Mam nadzieje, że dzisiejsza notka Wam się spodoba :)
Zapraszam do czytania oraz oczywiście komentowania, czyli motywowania mnie ;)
~~~~~~
Nina wróciła do domu po 16:00. Od
razu zajrzała do skrzynki na listy jak zwykle. Zobaczyła kilka
listów, ale nie zwróciła na nie większej uwagi. Po przekroczeniu
progu drzwi, udała się od razu do kuchni i rzuciła listy na blat.
- Tylko te rachunki i rachunki –
mówiła pod nosem zaglądając do lodówki – Co by tu .. hmm .. a
niech będzie – wyciągnęła szybkie danie i wrzuciła do
mikrofali. Była zbyt zmęczona, żeby robić normalny obiad. Zresztą
dla samej siebie nie widziała zbytnio sensu. Gdy danie zagrzewało
się, poszła do sypialni przebrać się w luźniejsze ciuchy. Wzięła
z blatu listy i położyła na stoliku w salonie. Nalała sobie wina,
przełożyła posiłek na talerz i rozsiadła się na kanapie – O
jak dobrze. Nareszcie piątek – wzięła łyk wina. Sprawdziła
pierwszy list – No tak rachunek – potem kolejny – To samo. A
dzisiaj mam to gdzieś – odłożyła je z powrotem. Prawie zasnęła,
ale żołądek dał o sobie znać – No już dobrze. Na karmie Cie.
Ależ Ty jesteś upierdliwy – zaczęła jeść, ale na chwilę
odłożyła widelec, bo zauważyła coś dziwnego. Wzięła do ręki
kopertę, na której pisało ''Dla Betty'' – Hmm? - zauważyła też
przyczepioną karteczkę – Dziwne – chwilę biła się z myślami,
czy powinna otworzyć, ale nie dawało jej to spokoju – Najwyżej
mnie zabije – otworzyła, wyciągnęła list i zaczęła czytać. Z
każdym kolejnym słowem coraz bardziej nie dowierzała. Gdy doszła
do końca, odłożyła list i zaczęła się nad tym zastanawiać –
Nie … nie wierzę, że by mogła z nim zerwać – wstała i
chodziła po salonie. Próbowała się do niej dodzwonić, ale
włączała się sekretarka – Niech to cholera – spojrzała na
zegarek – Cholera .. 16:30 .. - spojrzała na swój ubiór. Olała
to i zamówiła taksówkę. Na szczęście przyjechała bardzo
szybko. Schowała do torebki list, zamknęła drzwi i wsiadła do
taksówki. Podała adres i poprosiła, żeby się pospieszył. Po
pięciu minutach była na miejscu. Zapłaciła i poprosiła, żeby
poczekał. Szybko wysiadła i ruszyła w stronę drzwi. Zapukała.
Jak zwykle otworzyła jej mama.
- Czego tutaj chcesz?
- Cóż za miłe powitanie. Nie
przyszłam do Ciebie, tylko do Betty. Przepuść mnie – chciała
wejść, ale jej nie przepuściła.
- Nie chce z Tobą rozmawiać – Nina
zaśmiała jej się prosto w twarz.
- Tak samo jak z Michaelem?! To Twoja
sprawka, prawda? Przyznaj się!
- Nic Ci do tego. Nareszcie się od
niego uwolniła.
- Jesteś chora! Oni się szczerze
kochali, a Ty To zniszczyłaś! - weszła siłą i weszła po
schodach.
~~~~~~
Widziałam jak podeszła do jego auta i
coś mówiła. Nie wiedziałam co, nie powiedziała mi. Musiała Go
nieźle zdenerwować, bo odjechał prawie z piskiem opon, a ja
zaczęłam płakać. Chciałam za nim krzyknąć, ale nie mogłam.
Ojciec spał i bałam się jego gniewu, gdyby się obudził. Przez
całą noc nad tym myślałam i coraz bardziej tęskniłam.
Obmyślałam plan jak znowu uciec chociaż na chwilę, żeby z nim
porozmawiać i wyjaśnić, dlaczego nie dzwonię ani nie odbieram.
Słyszałam jakąś awanturę z dołu,
ale nie obchodziło mnie to. Stałam przy oknie i miałam nadzieje,
że znowu przyjedzie. Nagle drzwi się otworzyły.
- Dobrze, że jesteś ..
- Nina? Co Ty ..
- Nie ma czasu na głupie pytania.
Zerwałaś z Michaelem? - wybałuszyłam na nią oczy.
- O czym Ty mówisz? Nie .. nie
zerwałam .. nawet mi przez myśl nie przeszło.
- To czytaj to – wręczyła mi jakiś
list. Przeczytałam i nie mogłam uwierzyć.
- Ale … co To jest .. ? Ja nic nie
rozumiem – aż usiadłam na łóżku – Nina .. powiedź, że to
mi się śni ..
- Więc już jestem pewna czyja to
sprawka – spojrzałam na nią – Matki .. to Ona chciała,
żebyście koniecznie zerwali – nagle wszystko zaczęło się
łączyć.
- To o Tym z nim rozmawiała … Boże
… jak Ona mogła mi to zrobić – łzy samoistnie zaczęły lecieć
– Nie … nie mogę Go stracić przez takie nieporozumienie.
- Nie czas na to. Mike za dwadzieścia
minut odlatuje i nawet nie wiadomo gdzie. Szykuj się szybko.
Taksówka już czeka i jedziemy Go zatrzymać – jak oparzona
zerwałam się na równe nogi i ubrałam pierwsze lepsze ubranie do
wyjścia.
- Gotowa – już miałyśmy schodzić
po schodach, gdy na drodze stanął nam ojciec.
- O kogo moje oczy widzą. Córka
marnotrawna powróciła.
- Nie licz na to draniu.
- Tak do ojca się odzywasz? - już
chciał do nad podejść.
- Nawet nie próbuj. Tknij mnie, a
pójdziesz siedzieć na długo. Załatwiłam sobie nietykalność,
więc jeżeli dotkniesz mnie choćby palcem, pójdziesz do kicia. Nie
wierzysz? Przekonaj się. No dalej! - tylko się gapił, ale nie
wykonał żadnego ruchu.
- Ty mi nie jesteś potrzebna. Mam
kogoś innego – spojrzał na mnie.
- Dobra. Nie mamy czasu na gadkę z
Tobą. Marnujesz mój cenny czas – złapała mnie za rękę i
wyszliśmy z domu. Wsiadłyśmy do taksówki – Dlaczego nie
odbierałaś? Ja i Michael dzwoniliśmy do Ciebie.
- Zobaczył, że mam telefon i Go
rozwalił na moich oczach – resztę drogi milczałam. Modliłam się
abyśmy zdążyły na lotnisko – Boże …. dlaczego jej
uwierzyłeś? Przecież wiesz, że Cie kocham – mówiłam w
myślach. Staliście w ogromnym korku, a lotnisko było pięć minut
stąd na piechotę. Spojrzałam na zegarek – Jest za dziesięć ..
- spojrzałam na nią – Nie zdążymy.
- Może Pan to jakoś objechać? Bardzo
nam się spieszy.
- Nie mam jak. Widzą Panie, że jest
korek.
- Nie .. - nie wiele myśląc wysiadłam
i zaczęłam biec w stronę lotniska.
- Betty! - usłyszałam. Zapłaciła i
też wysiadła. Biegłam ile sił w nogach i liczyłam na cud.
Wbiegłam na płytę. Ochrona chciała mnie zatrzymać i krzyczeli,
że tutaj nie wolno przebywać. Miałam to gdzieś. W ogóle ich nie
słuchałam. Płakałam i widziałam zamazany obraz od łez. Nigdzie
Go nie widziałam. Zatrzymałam się i nagle … zobaczyłam Go jak
wsiadał do samolotu. Już miał przekroczyć próg i zniknąć w
środku.
- Michael!!! - krzyknęłam ile sił w
płucach. Zatrzymał się i powoli odwrócił. Nasze spojrzenia się
spotkały. Znowu zaczęłam biec. Tym razem wiedziałam gdzie. Szybko
zszedł po schodkach i też zaczął biegnąć w moją stronę.
Rzuciliśmy się sobie w ramiona. Mocno się do niego przytuliłam
jak by miał mi zaraz uciec – Dlaczego? - mówiłam przez łzy i
wciąż się tuliłam.
- Przecież .. nie chcesz … - nie
dałam mu skończyć. Zamknęłam mu usta czułym pocałunkiem.
Odwzajemniał i mocno mnie do siebie przycisnął.
- To nieprawda, słyszysz? Powiedziała
to specjalnie. I wcale jej nie kazałam – patrzyłam mu prosto w
oczy – Bardzo Cie kocham i nie chce Cie stracić. Dlaczego jej
uwierzyłeś?
- Nie wiem … teraz widzę, że nie
powinienem. Wybaczysz mi to?
- Pod jednym warunkiem ..
- Jakim?
- Pocałuj mnie i udowodnij, że warto
– długo nie musiałam czekać na reakcje. Jego słodkie i miękkie
wargi połączyły się z moimi. Idealnie do siebie pasowały, a ja
czułam się wspaniale i naprawdę szczęśliwa.
- Już nigdy jej nie uwierzę. Obiecuje
– oparł swoje czoło na moim.
- Nie wybaczę jej tego. Boże .. nie
masz pojęcia jak się bałam, że nie zdążę.
- Los chciał aby tak było. Dlaczego
do mnie nie zadzwoniłaś? Byłem u Niny, ale od niej też nie
odbierałaś.
- Bo .. telefon mi spadł ze schodów i
nie działa – nagle mi się przypomniało – Nina .. - obejrzałam
się. Stała z daleka i się uśmiechała – Poczekaj – puściłam
Go na chwilkę i podeszłam do niej – Dziękuje Ci bardzo –
przytuliłam ją – Jestem Twoją dłużniczką.
- Hehe zapamiętam, a teraz wracaj do
niego – spojrzałam na nią i tak też zrobiłam.
- Panie Jackson? Przepraszam, ale co
robimy? - zapytał pilot. Mike spojrzał na niego.
- Lot odwołany. Już mam powód aby
zostać – uśmiechnął się do mnie i ponownie nasze usta się
złączyły.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam i
zawiesiłam ręce na jego szyi.
- Tam gdzie nikt nas nie znajdzie. Do
mnie – wziął mnie na ręce i zaniósł do auta.
- Hehe mój wariat - kazał kierowcy
jechać.
- Może i wariat, ale właśnie Twój –
co chwile się całowaliśmy. Nic nie mogliśmy na to poradzić.
Jeszcze chwilę temu myśleliśmy, że straciliśmy siebie na zawsze.
Teraz nadrabialiśmy ten czas.