowę.
- Mam nadzieje – puścił mnie – A teraz idź się szykować, bo za chwilę masz być w klubie i masz się postarać i być miła dla klientów, bo inaczej porozmawiamy – spojrzałam na niego ze strachem i poszłam po schodach do swojego pokoju. Emocje znowu wzięły górę i kolejny raz się rozpłakałam. Za co sobie na to zasłużyłam? Na chwilę się położyłam.

- Mike … zawsze będę Cie kochała … nie ważne ile czasu minię – mówiłam cicho i płakałam – Przy Tobie odnalazłam szczęście, chociaż trwało tak krótko - wzięłam telefon do ręki. Chciałam do niego napisać, ale nie mogłam. Nie byliśmy już razem. Dlaczego to tak bardzo boli? Powinnam żałować, że się w nim zakochałam, ale tak nie było. Do końca życia będą o nim pamiętała i o naszej miłości, która nie miała okazji się bardziej rozwinąć – Żegnaj najdroższy – mówiłam przez łzy – Nigdy o Tobie nie zapomnę i mam nadzieje, że w końcu odnajdziesz szczęście. Byłeś moją pierwszą, prawdziwą i jedyną miłością – wymęczona łzami, zasnęłam.