sobota, 7 listopada 2015

Chapter 28 Part 1

Dzisiaj skończyłem wcześniej pracę w studio i musiałem odwiedzić Betty. Ostatnio ją unikałem, a to dlatego, żeby nie miała przeze mnie problemów. I tak ostatnio pokłóciła się z mamą z mojego powodu. Nie przeczę, że zabolały mnie jej słowa i nie rozumiałem, dlaczego Ona ma o mnie takie zdanie. Ale to nie ważne. Nie rozstanę się przez nią z Betty. Nie dam jej tej satysfakcji. Droga minęła mi nadzwyczaj szybko i już stałem pod drzwiami.
- O Mike .. - Nina zdziwiła się na mój widok – Wejdź – widziałem, że niechętnie mnie wpuściła i coś ukrywała.
- Jest Betty? Przyjechałem prosto z pracy.
- Chodź do salonu – była smutna. Poszedłem za nią i usiadłem na kanapie.
- Coś się stało? Coś z Betty? - przestraszyłem się.
- Nie … z nią wszystko w porządku … chyba ..
- To gdzie jest?
- Wróciła do domu.
- Co? Jak to? Przecież …
- Zostawiła tylko kartkę, że wraca z mamą do domu. Byłam w tym czasie w pracy i nie mogłam ją zatrzymać – wstałem i podszedłem do okna.
- Teraz całkiem nie będziemy się widywać … Ona na to nie pozwoli.
- Mike .. - podeszła – Dlaczego ani razu od tamtego zdarzenia nie przyjechałeś ani nie zadzwoniłeś do Betty? Wiem, że się zdenerwowałeś, ale to nie jej wina, że nasza matka taka jest.
- Wiem i nawet przez chwilę jej nie obwiniałem. Po prostu nie chciałem pogarszać sytuacji między nimi.
- Głupoty gadasz.
- Może i tak …. teraz tego żałuje … zmarnowałem tylko czas, który mogliśmy spędzić we dwoje.
- Ej! Tylko mi nie mów, że się poddajesz – potrząsnęła mną – Tylko spróbuj, a jak Boga kocham nakopie Ci do tego chudego tyłka.
- Po pierwsze dzięki za chudy tyłek, a po drugie nie miałem takiego zamiaru.
- No mam nadzieje.
- Dzwoniłaś do niej?
- Tak, ale nie odbiera.
- Ja spróbuje – wykręciłem do niej numer. Nina miała rację – Ma w ogóle telefon wyłączony. Chyba pojadę do niej.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
- Tęsknie za nią. Jezu .. zaraz zwariuje. Muszę wiedzieć, że u niej wszystko w porządku. Po tym jak znalazłem ją w piwnicy .. boję się o nią. Gdyby odezwała się do Ciebie, daj mi znać, proszę.
- Oczywiście, że Ci powiem. Nie martw się. Na pewno jest wszystko w porządku.
- Ehh .. pojadę już. Dzięki – szedłem już w stronę drzwi, ale o czymś sobie przypomniałem – Zapomniałem .. - wyciągnąłem z kieszeni nasze zdjęcie. Spojrzał na nie – Byś mogła dać je jej, gdyby przyszła? - wzięła zdjęcie do ręki i spojrzała na nie z uśmiechem.
- Ładnie tutaj wyszliście – oddała mi je – Sam jej dasz i to szybciej niż Ci się wydaje – słabo się uśmiechnąłem i schowałem zdjęcie do kieszeni. Pożegnałem się i wyszedłem. Spojrzałem w niebo i wziąłem głęboki wdech. Czułem i widziałem, że Nina była smutna z jakiegoś powodu i coś ją trapiło. Nie chciałem siłą od niej wyciągać. Miałem nadzieje, że sama mi powie, ale na nadziei się skończyło. Wsiadłem do auta. Nie chciałem jednak jechać do pustego domu mimo, że byłem zmęczony po pracy. Za dużo bym o tym myślał. Zanim ruszyłem, spróbowałem zadzwonić do Betty jeszcze kilka razy, ale bezskutecznie. Jednak podjechałem pod jej dom. Zatrzymałem się po drugiej stronie ulicy i patrzyłem w jej okno. Nie wiedząc kiedy znużył mnie sen. Usłyszałem jakieś pukanie w szybę. Otworzyłem oczy i zobaczyłem przy drzwiach auta mamę Betty. Obniżyłem szybę.
- O co chodzi?
- To ja chciałabym wiedzieć. Koczuje tutaj Pan dobre trzy godziny. Proszę stąd odjechać albo zadzwonię na policje.
- Nie zabroni mi Pani tutaj parkować. Nic złego nie robię. Czekam tylko na Betty, żeby z nią porozmawiać.
- Ona nie chce z Panem rozmawiać. Kazała przekazać, że nie chce być już z Panem.
- Nie prawda .. kłamie Pani .. Ona by tego nie zrobiła.
- Przekazuje, tylko jej słowa. Zrozumiała, że nie jest Pan dla niej odpowiedni – patrzyłem się na nią i starałem się odczytać coś z jej twarzy.
- Niech mi to powie prosto w twarz. Niech mi powie, że mnie nie kocha i mam odejść.
- Problem w tym, że nie chce Pana oglądać. Jak Pan myśli, dlaczego nawet nie pożegnała się z Panem, tylko wróciła do domu?
- Powinna się Pani cieszyć – przekręciłem kluczyk w stacyjce i odjechałem. Z czasem pojawiły się łzy w moich oczach, których nie miałem siły już dusić. Pozwoliłem im spływać po moich policzkach. Byłem taki głupi. Miałem się nie zakochiwać, aż tu na mojej drodze stanęła Betty i oddałem jej swoje serce. Już mnie nic nie trzymało w tym mieście. Nagle wszystko straciło sens. Na początku nie wierzyłem w jej słowa, ale gdyby to by było kłamstwo .. Betty by zareagowała, by wybiegła z domu albo chociaż krzyknęła z okna. Nie wiem jakim cudem dojechałem do domu, oczy miałem pełne łez. Wszedłem do domu, rozejrzałem się po nim. Podszedłem do kominka i wziąłem do ręki ramki z naszymi zdjęciami. Byliśmy na nich szczęśliwi albo tylko mi się wydawało. Rozpaliłem kominek na chwilę. Usiadłem przed nim na kolanach i powyciągałem wszystkie zdjęcia z ramek. Spojrzałem na nie ostatni raz i na jednym z nich pocałowałem Betty – Kocham Cie – kolejna łza wydostała się z oka. Z bolącym sercem wrzuciłem wszystkie zdjęcia do ognia i patrzyłem jak moje wspomnienia i miłość zamieniają się w szary popiół. Tym teraz było moje serce. Kruchym popiołem, którego nie da się skleić. Rozpadło się na milion kawałeczków. Chwilę patrzyłem i wstałem. Zadzwoniłem do swojego menadżera, żeby powiadomił pilota o wylocie. Musiałem stąd wyjechać. Zbyt dużo wspomnień. Poszedłem na górę i zacząłem się pakować. Nie wiedziałem, że to będzie tak bardzo trudne. Spakowałem wszystkie swoje rzeczy, nie miałem zamiaru już tutaj wracać. Nie umiałbym przeżyć, gdybym zobaczył ją nagle z jakimś innym. Sprawdziłem raz jeszcze szafę i zobaczyłem jej bluzkę, którą kiedyś zostawiła. Wziąłem ją do ręki i usiadłem na łóżku. Patrzyłem się na materiał i jak na zawołanie wróciły wszystkie wspomnienia. Gdy została u mnie po raz pierwszy, gdy spędziliśmy wspaniały czas w Paryżu i wyznaliśmy sobie miłość. Miałem wrażenie jak by to działo się przed chwilą. Byłem gotów o nią walczyć, ale jaki to by miało sens. Skoro mnie nie chciała, siłą bym jej do siebie nie przekonał. Na dodatek jej matka by skutecznie mi tego uniemożliwiała. Wygrała. Chciała tego od pierwszej chwili. Wiele razy słyszałem, że płaczą tylko słabi faceci. W tej chwili miałem to gdzieś. Każdy mógł mnie nazwać mięczakiem, ale tylko ja wiedziałem co czuje. Odwiesiłem bluzkę na swoje miejsce i zamknąłem szafę. Zszedłem do swojego gabinetu, usiadłem przy biurku i zacząłem pisać do niej list.

Najdroższa. Wiem, że nie mam prawa tak pisać ani mówić, bo nie jesteś już moja, ale dla mnie na zawsze pozostaniesz Tą jedyną. Słowa nie opiszą jak bardzo Cie kocham i ile dla mnie znaczysz. Jedynie moje serce to wie.
Wygląda na to, że żyłem w baśni, w której taka miłość jak nasza zdarza się tylko raz w życiu. Żałuje, że się z niej obudziłem. Ale nie żałuje ani jednej chwili spędzonej z Tobą. To był najpiękniejszy czas w moim życiu. Mam skrytą nadzieje, że też tego nie żałujesz.
Rozumiem, że przemyślałaś wszystko i doszłaś do wniosku, że nie jestem dla Ciebie odpowiedni. Nie mam żalu. Naprawdę. Żałuje, tylko tego, że nie mogłem się z Tobą pożegnać.
Przepraszam za to, że ostatnio nie poświęcałem Ci tyle czasu co wcześniej. Nigdy mi przez głowę nie przeszło aby to zakończyć. Chciałem dać Ci czas i nie pogarszać sytuacji między Tobą, a Twoją mamą. Gdybym wiedział jaki będzie tego skutek .. zastanowił bym się dwa razy. Teraz jest już za późno.
Wyjeżdżam z LA i nigdy już nie wrócę. Nie mogę tutaj zostać.
Mam nadzieje, że będziesz szczęśliwa. Zasługujesz na to.
Chyba wszystko już napisałem, więc będę kończył.
Na zawsze pozostaniesz Tą jedyną.
Kocham Cie. Żegnaj. 
                                                            
                                                            Mike

Kilka razy przeczytałem ten list. I za każdym razem bolało tak samo. Wsadziłem Go do koperty i zakleiłem. Oparłem głowę na biurku. Zmęczenie dało o sobie znać.

                                                                             ~~~~~~

Następnego ranka obudziłem się w takim samym humorze w jakim zasnąłem. Przez chwilę miałem nadzieje, że to tylko głupi sen. Niestety. Musiałem się ogarnąć. Wziąłem prysznic, ubrałem się w czyste ciuchy i zawiadomiłem swojego kierowce, żeby przyjechał o 13:00. Samolot miałem o 17:00. Zawsze mogłem na niego liczyć. Punkt 13:00 zatrąbił, że już jest. Zabrałem walizki i zapakowałem je do bagażnika. Spojrzałem ostatni raz na dom i wsiadłem.
- Dokąd mam jechać? - zapytał.
- Do … labiryntu – doskonale wiedział o co mi chodzi. Sam pokazał mi to miejsce, a potem ja zabrałem tam Betty na pierwsze spotkanie. Chodziłem w środku tego labiryntu. Pamiętałem dokładnie każdy szczegół z tego spotkania. Po godzinie spędzonej wśród zieleni, powiedziałem, żeby pojechał na plaże. Tutaj też miałem wspomnienia. Usiadłem na ciepłym piasku i patrzyłem w dal. Nie wiem ile tak spędziłem, ale poczułem dłoń na ramieniu.
- Przepraszam, ale powinniśmy już jechać. Za dwie godziny ma Pan wylot.
- Dobrze Jack. Za chwilę przyjdę – wrócił do auta. Wstałem, otrzepałem się z piasku i po chwili siedziałem już w aucie. Podałem Jack'owi adres Niny. Zostawiłem w jej skrzynce list dla Betty oraz karteczkę:

Proszę przekaż ten list Betty.
O 17:00 mam samolot i nie mogłem czekać.
Opiekuj się nią. Dziękuje.

                           Mike

Przez te korki udało nam się dojechać dopiero po 16:00. Moje walizki zostały zabrane do samolotu. Zostało mi jedynie czekać na pilota. Czekałem przy samochodzie, żeby nacieszyć się ładną pogodą i świeżym powietrzem. Z rodziną się nie żegnałem. Znali mnie i wiedzieli, że dużo podróżuje. To nie była dla nich żadna nowość. Zostawiałem jedynie jedną osobę, na której mi zależało. Widocznie tak chciał los. Równo o 17:00 przyjechał pilot. Przywitał się ze mną uściśnięciem dłoni. Szedłem po schodkach do samolotu. Zanim przekroczyłem próg, obejrzałem się jeszcze na wszystkie strony. Nikogo tam nie było. I o to chodziło.

sobota, 31 października 2015

Chapter 27

Witajcie kochani ;)
Na początku chciałam powitać nową czytelniczkę Alex M ;) Mam nadzieje, że opowiadanie przypadnie Ci do gustu ;)
Dzisiaj trochę dłuższa noteczka :) Mam nadzieje, że nie macie nic przeciwko ;)
Widzimy się za tydzień i już nie przynudzam ;)


                                                                       ~~~~~~~~


Po tygodniu wylegiwania się w łóżku, w końcu mogłam wstać. Noga już nie bolała i czułam się znacznie lepiej. Bardzo dobrze mieszkało mi się u Niny, ale wiedziałam, że ma też swoje życie, no i pewnie pewnie w końcu odzyskać swoją sypialnie. Jadłyśmy obiad, gdy postanowiłam zacząć ten temat.
- Nina? Dziękuje Ci za wszystko. Wiem, że wcale nie musiałaś tego robić ..
- Nie .. - przerwała mi – Musiałam. Jestem Twoją siostrą i to był mój obowiązek.
- Ale ..
- Wiem co chcesz powiedzieć. Wiem co zrobiłam i jest mi wstyd z tego powodu. Myślałam, tylko o sobie, żeby się od niego uwolnić, a Was z nim zostawiłam. Nie proszę Cie o wybaczenie, bo na nie nie zasługuje. Ale chce, żebyś wiedziała, że teraz postąpiłabym inaczej. Dopiero teraz to zrozumiałam.
- Lepiej późno niż wcale. Nie wracajmy do tego. Chciałam powiedzieć, że nie mogę nadużywać Twojej gościnności.
- Coś Ty ..
- Mówię serio. Jeżeli mogę zostać, to na pewno nie w Twojej sypialni. Wystarczy mi kanapa.
- Hm .. a co jeśli Mike przyjdzie? - zrobiła cwany uśmieszek.
- No to co? Pogadać możemy w salonie.
- Albo ''pogadać''
- Ej .. wcale nie prawda. Jesteśmy grzeczni.
- Jeszcze jesteście. Widzę co się dzieje między Wami i nie powiesz mi, że nie – zawstydziłam się i opuściłam głowę – Nie ma czego się wstydzić, ale nie spiesz się. Dopiero jak będziesz Go pewna.
- A co jeśli już jestem? - spojrzałam na nią.
- Hehe .. jesteś dorosła i o zgodę nie musisz pytać – puściła mi oczko – Ja Ci mogę, tylko doradzić. Decyzja należy do Ciebie.
- Wiesz … Mike powiedział, że mamy na to całe życie.
- Widzisz jaki rozsądny facet? Pilnuj Go i uważaj na inne baby. Hm, ale chyba nawet nie musisz. Jest w Tobie tak zakochany, że poszedł, by Ci kupić nawet podpaski albo tampony – zaśmiałam się.
- Nabijasz się ze mnie teraz.
- No coś Ty. Na pewno tak jest. Oj nieźle Go ta strzała amora trafiła. Ma dzisiaj przyjść? - po chwili jednak dodała – Głupie pytanie – uśmiechnęła się – Tylko mam nadzieje, że po kontroli mamy.
- Ma przyjść? O której? - spojrzała na zegarek.
- Za jakąś godzinę – widać było, że nie była zadowolona z tego.
- Sprawdzi i pójdzie – zjadłam obiad i zaniosłam talerz do zlewu – Potem pozmywam.
- Nie musisz. I tak mi się nudzi – słabo się do niej uśmiechnęłam co znaczyło, że dziękuje i poszłam do sypialni po swoje rzeczy. Spakowałam wszystko i zeszłam do salonu. Siedziałam na kanapie, która miała być od dzisiaj moim miejscem spania i oglądałam tv aż nagle w mojej głowie zaczęło się kotłować tysiąc myśli. Zwłaszcza tych złych. Złapałam się za głowę, żeby przestało. Wyłączyłam tv i się położyłam. Rozbolała mnie głowa i po chwili już spałam. Nina obudziła mnie godzinę później, mama przyjechała. Raz dwa się ogarnęłam.
- Cześć mamo.
- Cześć córuś. Jak się czujesz?
- Już dobrze – przyglądałam się jej – Możesz już ściągnąć okulary. Tutaj nie ma słońca.
- A wiesz .. ostatnio mam jakieś wrażliwe oczy na światło – oj coś kręciła i dało się wyczuć na kilometr. Sama je ściągnęłam i ujrzałam, to czego się spodziewałam. I tak byłam w szoku.
- Wiedziałam .. jak On mógł .. - pobił ją i to po twarzy. Przecież nigdy tego nie robił.
- To nic takiego .. przejdzie – wysiliła się na uśmiech.
- To przez mnie, tak? Za mnie Cie bije – nawet nie musiała odpowiadać. Nina przyszła i też zobaczyła.
- Kiedy w końcu weźmiesz się w garść i od niego odejdziesz?
- Tak samo jak Ty?
- Nie miałam zamiaru popełniać Twoich błędów i dawać się bić.
- Ale zostawić rodzinę to już mogłaś.
- Przestańcie. Znowu to robicie, a to nic nie da.
- Bo się wtrąca w nie swoje sprawy. Niech sobie tutaj żyje i tyle – Nina pokręciła, tylko głową, bo dalsza wymiana zdań nie miała sensu.
- Wtrąca się, bo jest tak samo Twoją córką jak i ja. Mamy tylko Ciebie. Ojca już dawno straciłyśmy. Nie chcemy i Ciebie stracić.
- Ehh .. nie potrafię od niego odejść. Wiem, że to głupie, ale wciąż Go kocham ..
- Bo masz nadzieje, że będzie jak dawniej. Dobrze wiesz, że to jest tylko mrzonka. Kiedy to do Ciebie dotrze.
- Nina! Już wystarczy. Atakowanie nic nie da – podniosła rękę w geście obronnym i wyszła z salonu. Rozumiałam jej złość. Czułam to samo, ale nie mogłyśmy jej do niczego zmusić.
- Chociaż Ty mnie rozumiesz.
- Nie mamo. Ani trochę Cie nie rozumiem. On nie jest nam do niczego potrzebny. I tak przepija wszystkie pieniądze, które zarobi. Jestem już dorosła, pójdę do pracy i poradzimy sobie.
- Tylko tak się mówi – już nie miałam siły z nią gadać. Wiedziała swoje i tyle. Chociaż nie wiadomo co bym nie powiedziała, Ona i tak by Go nie zostawiła.
- Jak już sobie chcesz – nagle zawołała mnie Nina – Zaraz wrócę – wyszłam z salonu – Co jest?
- Nie zgadniesz. Mike przyjechał. Właśnie wysiadł z auta i idzie tutaj.
- Teraz? Cholera.
- Betty … myślę, że już powinniście jej powiedzieć, że jesteście razem.
- Co?? A chcesz być na moim pogrzebie?
- Nie przesadzaj. I tak nie może Ci niczego zabronić – otworzyła mu drzwi i wpuściła.
- Cześć ko .. - złapałam Go za rękę i zaprowadziłam do kuchni.
- Nie tak głośno.
- Co się dzieje?
- Mama siedzi w salonie.
- Ups .. dobrze, że nie dokończyłem. To może przyjadę później ..
- Nie .. Mike? Może … może powiemy jej prawdę .. ? - powiedziałam nie pewnie.
- Naprawdę chcesz?
- Chyba już czas. Mam dosyć udawania – wziął w dłonie moją twarz i pocałował.
- Dobrze kochanie. Skoro tego chcesz, to jej powiemy – uśmiechnął się.
- Może jakoś ujdziemy z życiem – złapałam Go za dłoń i poszliśmy do salonu.
- Dzień dobry – przywitał się, a mama szybko założyła okulary.
- Dzień dobry – odpowiedziała od niechcenia. Nadal nie pałała do niego sympatią, pomimo tego co dla mnie zrobił.
- Mamo .. chcemy Ci o czymś powiedzieć – spojrzałam na Michaela.
- Słucham w takim razie.
- Bo …
- Jesteśmy razem – dokończył za mnie Mike. Chwilę siedziała w milczeniu. Pewnie przeżyła niezły szok i patrzyła się to na mnie to na Michaela.
- Betty powiedź, że to głupi żart.
- To prawda .. jesteśmy razem i się kochamy.
- No to już nie jesteście razem. Masz z nim natychmiast zerwać.
- Nie licz na to, bo tego nie zrobię.
- Nie spodziewałam się tego po Tobie – wstała i kierowała się w stronę drzwi, ale Nina zastawiła jej drogę.
- Masz ich wysłuchać. Koniec uciekania.
- Tobie też zamydlił oczy? A ja myślałam, że was wychowałam jak należy.
- Czego Ty od niego chcesz. Zrobił Ci coś? Albo Betty? Daj mu szansę. I najważniejsze, że Betty jest szczęśliwa.
- Przede wszystkim jest naiwna – odwróciła się do nas – Myślałam, że znajdziesz sobie kogoś kto na Ciebie zasługuje. Ale Ty dałaś się uwieść pierwszemu lepszemu. Wykorzysta Cie i zostawi. Wiedziałam, że prędzej, czy później zdobędzie to co chciał.
- Wszystko co powiedziałaś jest jednym wielkim kłamstwem. Nie znasz Go, a już oceniasz – wiedziałam, że zrobiło mu się przykro.
- Pani nas nie rozdzieli. Kocham Betty i będziemy razem. Nigdy jej nie skrzywdzę i nie pozwolę jej krzywdzić.
- Jeszcze zobaczymy. Pan nie zrujnuje jej życia.
- Oczywiście, że nie. Nie jestem taki – wziął mnie trochę na bok – Ja już będę leciał.
- Tak szybko?
- Potem przyjadę – pocałował mnie krótko – Kocham Cie – wyszedł. To przez nią.
- Jesteś z siebie dumna? Przez Ciebie pojechał. Dlaczego nie możesz być normalną matką i mnie wspierać? - z moich ust wydobył się potok słów, nad którymi nie panowałam – My się kochamy i będziemy razem, czy Ci się to podoba, czy nie. Dzięki niemu mam po co wstawać co rano i jestem szczęśliwa. Jeżeli tak masz Go traktować, to w ogóle nie musisz przychodzić. Wracaj do swojego idealnego mężusia – poszłam szybko do Niny sypialni i położyłam się na łóżku. Było mi strasznie przykro. Jednak powstrzymałam łzy. Nie chciałam z jej powodu płakać. Wstałam i podeszłam do okna. Słyszałam, że Nina coś do niej krzyczała, a po chwili mama wyszła.
- Nie przejmuj się jej słowami – poczułam jej dłoń na ramieniu.
- Jak mam się nie przejmować. Wiedziałam, że taka będzie jej reakcja, ale … gdy to usłyszałam .. zabolało mnie to .. Michaela też .. nie wybaczę jej, jeżeli przez to Go stracę.
- Nie stracisz. Jest z Tobą, bo Cie kocha i nie patrzy na mamę.
- Obyś miała racje.

                                                                            ~~~~~~

Przez ten cały czas mój kontakt z Michaelem był ograniczony. Za każdym razem, gdy dzwoniłam, był zajęty. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nina próbowała mnie pocieszyć, niestety za bardzo jej to nie wychodziło.
- Idę się przejść.
- Ok. Tylko nie wracaj późno – wyszłam. Poszłam na plaże i natrafiłam na piękny zachód słońca. Szkoda, że nie było Michaela. Uwielbiał zachody słońca. Mimowolnie się uśmiechnęłam, jednak uśmiech mi zrzedł, gdy uświadomiłam sobie, że nie chce ze mną rozmawiać. Znowu to była moja wina. Przeszłam się wzdłuż plaży bosymi stopami.
Wracając do domu, zauważyłam mamę przy drzwiach. Nie potrafiłam się cieszyć z jej widoku.
- Co tutaj robisz?
- Przyszłam Cie odwiedzić. Gdzie byłaś? U niego? - nie wierzyłam własnym uszom. Dopiero co przyszła i już wyjechała mi z takim tekstem.
- Nie Twoja sprawa – miałam już jej dość. Od kluczyłam drzwi, bo Nina poszła do pracy. Weszła za mną do domu.
- Ty też mnie zostawisz jak Nina, to zrobiła?
- Nie powiedziałam tego. Dlaczego mnie tak traktujesz? Dlaczego chcesz abym była nieszczęśliwa? Ja Go kocham.
- Wydaje Ci się. To jest tylko zauroczenie.
- Nie mam już na Ciebie siły. Ciągle coś mi wmawiasz. To wszystko?
- To On Cie buntuje przeciwko mnie, prawda?
- Wcale Go nie znasz. Nigdy nie powiedział na Ciebie złego słowa. W przeciwieństwie do Ciebie – usiadła na kanapie i syknęła – Coś Cie boli?
- Nieważne …
- Ważne. Podnieś bluzkę – niechętnie podniosła na wysokość żeber. Moim oczom ukazał się wielki siniak – O Boże .. znowu to zrobił – na szybko wszystko przemyślałam. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy.
- Co robisz?
- Wracam do domu.
- Betty ..

- Inaczej Cie zabije – była w końcu moją mamą. Napisałam kartkę do Niny, żeby się nie martwiła i wyszłam razem z mamą. Miałam nadzieje, że zrozumie.

sobota, 17 października 2015

Chapter 26

Była 10 rano, a ja wciąż leżałem w łóżku. Patrzyłem się w sufit i zastanawiałem się nad tym wszystkim. A zwłaszcza nad tym co wczoraj zaszło, a raczej mało brakowało. Nie będę ukrywał, że chciałem to wczoraj zrobić. Przyciągała mnie strasznie i broniłem się jak tylko mogłem. Co wcale nie było takie proste. Miałem obawy dzisiaj do niej jechać. Wczoraj się trochę zapomniałem i miałem nadzieje, że nie będzie miała do mnie o to żalu. Chce aby ta chwila była wyjątkowa dla nas obojga. Nie chce, żeby to tak wyglądało, gdy będzie chciała abym został na noc, tak po prostu. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu. Musiałem jechać do studia, bo już i tak byłem spóźniony. Wykręciłem numer do Betty.
- Tak? - odebrała od razu.
- Dzień dobry. Nie obudziłem Panią?
- Dzień dobry. Skądże. W jakiej sprawie Pan dzwoni?
- Dzwonię w sprawie spotkania z pewną, piękną dziewczyną, która skradła moje serce – oboje zachowywaliśmy powagę w czasie tej rozmowy.
- Hmm więc to musi być pomyłka.
- Nie wydaje mi się – w końcu przestałem udawać – Witaj kochanie. Jak się dzisiaj czujesz?
- Dużo lepiej, ale tęsknie już. Kiedy będziesz?
- Teraz muszę jechać do studia i jak będę wracał, to przyjadę. Może tak być?
- Ehh i tak nie mam wyjścia, tylko się zgodzić.
- Jakoś Ci to wynagrodzę.
- Mmm a jak?
- Na pewno nie tak jak byś chciała – postanowiłem się trochę z nią podrażnić.
- Ejj! Wcale nie miałam tego na myśli, wariacie – zaśmiała się.
- Nie? A to szkoda.
- A co? Chciałbyś? - brała mnie pod włos i wiedziałem o tym.
- Może, a czemu pytasz?
- Bez powodu – nastała niezręczna cisza.
- Muszę już kończyć. Do zobaczenia za parę godzin. Kocham Cie.
- Ja Ciebie też – rozłączyłem się. Mogłem nie zaczynać tego niebezpiecznego tematu, ale to było takie niewinne. Musiałem w końcu wstać i się ubrać. Mam nadzieje, że będę mógł się skupić na pracy.

                                                                          ~~~~~~

Troszkę Go okłamałam, ale to dlatego, żeby się nie martwił. Dzisiaj byłam wyjątkowo słaba. Nie wiem czym to było spowodowane. Ledwo chodziłam do łazienki, oczywiście z pomocą Niny. Dużo mi pomagała i byłam jej za to wdzięczna. Nawet wzięła kilka dni wolnego w pracy do czasu aż mi się nie polepszy. Zapewniałam ją, że nie musi tego robić. Nie było tutaj tego potwora, więc byłam bezpieczna.
Usłyszałam, że zapukała do drzwi.
- Wejdź. Od kiedy pukasz? - spojrzała na mnie znacząco i już wiedziałam co powie.
- Odkąd dobrze bawiliście się wczoraj w moim łóżku. I jak było? - wyszczerzyła się, a ja spłonęłam ze wstydu.
- Ale .. my nic .. przecież .. tylko .. - nieporęcznie się tłumaczyłam.
- Przecież was wczoraj widziałam.
- Co? - wybałuszyłam na nią oczy.
- Haha .. żałuj, że nie widzisz swojej miny – walnęłam ją poduszką, żeby się uspokoiła – Oj no zgrywam się przecież. Wiem, że byliście grzeczni, ale nie tak do końca.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Yhy jasne. A to ja się wczoraj namiętnie całowałam z chłopakiem w łóżku? - poczułam, że dopiero teraz moja twarz płonie żywym ogniem.
- Skąd …
- Widziałam. Tylko, żeby nie było, że was podglądałam czy coś. Po prostu szłam zapytać o coś i zauważyłam co robiliście.
- No rzeczywiście nie podglądałaś. Tylko się patrzyłaś.
- Oj nie czepiaj się szczegółów. W końcu nic więcej nie robiliście.
- A gdybyśmy? To też byś się przyglądała?
- Hmm .. - udawała, że się zastanawia.
- Nina!
- Przecież żartuje – wytknęła mi język – Hm .. a chciałabyś?
- Żebyś nas podglądała? Nie bardzo.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło – spojrzałam na nią pytająco – No wiesz o co .. o ten teges – czy Ona robiła to celowo, żeby mnie zawstydzić? Nie chciałam rozmawiać na takie tematy.
- N … nie wiem … kocham Go, ale chyba to jeszcze za wcześnie.
- On też tak myśli?
- Chyba nie myślisz, że rozmawiamy na takie tematy.
- Dlaczego nie? To jest ważny temat jak by nie było. Może On czeka na Twój znak albo chce zacząć, tylko nie wie jak aby Cie nie wystraszyć.
- Myślisz?
- Tak. To facet, więc wiesz .. powiedź mu o swoich obawach i ogólnie o wszystkim. Zobaczysz, że tylko wyjdzie to wam na dobre.
- Pomyśle o tym.
- A mówiłaś mu o .. ojcu? - spoważniałam. Pokręciłam głową – Dlaczego? Powinien wiedzieć co On Ci robił.
- Nie mogę mu tego powiedzieć, rozumiesz? Po prostu nie mogę – przekręciłam się na bok.
- Czego się boisz? Mike to zrozumie i będzie Cie wspierał. Pamiętaj, że związek polega na m.in. mówieniu sobie prawdy. Chcesz, żeby dowiedział się w taki sam sposób jak o Twojej pracy? Pamiętasz co było.
- Eh .. pamiętam, ale nie jestem w stanie mu powiedzieć. Przynajmniej na razie. Boję się, że to by mogło być dla niego za duży szok i …
- I Cie zostawi? Chyba sama w to nie wierzysz.
- Już sama nie wiem. Zostawisz mnie na chwilę samą?
- Ok. Przynieść Ci tutaj śniadanie?
- Zejdę na dół – pokiwała głową i wyszła. Może Nina ma rację. Może powinnam z nim szczerze porozmawiać na wszystkie tematy. Ale nie umiałam tak. I się też bałam. Mogłabym tak długo rozmyślać, ale zasnęłam.
Powoli otworzyłam oczy i od razu mój wzrok skierował się na zegarek na szafce nocnej. Co? Już po 18? Jakim cudem tyle przespałam? Odwróciłam się i moim oczom ukazał się piękny widok. Mike siedział w fotelu obok łóżka i czytał jakąś książkę.
- Cześć kochanie – uśmiechnęłam się do niego. Spojrzał na mnie i usiadł na łóżku.
- Witaj piękna. Już myślałem, że zasnęłaś jak królewna śnieżka.
- Więc byś musiał mnie obudzić.
- Hm tylko jak – udał, że myśli – Chyba już wiem – usiadł na łóżku, nachylił się i mnie pocałował.
- Zgadłeś. Po takim pocałunku od razu bym się przebudziła.
- Jestem pewien. Jak się czujesz? Nina powiedziała, że zasnęłaś o 11 a mamy 18. Martwię się o Ciebie – patrzył mi w oczy.
- Nic mi nie jest. Chyba byłam naprawdę zmęczona – spojrzał na mnie podejrzliwie.
- A co Ty w nocy robiłaś i z kim, skoro się nie wyspałaś?
- Głupol z Ciebie – uśmiechnęłam się.

Dzisiaj też nie został na noc. Chyba czuł to samo, ale nie powiedział wprost. Ja też nie miałam zamiaru. Zauważyłam, że już drugi raz i to w tym samym dniu zaczęliśmy temat o tych sprawach. To było raczej zwykłe droczenie się między nami, ale jednak. Nie wiedziałam co o tym myśleć i starałam się nie pokazywać przy nim, że mnie to peszy. Chyba bałam się wyjść na gówniarę, ale czemu. Dobre pytanie.

sobota, 10 października 2015

Chapter 25

Od razu przepraszam za tą nieobecność, ale dopadł mnie jesienny wirus i z nim walczyłam. Nie poddałam się mu tak łatwo, wiec miał dość i poszedł do kogoś innego ;) Musiałam się jeszcze zregenerować i właśnie powróciłam z kolejną notką. Mam nadzieje, że się spodoba i od razu przepraszam za błędy, jeżeli jakieś się pojawiły, ale już nie zdążyłam sprawdzić.
Zapraszam do czytania i oczywiście komentowania ;)

                                                                           ~~~~~~~


Byłam już spakowana i gotowa do drogi. Razem z Niną czekałyśmy na Michaela. Obiecał, że po mnie przyjedzie i odwiezie do domu Niny. Mama musiała zostać w szpitalu, ale czekała razem z nami.
- Nie przyjedzie. Zamówię wam taksówkę.
- Przyjedzie .. obiecał mi.
- Ciągle żyjesz marzeniami. Było mu Ciebie szkoda, dlatego codziennie tutaj był. Nie rób sobie złudnych nadziei.
- Daj jej już spokój i odczep się w końcu od Michaela. To porządny facet, a Ty ciągle o nim źle mówisz. Gdyby nie On wiesz co by się stało Betty, więc daruj sobie – aż na nią spojrzałam. Nie sądziłam, że wstawi się za Michaelem. W końcu Go nie znała.
- Widzę, że i Ciebie wziął na swoją stronę – Nina tylko wywróciła oczami, bo też nie miała na nią już siły. Zawsze wiedziała lepiej. Po dziesięciu minutach przyjechał.
- Przepraszam za spóźnienie – przytulił mnie – Na pewno możesz już wyjść?
- Tak na pewno – uśmiechałam się do niego – Cieszę się, że przyjechałeś – mama w końcu nie wytrzymała. Powiedziała tylko, że potem odwiedzi mnie i wyszła.
- Ok to chodźmy – wziął moją torbę z rzeczami. Coraz lepiej chodziłam o jednej kuli, ale wiedziałam, że długo to nie potrwa. Jechaliśmy w ciszy do Niny. Patrzyłam na mijające budynki za oknem i nagle w mojej głowie pojawiło się tysiąc myśli i pytań. Dlaczego On mi to chciał zrobić? Co mu takiego zrobiłam? Co by była gdyby nie zjawił się Mike? I wiele innych. Na większość nie znałam odpowiedzi. I tak naprawdę chyba wcale nie chciałam poznać. Przerażało mnie to wszystko. Zanim się obejrzałam byliśmy na miejscu – Zaniosę Ci torbę do Twojego pokoju – już chciał iść po schodach na górę.
- Ale Mike – zatrzymałam Go – Ja śpię na kanapie. O tutaj – wskazałam na salon.
- Wcale, że nie – wtrąciła Nina – Przygotowałam Ci moją sypialnię ..
- Ale .. niepotrzebnie .. kanapa mi wystarczy .. naprawdę.
- Umówmy się tak – podeszła – Do czasu aż Ci się całkiem nie polepszy będziesz miała moją sypialnię, ok?
- Nie podoba mi się, że zabieram Ci pokój.
- Tylko Go pożyczasz. Możesz zanieść jej rzeczy – tak też zrobił – Pójdę zrobić obiad. Mike na pewno też zostanie.
- Pomóc Ci?
- Oczywiście, że nie. Ty sobie przez pewien czas będziesz odpoczywała. Należy Ci się – spojrzała na mnie wymownie.
- Ok … pójdę na górę – powoli szłam po schodach. Akurat Mike schodził.
- A co Ty robisz? - wziął mnie na ręce i zaniósł na górę.
- Wariacie hehe dałabym sobie radę.
- Ale nie musiałaś – pokręciłam tylko głową. Położył mnie na łóżku i usiadł obok.
- Zostaniesz na obiad?
- Z tak miłymi dziewczynami zawsze – wyszczerzył się.
- Ej! Bo będę zazdrosna – rzuciłam w niego poduszką.
- Tak pogrywasz? - odrzucił poduszkę, a po chwili już mnie dopadł z łaskotkami.
- Mike! Nie! Hahaha! Pros .. proszę .. - próbowałam zablokować jego dłonie, ale nie miałam szans. Nie mogłam przestać się śmiać.
- Co się .. - nagle weszła Nina i zaniemówiła. Takiego widoku na pewno się nie spodziewała. Ja leżałam, a Michael nachylał się nade mną. Od razu odsunął się od mnie jak oparzony.
- My tylko .. - zaczął się nieporadnie tłumaczyć. Chciało mi się śmiać z jego miny.
- Ten wariat zaczął mnie łaskotać – powiedziałam za niego.
- Trzeba było tak od razu – zeszła na dół. Odetchnął.
- Przynajmniej się uspokoiłeś.
- Nom .. - albo mi się wydawało albo się speszył. Poklepałam miejsce obok siebie, żeby się przy mnie położył. Wykonał polecenie.
- Nic złego nie robiliśmy – położyłam głowę na jego torsie – Nie ma czego się wstydzić.
- Wiem, ale … tak jakoś głupio mi się zrobiło – spojrzałam na niego z dołu.
- Kocham Cie.
- Ja Ciebie bardziej, kochanie – pogłaskał mnie po policzku. Zamknęłam oczy pod wpływem jego dotyku i nie wiedząc kiedy, zasnęłam. Miałam jakieś koszmary dotyczące tego co było w domu. Widziałam jego twarz i czułam, że chce mnie skrzywdzić. Zbliżał się do mnie .. był coraz bliżej ..
- Niee!! - obudziłam się zlana zimnym potem i aż usiadłam.
- Skarbie? - poznałam ten głos. Odwróciłam się do niego i po prostu się wtuliłam – Już dobrze .. ćśś .. to był tylko zły sen – głaskał mnie po włosach.
- To było straszne – wciąż się tuliłam.
- Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Może .. potem ..
- Dobrze. Bez pośpiechu. Lepiej?
- Przy Tobie zawsze. Długo spałam?
- Godzinkę.
- Chodźcie na obiad! - usłyszeliśmy z dołu. Zjedliśmy wszyscy razem obiad, chwilę posiedzieliśmy razem z Niną w salonie i poszliśmy do sypialni. Mama zadzwoniła, że dzisiaj nie da rady przyjechać, bo zostaje na noc.
- Więc dzisiaj nie muszę się jej obawiać – powiedział.
- A boisz się jej?
- No wiesz jak tak na mnie spojrzy tymi swoimi oczami, to strach się bać – zaśmiałam się.
- Taki duży chłopiec, a się boi?
- Ciebie się nie boję.
- Ach tak? - pocałował mnie.
- Eghm – spojrzeliśmy w stronę drzwi – Chciałam tylko zapytać, czy Mike zostaniesz na kolacji? Ale chyba znam odpowiedź.
- Nie chce robić kłopotu.
- Nie robisz. A Betty bardzo chce, żebyś został – uśmiechnęła się w moją stronę. Zarumieniłam się – Hm .. a na śniadanie też zostaniesz? - spojrzała na nas znacząco uśmiechając się przy tym i poszła na dół.
- Ona jest okropna – schowałam się cała pod kocem. Nie chciałam, żeby widział moje okropne rumieńce.
- Oj tam .. nie jest taka zła – zajrzał pod koc – A gdzie mi się chowasz, hm? Chodź do mnie.
Resztę czasu do kolacji spędziliśmy we dwoje. Dużo rozmawialiśmy. Opowiedział mi co czuł po naszym rozstaniu i jak Go to bolało. Ja powiedziałam mu o tym samym i oboje doszliśmy do wniosku, że nie możemy bez siebie żyć. Nawet nie mogliśmy sobie tego wyobrazić. Naszedł czas kolacji. Tak samo jak wcześniej, zeszliśmy na dół, a potem wróciliśmy do sypialni.
- Wiesz .. czuje się przy Tobie bezpieczna .. dlatego .. może byś został .. ? - zapytałam nieśmiało.
- Wiesz, że chętnie – ucieszyłam się. Siedzieliśmy przez chwilę w kompletnej ciszy, tylko się na siebie patrzeliśmy. Nie wiem co mną kierowało, ale przybliżyłam się i po prostu Go pocałowałam. Nie chciałam przerywać. Poczułam jak położył mnie. Poddałam się temu. Nachylał się nade mną i wciąż całował. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. Po raz pierwszy kogoś tak bardzo pożądałam i jednocześnie bałam się tego uczucia. Całował tak czule, że chciałam więcej. Po chwili spojrzał na mnie. Nasze oddechy były ciężkie i przyspieszone. Widziałam w jego oczach, że czuł to samo – Nie możemy .. nie w taki sposób i nie tutaj. Poza tym wiem, że nie jesteś gotowa na tak poważny krok.
- Wiesz co? Jesteś najukochańszym mężczyzną jaki chodzi po tej planecie – dałam mu za to jeszcze buziaka – Żaden inny, by tak nie postąpił, ale Ty jesteś wyjątkowy – pogłaskałam Go po policzku.

- To Ty jesteś wyjątkowa i bardzo Cie kocham. Ehh .. to chyba nie jest dobry pomysł abym dzisiaj został – byliśmy z tym zgodni. Gdyby został .. nie zapanowaliśmy bym nad tym. Pożegnał się ze mną i pojechał do siebie. Przekręciłam się na lewy bok, ale ze szczęścia nie mogłam zasnąć. Wciąż czułam te motylki w brzuchu.

sobota, 19 września 2015

Chapter 24

Witajcie!
Udało mi się cudem napisać notkę. I od razu przepraszam za błędy, ale pisałam ją dla Was przed pójściem spać;)
Jeżeli ktoś jeszcze nie wie o ankiecie po prawej stronie to zapraszam do wzięcia w niej udziału.
Hmm .. tak naprawdę to nie spodziewałam się, że tylu z Was czyta to opowiadanie, a nie komentuje. Oczywiście nikogo nie zmuszam, ale chciałam tylko napisać, że pisze to opowiadanie dla Was, dlatego bym chciała poznać Waszą opinię. To naprawdę nic nie kosztuje, a mi daje poczucie, że mam dla kogo pisać ;) Dziękuje tym osobom, które śmiało komentują i tym samym motywują mnie do pisania. To naprawdę wiele znaczy :) Każdy komentarz jest ważny, wiec śmiało ;)


                                                                           ~~~~~~


Następnego dnia, tak jak Mike obiecał, przyjechał do mnie już od rana i nie opuszczał mnie ani na minutę. Niestety moja mama też była w sali. Nie wiem o co jej chodziło. Byłam dorosła, a Mike mnie uratował, więc by mnie nie skrzywdził. Siedział na krawędzi mojego łóżka. Wychyliłam trochę głowę, żeby spojrzeć na mamę. Siedziała w fotelu.
- I co? - zapytał po cichu.
- Dalej nas obserwuje.
- Czuje się jak na scenie – po cichu się zaśmiałam – Zaraz będzie chciała autograf.
- Lepiej nie kracz. Mamo?
- Tak?
- Byś mogła zapytać się lekarza kiedy będę mogła stąd wyjść?
- I mam zostawić Cie samą?
- Nie jest sama – odpowiedział Mike. Chwilę jeszcze popatrzyła aż w końcu wyszła – No nareszcie.
- Żebyś wiedział.
- Betty .. ?
- Tak?
- Wczoraj chciałem, to powiedzieć, ale nie miałem jak … kocham Cie .. ani na chwilę nie przestałem Cie kochać – patrzył mi w oczy. W moich wzbierały się łzy.
- Ja Ciebie też kocham i przepraszam, że nie powiedziałam Ci prawdy … żałuje tego.
- Już dawno Ci to wybaczyłem, ale ta cholerna duma nie pozwała mi zadzwonić ani nic. I chce Cie przeprosić za to, że tak podle Cie potraktowałem.
- Nie mam o to żalu – wyciągnąłem ręce na znak aby mnie przytulił. Zrobił to, a ja znowu mogłam cieszyć się jego ciepłem – Czyli … dajesz mi drugą szansę?
- Nie mam wyboru … serce mi tak każe i wiesz co? Cieszę się z tego – ponownie spojrzał mi w oczy i delikatnie pocałował – Strasznie tęskniłem, ale teraz już będzie dobrze. Uda nam się pod warunkiem, że nie będziemy mieć przed sobą tajemnic, zgoda? - chwilę na niego patrzyłam. Wiedziałam, że to będzie kłamstwo, ale nie umiałam inaczej i nie mogłam.
- Zgoda.
- A powiesz mi co się stało? Jeżeli czujesz się na siłach.
- Bo … - miałam dość swoich kłamstw. Nie zasługiwał na takie traktowanie. Zaczęłam, ale nie patrzyłam mu w oczy, tylko w stronę okna – Jak wracałam któregoś dnia do domu .. skręciłam kostkę i leżałam przez ten czas w łóżku. Mama była przy mnie, ale właśnie wczoraj zadzwonili do niej ze szpitala, że musi przyjść. Niechętnie mnie zostawiła – zawiesiłam się na chwilę.
- Wszystko w porządku?
- Tak … musiałam skorzystać z wc i jakoś doszłam … gdy wychodziłam …. - nie chciałam, ale musiałam skłamać – Usłyszałam coś z piwnicy … postanowiłam tam zejść, ale z tą nogą było bardzo trudno i spadłam ze schodów … nie wiem ile tak leżałam, bo na chwilę straciłam przytomność. Wołałam potem o pomoc, ale nikogo nie było w domu. Doczołgałam się pod tą ścianę i czekałam na cud.
- Ale … przecież Twój ojciec był w domu .. pytałem o Ciebie .. powiedział, że Cie nie ma .. a jak wszedłem przez Twoje okno do środka, to piwnica była zamknięta na kłódkę – o cholera. Tego się nie spodziewałam. Musiałam coś szybko wymyślić na poczekaniu.
- No bo … bo jak ja wołałam, to nie było Go w domu. Potem przyszedł.
- Betty .. dlaczego kłamiesz? Siedziałem w aucie pod Twoim domem kilka godzin i w ogóle nie wychodził. Dopiero o pierwszej w nocy – patrzyłam na niego.
- Eh .. On pije ..
- Zdążyłem zauważyć, ale co to ma wspólnego?
- Był pijany i nie słyszał jak wołałam o pomoc, a ta kłódka .. nie wiedział, że jestem na dole dlatego zamknął piwnicę – patrzył na mnie.
- No dobrze … a już myślałem, że będę mógł komuś dać w zęby, że Ci to zrobił.
- Naprawdę byś to zrobił?
- Oczywiście. Jesteś dla mnie najważniejsza i nie pozwolę Cie krzywdzić.
- Mój wariat kochany, ale dziękuje za wszystko i za uratowanie życia.
- To mój obowiązek – chciał mnie już pocałować, ale weszła mama. Oboje spojrzeliśmy w jej stronę.
- Wiesz już?
- Tak. Lekarz powiedział, że jeszcze góra trzy dni i będziesz mogła wyjść – odetchnęłam – A Panu się nigdzie nie spieszy?
- Nie. Dzisiaj mam cały dzień, jak i pozostałe zarezerwowane dla Betty – uśmiechał się do mnie.
- Cieszę się – powiedziałam i również posłałam mu ciepły uśmiech.
- No chyba, że Cie męczę ..
- Hmm … czy ja wiem – droczyłam się z nim, ale po chwili zmieniłam swoją minę widząc jego – Nigdy mnie nie męczysz – nagle ktoś wszedł do sali aż się wystraszyłam i myślałam, że to wiecie kto.
- Betty! - nie wierzyłam własnym oczom. To była Nina.
- Co tutaj robisz? - podeszła i mnie delikatnie przytuliła.
- Jednak to prawda. Dowiedziałam się, że tutaj trafiłaś i musiałam przyjechać – dopiero teraz spojrzała w stronę Michaela i ją zatkało.
- Mike to moja siostra Nina, Nina to Mike .. mój przyjaciel i wybawca – podali sobie dłonie.
- Miło poznać – powiedział. Tylko się uśmiechnęła.
- Ciekawe po co przyszłaś – oczywiście, to była mama.
- Mam prawo odwiedzić swoją siostrę i mi nie zabronisz.
- Proszę, nie kłóćcie się – posłuchały mnie chyba pierwszy raz w życiu.
- Jak się czujesz?
- Lepiej, ale noga trochę boli. Cieszę się, że przyszłaś – naprawdę się cieszyłam. Nasze relacje nigdy się nie poprawią, bo nie potrafię zapomnieć co zrobiła, ale cieszyłam się, że przyszła i się zainteresowała.
- I co teraz? Gdzie będziesz mieszkała?
- Wróci ze mną do domu – odpowiedziała mama – Będę ją teraz pilnowała.
- Jasne. Jak wcześniej, co? - no nie, znowu zaczynały – Betty zamieszka u mnie.
- Na pewno nie.
- Jest pełnoletnia i może sama decydować, gdzie chce mieszkać, prawda? - spojrzała na mnie.
- Eh .. tak, ale Nina ..
- Wiem już co chcesz powiedzieć, ale dobrze wiesz, że nie możesz tam wrócić – modliłam się aby nie powiedziała nic więcej przy Michaelu.
- Dobra .. niech będzie – szybko powiedziałam zanim by się rozpędziła.
- I bardzo dobrze. Widzisz mamo? Teraz pomyśl o sobie. Przyszłam tylko na chwilkę, bo spieszę się do pracy. Cieszę się, że nic więcej się nie stało i dziękuje Panu.
- Mów mi Michael.
- Ok .. więc dziękuje Ci za uratowanie mojej siostry.
- Nie ma za co .. naprawdę.
- Oj jest. Dobra, to trzymaj się mała i niedługo się zobaczymy – chciała już wychodzić.
- Przepraszam .. byś mi mogła podać swój adres? Bym chciał odwiedzać Betty, jeżeli Ci nie przeszkadza.
- Pewnie. Nie ma problemu – zapisała swój adres na karteczce i mu podała. Wyszła. Spojrzał na kartkę i ją schował do kieszeni.
- To już mi teraz nie uciekniesz.
- Nie miałam takiego zamiaru.
- Na pewno dobrze się czujesz?
- Przy Tobie nie da się źle czuć.

Mike siedział przy mnie do samego końca odwiedzin. Dzięki niemu zjadłam obiad, który mi nie smakował, ale przy nim był nad wyraz do przełknięcia. Nawet mi trochę pomógł w jego zjedzeniu i udawał, że mu smakuje. Udawał, że łyżka jest samolotem i leci do mojej buzi. Mama chyba miała dość tych słodkości i wyszła. Na naszą korzyść tak naprawdę. Najgorsze było rozstanie. Co prawda tylko na kilka godzin, ale jednak. Już za nim tęskniłam.

sobota, 12 września 2015

Chapter 23

Bardzo powoli otwierałam oczy. Czułam chłód na całym ciele. Gdy udało mi się całkiem otworzyć oczy, zobaczyłam, że wciąż jestem w piwnicy, sama. Nie było Go i bardzo się bałam, że doszło do czegoś więcej. Bieliznę miałam na swoim miejscu i piżamę także. Gdyby posunął się dalej … wiedziałabym o tym .. chyba. Chciałam wstać i stąd wyjść, ale nie dałam rady. Usłyszałam, że otworzył drzwi piwnicy i schodzi po schodach. Położyłam się i zamknęłam oczy. Miałam nadzieje, że da się nabrać.
- Jeszcze śpi? - słyszałam jego głos. Leżałam nie ruchomo – No trudno. Jak wrócę to się zabawimy. Oj spodoba się jej – czułam jego wzrok na sobie i chciałam aby jak najszybciej stąd wyszedł. Po paru minutach wyszedł, a ja otworzyłam oczy i się rozpłakałam. Boże co ze mną będzie. Może mama wróci do tego czasu. Ale co z tego. Pobije ją i dobierze się do mnie. Czułam, że coraz bardziej robię się słaba i nie panowałam nad tym. Zamknęłam oczy i czekałam na cud.

                                                                            ~~~~~~

Była prawie pierwsza w nocy i powoli przysypiałem w aucie. Nagle zobaczyłem, że wyszedł z domu. Zniżyłem się w fotelu, żeby mnie nie zauważył. Chyba trochę wytrzeźwiał, bo szedł w miarę prosto. Obejrzałem się za nim i po chwili już zniknął za rogiem. Dalej obserwowałem dom. Dlaczego Betty jeszcze nie wróciła do domu? Przecież jest późno. Przestało mi się to podobać. Wysiadłem z auta i upewniłem się, czy nie wraca jej ojciec. Podszedłem do drzwi i zapukałem, ale nikt nie otwierał. Patrzyłem w okna i zatrzymałem wzrok na oknie Betty, przez które wchodziłem. Długo się nie zastanawiałem, tylko wszedłem po tym drzewie. Okno było minimalnie otwarte. Otworzyłem je całkiem i wszedłem do środka. Rozejrzałem się po pokoju. Faktycznie, nie było jej, ale łóżku nie było pościelone, więc nie mogła wyjść.
- Betty? - głucha cisza – Gdzie Ty jesteś .. - powiedziałem do siebie. Wyszedłem z jej pokoju i przeszukałem wszystkie pomieszczenia. Nigdzie jej nie było. Straciłem już nadzieje i zszedłem na dół. Rozglądałem się i nagle zauważyłem przy drzwiach od piwnicy kawałek jakiegoś materiału. Chciałem je otworzyć, ale były zamknięte na kłódkę. Nie byłem pewien, czy dobrze robię, ale było mi już wszystko jedno. W szafce znalazłem młotek i rozwaliłem tą kłódkę. Udało mi się znaleźć włącznik światła. Powoli zszedłem na dół i doznałem szoku – Betty?! - podbiegłem do niej – Boże .. kochanie .. - wziąłem w dłonie jej twarz. Była taka blada i słaba. Spojrzała na mnie.
- Mike? Co Ty …
- Ćśśś … nic nie mów. Zabieram Cie stąd – wziąłem ją na ręce. Syknęła – Co Cie boli?
- Wszystko .. - powiedziała ledwo słyszalnie. Wtuliła się we mnie i złapała się szyi. Wyszedłem z piwnicy i chciałem otworzyć drzwi, ale były zamknięte.
- Masz klucze?
- W pokoju – udałem się do jej pokoju, zabrałem klucze i zszedłem razem z nią. Od kluczyłem drzwi. Rozejrzałem się i zaniosłem ją do samochodu. Położyłem na tylnym siedzeniu i przykryłem kocem. Wsiadłem za kierownicę i ruszyłem. Co jakiś czas oglądałem się do tyłu. Przez całą drogę zastanawiałem się co Ona tam robiła. Na dodatek poobijana. Chciałem zapytać, ale zobaczyłem, że zasnęła. Boże tak dawno jej nie widziałem i znalazłem ją w takim stanie. Musiała jak najszybciej trafić do szpitala. Szybko dojechałem, wysiadłem i wziąłem ją na ręce. Obudziła się – Gdzie jesteśmy?
- W szpitalu. Odpoczywaj – wszedłem do szpitala i szukałem jakiegoś lekarza.
- Coś się stało? - podszedł jakiś.
- Dobrze, że pan jest. Moja .. przyjaciółka .. ja nie wiem co się stało, ale jest poobijana i słaba.
- No dobrze. Proszę ją położyć na łóżku – położyłem ją na łóżku, które stało na korytarzu – Zrobimy jej badania i zobaczymy co dalej.
- Mogę iść z wami?
- Niestety nie. Może pan tutaj poczekać i zawołam pana.
- Dobrze .. poczekam .. - pocałowałem ją w czoło – Będę na Ciebie czekał – słabo na mnie spojrzała i została wywieziona do jakiejś sali. Nie mogłem się uspokoić i chodziłem nerwowo po korytarzu. Gdzie była jej matka w tym czasie i co za bydle jej to zrobiło? A jeżeli .. nie .. to nie mógł zrobić jej ojciec. Przecież to by było chore. W końcu to jej ojciec. Miałem ochotę mu przywalić za to co o niej mówił. Nikt tak o niej nie będzie mówił. Co za cham. Usiadłem na chwilę na krzesełku, oparłem łokcie na kolanach i złapałem się za głowę. Usłyszałem stukot korków, ale nie zwróciłem na to uwagi. Jednak kroki się zatrzymały i cofnęły w moją stronę. Podniosłem głowę.
- Jednak to pan – to była mama Betty. Dosiadła się – Chce tylko panu powiedzieć, że nie wiem co się wydarzyło między wami, ale Betty jest przez cały czas smutna i chyba płacze choć nie pokazuje tego.
- Ale ..
- Nie wnikam w to. Właśnie dlatego nie chciałam abyście się spotykali, bo wiedziałam, że prędzej czy później tak ją pan potraktuje – wstała i zaczęła iść w stronę wyjścia.
- Ale Betty jest w szpitalu! - krzyknąłem. Odwróciła się i podeszła.
- Co takiego?? Gdzie Ona teraz jest? - mówiła roztrzęsiona.
- Na badaniach.
- Ale .. co ma pan z tym wspólnego?
- To nie jest tak jak pani myśli. I nie mogę pani powiedzieć, dlaczego przestaliśmy się widywać, ale dzisiaj chciałam to naprawić, bo naprawdę ją .. lubię. Otworzył mi pani mąż i powiedział, że jej nie ma.
- O nie – aż pobladła i usiadła, zrobiłem to samo.
- Postanowiłem na nią poczekać w samochodzie, ale nie wracała. O pierwszej w nocy pani mąż wyszedł z domu, a ja … - opuściłem głowę – Najpierw zapukałem, ale jak nikt nie otwierał, wiec … wszedłem po drzewie do pokoju Betty .. wiem, że nie powinienem, ale musiałem sprawdzić.
- Ma pan racje, ale to teraz nie ważne. Co było dalej? - wziąłem głęboki wdech.
- Szukałem ją po całym domu .. aż wszedłem do piwnicy … leżała pod ścianą ..
- Co?? Jak to w piwnicy?? Boże święty!
- Nie wiem co tam robiła, bo była za słaba by cokolwiek powiedzieć. Zabrałem ją i przywiozłem tutaj. To wszystko – chwilę wszystko przetwarzała i widziałem po jej minie, że nie może w to wszystko uwierzyć.
- Muszę do niej iść – wstała i weszła do tej sali, a mi pozostało jedynie czekać. Nie mogłem tego znieść. Po paru minutach wyszła.
- Wiadomo już coś?
- Ciągle ją badają – martwiła się tak samo jak ja.
- Zabije osobę, która jej to zrobiła – zacisnąłem zęby i pięści. Spojrzała na mnie uważnie – Ten ktoś mi za to zapłaci – nie żartowałem. Oparłem się o ścianę i zamknąłem oczy.
- Dziękuje – usłyszałem i spojrzałem się na nią – Uratował ją pan.
- Jest dla mnie bardzo ważna i zrobię dla niej wszystko – powiedziałem to jak najbardziej serio.
- Widzę – przyglądała się mi. Już miałem gdzieś, czy dowie się, że byliśmy razem, czy też nie. Byłem gotów jej powiedzieć, ale nie wiedziałem, czy Betty by nie była zła na mnie za to. Jakieś pół godziny później z sali, w której znajdowała się Betty wyszedł ten sam lekarz. Podszedł do jej mamy. Dała mi znak ręką abym również podszedł.
- Pani córka ma skręconą kostkę i liczne krwiaki na ciele. Najwięcej w okolicach żeber. Na szczęście nie stwierdziliśmy wstrząsu mózgu. Jest również osłabiona.
- Boże .. o to się bałam .. kiedy będzie mogła wyjść?
- Nie szybciej niż za parę dni. Musi dojść do siebie.
- Rozumiem. Chciałabym z nią zostać na noc.
- Dobrze pani wie, że pani może – uśmiechnął się do niej – Na dzisiaj to wszystko – poszedł do swoich obowiązków. Pani Henderson poszła w stronę sali, gdzie leżała Betty. Stałem w miejscu i patrzyłem za nią. Zniknęła za drzwiami. Nie wiedziałem co robić. Chciałem do niej iść, ale nie mogłem. Najwyżej zostanę tutaj na korytarzu do rana. Miałem już usiąść na krzesełku, ale drzwi się otworzyły i mnie zawołała. Podszedłem.
- Chciała, żeby pan przyszedł – powiedziała mi w drzwiach i przepuściła.
- Mike .. - spojrzała w moją stronę. Wyglądała tak mizernie. Moje serce krwawiło na samą myśl, że tak ją podle potraktowałem. Usiadłem na skraju łózka i wziąłem jej dłoń w swoją.
- Jak się czujesz?
- Tak jak wyglądam – próbowała zażartować.
- Aż tak dobrze? - kąciki jej ust lekko się uniosły.
- Jak … jakim cudem mnie znalazłeś? I dlaczego?
- Chciałem z Tobą porozmawiać .. wyjaśnić wszystko i powiedzieć, że nie powinienem wtedy tak zareagować – jej mama ciągle była w sali i nie zamierzała jej opuścić, więc nie mogłem powiedzieć jej dwóch najważniejszych słów, które krążyły w mojej głowie.
- Nie .. to ja przepraszam … - widziałem jak ciężko jej było mówić.
- Nie teraz. Teraz odpoczywaj i potem to dokończymy, ok? - pogłaskałem ją po policzku.
- Dobrze, a przyjdziesz jutro?
- Nie miałem innych planów, więc przyjdę.
- Heh .. będę czekała – patrzyliśmy sobie przez chwilę w oczy. W tej sekundzie słowa były zbędne, ale oczywiście pani Henderson postanowiła przerwać tą magiczną chwilę.
- Myślę, że już czas na pana – spojrzałem w jej kierunku, a potem na Betty.
- Pójdę już – pocałowałem ją w czoło – Do zobaczenia.
- Pa i dziękuje – spojrzałem jeszcze na nią i się uśmiechnąłem. Wyszedłem i kierowałem się w stronę wyjścia. Szkoda, że pani Henderson nie zostawiła nas na chwilę samych. Mam nadzieje, że jutro będę mógł jej powiedzieć to co chciałem. Byłem spokojniejszy. Wiedziałem, że jest już bezpieczna i nic jej nie grozi. Wsiadłem do auta i pojechałem do domu.

                                                                              ~~~~~~

Nie mogłam w to uwierzyć. Mike mnie znalazł i dzięki niemu tutaj jestem. Tak dawno Go nie widziałam. Nic się nie zmienił. I wydawało mi się, że chciał mi coś powiedzieć. Może jutro się dowiem. Pomimo bólu jaki wciąż odczuwałam, delikatnie się uśmiechałam. Nawet nie zwróciłam uwagi na mamę.
- Betty? Co się tak uśmiechasz?
- A tak jakoś …
- No dobrze. Jak się czujesz?
- Tak samo .. znalazł mnie .. gdyby nie On ..
- Właśnie .. co się stało w domu? - wystarczyło, że sobie przypomniałam, a płacz pojawiał się jak na zamówienie.
- Nie mogę ..
- Przepraszam. Nie powinnam zaczynać tego tematu .. sama mi opowiesz jak poczujesz się lepiej, ok?
- Tak.
- Michael mi powiedział, że znalazł Cie w piwnicy. Nie mogę w to uwierzyć co ten sukinsyn zrobił. Jakim prawem. To moja wina .. mogłam zostać w domu.
- Nie mamo .. nie obwiniał się .. a teraz pozwolisz, że zasnę?

- Oczywiście .. jesteś zmęczona i osłabiona. Śpij córeczko – tak samo jak Mike pocałowała mnie w czoło i usiadła w fotelu pod oknem. Wiedziałam, że będzie czuwała całą noc. Czułam się bezpieczniej. Gdy zamknęłam oczy, znowu zobaczyłam twarz Michaela. Jeżeli to był sen, że był tutaj i normalnie ze mną rozmawiał, to nie chce się obudzić. Mój wybawiciel.  

sobota, 5 września 2015

Chapter 22

Witajcie!
Dodaje tutaj ponieważ póki co wena mnie opuściła na Bad Girl, ale mam nadzieje, że szybko wróci i dodam notkę. Po prawej pojawiła się ankieta. Zachęcam do wzięcia w niej udziału ;)
Dzisiaj się nie będę rozpisywała ponieważ mam kiepski dzień.
Zapraszam wiec do czytania oraz komentowania :)


                                                                           ~~~~~~~


Moim głównym i jedynym zajęciem było leżenie i czytanie książek jakie wpadły mi do rąk. Nie sądziłam, że mama aż tak będzie się mną zajmowała. Wzięła nawet dodatkowy urlop z tego powodu. Ojciec rano wychodził i wracał bardzo późno albo w ogóle. Jak dla mnie mógł w ogóle nie wracać. Na moje szczęście nie zaglądał do mnie. Z każdym dniem czułam się coraz lepiej. Kostka jednak wciąż bolała i nie pozwalała chodzić. Spojrzałam na zegarek. Mama pewnie za chwilę przyniesie mi obiad. Miałam rację.
- Nie śpisz? - zapytała i weszła z tacą.
- Wiesz, że nie – podeszła i postawiła tacę na nocnej szafce – Coś się stało? - wyglądała jak by czymś się martwiła.
- Eh … dzwonili do mnie ze szpitala .. muszę tam jechać.
- Ale .. teraz?
- Wiem, że powinnam się Tobą zająć ..
- Nie o to chodzi .. chodzi o niego .. wiesz przecież.
- Tak. Na szczęście znowu gdzieś poszedł i pewnie nie wróci jak ostatnio.
- Mam nadzieje.
- Poradzisz sobie? Przygotowałam Ci już kolacje i wystarczy odgrzać. Przyniosę Ci ze szpitala kule, żebyś mogła się poruszać po domu.
- Dobrze – nie podobało mi się to, że muszę zostać sama. Przecież mógł w każdej chwili wrócić. Jednak nie dałam po sobie tego aż tak bardzo poznać.
- Betty? Mogę Cie o coś zapytać?
- Pytaj.
- Dawno nie widziałam Michaela .. nie przychodzi ani nic – na początku byłam strasznie zdziwiona, że ją ta interesuje, ale po chwili zrobiło mi się smutno.
- Dlaczego pytasz? Przecież Go nie lubisz.
- Po prostu. Wyjechał?
- Nie – naprawdę nie miałam jej ochoty o tym opowiadać.
- To o co chodzi? Przecież widzę, że jesteś smutna.
- Zerwaliśmy kontakt .. cieszysz się? - zbierało mi się na łzy, ale nie chciałam przy niej się rozkleić.
- Co? Dlaczego? Przeze mnie?
- Nie …. On ma swój świat .. ja do niego nie pasowałam .. nawet jako przyjaciółka – musiałam skłamać.
- On Ci tak powiedział? - zaprzeczyłam głową.
- Przecież to było jasne od początku. Ale .. jest dobrze … On o mnie zapomniał i ma spokój – patrzyła na mnie chwile.
- Przykro mi .. naprawdę. Muszę już iść – pocałowała mnie w czoło – Zjedź obiad i odpoczywaj – wyszła z pokoju. Poczekałam aż wyszła z domu i dopiero się rozpłakałam. Musiała mi o nim przypomnieć. Dlaczego? A niech to. Straciłam apetyt na obiad i przekręciłam się na bok. Długo tak leżałam i płakałam w poduszkę. Chciałam zasnąć, ale nie mogłam. Co zamknęłam oczy widziałam Michaela. Czy kiedyś przestanę za nim tęsknić i się odkocham? Jakoś się zmusiłam na ten obiad i Go zjadłam. Musiałam iść do wc. Powoli wstałam. Żebra wciąż bolały, stopa tak samo, ale powoli doszłam do łazienki. Załatwiłam się, umyłam dłonie i wyszłam. Nie zauważyłam i wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę i to był On. Szybko wróciłam się do łazienki i zamknęłam drzwi na zamek.
- Otwieraj!! I tak Cie dopadnę Ty mała szmato!! - wydzierał się, a ja płakałam i skuliłam się w rogu łazienki. Boże tylko nie to. Wali w te drzwi całym ciałem i wiedziałam, że je w końcu wyłamię.
- Zostaw mnie – mówiłam bardziej do siebie, bo i tak tego nie słyszał. Mamo wróć .. proszę. Nie minęła minuta i był w środku.
- Mówiłem coś!! - złapał mnie za włosy i podniósł.
- Ałłł!! Puść .. proszę .. - mówiłam przez łzy – Dostałam nauczkę ..
- To ja zadecyduje czy dostałaś!!! - wyciągnął mnie siłą z łazienki. Opierałam się na tyle ile mogłam, ale byłam za bardzo osłabiona. Pozostało mi jedynie płakać i liczyć na cud, że mama za chwilę wejdzie do domu. Wlókł mnie po schodach. Uderzyłam się stopą o poręcz. Poczułam straszny ból w niej – Idź prosto!! Myślisz, że pozwolę siebie tak traktować?!!!
- Nic nie zrobiłam …
- Nic?!! Za te nic dostaniesz kolejny raz i tym razem nikt Ci nie pomoże!!
- Najlepiej mnie od razu zabij – to by było najlepsze rozwiązanie.
- Jeszcze nad tym pomyślę!! - otworzył drzwi piwnicy i po prostu mnie do niej wrzucił. Moje ciało toczyło się po schodach coraz niżej. Takiego bólu jeszcze nigdy nie czułam. Leżałam na końcu schodów i nie miałam siły nawet ruszyć palcem – Za chwilę do Ciebie przyjdę!! - zamknął drzwi. Naprawdę myślałam, że to jest już mój koniec. Gdybym miała szansę wyjaśnić Michaelowi, że to nie tak było. Tylko tego chciałam. Chciałam aby znał prawdę, a potem mogę odejść. Nie wiem ile godzin tak leżałam w tym ciemnościach i na betonie. Było mi zimno i dostałam jakiś dreszczy. Usłyszałam dzwonek do drzwi, ale nie byłam w stanie krzyknąć. Słyszałam, że otworzył drzwi i z kimś rozmawiał, a potem nimi trzasnął. Otworzył drzwi piwnicy, zapalił światło i słyszałam jego kroki po schodach. Kucnął obok mnie i się patrzył – Zgadnij kto był … Twój kochaś i pytał o Ciebie. Nie mówiłaś, że masz kogoś. Przeleciał Cie już? - jego spokojny ton głosu wzbudzał jeszcze większy strach.
- N-nie .. - udało mi się wypowiedzieć.
- Świetnie .. pozwolisz jednak, że sam sprawdzę, ale za chwilę – zmierzył mnie wzrokiem, wstał i wyszedł. Łzy same zaczęły lecieć i nie chciały przestać. Boże co On chce ze mną zrobić. Wiedziałam, ale nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Chciałam aby ten koszmar się już skończył. Dopiero teraz do mnie dotarły jego słowa. Michael tutaj był. Ale po co? I to jeszcze musiał na niego natrafić. Powoli doczołgałam się do końca ściany i przykryłam jakimś starym kocem, który leżał obok. Po chwili znowu do mnie zszedł – Teraz tak szybko Cie nie opuszczę.
- Nie … odejdź …
- Nic z tego. Chodź do mnie i lepiej się nie opieraj – uklęknął obok mnie i odkrył koc. Zaczął się do mnie dobierać. Starałam się odpychać jego dłonie, ale nie miałam tyle siły. Pamiętam jedynie to, że zaczęłam płakać, a potem już nic. Urwał mi się film.

                                                                                  ~~~~~~

Przesiedziałem w aucie prawie dwie godziny przed jej domem. Jednak nie wyszła. Wcześniej pojechałem do jej pracy w nadziei, że tam będzie, ale dowiedziałem się, że już tam nie pracuje. Ucieszyła mnie ta wiadomość. Siedziałem w tym samochodzie i myślałem. Ale ja jestem głupi. Dlaczego nie pozwoliłem jej wyjaśnić? Przecież wciąż ją kocham i nie mogę przestać ani zapomnieć. Miałem nadzieje, że będzie chciała ze mną porozmawiać. Fakt, zataiła przede mną prawdę, ale pewnie dlatego, że się bała mojej reakcji. Koniec tego. Muszę z nią natychmiast porozmawiać. Wysiadłem z auta i z bijącym sercem zapukałem do drzwi. Było mi już wszystko jedno kto otworzy.
- Czego? - w drzwiach zobaczyłem wstawionego mężczyznę. To jej ojciec.
- Dzień dobry. Jest może Betty? - głupkowato się uśmiechnął.
- A Ty kim jesteś? Jej fagasem?
- Jesteśmy .. przyjaciółmi. Chciałbym z nią pogadać przez chwilę.
- Już powiedziałem, że jej nie ma! Gdzieś się szlaja razem ze swoją matką! - nie podobał mi się jego ton i to jak o niej mówił.
- Może Pan jej przekazać, że byłem i niech się do mnie odezwie?
- Hm .. może – zrozumiałem jego aluzje. Wyciągnąłem z portfela sto dolarów i mu dałem.
- A teraz?
- Teraz to inna rozmowa.
- Dziękuje.

- Tylko będziesz musiał się ustawić w kolejce. Ma dużo klientów – zamknął mi drzwi przed nosem. Miałem ochotę mu przywalić za to, że tak o niej mówił. Zacisnąłem zęby i pięści. Nie ufałem mu. Wsiadłem do auta i postanowiłem czekać aż ją zobaczę. Nie ważne i to by miało potrwać. Miałem przy sobie nasze wspólne zdjęcie. Patrzyłem się na nie i przypomniały mi się nasze wspólne chwile. Przejechałem kciukiem po jej twarzy. Moja piękna i jedyna. Poczekam na Ciebie nawet do rana albo i dłużej. Oparłem zdjęcie między deskę rozdzielczą, a przednią szybę. Obserwowałem dom.